logo
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
150 online
52 043 161

leczenie dobrą dietą, pepsi eliot, this is bio

MOJA REWOLUCYJNA KSIĄŻKA

TOP

Dzień | Tydzien | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum
Victoria Boutenko nie będzie już 100% surowa ;)

Przetłumaczyłam wywiad z Viktorią Butenko, kucharką i współautorką książki „Raw & Beyond”

Victoria Boutenko, Elaina Love, Chad Sarno, autorzy „Raw & Beyond”książki, w której trzech wielkich rawfoodowców ostrzegać będą przed jedzeniem wyłączznie surowego. Raw food 100% jest teraz be.

 Największe nazwiska dobrze znane w nowoczesnym trendzie afirmacji surową żywnością, a także wszyscy początkujący neofici zauroczeni niegotowaną kuchnią preferują dietę składającą się z sałatek, pasztetów ze słonecznika i orzechów nerkowca, daktyli i lodów bananowych. Jak długo potrawy nie były podgrzewane powyżej 41 stopni Celsjusza (temperatura przy której giną pierwsze enzymy) były traktowane jako uczciwa gra :).

Ale teraz, w książce Raw & Beyond, znana trójka nagle zmienia swoje stanowisko. Zaczynają opowiadać o pułapkach diety witariańskiej w 100% i dlaczego cała trójka wprowadziła gotowane jedzenie do swoich diet. Mają wrażenie że obecnie są na najbardziej optymalnej diecie dla człowieka i z tymi rewelacjami dzielą się z czytelnikami w swojej nowej książce.

Dzisiaj wszyscy troje twierdzą, że ich obecne samopoczucie, zdrowie i sprawność są o wiele lepsze niż jak byli na 100% surowej diecie wegańskiej, a nawet mówią, że czują się jak nigdy w życiu.

 16 stycznia 2012 (wywiad)

Wydawca „Veg News Associate” Collen Holland przeprowadza wywiad ze współautorką Raw & Beyond, znaną surową kucharką Victorią Boutenko, aby dowiedzieć się jak ta książka w kontekście ich niezwykłej transformacji zostanie odebrana przez surojadów na całym świecie.

 

VegNews: Kiedy przeszłaś na surową dietę wegańską?

Victoria Boutenko: Dokładnie 21 stycznia 1994 roku, wraz z moimi najbliższymi przeszliśmy na raw food. Zdecydowaliśmy się spróbować tej diety, ponieważ u całej mojej rodziny zdiagnozowano choroby zagrażające naszemu życiu. Ponieważ nie miałam już w tym czasie zaufania do alopatycznej medycyny rozpoczęłam poszukiwania alternatywnych rozwiązań. Po spotkaniu z surową dietą i przeczytaniu kilku książek na temat raw foodu byliśmy pełni entuzjazmu, aby spróbować tego sposobu jedzenia.

VN: Z jakimi chorobami borykała się Twoja rodzina?

VB: Mój mąż cierpiał na nadczynność tarczycy i przewlekłe reumatoidalne zapalenie stawów, u mnie zdiagnozowano zaburzenia rytmu serca, nasza córka Valya urodziła się z astmą i alergiami, a nasz syn Siergiej chorował na cukrzycę.

VN: W tym czasie uważałaś, że 100% surowe wegańskie jedzenie było optymalne dla zdrowia?

WB: Musimy zrozumieć, że surowe jedzenie było najbardziej naturalnym pokarmem dla ludzi w zamierzchłych czasach. Na przykład, kiedy wezmę dwa migdały, jeden będzie surowy, a drugi prażony to na oko wyglądają identycznie, jednak kiedy oba umieszczę w ziemi, będa zachowywać się zupełnie inaczej. Jeden z nich szybko zgnije, a z drugiego wyrośnie piękne drzewo migdałowe, które zaowocuje tysiącem migdałów. Co roku w nieskończoność. Z tego powodu doszłąm do wniosku, że różnica pomiędzy tymi dwoma migdałami jest tak głęboka jak życie i śmierć. Cała nasza czwórka od razu poczułą się lepiej po przejściu na surową dietę.

VN: Jakie w takim razie niedociągnięcia odkryłaś w surowej diecie?

