logo
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
431 online
55 268 326

TOP

Dzień | Tydzien | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum
  • Widzieliście lwa, który chce mniej seksu niż lwica?

    5Albowiem penis zamieszkujący chętnie i bez pierwotnego krzyku męskie stringi nie zachował w sobie już nic z genotypu sierściucha. Nie tęskni za wolnością, gdyż urodził się w niewoli. Ale o tym za chwilę.

    Cze Państwu,

    Komentarze pod moim wpisem o mężu tu, od którego głównie zależy szczęście małżeńskie nasunęły mi chęć wypowiedzenia się w temacie.

    Wszystko rozchodzi się o to, że ludzie będący w związkach, pomijam jakieś patologie społeczne, z niewiadomych przyczyn zaczynają reagować histerycznie, czyli nieadekwatnie do faktycznych nieporozumień, czy nawet konfliktów. Najbardziej dziwaczne i niespójne są wyobrażenia o tym jak powinien idealny związek wyglądać, a tym co faktycznie jesteśmy w stanie w naszym związku osiągnąć.

    Kiedyś mężczyzna był stale podszyty sierściuchem, czyli chciał kopulować. Najchętniej jak najczęściej. Seks, nawet małżeński działał na niego jak balsam, odstresowująco i lepiej mu się później zasypiało. Seks małżeński praktycznie nie miał dla niego żadnej konkurencji. Wieczorem dajmy na to nie wolał niczym innym się zajmować.

    To on w domu robił za tego od rozbujanej potencji, a jego żona z kolei robiła uniki. Czyli boląca głowa i temu podobne wymówki. Mąż myślał, że jakby trafił na partnerkę seksualną żyletkę, to byłby o wiele szczęśliwszy. Faktycznie tkwił w błędzie.

    Mężczyzna to samiec, a my postępujemy jak samice. Kiedyś miałyśmy atrakcyjny towar w ofercie, czyli własne dupki i można było coś nimi ugrać. A oni mieli teścia pod dostatkiem, którego wystarczało nawet na długie małżeństwo. No i nie było dla seksu małżeńskiego specjalnej konkurencji, szczególnie w domu. Gdyż poza domem zawsze była spora oferta.

    W pewnym momencie kobiety pozakładały własne biznesy, albo tylko włączyły telewizory, nakupowały poradników i stosownych książek, o mą Die, nie że romansów, były ponad to ofkorsik. Kobiety jednym słowem zobaczyły nowe wzorce, że małżeństwo ma dawać o wiele więcej niż sądziły ich babki, czy nawet matki.

    Zaczęły się oczekiwania. Kobieta zechciała, żeby jej życie seksualne też było w jej mniemaniu doskonałe, jak firma, albo awanse w korporacji. Jednym słowem zaczęły się oczekiwania i porównywania do zmyślonych ideałów. Ma się rozumieć, że z kopulacją częstą i obfitującą w symultaniczne orgazmy.

    I co się okazało? Że zadbana, w koronkowych desusach i stale chętna do seksu żona, dająca to i owo do zrozumienia, a nawet domagająca się powinności, a na drugiej szali dziesiątki fajnych rzeczy konkurencyjnych, jak net z fejsbuniem i inne atrakcje, sprawiły, że mężczyzna mąż nagle przestał mieć ochotę. Szczególnie na nią. Albo nawet na żadną inną, w tym momencie.

    Facet, któremu nie dano, jest trochę zły i zajmie się czymś innym. Ale laska/żona, która nie dostała tego czego chciała, teraz, zaraz? Następuje reakcja histeryczna i nieadekwatna do zaistniałej sytuacji. Obrażanie się, fochy, a nawet poczucie, że moje życie nie jest idealne. Że inne kobiety, te na filmach, w serialach i w książkach mają życie prawdziwe, a tutaj tylko te namiastki i erzace.

    Oczywiście nie chcę pominąć faktycznych potrzeb seksualnych, które są naturalne i świadczą o naszym zdrowiu. Tymczasem nie ma idealnie dobranych ludzi pod względem potencji seksualnej w dłuższym okresie życia. Wiadomo, że pomijam początkowy etap związków, kiedy wszyscy i stale mają na coitus ochotę. W późniejszym życiu zawsze pojawią się dysproporcje, które mogą wynikać, albo z różnicy temperamentów, albo stanu zdrowia. W tym psychicznego.

