logo
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
253 online
54 241 707

TOP

Dzień | Tydzien | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum
  • Witarianizm (cd), krok pierwszy i następne

    Hej Człowiekom,

    To co napiszę teraz nie zawsze będzie się pokrywało z tym co czytam o witarianizmie, poradach, o początkach, są to moje osobiste rady wynikłe z moich własnych przemyśleń.

    Kiedy czytam na stronach witariańskich zgredów, zjadłem kilo jabłek i jest dobrze, to absolutnie nie podważam tego oświadczenia, tylko to nie jest żadna rada dla początkujących.
    Dla nich wręcz może się to wydawać przerażające. Uwierzcie mi, że witarianizm po pewnym czasie jest zajebiście prosty, naturalny i jest najłatwiejszym jedzeniem, ale zanim do tego dojdzie trzeba przejść pewną drogę, która może trwać nawet rok i dłużej. Ta droga to będą przemiany, które zajdą w waszych ciałach, ale także w waszych umysłach. To jest świetne zjawisko, jakie mi się przydarzyło i doceniam, że natrafiłam na ten styl życia, bo jest na prawdę git.

    To jest banał i wszyscy już czytali to milion razy, ale chodzi o najprostszą rzecz na świecie, o odżywienie organizmu, na tyle, żeby zaczął sam z siebie idealnie funkcjonować. I dopiero kiedy organizm zostanie właściwie odżywiony, a jeszcze wcześniej odtruty, to wtedy możemy mówić, o tym, że jest to jedzenie proste, łatwe i naturalne. Niestety przed wami minimum osiem miesięcy poszukiwań, a nastawcie się, że nawet rok. I wtedy ktoś powie, chodziłem po górach i zjadłem sobie kilo jabłek i ja wiem, że to jest na prawdę doskonała rzecz. Ktoś narzucił na prawidłowo funkcjonujący organizm kilo organicznych malinówek, organicznych bo z opuszczonego sadu i to jest na prawdę wszystko co mógł dla siebie zrobić najlepszego.

    Witarianizm może być wegański, ale także wegetariański, czy wręcz zawierać surowe mięso. Trzecim przypadkiem się nie zajmuję, gdyż pomijając względy moralne, czytałam wielokrotnie, że surowe mięso zawiera pasożyty.
    U doktora Cousensa na jego blogu przeczytałam opracowanie na temat witaminy B12, zrobiłam z tego artykuł na tym blogu, więc jak ktoś chce, może do tego wrócić. Jest też tam drugi artykuł, który mówi, że jednak jesteśmy w stanie czerpać witaminę B12 z wcześniejszych fragmentów przewodu pokarmowego, a nie jak twierdzi Cousens, mamy jej kupę, jednak już w kupie, czyli w niezbyt dla nas poręcznym miejscu, chyba że ktoś podje trochę kału jak dajmy na to goryl.
    Generalnie praktyk Cousens twierdzi, że mniej więcej 30% wegan nie musi suplementować B12. Ja bym jednak nie ryzykowała bez częstych badań założenia, że jestem akurat w tych 30tu %. Do tego niedobory B12 mogą się ujawnić dopiero po 3 latach weganizmu. Żebyście tak znowu nie żałowali, że mięsożercy mają luzik, to na pocieszenie dodam, że wielu mięsożerców ma również braki B12, a wiąże się to z upośledzonym wchłanianiem z przewodu pokarmowego zjebanego właśnie od jedzenia mięsa. Wyobraźcie sobie, że często im to mięso nastrzykują w rzeźniach właśnie witaminą B12. Ludzie boją się, że im zabraknie mięsa w diecie, a zwierzęta hodowlane żywią się GMO i inną straszną strawą, którą potem oni zjadają. Został też obalony mit, że tylko białko zwierzęce ma pełną pulę aminokwasów esencjonalnych, czyli takich, których człowiek nie umie z innych wytworzyć i musi je dostarczyć właśnie w takiej formie. Uwierzcie, białko roślinne jest zajebiste, a i tak jako dorośli nie potrzebujemy go więcej niż 1,1 grama na 1 kilogram masy ciała.

    Wracając do witaminy B12, jeżeli nie chcesz jej suplementować, boisz się jeść organicznej ziemi, ze względu na pasożyty, nie chcesz też zjeść trochę własnej kupy, raczej nie możesz zostać weganinem, chyba, że założysz, że jesteś w owych 30-tu %, ja bym jednak nie ryzykowała. Anemia z braku B12, jest bardzo groźna i do tego ludzie nie zdają sobie sprawy, że możesz być na diecie 100% roślinnej, a jednak z powodu braku B12 dostać zawału czy udaru mózgu, jak fanatyk fast foodu, nie mówiąc o poważnych zaburzeniach psychicznych.
    Jeżeli odrzucasz suplementację, to kilka procent twojej diety powinny stanowić owoce morza, najlepiej oczywiście surowe ostrygi, czy przegrzebki, a jak nie masz na to kasy, ani do tego głowy, to przynajmniej krewetki podgotowane, czy kraby, przecież nie musisz być 1oo% na surowo, gdyż to też jest mit.
    Wtedy miałbyś być może za jednym zamachem również załatwioną sprawę witaminy D (bardziej przyswajalne, ta pochodzenia zwierzęcego) i Omega3.
    Od razu mówię, że nie życzę sobie Jahu, pod tym tekstem uwag typu, że skąd wiem czy krewetka nie cierpi bardziej niż zarzynana krowa, czy bardzo inteligentna świnia.
    Tak uważam, byłam w rzeźni.
    Jestem ateistką, optuję za dopuszczalną aborcją, a jestem przeciwna zarzynaniu zwierząt. Sama czuję się zwierzęciem i wiem, że człowiek czy nasi bliscy krewni, choć jesteśmy roślinożerni, to jednak nikt nie zakładał, że będziemy żyli w sterylnych, wyjałowionych środowiskach i będzie jakikolwiek kłopot z B12. Coś się przecież zjadło z ziemi, robak był interesujący, wiercił się, trzeba go było połknąć, bo może byłby smaczny. Ktoś się pobrudził kupą na policzku, potem to polizał całkiem przypadkiem. Tak to się odbywało. Potem zmądrzeliśmy i jednocześnie okropnie zgłupieliśmy. Odwróciliśmy się od natury i sami zaczęliśmy sobie jebać bebechy i dynie.
    Mały synek znajomej od miniatury ludzkiej był na surowym pokarmie roślinnym, ona mówi, że jest weganinem, a ja mówię chyba wegetarianinem, bo zapomniała, że karmi go jeszcze własnym mlekiem.
    Ludzie nie urodzili się weganami, bo jesteśmy ssakami, ale potem jak krowa i wiele innych ssaków jesteśmy roślinożerni, ale bez przesady. Trochę brudu i bałaganu zwierzęcego jest nam tak samo potrzebne jak gorylowi.
    Wracając do witarianizmu.
    Bez względu czy jesteś wegetarianinem ( pomimo etymologicznego znaczenia tego słowa, owoce morza, a nawet ryby uważane są za pokarmy wegetariańskie, ja bym poprzestała na owocach morza, ale to wasz wybór) czy weganinem ( z warzywami morskimi, jak najbardziej) ażeby zostać witarianinem musisz zrobić pierwszy krok, a najlepiej 5 kroków.
    1.   Wyeliminować mleko i wszystkie jego przetwory ( weganie już mają łatwiej)
    2.   Wyeliminować chleb, w tym wszystkie ciabatty, pumpernikle i takie tam (wszyscy mają do dupy)
    3.   Wprowadzić 60% surowego roślinnego w diecie. I kalorycznie i objętościowo i wagowo, żeby nie było, że ktoś obeżre się tylko orzechami, 1g tłuszczu = 9 kalorii, 1 g węgli = 4 kalorie i białko też = 4 kalorie, a potem tylko gotowańce. Po prostu na oko.
    4.  Na czczo zaczniesz wypijać 1,5l wody, w miarę możliwości nisko sodowej, średnio zmineralizowanej, jak źródlana, może być z wyciśnietą cytryną, raz tak, raz siak. Musimy się nawodnić i wyprowadzić toksyny drogą przez układ wydalniczy. Nie próbuj jak jesteś na tradycyjnej diecie iść na siłownie i wypacać ten syf przez skórę i wszystkie komórki ciała. Najpierw detoksykacja przez tyłek. Jak masz kasę, albo czas i imperatyw, najlepsza do picia porannego byłaby woda strukturalna.
    5.   Uczymy się prawidłowo oddychać. Położysz się na plecach, dociśniesz łopatki do podłogi, na brzuchu położysz książkę i zaczniesz oddychać nosem, wydychać możesz ustami, tak, aby książka windowała się do góry i opadała. Oddychać mamy głęboko, przeponą, a nie klatką piersiową, jak szczególnie uwielbiają laseczki.

    Już jak to zrobisz twój organizm zacznie odżywać! 

    Na początku jesteś w panice, bo myślisz jeszcze inaczej. Myślisz stereotypowo, że przecież muszą być posiłki, że trzeba coś skomplikowanego robić, że koniecznie musisz mieć wyciskarkę do soków i to nie byle jaką tylko dwuspiralową, najlepiej Angela za 5000 tysi, a bleneder koniecznie morowy, a dehydrator jaki drogi. Tak się na początku myśli i nawet może wtedy jak jesteś na witarce, typu Boutenko. Przepisy, ćmoje boje. Na początku tak, ale jest święta zasada dr. Grahama, której się trzymam, jak coś wygląda jak pizza i smakuje jak pizza, to na pewno jest też takie zdrowe jak pizza. Więc na początku może dobrze jest zjeść sobie takie rzeczy podobne do naszych przyzwyczajeń, ale na dłuższą metę nie o to w tej diecie chodzi, chociaż na podstawie amerykańskich statystyk najwięcej wytrwałych witarian jest właśneim na takiej diecie witariańskiej, ale wysoko tłuszczowej. Jednak ja nie dam wam żadnego tego typu przepisu. Takie cymesy możecie zrobić dla cioci na imieninach, albo na święta. Możecie sobie wyskoczyć do restauracji, już w trzech miastach w Polsce są restauracje witariańskie, w Krakowie ma się rozumieć RO 100% witariańska i 100% organik coś na prawdę pysznego, wegańsko-witariąńska Surya w Warszawie, ludzie też bardzo chwalą i we Wrocławiu, ale nie wiem czy jest 100% witariańska.