VB: Znalazłam błąd w moim ulubionym powiedzeniu „ każdy surowy pokarm jest lepszy niż cokolwiek gotowanego”. Na przykład, porównując wartość odżywczą kapusty do gotowanej kapusty, surowych ziemniaków w porównaniu do smażonych ziemniaków, surowych orzechów włoskich w porównaniu z prażonymi orzechami, i tak dalej . Wniosek wydawał się dla mnie oczywisty. Natomiast nie zastanawiałam się nad tym, czy jest jakieś gotowane jedzenie, które ma więcej wartości odżywczych od konkretnej surowej żywności.  Co jest bardziej odżywcze: szparagi gotowane na parze czy orzechy nerkowca? Lekko podgotowana czerwona kapusta czy uncja surowego masła migdałowego? Pieczone jabłko czy plaster tłustego surowego deseru? Wiem, teraz że te gotowane pokarmy są bardziej odżywcze od tych surowych, ale wcześniej nie zadawałam sobie takich pytań.

VN: Dlaczego gotowane na parze szparagi, gotowana czerwona kapusta i pieczone jabłko sa bardziej odżywcze?

VB: Ponieważ w typowej diecie raw food, większość kalorii pochodzi z olejów i orzechów, które dzisiaj myślę, że należy ich unikać. Pomyśl, w jednym wyśmienitym surowym deserze, jeden kawałek ciasta może zawierać filiżankę orzechów, a do tego tłuszcz zawarty w surowej pizzy, surowym burgerze, czy też chlebku, który nagminnie był spożywany. Teraz jest to dla nas zrozumiałe, że regularne spożywanie dużych ilości orzechów, nasion i olejów nie jest zdrowe, ze względu na to, że zawierają zbyt dużo kwasów tłuszczowych omega-6. Wysoki poziom kwasów omega -6 może być przyczyną wielu negatywnych konsekwencji zdrowotnych, w tym spowolnienie metabolizmu, stany zapalne i otyłość.  Aby jeść wciąż tyle kalorii, ale unikać orzechów, dodaliśmy do naszej diety gotowane jedzenie.

VN: Tak, w książce, Chad Sarno mówi o tym, jak wysoko tłuszczowa surowa dieta spowodowała u niego wzrost cholesterolu i trójglicerydów do niebezpiecznego poziomu, narażając go na ryzyko chorób serca. Sporo znalazłem w książce informacji o niezbędnych kwasach omega-3. Powiedz nam, dlaczego uważasz, że sa bardzo ważne dla naszego zdrowia i jakie są ich najlepsze źródła dla nas.

VB: najnowsze badania naukowe pokazują, że zdecydowana większość z nas cierpi na poważne problemy zdrowotne związane z niedostatecznym dostarczaniem do organizmu niezbędnych kwasów tłuszczowych omega-3. Ostatecznie te niedobory powodują tysiące zgonów rocznie. Dla mnie stało się to oczywiste, że kwasy tłuszczowe omega-3 są niezbędne do życia, młodego wyglądu i uzdrawiania ciała. Większość orzechów ma bardzo wysoką zawartość kwasów omega-6, na czele z migdałami, które zawierają 2000 razy więcej omega-6 niż omega-3. Na szczęście, omega-3 są powszechnie dostępne we wszystkich zielonych warzywach liściastych, zwłaszcza w szpinaku, rzymskiej sałacie i rukoli, jak również w siemieniu lnianym, konopiach, i nasionach chia. Też orzechy włoskie posiadają dużą zawartość omega-3.

VN: Co z wieloletnim argumentem, którym zawsze szafują witarianie że wszystkie zwierzęta w naturalnym środowisku konsumują tylko surowe pożywienie?

WB: Fakt, to był częsty nasz argument. Ja jednak nie zwracałam wtedy uwagi, że powinniśmy przeznaczać na jedzenie co najmniej sześć godzin dziennie. Tak czynią zwierzęta, a ludzie nie mogą tego robić z oczywistych powodów.

VN: Wiedząc to co wiesz teraz, jaka twoim zdaniem jest optymalna dieta aby być bardzo zdrowym?

WB: Uważam, że dieta w 80 do 95% oparta na surowych, wegańskich posiłkach jest optymalna dla naszego zdrowia i samopoczucia. Przestałąm jeść większość orzechów, odrzuciłam wszystkie masła orzechowe i większość olejów i dodaliśmy gotowane posiłki do naszej diety. Takie jak gotowane na parze brokuły, szparagi i kapustę.

VN: Dlaczego więc napisać tę książkę?

VB: Chcieliśmy zapobiec popełniania naszych błędów innym wyznawcom diety raw food wege.