    Jeżeli żona daje stale do zrozumienia, a bywa, że napomknie o tym w towarzystwie, w jej mężu rodzi się bunt. Blokada. To on miał mieć nieposkromioną potencję. Dochodzi do takiego absurdu, że im więcej jedna osoba chce, tym bardziej druga stawia opór.

    Ale kiedy samica nie chce, to jest to jakby wpisane w naturę, pierwotność, dla mężczyzny do wybaczenia, czy chociażby zrozumienia.

    Ale kiedy to on nie chce, zaczyna być problem. I dla niej i dla niego. Bo to jest wyłamanie się z wzorców i schematów. Widzieliście lwa, który chce mniej niż lwica? Widzieliście barana, koguta, kozła, szympansa? Żeby jego partnerki chciały więcej kopulacji?

    Ona jest nieszczęśliwa, bo to burzy jej wizję idealnego związku. Przy czym nie wykluczam autentycznej ochoty na coitus. A on dokładnie to samo. To, że ona chce więcej, burzy jego osobiste wyobrażenie o związkach i kobiecie. I o sobie samym. Po drugie jemu się autentycznie odechciało.
    – Może chory jestem? Może mam za mało testosteronu?
    I w końcu:
    – Nie lubię tej nachalnej laski.

    Czy można jakoś rozwiązać ten problem? Moim zdaniem tak i to bardzo prosto.

    Zejść na ziemię.

    Rzucić gałką mniej histeryczną, nie obrażać się i nie porównywać. Jeżeli mąż Drogiej Socjety jest fajny, miły i jest tak naprawdę i w gruncie rzeczy w Drogiej Socjecie zakochany, to dać mu żyć z jego własną potencją. Tak jak chce.

    Seks w wydaniu męskim nie może być poświęceniem. To jest misja dziejowa kobiet. Jesteśmy do tego dziejowo przyzwyczajone. Dobrze nam to wychodzi i potrafimy radzić sobie dupką w razie czego bardzo dobrze.

    Są utensylia, jest internet i temu podobne. Można bardzo łatwo uzupełnić braki seksu, w tym orgazmów i odczepić się w końcu od swojego hasbendsa. Dać mu żyć. Bo jeszcze uwierzy, że coś z nim jest nie tak. A to tylko zwykła odpowiedź penisa na dziejowe zmiany.

    Co do mężów, którzy chcą więcej to bezet. Dadzą sobie radę. Nic im nie będzie, bo są do tego jako samce dziejowo przygotowani.

    No a co z tą niepotrzebną histerią? Wyluzuj, więcej stoicyzmu, doceń tę miłą osobę, która jest obok ciebie i skontaktuj się z nią na wyższym poziomie. Piękną myślą.

    Na koniec wrzucam fragment z mojej nowej książki (jeszcze przed korektą) Złe. Może przykład Pola i Jeloła coś jeszcze rozjaśni?

    (…) Stuprocentowi plejboje nie zatrudniali się w trustach, sami niejako posiadając mniejsze, a niekiedy większe kartele, stajnie, przystanie i temu podobne. A więc półplejboj Pol nie był w żadnym razie podszyty zwierzęciem. Mieszkając na stałe w Antwerpii dowodził belgijską odnogą korporacji, właśnie jako twór ostatecznie skończony, gdyż pojedynczy.

    Nie posiadając drugiego ja, stał się garniturowcem perfekcyjnym. Bez cienia sierściucha w swoich stringach. Zresztą natura sierściucha i męskie stringi stanowiły podobny nonsens, jakby gorylowi nizinnemu kazać wynieść się z dorzecza Konga. Do wypasionej garsoniery z widokiem na Wisłę.

    Dużo szkła i nierdzewnego metalu, a on z tą swoją wielką głową, umięśnionym ciałem pokrytym brunatną sierścią, z ostrymi kłami i wagą dwustu kilogramów miałby czuć się komfortowo skacząc po kanałach. Zamiast między konarami.

    Albowiem penis zamieszkujący chętnie i bez pierwotnego krzyku męskie stringi nie zachował w sobie już nic z genotypu sierściucha. Nie tęsknił za wolnością, gdyż urodził się w niewoli. Gapił się nierozumnym okiem na chude dupki modelek i sądził, że ta bardzo średnio satysfakcjonująca kopulacja to standard.
    Że zaistniałą sytuację awerejdż koitus jak najbardziej należało akceptować.

