logo
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
online
55 419 498

TOP

Dzień | Tydzien | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum
  • Witarianizm to wolność – krok trzeci

    Hej Socjecie,
    (oczywiście nadal nie jestem lekarzem i nadal nie leczę, tylko mówię co mnie pomogło i każdy kto wejdzie na tę drogę zrobi to lub nie na podstawie osobistych decyzji)

    Wiele osób trzyma się kurczowo swoich nawyków żywieniowych pomimo wątpliwości, które ich od czasu do czasu nachodzą. Myślą, musi tak być, że po zdrowiu następuje choroba, którą leczy się lekiem. I nie zakładają innej opcji, gdyż nawet nie przypuszczają, że może być inaczej. Ludzie przede wszystkim nie chcą kojarzyć faktów, bo jest im wygodniej, ale często też dlatego, że w ogóle nie kojarzą wielu informacji.
    Wczoraj oglądam reklamę jakiegoś specyfiku na ból gardła, pani mówi, że czuje żyletki w przełyku i potem jest ten lek łagodzący. Wszystko wydaje się takie normalne, bo tak bardzo znajome. Jest kawa na pobudzenie, jest batonik fitness na sportowe chudnięcie.
    Ludzie zakładają, że gardło musi boleć, muszą się przeziębić, w końcu muszą też zachorować na coś poważniejszego i zawsze muszą przyjmować lekarstwa. Są całkowicie pogodzeni z takim stanem rzeczy.
    Zawsze pojawia się pytanie, a na co umarł?
    I nie ma odpowiedzi, że ze starości. Ze starości nie można umrzeć, bo wcześniej umiera się z powodu leczonej lekami choroby. Jednak w rzeczywistości jest zupełnie inaczej, nie musisz się przeziębiać i nie musisz też poważnie chorować.
    Kilkakrotnie w swoim życiu odczuwałam żyletki w gardle, leciałam do apteki po specyfik do ssania, byle był wegański i nigdy nie zakładałam, że można nigdy nie odczuwać bólu gardła, albo czuć, że coś jest na rzeczy, i być świadkiem jak organizm sam sobie daje radę.
    Żeby móc dobrze poznać siebie i swój organizm potrzebne jest trochę ascezy. Kiedy masz totalny śmietnik w sobie, chaos, nie zaobserwujesz żadnych niuansów, dotrze do ciebie już tylko choroba, która kładzie na łopatkach twój system obronny i wtedy zauważysz, że nie jest dobrze.
    Ludzie zażywają kompleksy witaminowe i jak są dobre, a wewnętrzne receptory są chętne do przyjęcia suplementu, to czasami uodparniają się na przeziębienia na chwilę. Biorą witaminy i minerały i nie chorują tak często.
    To dlaczego nie sprawić, żeby nie brakowało nam niczego, a nasze receptory były odblokowane, skoro nawet kilka porcji witaminy C w podwojonej dawce pozwala wzmocnić nasz układ odpornościowy.
    Przecież zdajemy sobie sprawę, że nie unikniemy w życiu kontaktów z ogniskami zapalnymi, w tym rakowymi i chodzi o to, żeby nasza odporność była tak wysoka, aby nie rozwinęła się z tych ognisk choroba. 

    Witarianizm jest pod wieloma względami lepszy niż tradycyjny weganizm. Najważniejszą różnicą jest to, że surowa dieta wegańska właściwie pozbawiona jest azotynów.
    Ludzie obawiają się N-nitozoamin, gdyż wiele z nich posiada udokumentowane silne działanie rakotwórcze i mutagenne, a zawierają je w czystej postaci konserwowane przetwory mięsne, piwo, ryby i sery dojrzewające.
    Natomiast nie mówi się o tym, że azotyny biorą udział w wytwarzaniu właśnie związków z grupy N-nitrozoamin i reakcja ta może zajść zarówno w żywności jaki i w przewodzie pokarmowym człowieka.
    Podczas gotowania warzyw, nie mówię już o mięsie, zawsze powstają azotyny.
    I to jest ta najważniejsza różnica między weganizmem tradycyjnym a witarianizmem.
    Jest wiele badań, które mówią, że enzymy, czy są, czy nie i tak giną zaraz w żołądku, natomiast to o czym napisałam jest niepodważalne.
    Oczywiście, że z drugiej strony gotowanie zagęszcza jedzenie, więc witarianie zagęszczają pokarm po swojemu, albo można też długo jeść.
    Dodatkowo człowiek, który nie je w przewadze surowego pokarmu cały czas, to znaczy przy każdym posiłku bez sensu nadwyręża swój układ odpornościowy. Potem przy byle okazji odczuwa żyletki w gardle.
    Witarianin kiedy już się dobrze odżywi, czyli po mniej więcej roku nie powinien zapadać na większość chorób, w tym na cywilizacyjne prawie nie i coś takiego jak przeziębienia wcale.
    Piszę prawie, bo jeżeli założymy, że około 3-5% chorób w tym onkologicznych ma jednak podłoże genetyczne, to odpowiednim odżywianiem można zapewne pomóc i spowolnić, ale jednak nie całkowicie im zapobiec. Środowisko w którym przebywamy oczywiście ma znaczenie, bo oddychanie i woda to ogromnie ważne czynniki dla naszego zdrowia, co oczywiście wiadomo i  ztym nikt nie polemizuje raczej.
    Leczy się cukrzycę dietą wysoko tłuszczową i nisko węglowodanową.
    Polega to na tym, że trzustka nie robi wyrzutów insuliny, bo i tak nie musi, gdyż w krwiobiegu jest mało cukru. W związku z tym taki diabetyk nie musi wstrzykiwać sobie insuliny.
    Czy to jest jednak stan normalny dla człowieka? Czy kiedykolwiek wyobrazilibyśmy sobie w naturze takiego człowieka, który je same tłuszcze? Może tylko Eskimosi, ale to są nieszczęśliwi ludzie, wśród których jest najwięcej samobójstw i mają też problem ze słońcem w sensie, że malutko, więc D witaminę pożerają w tranie. Wracając, nikt nie choruje tylko na jedną chorobę.
    Wyleczyłeś się pozornie z cukrzycy, ale przyjrzyjmy się twoim jelitom.
    Co się dzieje w kiszce stolcowej, która nie dostaje naturalnego miękkiego błonnika zawartego w owocach?
    Takie kichy droga socjeto, to w takich przypadkach bardzo zaniedbana sprawa, a jelita to nasz drugi mózg.
    Nikt nie czuje się dobrze, kiedy ma gównianego spieka w kolonie.

    Leczenie cukrzycy surową dietą wegańską, o wysokiej ilości węglowodanów, niskiej tłuszczów i normalnej białka właśnie na poziomie 80/10/10, czyli kalorie z węgli, białka i tłuszczu stanowią kolejno 80, 10 i 10 % w diecie, dodatkowo jest to dieta wysoko potasowa i nisko sodowa powoduje, że nie tylko cukrzyca typu 2, ale wszystkie inne choroby cywilizacyjne, które z tą dietą są związane również są leczone. Tłuszcz nie zasłania cukru we krwi i trzustka widzi go i jest w stanie odblokować się i produkować odpowiednią ilość insuliny do rozprowadzenia go do komórek organizmu. Oczywiście kiedy już chory brał insulinę, takie eksperymenty muszą być przeprowadzane pod okiem lekarza, który zadecyduje kiedy można odstawić zastrzyki z insuliny. Jak działają węglowodany proste z surowych owoców i warzyw opisywałam w kilku oddzielnych postach.