    Od czasu do czasu wypiję sok warzywny jak mnie ktoś poczęstuje, albo jak jestem na wyjeździe, jak kiełek się pojawi w sałacie nie ma sprawy, jak jem tylko jabłka przez cały dzień też ok, jak wypiję rano szejka z dziesięciu bananów i pół ananasa, a o 16 przypomnę sobie, że nic od tamtej pory nie jadłam, a przebiegłam właśnie 5 kilometrów po Tatrach i nie umieram z głodu, to tak jest teraz.
    Witarianin ze stażem może długo jechać na jednym posiłku węglowodanowym, bo ma już bardzo odżywiony organizm. Przestajesz odczuwać głód w taki sposób do czego byłeś przyzwyczajony. Jesz bardzo dużo cukrów prostych, bo przecież w owocach jest właśnie taki, a nie masz uczucia zwałki po wahaniach insuliny. Jest zupełnie inaczej niż sądziłeś, że będzie.

    Kiedy zaczynałam z witarianizmem nie miałam do dyspozycji takiej strony jak ta, gdzie ktoś już popełnił sto błędów i teraz chce chętnych ludzi poprowadzić na skróty, łatwiejszą drogą.
    Na początku ta dieta jest jakby trochę droga, przynajmniej tak się wydaje, ale potem na prawdę git.

    Zakupy na pierwsze 3 dni późno jesienne:
    – tani blender, byle miał duży pojemnik i jakąś przyzwoitą moc (2 stówy trzeba wydać, ale to wszystkie urządzenia mechaniczne)
    – 30 bananów,
    – 1 ananas,
    – 1 paczka mrożonych organicznych najlepiej, są nawet w Realu, jagód, malin i truskawek
    – szpinak duży pęczek, lub 2 pęczki zielonej pietruszki
    – jakieś jabłka do przegryzania ale tylko organiczne lub dzikie (uwaga! Jabłka należą do parszywej dwunastki, nie można ich jeść nie organicznych)
    – sałata główka, ale też musi być organiczna (też z parszywej dwunastki)
    – pomidory ( jak papryka to tez z parszywej dwunastki)
    – jak masz gdzie kupić, to paczka daktyli bio (namaczamy przed dodaniem do szejka i wyjmujemy pestki)
    – 2 średnie cukinie
    – 2 średnie bakłażany
    – paczka pieczarek ( dobrze jakby organicznych, ale jak są polskie to nie koniecznie)
    – paczka migdałów surowych (trzeba czytać na opakowaniu, bo zwykle je pasteryzują)(UWAGA! moczymy 12 godzin i wodę wylewamy dwa razy, aż będzie idealnie przezroczysta, a orzechy włoskie aż przez 48 godzin i co 12 godzin zmieniamy wodę)
    – kapusta kiszona (nie pasteryzowana, w miarę możliwości)
    – może ogórek kiszony (nie pasteryzowany, z tym nie ma zwykle kłopotu)
    – awokado
    – różowa sól himalajska, lub morska jak nie masz himalajskiej
    – trochę cebuli
    – ziemniaki  TYLKO ORGANIK (parszywa dwunastka)
    – soczewica dajmy na to zielona
    – paczka pysznej zielonej herbaty jakby co, bo kawy nie pijemy

    Na czczo 1,5 litra wody
    Śniadanie może być podwójne jak masz czas na długie picie, jak nie to drugie śniadanie takie samo jak pierwsze, może być z innych owoców, ale zawsze na bazie bananów
    5 bananów, ¼ ananasa , pięć liści szpinaku i miks. Wypijasz 2 szklanice, pół litra
    drugie śniadanie, albo to samo, albo
    5 bananów, pół paczki mrożonych owoców, pół pęczka pietruszki miks i znowu 2 szklanice czyli pół litra.

    Potem jesz sobie jabłka, czy jakieś owoce. Możesz sobie zrobić sałatkę z sałaty i pomidorów i wkroić 1/3 awokado i może chcesz koniecznie kiełki to wrzuć i może chcesz dokroić kiwi, to dokrój, i zielonej pietruszki i trochę posól. Jak masz ochotę na sok z buraka, czy marchewki, czy z selera i jabłka, to wypij niezobowiązująco, a jak nie masz sokowirówki, to się napij w centrum handlowym, ale w ogóle nie musisz pić soków, możesz zjeść kilkanaście migdałów, albo kilka jak za dużo awokado dodałeś do sałatki.

    Obiado – kolacja. Siekasz cukinie, bakłażana i cebulę, albo bakłażana, pieczarki i cebulę i dusisz bez dodatku wody i oczywiście bez tłuszczu na wolnym ogniu pod przykryciem dobrze ubite pod pokrywką. Mieszasz od czasu do czasu. Możesz troszkę posolić. Możesz dodać jedno jabłuszko pokrojone, bardzo podkręca smak. Podajesz z wielką sałatą, z pomidorami, resztą pieczarek na surowo i na przykład sparowanym ziemniakiem, a następnym razem z podgotowaną soczewicą.

    uwaga: przez całą zimę można codziennie jeść zupę Hipokratesa, której przepis mam z książki Terapia Gersona i podam ją w najbliższym czasie, bo jest gdzieś wprawdzie na tym blogu, ale nie do odszukania chyba.

    Po pewnym czasie będziesz zwiększać udział surowego, ponieważ gotowane to bardzo smaczne warzywka, ale mają jak jeden mąż trujące azotyny, ale też dostarczą sporo minerałów. Jednak co owocek to owocek.

    Generalnie trzymamy się zasady 80/10/10, czyli 811.
    80% kalorii z węgli
    10% z białka
    10% z tłuszczu

    Parszywa dwunastka
    1. jabłko
    2. seler
    3. truskawka
    4. brzoskwinia
    5. szpinak
    6. importowana nektarynka
    7. winogrona
    8. czerwona papryka i kazda inna (zielonej nigdy nie jemy, bo to jest po prostu nie dojrzała papryka)
    9. ziemniak
    10. jagoda amerykańska
    11. sałata
    12. zielony jarmuż czy też kapusta włoska taka marmurkowata

    Jest też przemiła piętnastka, która jest z kolei oporna na pestycydu z herbicydem i wstawię ją w najbliższym czasie.

    Oświadczam, że nie jestem lekarzem i nie wolno mi leczyć. Że jeżeli ktoś ma poważne schorzenie, typu rak, czy bierze insulinę, musi zgłosić się do lekarza, najlepiej porozumieć się z dr.Grahamem, dr. Cousensem, dr. Małgorzatą Desmond, (jest pediatrą chyba, ale pomoże i da odpowiednie wskazówki) lub udać się na terapię Gersona, lub ją samemu przeprowadzić w domu, po przeszkoleniu)
    Na początku dodatkowo suplementowałam się greensem, takim warzywno-owocowym naturalnym specyfikiem, gdyż chciałam zapewnić sobie wszystko, teraz tego już nie robię, bo nie ma takiej potrzeby, po badaniach widać, że mniej więcej mam wszystko z wyjątkiem żelaza, więc dodatkowo biorę spirulinę organiczną w tabletkach, bo nie mogę przełknąć prochu, jem również mój acai, ale to z przyzwyczajenia chyba. Pomimo małej ilości żelaza, moja morfologia na witarianizmie poprawiła się w stosunku do tej sprzed, kiedy byłam jeszcze tylko weganką od wielu lat.

    Co możesz odczuwać w ciągu pierwszego roku, a najwięcej w ciągu pierwszych kilku miesięcy:

    Negatywy:
    Uczucie zimna
    Uczucie zagubienia, bo niby nie wiesz co masz jeść
    Uczucie, szczególnie przez pierwsze 3 miesiące coś jakby przed grypą, niekiedy łamanie w kościach
    Czasami swędzenie skóry

    Pozytywy
    Wszystkie objawy chorobowe, nawet te najlżejsze mają tendencje do zmniejszania się.
    Jak to rozumiem?
    Widzisz, że twój organizm coś atakuje i widzisz jak szybko i dzielnie stacza walkę.
    Na przykład łapie cię przeziębienie, jesteś już pewny, że cię zaatakuje i nagle po 3 godzinach się uzdrawia
    Menstruacja łagodnieje
    Zimno na wardze jak się w ogóle pojawi, trwa 3 dni a nie 2 tygodnie
    Cera się polepsza
    Wiele chorób lub dolegliwości może się cofnąć, a najlepiej, że nigdy nie rozpocząć, chociaż masz dajmy na to fatalne geny, w tym te najgorsze choroby.
    Znika nienormalny stosunek do jedzenia, jesteś odżywiony, więc przestajesz myśleć o żarciu nawet jak byłeś kompulsywnym obżartuchem. Ten punkt najmniej wydawał mi się wiarygodny, ale tak jest. Zostaję w domu, na zabitej dechami wsi, bez auta i jedzenia i w ogóle nie myślę o tym, dawniej to było nie do pomyślenia.
    Niezwykle rośnie kreacja.
    Proces starzenia niesamowicie zwalnia.

    Zaczynasz rozumieć, że jedzenie to po prostu coś tak zwyczajnego jak oddychanie. Nic takiego. Naturalna rzecz. Byle było żywe, nieskażone i nie zepsute.

    To na dzisiaj, następne kroki przed nami. (CDN)
    Ściskam Was
    Jor pepsinek

    (Visited 6 133 times, 6 visits today)

    Powiązane artykuły

    1. Ag. 13 listopada 2012 o 12:49

      Dzięki Pepsi. Świetne te wpisy. Motywacja jest!

    2. pepsieliot 13 listopada 2012 o 14:29

      Ag. cała przyjemność po mojej stronie, żeby nie było za miło, na drugim blogu dałam hejta brzydkiego, ścisk

    3. Elena 13 listopada 2012 o 15:44

      Nadal się doszkalam i chłonę cenną wiedzę : )
      Mniej tłuszczu to jednak podstawa i czuję się z tym lepiej .
      Jeśli chodzi o picie , to jesienią mam jednak mniejsze pragnienie .
      Surowe jest smaczne i do tego zdrowe .Każdy kto spróbował wie o tym najlepiej .