    Jednak i tak kopulację biły na głowę rzeczy w typie regat szybkimi żaglóweczkami i niskie dźwięki wyścigówek z dwunastoma cylindrami. Naprawdę z niczym tego pierdzenia nie można było porównać.

    Dlatego Pol Smys stanowił eksponat wzorcowy. Przedstawiciela spełniającego warunek o wyjątkach wśród samców. Nie będąc podszytym w najmniejszym procencie sierściuchem, kimś zawsze być musiałeś, jawił się więc okazem idealnego przedstawiciela plemienia garniturowców.

    Archetyp kaszmirowego surduta Pol, samiec w stringach. Algorytm symbiozy człowieka i przedmiotu. W rzecz wstąpić.

    Tymczasem gdyby Senegalczyka Żółtego ściskano imadłem, to i tak nigdy w życiu nie założyłby dobrowolnie na swój odwłok stringów. Osobisty penis nigdy by mu podobnego dziwactwa nie wybaczył.

    Dlatego arbuz, którego dostał od Skarlet mógł sobie być arbuzem, ale tak czy siak, kakaowiec musiał w końcu zacząć uprawiać koitus. Albowiem sierściuch, chociaż umieszczony w wygodnych bokserkach nie mógł dłużej znieść dalszego celibatu. Zresztą dachołaz, czy goryl tkwiący w mężczyźnie nie rozumiał pewnych cywilizacyjnych ograniczeń. Wydawały mu się sztuczne i głupie, gdyż jak można nie kopulować? (…)

    Łi
    Serdeczności
    peps

    (Visited 1 900 times, 1 visits today)

    Powiązane artykuły

    1. Lucjan 16 kwietnia 2014 o 18:11

      Ale sobie jedziesz, ostatnio, po facetach jak po łysej kobyle! Tych, co nie mogą jest (chyba) marginalnie mało, do tego są różne niebieskie tabletki, więc to raczej nie ten problem…Prędzej telewizje w sypialniach, tablety pod poduszkami, zbyt wielkie wzajemne oczekiwania i rozczarowanie na brak fajerwerków…

      1. Małgosia 16 kwietnia 2014 o 18:13

        Tylko przez te niebieskie tabletki zamiast normalnych relacji zrodziła się nowa dyscyplina sportu i tylko czekać jak dołączy jako kolejna na następnej olimpiadzie 😉 Tekst wcale nie jedzie po facetach 🙂

        1. pepsieliot 16 kwietnia 2014 o 18:32

          No właśnie Małgosiu, gdzie ten Lucjan dostrzegł jazdę po chłopakach

          1. Małgosia 16 kwietnia 2014 o 19:06

            Ja nie widzę w ani jednym momencie. Pepsi jesteś sprawiedliwa niczym Temida w tej kwestii.

      2. pepsieliot 16 kwietnia 2014 o 18:28

        Lucjan, faktycznie dziwni są mężczyźni, przecież to jest tekst raczej o niesfornych kobietach

    2. phunkeeraw 16 kwietnia 2014 o 18:21

      Niebieskie tabletki są od czego innego. One są od tego, żeby się dało, a nie, żeby się chciało, o czym z kolei Pepsi pisze. A to są dwie różne sprawy.

      1. pepsieliot 16 kwietnia 2014 o 18:30

        phunkeeraw oczywiście, że moce i chęci to coś innego

      2. Małgosia 16 kwietnia 2014 o 19:04

        Prawdopodobnie jeszcze jestem za młoda na tę wiedzę 😉 Wydaje mi się, że jak się jedzie na zielonym paliwie to te niebieskie tabletki chyba aż takie konieczne nie są bo to poprawia jakość życia również i w tej dziedzinie – no nie wiem – może się mylę.