    Wracając do witarianizmu.
    Nie zastanawiam się czy ta dieta wyznacza dla mnie jakieś nowe spirytualne standardy. Nie mam wrażenia, że myślę głębiej i widzę dalej. Nadal jestem ateistką o bardzo lewicowych poglądach. Nie mam potrzeby przynależności do jakiejkolwiek grupy, która by mnie wspierała w moim postanowieniu, gdyż kieruje mną jedna rzecz, o której wcześniej nie wiedziałam i nie sądziłam, że do tego dojdzie. Jestem człowiekiem wolnym. Witarianizm to wolność. 
    Nie rozumiem dlaczego ludzie tkwią przy tym jedzeniu w wersji pichcenia, mielenia tych orzechów z rodzynkami czy daktylami i napychania się tłuszczem z cukrem. To dobre na początku, kiedy poszukujemy podobnego do tego co już było oswojone. Serników, makaronów, burgerów, ale to nie jest prawdziwa wolność.

    Wolność zrozumiesz dopiero wtedy kiedy masz pod ręką wodę i owoce i to już wystarczy.
    Kupisz 10 bananów, czy 2 kilo jabłek włożysz do plecaka i możesz cały dzień spędzić w górach, pijesz wodę z potoku, biegasz, pędzisz i co najważniejsze wiesz że to wystarczy, że nie musisz szukać schroniska żeby koniecznie gotowaną zupę zjeść, nic takiego.
    Jesteś wolny, bo jesteś odtruty i niewiele ci do szczęścia potrzeba.
    Możesz krócej spać, możesz dłużej biegać, możesz mniej jeść.
    Ale na to potrzeba czasu.
    Jeżeli jesteś nałogowcem, a właściwie powiem wam, że nie spotkałam się z nie nałogowcem. Bo niby nie ma żadnych kompulsji, ale nie wyobraża sobie, że nie będzie jadł chleba, czy pił kawy. Przecież to narkotyki, jest normalnie uzależniony. Czyli prawie cały świat jest uzależniony. Trzeba więc jakoś spróbować zawalczyć o swoją wolność. Jeden pójdzie na zbiorowe medytacje, inny na indywidualne oczyszczanie, inny na akupunkturę, a jeszcze inny spróbuje sam wejść, bez pomocy na bardzo dobrą drogę do wolności na witarianizm.
    Jak się zaweźmiesz to ci się uda, jak będziesz po drodze się cofał, nic takiego, nadrobisz, ćwicz wolę dowolnymi sposobami, w ogóle teraz nie wnikam, co jest lepsze, po prostu co tobie pozwoli wytrwać, obojętnie.
    Śmierć raczej ze starości albo w formule 1, takie są opcje do wygrania.
    Podaję ujmującą piętnastkę.
    15 roślin, które po obraniu ze skórki, czy umyciu mają najmniejsze, wręcz bliskie zero skażenie środkami typu herbicydy i pestycydy.
    1. cebula
    2. słodka kukurydza, byle nie MON810 – patrz poniżej, Uwaga! akcja z GMO
    3. ananas
    4. awokado
    5. szparagi
    6. groszek
    7. mango
    8. bakłażan
    9. melon
    10. kiwi
    11. biała kapusta
    12. arbuz
    13. pataty (słodkie ziemniaki)
    14. grejpfrut
    15. pieczarki

    Uwaga!  (odnośnik przy kukurydzy)
    Nowe wyniki badań opublikowane we wrześniu 2012 roku m. in. na łamach Food and Chemical Toxicology i przedstawione na konferencji prasowej w Londynie pokazują, że wpływ GMO na zdrowie jest szokujący!
    Wieloletnie badanie, przeprowadzone przez naukowców z Uniwersytetu w Caen (Francja) uznano za najbardziej dokładne badanie, kiedykolwiek opublikowane w zakresie skutków zdrowotnych żywności GMO oraz herbicydu Roundup na szczurach.
    „TO BADANIE POKAZUJE NADZWYCZAJNĄ LICZBĘ GUZÓW ROZWIJAJĄCYCH SIĘ WCZEŚNIEJ I BARDZIEJ AGRESYWNIE – szczególnie u samic. Jestem w szoku w odniesieniu do skrajnie negatywnych skutków dla zdrowia.” – powiedział Dr Michael Antoniou, biolog molekularny, King College London.
    „Możemy spodziewać się, że spożycie kukurydzy GMO i herbicydu Roundup, poważnie wpływa na zdrowie człowieka.” dodał Dr Antoniou.
    Oto niektóre z szokujących(!) ustaleń, jakie potwierdzono w badaniach opierających się na długoterminowym spożywaniu GMO:
    1. Do 50% samców i 70% samic umarło przedwcześnie w porównaniu z 30% i 20% w grupie kontrolnej.
    2. Szczury karmione kukurydzą GMO i śladowymi ilościami Roundup doznały poważnych obrażeń w tym organiczne uszkodzenia wątroby i uszkodzenia nerek.
    3. We wszystkich zabiegach i u obu płci wystąpiło 2-3 razy więcej nowotworów niż w grupie kontrolnej.
    4. Do 24 miesiąca 50-80% samic rozwinęło nowotwór, z nawet trzema guzami na zwierzę. Pierwsze duże nowotwory wykrywane są w czasie od 4 do 7 miesięcy. Większość nowotworów wykrywana była po 18 miesiącach.
    5. Szczury, które piły śladowe ilości Roundup (na poziomach prawnie
    dozwolonych w sieci wodociągowej) rozwinęło o 200% do 300% więcej dużych guzów.
    W związku z tymi szokującymi wynikami badań domagajmy się od Rządu RP:
    natychmiastowego zakazu upraw GMO w Polsce, w tym szczególnie upraw kukurydzy MON810 i ziemniaków AMFLORA.

    A tu okazało się, że 08.11. 2012 PO i PiS tym razem w komitywie podpisali zgodę na GMO w Poland. Bułgaria nie, inni nie, a my tak.
    c.d. nastąpi

    Pa Państwu, pe

    P.S.
    Dodaję komenta Basi, gdyż porusza bardzo ważną rzecz:
    Że się tak wtrącę – Pepsi czy ty badasz homocysteinę? Bo właśnie jak ktoś algi zjada regularnie i dużo zieleniny to w zwykłym badaniu na b12 może wyjść mu wysoki poziom, a to będą te nieaktywne formy. Przeczytałam to kiedyś chyba na stronie vegan society. Co do żelaza – ja bym się nie przejmowała też cronometrem. Nie chcę nikogo dołować, ale normy żelaza są jeszcze wyższe niż zakłada cronometr. WEdług info, które dostałam od Pani Desmond – w dietach wege podaż żelaza powinna wynosić 1,8 razy tyle co w tradycyjnej diecie. Bo oczywiście niehemowe żelazo gorzej się wchłania. Czyli normalnie jest 14 mg, to tak 25-30 powinno się zjeść. Niby. Mnie wyliczyła, że zjadam 18 i z tego anemia kroi się w najbliższym czasie. Do wszystkiego dodawałam natkę pietruszki, żadnej kawy po posiłku itd. ale i tak wydawało mi się że za mało zjadam. Po kilku miesiącach zrobiłam badania i wyszło mi żelazo lekko powyżej normy. Więc chyba to są indywidualne predyspozycje organizmu, wchłaniania itd. Nie wiem czy jest sens się cronometrem sugerować, trzeba badania zrobić i sprawdzić.