VN: Jak doszło do tego, że Boutenko, Love i Sarno postanowili napisać wspólnie książkę?

VB: Cała nasza trójka odkryła korzyści płynące z surowej diety wegańskiej mniej więcej w tym samym czasie, mniej więcej 17 lat temu. W tym czasie często uczestniczyliśmy w tych samych warsztatach uczących ludzi jak przygotowywać surowe pożywienie. W 2010 roku nasze drogi przecięły się ponownie w Living Light Culinary Arts Institute w Północnej Kalifornii. Odkryliśmy, że każdy z nas samodzielnie doszedł do podobnych wniosków i że obecnie wszyscy nie jesteśmy już 100% na surowym. Zdecydowaliśmy, że należy podzielić się naszymi nowymi rozwiązaniami dietetycznymi z innymi surojadami.

VN: Jeżeli dieta 99% na surowym okazała się nie do końca dobra i postanowiliście to ogłosić, to jaki był odzew surowej wspólnoty na to nowe spojrzenie?

VB: Byłam zaskoczona, że większość ludzi już doszła do tych samych wniosków. Słyszałam też zgoła inne opinie od niektórych czytelników, którzy obwiniali mnie o „zdradę” idei 100% na surowym. Przykro mi, że czują się zdradzeni, ale nie mogłam postąpić inaczej, biorąc pod uwagę nowe dane na temat orzechów i olejów. Nie mogę kontynuować zachęcania moich zwolenników do jedzenia ciężkich surowych deserów. Natomiast bez nich wiele osób straci zbyt dużo na wadze, ponieważ nie będą w stanie spożywać odpowiedniej ilość kalorii odpowiedniej do ich stylu życia. (wstawka ode mnie – paradoks kaloryczny na raw food wege, o czym pisałam w artykule „wiem tyle co zjem:)” na moim blogu) Zdecydowałam się dodać mały procent parowanych warzyw zamiast.

VN: Czy 100%-towa surowa wegańska dieta to zawsze dobry pomysł?

VB: Myślę, że 100-proc raw-food dieta jest skuteczna w okresie, kiedy jest stosowana jako sposób leczenia. Okazała się bardzo korzystna dla mojej rodziny. Teraz moje doświadczenie i badania doprowadziły mnie do promowania wysoko surowej diety, ale nie 100%-towej dla optymalnych korzyści zdrowotnych i życiowych.

VN: Czy Twoje zdrowie zmieniło sie po przejściu na wysoko surowa dietę, ale nie 100%?

WB: Nie odczuwam, żeby czegoś brakowało teraz w mojej diecie . Czuję się dobrze i moja waga stale się normalizuje. W dodatku odczuwam głęboki wewnętrzny spokój od porzucenia idealistycznego dążenia do wyimaginowanego przeze mnie ideału 100% na surowym. Postanawiam być zdrowa, zamiast być 100-proc na surowo.

 Ode mnie

Oczekiwałabym, że reporter zapyta, Pani Victorio czyli odjęcie orzechów i oliw (gdzie 1g tłuszczu posiada energię 9 kalorii, a węlowodany i białko odpowiednio 4 kalorie), a dodanie od 5% do 15% sparowanych warzyw jest równoważnikiem kalorycznym. Czy te 5% jest w stanie dopełnić do niezbędnej ilości kalorycznej dla określonych ludzi, ze względu na ich zróżnicowane zapotrzebowanie. Przez wiele lat Victoria Boutenko promowała 100% surową dietę wysokotłuszczową. Była otyła, dodatkowo nabawiła się niedobrych skutków zdrowotnych związanych z nadmiernym spożyciem kwasów omega-6, a teraz radzi co następuje: wyeliminujcie orzechy, a żebyście za nadto nie schudli wprowadźcie 5 do 15 % parowanych warzyw. To trochę tak jak ostatnio dostałam meila z newslettera od Paula Nisona z mega ważną informacją. Kręcąc 10-minutowy film, budując narastające napięcie skonkludował, kiedy sałatka warzywna wydaje się mdła dodaj do niego…… kiszonego ogórka. Sorki ale do mnie to nie przemawia. Raczej mnie bawi.