      1. pepsieliot 13 listopada 2012 o 16:53

        Elena nie czekaj na uczucie pragnienia, to już jest za późno, oznacza że się odwodniłaś, pić i sikać często przeźroczystym moczem i nie zwracać uwagi na porę roku!!!!!

        1. Elena 13 listopada 2012 o 19:10

          Ma się rozumieć : )

        2. Łysa 14 listopada 2012 o 21:39

          ja dawniej piłam np 2 szklanki dziennie (soku czy czegokolwiek) bo nie czułam pragnienia. teraz staram się dużo pić…ale jak jestem czyms zajeta to zapominam;/

          1. pepsieliot 14 listopada 2012 o 21:45

            zapomina się Łysa, więc z rana jak najwięcej, a potem można owocować, chyba że sie intensywnie sportuje

            1. NotMilk 14 listopada 2012 o 22:30

              U mnie z rana mam niestety trochę z tym problemów, ponieważ wypijam ledwo szklankę płynów i dopiero później to nieco nadrabiam.

    4. Ola 13 listopada 2012 o 15:46

      Skoro blog nadal działa i dalej piszesz o witarianizmie, no to napiszę kilka słów czyli ujawnię się 🙂
      Podziwiam Twoje zaangażowanie, długie, wyczerpujące omawianie tematów, pisanie kolejny raz o tym samym, z rozszerzeniem i za darmo. Pisanie szczerze o szczegółach własnych doświadczeń jest bezcenne dla tych to czytają i dopiero się przymierzają i myślą o tych kosztach sokowyciskarki, blendera, o tym jak to będzie z tym wychłodzeniem organizmu itp.
      Wielkie brawa, wielkie dzięki. Ja jestem akurat bezrobotna, więc nie mam kasy żeby za jakieś warsztaty zapłacić, bo przecież do ceny warsztatu dochodzą jeszcze koszty dojazdu i noclegu jak ktoś ma daleko. Kiedyś, w lepszych finansowo czasach bywałam na różnych warsztatach i niektóre nawet były warte swojej ceny ale wtedy nie było słychać jeszcze o witarianizmie.
      Nie jestem jeszcze witarianką, nie jestem nawet weganką ale kierunek coraz bardziej mi się podoba i dużo w tym Twojej zasługi.
      No i zwierząt nie chcę zjadać, o ile da się inaczej. Na pewno zrobię dłuższą, może roczną próbę. Zaglądam też na inne blogi, do Ewci, u której po raz pierwszy się dowiedziałam o takim jedzeniu, do Krysi, do Marcina i innych.
      Rozumiem argumenty Jaha. Sama podaję swoim psom surowe mięso. Gotuję dla swojego partnera mięso, wyciągnęłam go z cukrzycy dietą niskowęglowodanową, wysokotłuszczową. Odstawił leki, czuje się o 10 lat młodszy. Słyszałam, że dietą wegańską też ludzie wychodzą z cukrzycy, ale to musi być decyzja samego zainteresowanego i jego gotowość do porzucenia produktów zwierzęcych. Do tego trzeba dojrzeć.
      Ja już jestem na innym etapie, ważniejsze dla mnie jest żeby nie przyczyniać się osobistymi zachciankami kulinarnymi do krzywdzenia zwierząt. Dzisiejsze sposoby hodowli i uboju zwierząt są okropne. Gdyby mi czegoś brakowało na tej diecie to zawsze można wprowadzić jakąś małą korektę ale najpierw trzeba się przekonać na sobie. Czytałam relacje ludzi żywiących się na surowo, o tym że w kolejnych latach zmniejszają ilość jedzenia, bo coraz mniej organizm potrzebuje. Bardzo by mi się podobała taka ewolucja.
      Lepiej późno niż wcale, bo nie napisałam jeszcze, że jestem już babcią 🙂
      Co do aktywności fizycznej, to nie biegamy ale od kilku miesięcy chodzimy codziennie na nordic walking i też masz swój udział w zmotywowaniu mnie. Świetnie nam to robi fizycznie, psychicznie i bardzo wciągnęło.
      Bezrobocie też ma swoje dobre strony, bo można więcej czasu poświęcić na dbanie o siebie 🙂
      Dziękuję Ci raz jeszcze Pepsi i nie przestawaj się dzielić osobistym doświadczeniem, ze szczegółami, jak dotychczas.

      1. Jah Maya 13 listopada 2012 o 22:45

        Ach przepraszam OLA 😀
        Pomyliłem OLGĘ z TOBĄ.
        Jednak koment pozostaje komentem 😉

    5. iw 13 listopada 2012 o 15:58

      gdzie w kr spirulinę organiczną w tabletkach nabędę?

      1. pepsieliot 13 listopada 2012 o 16:49

        iw, kupuję na ruczaju, nie lubię tego sklepu ze zdrową żywnoiścią, ale mają właśnie tę spirulinę i dlatego tam jeżdzę, lepiej wybadać ich przez telefon, czy akurat mają, bo ja wszystko wykupuję, ale Ty masz blisko od siebie do nich, około 50 zeta 600 tabletek

    6. jantar 13 listopada 2012 o 16:09

      podzielam zdanie Oli w kwestii bezinteresownego dzielenia sie wlasnym doswiadczeniem,przemysleniami i wiadomosciami.Wszystko podane na tacy w sposob prosty i przystepny.Ja skorzystalam duzo, nie mowiac juz o zaoszczedzonym czasie!Wielki szacun Pepsi(jak zwykle).

    7. pepsieliot 13 listopada 2012 o 16:51

      Ola, Jantar, dziękuję Wam dziewczyny, dzielmy się, chociaż tym co mamy :))) ścisk i cmok

    8. Jaspis 13 listopada 2012 o 17:53

      Pepsi,bardzo Ci dziękuje za to co robisz i proszę o więcej.
      Trochę mnie przeraziła ta parszywa dwunastka, bo jest tam wiele moich ulubionych owoców i warzyw.Możesz napisać coś więcej o tym? Jakie były kryteria doboru tych pozycji?

    9. pepsieliot 13 listopada 2012 o 18:14

      Jaspis, te dane miałam z kilku źródeł ze stron bardzo zaangażowanych witarian, kiedyś dawno temu znalazłam podobną na vitalmani a także na stronach wegańskich, zwykle się to pokrywało. po prostu te warzywa i owoce szczególnie są skażone podczas hodowli i nie da się tej chemii usunąć myciem dokładnym albo wraz ze skórką, jak w przypadku na przykład awokado, banana czy pomarańczy.

      1. lewa 13 listopada 2012 o 19:47

        Fantastycznie,ze znowu tutaj piszesz.Wystarczy brac tylko spiruline?Czy jeszcze jakies suplementy?

    10. pepsieliot 13 listopada 2012 o 20:59

      lewa, to zależy, spirulina ma w sobie idealne białko i masę żelaza, B12 to pisałam powyżej, D jak nie mieszkasz w kraju ciepłym, to w zimie tak, i Omega 3 z siemienia lnianego na przykład może być, czy z konopi, to wtedy nie musisz się suplementować.

      1. Jaspis 13 listopada 2012 o 22:40

        B12 w spirulinie to tzw.fałszywa witamina zmniejszająca wychwyt tej prawdziwej aktywnej biologicznie i fałszująca wynik badania we krwi.Tak przynajmniej twierdzi dr.Roman Pawlak

        1. pepsieliot 14 listopada 2012 o 09:40

          Jaspisku, spirulinę w ogóle nie polecam jako źródło B12, pisałam o tym w artykule B12 kontrowersje, właśnie na podstawie artykułu dr,Cousensa, spirulina to dla mnie źródło żelaza, przy moim niedoborze i też jest to idealne białko. dr Roman Pawlak jest weganinem, ale walczy z witarianizmem i uważa go za bardzo zły, dlatego nie zgadzam się na wielu poziomach z Pawlakiem, ale w kwestii witaminy B12 jak najbardziej pokrywa się to z moimi dociekaniami

    11. 666kilopieprzu 13 listopada 2012 o 21:58

      Dla mnie najtrudniejszy jest punkt 2, czyli „weliminować chleb”. Wszak nigdy nie było i nie ma dla mnie większego przysmaku jak kanapka z cebulą, musztardą i pomidorem. Na serio. A najgorsze, ze jak się już na jedna skuszę, to zaraz robię następną itd. A jeszcze gorsze jest to, że nawet następnego dnia czuję wzmożony pociąg do chleba. Tak samo jest z innymi mącznymi produktami: naleśniki, pierogi itp. Mąka przyciąga mąkę. To jest chyba nałóg. Ale akurat dziś udało się 100% na surowo. No… oprócz tej małej kawy bezmyślnie wypitej.

    12. pepsieliot 13 listopada 2012 o 22:40

      666kilopieprzu Z chlebem jest najgorzej każdy Ci to powie: pranarianin mówi:
      Prawda na temat chleba – cudowny chleb

