logo
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
180 online
52 802 837

TWOJA WITAMINA K2 mk7 TiB

TOP

Dzień | Tydzien | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum
Zanim sięgniesz po tybetańską jagodę goji …

goji_berry_plants

 Zanim sięgniesz po tybetańską jagodę goji …

Nie uwierzę, że nie słyszeliście o jagodzie goji, najpotężniejszej żywności na świecie. Że wam o tym nie wspomniał wasz fryzjer, albo żeście chociaż przez neta na goji się nie natknęli, albo wielkiego ogłoszenia na drzwiach sklepu z prawie zdrową żywnością, gałką nie złowili.

Goji zatrzymuje przecież raka, ślepotę cofa, zapalenie stawów, impotencję, a nawet łysienie, a może nawet życie wydłużyć do trzystu lat, albo i więcej, wprost proporcjonalnie do ilości goji spożycia.

Super Antyoksydant - Purple Corn 100% Organic This is Bio
TU KUPISZ Super Antyoksydant FIOLETOWĄ KUKURYDZĘ
PURPLE CORN 
100% Organic This is Bio

Taka goji może tylko przedłużać życie do dwustu lat jedynie, a to jakiś ersatz jest przecież.

W rzeczywistości istotnym elementem jagody goji i jej w sensie ścisłym najaktywniejszymi czynnikami są: absurd, androny, banialuka

Goji można kupić za bezcen w każdym lokalnym chińskim sklepie ziołowym i jest czczony w takim samym stopniu jak korzeń żeń-szenia. Bardzo dużo przypisywanych cech goji, czyli kolcowojowi chińskiemu, w zachodnim świecie pochodzi najczęściej od lycium barbarum, czyli popularnego w Chinach, kolcowoju pospolitego (podłużne, czerwone jagody o długości do 2 cm.

Są tak delikatne, że aby ich nie uszkodzić przy zbiorze – strząsa się je z krzewu, a nie zrywa), który będąc rośliną na surowo trującą w całości, ale szczególnie trującymi owocami małymi i niedojrzałymi, z objawami zatrucia podobnymi do zatrucia atropiną i solaniną i dlatego omijanym z daleka przez zwierzęta, ale faktem, że roślina ta ma wiele cech pozytywnych, w tym aminokwasy i przeciwutleniacze i inne dobra i jest spożywana (tylko gotowane owoce) w Chinach, Korei i Tybecie jako składnik zup.

Nie mniej jednak kiedy czytamy o właściwościach jagody goji, to właśnie jakbyśmy czytali o właściwościach kolcowoju pospolitego, natomiast oprócz pewnych cech antyoksydacyjnych, co posiada każdy czerwony owoc, nie ma żadnych botanicznych przesłanek, żeby owoc goji bardziej wielbić niż oko bindi, czyli trzecie oko, czerwoną kropkę na czole Hinduski.

?

Chińczycy nazywają goji Gou Qi Zi, gdzie sylaba Qi wymawiana jest jako chi, co później fonetycznie przełożone na angielski, staje się goji.

Gdzie tak naprawdę możemy znaleźć goji?

Można pytać w sklepach ze zdrową żywnością, gdzie goji kosztuje majątek, ale nie będzie łatwo uzyskać odpowiedź, bo raz, że faktycznie sprzedawca może tego nie wiedzieć, a dwa, że jakby wiedział, to być może zechciał by się jednak rozminąć z prawdą, bo goji z łatwością rośnie prawie na całym świecie, chociaż faktycznie najobficiej w Chinach.

Jednak na każdym kroku będziesz mógł uzyskać zapewnienia, że to jedyne i prawdziwe goji, rozwija się tylko w obfitych ilościach, wśród dziewiczo czystych wzgórz Tybetu i Himalajów.

Tybet & goji ?

Dziennikarz śledczy Simon Parry (dziennikarz South China Morning Post) rzeczywiście udał się do Tybetu w poszukiwaniu magicznych jagód goji i to wybrał się do samego epicentrum, regionu reklamowanego tłustą czcionką przez firmy z ojczyzny Autentycznie Tybetańskiej Goji.

Autentyczna Tybetańska firma, przedstawiająca na witrynach sok z goji, jako szybki zastrzyk i podpierająca się certyfikowanymi wypowiedziami lekarzy, odmówiła jednak Parryemu wszelkich informacji, gdzie niby ich jedyne goji można znaleźć.

Udał się więc do sklepu w Lhasie, który obficie zaopatrywał medycynę tybetańską, żeby się dowiedzieć, że nikt tu nigdy nie słyszał o tybetańskich jagodach goji, tym bardziej jako tradycyjnego leku. Nikt nie miał pojęcia o magicznym goji, które było przecież eksportowane na masową skalę obecnie do Stanów i na cały świat i tym dziwniejsza okazała się ta informacja dla wędrowca tybetańskiego, który podróżował per pedes po himalajskich bezdrożach i przenigdy nie spotkał się z tym owocem, pokazanym mu na zdjęciu przez dociekliwego Simona Parryego.

Hodowca świń, który zaprowadził Parryego do sklepu z medykamentami zielarskimi, był mocno zakłopotany w interesie dziennikarza. Czasami, przy wielkim urodzaju, mogą pojawić się jakieś ilości owoców goji, możemy je wtedy zebrać i próbować sprzedać w mieście, ale Tybetańczycy nie kupują ich, po prostu te, które tutaj w niewielkich ilościach rosną zostawiane są dla ptaków.

Kiedy dowiedział się od żurnalisty, że ludzie na Zachodzie zapłaciliby równowartość 140 juanów za niewielką torbę z jagodami, zatrząsł się ze śmiechu i powiedział: ludzie tam muszą być bardzo dziwni.nabity wbutelkę

Dlaczego więc akurat Tybet został wybrany przez zachodnich marketerów jako geograficzną siedzibę goji pozostaje tajemnicą?

Pomimo, że to dom jednego z bardziej nieszczęśliwych narodów Ziemi, z niską średnią życia sześćdziesiąt lat, gdzie wśród jednej trzeciej rodzin, przynajmniej jeden członek rodziny jest niepełnosprawny, gdzie śmiertelność niemowląt jest większa niż jedno na dziesięć, a analfabetyzm dorosłych po prostu poraża.

Jednak w oczach przeciętnego człowieka zachodu Tybet pozostaje nadal alternatywą, kulturą wyboru, rodzaju zaawansowanego płaskowyżu o nieuszkodzonej wiedzy.

Zbocza Tybetu według zachodniego pospolitego myślenia przesiąknięte są jakby rozmaitymi starożytnymi mądrościami, któreż to mądrości jednak najwyraźniej nie przełożyły się na los własnych nędznych mieszkańców.

Całkiem możliwe, że współczesna obsesja mądrością Tybetu i jego długowieczności opiera się nawet w mniejszym stopniu na prawdzie niż w opublikowanej w trzydziestym trzecim roku powieści Jamesa Hiltona Zaginiony Horyzont, gdzie realne Shangri-La odwiedzane każdego roku przez tysiące ludzi Zachodu z plecakami, pochodzi jednak od fikcyjnego miejsca w książce.

Ale magia goji nie ogranicza się do Płaskowyżu Tybetańskiego, a raczej do całych Himalajów i bezpośredniego ich otoczenia, a ten przecież raczej słabo dostępny region dla ogółu, bardzo dobrze nadaje się na magiczną kolebkę, o czym dobrze wie dr. Earl Mindell, ojciec współczesnego kultu goji.

Dr. Earl Mindell mówi o sobie, jako o wiodącym światowym dietetyku. W 2003 roku rzeczony opublikował pracę pod tytułem Tajne Zdrowie Himalajczyków, a któryż to doktor okazał się sprzedawcą goji, poprzez bardzo rozbudowany MLM (wielopoziomowy marketing).

Dodatkowo podczas kanadyjskiego wywiadu telewizyjnego dr. Earl Mindell stwierdził, że jagoda goji jest lekarstwem na raka i że zostało to udowodnione, poprzez badania w prestiżowej Memorial Sloan-Kettering Cancer Centre w Nowym Jorku, gdy w rzeczywistości, według strony internetowej Sloan- Kettering takiego badania nigdy nie przeprowadzono.

Prawie wszystko co „dr” Mindell powiedział o soku goji wydaje się być kompletną nieprawdą

Jedynie informacja, że goji jest średnim przeciwutleniaczem, jak każdy czerwony owoc jest z pewnością prawdą.

Reszta jest smutnym marketingiem, do tego prawie każdy może sobie goji wyhodować we własnym przydomowym ogródku, może zamiast czerwonej porzeczki, tylko po co?

Zawartość witaminy C jest rzeczywiście porównywalna do jej zawartości w owocach cytrusowych i truskawek, ale z kolei znacznie niższa niż dla wielu innych owoców i jagód, w tym kozy, czyli Śliwki Australijskiego Kakadu.

Strona dr Mindella kontynuuje:

„W kilku grupach z osobami starszymi goji berry podawano raz dziennie przez 3 tygodnie i zaobserwowano wiele korzystnych rezultatów na poziomie komórkowym”
Naprawdę? Jakie to by ły badania dokładnie i kto je przeprowadzał? Jednak stosownego linka, lub przynajmniej jakichś adnotacji nie przedstawiono.

I jeszcze raz:

„Słynny Li Qing Yuen, który podobno mieszkał w Tybecie, dożywszy wieku 252 lat, spożywał jagody Goji codziennie. Życie Li Qing Yuen jest najlepiej udokumentowanym znanym przypadkiem skrajnej długowieczności”.

Okazuje się, to gówno prawdą, gdyż żywot Li Qing Yuen jest nie więcej „dobrze udokumentowane” w realnym świecie niż życie Hobbita. W 1933 roku magazyn Time wzmiankował, że jeżeli ten facet rzeczywiście istniał i jeżeli to był on, to wyglądał jak przeciętny chiński sześćdziesięciolatek, który do tego mówił: miej spokojne serce, siedź jak żółw, chodź jak gołąb i śpij jak pies, cokolwiek zaś miał na myśli ów matuzalemowy starzec, nie wspomniał ani słowem o tym, że miałby jagody goji pożerać kiedykolwiek.

I obecnie tylko w sklepach ze zdrową żywnością ten ponad dwustu pięćdziesięcioletni mężczyzna, jest uznawany za pasjonata goji, a wszędzie indziej jest tylko wiejską legendą.

Na innej zaś stronie w necie Australia Goji czytamy:

Wiesz, że przeciętna kobieta z plemienia Hunza żyje sto lat? Jej sekret? Ależ to jagoda goji.
To oczywiste bzdury.

Choć Hunza nie prowadzą świadectw urodzenia, co utrudnia ustalanie ich dokładnego wieku i najwyższe wiarygodne oszacowanie średniej wynosi 90, co i tak nie jest najgorzej, to i tak wiadomo, że Hunzowie kochają morele, no i migdały, ale już utrwala się nieprawdę, że to jagody goji, są tym magicznym przedłużaczem Hunzów życia.

Doszło do tego, że Internet, który sprawia wrażenie takiego niezależnego, tyle tam mamy informacji, że można obiektywnie wybierać do woli, że jak usuniemy strony stricte sprzedażowe, to prawda będzie płynąć wartkim strumieniem, ale jednak nie.

Po pewnym czasie w Internecie może się utrwalić taki sam przesąd jak w klechdach przekazywanych sobie w przeszłości z pokolenia na pokolenie.

Do tego, gdy codziennie znajdziesz w swojej skrzynce kilka ulotek o goji, a pani doktor właśnie popija sok, przecież nie zaszkodzi, a Twój fryzjer dorabiający w MLMie chętnie Ci do domu podrzuci buteleczkę niby wellness, to dlaczego masz nie wierzyć?
Goji robi wrażenie.

