logo
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
286 online
49 937 705

TOP

Dzień | Tydzien | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum
Wierzysz w te brednie z Reptilianami? A zderzacz hadronów, to po co?

Nic z czym nie rezonujesz, nie jest w stanie zrobić Ci krzywdy

W zeszłym roku (w czerwcu dla ścisłości) po raz pierwszy otworzyła oczy, po kilkudziesięcioletnim śnie. I od tej pory każdego dnia dziękuje, że pojawiła się na tym świecie (wcześniej miała poważne wątpliwości: na kij to wszystko?), i że może doświadczać tak zajebistego świata.

Jest wdzięczna za każdego człowieka, w którym się przegląda, za każde dzieło sztuki i natury. Nawet za brzydotę dziękuje, bo jakżeby mogła docenić piękno?

Po coś tutaj przylazła, wcieliła się w grube cielsko malutkiego Pepsiaka (waga urodzeniowa ponad 4 kg masy tłuszczowej, ups, też kostnej), nie żadne tam dziecko indygo (zero alergii i grzeczna do znudzenia rodziców) i siedziała w nim (cielsku) bez dostępu do siebie samej przez lata. Za to jej ego … Wymądrzała się, wykłócała, robiła za ateistkę, oblewała się co chwilę szkarłatnym rumieńcem wściekłości/niezadowolenia/powątpiewania, albo dla równowagi trzęsła się ze strachu jak galareta. Śmieszna Ziuta.

Do tego wszystkiego, tak samo jak Ty, składa się z prawie pustych atomów. Jesteście więc wibrującą energią. Ty i ona, taką samą, fragmentem energii boskiej. Jesteście duchami.

Kurde flaczek, to cudownie uświadomić sobie, że wszystko jest w Tobie, czyli w Was. Że możesz grzecznie powiedzieć rebeliantowi: uspokój się, to nie ma sensu, nie wspieraj tej walki, poddaj się, a następnie nie stajesz (Ty i ona) po żadnej stronie. Nie opowiadasz się. Jesteś do wewnątrz. Nie na barykadzie.

Gdy urwie Ci się film, bo zrobiłaś smutną flaszkę, i szukając miłości poszłaś z kimś na tapczan (4 Rabczan usiadło na tapczan), to nie było Ciebie tam. Pytanie, gdzie się podziewałaś? I kto zajął Twoje miejsce?

Nigdy nie opuszczaj swojego posterunku. Naucz się gospodarować energią. Nie licz na to, że przebudzisz się nagle i ego zniknie. To się nie zdarza często. Tolle ma farta, przebudził się przed śmiercią ciała, ale Ty, czy ona, wystarczy, że już wiecie, że oddzielacie się od własnego ego. Że z ego nie macie się po co identyfikować, bo jesteście kimś zupełnie innym. Jesteście wspólną jaźnią (świadomością/Buddą) zamieszkującą ciało.

Nie przebudzisz się być może w tym wcieleniu, (a gdy będziesz tego wyglądać,napierać – z pewnością nie), ale możesz opróżniać siebie. Robić w sobie pustkę, zerować się i obserwować siebie myślącą. Nie goniącą za myślami. Każde zapomnienie o myślach, każde „tu i teraz”, to tworzenie pustki w sobie.

Ciebie może to nawet zniechęcać, wolałabyś od tej pustej pustki (wieje nudą), na przykład przycinać skrzydła ego. Ale to tak nie działa.

Ego malutkie jest jeszcze gorsze, od ogromnego.

Malutkiego ego nie widać zbyt dobrze, może Cię zrobić w konia.

Jason Statham nie wygląda na zakompleksionego:)

Ileż to razy zaczepiło Cię cudze małe ego i chciało tylko o sobie rozmawiać? Jakie jest malutkie, jakie przytłamszone, i miałaś dość cudzego malutkiego ego, które pod postacią kompleksu niższości zaanektowało całą Twoją przestrzeń.

Dąż do pustki, nawet na chwileczkę, ale nie zmniejszaj swojego ego, bo stracisz czujność.

Ale jakżeż tę pustkę masz osiągnąć?

Zeruj się oddechem, naturą, słuchaniem odgłosów Ziemi, śpiewaniem, wchodzeniem w najprostsze czynności (nie z automatu, ale z uważnością). Zeruj się bieganiem medytacyjnym. Ile razy wykończyłaś się podczas biegania, tyle razy byłaś w mimowolnej medytacji. Tyle razy stawałaś się pusta.

Ależ to cudowne uświadomić sobie, że wszystko wokół Ciebie jest kosmiczne, i może Cię nakarmić.

Że możesz czerpać energię, że możesz ją przepuszczać przez siebie, produkować poprzez prawo zachowania energii. Możesz mieć tyle pieniędzy ile chcesz, ile potrzebujesz, bo przekształcasz energię. Kinetyczną w statyczną, boską w życiodajną, słońca w praniczną.

DOWIEDZ SIĘ JAK POZYSKAĆ ENERGIĘ FINANSOWĄ W MATRIXIE …

Ziemia jest poletkiem doświadczalnym Kosmosu. Zostaliśmy dawno temu zmodyfikowani, i pomimo nieuniknionej ewolucji, jednak wciąż nie umiemy się tutaj na Ziemi odnaleźć. Nie rezonujemy z Ziemią i cierpimy bóle fizyczne. Gdy z  kolei nadążamy za Ziemią nie rezonujemy z Jaszczurami.