      Ten post jest o chlebie (pieczywie) ale może być odniesiony do wszystkich mącznych i pieczonych produktów takich jak ciasta, herbatniki, chapatti itd. oraz zbóż.
      Chleb był jedną z najbardziej trudnych dla mnie rzeczy do porzucenia w procesie nie jedzenia. Zawsze kochałem smak chleba. Chociaż przez długi czas wiedziałem jak wpływa na moje ciało, że nie było to tak cudowne i przyjemne jak mi się wydawało kiedyś. Nie mogłem jednak przestać go jeść. Byłem zaślepiony silnym wzorcem i kulturowym zwyczajem. Jadłem pieczywo ponieważ wszyscy na około mnie je jedli. Byłem całkowicie uzależniony przez ponad 3 lata (od momentu kiedy zacząłem rozumieć że chleb nie jest OK., pomimo tego jadłem go codziennie przez cały czas).
      Chleb – światowy symbol ludzkości i cywilizacji. I w rzeczywistości jest to największe kłamstwo w historii. Praktycznie każdy na ziemi jest uzależniony od chleba i zbóż. Pieczywo jest podstawą niemalże każdego posiłku na świecie, zwłaszcza w Europie i Ameryce. Chleb jest dodawany do wielu dań. Na śniadanie, prawie wszyscy jedzą chleb, tosty z dodatkami. Chleb z dżemem, chleb z serem, z mięsem(???) Hamburgery sprzedawane wszędzie na całym świecie. Na obiad, na kolację również też. Ludzie wierzą, ze nie mogą żyć bez tego lub funkcjonować właściwie. A może smakuje po prostu tak dobrze, że nie możesz sobie odmówić.
      Chleb jest masowym narkotykiem na ziemi. Większość ludzi nie potrafi sobie wyobrazić życia bez niego. Ale chleb po głębokiej analizie w przeciwieństwie do wierzeń na jego temat, nie jest potrzebny do życia. Chleb jest całkowicie martwą materią! Efekt jego działania jest podobny do kleju, kiedy go spożywasz, on wysusza i skleja nasze ciało. Chleb jest tak suchy, że pozbawia nasz organizm wody. Blokuje większość subtelnych kanałów w naszym ciele i pozbawia je energii i barw życia. Chleb w dzisiejszych czasach jest pieczony w elektrycznych piekarnikach które zabijają resztę wartościowych substancji które jeszcze pozostały w zbożach. Przedtem oczywiście, zboże w procesie wzrostu również traciło większość wartościowych substancji i witamin. Więc co otrzymujemy w rezultacie? Nic, kawałek wysuszonej, chemicznej substancji która nie ma absolutnie nic wartościowego w środku i tylko zatruwa nasze ciało.
      Pieczywo jest jednym z powodów wczesnego starzenia się, wysuszonej skóry, zmarszczek, wolniejszych ruchów i bycia ospałym…
      Nie byłbym zdziwiony, gdybyś powiedział w tym momencie: Co za bzdury ten gość pisze, nigdy o tym nie słyszałem, czuje się dobrze po zjedzeniu chleba!
      Ach tak, rzeczywiście? Ja również myślałem w ten sposób parę lat temu, ponieważ nie wiedziałem co to znaczy czuć się dobrze. Teraz wiem, kiedy pozbyłem się całkowicie pieczywa z mojego życia. Teraz naprawdę czuję się dobrze. Jest ogromna różnica w życiu, gdy jesz chleb i gdy nie jesz.
      Dla mnie chleb jest martwym produktem. Przyjrzyjmy się więc co daje nam spożywanie chleba …
      Moje eksperymenty.
      Zdecydowałem się aby przetestować dokładnie jak chleb oddziałuje na funkcjonowanie mojego ciała. Oczywiście każdy organizm jest inny i może reagować w trochę różny sposób ale pewne reakcje pozostają takie same. Cel moich eksperymentów był taki, aby zrozumieć moje ciało, jego funkcjonowanie aby poszerzyć moją świadomość i wiedzę na ten temat. Proszę również pamiętać, że moje ciało różni się od waszego, więc niech to będzie inspiracja dla was abyście przeprowadzili takie eksperymenty samemu. Większość moich eksperymentów z jedzeniem składała się z jedzenia jednej substancji przez dłuższy okres czasu w jednym posiłku, bez mieszania tych substancji z żadnymi innymi. Medytowałem nad moim ciałem wiele i obserwowałem jego reakcje i działanie jakie miało miejsce, np. co się działo w moim umyśle, odczucia jakie miałem itd. W skrócie nazywa się to świadomym jedzeniem. Większość ludzi tak nie je, nie jedzą świadomie. Po na wpół szaleńczym objadaniu się i wypełnianiu żołądka do maximum zasypiają (to jest właśnie to co powoduje jedzenie-senność i ospałość) lub po prostu leżą naprzeciwko telewizora lub rzucają się w wir codziennych zajęć – oczywiście jeżeli mają na to jeszcze siłę. Poza tym ludzie mieszają tak wiele rzeczy w jednym posiłku, że po takiej dawce jest raczej trudno być trzeźwym i świadomym, nie wspominając już o wejściu na ten poziom wrażliwości, gdzie zdajesz sobie sprawę z pewnych rzeczy i widzisz jasno.
      Jedna ważna uwaga. Przed rozpoczęciem eksperymentu z chlebem czułem się świetnie, pościłem wcześniej, piłem dużo soków więc byłem rześki i ożywiony. Jadłem w większości owoce i orzechy, po porzuceniu jedzenia chleba powróciłem do tego stylu odżywiania się, czyli frutarianizmu.
      Kiedy jadłem chleb, jadłem podobnie jak zazwyczaj, więc różnica w moim nastroju była głównie spowodowana przez obecność tylko jednej dodatkowej substancji w pożywieniu. Starałem się jeść chleb bez wielu dodatków, jak większość ludzi robi, np. chleb z kiełbasą, serem, sałatą i pomidorem, pietruszką i innymi przyprawami. Głównie chodziło mi o chleb, troszkę eksperymentowałem z połączeniami ale nie za wiele. Dla przykładu: zrozumiałem że połączenie chleba z warzywami jak np. soja, tak popularne wśród wegetarian i tak promowane przez nie jedzących mięso, powoduje ból , problemy trawienne, problemy z koncentracją. Zdałem sobie sprawę, że chleb z dżemem jest naprawdę klejącą miksturą która blokuje gardło, tak więc to co kiedyś jadłem w dużych ilościach było straszliwą pomyłką. Doszedłem do wniosku, ze jedzenie pomidorów z chlebem jest bardzo złym połączeniem i stanowi duże obciążenie dla układu trawiennego oraz daje nieprzyjemne odczucia. Stałem się świadomy, że w pewnych przypadkach pieczywo może podwyższać aktywność ale są to specyficzne stany transowe. Doświadczyłem na sobie, że chleb z oliwą i przyprawami jest połączeniem które wysusza moje ciało od środka i czyni je słabym, możesz czuć również że straciłeś potencjał seksualny.
      Zawsze czułem się zablokowany w różnych obszarach mojego ciała po zjedzeniu chleba. W lustrze widziałem jak zaczynam wyglądać na wysuszonego, pomarszczonego i brzydszego, krótko: zacząłem wyglądać starzej.
      Zazwyczaj dodawałem różnego rodzaju oleje do chleba oraz przyprawy dla smaku. Nigdy nie jadłem go z serem, ponieważ odstawiłem nabiał kilka lat wcześniej i czułem się okropnie po jakiejkolwiek ilości produktów mlecznych w moim ciele (ból brzucha), więc nie wiem za wiele o tym rodzaju połączeniu pokarmów i reakcji na nie, nie wspominając o mięsie. Wszystkie rezultaty mojego jedzenia chleba były dość smutne, żeby nie powiedzieć tragiczne dla mnie, czułem się jakbym stracił swój blask i promienność. Mój nastrój pogorszył się, uzależniłem się od chleba i nie mogłem funkcjonować bez niego, ale wygląda na to, że taki był również cel tego wszystkiego, aby doświadczyć tego stanu uzależnienia aby być w stanie to zrozumieć. Chciałem poeksperymentować z chlebem lecz w pewnym momencie odkryłem że straciłem nad tym kontrolę i to chleb zaczął eksperymentować na mnie!
      Zrozumiałem również jak to uzależnienie działa w społeczeństwie, jak ludzie tracą ich wewnętrzną moc z powodu różnych rodzajów substancji, jak ludzie stają się niewolnikami tego systemu i tracą ich duchowość , ponieważ większość kanałów subtelnych (odpowiedzialnych np. za jasnowidzenie) jest systematycznie blokowana każdego dnia przez mączne i pieczone potrawy. Warte uwagi jest to że często zajadałem moje emocje i stres chlebem , ale jest to temat na inny wątek.
      Poza tym muszę wspomnieć, że dobrze się bawiłem podczas tego eksperymentu. Cieszyłem się smakiem chleba. Ale rezultat uzależnienia stawał się coraz gorszy i gorszy, że musiałem go porzucić. Na początku mojego eksperymentu widziałem Sai Babę w wizji, który mówi do mnie: ”stracisz całą swoją charyzmę”. W tamtym czasie czułem się raczej dobrze, psychicznie silny, bardziej odważny, ludzie lubili mnie. I dokładnie stało się to co w tej wizji, straciłem moją siłę. Na zdjęciu z tamtych czasów można zobaczyć różnicę, przedtem byłem bardziej przystojny. Ludzie mówili, że to inny mężczyzna. Za każdym razem kiedy odstawiałem chleb na jakiś czas, moja twarz zaczynała wyglądać ładniej. Moja twarz mogła nawet zmienić swój wygląd z ładnego na paskudny w ciągu tygodnia lub dwóch. Nawet 3 dni robiły różnicę. Moja twarz zaczęła przechodzić nieprzyjemne zmiany. Mówiąc krótko: czułem się paskudnie po jedzeniu chleba przez kilka miesięcy. To naprawdę niesamowite jak szybko i łatwo jedzenie – tylko jeden produkt może wpłynąć na nasz wygląd. Mogę powiedzieć, że czułem się naprawdę źle, chociaż dbałem o siebie poprzez praktykę jogi, masaże itd. Ale ciągle czułem objawy, z którymi nie mogłem sobie poradzić.
      REZULTATY
      Okres czasu w którym jadłem duże ilości chleba (jadłem tylko pełnoziarnisty chleb, bo po białym miałem takie nieprzyjemne odczucia pochodzące z moich jelit i tak silny dyskomfort, że nie mogłem go jeść) obfitował w bardzo charakterystyczne symptomy, tak więc krótkie podsumowanie:
