Zanim sięgniesz po tybetańską jagodę goji …

goji_berry_plants

 Zanim sięgniesz po tybetańską jagodę goji …

Super Antyoksydant - Purple Corn 100% Organic This is Bio

Super Antyoksydant – Purple Corn 100% Organic This is Bio

Joł Dziewczyny i Chłopaki, pozwolicie, że nawinę trochę o jagodzie goji?

Nie uwierzę, że nie słyszeliście o jagodzie goji, najpotężniejszej żywności na świecie. Że wam o tym nie wspomniał wasz fryzjer, albo żeście chociaż przez neta na goji się nie natknęli, albo wielkiego ogłoszenia na drzwiach sklepu z prawie zdrową żywnością, gałką nie złowili.

Goji zatrzymuje przecież raka, ślepotę cofa, zapalenie stawów, impotencję, a nawet łysienie, a może nawet życie wydłużyć do trzystu lat, albo i więcej, wprost proporcjonalnie do ilości goji spożycia.

Taka goji może tylko przedłużać życie do dwustu lat jedynie, a to jakiś ersatz jest przecież.

W rzeczywistości istotnym elementem jagody goji i jej w sensie ścisłym najaktywniejszymi czynnikami są: absurd, androny, banialuka

Goji można kupić za bezcen w każdym lokalnym chińskim sklepie ziołowym i jest czczony w takim samym stopniu jak korzeń żeń-szenia. Bardzo dużo przypisywanych cech goji, czyli kolcowojowi chińskiemu, w zachodnim świecie pochodzi najczęściej od lycium barbarum, czyli popularnego w Chinach, kolcowoju pospolitego (podłużne, czerwone jagody o długości do 2 cm.

Są tak delikatne, że aby ich nie uszkodzić przy zbiorze – strząsa się je z krzewu, a nie zrywa), który będąc rośliną na surowo trującą w całości, ale szczególnie trującymi owocami małymi i niedojrzałymi, z objawami zatrucia podobnymi do zatrucia atropiną i solaniną i dlatego omijanym z daleka przez zwierzęta, ale faktem, że roślina ta ma wiele cech pozytywnych, w tym aminokwasy i przeciwutleniacze i inne dobra i jest spożywana (tylko gotowane owoce) w Chinach, Korei i Tybecie jako składnik zup.

Nie mniej jednak kiedy czytamy o właściwościach jagody goji, to właśnie jakbyśmy czytali o właściwościach kolcowoju pospolitego, natomiast oprócz pewnych cech antyoksydacyjnych, co posiada każdy czerwony owoc, nie ma żadnych botanicznych przesłanek, żeby owoc goji bardziej wielbić niż oko bindi, czyli trzecie oko, czerwoną kropkę na czole Hinduski.

Chińczycy nazywają goji Gou Qi Zi, gdzie sylaba Qi wymawiana jest jako chi, co później fonetycznie przełożone na angielski, staje się goji.

Gdzie tak na prawdę możemy znaleźć goji?

Można pytać w sklepach ze zdrową żywnością, gdzie goji kosztuje majątek, ale nie będzie łatwo uzyskać odpowiedź, bo raz, że faktycznie sprzedawca może tego nie wiedzieć, a dwa, że jakby wiedział, to być może zechciał by się jednak rozminąć z prawdą, bo goji z łatwością rośnie prawie na całym świecie, chociaż faktycznie najobficiej w Chinach.

Jednak na każdym kroku będziesz mógł uzyskać zapewnienia, że to jedyne i prawdziwe goji, rozwija się tylko w obfitych ilościach, wśród dziewiczo czystych wzgórz Tybetu i Himalajów.

Dziennikarz śledczy Simon Parry (dziennikarz South China Morning Post) rzeczywiście udał się do Tybetu w poszukiwaniu magicznych jagód goji i to wybrał się do samego epicentrum, regionu reklamowanego tłustą czcionką przez firmy z ojczyzny Autentycznie Tybetańskiej Goji.

Autentyczna Tybetańska firma, przedstawiająca na witrynach sok z goji, jako szybki zastrzyk i podpierająca się certyfikowanymi wypowiedziami lekarzy, odmówiła jednak Parryemu wszelkich informacji, gdzie niby ich jedyne goji można znaleźć.

Udał się więc do sklepu w Lhasie, który obficie zaopatrywał medycynę tybetańską, żeby się dowiedzieć, że nikt tu nigdy nie słyszał o tybetańskich jagodach goji, tym bardziej jako tradycyjnego leku. Nikt nie miał pojęcia o magicznym goji, które było przecież eksportowane na masową skalę obecnie do Stanów i na cały świat i tym dziwniejsza okazała się ta informacja dla wędrowca tybetańskiego, który podróżował per pedes po himalajskich bezdrożach i przenigdy nie spotkał się z tym owocem, pokazanym mu na zdjęciu przez dociekliwego Simona Parryego.