Czy Pepsi wierzy w te brednie z Reptilianami?

Nie, że wierzy, czy nie wierzy, mówi tylko to, co wie, widzi (teraz) i wyciąga w miarę logiczne wnioski (ja jestem oczywiście logiczniejszy).

Całe Hollywood to firma, generalnie Kalifornia, to firma. Ewidentnie wiedzą więcej niż my i dla jaj robią filmy, które wyprzedzają przyszłość, albo mówią wprost o takich rzeczach, które wyglądają jak czysta fikcja literacka.

Ja, czyli Horry Porrtier pojawiający się znienacka na blogasie  wspominałem już o jaszczurach na scenie. Oczywiście, że to ludzie Reptilian, albo nawet niekiedy oni sami podszyci. Britney Spears ześwirowała, ogoliła głowę na łyso i chciała wyjść z tego przymusu, jednak jej się nie udało (chyba). Adele też wciąż smutna. Eminem chciał popełnić samobójstwo, ale wrócił, niejako sklonowany?

Czyli jaszczury są wśród nas?

Ta część Kosmosu robi akurat za poletko doświadczalne, jest lustrem dla całego kosmosu. Przemoc w rodzinie? A jakże, w kosmosie też ma miejsce.

Czy sądzisz, że na Ziemię przylecą/przyleciały/zmaterializowały się tylko istoty z dobrymi zamiarami, wzruszające się naszą „tępotą” i że zaczną nas uczyć i podkręcać na wyższe poziomy? Niekoniecznie.

A czy my hodujemy zwierzęta (przecież obdarzone pewną świadomością, bo nawet kamień, nie mówiąc o drzewie mają jakąś świadomość) po to, żeby je dokształcać, dokarmiać, pomagać im? Czy raczej, żeby je zjadać, zaganiać do pracy, albo obdzierać z futer i ze skóry?

królewskie klony?

Jesteśmy lustrem Kosmosu

Pepsi, a jakie są największe różnice w Kosmosie?

Yyy … pomiędzy ssakami, a jaszczurami, pewnie by odpowiedziała …

Więc chodzą sobie po świecie różne energie, niektóre wysokie, a niektóre bardzo niziutkie, energie upadłe, jednak silne. Mają technologie, mają inteligencję znacznie przewyższającą ludzką. Pozbawione uczuć mają kupionych ludzi na własność?  Owszem, jest paru takich na Ziemi, którzy zaprzedali się technologiom, innemu wymiarowi. Liczą na nieśmiertelność w rozumieniu ziemskim?

Ci ludzie tworzą światowe rządy, drukują pieniądze, zadłużają narody, szczują na siebie ludzi. Zależy im, aby na ziemi zawsze panował chaos, stan zagrożenia, wojny. To się opłaca. Chcą też zmniejszyć populację Ziemian, bo im się rozchwaściła. Jest więc glifosat, GMO, obowiązkowe szczepienia, kredyty we Frankach (wykańczają emocjonalnie, a następnie niszczą ciało), jest aspartam, chlor w wodzie i fluor w celach pięknego uzębienia na katafalku.

No i okazuje się, że państwa są firmami.

Rockefeller, czy też Rotschild, albo inny możny zakupił ziemię, a teraz jest tam państwo Israel. I bardzo by się obywatele zdziwili, że są sterowani zza biurka. Niemcy, którzy uświadomili sobie, że pani Mercel jest tylko dyrektorem firmy GmbH (tak nazywa się niemieckie spółki z ograniczoną odpowiedzialnością), zaczęli się w podskokach pakować i czmychać do Ameryki Południowej.

A więc filmy.

Wiele filmów to oczywiście nic nie znacząca fantastyka, ale te naprawdę poruszające mówią czystą prawdę. Reptilianie po prostu wiedzą więcej i wcześniej. Jaszczury są wśród nas i tylko wysokimi wibracjami jesteśmy w stanie odseparować się od nich energetycznie.

Nic z czym nie rezonujesz, nie jest w stanie zrobić Ci krzywdy

Gdy przychodzisz do lekarza naturopaty i z niczym co on mówi nie rezonujesz. Z kolei bardzo dobrze rezonujesz z alopatą, który mówi o konieczności chemioterapii, wówczas możesz się zdziwić co powie Ci Horry: ale leczenie alternatywne nie będzie na Ciebie działało. Oczywiście statystycznie coś tam zadziała, ale bez rezonansu z metodą leczenia, leczenie idzie mimo nas.

a więc to powstało tak dla yyy … jaj?

Wielki Zderzacz Hadronów

Jeśli chcesz, możesz wierzyć, że LHC (Large Hadron Collider), największy na świecie akcelerator cząstek (hadronów), znajdujący się w Europejskim Ośrodku Badań Jądrowych CERN w pobliżu Genewy, (położony na terenie Francji oraz Szwajcarii), a więc jeśli wierzysz, że tunel (torus) liczący 27 kilometrów, który pochłonął miliardy euro i dodatkowo z szacowaną wartością sprzętu naukowego znajdującego się w ośrodku w wysokości 6 miliardów franków szwajcarskich, czyli ponad 16 miliardów złotych. A więc, że TO powstało w celu zobaczenia, co się stanie po zderzeniu cząstek elementarnych?

Hi hi

Jesteś taka łatwowierna?