(wiele informacji zaczerpnęłam  od Jacka Marxa, australijskiego dziennikarza śledczego) 

nabiuty w butelkkę 4

Oprócz tego jagoda goji to poważny alergen i zawsze należy zrobić próbę, kiedy jednak zdecydujemy się na jej zakup, przed spożyciem.

Czerwona wysypka na całym ciele, obrzęk dziąseł, czyli typowe objawy alergenu, odsyłam zainteresowanych na stronę po googlowskiej translacji: tutaj

Jak się domyślamy odliczając tę jagodę goji, którą wyhodowałeś w swoim ogródku, cała pozostała tybetańska goji pochodzi z plantacji chińskich i zdarza się, że Chińczyk stwierdzi, że jak na tybetańską goji, to po wysuszeniu jest jakby za mało czerwona i dosypie trochę farbki karminowej, na którą możesz właśnie być uczulony, a niekoniecznie na jagodę.


JA I PSZENICABlog pepsieliot.com nie jest jedną z tysięcy stron zawierających tylko wygodne dla siebie informacje. Przeciwnie, jest to miejsce, gdzie w oparciu o współczesną wiedzę i badania, oraz przemyślenia autorki rodzą się treści kontrowersyjne. Wręcz niekomfortowe dla tematu przewodniego witryny. Jednak, to nie hype strategia, to potrzeba.

Rzuć też może gałką na to:

Dobre suplementy znajdziesz w naszym Wellness Sklep


Disclaimer:
Info tu wrzucane służy wyłącznie do celów edukacyjnych i informacyjnych, czasami tylko poglądowych, i niekoniecznie wyraża zdanie założycielki bloga, tym bardziej nigdy nie może zastąpić opinii pracownika służby zdrowia. Takie jest prawo i sie tego trzymajmy.


(Visited 245 789 times, 4 visits today)

Powiązane artykuły

  1. Joanna Balaklejewska Wilson 20 kwietnia 2013 o 13:24

    Goji brzmi bardzo ” zagranicznie” i dlatego ma takie powodzenie hehe.. My sie nia zajadamy a ostatnio w naszym ogrodzie zasialismy ” ksiezniczke” Po prostu lubimy, na szczescie nie mamy alergii. Sunny sobie upodobal goji bardziej od innych jagod tak wiec u nas sie zadomowily na dobre. Tak niestety jest Papsiaku ludzie szukaja w Tybecie, czy na krancu swiata a u siebie maja niezwykle rosliny np, zwykle ( niezwykle ) czarne jagody, ktore sa doskonale i o wiele wartosciowsze. ” Swego nie znacie, cudze chwalicie” – Ot – jablko..a ludziska bladza wzrokiem za jakas hurma wschodnia, Cyfomandra itd. Im dalej tym lepiej .. to sie chyba tak latwo nie zmieni.

    1. pepsieliot 20 kwietnia 2013 o 18:24

      borówka amerykańska to świetna szama, ale niestety jest bardzo wrażliwa na sztuczne opryski, w sensie, że potem truje ludzi. Natomiast nasza borówka leśna jest też dobra, ale z kolei ludzie się boją, że mógł ją wściekły lis obsikać. Chociaż całe dzieciństwo zajadałam się borówką w Mszanie Dolnej i jakoś się udało przeżyć.

      1. Martasek 22 kwietnia 2013 o 22:28

        Ja nie rozumiem, to nie wystarczy umyć, jak już ktoś się tak boi? Ja też całe życie jagody prosto z krzaka i bez mycia jadłam i nic mi nie było. W Niemczech ta sama panika – tu po lasach rośną połacie czosnku niedźwiedziego (teraz sezon i się zajadam – ma sporo żelaza ponoć :-)), po prostu gdzie nie spojrzysz, tam rośnie. Większość ludzi tu takiego z lasu nie zerwie, bo może być przez lisa obsikany, muszą w sklepie kupić. Umytego też się boją, czy jak?
        Ja mam schizę za to taką, że w moim ogródku lubią sobie dzikie koty toaletę zrobić, a to na sałatkę, a to na truskawki… Koty za to na co innego chorują…. I kurcze, co z tego, że własne i bio i niby można by bez mycia dla B12 zjeść, jak te kocie kupy dookoła i mam pietra… więc myję. :-/

        1. pepsieliot 20 czerwca 2013 o 07:58

          Trzeba 10 minut moczyć, a potem jeszcze spłukiwać pod bierzącą wodą

          1. Mendel 17 listopada 2013 o 11:58

            próbujesz być guru a piszesz „bierzącą” wróć do szkoły

        2. Piotr Kierus 29 marca 2015 o 20:40

          kot nie pies – nie sika na krzaki.

          1. Kris 26 stycznia 2016 o 22:12

            czep sie kota ….guru ortografii, nie podoba sie nie czytaj lub czytaj wyborcza

        3. Pulsar 26 stycznia 2016 o 15:26

          Ja nigdy nie wierzyłam w lisie siki, zjadłam w życiu tony leśnych jagód z krzaczka. Bąblowca i jego jaja, rozsiane we mnie, odkryto dopiero kiedy miałam już objawy guza mózgu. Więc potwierdzam, TO istnieje 🙂 Ale też można się TEGO pozbyć, bez chemicznych trutek i bez operacji.

          1. grzegorzadam 26 stycznia 2016 o 19:20

            A mogłabyś podzielić sie sposobami likwidacji bąblowicy?

            pozdrawiam

          2. Pulsar 27 stycznia 2016 o 18:06

            Trafiłam do rewelacyjnego gabinetu w Oławie, w którym przy okazji wstawiania stawu biodrowego zrobiłam badanie na dobrej maszynie do biorezonansu. I ta właśnie maszyna mnie uwolniła 🙂 Plus wit. C, nalewka z orzecha i duże ilości wody z BioVitalizera. Oprócz bąblowca było dużo pleśni w 3 rodzajach. Na początku wszystkie objawy nasiliły się, zaniki pamięci stały się tak duże, że wszystko zapisywałam na karteczkach. Mniej więcej po połowie zabiegów był przełom, po którym wszystko zaczęło się zmieniać. Zniknęły potężne cysty z piersi, zniknęła depresja, myśli samobójcze, autoagresja. Czuję się tak, jakbym dostała drugie życie 🙂

          3. grzegorzadam 28 stycznia 2016 o 09:19

            Bravo!!!

            Czyli to co mówimy w ‚kółeczko’ :

            – biorezonans porządny, test obciążeń
            – Odrobaczanie, odgrzybianie (metody rozmaite)
            – alkalizacja (woda alkaliczna, soda, potas)
            – potem witaminy i minerały

            Metody różne, ważne aby były skuteczne!

            pozdrawiam serdecznie 🙂

          4. pepsieliot 28 stycznia 2016 o 11:10

            Grzegorz to info musimy wziąć jakoś w kółeczko!!!!

          5. grzegorzadam 28 stycznia 2016 o 09:25

            @Pulsar
            Jakbyś mogła szerzej opisać, metody itd.
            Bardzo ciekawe i budujące 🙂

          6. grzegorzadam 28 stycznia 2016 o 11:36

            pepsieliot
            28 STYCZNIA 2016 @ 11:10

            Grzegorz to info musimy wziąć jakoś w kółeczko!!!!
            =====================================

            Info @Pulsar to po prostu rewelacja!

            Było już wiele takich historii na blogu, nie skopiowałem, teraz nie znajdę. 😉
            Czyli śp. Hulda Clark i Rosjanie maja rację szukając przyczyn w działaniach ‚obcych’..

            I zawsze ma to związek z zakwaszeniem, idealnym środowisku dla nich.
            W temacie WU pisałem, że gościa kilkanaście lat ”leczyli” na schizofrenię, a toczył go tasiemiec!
            Zwykły robal!
            Usunięcie powoduje remisję i wszystko wraca do normy..

            J. Lebiediew, wyleczył się z agonalnego raczyska, a zmarl w wypadku drogowym…
            Są jego 3 książki > fragment :

            ==Choroby, o których przez wiele lat słyszeliśmy, że związane są z wiekiem i dziedzicznością (uwarunkowane w DNA od urodzenia), świetnie się leczy. Z powodzeniem można leczyć stwardnienie rozsiane w początkowym stadium (podmorem zmieszanym z 20-procentowym wyciągiem z propolisu). Chorzy, którzy ściśle przestrzegają odżywiania makrobiotycznego i wykonują pierwsze trzy schematy, stłumiwszy inwazję glist, szybko osiągają poprawę. Bez większego trudu można leczyć porażenia układu sercowo-naczyniowego. Zmiany w mięśniu sercowym i zastawkach, skręcenia naczyń i stenokardia pojawiają się w efekcie wieloletniego oddziaływania infekcji i robaków.

            Neuropatologię zaliczaną do nieuleczalnych dystonii wegetatywno-naczyniowych (nerwica serca) należy przekazać w ręce parazytologów i specjalistów od chorób zakaźnych.

            Spotkałem się ze wstrząsającymi przypadkami wieloletnich strasznych chorób dziedzicznych, na które umierały całe rodziny, a których powodem były robaki. Histeria, ciągłe bóle głowy, napady padaczkowe w większości przypadków prowokowane są przez różne rodzaje glist i ich larwy. (!!!)
            Po pozbyciu się przez chorych robaków i po pełnym przywróceniu czynności wątroby choroby znikają na zawsze!!!==

            Suplementacje bez dehelmintyzacji (odrobaczania) nie maja sensu.
            Czasami wszystkie dobroczynne substancje odżywcze, mówiąc kolokwialnie ‚kradną’ nam robale! 😉

      2. Gaja 19 września 2013 o 23:06

        Kto pryska borówkę amerykańską? chyba tylko idiota, który nie wie co robić z pieniędzmi. Uprawiam amatorsko borówkę na działce (mam ok.2tys, krzaków) od prawie 30 lat. Pierwsze sadzonki kupowaliśmy od osoby, która ją niejako wprwadziła na polski rynek i jako pierwsza napisała o niej pracę magisterską. Borówki się nie pryska bo jest odporna !!!
        Można jeść nawet nie mytą (jeśli się wie z jakiego obszaru pochodzi) Owszem podsypuje się nawozy, ale to do gleby i to jest dla krzewu tak jak witamina dla człowieka. Nie słyszałam o wypadku, żeby ktoś się struł borówką.

      3. goja 19 marca 2014 o 20:48

        1) Wścieklizna przenosi się pzrez ugryzienie- drogą ‚do krwi’, a nie pokarmową – patrząc na ogien, nie zostaniemy spaleni. 2) lisek został znacznie wybity kilka lat temu, 3) obsikać moze ktos przypadkiem – w pilnej potrzebie, trzeba to zrozumieć….

        1. pepsieliot 20 marca 2014 o 09:17

          Goja, a te drugie fatalne pasożyty, które roznoszą lisy, a ujawniają się dopiero po kilkunastu latach?

          1. Sirielle 2 października 2014 o 21:04

            Chyba chodziło o bąblownicę, to roznosi lis – i nie tylko: http://pl.wikipedia.org/wiki/B%C4%85blowica

    2. jarek 2 października 2013 o 16:40

      Mindell – Schwindel…i wszystko jasne

      1. pepsieliot 2 października 2013 o 19:10

        🙂

  2. Frania Zacietrzewiona 20 kwietnia 2013 o 13:50

    Jedni uznają Goji za najzdrowszy owoc świata inni acai….. zapewne zależny to od tego, kto na czym zarabia 🙂

    1. pepsieliot 20 kwietnia 2013 o 14:56

      Franiu, gdybyś przygotowała podobny materiał, jak ja o goji i poświęciła na to kilka godzin, być może bardziej poważnie odpowiedziałbym Ci na Twój laicki komentarz, jednak powiem tylko w skrócie, gdyż na opracowanie infa o acai poświęciłam również wiele godzin, acai nie wyrośnie w Twoim ogrodzie zapewniam Cię, chyba, że masz działkę w amazońskim buszu, gdyż TYLKO TAM rośnie, po drugie, to już jest wiedza laicka, wiadomo, że im bardziej jagoda ma kolor fioletowy tym jest silniejszym antyoksydantem, po trzecie na jagodzie acai przeprowadzono dziesiątki badań in vitro, ale również na zwierzętach i na ludziach, więc nie zgodzę się z tym niesprawiedliwym porównaniem, zresztą jest kilka niesamowitych super foodsów w tym baobab, surowe kakao, spirulina i są na to udokumentowane dowody.