Hodowca świń, który zaprowadził Parryego do sklepu z medykamentami zielarskimi, był mocno zakłopotany w interesie dziennikarza. Czasami, przy wielkim urodzaju, mogą pojawić się jakieś ilości owoców goji, możemy je wtedy zebrać i próbować sprzedać w mieście, ale Tybetańczycy nie kupują ich, po prostu te, które tutaj w niewielkich ilościach rosną zostawiane są dla ptaków.

Kiedy dowiedział się od żurnalisty, że ludzie na Zachodzie zapłaciliby równowartość 140 juanów za niewielką torbę z jagodami, zatrząsł się ze śmiechu i powiedział: ludzie tam muszą być bardzo dziwni.nabity  wbutelkę

Dlaczego więc akurat Tybet został wybrany przez zachodnich marketerów jako geograficzną siedzibę goji pozostaje tajemnicą?

Pomimo, że to dom jednego z bardziej nieszczęśliwych narodów Ziemi, z niską średnią życia sześćdziesiąt lat, gdzie wśród jednej trzeciej rodzin, przynajmniej jeden członek rodziny jest niepełnosprawny, gdzie śmiertelność niemowląt jest większa niż jedno na dziesięć, a analfabetyzm dorosłych po prostu poraża.

Jednak w oczach przeciętnego człowieka zachodu Tybet pozostaje nadal alternatywą, kulturą wyboru, rodzaju zaawansowanego płaskowyżu o nieuszkodzonej wiedzy.

Zbocza Tybetu według zachodniego pospolitego myślenia przesiąknięte są jakby rozmaitymi starożytnymi mądrościami, któreż to mądrości jednak najwyraźniej nie przełożyły się na los własnych nędznych mieszkańców.

Całkiem możliwe, że współczesna obsesja mądrością Tybetu i jego długowieczności opiera się nawet w mniejszym stopniu na prawdzie niż w opublikowanej w trzydziestym trzecim roku powieści Jamesa Hiltona Zaginiony Horyzont, gdzie realne Shangri-La odwiedzane każdego roku przez tysiące ludzi Zachodu z plecakami, pochodzi jednak od fikcyjnego miejsca w książce.

Ale magia goji nie ogranicza się do Płaskowyżu Tybetańskiego, a raczej do całych Himalajów i bezpośredniego ich otoczenia, a ten przecież raczej słabo dostępny region dla ogółu, bardzo dobrze nadaje się na magiczną kolebkę, o czym dobrze wie dr. Earl Mindell, ojciec współczesnego kultu goji.

Dr. Earl Mindell mówi o sobie, jako o wiodącym światowym dietetyku. W 2003 roku rzeczony opublikował pracę pod tytułem Tajne Zdrowie Himalajczyków, a któryż to doktor okazał się sprzedawcą goji, poprzez bardzo rozbudowany MLM (wielopoziomowy marketing).

Dodatkowo podczas kanadyjskiego wywiadu telewizyjnego dr. Earl Mindell stwierdził, że jagoda goji jest lekarstwem na raka i że zostało to udowodnione, poprzez badania w prestiżowej Memorial Sloan-Kettering Cancer Centre w Nowym Jorku, gdy w rzeczywistości, według strony internetowej Sloan- Kettering takiego badania nigdy nie przeprowadzono.

Prawie wszystko co „dr” Mindell powiedział o soku goji wydaje się być kompletną nieprawdą.

Jedynie informacja, że goji jest średnim przeciwutleniaczem, jak każdy czerwony owoc jest z pewnością prawdą.

Reszta jest smutnym marketingiem, do tego prawie każdy może sobie goji wyhodować we własnym przydomowym ogródku, może zamiast czerwonej porzeczki, tylko po co?

Zawartość witaminy C jest rzeczywiście porównywalna do jej zawartości w owocach cytrusowych i truskawek, ale z kolei znacznie niższa niż dla wielu innych owoców i jagód, w tym kozy, czyli Śliwki Australijskiego Kakadu.

Strona dr Mindella kontynuuje:

„W kilku grupach z osobami starszymi goji berry podawano raz dziennie przez 3 tygodnie i zaobserwowano wiele korzystnych rezultatów na poziomie komórkowym”
Naprawdę? Jakie to by ły badania dokładnie i kto je przeprowadzał? Jednak stosownego linka, lub przynajmniej jakichś adnotacji nie przedstawiono.