      • Większe zmęczenie i napięcie w różnych częściach ciała. Miałem napięcie w ramionach, chroniczne napięcie wokoło gardła i szyi. Musiałem spędzić wiele czasu dziennie na masaże, które pozwalały pozbyć się tego negatywnego stanu
      Wytłumaczenie
      Chleb jest substancją, która obciąża nasze ciało. Ciało musi zużyć naprawdę dużo energii aby wyczyścić siebie z tej klejącej substancji. Zabiera to tez duże ilości wody z organizmu. Uczucie zmęczenia zniknęło po tygodniu od zaprzestania spożywania chleba.
      • Problem z ekspresją, wysławianiem, stałem się bardziej przygnębiony i nieśmiały
      Wytłumaczenie
      Kiedy w organizmie spada poziom energii, nasze zdolności do wyrażania się też słabną. Chleb blokuje jelita (obszar drugiej czakry) i gardło (5 czakra) które są odpowiedzialne za komunikację z ludźmi i ekspresję. Blokuje to całkowicie krążenie energii w tych miejscach. Chleb prowadzi do tworzenia rozstroju w tych obszarach.
      • Poziom mojej osobistej siły, którą miałem przed eksperymentem spadł, co doprowadziło mnie do niższej samooceny
      Wytłumaczenie
      Nasz osobista siła jest mocno powiązana z drugą czakrą. Te symptomy zazwyczaj znikają po odstawieniu chleba.
      • Stałem się zrzędliwy i bardziej niemiły dla ludzi, stałem się bardziej pesymistyczny
      Wytłumaczenie
      Tłumacze to sobie tak, że jest to rezultat zatrucia całego ciała. Narzekanie zazwyczaj występuje kiedy mamy problemy z wątrobą która jest odpowiedzialna za usuwanie toksyn z organizmu
      • Stałem się bardziej znerwicowany
      Wytłumaczenie
      Dlaczego? Może z tego powodu, że chleb był produkowany przez osoby nerwowe i zakumulował te wibracje w sobie. Ale z pewnością nerwowość zazwyczaj występuje kiedy ciało jest głodne energii i nie może jej pozyskać. Jest to też połączone z brakiem wody.
      • Mój strach, obawy nasiliły się, zacząłem się czuć bezradny i bezsilny. Tutaj starałem się medytować przy ogniu aby pozbyć się tego uczucia i podnieść mój poziom, co dało mi uczucie świeżości, uwolniło mnie od napięć i dało mi dużą dawkę energii.
      • Generalnie spowolnienie ruchów, stałem się flegmatyczny, nie miałem chęci by się ruszać, siedziałem cały dzień przed komputerem i nie robiłem nic
      Wytłumaczenie
      Dla mnie jest to powiązane z zablokowaniem jelit.
      • Uczucie zablokowania nerek, wszystkie mięśnie wokoło nerek stały się bardzo twarde
      Wytłumaczenie
      Nerki miały ciężką robotę do wykonania, przypuszczam, że nie nadążały z oczyszczaniem ciała.
      • Zdecydowanie zmniejszony potencjał seksualny
      Wytłumaczenie
      Od tego czasu chleb stał się dla mnie anty afrodyzjakiem. Jeśli chcesz by ktoś cierpiał niemoc w sypialni poleć mu duże ilości chleba. Było dla mnie ciężko kochać się po zjedzeniu chleba
      • Moje zdolności wokalne pogorszyły się. Polecam każdemu piosenkarzowi nie jeść chleba wcale.
      Wytłumaczenie
      Zablokowane gardło.
      • Uczucie, że jestem bez energii. „Jestem słaby” – to uczucie towarzyszyło mi bardzo często po zjedzeniu chleba. Jest to połączone z tym jak chleb jest produkowany.
      Po pierwsze chleb nie jest czymś naturalnym i stworzonym przez naturę. Wszystkie naturalne produkty zawierają dwie istotne rzeczy: energię i wodę. Chleb i pieczone produkty mączne ich nie mają. Straciły je w procesie produkcji. Tak jest również w przypadku wszelkich mącznych produktów, ciast itd.
      ZBOŻA
      Suche zboże, świeżo zebrane – może się wydawać że ma jeszcze nieco prany. Wiec kiedy jesz muesli np., moczysz je w dużej ilości wody, może to nie będzie tragedia dla twojego ciała. Ale w tym procesie wzrostu ziarna cała prana została stracona na długo przed zbiorem. Nawet mąka z pełnego przemiału nie ma tej energii, więc zapomnij o tym, że jest bardziej wartościowa. Ciemna mąka może jest tylko łatwiej strawna dla naszych jelit, ale takiego produktu nie można nazwać zdrowym.
      Proces pieczenia
      Ugniatanie ciasta przez piekarza – piekarz bierze tą masę do swoich rąk, to znaczy, on oddaje pewną część jego osobistej energii do produktu. To się dzieje mimowolnie, niezależnie czy tego chce czy nie. Szczerze wątpię, że jest to dobra i czysta energia. Po pierwsze ciasto jest zazwyczaj robione nocą, wiec piekarz jest zmęczony. Po drugie, może być pijany, zdenerwowany, zirytowany, chory itd. Polecam nie jeść nigdy niczego co miało kontakt z rekami innych ludzi. Może dlatego teraz nigdy nie choruję, bo nie jestem zainfekowany przez innych ludzi.
      Teraz kilka informacji pochodzących od mojej zdolności jasnowidzenia: kiedy kupowałem chleb , aura którą widziałem i czułem wokół chleba nigdy nie była wesołym obrazkiem. Widziałem i czułem energię pośpiechu, zdenerwowania, często złości i znudzenia. Czy kiedykolwiek próbowałeś takich eksperymentów? Weź do rąk produkt, może to być np. jabłko, bułka, cokolwiek. Trzymaj chwilę i skoncentruj się na tym intensywnie. Potem staraj się wyobrazić że twoje myśli, energia przechodzą z rąk do tej rzeczy. Potem zjedz to. Staraj się obserwować swoje myśli i odczucia w ciągu następnych kilku godzin. Możesz zdać sobie sprawę że twój umysł ma tendencję do duplikowania i powtarzania tych myśli które miałeś wcześniej i które zjadłeś z tym jabłkiem. Materia akumuluje twoje myśli. Twoja podświadomość je przetrzymuje i powtarza te wibracje jak mantrę. Więc jeśli ktoś w procesie produkcji chleba miał negatywne emocje, to ty tez możesz je mieć po zjedzeniu i ukażą się one w twoim życiu. Nie jestem chętny żeby powielać toksyczne myśli i wibracje innych ludzi. Moje życie to moje życie, mój umysł jest moim umysłem, a moje myśli należą tylko do mnie.
      Są specjalne sposoby żeby oczyścić żywność z takiej energii, ale napisze o tym innym razem.
      Dodatki – w dzisiejszych czasach , chleb nie jest prawdziwym chlebem. Jest to coś chemicznego. Chleb ma tak wiele ulepszaczy że nie powinno się pozwalać go jeść. Drożdże, olej, spulchniacze, konserwanty, one wszystkie czynią z niego toksyczną masę.
      Pieczenie – obecnie wszystkie piekarnie maja elektryczne piece, tak jak każda restauracja ma mikrofalówkę. Te elektryczne piece zabijają wszystko w jedzeniu. Chleb jest kompletnie martwy i napromieniowany. Żeby lepiej to zrozumieć postaraj się zrobić chleb i upiec go w elektrycznym piekarniku a następnie spróbuj chleba z naturalnego pieca, z żywym ogniem. Ciekawe czy poczujesz różnicę w jego energii i smaku. Ja wyczuwam. Nawet jeśli tylko gotujesz wodę na ogniu czy elektrycznym czajniku, jest totalna różnica.
      Wracając więc do odczucia słabości, to pojawia się ono kiedy odżywiasz się czymś co nie ma nic wartościowego dla organizmu i jest tylko dodatkowym ciężarem dla niego. Cała energia zostaje skierowane na strawienie tej masy i oczyszczenie się z niej. Nie ma w tym nic dziwnego, że nie masz potem chęci się ruszać, bo ciało musi się skoncentrować na procesie oczyszczania. Dajesz ciału zero energii a wymagasz od niego wiele. Ale ludzie nie wiedzą o tym, gdyż razem z chlebem jedzą mięso np. hamburgery. To podnosi poziom adrenaliny i sprawia ze organizm pracuje szybciej. To dlatego ludzie czeto czują się silni po zjedzeniu hamburgera. Ludzie nie wiedzą również że jedzenie mącznych produktów powoduje odkładanie tłuszczu i tycie.
      Kiedy wkońcu zrozumiałem to co miałem zrozumieć w moim eksperymencie z chlebem i uwolniłem się od psychicznego uzależnienia poprzez medytacje wykorzeniania, rozpocząłem moją drogę lepszego życia  Porzuciłem chleb i wszelkie zboża również. Powróciłem do frutarianizmu, jem tak jak jadłem tylko, że bez chleba. Po około roku wyglądam o wiele młodziej niż kilka lat wcześniej i co naprawdę istotne czuje się świeżo. Wygląda na to że udało mi się odwrócić mój proces starzenia. Czuję się naprawdę ożywiony i pełny energii. Niektórzy ludzie dają mi o 10 lat mniej niż mam w rzeczywistości. Ciągle jednak mam wrażenie, że ten czas i konsekwencje jedzenia chleba nie zostały całkowicie uleczone i potrzebuję jeszcze trochę czasu do pełnego uzdrowienia. Czuję że stałem się bardziej tym kim w rzeczywistości jestem. To przerażające jak tylko jedna substancja, uznawana przez całe społeczeństwo jako dobra, potrafi spowodować takie szkody w ciele i zmienić życie na gorsze. Całe życie!
      Czy rozumiesz co chcę przez to powiedzieć? Pewne substancje przyspieszają starzenie i chleb oraz zboża są na szczycie listy tych substancji.
      Tak więc takie są efekty jedzenia chleba, nie wiedziałeś o tym, bo nie możesz tego poczuć, gdyż jesz chleb codziennie jak w transie i łączysz go z innymi produktami. Zdecydowałam się jeść chleb w dużych ilościach, gdyż istotne było dla mnie mieć jasną wizję tego co się dzieje w moim ciele. Chleb wysusza organizm, postarza i tego właśnie doświadczyłem na sobie.