      1. Frania Zacietrzewiona 21 kwietnia 2013 o 18:48

        Pepsi a zauważyłaś emotkę na końcu mojej małej pisaniny? To taka mała zaczepka, wiem że język pisany nie oddaje emocji a w zasadzie odbiera się go dowolnie. Jakbym wiedziała, że sprzedajesz acai to bym tego nie napisała, nawet nie szukałam Twojego sklepu, to tylko luźna uwaga nie skierowana do Ciebie bezpośrednio. Pozdrawiam

        1. pepsieliot 21 kwietnia 2013 o 18:49

          ja nie sprzedaję, tylko moja firma 🙂

          1. pat 14 sierpnia 2013 o 10:24

            no to wszystko jasne. kolejny artykuł, na którego czytanie straciłam kilka minut. niczego nie dowodzi, tylko wytyka brak dowodów…

      2. anna nowak 11 czerwca 2013 o 10:34

        Kilka godzin wystarczy na takie wnioski!?…hmmm…ja jak chcę się naprawdę czegoś dowiedzieć, to znacznie więcej czasu poświęcam na szperanie. Mam pytanie…przytoczony dziennikarz to ktoś znajomy, czy pierwszy lepszy artykuł, na który trafiłaś? Pozdrawiam

      3. cantatronic 14 listopada 2013 o 21:27

        Jak widać na działanie Jagód Goji też są dowody:

        http://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0271531708002510

  3. Katarzyna 20 kwietnia 2013 o 14:37

    jejku jak ja nie lubię Twojego stylu pisania:):)…ale musze Ci przyznac że piszesz mimo wszystko z sensem ,z prawdą !Wiec dziękuje Ci za to bardzo!

    1. pepsieliot 20 kwietnia 2013 o 16:11

      Katarzyna hejka 🙂

    2. iGrażka 23 kwietnia 2013 o 13:50

      a ja uwielbiam Twój styl,co ty na to?
      teraz czytam książkę,jest super! śmieję się cały czas pod nosem,a raz mi się łezka w oku zakręciła…

      1. pepsi 23 kwietnia 2013 o 16:38

        iGrażka bardzo Ci dziękuję za te słowa, bardzo i ścisk 🙂

    3. Jacek Sparow 30 lipca 2013 o 18:22

      a ja tam lubie styl kung fu heeeeh 🙂 styl jak styl, mala kondensacja powierzchownej wiedzy, z wprost kopiuj /wklej informacji z Wikipedii, ale liczą sie chęci.

      1. pepsieliot 31 lipca 2013 o 05:32

        Jacku mińimalna wstawka ne dotycząca meritum, gdyz akurat niejadalnego na surowo kolcowoju, jest tylko małym i nie istotnym dopełnieniem tematu, który został opracowany przez dwóch dziennikarzy śledczych, niezależnych. Zrobiłam też wstawki ze społecznościowego forum, ale tylko dla dopełnienia tematu.

  4. Gatita 20 kwietnia 2013 o 19:13

    W życiu goji w ustach nie miałam, dobrze wiedzieć, że nie muszę koniecznie 😉

    1. pepsieliot 20 kwietnia 2013 o 20:31

      ja się niestety dałam nabrać i kupowałam te droższe koniecznie tybetańskie 😀

  5. Basia 20 kwietnia 2013 o 19:20

    Dobra robota, ja zawsze staram sie sprawdzac czy dane zarcie jest warte swojej ceny, ale to naprawdę trudne. Teraz kupiłam młody jęczmień w porszku, chlorelle i acai i mysle ze te akurat są warte swojej ceny, kupiełam też minerały SCHINDELE’S i tu nie jestem do konca pewna moze wiesz cos na ten temat? Wydają mi się okej mają duzo sladowych pierwiastków ale jednak duzo tleku glinu i krzemu.

    1. pepsieliot 20 kwietnia 2013 o 20:33

      Basiu ne znam tych minerałów, spojrzę na nie:)

    2. leczyk 8 lutego 2014 o 11:10

      A ja wam wszystkim mówię, że wszystkie te cudowne witaminy, przeciwutleniacze, minerały
      można znaleźć w naszych polskich owocach i warzywach i to w takich ilościach o jakich chińczykom się nie śniło. Poczytajcie sobie o śliwkach, jabłkach, ogórkach,marchwi szczególni przyłóżcie się do buraków za grosze.

  6. ewa 20 kwietnia 2013 o 20:25

    Ha ! Ja również swego czasu padłam ofiarą goji ,zeżarłam tego dwa kilo . Jednak z powodu braku efektów zaprzestałam,Ciągle poszukuję jakiegoś suplementu z dużą ilością antocyjanów ponieważ moje siatkówki ledwie dyszą i muszę to koniecznie uzupełniać bo nie mam na razie możliwości zjadać 2 szklanek dziennie świeżych jagód, borówek czy innych buraków za którymi akurat nie przepadam.
    Był swego czasu preparat polski z borówek z ilością 46% antocyjanów jednak zastał wycofany z rynku, pozostały klariny i inne które mają po 2%do 5 % antocyjanów, branie tego mija się z celem bo więcej antocyjanów mają moje mrożone truskawki z ogródka.
    Teraz zasadzam się na jagody acai ,nie wiem czy to ma jakiś sens. Generalnie przyznaje się bez bicia że w ogóle nie wierzę w żadne suplementy i super foodsy ale robię to wszystko z tego samego powodu z jakiego ludzie chodzą do kościoła tzn na wszelki wypadek ,żeby kiedy już oślepnę albo zachoruję na raka nie mieć do siebie pretensji że nie zapobiegałam ,nie łykałam gree nsa ,lnu,śmestu ostropestu i gorzkich migdałów z b17 , goji oraz spiruliny. Jakoś ciężko mi pojąć że jakieś suche wiórki z owoców i warzyw są lepsze od świeżego jabłka czy kapusty eko z mego ogrodu. Tak naprawdę wierzę w zielarstwo i ogrodnictwo permakulturowe (które daje naprawdę cudowne warzywa) tym się zajmuję to moje pasje, a te wszystkie wielkie tabletki traktuję raczej jak ubezpieczenie w Warcie czy świeczkę przed ołtarzem. ;).
    A co do poprzedniego postu o pasieniu zwierząt witaminami i ich pseudo zdrowiu . Powiem krótko HA HA HA HA. Koleś który to pisał chyba nie miał zbyt wiele wspólnego z produkcja zwierzęcą choć twierdzi inaczej.Jestem z wykształcenia rolnikiem bywałam w rzeźniach wiem jak wyglądają narządy wewnętrzne tych super zdrowych zwierząt pasionych na chemicznych witaminach, uwierzcie mi one nie są zdrowe, podawanie zwierzętom dużych dawek witamin nie odbija się na nich dobrze. Pamiętać należy również o tym jak są intensywnie eksploatowane ich organizmy .W naturze krowa żyje nawet do 20 lat w dobrym zdrowiu łazi sobie i wyrównuje braki jadając własnie to czego najbardziej potrzebuje, w hodowli na tzw mleko krowa nie dożywa 10 lat mimo tych super witamin. Wszystkie te witaminy nie są podawane w trosce o zdrowie zwierząt tylko o efekt ekonomiczny. Dużo by o tym pisać ,ale jak ktoś chce to ja mogę długooooo.
    Pozdrawiam ewa vel lolasomer.

    1. pepsieliot 20 kwietnia 2013 o 20:42

      jak widać jest wiele poglądów na ten temat, ja mam swój sprawdzony a sobie w 100 %, po prostu mój organzm musi dostać wielką dawkę żeby coś przyswoić i dlatego nie choruję i mam idealną odporność tylko jak robie 2 kuracje w roku greensami, kiedy tego nie robię zaraz choruję chociaż odkad pamiętam jestem wegetarianką i w”aściwe weganką i to nie pomaga. gosć cokolwiek nie powiedzieć jednak ńie jest idiotą, gdyż jednak zostal do Nobla nominowany, więc mówenie, że gada bzdury ne do końca musi byc strzałem w 10, co nie znaczy, ze rzeczywiscie zwierzęta są armione głownie antybiotykami i tuczone okropną strawą, wiec nawet mineraly tutaj navwele się ne zdają, po drugie Polska i USA to jednak inne standardy, w końcu póki co to pierwsza gospodarka na świecie

  7. Basia 20 kwietnia 2013 o 22:14

    Po tekście tego lekarza, rozmawiałam z siostrą, ma konia któremu daję rózne oleje minerały, nawet B12, i sierść ma teraz świetną, az nie mozemy się napatrzeć w porównaniu do zeszłej wiosny. Jej trener strasznie dba o konie , badania krwi dwa razy w roku itp, najlepsze suplementy chociaż pasze tez mają dobrą, to to im pomaga.

  8. pepsieliotPepsi 20 kwietnia 2013 o 22:33

    No właśnie chyba jestem przypadkiem takiego konia 🙂

  9. Olga 20 kwietnia 2013 o 22:55

    Dzięki za info bo miałam już taką myśl, żeby tą goją obsadzić skarpy jak taka jest super i swietnie rośnie w naszym klimacie 🙂 W temacie supli, to piłam wyciąg z ziół( alveo) parę lat temu i przez dwa lata nie chorowałam, nie miałam nawet opryszczki, a wcześniej to była moja zmora. Teraz po 1,5 roku na diecie wegańskiej też mam ją z głowy. Na temat jagód taki filmik widziałam dr.Gregera http://www.youtube.com/watch?v=eWT3a5tm29c&feature=player_embedded.