    Pepsi odpowiada
    Bardzo ważne pytanie. Niestety nie mogłam zbadać homocysteiny, ponieważ w większości prywatnych ośrodków nie badają homocysteiny, nawet B12 we krwi badano mi wysyłkowo w Wawie i kwas foliowy też.
    Miałam bardzo dużo B12 we krwi, ale nie ze spiruliny, tylko z suplementacji, bo wtedy akurat nie brałam spiruliny. Dobrym sprawdzianem też jest kwas foliowy, bo to idzie zwykle łeb w łeb z brakami w B12.
    Jednak na podstawie tygodniowej rozkminy profesorów niemieckich, uzyskałam następujące dane, pozwalające wywnioskować na jakim tle ma się gorsze wyniki morfologii. Raz, ze robisz sobie owe badanie, morfologia, żelazo, kwas foliowy. Jeżeli twoja morfologia nie jest najlepsza, ale nawet jak nie jest najgorsza, to patrzysz na wskaźnik MCV jeżeli jest w dolnych granicach normy, a nawet niżej, to twoja krew ma słabsze wyniki od niskiego żelaza, a jak MCV jest w górnych granicach normy a nawet wyższe, to anemiczność powoduje zbyt niska ilość B12 i kwasu foliowego. I dzięki temu wiem, że moje problemy wiążą się z za małą ilością żelaza i dlatego teraz pożeram spirulinę, pietruszkę i piję sok z buraka. Natomiast kiedy zrobiłam badania po roku na witarianizmie, to moja morfologia się polepszyła w stosunku do zeszłego roku, kiedy jeszcze byłam weganką. Do tego teraz  przyczyna moich kłopotów z żelazem też jest teraz jakby pomniejszona.
    W kwestii cronometra już teraz na niego nie patrzę, bo badania poszły w lepszym kierunku, czyli mniej więcej robiłam spoko przez ten czas.

    (Visited 1 869 times, 1 visits today)

    Powiązane artykuły

    1. yellow pinto 16 listopada 2012 o 15:14

      Ble zmień to paskudne tło 🙂 Co U Ciebie Long time No See, buziaki śle mocno mięsne i nie jarskie 🙂

    2. pepsieliot 16 listopada 2012 o 16:03

      No yellow hejusia, gdzieżeś bywał? Tło bardzo ładne, pan Dawid w dwóch wydaniach, ale może nawet zmienię 🙂 kiss

    3. NotMilk 16 listopada 2012 o 18:06

      Nie rozumiem Pepsi dlaczego się przejmujesz niższym poziomem żelaza, jak morfologia jest ok 😉 W przypadku wchłanialności żelaza jest ważna jeszcze oprócz tego sama miedź. Jednak jak spożywa się produkty pełne to nie trzeba się zbytnio martwić takimi sprawami. Wspomniana przez Basię Pani Desomond miała zapewne na myśli niektórych wegan, którzy używają mąki i cukru do przygotowania swych dań-wtedy łatwo o niedobory. Z kolei witarianie jadający pełne produkty raczej ich nie będą mieli, nawet gdyby spożywali mniej danych mikro- lub makroelementów niż przewidują to normy opracowane dla nabiało- i mięsożernych osób. Poza tym nasz organizm potrafi magazynować konkretne substancje oraz w razie potrzeby je wykorzystać. Najważniejsze jest jednak to, iż takie zadręczanie się i obawianie się niedoborów jest sprzeczne z twierdzeniem: „Witarianizm to wolność” 🙂
      *
      Pozdrawiam bardzo owocowo i mocno ściskam!!!:)

      1. pepsieliot 16 listopada 2012 o 20:52

        Tak Not Milku, tylko, że jak masz mało żelaza, to Twoje piękne ponad półmetrowe włosy wypadają i w tej kwestii pomimo wolności trzeba interweniować, ścisk 🙂

        1. NotMilk 16 listopada 2012 o 21:55

          Chyba, że sytuacja przedstawia się w ten sposób. Też miałem problem z wypadającymi włosami, ale po odstawieniu mięsa problem zanikł (wcześniej potrafił mi wyjść cały pęk włosów po ich umyciu, a teraz zaledwie niewielki ułamek z tego – poza tym zaczęły mi nawet odrastać). W moim wypadku nie był to chyba (?) problem z żelazem. Z własnej strony polecam przekąszenie czasami odrobiny siemienia lnianego lub sezamu na kolacje-wiem, że szczawiany, dużo białka, itp. ale trochę nie zaszkodzi, a co dostarczą żelaza, to dostarczą 🙂 Również ścisk :)!!!

          1. pepsieliot 17 listopada 2012 o 10:21

            NM ja jestem wręcz w nałogu jedzenia siemienia lnianego, niestety na żelazo u mnie działa tylko potężna dawka spiruliny i zaraz przestają wypadać i widzę jak odrastają w szybkim tempie 🙂

            1. NotMilk 17 listopada 2012 o 11:22

              Osobiście brałem przed kilkoma miesiącami (w lutym) spirulinę, ale nie czułem się po niej zbyt dobrze – cały czas miałem ochotę spać (rano nie mogłem wstać nawet do 10.00), choć brałem jej bardzo mało (2,5g a nawet mniej). Ostatecznie zrezygnowałem i ciesze się z tego, bo senność wkrótce ustąpiła. Nie wiem, czy czasem racji nie ma w tym względzie Irena, która wypowiedziała się na stronie Spirulina.pl:
              *
              Irena
              Sierpień 29, 2011 at 4:33 pm
              „witam,zaczęłam brać chlorelle i mam problemy z zołądkiem,uczucie wzdęcia rownież problematyczne gazy, po kilku dniach odstawiłam i wszystko wróciło do normy, dodam że brałam dawkę zalecaną przez producenta.Spirulinę zaczełam brac od dwóch dni,ale też się zastanawiam bo czytam na temat diety kwasowo-zasadowej,(książka Roberta O. Younga i Shelley Redford Young,Próbowałam już tylu diet… cud równowagi pH) i znalazłam tekst na temat spiruliny cyt. chcielibyśmy wierzyćw świetne rekomendacje,jakie ma spirulina i suplementy z zawartością alg.Są to przecież rośliny zielone, bogate w chlorofill, białko, minerały i inne substancje odżywcze. Jednak wspaniale się czują w środowisku kwaśnym. Okazuje się że toksyny zawarte w algach niszczą wątrobę i układ nerwowy, a jeden ich gatunek wydaje się powodować rozwój raka u zwierząt” jest to fragment opisu produktów których należy unikać.Autor książki jest mikrobiologiem, który bardzo długo badał zależnośc i wpływ diety kwasotwórczej na zdrowie człowieka.Co o tym sądzicie?”
              *
              Pozdrawiam!!!