      1. Jah Maya 13 listopada 2012 o 23:56

        Wiele informacji okej. Wątki duchowe pominę. Brakuje nazwania informacji.
        To co jest tym klejem to ów: gluten
        reszta to prawie same węglowodany i trochę błonnika z otrębów jeśli są no a resztę minimalnie.

        Kompletnie się nie zgadzam co do niejedzenia pożywienia przygotowanego rękami innych ludzi. Wręcz odwrotnie chętnie je jem jeśli ktoś mnie częstuje. Zawsze byłem zwolnnikiem używanie rąk w kuchni i nie tylko rąk. Używam również zębów.

        indianie robią piwo wcześniej żują pewną roślinę, która pod wpływem śliny (amylaza) rozkłada się do skrobii. Oczywiście chętnie bym spróbował takiego piwa.

        Najgorsze jest to, że chleb jest tak zajebiście smaczny: dla mnie razowiec żytni na zakwasie i pomimo, że nie jem chleba od roku to dwa razy zdarzyło mi się zjeść i był to raj dla moich kubków smakowych. Pewnie nigdy nie zapomnę tego smaku 😀

      2. ewa 14 listopada 2012 o 21:55

        Jestem uzależniona od żytniego na zakwasie, po prostu uwielbiam go tak bardzo,że jak go mam,zjadam go sama w dwa dni.A potem boli mnie brzuch,czuję się ciężka i ospała. Mimo to już marzę o kolejnej kromce…Wiem,jestem uzależniona,dlatego dzięki za ten wykład o chlebie-będzie mi teraz łatwiej z niego zrezygnować(!udało mi się go nie jeść przez 4 miesiące przed operacją i faktycznie było superekstra,fajnie i bombowo).
        Dzięki Pepsi za Twój artykuł.

        PS Dziś,w niedalekiej rzeźni krów, jej pracownik,młody człowiek(ok.40), poderżnął sobie gardło…

        1. pepsieliot 14 listopada 2012 o 22:55

          Ten dopisek Ewa zabrzmiał jak z mojej powieści. Nie jadłam chleba bardzo długo i nagle okazało się że za nim nie tęsknię już, ale czasami wącham jego zapach

          1. ewa 15 listopada 2012 o 06:23

            O,i ja już nie zjem na pewno. Wczora z wieczora tak mnie zmordował,że musiałam pierwszy raz w życiu prowokować wymioty z pozycji żaby.Popiłam potem gorącej mięty i jakoś zasnęłam.Sny jednak były takie koszmarne,przebudzenie też niecudowne,więc spisałam dziś na kartce zakazane produktu i nakleiłam na lodówkę. Odejście od chleba u mnie nastąpiło zatem jak w klasyku-od miłości do nienawiści:)

            1. pepsieliot 15 listopada 2012 o 08:27

              będą jeszcze Ewa powroty miłości, ale trzymam z Tobą, nie daj się 🙂

      3. mimi wooow 5 grudnia 2012 o 01:20

        hej pepsi, nie wiedziałam, że ten blog nadal działa i że się tu udzielasz, super, własnie badam Twoje teksty i komentarze i tutaj rozśmieszyła mnie nawijka tego gościa [no własnie, kogo własciwie, bo gdzies mi to umknęło? musze raz jeszcze sprawdzic a propo tego, że jego twarz po powrocie do jedzenia chleba robiła sie paskudna 😉 nie wiem jak to u niego działało, ale mój Bejbe wcina chleb codziennie i nie może wyobrazic sobie bez niego zycia [w przeciwienstwie do mnie, bo ja tygodniami wcale nie muszę go jeść i mam sie spoko maroko] i twarz mojego Bejba jest jak najbardziej przystojna i cholernie na mnie działa ten mój chlebożerca 😉 nie wiem jak go przekonac do totalnej abstynencji chlebowej, to na dzień dzisiejszy nierealne po prostu dlatego chciałabym chociaż piec mu zytnie na zakwasie aniżeli miałby dalej wcinac ten kupowany szajs! dodałam ostatnio nawet w sobotę filmik na yotube o pieczeniu chleba i syfu jaki tam ładują, musze dac Bejbowi do obejrzenia, ale zapewne i tak nie zrobi to na nim wrażenia … ech … reasumując, świetnie, że znowu tutaj działasz 🙂

        1. pepsieliot 5 grudnia 2012 o 08:09

          To Samuel pranarianin niekiedy, a najczęściej frutarianin, jego postać stała się dla mnie właśnie inspiracją do postaci z mojej książki, właśnie Jalu Spirita 🙂

    13. iw 14 listopada 2012 o 01:25

      Według Dr med. Brad Weeksa pszenica i produkty mleczne zawierają peptydy opioidowe oddziaływujące na receptory endorfiny w mózgu. Peptydy te uzależniają fizycznie, co powoduje uzależnienie, astmę, otyłość, apatię, ignorancję i drętwienie. To samo dotyczy beta-karbolin z przygotowywanych potraw.

      1. pepsieliot 14 listopada 2012 o 09:33

        iw podpisuję się

      1. pepsieliot 14 listopada 2012 o 22:51

        no wreszcie coś o mnie 🙂

    14. Ma 15 listopada 2012 o 12:30

      Kasiu, ja też dziękuję za cenne informacje.
      Pochwalę się przy okazji tym, co było dla mnie trudne – mąka już mną nie rządzi 🙂
      Zaglądam, czytuję „w ukryciu”. Całuję Cię i ściskam mocno!!

    15. Catherina 15 listopada 2012 o 16:34

      Pepsi, dziękuję Ci bardzo za ten wpis i wszystkie pozostałe.
      Moją przygodę z witarianizmem 811 (mniej więcej 80-90% raw) zaczęłam na początku czerwca, na Twojego bloga trafiłam na początku sierpnia. Trochę mi zajęło zanim przebiłam się przez wszystkie wpisy, ale przeczytałam wszystko bardzo dokładnie i jestem pod wrażeniem tego co robisz 😉 Nigdy się nie odezwałam, bo jestem strasznie nieśmiała, nawet online, i mimo iż wiele razy chciałam coś napisać lub o coś zapytać, to jakoś się nie przełamałam.
      Po tej mojej surowej przygodzie trwającej 5,5mc mam mocno mieszane uczucia… wielokrotnie już się zastanawiałam czy nie wrócić do weganizmu (wcześniej byłam weganką przez ponad 1,5 roku) ale moje myślenie na tyle się zmieniło, że nie jestem w stanie wrócić do wielu rzeczy i nawet nie jestem przekonana czy chciałabym to zrobić. Wszyscy mówią o świetnym samopoczuciu jakie im towarzyszy przy diecie witariańskiej, ja jakoś tym rewelacyjnym samopoczuciem nie emanuję. Bardzo możliwe że jest to związane z faktem iż na tej diecie przytyłam 6kg i psychicznie na pewno mi to nie pomaga.

      Cały czas zastanawiam się także nad żelazem.. od 5 miesięcy każdy dzień skrupulatnie zapisuję w cronometerze i zapewnienie tych min. 100% zapotrzebowania na żelazo przychodzi mi z ogromnym trudem, by nie powiedzieć że często się zdarza iż nie osiągam tego pułapu.. na przełomie sierpnia i września nawet miałam tak dość zieleniny że nie mogłam na nią spojrzeć. Po Twoim dzisiejszym wpisie poważnie zaczęłam się zastanawiać nad spiruliną, tylko stawiam sobie pytanie, czy wchodzenie w suplementacje ma sens? W końcu przy przechodzeniu na witarianizm chodziło mi głównie o to by czerpać wszystko z pożywienia i fakt zaspokojenia potrzeb na wszystkie witaminy i minerały jest dla mnie definicją dobrego odżywiania się. Przy poszukiwaniu informacji o dostępności Spiruliny, natknęłam się na Chlorellię, miałaś z nią jakieś do czynienia? Wiesz jakie są główne różnice między spiruliną a chlorellą i jeśli już to z pomocy której warto skorzystać?

      Byłabym wdzięczna za odpowiedź i mam nadzieję że skoro już zebrałam się na odwagę by coś napisać, to będę się odzywała częściej 🙂

      Pozdrawiam 🙂

      1. pepsieliot 15 listopada 2012 o 17:24

        Kochana Catherina nie nerwujsja, po pierwsze nie zwracaj już uwagi na cronometry bo to staje się niewolą. Ogranicz zdecydowanie tłuszcze w diecie do 10 % kalorii w ciągu dnia z tłuszczu. Oleje w ogóle won. Jedz dużo więcej owoców. Jeszcze za krótko, żeby widzieć dobroczynny wpływ diety.
        Czy się ruszasz? !
        Wszyscy wiemy jak niesamowicie zdrowe są warzywa morskie, a spirulina to właśnie takie warzywo morskie tyle że jedynie zmielone na proszek po wysuszeniu, tak jakbyś zmieliła suchego banana. Można ją kupić w formie proszku i dosypywać do szejka, ale jest tak niedobra, coś jak kreda z rybą, że kupuje się ją w formie sprasowanej jako tabletka i tam nic więcej nie ma, to jest nadal jedzenie. A problemy z żelazem mogą wyniknąć zarówno u wegan jak i witarian, a to jest doskonałe jego źródło i idealne białko. Chlorella to też super alga sprasowana, bardzo odżywcza, ale ma mniej żelaza i nie wierz reklamodawcom, że dostarcza nam B12, bo ma jej bardzo dużo, ale nie przyswajalnej łatwo przez czlowieka. Czekam na wieści od Ciebie, ścisk i cmok

        1. Catherina 15 listopada 2012 o 18:40

          Ja olejów zawsze unikałam, rzeczy z dodatkiem olejów czy oliw były dla mnie nie do przełknięcia. Jedyny tłuszcz jaki akceptuję to ten z pestek i orzechów (avocado też nie jestem w stanie jeść). Jeśli chodzi o procentowy udział tłuszczu w mojej diecie to zazwyczaj wynosi 6%, 10% nie przekraczam 🙂 O chlorelle pytałam tylko z myślą o żelazie, bo b12 to ja oddzielnie suplementuję, tak samo jak D.
          Co do ruchu, do października jeździłam min. 20km (zazwyczaj więcej) dziennie na rowerze, teraz jest dużo gorzej bo mam studia i uczę się po 10-15h dziennie więc czasem jestem strasznie padnięta i mimo wszystko mam tyle rzeczy do zrobienia że jakieś ćwiczenia zawsze odchodzą na dalszy plan. Jak na razie pozostają mi spacery szybkim marszem, ale zastanawiałam się nad Twoim kapsix007 – szukam miejsca do ćwiczeń, bo u siebie w pokoju to raczej krzywdę sobie zrobię, a na dworzu też za zimno…

          1. pepsieliot 16 listopada 2012 o 08:06

            Catherina, no to robisz wszystko git, nie spotkałam się do tej pory, żeby ktoś tyle przytył, czsami przez pierwszy rok jakieś dwa kilo. Myślę, że wszystko wróci do normy. A jak się czujesz poza tym psychicznie. Bywasz wesoła, czy raczej melancholijna? Do kapsi nie trzeba dużo miejsca, tak na prawdę wystarczy 2 na 1 metr. Powierzchni, ścisk A jakie i ile jesz węgli?