Skłaniam się do 80/10/10 i spoko od czasu do czasu coś sparować 🙂

owocek 🙂

(Visited 6 014 times, 1 visits today)

Powiązane artykuły

  1. Anna Sosnierz (@AnnaSosnierz) 11 lutego 2012 o 16:31

    Bardzo interesujący artykuł Pepsi. Zaskoczyło mnie użycie w nim słowa wyznawców w odniesieniu do 100% surowej diety. Jak to zwykle ludzie mamy tendencje do popadania w skrajność i to 100% albo nic zazwyczaj nam szkodzi. Dobrze, że najważniejsze osoby propagujące RAW FOODS zmieniają swój radykalizm i bardziej na luzie podchodzą do sprawy. Myślę, że pomoże to ludziom spojrzeć na surojadków jak do ludzi zdrowych a nie ekstermistów.
    Owocek 🙂

    1. pepsieliot 11 lutego 2012 o 16:39

      Hejka Ania, bo z tymi surojadami jest tak, że ludzie idą na tę dietę, bo albo są chorzy, albo grubi, albo jak sobie wmawiają choroby, mówi się też że ta dieta odmładza, więc są i tacy i nagle w krótkim okresie czasu bardzo się wszystkim polepsza i wtedy zaczynają się modlić do niej. Dieta zaprząta im nadmiernie czas i myśli, co tu dużo ukrywać tez pzrez chwilę tak mnie wzięło i byłąm wyznawcą, teraz jestem już po prostu na diecie, ściskam 🙂

  2. Asia BW 11 lutego 2012 o 18:48

    Dzięki Pepsi za to tłumaczenie. Zastanawia mnie tylko dlaczego aż tyle lat zajęło Victorii dojście do takich wniosków, do jakich wielu z nas (mam na myśli nasze towarzystwo:)) oraz paru innych surojadów, doszło znacznie szybciej. Wystarczy spojrzeć w lustro i zobaczyć, ze coś jednak jest nie tak. Nadwaga i ociężałość to jednak nie są dobre i pożądane symptomy i efekty jakiejkolwiek diety (stylu życia). Ale duży plus dla niej, że otwarcie w pewnym sensie przyznała się do błędu i szuka dalej rozwiązania nie odchodząc np od weganizmu, jak czynią niektórzy raw weganie.
    Mnie osobiście trochę denerwuje ten charakterystyczny dla Amerykanów „entuzjazm” i wszech wielki i wszech obecny zachwyt – w tym wypadku – dietą raw. Stosują ją na maxa, Od razu na 100%, spontanicznie, często mam wrażenie, bez głębszej refleksji i badań – nawet na własną rękę.
    A potem gdy coś jest nie tak, gdy coś zaczyna się psuć, odchodzą – albo wprowadzają produkty zwierzęce np. Może to taka ichnia cecha narodowa….albo po prostu na takich ludzi trafia akurat.
    Dla mnie osobiście podstawowym punktem odniesienia w diecie raw wegan jest to, czy dany produkt zjadłabym i w jakich ilościach na surowo i bez użycia blendera, malaksera, czy nawet noża – posługując się własnymi rękami i zębami. I tak odwołując się do tego już jarmużu, brokułów, kalafiora, kapusty, trawy, niektórej zieleniny, łodyg, czy marchewki – nie zjadłabym dużej ilości. Albo ze względu na strukturę i zawartość składników niestrawnych dla nas i trudnych nawet do przeżucia, albo po prostu ze względu na smak (mam tu na myśli np niektórą zieleninę, kapustne, czy nawet marchew). Nie twierdzę, że jest to dla mnie wyrocznia i, że nie jem nic czego nie obiorę za pomocą swoich paznokci i nie pogryzę zębami, ale nie jem tego dużo, i stosuję jako dodatek, a niektóre rzeczy wręcz suplement. I dlatego wciąż walczę z jedzeniem chleba, który niestety podjadam – nie zawsze, ale jednak – czasami.
    Problem mam nadal z ilością jedzenie (kalorie) – czasami mogę zjeść mało, a czasami żarłabym co godzinę – dlatego dzięki Pepsuniu za poprzedni artykuł o paradoksie kalorycznym.Jesteś kochana. Ja jak w końcu znajdę więcej czasu napiszę coś na temat niektórych produktów jedzonych na surowo – zawierających susbstancje antyodżywcze. Musze dozbierać jeszcze jednak trochę źródeł, a potem jakoś to co mam w głowie skleić do kupy.
    Owocek!