      2. Basia 17 listopada 2012 o 12:52

        Nie NotMilku, Pani Desmond mówiła o dietach wege wszystkich, po prostu gorzej się przyswaja takie żelazo z roślin i już, nic tu mąka nie ma do rzeczy. Jednak fakt, że jemy żelazo niehemowe ma wbrew pozorom kilka ważnych zalet, także jak zwykle nie jest czarno-biało.Pozdrawiam

        1. NotMilk 18 listopada 2012 o 11:47

          Rozumiem Basiu, chociaz w przypadku diety z produktami neiprzetworzonymi zapotrzeebowanie na wszystkie składniki mineralne wzrasta w porównaniu z tym, jakie jest dla osób jedzących jedzenie pełnowartościowe. Zainteresowała mnie Twoja wypowiedź Basiu, dotycząca zalet żelaza niehemowego. Szukałem w internecie i jakoś na ten temat nic nie znalazłem. Za podesłanie linka będe wdzięczny 🙂
          *
          Pozdrawiam owocowo!!! 🙂

          1. pepsieliot 18 listopada 2012 o 12:03

            Też jestem ciekawa na temat zalet żelaza niehemowego, o tym się w ogłole nie mówi

            1. NotMilk 18 listopada 2012 o 12:11

              To prawda.

          2. NotMilk 18 listopada 2012 o 21:16

            Bardzo ciekawe. Z żelazem hemowym i niehemowym byłaby w związku z tym taka sama sytuacja jak z kwasami omega 3 z ryb oraz roślinnym ALA. Interesujące sa również spostrzeżenia z długością życia. A widzisz Pepsi-tak się martwisz, a przed Tobą z pewnością jeszcze grubo ponad 100 lat :))
            *
            A tak na marginesie Jaz to chciałem się zapytać, czy to jest książka Robbinsa, pt. Zdrowi stulatkowie, czy jakaś inna? Za odpowiedź będę wdzięczny 🙂

          3. pepsieliot 19 listopada 2012 o 05:00

            Tak Jazgottt mam niedobór:(

          4. pepsieliot 19 listopada 2012 o 17:42

            no właśnie tym bardziej że wreszcie doczekałam się na witariańskie okresy 🙂

    4. Ola 16 listopada 2012 o 18:28

      Żyletek w gardle nie mam, jak nie jadam chleba. Dla mnie to najgorszy produkt, którego już nie mam w domu. I pomyśleć, w jakiej to jest sprzeczności ze słowami popularnej modlitwy, mówionej codziennie przez miliony ludzi: „Chleba naszego, powszedniego …” Ktoś nas, jako ludzkość, wpuścił w maliny z tym chlebem 🙂

      Z tymi Eskimosami to trochę inaczej czytałam, np. w książce „Ginące plemię”. Jedli, to co mogli w swojej strefie klimatycznej i dobrze się z tym mieli. Wiedzieli co i jak jeść z tego co było dostępne, aby zachować zdrowie. Byli szczęśliwi, silni, zdrowi fizycznie i psychicznie, z wysoką moralnością, dopóki biały człowiek nie zawłaszczył ich terenów łowieckich i nie zniszczył warunków w jakich żyli od wieków. Całe plemiona wymierały z głodu lub niedożywienia i powiązanych z tym epidemii chorób, zupełnie nie znanych ich organizmom, zawleczonych przez białego człowieka. Skłonność do samobójstw może dotyczyć chyba tylko potomków tych prawdziwych Eskimosów. Ale potomków, którzy już wcale nie jedzą jak przodkowie.

      Jak napisałaś o górach, to przypomniała mi się ciekawa historia Makarego Sieradzkiego. Spisana przez niego w książce „Życie bez chorób”.
      W latach powojennych komuniści zrujnowali mu całkowicie zdrowie. W słynnym procesie pokazowym otrzymał wyrok dożywocia. Kiedy po 9 latach (amnestia ’56 roku) opuścił więzienie (mięsa w diecie tam oczywiście nie było) to według wszystkich lekarzy zostało mu najwyżej kilka m-cy życia. Stało się inaczej. Dzięki głodówkom oraz spartańskiej diecie, przeżył. Dieta była witariańska z dodatkiem małego kubka surowego mleka.
      Tak wyglądał przeciętny dzień Sieradzkiego:
      Rano intensywne ćwiczenia oddechowe, Hatha-Joga,
      Śniadanie: mały kubek mleka, ewentualnie z łyżeczką miodu
      2 godz. później większy kubek soku (zwykle jabłkowy, czasami z warzyw)
      Obiad: surówki owocowo-warzywne
      Kolacja: najczęściej brak
      Każdej soboty głodówka.
      Latem wędrówki po Tatrach, na szczyt lub przełęcz na czczo, dopiero tam malutki surowy posiłek. Woda z potoków, tak jak piszesz Pepsi.
      Dożył w idealnym zdrowiu prawie do setki. I przeżyłby ponad 100 lat gdyby nie zamach na jego życie jakiego najprawdopodobniej dokonali UB-ecy, przeciwko którym toczył się proces w wolnej już Polsce (na marginesie – nie taka ona wolna, jak się do niedawna wydawało) a w którym to procesie Sieradzki był głównym świadkiem oskarżającym. Zginął na przejściu dla pieszych kiedy opuszczał salę sądową, przejechany przez „nieznanych sprawców”.

      Prawdziwa wolność to inedia. Wcale nie potrzeba zarabiać pieniędzy na jedzenie 🙂 Tak jak np. to małżeństwo (link do 1 z 11 części):

      To jest dopiero komfort, bo oni nie jedząc nic, nie przejmują się też żadnymi wynikami badań.
      Podlegają jakby innym prawom.
      Ale jakoś trzeba do tego niejedzenia dojść, najczęściej od wegetarianizmu poprzez weganizm i witarianizm.

      Ananasa nie kupiłam ani jednego do czasu jak poczytałam o ich uprawie na Kostaryce 🙁
      http://www.forumveg.pl/viewtopic.php?t=5909&start=30
      Ze zdziwieniem patrzę, że są w tej piętnastce. Te z Kostaryki chyba by się nie załapały, teraz jestem zdezorientowana.

      Owocek (ale nie ananas) 🙂

      1. pepsieliot 16 listopada 2012 o 21:01

        Ola bardzo dziękuję za super ciekawą historie pana Makarego, ananasy są okropnie pestycydowane, ludzie źle opłacani, ale prawie cała chemia zostaje na skórce i pomimo,że ten owoc na pewno nie jest fair trade, to jednak jego miąższ jest trzeci w kolejności jako najbardziej polecany, więc warzywko 🙂

        1. NotMilk 16 listopada 2012 o 22:04

          Trochę mnie Ola przeraziła swoim wpisem, chociaż osobiście wolę zjeść takiego „pryskacza”, gdy mam akurat ochotę, niż głodzić się. Odstrasza mnie przy tym cena organicznych ananasów z Chile-18 zł za sztukę. Gdyby spuścili ją chociaż do 10 zł byłoby już dla mnie ok. Jednak w takim wypadku wybieram tańszy wariant i tak wczoraj kupiłem dwa wielkie ananasy z Kostaryki w P&P w promocyjnej cenie 4 zł za sztukę.