            1. Basia 16 listopada 2012 o 09:33

              Że się tak wtrącę – Pepsi czy ty badasz homocysteinę? Bo własnie jak ktoś algi zjada regularnie i dużo zielelniny to w zwykłym badaniu na b12 może wyjść mu wysoki poziom, a to będą te nieaktywne formy. Przeczytałam to kiedyś chyba na stronie vegan society. Co do żelaza – ja bym się nie przejmowała też cronometrem. Nie chcę nikogo dołować, ale normy żelaza są jeszcze wyższe niż zakłąda cronometr. WEdług info, które dostałam od Pani Desmond – w dietach wege podaż żelaza powinna wynosić 1,8 razy tyle co w tradycyjnej diecie. Bo oczywiście niehemowe żelazo gorzej się wchłania. Czyli normalnie jest 14 mg, to tak 25-30 powinno się zjeść. Niby. Mnie wyliczyła, że zjadam 18 i z tego anemia kroi się w najbliższym czasie. Do wszystkiego dodawałam natkę pietruszki, żadnej kawy po posiłku itd. ale i tak wydawało mi się że za mało zjadam. Po kilku miesiącach zrobiłam badania i wyszło mi żelazo lekko powyżej normy. Więc chyba to są indywidualne predyspozycje organizmu, wchłaniania itd. Nie wiem czy jest sens się cronometrem sugerować, trzeba badania zrobic i sprawdzić. Ścisk

            2. Catherina 16 listopada 2012 o 15:58

              Psychicznie jest w ok, jak na mnie 😛 Nawet powiem więcej, że mimo wszystkiego co się w okół dzieję jestem szczęśliwa. Jeśli chodzi o węgle, to jem koło 420g, ale wiadomo wszystko zależy jeszcze od okoliczności. W większości z owoców, szejki z zieleniną, parowany brokuły i brukselka, pieczarki.

              Poprzednio jeszcze pisałaś że jakieś efekty zmiany diety widać po dłuższym czasie – ja nie zmieniłam diety żeby coś uzyskać, po prostu jest dla mnie logiczna, przemawia do mnie, dlatego na żadne efekty nie czekam, ale poprzednia waga mi nie przeszkadzała 😛

              Pepsi, baardzo Ci dziękuję za odpowiedzi, również ściskam i pozdrawiam :*

    16. pepsieliot 16 listopada 2012 o 12:03

      Basiu odpowiem Ci wzmianką w dzisiejszym poście, bo tak wiele osób mnie o to pyta, że powiem co sama rozkminiłam i jak zwykle bardzo cenne uwagi w Twoim komencie, ścisk

    17. Magdika 16 listopada 2012 o 12:56

      Wszystko super, tylko czym zastąpić banany. Ich zapach przyprawia mnie o mdłości (delikatnie mówiąc), a zwłaszcza zmiksowane. W ogóle bananów nie jem już od 20 lat i problem bananów w witarianiźmie bardzo mnie martwi.

      1. pepsieliot 16 listopada 2012 o 13:19

        Magdika, moczone daktyle i zmielone, mogą też być mango, papaja jeżeli chodzi o szejki, bo jeżeli nie o szejki to wszystkie owoce ktore lubisz, jabłka gruszki, śliwki

        1. Magdika 16 listopada 2012 o 21:59

          Dzięki za wyczerpującą odpowiedź.

          BDW ostatnio jestem w stanie zjeść za jednym zamachem 800 g jabłek, na czczo, czy to nie za dużo? (niestety nie ekologicznych)

          1. pepsieliot 17 listopada 2012 o 10:17

            Magdika, absolutnie nie za dużo, nie ma czegoś takiego jak za dużo owoców, ale jabłka są na pierwszym miejscu chłonięcia chemii, jabłek nie można jeść nie organicznych, albo od kogoś kogo znasz i wiesz, że nie pryskał, albo z jakiegoś opuszczonego sadu, pełno takich teraz odkąd mam oczy otwarte napotykam

            1. NotMilk 17 listopada 2012 o 16:59

              Też mam podobne zdanie na ten temat Jaz. Jak nie mam jabłek z ogrodowych to jem kupne i jakoś nic mi nie jest. Według mnie korzyści zdecydowanie przewyższają potencjalne zagrożenia 🙂

            2. NotMilk 17 listopada 2012 o 17:34

              To prawda Jaz. Na zachodzie organiczne owoce są jedynie o około 50 % droższe od komercyjnych. W takim wypadku wybrałbym oczywiście ten droższy wariant. Jednak u nas wygląda to tak, jak wygląda:/ Mam nadzieje, że z czasem te różnice będa coraz mniejsze oraz będziemy mogli się zajadac pysznymi owockami w przestępnej cenie, czego życzę sobie i wszystkim rodakom 🙂

            3. pepsieliot 17 listopada 2012 o 18:36

              Też o tym słyszałam, tym bardziej, że mięsożerni jedzą do tego mięso, które tez wcześniej jako zywe istoty żarło głównie pestycyda z GMO

    18. pepsieliot 16 listopada 2012 o 14:27

      Magdika, ananasy szejkuję z truskawkami

    19. krystyna 18 listopada 2012 o 02:25

      Pepsinku, Twój blog to skarbnica wiedzy i prawdziwej motywacji.
      Mnie motywuje, aby nie zbaczać na manowce.
      Dzięki wielkie Ci za to!
      Mam jedno pytanie – czy jestes pewna, że trzeba aż 1.5 l wody rano wypijać?
      Skąd masz pewnosć?

      Różne są opinie na temat ilosci wypijanej wody, zwłaszcza gdy w codziennym menu dominują owoce, soki.
      Ja wypijam 1 szklankę wody rano, czasem 2 szkl. I to mi absolutnie wystarczy.
      W ciągu dnia nie liczę ile wypijam, ale często poprostu popijam. Ilosć zależy od dnia, czy upalny, czy chłodny, od wysiłku fizycznego, i oczywiscie od rodzaju spożywanych pokarmów.
      Gdy jestem cały dzień na sokach to raczej nie myslę o wodzie. Soki to najlepsza woda.
      Nadmierne picie wody wg. mnie nie jest aż tak dobre. Przynajmniej dla mnie.
      Myslę, że dla sercowców zarówno niedobór jak i nadmiar wody nie jest dobry.
      Ja wiem, że na 8/1/1 takie są normy, ale, myslę, że norma dla np. sportowca, a dla tzw. normalnego czlowieka jest inna.
      Przypominam sobie, że o wodzie już gdzies pisałas, muszę ponownie poczytać.

      Pozdrawiam.

      1. pepsieliot 18 listopada 2012 o 07:22

        Krystynka hej, kilka punktów skąd mi się ta woda wzięła:
        1.Pomimo wielu antagonizmów zarówno Wolf (mówi też o tym w filmie Jedzenie ma znaczenie) jak i Graham tutaj są zgodni
        2.Najlepszym wskaźnikiem dobrego nawodnienia jest ilość oddawania moczu. Człowiek powinien często sikać i to prawie przeźroczystym moczem, czyli o ciężarze właściwym zbliżonym do 1, czyli ciężaru wody. O tym mówi Graham i jego uczniowie, ale też Wolf i wielu innych nie tak sławnych
        3. Kuracja japońska, przeciw rakowa, mówi o 4 szklankach wody zaraz po przebudzeniu
        4. Są twierdzenia, że witarianie jedząc tak dużo owoców i warzyw mają dostateczną ilość wody strukturalnej, ale jak się stosowałam do tych z kolei wytycznych, to zdarzało mi się odczuwać w ciągu dnia pragnienie, a to oznacza tylko jedno, że masz już braki w nawodnieniu organizmu, a teraz przez cały dzień nie odczuwam pragnienia.
        5. Starsi ludzie przestają odczuwać pragnienie i może dojść do tego, że sądzą, że nie muszą pić, a mogą być bardzo odwodnieni.Dlatego najlepszym wskaźnikiem jest ile razy oddają mocz i jak on wygląda.
        6. Przy cukrzycy jednym z początkowych objawów jest stałe uczucie pragnienia nawet pomimo picia dużych ilości płynów, to może być wskazówka dla kogoś kto wypija nawet te 1,5l rano.

        Moim zdaniem Krysiu dobrze byłoby stosować się minimum do tej kuracji japońskiej, czyli ten litr dobrej wody popijać rano i chociaż wiem, że na początku to jest trudne, to po pewnym czasie staje się rutyną.

        1. krystyna 18 listopada 2012 o 11:56

          Dzięki Pepsinku za obszerne wytłumaczenie.
          Nie są mi te opinie calkiem obce, i szczerze powiem – próbowałam z dużą iloscią wody.
          U mnie nadmiar wody powoduje, (podkreslam ‚nadmiar’), że zaczynają mi puchnąć nogi.
          A co do moczu, u mnie jest dokładnie tak jak mówisz w pkt. 2. Czyli często i przeźroczyscie.

          Poza tym wiem, że ogólnie mamy tendencję do zapominania o wodzie, jestesmy wysuszeni. I to jest be.
          Gdy mi zdarza się, że w moim menu jest mniej soków, owoców, wtedy piję dużo wody.

          Pozdrawiam z serca.

    20. zobacz 30 stycznia 2013 o 00:08

      w końcu znalazłem informacje, na których mi zależało

      1. pepsieliot 30 stycznia 2013 o 07:33

        cieszę się Zobacz :))

    21. Green Monster « 42 km and more 5 lutego 2013 o 15:53

      […] możesz dać jedną garść;) A jak chcecie zobaczyć naprawdę wielkie potwory, to lećcie do Pepsi, ona jest specjalistką od koloru […]

    22. Joanna 7 lutego 2013 o 16:43

      Wrzucisz na bloga „Przemiłą piętnastkę”?

    23. pepsi 7 lutego 2013 o 17:56

      jest chyba w witarianizmie krok drugi, ale i tak poszukam dla Ciebie

    24. Joanna 7 lutego 2013 o 18:23

      Już znalazłam: jest w Witarianizm krok trzeci, dzięki za podpowiedź.