Nie, to jest tunel, który ma ułatwić odwiedziny z Kosmosu, czy zgoła z innych wymiarów. Czyli mamy tu do czynienia z portalem dla istot z Kosmosu, które nie mogą na Ziemi znaleźć się oficjalnie. Ten portal to ułatwia. Teraz.

Czyli jesteś Ty, śpiąca, śliczna, zaspana po przebudzeniu. Ciągle wystraszona, zakredytowana, z gromadką dzieci, z którymi nie wiesz co masz robić, bo póki zaiwaniasz, to się nie zastanawiasz, a jak się zastanawiasz, to się tylko martwisz. A więc idziesz do korpo, albo jedziesz na ukochany koncert, potem walczysz z terroryzmem, albo z jedzącymi mięso. Generalnie miotasz się, wspierasz jednych, odżegnujesz się od innych.

Czyli karmisz

Karmisz matrix 

Nie chcesz już chodzić z koszyczkiem kiełbasy do święcenia, ale nie masz siły odmawiać, jesteś pod presją moralną, mówisz, że będziesz w tym czasie w Londynie. Podobnie jak kolejny Izraelczyk, który zrobi wszystko, żeby nie jeść przez tydzień macy z rodzicami i dziadkami w czasach, gdy macę rytualnie trzeba jeść. Do tego maca jest niezdrowa (biała mąka z wodą), więc tym bardziej nie chce jej konsumować nowy człowiek.

I spotykacie się w firmie zwanej Londyn, gdzie opętani snem ludzie interesują się co robi ich Królowa podszyta (podobno) jaszczurem.

No dobra, ale skoro jesteśmy lustrem, to nie odwiedza nas cudowna niania McPhee? A Merry Poppins? A dobry i sprawiedliwy tato, który przenigdy nie zastosuje przemocy wobec żony i dzieciaków?

Jak to nas nie odwiedza?

A ponad 2000 lat temu nie odwiedził nas Jeszua? Nie pokazał nowej jakości życia? Nie mówił, że tylko miłość i współczucie? A jeszcze wcześniej nie wpadł do nas Budda? Jest tyle miłości i tyle współczucia do rozdawania i do brania, ale znacznie mniej osób to jakby kręci.

No i jest jeszcze matrix duchowy i owszem, Watykan to oczywiście również firma.

Ale nie ma powodu z nikim i niczym walczyć. Należy odnaleźć wewnętrzną harmonię i okazać wdzięczność za możliwość przebudzenia. Skumania. Ruszenia ze skrzyżowania.

Bardzo Ci dziękuję, że przeleciałaś ze mną ten tok myślowy. Nie gońmy za nim. Niech odpłynie jak obłok. A teraz razem powydychajmy sobie powietrze wraz z przypływem fali morskiej, śpiewu ptaków, porezonujmy z Ziemią.

Na stronie:

Gdyby zdarzyły Ci się nieoczekiwane kłucia w nyrach, łzawienie oczu, bóle w stawach, napady senności, a Twoje ciało raczej było zdrowe, gdyż świeżo monitorowane, nie martw się, to są naturalne reakcje na podwyższanie się częstotliwości Ziemi.

źródła: Roman Nacht, Osho, Sissi Hexman, Marcin Buczek

To sie dzieje sie.
Dasz radę:)

 

(Visited 16 752 times, 56 visits today)
Horry Porttier- Nius pojawił się niespodziewanie na stronie i nie wiadomo kto go napisał … Nie znamy Horrego Porttiera.
Blog pepsieliot.com nie jest jedną z tysięcy stron zawierających tylko wygodne dla siebie informacje. Przeciwnie, jest to miejsce, gdzie w oparciu o współczesną wiedzę i badania, oraz przemyślenia autorki rodzą się treści kontrowersyjne. Wręcz niekomfortowe dla tematu przewodniego witryny. Jednak, to nie hype strategia, to potrzeba.
Może rzuć też gałką na to:

Dobre suplementy znajdziesz w naszym Wellness Sklep
Disclaimer:
Info tu wrzucane służy wyłącznie do celów edukacyjnych i informacyjnych, czasami tylko poglądowych, dlatego nigdy nie może zastąpić opinii pracownika służby zdrowia. Takie jest prawo i sie tego trzymajmy.

Powiązane artykuły

  1. Joannka 8 lipca 2017 o 18:24

    Pepsi, ale ja Ty będziesz juz pewna, bo zobaczysz jednego z drugim na własne oczy, to nam opowiesz? Nie dołączysz do reszty dupowłazców?

    1. Pepsi Eliot 8 lipca 2017 o 21:04

      myjcie się dziewczyny,nie znacie dnia ani godziny, nie wiem Kochanie co zrobię 😀

  2. Margo 8 lipca 2017 o 18:27

    W ubiegłym roku to strach czułam pisząc komentarz, Ziuta szalała, mieszała z błotem, teraz to wielka radość, bez strachu co też Ziuta powie, widać, że mówi z serca- oczywiście już nie Ziuta. Przesyłam energetyczne uściski.

  3. Madzia 8 lipca 2017 o 19:50

    Od kilku dni mam nieoczekiwane łzawienie bardzo silne nagle muszę zmyc makijaż bo lzawie i nic nie widzę …. CERN …pierwszy raz slyszalasm o nimi 12 lat temu prze „aniloach i demonach ” nie bardzo przemawiało do mnie przeznaczrnie plus koszt ,zderzenie hadronów ???? Taka budowla żeby sprawdzić dla sprawdzenia ???? Nie jestem naukowcem ….ale sprytnie szybko przebiegł program o kobiecie która jest tam kimś w rodzaju szefa …uwaga Polka !!!!!! To było juz bardziej podejrzane !!!!! Tak samo jak ryrulal ” jedzcie ciało moje i pijcie krew moja ” na każdej mszy zawsze wyl we mnie alarm cos tu nie gra ????!!!!!! Jesteś niezwykla pepsi i wiesz o tym dzięki ze jesteś po raz kolejny ….