  3. pepsieliot 11 lutego 2012 o 19:23

    Po pierwsze Joanko przepiękna, tak dużo wiesz i tak często od Ciebie właśnie dowiadywałam się różnych informacji, że powinnaś pisać bloga, albo mieć stronę na FB. Zawsze można liczyć na Twoją rzetelną wypowiedź. Bardzo sobie to cenię i zawsze coś się nowego dowiem. Jeżeli chodzi o ludzi, którzy pzrechodzą na witarianizm, to oprócz takich świrów jak my co stale rozkminiają, to sa jeszcze tacy co myślą że jest to coś fajnego i bezrefleksyjnie można sobie pobyć. Na krótko ok, alke w dłuższym okresie czasu weganizm już tzreba kontrolować, a co dopiero witarianizm. Ja właśnie dzisiuaj doszłam do wniosku i napisałam o tym na vitalmanii, że być może ten gość co nagle umarł na zawał i wylew jednocześnie, mógł mieć braki B12, bo właśnie poziom homocysteiny rośnie HCY jak brakuje B12 i objawy sa takie jak u żrących w Mc Donalds. Ale być może zatkał sdbie po prostu arterie zimnym zdrowym tłuszczem. A w mojej bajce to ważenie dzieci ściągnęłam z Twojej historii, ja miałam wiele traum z dzieciństwa związanych z nadwagą, ale jakoś pzxry ważeniu nie było mnie w szkole :)) ściskam, owocek 🙂

  4. Łysa 11 lutego 2012 o 20:30

    Dziękuje, super 🙂

  5. Ela Glos 12 lutego 2012 o 23:06

    noo… sądziłam, że zamiast orzechów zacznie jeść kaszę/ryż/ziemniaki/inne skoncentrowane kalorycznie produkty, a tu parowany brokuł? wtf;)

  6. pepsieliot 13 lutego 2012 o 09:26

    Hej Ela, no właśnie tutaj jest brak logiki, być może książka to wyjaśnia, pozdrawiam Cię owocowo:)

  7. ewcia 23 lutego 2012 o 02:01

    super info jak zwykle na tym blogu. Ja eksperymentuje z surowka od ponad dwoch lat i 80/10/10 jest najlepsze, na poczatku jadlam sporo orzechow i pestek, czulam sie lepiej poniewaz wczesniej bylam chora i sama zmiana diety na witarianska bardzo mi pomogla, jednak po jakims czasie jak juz bylam zdrowa wciaz nie mialam tak wiele energii jak inni mieli na surowce i wtedy zaczelam wiecej na ten temat czytac i trafilam na 80/10/10. zrobilam sobie 30 dni na tej „diecie” i czulam sie lepiej niz kiedykolwiek. Trudno mi bylo jednak troszke i brakowalo mi kilku potraw, wiec postanowilam raz na jakis czas cos cieplego zjesc ale od tamtej pory trzymam sie 80/10/10 proporcji, nawet jesli sa w mojej diecie jakies gotowane potrawy. ściskam kocham twój blog!!!

  8. pepsieliot 23 lutego 2012 o 08:55

    Ewcia, na pewno zjem od czasu do czasu łyżkę soczewicy, albo kaszy gryczanej, albo brokuła na parze, bo nie uważam żeby w jakikolwiek sposób mogły mi zaszkodzić, ale na razie, jeszcze tak mnie cieszą te owocowe szejki, ale rozumiem dobrze że monotonia wkradnie się na pewno i daję sobie prawo do wyboru :)) najpierw zrobię też badania krwi, żeby zobaczyć i porównać , bo zrobiłam tuż przed rozpoczęciem diety, się zobaczy, to Ciebie wszyscy kochają i ja też !!!

  9. Monika 16 marca 2012 o 16:42

    a ja was obie kocham o czym juz wspominalam:D
    pepsi skad ten tluszcz brac?

  10. jaromir 20 grudnia 2012 o 18:35

    Kiedy czytałem „12 steps to raw food” a potem „Rewolucję zielonych koktajli” zastanawiało mnie jak to jest? Z jednej strony szejki są super bo mają w sobie b mało tłuszczu i białka. I są przez autorkę polecane jako podstawowe danie. A z drugiej strony jak zerknąć na te wysokotłuszczowe i wysokobiałkowe przepisy na końcu książki gdzie roi się od orzechów i nasion to jest w tym jakaś sprzeczność. Nijak ma się to do 80/10/10 np