  10. jagodzianka 21 kwietnia 2013 o 13:15

    Niestety nie zgadzam się z opinią autora tego postu.
    Rozumiem rozgoryczenie tej osoby wynikające z faktu „nabicia w butelkę”, jak się domyślam jagody były zakupione w jakiejś wielkiej sieci handlowej, zapakowane także przez jakąś wielką firmę, typu sante lub olvita ? Chyba tylko na nich widziałam ściemy typu: „jagody z tybetu” No i ciekawi mnie też czy próbowała pani owoców z innych źródeł i ile razy w ogóle zakupiła pani jagody goji ?
    Z mojego doświadczenia wynika, że duże firmy idą na ilość nie na jakość, sprzedając jagody najniższej jakości, małe, nie słodkie, konserwowane siarką, ogólnie kiepskie, a przecież wiadomo, że większy owoc posiada więcej składników odżywczych. Należy zdać sobie sprawę, że żyjemy w Polsce, gdzie mało komu zależy na jakości, wszyscy patrzą tylko na cenę, dlatego importerzy zalewają rynek badziewiem i nie dziwie się że ludzie potem narzekają, że to nie słodkie, że to małe, że to pozbawione jakichkolwiek właściwości.
    Rzecz chyba oczywista, że cena zależy od jakości.
    Kluczem tutaj jest edukacja, ponieważ nie wszystkie jagody są takie same !! Niestety duże firmy korzystają z niewiedzy konsumenta wciskając mu kiepską jagodę w wysokiej cenie i w ładnym opakowaniu…
    Jednak są w Polsce producenci/sklepy gdzie można dostać jagodę dorodną i wysokiej jakości, bez ściemy typu tybet i bez konserwantów, zazwyczaj jagody takie są o kilka złotych droższe, jednak warte swej ceny.
    Wiersze typu, że to wszystko ściema są co najmniej nierozsądne, rozumiem, że pisanie kontrowersyjnych postów jest dobrym sposobem na zdobycie popularności.
    Jednak nie dam sobie wmówić, że jagody nic nie dają, ponieważ pomogły już całej mojej rodzinie na wielu płaszczyznach. Odkąd zaczęłam je stosować, przez ostatnie 2 lata miałam najwyżej katar. Lista znajomych którym też coś dały jest długa…
    Dlatego może warto zrobić dobre rozeznanie, zanim wyciągnie się pochopne wnioski…

    Pozdrawiam

    1. pepsieliot 21 kwietnia 2013 o 17:37

      Można się nie zgadzać, ale co to da? To nie jest moje dochodzenie, tylko australijskiego dziennikarza śledczego Jacka Marxa i wystarczy sobie zobaczyć w Wikipedii zawartość witaminy C i innych pro zdrowotnych składników i porównać z cytrusem, czy truskawką. Jesteś widzę uczuciowo związana z jagodą goji, więc nie zamierzam Cię do niczego przekonywać. Mój blog to właściwie same kontrowersje, gdyż ja właśnie jestem kontrowersyjną osobą i nieustająco dochodzę mojej, podkreślam mojej prawdy, zapraszam więc na inne blogi, które są bardziej prawomyślne i jednomyślne, pozdrawiam

      1. Frania Zacietrzewiona 21 kwietnia 2013 o 18:40

        Pepsi czy Ty korzystasz z Wikipedii przygotowując materiał?

        1. pepsieliot 21 kwietnia 2013 o 18:48

          nie Franiu, nigdy, chyba, że sprawdzam pisownię 🙂

          1. Frania Zacietrzewiona 21 kwietnia 2013 o 18:49

            Ufff

      2. irolka 29 grudnia 2013 o 19:33

        ja na przykład jestem uczulona na truskawki a na owoc goii nie więc dlaczego mam sobie odmawiać gdy są równie dobre jak na przykład żurawina.

  11. Frania Zacietrzewiona 21 kwietnia 2013 o 19:04

    Wysiałam z 50 nasionek różnych cudeniek egzotycznych bardziej lub mniej, w tym drzewko truskawkowe (jadłam owoce kiedyś w Maroko, pyszności doprawdy), Goji też. Wykiełkowało jedno, jakiś krzew ozdobny, cieszyłam się bardzo, do dzisiaj. Zawsze to mogę się pochwalić, że cokolwiek sama wyhodowałam. Małą zieloną roślinkę pożarł mój kot. Została rzeżucha, która jakoś się udaje. Acai nie będę miała 😉 ale za to borówkę amerykańską i owszem, ale kupię sadzonki.

    1. Martasek 22 kwietnia 2013 o 22:17

      Borówka amerykańska potrzebuje kwaśnej ziemi, takiej torfowej, inaczej nie będzie owocować i uschnie. I muszą być minimum 2 koło siebie, żeby się zapylały, inaczej też owocków nie będzie. Wypróbowane na błędach i gliniastej ziemi u moich rodziców. 🙂 W takiej gliniastej ziemi trzeba wykopać naprawdę spory dół i wrzucić ze 3 wielkie wory torfu na 1 krzaczek. U mnie w ogródku glina, więc mi się nie chce majaczyć, poza tym, jak się głębiej zastanowić, to czy ja wiem co do tego sklepowego torfu dosypali… i potem jeść borówki wyhodowane na nie wiadomo czym… Trzeba by torf z pewnego źródła mieć najlepiej. Za to porzeczki, malinki, sałata i szpinak na glinie mi pięknie rosną, choć tyle w tym dobrego :).

      1. pepsieliot 23 kwietnia 2013 o 08:31

        Martasku dzięki za info , ja jeszcze nic nie posadziłam w tym roku i nie wiem, czy nie za póxno, mam na myśli szpinak i salatę

        1. Martasek 23 kwietnia 2013 o 10:23

          Nie jest jeszcze za późno, ja wysiałam dopiero jakiś tydzień temu. Szpinak siejesz do końca kwietnia, sałatę to zależy od odmiany, średniowczesną masłową i lodową do k-ca czerwca, karbowaną nawet do k-ca sierpnia. Nie pamiętam jak z rzymską, bo mi nasiona wyszły. Tak więc spokojnie, masz jeszcze dużo czasu :). Mi jeszcze świetnie rośnie na glinie rukola – siać można całe lato. Powodzonka!

          1. pepsieliot 23 kwietnia 2013 o 12:49

            Martasku bardzo dziękuję, bo ja mam właśnie glinę , ale też własny kompost organiczny właściwie

      2. Gaja 19 września 2013 o 23:24

        Starsze odmiany borówki trzeba było rzeczywiście sadzić po dwie, ale to zamierzchłe czasy. Niektórzy sprzedawcy wciskają taką informację żeby więcej sprzedać. Ale można też posadzić jedną i też da owoce! Musi mieć tylko odpowiednią glebę kwaśną zbliżoną do leśnej i wodę. W starszych krzewach dobrze jest wyciąć stare pędy – będą ładniejsze i większe owoce. Przy sadzeniu, do dołka pod borówkę dobrze jest dać KWAŚNY torf wymieszany z trocinami z drzew iglastych (można dostać w każdym tartaku)

  12. pepsieliot 22 kwietnia 2013 o 08:01

    borówka jest cieżka, przynajmniej dla takich laików jak ja i do tego wymaga chyba lepszej działki do uprawy bez wspomagaczy chemicznych, ale taka eko ma świetne właściwości, nie mówiąc jaka jest pyszna. Acai jest owocem palmy, która wymaga klimatu brazylijskiego buszu 🙂

  13. Martasek 22 kwietnia 2013 o 21:24

    No nie wiem sama… Ja goji sobie podjadam ze względu na żelazo, wg Cronometer’a ma go całkiem sporo, w sumie nie znalazłam niczego co miałoby więcej (za wyjątkiem spiruliny) – 100g goji pokrywa mi teoretycznie 57% dziennego zapotrzebowania na żelazo, gdzie 100g szpinaku, jarmużu czy soczewicy daje tylko 8-18%. W 100g goji jest też sporo selenu, u mnie pokrywa na poziomie 90% – wtedy odpada mus jedzenia orzechów brazylijskich, jak się % tłuszczu pilnuje.

    1. mirabelka 26 kwietnia 2013 o 22:56

      Zelazo w ilosciach ogromnych jest w pokrzywie. Choc milo jesc jagode, kto nie ma krzewu do objadania…nic straconego, pokrzywa w diecie daje niezwykle rezultaty. Warto zwrocic uwage na latwosc przyswajania z danego produktu co niekoniecznie przeklada sie na ilosc danego skladnika w owym produkcie. Jedzenie pokrzywy w niewliekich ilosciach gwarantuje wystarczajacy, wysoki poziom zelaza w organizmie. Ja z niedoboru w 4 dni, dodajac kilka listkow do kazdego posilku, skoczylam do nadmiatu wdg. norm morfologicznych. Pokrzywa tez jest dostepna dlugie miesiace, jedna z pierwszych roslinek wyskakujacych spod sniegu, a na jagode trzeba czekac miesiacami…..

      1. pepsieliot 27 kwietnia 2013 o 08:12

        hej mirabelka, ja własnie piję pokrzywę 🙂 a listki w tym roku sama sobie zbiorę

      2. Martasek 27 kwietnia 2013 o 21:53

        A w jaki sposób jesz te listki, tzn. co robisz żeby nie parzyły. Jesz suszone, czy jak? Ja kiedyś zrobiłam sobie szejka z pokrzywą (taką świeżą) i strasznie mnie bolał/ piekł żołądek… Bardzo mnie tą pokrzywą zachęciłaś…

        1. pepsieliot 28 kwietnia 2013 o 09:53

          no Mirabelka powinna odpowiedzieć, bo ja nie pomyślałam, że zmielone by piekły, może trzeba wysuszyć jednak wcześniej

          1. Martasek 29 kwietnia 2013 o 12:45

            Pepsi, znalazłam takie info: „Pokrzywa zwyczajna (Urtica dioica) po zanurzeniu we wrzątku nadaje się do jedzenia na surowo, także można gotować z niej zupę lub witaminową herbatkę. Młode liście pokrzywy można jeść surowe, ponieważ po zwiędnięciu, lekkim roztarciu łyżką, lub zanurzeniu we wrzątku przestają parzyć.” 🙂 Wczoraj jadłam takie ugniecione w sałatce. Trochę ten meszek kuł w zęby, ale jakoś poszło 😉

        2. Łysa 7 maja 2013 o 17:22

          ja świeże pokrzywy miksuje z owocami i nic nie piecze, może lekko po języku.
          Nie wiem od czego to zależy..

          1. pepsi 7 maja 2013 o 17:31

            może od długości miksowania

          2. Łysa 7 maja 2013 o 18:21

            krótko miksuję, bo mnie dźwięk męczy 😉 a i blender nie jakiś cudowny, więc dobrze zielska mi nie miksuje ;/

        3. Jarosław 22 maja 2014 o 23:23

          poprosiłem małżonkę aby wrzucała po kilka listków pokrzywy podczas gotowania obiadu do zup, sosów itp i jest ok, nie zmieniają smaku.bo dzieci się nie poznały a całej rodzinie wychodzi to na zdrowie

          1. pepsieliot 23 maja 2014 o 13:02

            Jarosław dobry pomysł, pozdro 🙂

  14. ewa 23 kwietnia 2013 o 07:54

    Do uprawy mniej kapryśna jest jagoda kamczacka, nie potrzebuje kwaśnej ziemi i jest bardzo odporna na mrozy .

  15. pit 26 kwietnia 2013 o 09:27

    Przecież witamina C błyskawicznie się utlenia i w takiej suszonej jagodzie jest jest niezwykle mało. Już lepiej zjeść świeżą natkę albo brokuła. Zdecydowanie większa moc niż jakieś tybetańskie goji…

    1. pepsi 26 kwietnia 2013 o 12:21

      no właśnie pit, jeszcze to

  16. krystyna 26 kwietnia 2013 o 17:08

    Hi Pepsi!
    Goji nigdy nie kupuję, gdyż z reguły drogie owoce zastępuję tanimi i dostępnymi. Poza tym im idealniejsza reklama produktu, tym mam mniejsze zaufanie.

    Książkę „Biegam bo muszę” zareklamuję jednak zdecydowanie!!! Krótko, gdyż wczoraj otrzymałam, mało jeszcze przeczytałam (jestem na 9 rozdziale), i w mysl zasady ‚nie chwalić dnia przed zachodem słońca’, gdy skończę czytać będę się wypowiadać.
    Narazie mogę powiedzieć, cieszę się bardzo, że mam Pepsi Twoją książkę. Moim zdaniem przetrwa wszelkie burze i zawieje. Wprowadza mnie zadumę, inspiruje ogromnie, rozsmiesza do łez, smieję się w głos sama do siebie i często z samej siebie.
    Nie mogę się oderwać, biegnę bo muszę czytać, czytać….

    Dzięki Pepsi! pisz książki, pisz, bo musisz.

    1. pepsi 26 kwietnia 2013 o 19:44

      Krysiu ożeż jak bardzo się cieszę, to nawet trudno wyrazić, dziękuję, bardzo dziękuję

  17. krystyna 27 kwietnia 2013 o 05:05

    To ja dziękuję Pepsi. Czytam i delektuję się każdym słowem i trescią. Będę ją napewno czytać wiele razy.
    Wiedza sprytnie podana, i z humorem i polotem pisarskim w Twoim nietuzinkowym stylu.
    Dawno nie czytałam tak dobrej książki ogólnie mówiąc. Spodziewałam się, że będzie ciekawa i wartosciowa, to fakt, ale nie spodziewałam się, że aż tak.
    Gratuluję Ci z serca i życzę, abys nie zaprzepasciła swego talentu,.