    1. Pepsi Eliot 8 lipca 2017 o 20:51

      lovciam Madzię

  4. Sylwia Justyna Michalska 8 lipca 2017 o 20:04

    Fajnie to opisałaś. ” Ngdy nie opuszczaj swego posterunku”

  5. Sigma 8 lipca 2017 o 20:36

    Wiesz Pepsi, dwa lata temu zarzuciłam czytanie Twojego bloga, dostałam kopa znikąd i zaczęłam się interesować duchowością. Od pewnego czasu znowu podczytuję i jestem zachwycona zmianami i jak treściwie puentujesz rzeczywistość. I za każdym razem powtarzam : Lovciam Pepsi! ps. Pisz, pisz, pisz i jeszcze raz pisz. Sedeczności 🙂

    1. Pepsi Eliot 8 lipca 2017 o 20:48

      lovciam2 🙂

  6. meryenn 8 lipca 2017 o 20:56

    :*

  7. Aśka pierdziaśka 8 lipca 2017 o 20:59

    Miód malina 😊 . Trenowałam, czytałam, uświadamiałam się ,ale niewyobrażalnie poczułam to wszystko po Aya ❤ . Teraz jest łatwiej ogarniać ten kosmos 🌌👽 . Normalnie jakbyś Horry czytał z mojej głowy. Sciskam z mojego rezonansu 😉

  8. carolina 8 lipca 2017 o 21:34

    Pepsi napisz proszę co myślisz o tarczy 12d. Nelly dużo o tym mówi. i pozdrawiam Cię bardzo mocno też:)

    1. Pepsi Eliot 8 lipca 2017 o 23:56

      jak rezonujesz z tym, to rób, pisałam już kiedyś o tarczy

  9. Fila 9 lipca 2017 o 00:23

    Dziękuję za ten myślowy rezonans. Cieszę się, że jesteś Peps!

    1. Pepsi Eliot 9 lipca 2017 o 09:21

      <3

  10. Lucia 9 lipca 2017 o 00:41

    Pepsi, co to znaczy, że nic, z czym nie rezonujesz, nie jest w stanie zrobić ci krzywdy? Tobie, czyli czemu? Twojej nieśmiertelnej duszy? Bo ciało zostanie zniszczone jeśli np. jakiś ciapek zostawi ładunek wybuchowy w śmietniku, koło którego wypadnie ci w złym momencie przechodzić. Tak czy nie? I za węgiel nadal nie wiem jak pogodzić pełną miłości i dobra galopującą rozwojowo duchowość z pędem do pomnażania pieniędzy. Czy dla zdrowia psychicznego nie powinno nam wystarczać ich (pieniędzy) na zaspokajanie potrzeb? Czy musimy zaspokajać też zachcianki? I od jakiej liczby zer na koncie zachcianki zaczynają być potrzebami? Bardzo ciekawi mnie twoje zdanie na ten temat. Ściskam.

    1. Pepsi Eliot 9 lipca 2017 o 09:07

      nie będzie Cię tam podczas wybuchu,
      gdy wyzerujesz ciało, czyli Twoje emocje będą wyzerowane, i w tym stanie zapytasz siebie, czego potrzebujesz uzyskasz odpowiedź z duszy, czyli dowiesz się prawdy. To jest tak samo jak z intuicją, gdy dochodzą do głosu emocje, boisz się, drżysz, wtedy Twoje przeczucia nie są wiele warte, to nie jest głos intuicji, gdyż emocje blokują Twój dostęp do samej siebie, nie słyszysz intuicji. Gdy rzeczywiście chcesz poznać głos swojej duszy musisz być wyciszona emocjonalnie, czyli w stanie zero. Kiedy to następuje? Gdy ego choć na chwilę znika, bo jego konstrukty myślowe stale wywołuję różne reakcje ciała, a to lęk, a to gwałtowne pragnienie przedmiotu, pożądanie, zazdrość, złość, czy nieustające zamartwianie się. To niskie wibracje, rezonują z niskimi rzeczami/ludźmi/wydarzeniami.
      Nie powinno się też zastanawiać ile masz zer na koncie, bo nie można więzić energii żadnej, w tym pieniądza. To robi z człowieka skąpca energetycznego. Pieniądz ma płynąć, to również jest kreacja. Po prostu miej pieniądze, tyle ile potrzebujesz i nie myśl wciąż o przyszłości, czy Ci starczy. Bądź teraz, podnoś swoje wibracje, wszystko zacznie Ci sprzyjać, a każde doświadczenie, które Cię dotyka, gdy tylko pogodzisz się z nim, szczerze napłynie wdzięczność, wówczas dotrze do Ciebie, że cały sens jest w Tobie, i że to Ty decydujesz. Rusz tylko Kochanie ze skrzyżowania. Cały wszechświat oparty jest na ewolucji/kreacji/świadomości/twórczości. Teraz.