    Sam jestem na 100%. I nie ciągnie mnie ani do gotowanego, ani do raw hamburgera z migdałów. Kiedyś dawno temu poznałem niskotłuszczowych witarian i oni byli dla mnie zawsze wzorem. Swoją drogą ciekawe co tam „queen of raw food” napisała?:) Przecież karmienie ludzi gotowanym jedzeniem jest nieetyczne jak pisała wcześniej:)

    1. pepsi 20 grudnia 2012 o 21:41

      jaromir hej, mam podobne przemyślenia, ostatnio napatrzyłam się co jedzą 100% witarianie na diecie właśnie Boutenko sprzed jej katarzis, właściwie tłuszcz z cukrem, oczywiście to głównie nerkowce, słonecznik i daktyle we wszystkich przepisach jak leci. Dla mnie coś takiego jest wręcz fatalne, byłam na przyjęciu witariańskim i sobie pozwoliłam na takie rozpasanie i nie spałam całą noc 🙂

  11. Violina 30 stycznia 2013 o 08:53

    Ja też przyłączam się do podziękowań za ten wpis 🙂
    Jestem na surowej diecie od niecałego miesiąca. W sumie wystarczyło mi tylko odstawić mięso, bo zbóż i produktów mlecznych i tak nie jadłam (ze względu na cerę). Czuję się bardzo dobrze, nie mam napadów głodu. Zawsze byłam bardzo szczupła i mam nadzieję, że nie schudnę na tej diecie.
    Boutenko musiała przesadzać z tymi tłuszczami, pewnie przejadała się tymi orzechami i daktylami? Myślę, że działanie tłuszczy na daną osobę jest kwestią indywidualną. Ja zawsze jadłam dużo pizzy, ciasteczek (i prawie w ogóle nie jadłam owoców i warzyw) i zawsze byłam dużo szczuplejsza niż moi rówieśnicy.
    Teraz jem głównie owoce i warzywa. Z orzechami nie przesadzam, bo wywołują u mnie biegunki – tzn. duża ilość. Ale uwielbiam pestki dyni i słonecznika, które dodaję niemal do wszystkich dań. Większość tłuszczy pozyskuje z awokado i oleju kokosowego.
    Gotowane brokuły? Hm, dobra wiadomość. Z resztą autorzy napisali, że jedzą surowo w około 80% – czy to nie wystarcza?
    Ale co powiedzą frutarianie? 🙂

    1. pepsieliot 30 stycznia 2013 o 09:50

      cześć Violina, fajnie, ze napisałaś. Najlepszym sprawdzianem diety, oczywiście oprócz takiego oczywistego samopoczucia, jest co jakiś czas(raz w roku dajmy na to) zrobienie przynajmniej podstawowych badań krwi i wtedy ewentualnie można coś skorygować, lub po prostu cieszyć się zdrowiem, ścisk 🙂

  12. Kazik 25 czerwca 2013 o 15:01

    Mimo wszystko, wydaje mi się, że człowieki są głównie OWOCOŻERCAMI !!!
    Praktycznie wszystko za tym przemawia: uzębienie, preferencje smakowe, ph naszych płynów ustrojowych, ph krwi, budowa i działanie przewodu pokarmowego i innych organów wewnętrznych,
    biorących udział w trawieniu.
    Zagubiona dawno temu umiejętność odżywiania się, została sprowadzona do … „najadania sie”.
    Człowiek potrafi coś tam przyswoić z wielu rzeczy które zjada, jednak dla mnie to słaby argument,
    że mogę i mam jeść „wszystko”. Po prostu nie zaśmiecam swojego organizmu.
    Mając tą wiedzę, dobre odżywianie się nie jest jakąś sztuką tajemną.
    Każde zwierze wie co ma jeść. Sarny, wilki, ptaki, robaki… Czyżby człowiek był od nich głupszy?
    Jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach, tzn. w ilości i proporcji tego co się wkłada do buzi.
    Nie jem tonami orzechów, tylko czasami. Nie szukam – gdzie jest dużo białka, czy czegośtam..
    Słucham uważnie swojego organizmu. Jem to, na co on ma ochotę.
    Dzisiaj mogą to być banany, jutro np. jabłka…
    Żadne stworzenie na tej planecie nie je przetwarzanego termicznie pokarmu.
    Nie komplikujmy tego co proste. Nie wiesz co i jak – popatrz jak rozwiązała to Natura.
    Dzięki temu, że mam wyciskarkę, nie muszę jeść 6 godz. dziennie.
    Dzięki temu, że są sklepy, mam np. banany, cytrusy i inne ciekawe owoce pod ręką.
    Nie potrzeba do takich stwierdzeń żadnej filozofii.
    Moja metoda:
    1. Nie piję alkoholu.
    2. Nie jem zwierząt.
    3. Nie piję kawy, herbaty ani żadnych ziółek.
    4. Piję tylko soki (podstawa odżywienia się) woda i własnoręcznie zrobiony kwas chlebowy.
    5. Czasami zjem coś tradycyjnego, czyli gotowanego.
    6. Jedyny stosowany tłuszcz (wewnętrznie i zewnętrznie) – masło kokosowe – koniecznie żywe.
    7. Od dawna nie wierzę lekarzom (dzięki temu nie korzystam z ich „pomocy”).
    To takie moje ogólne zasady. Czy nie są proste?
    Robię tak od paru lat, dolegliwości, które pojawiły się w związku z wiekiem (żyję pięćdziesiąt parę lat) – praktycznie już ustąpiły, a fizycznie i psychicznie czuję się lepiej niż 10 lat temu.
    Nie liczę skrupulatnie, ile % czego zjadam. Wolę cieszyć się codziennym spacerem w lesie.
    Nie mam nadwagi, ani niedowagi, czuję się świetnie, i chyba tylko o to chodzi…
    Każdy sam musi dojść do tego, wedle swojej wiedzy i intuicji – co dla niego jest najlepsze!
    Pozdrawiam wszystkich cieplutko! 🙂