      1. pepsieliot 8 lutego 2013 o 08:50

        :))

    25. Sky 18 stycznia 2015 o 22:02

      hey pepsi, wielkie dzięki za wszystkie artykuły. Mam pytanie ..no dobra, mam z milion pytan ale ograniczę się do 1
      O co chodzi z tymi owocami i warzywami organicznymi z parszywej 12? Tzn gdzie to (organiczne) kupić w sensie i czy zayebiste ligole z bazarku tudzież osiedlowego zwyczajnego sklepiku odpadają?
      Sklepy bio/organic/eko kojarzą mi się z małym sklepiczkiem gdzie nie ma nikogo oprócz lasek, które tam sprzedają i przez to zdaje mi się, że żarcie i cała reszta tam właśnie się znajdująca leży pierdylion lat od dostawy. i nie zachęca mnie to do zakupuu 🙂
      Mega dzięki X

      1. pepsieliot 18 stycznia 2015 o 22:55

        zajebiste ligole z bazarku to kiła zlana pesty 14 razy

    26. Inka 24 czerwca 2015 o 19:29

      Pepsi, Pepsi… Czytam i gałki wychodzą mi z orbit coraz bardziej. Cierpię na zaburzenia odżywiania, diety, lekarze, psychiatra, psychotropy – taki fajny ciąg od kilku lat. I ciągle: jedz regularnie, co trzy godziny, małe porcje, nie podjadaj…. Owoce ograniczaj, bo to fruktoza, kalorie, węgle, wolno je jeść tylko do południa, potem zamknąć owocowe korytko… A bananów najlepiej unikać, bo tuczące…Jezusie nazarejski, nie potrafiłam! Kocham owoce, uwielbiam i bardzo mi odpowiada taki sposób jedzenia, jak opisujesz. Tak jadałam! Duże śniadanie, w międzyczasie wpadał owoc, potem obiad, żadnej kolacji. Ale nie! Tak nie było wolno, małe porcje, 4-5 posiłków dziennie. Czytam i myślę: a trzeba było powiedzieć: a paszoł won! Moje życie, moje jedzenie. Okazuje się, że organizm był mądrzejszy niż armia lekarzy.
      Znalazłam Cię przez przypadek. Stara baba, 32-letnia, doznała olśnienia. Dobrze jadłam! Chromolę zasady i piramidy żywienia, jem po swojemu. Owocki! <3
      Od wczoraj siedzę przed komputerem i w każde wolnej chwili czytam Twój blog. Od początku. Każdy post. Chłonę.
      Dziękuję. Za to, że jesteś. Piszesz.

      1. pepsieliot 25 czerwca 2015 o 07:57

        Inka lovciam

        1. Inka 25 czerwca 2015 o 15:50

          A mogę jedno, pewnie głupie, pytanie? Tak na wsiaki sluczaj… Mleko roślinne wchodzi w grę, prawda? Można je pić?

    27. watson95 1 lutego 2016 o 23:44

      Och Pepsi.

      Po pierwsze witam Cię serdecznie, chyba nigdy tu nie komentowałam 🙂

      Zajarałaś mnie 811. Od dawna szukam czegos najlepszego dla siebie i nie wiem, czy to nie to. 🙂 aktualnie egzystuje sobie na diecie polecanej przez milion trenerów personalnych 😀 5 posiłkow typu 50% wegle, 30% bialko i 20% tluszczyk. Niby fajnie, ale chyba mi niedobrze od tego kurczaka, wolowiny, ryzu i kasz. Wole owoce i warzywa. Owockow mam tylko 150g dziennie, rano do sniadanka. Malo, ubolewam, ale trzymam sie i chyba sama siebie oszukuje, ze to spoko. Najwazniejszr jest dla mnie to, ze nie jem juz syfu, tylko zdrowa zywnosc. 😀

      Mysle, ze chcialabym zaczac, ale od tego czytania mam taki metlik, ze grubo. Nie moge sie odnalezc 😀 ale chce i nawet jesli polegne, to bedzie to nowe doswiadczenie i bede mogla sprawdzic, jak zareaguje moje cialo na taki sposob odzywiania 🙂 ale to chyba troche potrwa zanim poukladam to sobie w glowie i bede wiedziala konkretnie, co i jak, i przede wszystkim, gdzie kupowac, bo ograniczone mam pole manewru mieszkajac wslabo wyposazonym miescie Kołobrzegu 😀

      Pozdrawiam i całuję,

      Angelika 🙂

      1. pepsieliot 2 lutego 2016 o 07:18

        Watson hej, 811 to nie dieta to proces 🙂 Powoli dowiadujesz się dziwnych rzeczy o sobie, czytaj witarianizm FAQ i moje posty o 811.W lecie jest łatwiej z tą dietą. Ale na przykład w Lidlu są codziennie bio banany, jabłka i parę innnych rzeczy. Najtrudniej zdobyć organiczne warzywa zielonoliściaste bo są warunkiem koniecznym na 811, a muszą być bez pestycydów.

        1. watson95 2 lutego 2016 o 11:30

          Wiem, że to nie dieta i właśnie czegoś takiego szukam. Czegoś, co zostanie na zawsze 🙂 właśnie wszystkie posty juz przeczytalam i, dlatego mam lekki mętliczek 😀

    28. ania 13 kwietnia 2016 o 11:05

      Dopiero u ciebie doszukalam sie negatywu przejscia na surowe w postaci swedzenia skory.nigdzie o tym nie pisze ,juz myslalam ze jakies pasozyty zalapalam.mam nadzieje ze szybko przejdzie.jestes studnia bez dna nowych informacji.pozdrawiam.

      1. pepsieliot 13 kwietnia 2016 o 13:56

        🙂

    29. Magdaaalena 11 maja 2016 o 22:58

      Droga Pepsi, uwielbiam twoje artykuły, wszystko co piszesz jest bardzo mądre i ciekawe, dzięki tobie wyleczyłam się min. z niedoczynności tarczycy i zmieniłam sposób odżywiania 🙂 Jesteśmy razem z mężem wegetarianami, ale ciągle czuję, że to jeszcze nie jest to co mogę zrobić dla swojego organizmu. Najgorszą rzeczą z jaką się borykam są alergie… Bardzo chcielibyśmy przejść na dietę witariańską, ale martwi mnie ilość owoców i warzyw, których nie mogę jeść z powodu alergii ( gdyż dostaje od razu ataków duszenia i drapania w gardle). 🙁 Czy ktoś może miał podobne alergie i wyleczył się z nich?? Ja nie mogę jeść: prawie wszystkich orzechów, marchwi, fasolki żółtej, jabłek, brzoskwiń, śliwek, wiśni, czereśni, moreli, nektarynek, gruszek… No to co ja mam spożywać?? :(( Akurat te owoce są jedynymi z tańszych, jabłko kosztuje parę groszy, a pudełko borówek amerykańskich już gorzej. 🙁 Nie wiem co mam robić, proszę o jakąkolwiek pomoc! Czy jest szansa, że jak zacznę witariańską dietę to te alergie miną i będę mogła jeść te wszystkie owoce?? Dodam, że jest to alergia nabyta bo jako dziecko jadłam bardzo dużo jabłek i marchwi i nie było problemów, zaczęły się dopiero późniejszym wieku czyli ok 11 lat. teraz mam 25 i to nie minęło. Oprócz tego mam jeszcze alergie wziewne na pyłki i inne pierdoły. O czym również marze, że kiedyś zniknie.

      Z góry dziękuję za pomoc i pozdrawiam Magda

      1. pepsieliot 12 maja 2016 o 00:08

        to jest jakiś zamknięty krąg, szkodzi Ci to, co mogłoby Ci pomóc. Najpierw zacznij może od soków warzywnych, oczyszczanie i odżywanieni sokiem z marchwi? Przede wszystkim nawodnij ciało. Nie wolno jeśc owoców nieorganicznych.

    30. Bułka Bibułka 5 lipca 2016 o 13:34

      Można na tym schudnąć? Da się to połączyć jakoś z programem „Jem i…chudnę”? 🙂

      1. pepsieliot 5 lipca 2016 o 14:20

        bardzo można schudnąć i można połączyć z jem i chudnę

        1. Bułka Bibułka 5 lipca 2016 o 14:38

          Pytam ponieważ nie wiem jak to zrobić, napisałas komuś ze żeby przytyć na jem i chudne trzeba do każdego posiłku z bialkiem dodawać dużo węgli, bananów i owoców. Stosuje ten program ale na bank nie dobijam do 1500 kcal chociaż, nie mam żadnego pomysłu tez na posiłki surowe, a do tej pory jadłam ryby przeważnie i czuje się po tym średnio dobrze. Nie wiem jak się zabrać za 811 i jednocześnie schudnąć na koktajach :c pomoc potrzebna 😡

          1. pepsieliot 5 lipca 2016 o 19:42

            Nie rozumiem celu Twoich działań dietetycznych

    31. Katasha 9 lipca 2016 o 13:18

      Cześć Pepsi
      Ależ zajebiaszczy ten blog (:(:Siedzę od wczoraj i czytam, czytam…tylko 5 h spałam 😀
      Mam pytanie, czy jeśli ziemniakom i jabłkom robię kąpiele kwaśno-zasadowe, to chociaż trochę są ok??? tu u faszystów biowarzywa i owoce są bardzo drogie, na szczęście daktyle i banany jeszcze w miarę.
      Na tą chwile jem wieczorami jeden posiłek gotowany…zazwyczaj z parowaru ziemniaki(uwielbiam) z burakiem, cukinią,kalafiorem, brokułem, albo kasze jaglaną…ten weekend robię sobie cały na surowo i zaczynam przerywany post,trzymaj kciuki (;
      pozdrawiam i przytulam mocno *:*:

      1. pepsieliot 9 lipca 2016 o 18:54

        Z tego co wiem jabłko jest pryskane kilkadziesiąt razy, to nic nie pomoże. Ziemniak też przesiąknięty na wskroś i do tego często modyfikowany. Ściskam Cię.

    32. Gosialavenda 5 listopada 2017 o 17:36

      Tak sobie myślę, że maj był dla mnie fajnym miesiącem na wprowadzanie zmian. Ciepło, słonecznie, zielono, a do tego czereśnie, morele czy śliwki jedzone na ławeczce pod lasem. Chyba energia słoneczna była moim sprzymierzeńcem. 🙂 🙂 🙂

      1. Pepsi Eliot 6 listopada 2017 o 00:46

        maj jest spoko 😀

    Dodaj komentarz