        1. pepsieliot 16 kwietnia 2014 o 19:20

          Małgosiu, żeby posiadać wiedzę nie trzeba wszystkiego doświadczać, a jeżeli chodzi o zielone paliwo, to niestety tak to nie działa. Spada ilość hormonów żeńskich, na rawie wegańskim i generalnie na wegecie ma się krócej menstruację, mniej estrogenów i adekwatnie prawdopodobnie odbija się to na hormonach męskich. Pisałam kiedyś o ludach agresywnych, zaczepnych, rozochoconych seksualnie, którzy jedli właśnie dużo białka zwierzęcego 🙂

    3. klepsydra 16 kwietnia 2014 o 20:09

      Kiedyś pewien mądry człowiek napisał mi, że ludzie z czasem traktują siebie jak wodę z kranu. Nie, nie raz zimną, a raz gorącą – zwyczajną, nieciekawą, a do tego płynąca przez zardzewiałe rury. Jesteś z kimś kogo szczerze wielbisz, na tyle uważny, aby przez lata nie żyć ułudą, że obcy=ekscytacja, a własne=flaki z olejem, przy czym rozumiesz i popierasz ideę samorozwoju, a nie zapędzisz się w żadne halucynacje i przyłożysz odpowiedni wysiłek, aby mieć na uwadze, że ten obok Ciebie to nie kranówka, którą już dawno przejrzałeś na oczy i gardło, ale żywy twór i oboje jesteście odpowiedzialni za wygasanie lub podgrzewanie klimatu – a to można przeciągać do końca, końca swych dni (powiedzmy) lub do końca miesiąca.
      Dobrać się właściwie – od tego zaczynać. Jak się dwa łomy dobierają, pod wpływem nieprzyszłościowych pobudek, no to nic dziwnego, że kończą w psychicznym dole z masą frustracji, kompleksów i awersji, przy czym to Ty winny, a nie Ja.
      W ogóle, ludzie to podły temat; na swoją obronę ma tylko tyle, że zajebiście ciekawy.

    4. pepsieliot 16 kwietnia 2014 o 20:11

      Polać Klepsydrze

    5. kaśko 16 kwietnia 2014 o 20:33

      Peps, fragment powieści obudził we mnie, uśpionego nieco ostatnio, filologicznego zwierza!!:D zacieram ręce 🙂

    6. pepsieliot 16 kwietnia 2014 o 20:38

      kaśko supcio 😀

    7. klepsydra 16 kwietnia 2014 o 21:15

      Może być letnia strukturalna, ewentualnie zielone z wódeczką ; )
      A tak serio, nie ma nic bardziej kreatywnego i podniecającego jak poczucie WOLNOŚCI. Związek automatycznie wymusza kompromis lub wprost ogranicza. Fajnie jest na początku, faza i tak dalej, a potem kobieta budzi się z przykrym spostrzeżeniem, że dokąd będzie z tym chłopem, będzie MUSIAŁA dawać. Co więcej, będzie tak z każdym! Co zrobić, aby nie dawać? Robić uniki. Od czasu do czasu musisz się poświęcić i czujesz się jak maszyna do obowiązkowego zadowalania samca, bo chociaż Ty nie musisz, on musi i sam sobie tego nie zrobi. Zaczyna się zjazd.
      Z drugiej strony, młode jurne samiczki, ideał młodych jurnych samczyków, potrafią doprowadzić do takiego samego zjazdu swojego chłopa. Wystarczy, że to romantyk, a od tego krok do poczucia bycia niewolnikiem seksualnym damy. Chce czułości, a tutaj tylko ostre rżnięcie. Potem dostaje z liścia, a następnie zgłasza się do jednej z fundacji zajmującej się ofiarami przemocy wobec mężczyzn.
      Ludzie, którzy mają we łbie poukładane i rozumieją jak działają uczucia, znają pułapki kontaktów z innymi, a przy tym szczerze wielbią swojego wybranka i nie chcą żadnego innego, jednak dołuje ich ta seksualna zależność, bo wiedzą, że to sztuczny wytwór i nie ma nic wspólnego z prawdziwą, samozadowalającą wolnością, której łakną, bo chcą żyć na 100%, a nie tanimi zamiennikami, powinni poważnie pomyśleć, odrzucić resztki zautomatyzowanej zazdrości, nie zawłaszczać swoich ciał i zwyczajnie pozwolić sobie, aby od czasu do czasu, od czasu do czasu powtarzam, mogły zajść różne ciekawe epizody z innymi ludźmi, jeśli tacy się znajdą. Inaczej wracasz do domu z nasjmutniejszą myślą, że jesteś niewolnikiem, oboje nimi jesteście, bo przyjęliście coś, co najprawdopodobniej odrzucilibyście rodząc się w miejscu wyzbytym z presji religii, oczekiwań i innych pierdów. Ile związków byłoby szczęśliwych gdyby nikt nikomu nie stawiał cichego warunku: tylko ze mną, nie patrz na nikogo innego, nie rozmawiaj z innymi, gdzie byłaś, dlaczego nie odbierasz? Już samo to sprawia, że się człowieka mimowolnie przestaje lubić; sorry taki schemat.
      Wierzę, że są tacy, którzy pociągną 20 lat i więcej bez podobnych dylematów, ale wiem, że większość utknie w pułapce i to nie tylko tej, ale ta będzie wyjątkowo uciążliwa, bo hamuje naturalne instynkty obu stron i frustruje już na pierwszych poziomach ludzkich potrzeb.
      A kto się boi grzechu, a poza tym lubi się godzić na jakieś wydumane tradycjonalizmy, niech nawet nie zaczyna przed ślubem!
      Wolność jest dla ludzi, którzy dorośli i stawiają wysoko poprzeczkę. To wtedy istnieje największa gwarancja, że nie będą wyprawiać głupot na prawo i lewo i nie przytargają do chałupy żadnego syfu. Posłuży im ona do przyzwoitego, ludzkiego spełnienia.
      Teraz mogę się zamknąć, przepraszam.