  11. fiolekva 9 lipca 2017 o 13:24

    Wspaniale ujęty wpis ! Dosłownie jakby rezonansowal z moimi myślami i przemysleniami…..;)

    1. Pepsi Eliot 9 lipca 2017 o 15:41

      <3 od Horry'ego

  12. Wanda Tułaczek Lista 10 lipca 2017 o 01:44

    GENIALNY ARTYKUŁ COŚ PIĘKNEGO przeczytałem jednym ciągiem

    1. Pepsi Eliot 10 lipca 2017 o 06:44

      <3

  13. syldra 10 lipca 2017 o 08:51

    do Lucia „np. jakiś ciapek zostawi ładunek wybuchowy w śmietniku” ciapek? oj…….. 🙁

    1. Emanuela Urtica 10 lipca 2017 o 09:17

      Syldro, to tylko personifikacja lęków – ten zły, którego trzeba się bać i który stanowi zagrożenie. Słowo „piroman” chociażby nie jest tak pejoratywne, jak pejoratywny stał się ostatnimi czasy ciapek, ale takie określenia zawsze wynikają tylko ze strachu. I niestety nie ma mocy, która sprawi, że ktoś w objęciach ego przestanie się bać, a ego dąży do tego, żeby lękom nadać imiona, przywoływać je i nimi żąglować.
      Równie dobrze ktoś mógłby napisać, że Bozia grzmotnie go piorunem. 😉 Nauczyłam się patrzeć na ludzi, którzy mówią w ten sposób nie ze smutkiem, karceniem albo złością, ale z miłością, bo tego potrzebują. 🙂

      1. syldra 10 lipca 2017 o 09:44

        Masz rację. Dziękuję. <3

  14. Iwona 10 lipca 2017 o 13:34

    Ostatnio czytałam wywiad z dr Nerudą o Wingmakersach. Bardzo spodobała mi się i jednocześnie zasmuciła ta wizja, tego czym byliśmy, a co niejaki Anu z nami zrobił. Coś jest w tym wywiadzie, że w niego wierzę, choć historia rodem z Sajens fikszyn. 🙂 Zdecydowanie jest coś nie tak z tym światem, a ludzie jakby zdawali się tego nie widzieć. :/

  15. Kita 10 lipca 2017 o 14:23

    Czy żeby się przebudzić, to muszę izolować się od tych, co uwielbiają spać?
    Mam wrażenie, że w moim przebudzeniu przeszkadzają mi ludzie z mojego otoczenia. Na przykład mój partner, który jest wiecznie niezadowolony, który stale żyje przyszłością, przyszłymi celami, który rozpamiętuje swoje złe uczynki z przeszłości, który twierdzi, że jakby wygrał w totka, to jego problemy by się z miejsca rozwiązały i zacząłby być szczęśliwy, który objada się pod korek gównianym przetworzonym jedzeniem, który drze faje, który upija się piwem/wódką średnio co dwa dni i potem śpi po 10-12 h na dobę, który stale obwinia za swoje niepowodzenia wszystkich dookoła i który miał myśli samobójcze zanim mnie poznał.
    Czy mieszkając z taką osobą mam szansę ostatecznie się przebudzić/otworzyć na świat/cieszyć się każdą minutą? Drogę przebudzenia już zaczęłam (dzięki Twojemu blogowi, Peps), ale jeszcze co nieco muszę zrozumieć i popracować nad sobą (np. pozbyć się ciała bolesnego i wyeliminować ego). Teraz patrzę na świat kompletnie inaczej niż jeszcze rok temu i zastanawiam się, dlaczego mój partner tak nie może patrzeć jak ja. Tłumaczę mu jak to wszystko działa, ale on uważa, że jestem porąbana, że myślę tylko o sobie i że mi odwaliło ze zdrowym jedzeniem i zdrowym trybem życia. Jego ciągła krytyka podcina mi skrzydła – teraz coraz rzadziej, ale jeszcze zdarza się, że jego słowa wywołują we mnie smutek, podczas gdy ja chcę się cieszyć życiem, słońcem, powietrzem, wodą. Ale mając takiego depresanta u swojego boku czasami ręce mi opadają i odechciewa mi się wszystkiego.
    Co o tym sądzicie?

    1. linka 12 lipca 2017 o 16:28

      Kita, to też jest po coś. Teraz będziesz już wiedziała, czego nie chcesz!
      ………………………………………..
      Fajna jesteś, Pepsi…. 🙂

      1. Pepsi Eliot 12 lipca 2017 o 22:43

        🙂

  16. persefona1994 10 lipca 2017 o 15:49

    Hej Pepsi, takie małe pytanie. Planuję kupić blender kielichowy bo wyciskarkę wolnoobrotową juz mam. I tu moje pytanie: czy blender nie podgrzewa szejków poprzez wysokie obroty? Bo wiadomo, witaminy nie lubią ciepła:-) pozdr

    1. Pepsi Eliot 10 lipca 2017 o 15:55

      jak będziesz miksował za długo to podgrzeje, ale miksuje się krótko to raz, a dwa, że temperaturą graniczną jest 41 stopni z haczykiem, gdy enzymy się denaturalizują, nie sądzę, żebyś aż tak podgrzała

  17. malena 10 lipca 2017 o 16:12

    Cześć Kito. Dobrze Cię rozumiem i na ile zgłębiłam w sobie ten temat, to nie ma to nic wspólnego z czuciem się kimś lepszym i oświeconymi, łodewer.Po prostu trudno tak żyć, gdy Twój partner nic nie kuma. Masz dzieci? Jeśli to tylko partner, to dasz radę. Pozdrawiam