    1. Ag. 27 kwietnia 2013 o 12:21

      O właśnie też tu przyszłam napisać o książce! Wyszłam z poczty żeby ją odebrać i szłam na piechotę 2 przystanki czytając Twoją ksiązkę Pepsi, zaśmiewając się na głos. Masz ogromny dar pisania w sposób zabawny na bardzo poważne tematy. Uwielbiam takie słodko-gorzkie połączenia. Brawo! Jak przeczytam całość, na pewno jeszcze coś skrobnę.

  18. pepsi 27 kwietnia 2013 o 12:31

    Ag. no cóż tu powiedzieć, znowu rozrzewniam się ze szczęścia, dzięki bardzo

  19. pepsi 29 kwietnia 2013 o 16:15

    Martasek dzięki za info o pokrzywie, właśnie przyniosłam sobie dwa młode okazy, sie zaraz poeksperymentuje

  20. mikeafrofreak 8 czerwca 2013 o 15:46

    witam 🙂 na początku mojej fascynacji super foodsami itp., wyobrażałem sobie że ten Tybet czy inne magiczne miejsca, w których rośnie boska goji to miejsce gdzie z nieba leci żywa woda, a ziemia aż kipi od minerałów, więc czemu nie posadzić tam naszych polskich jabłek czy porzeczek… i mielibyśmy magiczne cudowne owoce z Polski. na działce też można wyhodować coś wartościowego jeśli oczywiście są warunki. od jakiegoś czasu po zjedzeniu goji mam opuchnięte wargi i coś mnie piecze więc odstawiłem sklepowe goji już na stałe, ale rośnie na działce i cieszy oko. na pewno suszony owoc jest mało wartościowy, a soki to ściema. pamiętam jak kupiłem pierwszą butelkę soku goji i według instrukcji musiałem go dawkować… uwierzycie 😉 ważne jest wszystko co robimy i to składa się na jakiś efekt. jeden pokarm czy jedna czynność niczego nie zmieni… tak jak ktoś tu napisał, że jagody mu pomogły. amatorsko próbowałem już różnych rzeczy i żyję 🙂 ale czy czasem sobie nie zaszkodziłem to nie wiem. czy warto inwestować kasę w te „magiczne specyfiki”… ? ja nadal używam oleju kokosowego czy spiruliny bo akurat te produkty i może jeszcze kilka innych są wartościowe (w zależności od źródła pochodzenia), ale warto jest poczytać. dzięki za uświadamiający tekst, pozdro

    1. pepsi 8 czerwca 2013 o 16:02

      mikeafrofreak cześć, fajnie, że chciało Ci się napisać, mam podobne spostrzeżenia, na szczęście nie byłam na goji uczulona, ale i tak jej już nie jem (:

  21. kobieta x 9 czerwca 2013 o 12:00

    witam. czytam właśnie to co napisałaś i nie wierzę – stek bzdur. powoływanie się na jakiekolwiek zachodnie pisma/lekarzy wydaje się być nieracjonalne, wszak nie od dzisiaj wiadomo że wszelkie publikacje są opłacone i zmanipulowane, w interesie korporacji, a ty im właśnie przyklasnęłaś.
    no cóż tak to już bywa w internecie, że najwięcej do powiedzenia mają ci którzy mają najmniejsze pojęcie…

  22. Pepsi 9 czerwca 2013 o 15:38

    kobieta x , proponuję , abyś wybrała się do Tybetu i przywiozła goji z właściwościami o jakich czytamy na etykietach, najprawdopodobniej sprzedajesz tę jagodę i ja to rozumiem, tylko po co się tutaj wypowadasz, to jest blog dla miłych ludzi

    1. Przemek 21 lutego 2014 o 05:36

      kółko wzajemnej adoracji?

  23. romek 22 lipca 2013 o 14:09

    mi tam jagody nie zaszkodzily, no a juz na pewno nie czuje sie nabity w butelke. a tak nawiasem mowiac to pewnie kazdy kto sie z pania nie zgadza sprzedaje albo niech jedzie do tybetu, bardzo to mile z pani strony…

  24. pepsi 22 lipca 2013 o 20:34

    Panie Romku hej, prawda nie zawsze jest przyjemna, jednak bez względu na to staram się być bardzo obiektywna. Jagody nie mają nie zaszkodzić, jagody miały cudownie pomóc i jeżeli komuś pomaga placebo, czy leki homeopatyczne, to również jagoda goji może go uleczyć, natomiast z powodów cudownych właściwości na pewno nie, zwykły owoc, nic takiego, jakby pan zjadł truskawki, też by się pan dobrze poczuł.ukłony Panie Romku i wiele zdrowia życzę

  25. MFX 27 lipca 2013 o 07:56

    Zinteresowałem się tematem jagód ze względu na ten filmik http://www.youtube.com/watch?v=9vhHe55s9rg&feature=share&list=PL9CFF74CA51BE7361
    Powinno to coś rozjaśnić w temacie innym czytającym.

  26. fak 30 lipca 2013 o 16:05

    dyrdymały jakiegoś pismaka

    1. pepsieliot 30 lipca 2013 o 16:19

      fak też sprzedajesz goji?

  27. niki 6 sierpnia 2013 o 13:16

    jedno jest pewne ze po goji stoi. Po co te kocieta powsadzali do tych słoików

  28. Basia 14 sierpnia 2013 o 12:04

    DO Pat: jeżeli wytyka brak dowodów to chyb ajak najbardziej czegoś dowodzi

  29. Basia 14 sierpnia 2013 o 12:06

    Ależ tu hejcików – albo to sprzedawcy goi albo ludzie którzy pragną wierzyć, że goi ich uzdrowiła i kurczowo sie tej myśli trzymają, bo fajnie doświadczyć w życiu cudów i wierzyć że zawsze się ma pod ręką jakiś magiczny eliksir

  30. kicia 19 sierpnia 2013 o 15:36

    ten blog jest śmieszny 🙂 jak dała się pani komuś nabić w butelkę to pani problem, ja osobiście bym się nie przyznawał :)))) kupuje goji od paru lat ale jeszcze ani raz z bajkami typu tybet nie miałem do czynienia, ale gratuluję, przede wszystkim wszechwiedzy autorki LOL

  31. Ania 19 sierpnia 2013 o 22:23

    Polska język, trudna język. Staraj się pisać krótsze zdania, bo ciężko coś zrozumieć, np. „…który będąc rośliną na surowo trującą w całości, ale szczególnie trującymi owocami małymi i niedojrzałymi, z objawami zatrucia podobnymi do zatrucia atropiną i solaniną i dlatego omijanym z daleka przez zwierzęta, ale faktem, że roślina ta ma wiele cech pozytywnych, w tym aminokwasy i przeciwutleniacze i inne dobra i jest spożywana…”

    1. Jekateryna 4 października 2013 o 21:04

      TAK BARDZO popieram powyższy komentarz. Jak to jest możliwe, że autorka tego bloga wydała książkę? Rozumiem, że pisanie w internecie jest nieco mniej wymagające, nieco mniej formalne, ale bez przesady! Co drugie zdanie jest wybrakowane, nieskładne… Tragedia!

      1. ~mija 24 czerwca 2014 o 20:50

        popieram w całej rozciągłości, a słówko „naprawdę” naprawdę pisze się łącznie, z powodu takich błędów czytać jest ciężko i niekiedy trudno od razu zrozumieć o co chodzi.
        Wydać książkę to nie problem, jest cała rzesza ludzi, którzy po napisaniu przez autora tekstu dokonują korekt, poprawek stylistycznych i ortograficznych etc.

  32. Mala 3 września 2013 o 14:54

    Proszę Cię, napisz coś o „liściu z drzewa oliwnego”, skoro masz tak wielką wiedzę na temat nasion goji. Może ten „liść z drzewa oliwnego” to też jest jakaś wielka bzdura.

    1. pepsieliot 3 września 2013 o 19:52

      Mala rozkminię sprawę i napiszę, masz to jak w banku, pozdrowionka

  33. Aga 22 września 2013 o 15:43

    po co ten kto w butelce dla mnie to męczenie zwierząt

  34. pepsieliot 22 września 2013 o 16:11

    Aga, chyba nie znasz natury kotów, kot sam wchodzi do butelek, wazonów i takie tam, a tutaj jest to przecież żartobliwe odniesienie do człowieka nabitego w butelkę

  35. jagodagoji 25 września 2013 o 21:48

    takiego steku bzdur dawno nie czytałam. Zanim coś się napisze należy sprawdzić, najlepiej na sobie. Kolcowój rośnie bez żadnych zabiegów agrotechnicznych w Polsce i pewnie gdzieś tam w świecie. Jego dojrzałe owoce są smaczne i w 100% poprawiają zdrowie. Ludzie nie piszcie bzdur i nie powtarzajcie tego czego nie sprawdziliście. U mnie w ogrodzie rosną 3 takie okazy więc naprawdę wiem o czym mówię.
    Pozdrawiam zmęczoną życiem i sfrustrowana autorkę bloga.
    jagodagoji

  36. pepsieliot 26 września 2013 o 07:41

    właśnie między innymi to napisalam, że nie musi być z Tybetu, gdzie jej faktycznie nikt nie hoduje do tego, a to czy jest bardziej zdrowy niz truskawka, to jest inna sprawa, czytaj ze zrozumieniem

    1. Jekateryna 4 października 2013 o 21:10

      *Właśnie, między innymi, napisałam o tym, że nie musi być z Tybetu, czyli tam, gdzie nikt nie hoduje jej do tego [?]. A to, czy jest zdrowsza niż truskawka, to już inna sprawa. Czytaj ze zrozumieniem.

      A Ty odpisuj ze zrozumieniem. WSTYD!

  37. pepsieliot 5 października 2013 o 09:55

    Zwykle ten blog czytają inteligentni ludzie, którzy doceniają ogrom pracy bogatej w wartości merytoryczne włożonej w prawie 300 wpisów o długości minimum 2000 znaków, dodanych na przestrzeni 1,5 roku, w tym wielka ilość tłumaczeń. Jeżeli dodam do tego, pracę poświęconą na wyszukiwanie ciekawych treści, odrzucanie plew od ziaren itd, ale także przedstawianie koreferatów, jeżeli napotykam dwa, lub więcej wiarygodne źródła, choć niejako pozostające ze sobą w sprzeczności. W związku z tym, a także moim ulubionym stylem wysławiania się, faktycznie może zdarzyć się przypadkowa niezręczność językowa. Jeżeli zaś chodzi o moją książkę to w rzeczy samej jest pisana niezbyt prostym językiem, no dobra to eufemizm, została wręcz zakodowana słowem, dlatego tym bardziej Ci ją Jekateryno odradzam.
    Jekateryno weź coś sobie na uspokojenie.

  38. Basia 5 października 2013 o 14:54

    Hejt hejta hejtem pogania pod tym wpisem, coś dziwnego musi być w tej jagodzie, że tak nakurwia ludzi. Więc lepiej zostanę przy naszych rodzimych borówkach

    1. pepsieliot 5 października 2013 o 18:05

      Basia, tak trzymać 😀

  39. […] okazało wpisem o jagodzie goi, gdyż ośmieliłam się ten “święty owoc zbrukać” Tutaj wpis o goi, a na podstawie mojej wiedzy jedynie nadszarpnęłam reputację prawdą, a więc pod tym wpisem […]

  40. Vimari 9 października 2013 o 19:06

    O, jak fajnie, że teraz to wiem.
    Choć goji lubię czasem jeść.