          1. pepsieliot 17 listopada 2012 o 10:15

            no i pewnie dlatego, ze po 4 komuś nie zapłacono, ale z kolei nie kupowanie nic nie zmieni, za tym musi iść wielkie uświadamianie

          2. NotMilk 17 listopada 2012 o 16:40

            NIe ukrywam Jaz, że bardzo się ciesze z Tego, że znów wypowiadasz się na blogu 🙂 Również staram się jeść dużo krajowych owoców, ale szczególnie późną wiosną i w lecie, gdy są dosępne świeże i pachnące. Jednak bez bananów, czy ananasów życie traci według mnie smak i dlatego staram się, by zawsze były pod ręką (inny stan określiłbym mianem mini klęski głodu). Owoce eco też kupuję, m.in. pomarańcza, ale niestety raczej rzadko ze względów ekonomicznych. Z tego powodu gotuję sobie także gryka, amarantusa, quinoa, jaglaną oraz ewentualnie jakieś warzywo.
            *
            Mam do Ciebie takie pytanie-ile Twój chłopak je dziennie bananów, że przytył? Sam jadam około 10 (poza innymi produktami), a moja waga nawet nieco spadła.
            *
            Serdecznie pozdrawiam!!! 🙂

          3. NotMilk 17 listopada 2012 o 17:11

            Rozumiem Jaz. W sumie sam nie mam niedowagi (62 kg przy wzroście 171 cm) i jest mi teraz lżej niż wtedy, gdy miałem 68, czy 69 kilo. Jednak spadek masy zawdzięczam głównie temu, że w październiku byłem dosyć zabiegany i w tym czasie właściwie nie ćwiczyłem. Teraz staram się to po prostu nadrobić :))
            *
            Dziękuję także za porady związane z B12. Od jesieni biorę również wit D3 na wszelki wypadek i jest ok 😉
            *
            Życzę miłego wieczoru!!!

          4. pepsieliot 17 listopada 2012 o 18:41

            Typowe myślenie nie nadążających za alternatywnymi rozwiązaniami lekarzy

          5. pepsieliot 17 listopada 2012 o 18:45

            Jaz, Jahu podrzuca mi na privie co jakiś czas takie perełki, czy słyszałaś może o co chodziło Angelinie Joli, która uciekła od weganizmu aż w kierunku czerwonego mięsa, twierdząc, ze weganizm o mało co jej nie zabił:
            „Przez długi czas byłam weganką i dieta ta niemal mnie zabiła. Okazało się, że nie dostarczałam swemu ciału wszystkich potrzebnych substancji odżywczych”, wyznała w sierpniu 2010 w jednym z wywiadów Angelina Jolie. Dzisiaj aktorka mówi, że sekret jej zdrowia i urody leży w czerwonym mięsie, które bardzo lubi i zjada w dużych ilościach.

            Niestety, w przeciwieństwie do Jolie, zbyt wielu wegan nigdy nie zdąży zmądrzeć, zanim wyrządzi sobie nieodwracalną krzywdę. Wyznanie popularnej aktorki jest o tyle istotne, że pojawiło się w popularnych mediach i mogło dać do myślenia wielu osobom, które uległy antytłuszczowej, antycholesterolowej, a tym samym antymięsnej propagandzie wszechobecnej w mediach popularnych od ponad 40 lat. Najgorsze jest to, że żywienie bezmięsne (w tym dieta wegańska), przedstawiane jest często przez różnych „ekspertów” jako zdrowe z naukowo-medycznego punktu widzenia. Nic bardziej mylnego.

            Weganizm upowszechnił się w skutek zbiegu wielu okoliczności polityczno-gospodarczych oraz rewolucji kulturalnej końca lat 60-tych XX w. Jest w całości ideologiczno-politycznym manifestem przeciw supremacji człowieka na Ziemi i tym samym przeciw wykorzystywaniu przez człowieka zwierząt jako źródła pożywienia. Weganie zazwyczaj odwołują się do argumentów moralnych. Przykładem wegańskiej propagandy, wykorzystującej szantaż moralny, jest zdjęcie otwierające ten wpis.

            Jednak bez argumentów ideologicznych wegańskiego modelu żywienia nie da się obronić za pomocą ustaleń naukowych, bo niektórych kluczowych dla zdrowia składników odżywczych w pokarmach roślinnych po prostu nie ma. Brak jest, na przykład, witaminy A , D i B12. Betakaroten, który często przywołują weganie jako roślinne źródło witaminy A, może być tylko w znikomym procencie zamieniany przez organizm ludzki w prawdziwą witaminę A. Dodatkowo dla zachowania zdrowia w okresie zimowym niezbędne jest pozyskiwanie witaminy D z pokarmów zwierzęcych . Bez tego organizm staje się bardziej podatny na infekcje zimowe, w tym na grypę, która występuje właśnie przy niedoborach witaminy D.

            Co ciekawe, nawet najbardziej fanatyczni zwolennicy weganizmu przyznają, że podczas stosowania tej diety należy przyjmować witaminę B12 w formie suplementów, żeby zapobiec poważnym jej niedoborom. Warto się zastanowić, jak to jest możliwe, że jakiś model żywieniowy jest jednocześnie „zdrowy” i powoduje niedobory witamin? Niewygodną dla propagatorów weganizmu analizę tego zjawiska od strony naukowo-medycznej oraz polityczno-ideologicznej znaleźć można w książce The Vegetarian Myth autorstwa znanej w USA lewicowej aktywistki Lierre Keith, która przez ponad 20 lat stosowała weganizm z powodów moralnych, doprowadzając w rezultacie swoje zdrowie do ruiny. Zainteresowanym czytelnikom polecamy recenzję książki Keith napisaną przez Michaela Eadesa.

            Weganizm to zjawisko nowe i sztuczne. Żadna izolowana populacja w historii nigdy nie stosowała w warunkach naturalnych diety wegańskiej. Nie byłoby to możliwe, ponieważ populacja taka wymarłaby w przeciągu dwóch pokoleń w skutek niedoborów składników odżywczych, zmniejszonej odporności na infekcje i niepłodności.

            Weston A. Price, który w latach 20-tych i 30-tych XX w. badał autochtoniczne społeczności na całym niemal świecie, wykazał, że kultury wegetariańskie miały zawsze gorsze zdrowie w porównaniu do populacji , które spożywały mięso i owoce morza. Przejawiało się to, na przykład, w gorszym stanie uzębienia i zwiększonej zachorowalności na tzw. choroby degeneracyjne.

            Na koniec warto przypomnieć, że weganizm upowszechnił się na fali rosnącej w latach 70-tych dominacji w środowisku naukowo-medycznym zwolenników hipotezy tłuszczowo-cholesterolowej. Jak pokazał to Gary Taubes w książce Good Calories, Bad Calories, bez żadnych dowodów naukowych, ale przy wsparciu polityków z amerykańskiej Komisji Senackej senatora McGoverna i biznesu, grupa ta skutecznie zdemonizowała w oczach opinii publicznej żywność zwierzęcą, przyczyniając się do upowszechnienia w diecie szkodliwych dla człowieka roślinnych tłuszczów wielonienasyconych oraz wysokowęglowodanowej żywności przetworzonej. Dzisiaj efekty tego upowszechnienia widać gołym okiem: epidemia otyłości i „chorób cywilizacyjnych.”