  18. agnieszkaanka 11 lipca 2017 o 09:06

    Hej! Ciekawe są komentarze zarówno ten, który posłużył za kanwę tego posta, jak i ten od Kity (o 14.23). Myślę, ze jest wiele kobiet, które subiektywnie nie czują się dobrane ze swoim partnerem, a jak są dzieci to już utrwala się wrażenie, że trzeba być z nim dla dobra dzieci. Nie piszę tego komentarza, żeby cokolwiek radzić, bo nie znam podpowiedzi dla takich dylematów, ale chciałam się podzielić własnym doświadczeniem. Jestem korpoludkiem (mam nadzieję, że już niedługo), do tego powołałam na świat dwójkę dzieci i mam męża którego intelekt mnie – delikatnie mówiąc – z lekka od zawsze rozczarowywał. Naprawdę różne sytuacje za nami, ale dostrzegłam w naszym wspólnym życiu coś, co utwierdziło mnie w przekonaniu że pojawił się on (mąż) nie bez powodu na mojej ścieżce i czy nie jest tak że wszyscy ludzie, których spotykamy na naszej drodze i ci którzy spotykają nas – że my wszyscy jesteśmy dla siebie po coś? To znaczy ja nawet nie pytam o to, ja to teraz wiem na pewno. Jeszcze kilka lat temu mój mąż-górnik wqrwiał się jak nawijałam o zdrowym jedzeniu, pasożytach (twierdził że ich nie ma ani jednego) lub gdy spanikowana odmawiałam dzieciom do jedzenia wielu rzeczy, które dawały im radość (cukier) bo wykańczały je choroby (twierdził że wystrzeliłabym je w kosmos, żeby odizolować je od normalnego życia). Sam wcinał białe pieczywo, zapijał pepsi, z dumą podkreślał że do ust nigdy nie wlał wody, bo tak jak jego ojciec nie cierpi wody (w ogóle maniackie naśladowanie ojca we wszystkim, w tym w szowinizmie, diecie, metodach wychowawczych), jadł tony cukru pod każdą postacią, namiętnie oglądał wiadomości. Nie pił co prawda alkoholu, bo sportowiec-amator, ale też nie traktował się jako sportowiec należycie (dbałość o zrównoważoną dietę, odkwaszanie, itd). Jego choroba nowotworowa, która była konsekwencją takiego siebie traktowania (no i jeszcze kilku innych czynników, jak np. emocjonalne okoliczności w domu rodzinnym w czasach dorastania) zmieniła cały jego tok myślenia. Teraz mówimy jednym głosem w temacie cukru, nawadniania, suplementacji, diety i to on jest tą osobą, która wszystko ciągnie, wkurza się gdy kupuję dzieciom lizaki, to on daje też przykład swoim charakterem, który pozwala mu utrzymywać cały czas dietę i pilnować się. Myślę, że moimi zainteresowaniami i co na pewno – odpowiednio wcześniejszym trafieniem na tego bloga – nakierowałam nas na jedyną drogę która być może uratowała mu życie, a na pewno je przedłużyła. Naprawdę Pepsi, to nie lizusostwo, ale fakt – ktoś mi podpowiedział rok wcześniej – 2014 – twojego bloga i ja czytając to wszystko przyrzekłam sobie, że jak ktoś z nas zapadnie na raka „kiedyś” to ja będę wiedziała co robić. Za rok dowiedzieliśmy się że mój mąż ma raka („kiedyś” pojawiło się szybko), ale myślę że on w 2014 już go miał i COŚ wiedziało że on go ma i to ja byłam narzędziem w CZEGOŚ rękach aby zdobyć tą wiedzę odpowiednio wcześniej i przekazać ją mężowi. Pamiętam że jeden tutaj pozostawiony komentarz dziewczyny chorej na raka płuc dał mi wskazówkę co robić w razie fatalnej diagnozy i to potem zrobiłam. Ta choroba dała mi refleksję, żeby zrewidować związek nasz, spróbować powalczyć o być może zrozumienie drugiej osoby i zbliżenie się, bo naprawdę „ludzie tak szybko odchodzą”. Różnie nam z tym szło i idzie do dzisiaj, ale bardziej ze sobą rezonujemy.
    Co więcej – w momencie skończenia 40 w 2013 poczułam całą sobą jak gówniane jest to moje korpożycie, dokładnie takie jak opisane w poście powyżej. Jak bardzo chcę wreszcie zajmować się czymś co będę kochała robić i znowu ta sama osoba która podpowiedziała mi bloga, zaproponowała wspólny biznes (już wiem, że nie bez powodu się pojawiła, to nie przypadek że swoimi – w jej przekonaniu przypadkowymi – uwagami naprowadzała nas na właściwe tory w tej drodze z chorobą). Po tej propozycji poczułam całą sobą że to właśnie jest to co chcę robić zawodowo, to jest moje przeznaczenie. Na razie zdobywamy wiedzę i stosowne uprawnienia, jeszcze tak 1,5 roku, ale aktualnie wszystko sprzyja temu, abyśmy szły w tym kierunku. Myślałam, że mój mąż popuka się w czoło na taki pomysł, w końcu wymaga to też ruszenia wspólnych oszczędności no i ogólnie przez tematykę, ale nie – nie popukał. Przed chorobą popukałby się. Więc oboje sobie coś daliśmy – ja mu kierunek w uzyskaniu zdrowia, a jego choroba przybliżyła mnie w odkryciu swojego przeznaczenia (wiem że to to, nie wiem skąd, ale wiem). Oczywiście sama z siebie nie byłam źródłem głębokiej wiedzy, bardziej posłańcem, a przeze mnie mówili Grzegorzadam i Pepsi i wielu komentujących, którzy dzielili się tutaj swoimi doświadczeniami.
    Podsumowując te mądrości, chciałam po prostu powyższym tekstem powiedzieć, aby posłuchać intuicji i przyjrzeć się temu dlaczego dana osoba stanęła na naszej drodze kiedyś tam w przeszłości. Np. jak ktoś ćpał i poznał kogoś a teraz jakimś cudem nie ćpa to być może to był cel, dla którego ta osoba się pojawiła, a że w międzyczasie ego zakumało, że tak właściwie ten partner nie jest odpowiedzią na nasze egotyczne oczekiwania i teraz wszystko się rozjeżdża no to być może znowu trzeba dać dojść do głosu intuicji a nie ego. A może partner lada chwila będzie w sytuacji, w której ty będziesz dla niego ratunkiem. Sorry, że zniosło mnie na takie mundrości :). Jak to czytam to wiem, że chciałam to ująć jeszcze lepiej, ale nie umiałam, więc puszczam tak :).