    1. Irena 18 listopada 2013 o 14:44

      Każdy owoc ma jakieś właściwości i nie wolno tego negować kłamliwie. Goja pomoże temu, kto będzie miał brak w organizmie składników występujących w goji. Pokrzywę nie każdy może zażywać, bo mocno obniża ciśnienie. Olej kokosowy – kokos pochodzi również z zagranicy a zachwalacie go. W Polsce znajdą się ludzie, którzy np nie znają choćby czarnego dzikiego bzu choć rośnie im pod nosem, ale to nie świadczy o tym, że nie posiada on właściwości leczniczych pomimo zawartej w nim trucizny, która ulatnia się podczas suszenia lub pasteryzowania.

      1. pepsieliot 18 listopada 2013 o 14:59

        Ireno widocznie nie przeczytałaś dokładnie wpisu, odsyłąm Cię więc do niego i serdecznie pozdrawiamn

  41. KubaRozpruwacz 8 grudnia 2013 o 15:40

    Witam, zajmuje się sprzedażą m.in. jagód goji (godżi). Nikogo nie informuję, że pochodzą z „krystalicznie czystego” Tybetu, podaję uczciwie informację że są z Chin, że to gatunek kolcowój chiński i sprzedaję w przyzwoitej cenie, nie tybetańskiej.
    Sam traktuję ten owoc jako znakomity suplement diety bogaty w antyoksydanty i minerały.

    1. pepsieliot 8 grudnia 2013 o 17:37

      Kuba, i to jest wporzo, pozdrowionka

  42. MACIUS 1 lutego 2014 o 01:10

    COZ MOGE POWIEDZIEC,KAZDY Z NAS JEST JEDYNYM I NIEPOWTARZALNYM ORGANIZMEM I TO CO DLA JEDNEGO JEST LEKIEM DLA DRUGIEGO M O Z E BYC TRUCIZNA TYLE TYLKO POWIEM ,I KAZDY Z WAS NA SWOJ SPOSOB MA RACJE CO DO GOJI BERRY ETC.I INNYCH ROSLIN,KA Z DY MA PRAWO DO SWOJEJ OPINI POZDRAWIAM SERDECZNIE WSZYSTKICH MACIUS

  43. Jagody Goji | Marshka 4 lutego 2014 o 23:33

    […] na resorach pieniędzmi podszyta i że Azjaci, w których rejonach to rośnie karmią nimi ptaki [klik] [klik]. I teraz taka ja biedna, być może naiwna na początku szczerze podekscytowana konsumentka, […]

  44. edi 4 marca 2014 o 14:05

    Wiele tu sprzecznych wiadomości na temat jagody goji. Wiele tez informacji o innych ziołach. Prawdą jest to, że cudze chwalicie, a swojego nie znacie. A może wywar ze skrzypu, gotowany na wolnym ogniu minimum 3 godziny. A aktinidia? Pnącze i jadalne owoce / małe kiwi/, a ile witaminy C i mikroelementów. Bardzo słodki owoc i wyjątkowo smaczny.

  45. mrnat 4 marca 2014 o 18:06

    Każdy ma prawo wierzyć w to co chce,ja przyznaję Pepsi rację i powiem tak: No cóż…dobra reklama jest sukcesem sprzedaży,a chory i głupi w bajkę uwierzy i kupi:) W Tybecie i Himalajach goya występuje rzadko,nikt jej tam nie jada,wręcz uważa za trującą, poza niektórym ptactwem.U nas na bazarach kg tych jagód kosztuje średnio ok 50 zł ,natomiast w Chinach można je kupić faktycznie za grosze,a więc w Polsce jest to ,,szafirowy interes”;)) Czy jest bez dodatków chemii,tu byłabym bardzo ostrożna…A,czy rzeczywiście spożywanie tych ziarenek ma tak cudowne właściwości jak opisują na Allegro i forach?Nie ukrywajmy- tylko w/g cwaniaków!… Tak naprawdę, nasza jarzębina jest 100% zdrowsza.. To handlujący goyą zrobili z niej eliksir młodości , długowieczności i zdrowia,bo dla nich to ,,interes życia”,prawdziwa,,żyła złota”,toteż wcale mnie nie dziwi,że chcą pożreć Pepsi za ujawnienie prawdy!:))…Na wypisywane przez nich brednie nie ma absolutnie żadnych dowodów,a Chińczycy słysząc te opowieści pukają się w głowę i pękają ze śmiechu,nie mogąc uwierzyć,że jesteśmy tak głupim narodem!Bywam w Hong Kong’u ,lubię te ziarenka,toteż często je kupuję,również w Polsce..Jem je od kilku lat ,kilka kilogramów rocznie i wiecie co?…Nie zauważyłam, żebym odmłodniała, schudła,wypiękniała,lepiej widziała ,wzmocniła kości ,itd,..Oj,chciałbym, chciała :)…A tu wręcz odwrotnie!Poszybowałam z wagą w górę,wzrósł mi poziom cukru i cholesterolu,widzę gorzej,z kośćmi też jest nie najlepiej -jestem po niedawnej operacji kręgosłupa:) Powiedzcie mi zatem- jak to się ma ,do tych opisywanych cudów,bo ja się boję,że zamiast pomóc,mogła mi właśnie ta ,,najcudowniejsza jagoda świata” zaszkodzić((..Hmmm,nie działa na wszystkich,czy robicie starszych,biednych,niezorientowanych ludzi w konia?Ja obstawiam to drugie a wy?../celowo piszę z małej literki,ponieważ nie mam szacunku dla oszustów:)..No i na koniec ,,goyowcy”-do boju marsz!..Nie krępujcie się,wylewajcie na mnie swoje pomyje,bo pisanie prawdy to dla was zbyt trudne zadanie:)Dla was liczy się tylko sianko,bo w domu zapomnieli wpoić ,,Kochajcie ludzi,bo tak szybko odchodzą-wy kiedyś odejdziecie”? Mamusia nie wpajała do główki,że ..,,To co innym dajecie jak bumerang wróci do was,być może w innej -gorszej postaci?”Ogarnijcie się!…Nie żerujcie na naiwności tych,którzy chcą ratować swoje zdrowie, często za ostatni grosz !…Wy też wiecznie zdrowi i młodzi nie będziecie.Latka szybko lecą,wszystko przemija ,przestaje cieszyć,liczy się tylko zdrowie,a… trumna kieszeni nie ma! Pozdrawiam Pepsi i Wszystkich zdrowo myślących:)

  46. Ania 4 marca 2014 o 18:53

    Warto również przeczytać prawdę o ,,chińskich diamentach” na stronie; http://zazie.com.pl/2013/07/jagody-goji-drogie-sliczne-i-toksyczne/

  47. 5il3nt 19 marca 2014 o 10:00

    Czy ta jagoda ma coś wspólnego z borówką amerykańską? 🙂
    http://www.borowkalewikow.pl

    1. pepsieliot 19 marca 2014 o 10:30

      Na pierwszy rzut gałki nic 🙂

  48. krzysiek 7 kwietnia 2014 o 23:47

    A mi wydaje się, żeby nie dać się zwariować … suplementy, superfoodsy i takie tam… Leci mi 6 + i poza kręgosłupem (zużycie materiału) nic mi nie dokucza, na nic nie choruję. Jem normalnie, nie „celuję” w żadne super zdrowe pokarmy, cholesterolem się nie przejmuję, trochę palę. Wszelkich piguł – w tym witamin – unikam jak ognia.
    Kilka ładnych lat temu wdrukowałem sobie do głowy, że wszystko siedzi w głowie; jeśli nawet mentalnie nie dopuszczam do siebie chorób (np: zmarzłem, albo ktoś obok kichał – z pewnością się przeziębię itd), organizm powinien sobie sam poradzić, bez „wspomagaczy” i „dopalaczy”. Ważne jest też, żeby w miarę możliwości nie stresować się czyli nie tracić własnej energii, bo wtedy choroby łatwiej się przyplątują. Jeśli już tak się stanie, nie trzymać w sobie negatywnych emocji. Ktoś powie, że się nie da albo „przecież nie jestem z drewna” – to ja na to: ludzie złoszczą, wściekają i kipią się z byle powodu (czasem wydaje mi się, ze to uwielbiają, tylko nie chcą się przyznać, bądź sobie tego nie uświadamiają). Popatrz Człowieku na to tak – jesteś zestresowany, bo coś nie poszło, nie udało się, ktoś Ci coś zrobił albo nie chciał zrobić. A teraz na podstawie własnego doświadczenia powiedz jakie emocje będzie w w Tobie budzić to zdarzenie jutro, za tydzień, czy rok – w większości przypadków żadnych. Zatem już dzisiaj możesz przyjąć za pewnik, że wkurzasz się niepotrzebnie. Tak naprawdę w życiu nie ma aż tak wielu zdarzeń, którymi należy się przejmować. Owszem, zdarzają się problemy ale te należy rozwiązywać – a emocje zaburzają logiczne myślenie.
    Jest jeszcze sporo innych rzeczy, które warto sobie w głowie poukładać i wewnętrznie przemodelować ale to chyba nie to forum. Mi osobiście pomogła „Huna” wg M. F. Longa.
    Wracając do tematu: kupiłem właśnie tę jagodę … bo jest piękną rośliną. Z polskich roślin trochę podobna jest psianka (też) słodkogórz – tyle, że z pewnością trująca.
    Pozdrawiam Pepsieliot, wszystkich Czytających i Wpisujących (się)
    P.S. Trochę trwożą mnie ludzie pryncypialni – jak niektórzy wyżej wpisani – którzy uważają, ze wszystko wiedzą najlepiej (co jest oczywistą mrzonką ale gratuluję dobrego mniemania o sobie i samopoczucia). Do tego uważają również za swój święty obowiązek wszystkich poprawiać i to w niezbyt grzecznej formie. Trochę im współczuję udręki, gdy bezskutecznie walczą z nieuczesaną rzeczywistością.

    1. pepsieliot 8 kwietnia 2014 o 07:15

      Krzyśku bardzo mądra wypowiedź i należałoby sobie ją zapamiętać i co trudniejsze zastosować w codziennym życiu. Kiedyś stosowałam ją przed maturą, wyobraź sobie pepsi, że już jest rok później 🙂 Kogo będzie obchodzić twoja matura. No a teraz jest już wiele lat po maturze, a ja stale się czymś denerwuję, pozdrawiam

  49. Katarzyna 27 czerwca 2014 o 23:44

    A nie lepiej żywić się tym, co mamy pod ręką? 🙂 Buraki i jaglanka – to dopiero zdrowie! zasadniczo im mniej przetworzonej żywności tym lepiej. Ja z własnego, nieprzymuszonego wyboru kupuję w delikatesach ekologicznych Free i zauważyłam, że zaiste mądrzej kupuję i lepiej jem. Polecam!

    1. pepsieliot 28 czerwca 2014 o 08:02

      Katarzyńo słuszna rada:)

  50. Dareczek 20 sierpnia 2014 o 10:01

    Masło maślane, no ale skoro autorka przyznała się do prowadzenia firmy prawdopodobnie chodzi o jagodygoji.inf.pl to…. ok. Właściwie o jagodach goji w internecie jest juz tyle artykułów, że więcej napisać się nie da. Chociaż nie mogę doczekać się artykułu autorskiego ze zdjęciami z polskich upraw. Ciekawe ile taka Polska goja będzie kosztować?