            Warto pamiętać, że weganizm jest radykalnym przejawem powszechnego dziś zjawiska pseudonauki w panujących teoriach naukowo-żywieniowych, które są głównie produktem polityki i ideologii i tylko w niewielkim stopniu nawiązują do wyników rzetelnych badań naukowych.

            Mateusz Rolik

          6. NotMilk 17 listopada 2012 o 19:24

            To prawda Jaz, że musimy być pozytywną reklamą weganizmu. Jedna z moich koleżanek zwróciła uwagę na to, że wyglądam młodo jak na swój wiek (choć nie wiem, czy to dobrze, czy źle;) ), a inna podziwiała to, że w ogóle nie choruje teraz jesienią (jedynie miałem krótki epizod w postaci kataru na początku października, ale dziadków jadłem mięso, bo inaczej nie mógłbym tam w spokoju odpocząć). W sumie na weganizm zdecydowałem się ze względów zdrowotnych, dlatego nie chce narobić sobie choroby tylko z powodu braku wit B12 (tym bardziej, że jadam głównie kupne rośliny, a nie z ogródka). Najbardziej mnie w Twoim opisie przeraziły, choć nie zdziwiły, zalecenia przedstawione przez lekarza i dietetyka (nabiał).Jakiś czas temu czytałem w jednym z internetowych artykułów na jednej ze stron, że białko mleka jest jednym z najbardziej wartościowych, itp. Najwidoczniej interes mleczarski nie kręci się tak dobrze jak dawniej, więc trzeba siać propagandę. Lekarze i dietetycy też sobie nie zdaja sprawy z tego, jakie ich zalecenia są czasami groźna. Moja lekarka, jak usłyszała, że przeszedłem na weganizm była zdziwiona i zaproponowała przeprowadzenie badań w najbliższym czasie, choć czuję się lepiej niż kiedykolwiek wcześniej. Jednak kontrolę przeprowadzę i pokaże swoje wyniki-niech zobaczy, jak można się świetnie mieć na weganizmie z dużą ilością surowego oraz neiprzetworzonego pokarmu:)) Jednak wegetarianie jedzący głównie nabiał (ostatnio widziałem w markecie, jak wegetarianin przede mną kupił jedynie same serki i jogurty-nawet jabłka nie kupił), czy wegan zapychający się pasztecikami sojowymi, tofu, wypiekami z białej mąki i rafinowanego cukru. Osobiście poniekąd podziwiam takie osoby, bo jedząc w taki sposób, znalazłbym się wkrótce na drugim świecie. Jednak z drugiej strony odpowiadają one za złą renomę, jaką cieszy się odżywianie wyłącznie roślinne.

          7. NotMilk 17 listopada 2012 o 19:48

            @Pepsi: Ten artykuł czytałem już wielokrotnie i nie ukrywam, że zawsze czynię to z uśmiechem na ustach. Ta piękna Angelina, która jest teraz chudsza niż niegdyś, legendarna lewicowa aktywistka Lierre Keith, lakoniczne wypowiedzi o niedoborach witaminowych, właściwie bez odniesień bibliograficznych, a na końcu postawiona teza przewodnia tekstu: „Warto pamiętać, że weganizm jest radykalnym przejawem powszechnego dziś zjawiska pseudonauki w panujących teoriach naukowo-żywieniowych, które są głównie produktem polityki i ideologii i tylko w niewielkim stopniu nawiązują do wyników rzetelnych badań naukowych.” 😉

          8. pepsieliot 18 listopada 2012 o 07:25

            Jazgotttu ja się powołuję na Ciebie w moich artykułach naukowych 🙂

          9. NotMilk 18 listopada 2012 o 12:10

            W sumie ona przeprowadziła rozmowę z moją matką w cukierni i od niej dowiedziałem się o przebiegu rozmowy. Jej właśnie też przekazała, że zaprasza mnie na zrobienie wyników morfologii. Niby najbardziej zdziwiło ją to, że nie czuje sie w ogóle osłabiony, ale coś czuję, że na własne oczy chce się przekonać, czy rzeczywiście będąc na weganizmie można cieszyc się dobrym zdrowiem. Taki trochę z niej niewierny Tomasz-dopóki nie zobaczy to nie uwierzy 😉 Najbardziej nie mogę doczekać się jej reakcji, gdy jej powiem ilu dolegliwości zdrowotnych pozbyłem się w ten sposób. Nie wiem, czy namiary warto dawać, ponieważ nie wiem, gdzie mieszkasz i czy opłacałoby się Tobie jechać do miejscowości nieopodal Poznania:)
            *
            I jeszcze odnosząc siędo tego artykułu chciałem tylko nadmienić, że bóle zębów , czy stawów już mnie zupełnie teraz nie dotyczą. Jednak w momencie, gdy we wrześniu jadłem mięso każdego dnia (spore poświęcenie z mojej strony) u dziadków, wkrótce zęby zaczęły mnie boleć, pojawiły się trudności w zasypianiu i bardzo pogorszył się mój nastrój, choć ratowałem się sezamem, czy sałatą, mniszkiem lekarskim, liśćmi rzodkiewki oraz naciami marchwi i pietruszki wprost z ogrodu. Na koniec pojawił się katar i podwyższona temperatura. To ostatecznie skłoniło mnie do całkowitej rezygnacji z tej „superpokarmu”. Już wolę brać nie do końca naturalne suplementy B12 i D3 niż męczyć się przez coś takiego.
            *
            Pozdrawiam, życząc owocnego dnia!!!:)

            1. NotMilk 18 listopada 2012 o 21:22

              Najwazniejsze, że jest to już za nami. Nie przypuszczałem, że mięso może mieć taki wpływ na kości i zęby. Gdybym sam tego nie doświadczył, to z pewnością nie uwierzyłbym w to 😉 Tym bardziej, że jadłem to mięso w obawie o to, aby jego białko wzmacniało moje kości oraz żeby uniknąć problemów z uzębieniem.

    5. Ola 16 listopada 2012 o 18:34

      Link mi jakiś inny wskoczył, zamiast tego o inedii, nie wiem jak…
      Ten właściwy, z tytułem „Swiatlo i zycie, Light and Life, Krakow 2002 – part 1”:

      1. Ola 16 listopada 2012 o 18:38

        Ciekawa sprawa z tym linkiem, bo znowu nie ten film pokazało. Można właściwy poszukać po tytule na youtube

        1. pepsieliot 16 listopada 2012 o 21:03

          poszukam 🙂

    6. krystyna 17 listopada 2012 o 02:13

      Zgrabnie to wszystko co istotne wyłożyłas. Najbardziej podoba mi się ta wolnosć.
      Idziesz z plecakiem, nie martwisz się o gotowane, jak nie masz już w plecaku owocków, to jakąs jagódkę zawsze możesz znaleźć. Przynajmniej tak kiedys było w PL, ale wtedy gotowalismy.
      Poza tym, też uważam kuchcenie za stratę czasu, energii i zdrowia. Przerabiać to, co jest samo w sobie najlepsze?
      Zawsze jak kucharzę, takie mam mysli – po co mi to było.
      Orzeszki też najlepsze takie jakie są.