    8. pepsieliot 16 kwietnia 2014 o 22:00

      Klepsydro faktycznie bycie z człowiekiem zaborczym i zazdrosnym rokuje fatalnie nawet na krótką metę. Trzeba żegnać takich ludzi. Nie zauważyłam, żeby religia i przysięgi działały na ludzi jakoś szczególnie pro związkowo, ale może mało znam ludzi.

    9. meryenn 16 kwietnia 2014 o 22:59

      Fajnie przeczytac u kogos sqoje przemyslenia:p zarowno Peps jak Klepsydry.

    10. lady_mac 16 kwietnia 2014 o 23:49

      Pepsi, a ja z innej beczki. To Twój, ten rysunek na początku? Bo jest świetny, szacun :). Pozdro z Paryża

      1. pepsieliot 17 kwietnia 2014 o 07:24

        Lady-mac łi 🙂

    11. Lucjan 17 kwietnia 2014 o 00:57

      Tak dla porządku, wpisywałem parę komentów i żaden mi się nie podobał, napisany na początku też, pomyślałem, a co mi tam, ten zostawię! Dlaczego? Jak facet nie chce to ma inną, albo innego. Jak nie uważa, że jest lwem, to znaczy, że lubi panów…Generalnie jak to nie chce?! Wprawne ręce partnerki zdziałają cuda, a jak nie, to jest już nowa…
      Niebieskiej jeszcze nie testowałem (wszystko przede mną ;)), ale zielenina na mnie po 3 tygodniach 100% raw vegan podziałała tak, jak wyobrażałem sobie, że działa niebieska…
      Uwielbiam Twoje teksty są pobudzające! Dziękuję Ci bardzo!

    12. klepsydra 17 kwietnia 2014 o 01:18

      Źródeł jest wiele, wierzący, nie wierzący, to tak naprawdę nie ma znaczenia. W pewnym momencie każdego dosięgnie, każdy gdzieś utknie. Przecież niektórzy nakurwiają, bo mają za ‚dobrze’ : )
      Mówiąc językiem metafory promoralnej, z owoców najsmaczniejszy jest zakazany. Gdy łaskawie, czyli za zgodą szefa, wpada w twoje ręce, może się okazać, że to kiepścizna, której nigdy nie chciałeś żreć. Gdybyś wcześniej wiedział, nie rwałbyś włosów z głowy! No więc co Ci się powaliło? Pewnie konstrukcja hihih
      Pepsi, chyba mam niezdrową chrapkę na kobiety, konkretniej zakonnice, bo znowu polecam, ale tym razem relaksujące kino z powalającym scenariuszem pt „Siostry Magdalenki”

    13. klepsydra 17 kwietnia 2014 o 01:20
    14. pepsieliot 17 kwietnia 2014 o 07:27

      Ożeż Klepsydro 🙂

    Dodaj komentarz