I jeszcze raz:

„Słynny Li Qing Yuen, który podobno mieszkał w Tybecie, dożywszy wieku 252 lat, spożywał jagody Goji codziennie. Życie Li Qing Yuen jest najlepiej udokumentowanym znanym przypadkiem skrajnej długowieczności”.

Okazuje się, to gówno prawdą, gdyż żywot Li Qing Yuen jest nie więcej „dobrze udokumentowane” w realnym świecie niż życie Hobbita. W 1933 roku magazyn Time wzmiankował, że jeżeli ten facet rzeczywiście istniał i jeżeli to był on, to wyglądał jak przeciętny chiński sześćdziesięciolatek, który do tego mówił: miej spokojne serce, siedź jak żółw, chodź jak gołąb i śpij jak pies, cokolwiek zaś miał na myśli ów matuzalemowy starzec, nie wspomniał ani słowem o tym, że miałby jagody goji pożerać kiedykolwiek.

I obecnie tylko w sklepach ze zdrową żywnością ten ponad dwustu pięćdziesięcioletni mężczyzna, jest uznawany za pasjonata goji, a wszędzie indziej jest tylko wiejską legendą.

Na innej zaś stronie w necie Australia Goji czytamy:

Wiesz, że przeciętna kobieta z plemienia Hunza żyje sto lat? Jej sekret? Ależ to jagoda goji.
To oczywiste bzdury.

Choć Hunza nie prowadzą świadectw urodzenia, co utrudnia ustalanie ich dokładnego wieku i najwyższe wiarygodne oszacowanie średniej wynosi 90, co i tak nie jest najgorzej, to i tak wiadomo, że Hunzowie kochają morele, no i migdały, ale już utrwala się nieprawdę, że to jagody goji, są tym magicznym przedłużaczem Hunzów życia.

Doszło do tego, że Internet, który sprawia wrażenie takiego niezależnego, tyle tam mamy informacji, że można obiektywnie wybierać do woli, że jak usuniemy strony stricte sprzedażowe, to prawda będzie płynąć wartkim strumieniem, ale jednak nie.

Po pewnym czasie w Internecie może się utrwalić taki sam przesąd jak w klechdach przekazywanych sobie w przeszłości z pokolenia na pokolenie.

Do tego, gdy codziennie znajdziesz w swojej skrzynce kilka ulotek o goji, a pani doktor właśnie popija sok, przecież nie zaszkodzi, a Twój fryzjer dorabiający w MLMie chętnie Ci do domu podrzuci buteleczkę niby wellness, to dlaczego masz nie wierzyć?
Goji robi wrażenie.

(wiele informacji zaczerpnęłam  od Jacka Marxa, australijskiego dziennikarza śledczego) 

nabiuty w butelkkę 4

Oprócz tego jagoda goji to poważny alergen i zawsze należy zrobić próbę, kiedy jednak zdecydujemy się na jej zakup, przed spożyciem.

Czerwona wysypka na całym ciele, obrzęk dziąseł, czyli typowe objawy alergenu, odsyłam zainteresowanych na stronę po googlowskiej translacji: tutaj

Jak się domyślamy odliczając tę jagodę goji, którą wyhodowałeś w swoim ogródku, cała pozostała tybetańska goji pochodzi z plantacji chińskich i zdarza się, że Chińczyk stwierdzi, że jak na tybetańską goji, to po wysuszeniu jest jakby za mało czerwona i dosypie trochę farbki karminowej, na którą możesz właśnie być uczulony, a nie koniecznie na jagodę.


Miej to na uwadze
Ludzie, paaaa
peps

Blog pepsieliot.com, nie jest jedną z tysięcy stron zawierających tylko wygodne dla siebie informacje. Przeciwnie, jest to miejsce, gdzie w oparciu o współczesną wiedzę i badania, oraz przemyślenia autorki rodzą się treści kontrowersyjne. Wręcz niekomfortowe dla tematu przewodniego witryny. Jednak, to nie hype strategia, to potrzeba.

Może rzuć też gałką na to:

Jedno jest pewne – owoc noni śmierdzi

Pestki z moreli – dlaczego ktoś chce pozbawić ludzi lekarstwa na raka?

Co z tymi nasionami chia?

Dobre suplementy znajdziesz w Wellness Sklep


Disclaimer:
Info tu wrzucane służy wyłącznie do celów edukacyjnych i informacyjnych, czasami tylko poglądowych, dlatego nigdy nie może zastąpić opinii pracownika służby zdrowia. Takie jest prawo i sie tego trzymajmy.