    1. pepsi 25 czerwca 2013 o 16:16

      Cześć Kazik, wstawiłeś komenta, którego z wielką radością przeczytałam, bo myślę praktycznie tak samo, jednak już wiem, że ludzie mają tak bardzo apetyt oszukany, że domaga się od nich czegoś wręcz szkodliwego. Najpierw trzeba doprowadzić do sytuacji, aby można było wsłuchać się w siebie i móc polegać na swoim apetycie, czyli oczyścić się z toksyn, uspokoić, pochodzić po lesie, poprzebywać ze sobą na prawdę i wtedy może będzie można posłuchać swojego organizmu. Ludzie bardzo dawno odeszli od żywienia się daktylami, rozpoczęli migracje, zaczęli jeść gotowane pokarmy i mięso coraz częściej i organizmy na przestrzeni długiego czasu wykonały pewne prace dostosowawcze, nie jesteśmy już pierwotnym człowiekiem, a nawet nigdy nie byliśmy po prostu nagą małpą, różnimy się, małpy na przykład nie trawią skrobi. Ludzie są różni, ja jestem na diecie głównie owocowej, ale już G. na takiej diecie za bardzo spadł cholesterol, i tak dalej i tak dalej. Inni źle reagują na hybrydyzowane owoce, o wiele słodsze niż dzikie, jakie jadł człowiek pierwotny. Niestety nie ma recepty idealnej, trzeba przynajmniej raz na jakiś czas robić badania kontrolne, albo założyć że tak czy inaczej nie zmieni się diety, ni weźmie się suplementów, ani tym bardziej nie podda hospitalizacji, to rzeczywiście można nie robić badań, tym bardziej jak jest wszystko ok. Pozdrawiam Cię

  13. Darrel 24 lipca 2013 o 06:00

    Hi there! This blog post could not be written much better!
    Looking through this post reminds me of my previous roommate!
    He continually kept talking about this. I will send
    this information to him. Fairly certain he’ll have a very good read. I appreciate you for sharing!

  14. maugomaugo 21 marca 2014 o 00:42

    bardzo ciekawy artykuł, nie slysząlam wcześniej o tej książce. Fajnie, że wypowiadają się osoby, które siedzą w temacie od lat – mają pewne doświadczenie i mogą coś na ten temat powiedzieć.
    zresztą… tylko krowa nie zmienia zdania, jak to się mówi 😉

    1. Maciej Bąk 21 sierpnia 2017 o 15:52

      no tylko co innego zmienić zdanie, bo się jadło zwyczajnie źle.. łączyć tyle węgli z taką ilością tłuszczy to aż się prosi i problemy. Albo jemy tłusto i mało węgli ( np. dieta optymalna , tyle że no mordujemy dalej zwierzęta , sam jestem po optymalnej btw. ) albo mało tłuszczy i dużo węgli. No fakt faktem, lepiej już zamiast tych orzechów niech je na parze – ale czemu nie inne surowe ?