    1. Pepsi Eliot 11 lipca 2017 o 09:40

      Ujęłaś to przepięknie i idealnie. Wracając tylko do początku Twojego komentarza, gdy zaczniesz być jeszcze bardziej świadoma natychmiast uzmysłowisz sobie, że porównywanie intelektów nie ma sensu, i jest tylko prawdą ego, czyli nieprawdą. Energia nie posiada mózgu, który jest materialny i śmiertelny jak całe ciało. A tylko energia jest nieśmiertelna, boska, tylko energia ma sens. Ego lubi rozwiązywać zagadki, prowadzić wysoką gadkę szmatkę ęą, lubi znać Einsteina, ale to iluzja.To pycha ego. Postawa Twojego męża sprzed choroby mogła być też formą buntu, bo zapewne czuł,że uważasz się za kogoś lepszego. Jednak w chorobie posłuchał swojego ciała i Ciebie, czyli wyłączył emocje, czyli wszedł na tereny duchowe. To nie jest takie częste. Ludzie tak nie działają. W chorobie jeszcze bardziej idą w Matrix.
      Podaj proszę jeśli możesz jakie stosujecie środki w chorobie męża. Domyślam się, że to nowotwór płuc.
      Serdecznie Cię ściskam i kłaniam się mężowi. Dużo zdrowia

      1. agnieszkaanka 11 lipca 2017 o 12:36

        Cześć Pepsi, chciałam żebyś usunęła ten strasznie długi tekst bo po puszczeniu go zakumałam że pisałam go w odpowiedzi na Twój lutowy post zaczynający się od komentarza dziewczyny, że wkurza ją partner, że od zawsze wiedziała że to nie to, że teraz ma z nim dzieci, że on intelektualnie do bani i ona wszystko ogarnia i jej się z nim bzykać nie chce itd. No i mnie poniosło pomyłkowo pod postem o Reptilianach i w ogóle wyszło że odnoszę się nie wiadomo do czego. Ale dziękuję Ci bardzo za twoje miłe słowa. To wszystko prawda i wiem że ani Ty ani Grzegorzadam ani moja kumpela ani żadna inna osoba w tej układance nie jest przypadkowa. Mąż mój ma czerniaka, tzn. w 2015 roku kiedy dostał diagnozę to miał stopień 2 złośliwy, regularnie jednak bada się na Vegateście, stosuje dietę, suplementy i teraz już ma 1 łagodny. Zastosowaliśmy kilka rzeczy podpowiadanych nam wtedy na prywatnych e-mailach przez Grzegorza, który dopiero co startował u Ciebie na blogu i miał więcej czasu na indywidualne rozkminki :). Woda utleniona dwa pełne cykle za nami (oba w odstępie kilku miesięcy), która to WU – osobiście uważam – zjechała mężowi mocno ten stopień onkologiczny na nieonkologiczny. I to w 3 miesiące. Również oboje mieliśmy cieciorkę w nodze, metoda NIA lub jak kto woli – Ashkara (a tak naprawdę Starożytnych Chińczyków). Nie polecałaś tej metody co prawda, ale poleciła mi ją dziewczyna którą poznałam na Vegateście, z gorszym stadium czerniaka, bo ostatnim i diagnozą lekarzy dot. usunięcia wszystkich węzłów chłonnych (czy to możliwe?). Dziewczyna 2 lata z cieciorą i poza tym wszystko inne – dieta bezcukrowa, lewatywy z kawy, zabawa z dietą Gersona i Budwig, wszystkiego się imała, bo wiedziała ze lekarze mają do zaoferowania tylko skalpel, a ona chciała żyć dla małych dzieci. Dwa lata temu, kiedy rozmawiałyśmy była już 4 lata po zakończeniu leczenia przez alopatów z adnotacją – „zdrowa, wyleczona metodami niekonwencjonalnymi”. Ona uważa, że cieciorka najbardziej jej pomogła, ale ja uważam że to efekt synergii. Mój mąż też właśnie różnych rzeczy się podejmuje, ale zaczynaliśmy zgodnie ze wskazówkami u Was – badanie pH za pomocą pasków, alkalizacja dietą, suplementacja z różnym skutkiem i rozpędu całości dała dopiero cieciora w połączeniu z WU. Oczyszczanie limfy non stop, sport, nawadnianie wodą alkaliczną (zakupiliśmy jonizator wody). Nie mówię że skrzydła czasem nie opadają i lenistwo nie dopada i obżeranie się przez mojego męża chemicznymi truskawkami też ma miejsce (moje uwagi nie działały, ale jak pani z Vega testu powiedziała że ma nie jeść tego syfu to podziałało – chyba taka moja rola żeby wlec go do ludzi, którzy skuteczniej przemówią niż ja).
        Nie mówię już w ogóle o Twojej obowiązkowej chlorelli, ale wcześniej były mega wysokie dawki D3 (50 tys jednostek). Nawet dwa razy dzwoniłam do nieznanego mi Pana Bogusia, którego telefon od Grzegorza mam do dzisiaj – pan Bogusław dwa razy wyleczył się z glejaka mózgu (co przykre – jak z nim rozmawiałam słyszałam że drze faję 🙁 ) i też mi strasznie dużo dał rad, chociaż z głównej jego terapii nie mogliśmy skorzystać, czyli z wlewów z askorbinianu sodu, bo wersji do wlewek dożylnych nie dostaniesz ani na rynku polskim ani na niemieckim ani żadnym. Żona p. Bogusława jest lekarzem i robiła mu roztwór z askorbinianu w kryształkach i 13 h dziennie kroplówek pobierał. No ale też wlewki z kwasu askorbinowego ściąganego z Niemiec – jak się potem okazało kwasu a nie askorbinianu – też za nami. Więc jak widać różne metody za nami (suplementy typu kurkumina z pieprzem, grzybki Reishi, liść papai, vilcacora w różnych postaciach). Jedne bardziej skuteczne, inne mniej, inne w ogóle. Ale jest efekt – wywalenie masy pasożytów, zejście o 4 stopnie zaawansowania raka w dół. Walka jeszcze nie skończona. Kopalnia (mąż górnik) też swoje dowala, 2 kroki w przód, 1 w tył, to też trzeba wziąć na klatę. Ja jednak wiem, że już za chwileczkę, już za momencik, będzie to normalny styl życia większości z nas. I to że my już teraz możemy się z tym mierzyć daje nam fajną – w mojej ocenie – przewagę i doświadczenie. Być może uratujemy nasze dzieci albo dzieląc się tą wiedzą pomożemy innym. Taki przyświeca mi cel na życie.
        Poniosło mnie ;).
        Buziaki i owocki i dzięki za tego bloga, uratował już niejedno życie.