      Pozdrawiam z serca.

      1. pepsieliot 17 listopada 2012 o 10:23

        Tez Cię serdecznie pozdrawiam Krysiu, niestety zanim się zrozumie że to nie jest trudne, wiele osób rezygnuje i zostają z baterią najdroższych wyciskarek i malakserów

        1. ewa 18 listopada 2012 o 07:56

          Wczoraj zrobiłam Lackową (najwyższy szczyt Beskidu Niskiego). Co prawda zajęło mi to tylko 3h30,ale wystarczyły mi 3 banany(bo ja apetyt ogromny mam).Tydzień temu była Dzwonkówka ,na która wniosłam 2 kanapki-nie mogłam ich zjeść,za to banan smakował jak zawsze wyśmienicie.Od wiosny do wczesnej jesieni rzeczywiście żywiłam się w czasie wycieczek tylko bananami i jabłkami i tak było najlepiej.Gdy jesienią wprowadziłam chleb,zaczęła się ociężałość i tracenie formy po posiłku.
          Masz racje zatem Peps,z owoców wydziela się tylko zdrowa energia,na takim paliwie można wszystko osiągnąć.

          1. pepsieliot 18 listopada 2012 o 08:44

            ewa miodzio :)))

    7. Jah Maya 17 listopada 2012 o 11:09

      15 roślin, które po obraniu ze skórki, czy umyciu mają najmniejsze, wręcz bliskie zero skażenie środkami typu herbicydy i pestycydy.
      1. cebula
      2. słodka kukurydza, byle nie MON810 – patrz poniżej, Uwaga! akcja z GMO
      3. ananas
      4. awokado
      5. szparagi
      6. groszek
      7. mango
      8. bakłażan
      9. melon
      10. kiwi
      11. biała kapusta
      12. arbuz
      13. pataty (słodkie ziemniaki)
      14. grejpfrut
      15. pieczarki

      A kokos i inne orzechy nie są?
      W końcu mają grubą skórę…..

      1. pepsieliot 17 listopada 2012 o 15:03

        nigdzie ich nie wymieniono i mam jeszcze inną listę z zupełnie innego źródła, jest to od najbardziej skażonych do najmniej:

        Brzoskwinie
        Jabłka
        Papryka
        Seler
        Nektarynki
        Truskawki
        Wiśnie
        Jarmuż
        Sałata
        Winogrona
        Marchew
        Gruszki
        Szpinak
        Papryczki chili
        Ogórki
        Maliny
        Śliwki
        Pomarańcze
        Kalafior
        Mandarynka
        Grzyby
        Banany
        Melon kantalupa
        Żurawina
        Melon miodowy
        Grejpfrut
        Pomidory
        Brokuły
        Arbuz
        Papaja
        Bakłażan
        Kapusta
        Kiwi
        Szparagi
        Mango
        Ananas
        Avocado
        Cebula
        ale też nie wymieniono kokosa, pewnie się gdzieś w środku plasuje, ani nie najgorzej, ani nie najlepiej

        1. Jah Maya 17 listopada 2012 o 20:17

          Dziękuję. Muszę to zgłębić bo jednak sporo go używam w formie tłuszczu a dziki w Polsce nie rośnie jeszcze GMO 😉
          Wydaje mi się, że zarówno włoskie (które akurat mam organic narazie) i laskowe też nie mają tak dużo oprysków.
          Zdziwiły mnie też grzyby. Osobiście jakoś mam uraz do pieczarek petrochemia płock 😉
          Jem tylko dzikie a i tak niedużo.
          Apropo jest też coś takiego fajnego: zmielony i sprasowany miąższ tak więc nie sam tłuszcz gdyby ktoś chciał użyć. Na wypady fajny.
          http://www.spicesofindia.co.uk/acatalog/Indian-Food-KTC-Pure-Creamed-Coconut.html

        2. pepsieliot 18 listopada 2012 o 08:45

          może właśnie chodzi o to, że kokos to orzech, atutaj nie ma ani migdałów ani orzechów, tylko owoce i warzywa

    8. Ala Makota 17 listopada 2012 o 13:14

      jestem na etapie doszukiwania się braków w mojej diecie. bardzo poważnie rozważam przejście z powrotem na witarianizm, bo zauważam, że moje problemy nadal są mimo dodawania gotowanego. i sądzę, że problemy te wynikają z brakiem witaminam z gr B, chromu, być może też cynku. sądziłam, że sęk tkwił w zbyt dużej ilości owoców (bez względu na to jak dużo dobrego można usłyszeć na temat 811, to jednak nie każdemu to służy), ale nawet jak odstawiłam prawie w całości owoce, to problem był nadal. więc walić to – przynajmniej przed końcem świata najem się owoców do woli 🙂

      1. pepsieliot 17 listopada 2012 o 15:14

        Ala trzymam z Tobą i ściskam Ciebie i syneczka 🙂

    9. pepsieliot 17 listopada 2012 o 15:12

      Not Milku do niedawna Okinawczycy a za nimi wszyscy Japończycy zanim skusili się na fast foody żyli absolutnie najdłużej i mieli największe szanse obok Hunzów na śmierć ze starości. W ich diecie codziennie można było znaleźć warzywa morskie czyli algi morskie. Najdłużej żyjące istoty na świecie, w tym pewien małż (400 lat) ale cała pierwsza dziesiątka to stworzenia morskie, myślę, że to tez ma znaczenia, że życie zaczęło się w morzu. Ponieważ jestem już chyba dosć dobrze odżywiona, bo ciągle czuję się dobrze w sensie normalnie po wszystkim co zjem, a jem to co piszę wielokrotnie, więc zjem moją spirulinę do końca, bo traktuję ją jedynie jako okresowe ładowanie w żelazo, potem przez dłuższy czas jest ok i nawet o niej nie myślę. Czasami lubi ę jednak schrupać sprasowanego wodorosta.

      1. NotMilk 17 listopada 2012 o 16:48

        Rozumiem Pepsi – sam też czasami jadam trochę glonów arame, kombu, czy kombu. Maja w końcu potrzebny nam jod 😉 Jednak w przypadku spiruliny chciałem zwrócić uwagę, żeby z jej suplementacją nie przesadzać. Jednak jak spożywasz ją tylko przez krótki okres, to raczej zaszkodzić nie powinna. Tym bardziej, że nie występują u Ciebie żadne niepokojące objawy związane z jej konsumpcją.

    10. pepsieliot 17 listopada 2012 o 15:21

      Jazgotttcie jakże się cieszą, że się pojawiłaś, nie uwierzysz, ale też mi się śniłaś i mówiłaś, że stałam się strasznie komercyjna i dlatego przestałaś wpadać, broniłam się, że to jakaś pomyłka, ale weszłam na mojego bloga, a tam było jak na giełdzie, handlowałam dosłownie wszystkim 🙂

    11. Basia 17 listopada 2012 o 20:40

      Artykuł o Angelinie i jej diecie „wegańskiej” już kiedyś gdzieś mi mignal. Piękna Andżela raczej nie byla weganką, tylko anorektyczką, nie była to zbilansowana dieta, tylko jakieś soczki i głodowe porcje. W tej sytuacji nic dziwnego że nawet świński udziec jej dobrze zrobił.