    1. Marek 28 września 2014 o 16:30

      A ja skuszony tym „najzdrowszym” owocem świata kupiłem kilka sadzonek tego cuda kilka lat temu. Owocują mi bardzo dobrze – ale co do ich rewelacyjnego smaku to za nic się nie zgodzę. Jedyne co zmusza mnie do ich spożywanie – to nadzieja, że robię to dla swojego zdrowia. To jakby zażywanie tabletki, która wykrzywia trzewia, ale wiadomo – tak trzeba. Znalazłem za to inne jej zastosowanie. Kocham nalewki i śmiem stwierdzić, że nalewkach świeżych owoców goji, jeżyn i malin to najlepszy specyfik który w życiu zrobiłem. Sam zapach świadczy o całej tablicy mendelejewa zawartej w tych owocach (przypomina zapach soku multiwitaminowego), ale czy to znaczy, że tak jest? Najważniejsze z tego postu jest to, że czasem nie warto przekomarzać się co zdrowsze czy smaczniejsze, tylko to, żeby z wszystkiego wyciągnąć to co najlepsze:)

  51. […] Cwaniak podpiął się pod Okinawę, tak jak kolo od jagody goji pod plemię Hunza, o czym ciekawie pisałam  w  zanim sięgniesz po tybetańską jagodę goji […]

  52. elka 8 grudnia 2014 o 09:53

    Ludzie! Ile w was naiwności! Kto kupuje cokolwiek z Chin.
    Czy mało jeszcze mamy dowodów na negatywne działanie tego „obiektu”
    A Wólka Kosowska te tony mięsa i tak sie zajadamy tymi „sajgonkami”
    Trzeba patrzeć oczami otwartymi.

    1. Piotr Kierus 18 kwietnia 2015 o 13:39

      Chińczycy lubią mięso z psów.
      A Wietnamczycy z kotów.

      Oprócz mięsa w Wólce Kosowskiej jest pełno różnych owoców chińskich – których w Polsce nie zobaczysz.
      Warto się przejechać autobusem MZK 721 z Al. Krakowskiej.

  53. Wyjogowana 18 stycznia 2015 o 01:06

    Superfoods to temat na topie, a ile z tych superfoods jest naprawdę super!? Jeszcze nie czytałam wszystkich Twoich wpisów więc nie wiem czy znajdę odpowiedź na moje pytania 🙂 Podoba mi się ta żyłka szpiegowska u Ciebie 🙂 Niestety faktem jest, że w dzisiejszych czasach żeby żyć zdrowo i nie zbankrutować trzeba się namęczyć. A jeśli chodzi o witaminkę C co powiesz o indyjskich owocach amalaki? Chwali się je za olbrzymią ilość witaminy C a ja nie przeczę, że poprostu uwielbiam ich smak – szczególnie suszone z imbirem 🙂 Odkryłam i stosuję od pewnego czasu ayurwedyjski „dżemik” chyawanprash – kurcze znowu łechta moje kubki smakowe 😉 Albo (tego akurat nie stosuje) czy jest kitem czy hitem: maca peruwiańska, wilcacora, mumio, astaksantyna, skwalen, wyciąg z oregano, mleczko i pyłek pszczeli? Powstaje w dzisiejszych czasach dużo firm sprzedających „bardzo zdrowe” produkty, ale czy faktycznie one takie są?? Przykłady- firma marinex, herbalife, forever living products, solgar, czy konkretne produkty: zioła szwedzkie, vitabiosa, phytolife, chlorella i jęczmień firmy green ways……… Co sądzisz? Może znowu odkryjesz coś fajnego 😛 Pozdrawiam i czekam na odp!

  54. Marcin 2 lutego 2015 o 18:41

    Piszecie tyle o witaminach, że je mają cytrusy itd. A czy ktoś z Was wie, że ponad 90% witaminy C z cytryny jest w samej skórce? Czy ktoś z Was zjada skórkę? Sprawdźcie sobie teraz ile jej procentowo spożywacie z acai czy goi czy innych owoców a ile w cytrynie. Czytajcie dokładnie opracowania naukowa a nie jakieś testy dziennikarzy śledczych, którym się wciska różne tematy. Byłem w Tybecie i jest tam goja i inne owoce. Chyba ślepy był ten dziennikarz 🙂

    1. pepsieliot 2 lutego 2015 o 20:17

      Oczywiście codziennie jemy tartą skórkę bio cytryn w szejkach zielonych śniadaniowych, pisałam o tym 100 razy,

      1. pepsieliot 2 lutego 2015 o 20:17

        Marcinie słabo kojarzysz, owszem jest i to sporo, tylko nikt tego nie zbiera, są dla ptaków

  55. kiniak 12 lutego 2015 o 21:35

    a co z polisacharydem w jagodach goji, który ma zdolnosć do zwiększania wydzielania nawet o 60% IgA przez błony śluzowe ? pozdrawiam

  56. Agata Losińska 25 lutego 2015 o 22:55

    Tekst ten trudno czyta się. Sporo błędów i niepoprawna składnia. Nie wspominając już o tym, że powinno być napisane: „goi”, a nie „goji”. Goja, soja – goi, soi itp. Poza tym artykuł interesujący.

  57. Piotr Kierus 18 kwietnia 2015 o 13:33

    tak samo z owocami kaliny.
    Kalina czerwona jest cudownym lekiem w centralnej Polsce.

    A w Białymstoku rośnie w centrum miasta na u. Skłodowskiej i jej owoce jedzą szpaki.
    Natomiast w Białymstoku kupują owoce borówki amerykańskiej – bo to tutaj takie super zdrowe!

  58. misik 15 maja 2015 o 20:32

    a ja tam wcinam goji, bo mi po prostu smakują 😀

    1. pepsieliot 15 maja 2015 o 21:49

      Misik no i spoko 🙂

  59. Iss 21 czerwca 2015 o 12:08

    Wczoraj dowiedziałam się z programu t,v że jagoda kamczacka ma tyle antocyjanów i bioflawonoidów, jest tak prozdrowotna, że można ją przedawkować. Jeśli to prawda to tylko mówię, że w uprawie bardzo prosta i niezwykle mrozoodporna.

  60. ellinea 28 czerwca 2015 o 10:44

    może to nawet i zdrowo do wszystkiego podchodzić z dystansem
    i nie wierzyć dopóki się samemu na sobie nie przetestuje

    z moich testów na samej sobie
    chlorella – wyciągnęła mnie z marazmu. To co teraz robię w tygodniu a to co kiedyś robiłam cały dzień leżąc w łóżku – to naprawdę różnica kolosalna
    do tego trawa jęczmienna
    białko konopne
    olej kokosowy
    oraz omega 3 – po której czuję że mój mózg się nawilża 😉

    jeszcze stosuję inne produkty dla sportowców
    ale nie wiem czy wymieniać w każdym razie kreatynę i BCAA ale nie codziennie
    no i miałam białko też ze sklepu sportowego i uratowało mnie nie raz od porządnych zakwasów !!

    ale są też takie produkty po których czułam że coś jest nie tak
    pewne witaminy dla sportowców znanej firmy ( nie mogę opakowania dokończyć … nie wchodzi we mnie)
    i mam też pewne podejrzenia wobec innej witaminki …

    po prostu coś czuję, jakiś głosik mi podpowiada „będzie dobrze”,
    albo „eee nie, coś tu zgrzyta jak przechodzi przez mój organizm”

    wątpliwości mam też wobec witaminy C – taką w proszku… tyle się o niej naczytałam.. i jakoś tak mnie nie ciągnie to tego opakowania które się kurzy na półce.

    a dla odmiany chlorellę, trawę jęczmienna i białko konopne piję codziennie – zmieszane z wodą i wypijam z uczuciem jakbym piła słodki nektar bogów 😉

    tak więc nie wszystko co się piszę na necie to marketing. Ale np Ja nie potrafię odróżnić co jest marketingiem a co prawdą. Po prostu muszę sama spróbować, a mój organizm już WIE czy coś z danym suplementem da się zrobić i przełożyć na energię, witalność, czy nic z tego 🙂

  61. Amber 16 sierpnia 2015 o 15:30

    Ludzie sie podniecaja goją i acai a nie wiedzą, że owoc aronii i czarnej porzeczki wyhodowany we własnym ogródku jest 100 razy lepszy niż jakies przerobione „cuda”.

    1. pepsieliot 16 sierpnia 2015 o 16:20

      są to super jagódki, ale acai jest niesamowita

  62. fanny 18 sierpnia 2015 o 23:55

    A co powiesz na temat owocow baobabu? Mieszkam w Afryce i nie mam dostepu do tych wszystkich cudeniek, za to baobab jest tu w kazdym sklepie..

    1. pepsieliot 19 sierpnia 2015 o 07:16

      Baobab jest świetny

  63. Kasia 15 września 2015 o 10:11

    Idzie jesień postanowiłam wzmocnić organizm ,żeby omijały mnie bakterie i wirusy. Jakie naturalne sposoby wzmocnienia mogłabyś mi polecić?

    1. pepsieliot 15 września 2015 o 11:32

      Kasiu niezawodna jest kuracja Greens& Fruits przez 3 miesiące po 1 tabletce do śniadania, a w przypadku infekcji nawet 3 razy dziennie do 3 głównych posiłków. No i D3+K2 TiB, to obowiązkowo. A co najlepiej uwzględnić w codziennym jadłospisie, będzie wpis zaraaaz

  64. Czlowiek czlowiekowi czlowiekiem 21 września 2015 o 13:20

    Pepsieliot – odezwij sie na rememberme@poczta.pl tez jestem z okolic mszany Dolnej i czekam na maila – chcialbym sie wymienic paroma sugestiami 🙂

  65. Amber Hair 17 października 2015 o 22:52

    Jadłam jagody goji codziennie przez miesiąc i jeszcze nigdy nie miałam tak idealnej płytki paznokci (zniknęły poprzeczne wgłębienia, które miałam od zawsze)! Nie bolały mnie oczy, pomimo siedzenia całymi dniami przed komputerem. Poprawiła się też ostrość widzenia oraz koncentracja. Miałam więcej energii w ciągu dnia. Dziąsła też były znacznie zdrowsze. Szybciej rosły mi włosy oraz poprawiła się cera. Ciężko uwierzyć, że tyle rzeczy zmieniło się w miesiąc, ale faktycznie tak było. Efekt był niesamowity i na wielu płaszczyznach (wygląd, wzrok, mózg), więc coś w tych jagodach jednak jest 😉 Obecnie wracam do nich, ponieważ mojemu organizmowi jak widać bardzo to służyło. Wybieram oczywiście te duże owoce i nie siarkowane.

  66. ervena 30 października 2015 o 00:11

    Przeczytałam różne tutaj komentarze , …kazdy ma inne doświadczenia ….ja ,,tej” czy ,,tych” goji jednak nie polubiłam …. może żle kupiłam 🙁 …. głupio może zrobiłam …, ale po czasie wyrzuciłam 🙁 …. Mnie one mdliły …co nie znaczy ,że one nie sa pozbawione właściwości zdrowotnych 🙂

  67. ervena 30 października 2015 o 00:14

    …ups co nie znaczy ,że one sa pozbawione własciwości zdrowotnych [ chyba tak powinno być ] 🙂

  68. Jola 2 listopada 2015 o 23:28

    Dlaczego Twój sklep sprzedaje owoce goji?

    1. pepsieliot 3 listopada 2015 o 07:57

      Ponieważ zawierają witaminę C na poziomie truskawek, czyli antyoksydanty, co szczególnie w zimie,jesienią, późnym latem i wczesną wiosną, gdy nie ma truskawek organicznych, jest bardzo przydatne, pisałam o tym w artykule. Jednak nadal nie twierdzę, że to pokarm cudowny i unikalny.