        p.s. w Matrix leczniczy wpadła siostra mojego męża, która rok wcześniej zapadła na białaczkę i nie dała się tknąć naturalnym terapiom, choć całe linki do Twojego bloga jej słałam :D. Teraz już niestety z aniołkami fruwa, ale to też była lekcja dla nas, że nie tędy droga. I nie przypadkowo siostra zmierzyła się z rakiem pierwsza.

  19. agnieszkaanka 11 lipca 2017 o 09:12

    Hej Pepsi, pokopciłam i myślałam, że pod innym postem to puszczam. Usuń to powyższe proszę ;).

    1. Pepsi Eliot 11 lipca 2017 o 09:19

      tylko nie wiem które, bo spod kokpitu nie widzę

  20. Kita 11 lipca 2017 o 09:12

    Hej Marlena, dzięki za wsparcie. Dzieci na szczęście nie mam.

  21. Lucia 11 lipca 2017 o 22:29

    Pepsi, dzięki za odpowiedź, ale co z naprawdę złymi ludźmi? Psychopatami, zwyrodnialcami? Mogę sobie powtarzać, że świat jest piękny, bo jest, ale na tym pięknym świecie także ktoś właśnie kogoś morduje, gwałci, okrada, poniewiera…

    Do Syldra i Emanuela: dziewczyny, napisałam „ciapek” z taką samą intencją, z jaką napisałabym „starsza pani”. Ale niestety, to „ciapki” podkładają najwięcej bomb, a nie np. starsze pani, mnisi, czy karmiące matki. Ciężko to zanegować. Kochanie wszystkich jest fajne, ale tak raczej, jak obserwuję, na odległość. Np. gdy się kupuje dom, to jednak zaczyna się zwracać uwagę na dzielnicę, sąsiedztwo… Wskażcie mi gdzie się mylę, proszę. I ściskam. 🙂

    1. Pepsi Eliot 12 lipca 2017 o 07:17

      Nie rezonuj z nimi, jak spotkasz na swojej drodze możesz powiedzieć o przebudzeniu, ale to ich sprawa, to oni muszą się przebudzić, albo są zamieszkani przez demony. Co nie znaczy, że mówię, aby w przypadku, gdy widzisz czyjąś krzywdę nie zareagować, jak tylko możesz. Nie o tym mówię. Gdy spotykasz ludzi złych, wówczas zastanów się dlaczego tak się dzieje. To Ty się zmień. Z takimi rezonujesz, dlaczego? Jakiś przypadek (nie ma przypadków) jako doświadczenie, ale dlaczego przyciągają pewne kobiety złych meężczyzn i odwrotnie? Dlaczego masz złych sąsiadów?

Dodaj komentarz

Sklep
Dołącz do Strefy VIP
i bądź na bieżąco!

Zarejestruj sięZaloguj się