      1. pepsieliot 18 listopada 2012 o 07:06

        Basia tak, ale w terapii Gersona podaje się chorym suplement – wyciąg z wątroby cielęcej

    12. Joanna Balaklejewska Wilson 17 listopada 2012 o 22:27

      Powracajac do Angeliny Joli to kobieta wiele bzdur opowiadala lacznie z tym, ze lubi pic krew swoich partnerow. Jak piekna kobieta jest po wszamaniu czerwonego miecha trzeba byloby zobaczyc na zywo a nie w TV lub po fotoshopie ( nie abym sie czepiala) Wiele zaburzen psychicznych tej kobiety lacznie z histeriami mozna zaobserwowac na planie. Daniel Olbrychski nieoficjalnie mowil jak spiepeprzony ma mozg, lacznie z pocietym cialem. Dziekuje ale podanie takiej osoby za przyklad, ktorej czerwone mieso pomoglo nie trafia do mnie. Dla mnie zjadanie trupow to ekstremum, jak zwal tak zwal. Martwe zwierzeta powinny lezec w ziemi a nie w naszych zoladkach. Nie wazne co kto mowi. Ja wiem, ze to co najwspanialsze to dieta roslinna i nie zmienie tej decyzji nigdy w zyciu
      Go vege, go raw <3
      Przepraszam za agresywny komentarz,a le juz mam dosc sluchania jak to martwe zwierze przyczynia sie do naszego zdrowia
      Cmok

    13. Shojin 18 listopada 2012 o 10:16

      Te listy coś nie bardzo mi się spodobały. Bo o ile sukcesem jest, że mango i kiwi należą do tych, co się bronią, to nieciekawie było przeczytać o skażeniu brzoskwiń i nektarynek, które w sezonie jadam na potęgę.
      ..i tutaj pojawia mi się taka prośba do Ciebie. Czy mogłabyś coś kiedyś wspomnieć odnośnie moich paru pytań? A mianowicie: czy Ty wszystko, co jesz, jest tylko organiczne/eko? Jeśli nie, to które owoce/warzywa jesz organic, a które nie (i ewentualnie gdzie się w nie zaopatrujesz – tak ogólnikowo – market, targ, itp.). I nie chciałabym tutaj jakoś wchodzić w Twoje osobiste finansowe sprawy, ale bardzo byłaby mi przydatna kwestia tego, ile Cię to kosztuje? Czyli samo jedzonko na RAW (+ to, co jesz nie na surowo, jeśli też jadasz). Wszystko jedno czy w perspektywie dnia, tygodnia czy miesiąca. Myślę, że poza mną by się znalazły osoby, które równie chętnie chciałyby jeść organiczne jedzonko i przydatne by było porównanie sobie kosztów przy jedzeniu „nie-eko” i „bardziej-eko”. Oczywiście jeśli nie chcesz publicznie poruszać tych spraw, to spoko – podpytam kiedyś na żywo, a bloga i tak namiętnie będę czytać 😉

      Ściskam owocowo i jeszcze raz dziękuję za to, co tu dla ludu niedouczonego robisz n_n

    14. pepsieliot 18 listopada 2012 o 10:30

      Shojin hejka, dużo osób mnie o to pyta, więc napiszę to i owo w oddzielnym poście, ale teraz na szybko, sporo kupuję w zaprzyjaźnionym sklepie organik ,gdzie zamawiam co tydzień i mam wynegocjowane dobre ceny, natomiast jeżeli w markecie zwykłym to kupuję te z dolnej strony, czyli odporniaki, ale na przykłąd w Lidlu jest stale dostęp do organicznych , marchew jabłka niekiedy winogrona, nie za drogie jest w stosunku do nie organicznych, najwięcej wydaję na wodę strukturalną, bo za małą 0,5 l buteleczkę płacę 2 zeta w hurcie, a rano przed śniadaniem wypijamy 6 z gregiem

    15. teżBasia 19 listopada 2012 o 14:18

      Przyłączam się do prośby Shojin i żałuję bardzo, że nie podpytałam na żywo, jak Cię kiedyś w Ro widziałam;) Moim marzeniem jest kupować i szamać tylko organic i mam nadzieję, że finansowo kiedyś w przyszłości dobiję do takiego poziomu

      1. pepsieliot 19 listopada 2012 o 17:43

        też Basia pewnie że dobijesz, szkoda że się nie ujawniłąś 🙂 cmok

        1. Basia 19 listopada 2012 o 17:46

          A ja myślałam że Ty wstydliwa jesteś i bałabym się Cię płoszyć ujawnianiem, to jak to z tobą jest Pepsinku?:)))

    16. weganwere88 26 listopada 2012 o 21:45
      1. Jah Maya 26 listopada 2012 o 23:06

        ja obejrzałem dzięki. Kurwa skandal w biały dzień!!!

    17. weganwere88 26 listopada 2012 o 21:47

      Przepraszam witam Pepsi świetny blog 🙂

      1. pepsieliot 27 listopada 2012 o 09:18

        weganwere88 dzięki bardzo, tak znam mniej więcej te filmy, ciekawe rzeczy podsyła mi dziennikarka Katarzyna Siejka, mocno zaangażowana w te sprawy, ścisk

    18. aniawita 2 grudnia 2012 o 14:48

      Właśnie zrobiłam sobie wyniki, prawie wszystkie i okazało się, że mam za mało B12 (172,8), po 11 miesiącach na surowym? Czy jest możliwy tak szybki spadek, a może zawsze miałam mało. Szkoda, że nie zrobiłam badań rok temu. Już kupiłam witaminki. Czyli wg tego co piszesz o MCV w odpowiedzi na komenta Basi, powinnam mieć górną granicę a mam 91,8, czyli norma. Żelazo 139 i reszta też OK.

      1. pepsieliot 2 grudnia 2012 o 15:58

        mogłaś mieć aniawita, jak najbardziej mniej przedtem, nie ma do czego porównać, weź szybko jakiś suplement z B12 🙂

        1. Basia 2 grudnia 2012 o 16:18

          CZeść Wam, jeżeli chodzi o morfologię i b12 to lekarz powiedział mi, że z tą morfologią jest tak, że czasami najpierw są objawy jej braku albo i nawet nie, a potem się dopiero coś w wynikach krwi pokaże (czyli to MCV). Bardzo możliwe, że jakbyś teraz Aniawita postanowiła nie brać supli to za pół roku w morfologii miałabyś podwyższony MCV dopiero.
          POzzdrawiam

          1. Basia 2 grudnia 2012 o 16:19

            Własnie chyba dlatego to jest taka zdradliwa witamina, można mieć długo morfologię w normie a organizm już na rezerwie jedzie

    19. Gosialavenda 11 lipca 2017 o 20:42

      Pepsi czy mogę na sniadanie wypijac dwa zmiksowane banany z mlekiem migdalowym 0,1% tluszczu?

      1. Pepsi Eliot 11 lipca 2017 o 20:44

        to bardzo mało tłuszczu, możesz oczywiście

    Dodaj komentarz