  15. Kory 31 marca 2014 o 21:23

    Very nice post. I just stumbled upon your blog and wanted
    too say that I have really enjoyed surfing around your blog posts.
    After all I will be subscribing to your rss feed and I hope you write again soon!

  16. Maggi 3 sierpnia 2016 o 08:04

    Czy nie jest tak, że witarianie, którzy pobierają większość kalorii z orzechów prowadzą tym samym do zakwaszenia organizmu?

    1. pepsieliot 3 sierpnia 2016 o 08:58

      Nwszyscy co jedzą za dużo omega 6 maja tego kwasu prozapalnego zbyt dużo w stosunku do omega 3 , nie tylko witarianie. Na 811 to tez jest witarianizm, ale wysoko węglowodanowy i nisko tłuszczowy i wszystko jest lepiej niz ok

  17. bega 9 sierpnia 2016 o 11:44

    osoba która tak wygląda nie może promować zdrowej diety..przepraszam ale to jest moje pierwsze pomyślenie…Teraz głosi że dieta surowa jest be, wiadomo że za dużo tłuszczy było i tym kalorie zapełniała… Choć przyznaje..początkujacy roślinożercy muszą się pilnowac bardzo żeby przy 10% z tłuszczy nie schudnać za bardzo. Mi się to niestety chyba zdarzyło. Jadłam wg mnie dużo, tak że czułam się syta a waga zleciała, a to źle

    1. grzegorzadam 21 sierpnia 2017 o 15:23

      osoba która tak wygląda nie może promować zdrowej diety”

      Jak na swój wiek wygląda raczej normalnie.

      1. Pepsi Eliot 21 sierpnia 2017 o 15:25

        jesteś miły dla Victorii 🙂 ma nadwagę i to jest obiektywne i skąd wiesz ile ma lat?

  18. Maciej Bąk 21 sierpnia 2017 o 14:55

    Ja tego kompletnie nie rozumiem…
    Nie jest to jakaś nadzwyczajna wiedza, że dużo tłuszczu i węgli == nadwaga.

    Pytanie moje – po co jedli tyle orzechów ?! No w głowie mi się to nie mieści. Żeby uzupełnić kalorie ?! No przecież już od dawna wiadomo, że kalorie to puste słowo. Sama nawet mówiła w jednym 3.5h filmiku, że nie musi tyle jeść bo dostarcza co potrzebne. Kompletnie tego nie rozumiem.

  19. Maciej Bąk 21 sierpnia 2017 o 15:36

    Zobaczcie tą rodzinkę : https://www.youtube.com/watch?v=ustFzg3AbzI

    100% raw, do tego sport, do tego wyczynowy sport. Jak ta kobieta wygląda po tylu ciążach. Jak ten facet wygląda.. a ile ma lat!

  20. Maciej Bąk 21 sierpnia 2017 o 15:58

    Tak dodam tylko jeszcze,
    mega mega wariujemy na punkcie, ile tu witamin ? ile białka ? ile X ? ile Y ?

    A tak pomyślcie..
    mamy załóżmy początek miesiąca, po wypłacie, tydzień zadowoleni – jakie mamy zapotrzebowanie na witaminy BTW itd ?
    następny tydzień – termin się kończy projektu przykładowo, pracujemy po 12h dziennie – jakie tutaj zapotrzebowanie ?
    Potem tydzień po stresach, czyli faza zdrowienia – jakie będzie ?

    Żaden kalkulator, WHO, doktorki nikt tego wam nie powie, tylko ORGANIZM którego trzeba się słuchać..

    Dodatkowo co bardzo ważne a wiecznie pomijane to psychika, medycyna germańska i odkrycia dr hammera są oszołamiające. To co jemy to właściwie przyspieszenie procesu zdrowienia, oczywiście chorujemy od złej diety, palenia fajek i picia vódki. Ale przy nie niszczeniu siebie i rozsądnym żywieniu, choroby to w zasadzie problemy antury psychicznej. 5 praw natury pięknie to wyjaśnia.

Dodaj komentarz

Sklep
Dołącz do Strefy VIP
i bądź na bieżąco!

Zarejestruj sięZaloguj się


  • ebook

    Jak zarabiać przez internet? Jak zarabiać na blogu? e-Book KUP TERAZbaner

  • Leczenie dobrą dietą

  • Dołącz do sterfy VIP i pobierz za darmo!

  • Najnowsze komentarze