  69. grzegorzadam 3 listopada 2015 o 08:41

    A może dla urozmaicenia i wyboru można by wprowadzić do sklepu aronię?
    Również świetne źródło witamin i jodu organicznego. 😉

    1. pepsieliot 3 listopada 2015 o 10:19

      Twoja opinia dla mnie rozkazem 🙂

  70. grzegorzadam 3 listopada 2015 o 10:34

    I mamy tej aronii naprawdę dużo w różnych konfiguracjach! 😉

  71. grzegorzadam 3 listopada 2015 o 10:36

    ==Aronia melanocarpa

    Aronia uważana jest za najzdrowszy owoc jagodowy na świecie – tzw. bombę witaminową. Zawiera duże ilości witamin A, C, B1, B2, B6, E, PP, kwasów organicznych, składników mineralnych i mikroelementów. Aronia jest prawdziwym bogactwem polifenoli, między innymi flawonoidów i antocyjanów (dają one jej bardzo ciemny kolor). Ilość polifenoli w aronii jest blisko 10 razy większa niż w ciemnych winogronach. Dzięki nim aronia ma bardzo silne działanie przeciwutleniające, ograniczając szkodliwe działanie wolnych rodników. Co spowalnia procesy starzenia, ale również pomaga przy chorobach nowotworowych i problemach z krążeniem. Ma działanie odtruwające i usuwa złogi cholesterolu z żył. Zawiera kwas chlorogenowy, który spowalnia absorpcje glukozy. Aronia wzmacnia naczynia krwionośne i zapobiega pękaniu naczynek włosowatych, wzmacniają ściany naczyń krwionośnych, przeciwdziała krwawieniu (np. z żołądka w chorobie wrzodowej). Wzmacnia odporność na promieniowanie UV. Łagodzi dolegliwości wątroby i dolegliwości przewodu pokarmowego, zmniejsza skutki uboczne leków chemicznych. Oczyszcza organizm ze szkodliwych toksyn i zmniejsza napięcie nerwowe i stres.===

    1. Daniel1 26 stycznia 2016 o 21:47

      Witam, Pepsi Eliot poleciła, żebym skontaktował się z Panem. Zdiagnozowano u mnie chłoniaka węzłów chłonnych, proszę o kontakt i porady/pomoc w leczeniu. Pozdrawiam Daniel Ganczarek.

      1. grzegorzadam 28 stycznia 2016 o 11:46

        Danielu nie czekając, zrob porządny biorezonas!
        Sa kliniczne dowody, że chłoniaki to wynik dzialania pasożytów, przywr:

        Z J. Lebiediewa, (polecam zakup, oraz książkę W. Lasta o nowotworach (!) ) cz.2 cały rozdział o chłoniakach.

        Fragmenty z cz. 3:

        ==Chorzy z chłoniakami obserwowali wydalanie dorosłych osobników tasiemców oraz ich larw (trwało to miesiąc). U chorych z naczyniakami zażywanie ASD-2F po wcześniejszym wykonaniu pierwszych pięciu schematów wywołuje długotrwałe wydalanie pasożytów w postaci śluzu z jelit.
        Doświadczenia tego roku pracy ewidentnie wykazały, że rację ma profesor Hulda Clark, i to po trzykroć. Większość postaci raka i wielu innych nieuleczalnych dla współczesnej medycyny schorzeń wywołują inwazje glist. Przy czym nie są to zwykłe inwazje, a wręcz inwazje totalne. Nowotwory jelit i innych narządów powstają właśnie dlatego, że w jelitach i w wątrobie pojawiły się u pacjenta kolonie i gniazda robaków różnych gatunków.==

        ==Zadzwoniła żona ciężko chorego ze zdiagnozowanym chłoniakiem, który przechodzi leczenie według schematów, i oznajmiła, że mąż poddał się diagnostyce BRT. Wykryto u niego, co następuje: płuca i oskrzela zaatakowane przez paragonimusa (gatunek przywry), w nerkach wykryto przywry krwi, u chorego występuje ciągły obrzęk, we krwi – larwy włośnia, w jelitach – cysty bąblowca. Czy wiesz, jaką pomoc do tej pory chory uzyskał u onkologów, kiedy jego dzieci, ujrzawszy obrzęk chorego, oddali go w ręce lekarzy z oddziału onkologicznego? Poddano go chemioterapii, następnie zlikwidowano obrzęki i odesłano do domu. Teraz boi się zarówno dzieci, jak i onkologów, ponieważ kolejnej takiej pomocy już nie wytrzyma.==

        ==W ciągu tego roku nie spotkałem ani jednego chorego z chłoniakiem lub ziarnicą, u którego nie byłoby larw helmintów w układzie limfatycznym. W ciągu półtora roku leczenie nie pomogło tylko jednej pacjentce będącej po sześciu cyklach chemioterapii i naświetlań, lecz i w jej wypadku zrośnięte węzły chłonne oczyszczały się i rozdzielały. Wydalanie infekcji miało u niej miejsce. W ostatnim stadium chłoniaków każdej postaci u całkowicie zatrutych i uszkodzonych naświetlaniami pacjentów występuje pewne zjawisko. Polega ono na tym, że w stadium tym zaatakowane węzły chłonne zrastają się ze sobą, przez co do takich konglomeratów nowotworowych z całkowicie zaburzonym odpływem limfy lekarstwa przedostają się z wielkim trudem.==

        pozdrawiam

  72. Eliza 6 listopada 2015 o 16:33

    Kupiłam jagodę goi na allegro, przyszedł piękny krzak z owocami. Owoce zebrałam i ususzyłam. Dziś dla porównania zjadłam kilka tych ze sklepu i swoje suszone naturalnie. Okazało się, że moje maja w środku bardzo dużo pesteczek, a te kupne wcale… czy ktoś z was miał taki problem, te pestki wkurzają.. czy kupiłam jakąś podróbę??

  73. grzegorzadam 7 listopada 2015 o 16:26

    Ale pestki to chyba dobrze, że są… ? 😉

  74. Prezes 26 stycznia 2016 o 15:58

    A co powiesz o guggulu?

    1. grzegorzadam 28 stycznia 2016 o 09:23

      Jeżeli zażywałeś to opisz, prosimy 😉

  75. Joanna Rus 28 stycznia 2016 o 16:29

    Wlasnie trafillam przypadkowo na tego bloga, fajny, dziekuje. Chcialam dodac slowo nt goji, od trzydziestuparu lat mieszkam w Szwecji i obserwuje mody na rozne superf foods, preparaty, itp. Moda jak moda, bywa na wszystko. Wracajac do goji, od ponad dwudziestu lat lecze siebie i cala rodzine u chinskiej lekarki, moi przyjaciele tez. Jest swietna, bardzo chinska, tzn niewiele tlumaczy i nie jest cudotworca. Ja jestem szescdziesiatka, oczy mam coraz slabsze, piasek rano, sucho, itp. Spytalam jej, czy mam brac krople, tak jak zalecal okulista. Powiedziala: „najpierw sprobuj pic herbatke z 9 g goji, zalej woda, niech postoji i wypij. Codziennie”. Bylam b. zdziwiona, ze 9 g, a nie np 10, tym bardziej, ze ona nie jest az tak dokladna kiedy zaleca zeby cos jesc, albo pic. Poczytalam troche i znalazlam sporo info, ze z goji nie nalezy przesadzac. W kazdym razie od 3 miesiecy pijemy herbatke, ja i maz. Rzeczywiscie jest roznica. Nie mamy piasku, ani gruzu, ato strasznie meczace, ani „mglawicy” na oczach. Nie przestalismy nosic okularow, ale poprawa jest i wszystkim polecam. Kiedy zaczela sie histeria goji spytalam innej Chinki, ktora prowadzi sklep ze zdrowymi, niechemicznymi preparatami i super foods, co o nich sadzi. Powiedziala: „dobre na oczy”. A wiec dziele sie doswiadczeniem. 9 g goji zalac wrzadkiem, przykryc talerzykiem, poczekac min. 20 min., moze byc duzo dluzej, wypic. Owocki mozna zjesc, ale nie jest to konieczne. Ja kupuje te, ktore pochodza z Mongolii, chociaz 99% pochodzi z Chin, ale niestety do chinskich produktow miewam ciezko, moze nieslusznie. Pozdrowienia ze Sztokholmu.

    1. pepsieliot 28 stycznia 2016 o 20:01

      Joanno bardzo cenne informacje, dziękuję i pozdrawiam spod krakowskiej wsi

  76. Klara 4 lutego 2016 o 17:18

    Join the club! Ja też z podkrakowskiej wsi,wylądowałam spowrotem (po 20 latach w Londynku..) bo mama sie rozchorowała…
    Słońce, prosze powiedz co robić na podniesienie liczby leukocytów i płytek krwi – anemii ona nie ma….
    Dzięki serdeczne ! ; (kocham podkrakowską wies po tym londynku…ta przyroda i powietrze, horyzont nawet widzę…. cud miód)

  77. Meg 6 kwietnia 2016 o 09:33

    Co za bzdury – goji wypróbowałam i działają rewelacyjnie,

    1. pepsieliot 6 kwietnia 2016 o 10:17

      tak z himalajska:) jedno jest pewne dla zdrowia oczu są bardzo wskazane

  78. Willypl 10 kwietnia 2016 o 00:50

    Przeczytałem kilka pierwszych zdań zajadając się jagodami. Jadłem je też wczoraj i wcześniej, niegotowane. Piłem też alkohol podjadając te jagody. Ktoś, kto napisał tego posta widać komuś źle życzy, nie wiem komu, ludziom ? Jagoda jest smaczna, po flaszce nie miałem żadnego kaca na następny dzień. To mi wystarczy. I żal mi tego człowieka co pewnie nawet nie spróbował bo się boi, ze go zabije czy co, ale napisał się dużo jak to źle działa na ludzi :))) Chłopie, jakbyś spróbował to może by ci się w mózgu też poprawiło :)))

    1. pepsieliot 10 kwietnia 2016 o 08:17

      ale z tego co widzę, to Tobie się nie poprawiło, dalej niewiele intelektu :)))

  79. MoE 1 grudnia 2016 o 21:41

    Pozwólcie, że coś dorzucę. Otóż, w/g mnie, wszelkie owoce roślin psiankowatych są trucizną dla nas mieszkańców Starego Świata.Unikając ich, robimy sobie dobrze.

    Oczywiście, jak zjemy z rzadka łyżeczkę keczupu (składającego się głównie z octu i zagęstnika, np. izoapypinianu diskrobiowego), to nam się nic nie stanie, ale częstsze spożywanie pomidorów, papryki, czy np. bakłażanów radziłbym zostawić ocalałym jeszcze rdzennym Peruwiańczykom itp.

    Jak to? – zakrzykną oburzeni ogrodnicy niedzielni – Mamy wyrzec się tych pięknie ozdobionych krzewów, z których w końcu zbieramy czerwone bubki? Czym je zastąpimy??

    Moją propozycję jest berberys 🙂 Nasze krajowe krzewy, świetnie tu rosnące, nadające się też na żywopłot, też mające piękne czerwone bubki (jeszcze piękniejsze od tego zagramonicznego wynalazku), a przede wszystkim nadające sie na syrop, dżem, nalewki i inne smakowitości, będące także lekiem na różne choroby (nie znam całej tej strony, lecz na pewno o własnościach owoców berberysu coś tu powinno się znaleźć).

    Na koniec uwaga dla może mniej zorientowanych: aczkolwiek w UE ślimak jest rybą, a w US pizza jest warzywem, to jednak, uwierzcie, ziemniak nie jest owocem 😉

  80. gunny 19 lutego 2017 o 10:34

    Polecam badania kliniczne goji, na świecie sporo się ich robi – na pubmedzie warto poczytać i napisać sprostowanie do artykułu.

Dodaj komentarz

Sklep
Dołącz do Strefy VIP
i bądź na bieżąco!

Zarejestruj sięZaloguj się


  • ebook

    Jak zarabiać przez internet? Jak zarabiać na blogu? e-Book KUP TERAZbaner

  • Leczenie dobrą dietą

  • Dołącz do sterfy VIP i pobierz za darmo!

  • Najnowsze komentarze