logo
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
172 online
50 800 481

TOP

Dzień | Tydzien | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum
„Złe, czyli pokolenie sushi” Wiocha, inne (rozdział 9, 1o, 11, 12) i pierwsza zagadka/konkurs

desktop-pics-of-a-cats-download

„Złe, czyli pokolenie sushi” Wiocha, inne (rozdział 9, 1o, 11, 12) i pierwsza zagadka/konkurs

TU KUPISZ moją rewolucyjną książkę z autografem "Leczenie dobrą dietą"

TU KUPISZ moją rewolucyjną książkę z autografem „Leczenie dobrą dietą”

MOJA powieść (dla dorosłych) „Złe, czyli pokolenie sushi” ostatecznie pojawi się cała. Dzisiaj kilka kolejnych  rozdziałów 9 „Wiocha”, 10 „Odpust”, 11 „Jeszcze więcej Skarlet”, oraz 12 „Szwaczki z praczkami”.

Pierwsza zagadka/konkurs

Czy Skarlet będzie miała romans z Jelołem?

Uwaga:

W konkursie wezmą udział odpowiedzi pisane wierszem (może być biały). Super nagroda  w postaci 4 Greens 100% Organic This is Bio pójdzie do osoby, którą wybiorę w subiektywnej ocenie poetyckiej wypowiedzi.

Rozdział 9

 Wiocha

Bowiem panna Ohara mieszkała w podkrakowskiej lilipuciej wsi o tej porze roku pełnej pokrzyw, kałuż i dzikich malin. Niestety również porozwieszanych na kijach niebieskich foliowych worów, które szeleszcząc i groźnie powiewając, miały przepędzać szpaki nieznające umiaru w podkradaniu cudzych gruszek i czereśni.

Aż się zatrzęsła:

Wieś owinięta plastikiem, opakowana jakby Christo i Jeanne-Claude (ci od zawijania w szmaty nadbrzeżnych skał i ogromnych budynków typu berliński parlament) ćwiczyli tutaj swoje sztuki wizualne. Jednak to nie był chłopski performance, tylko nowa estetyka prosto z Biedronki.

Gdzież się podziały romantyczne strachy na wróble, których wypatrywało się z niewinną radością i lekką bojaźnią, jadąc autokarem na kolonie? Dlaczego Czarnoksiężnik z Krainy Oz przegrał z najgorszym zjawiskiem, jakie mogło się przydarzyć ludzkości? Czyli gigantycznym spożywczym dyskontem, a następnie z foliową siatą na kiju, udającą stracha na wróble. Dlaczego z właśnie mijanych i na pierwszy rzut oka malowniczych łanów śmierdziało syntetycznym fetorem?

Skarlet w pośpiechu przymknęła okno taksówki.

W rzeczywistości wieś już pewien czas temu zmanipulowano przetworzonym ziarnem wzrastającym lepiej na bardziej do niego pasującej ziemi pełnej chemikaliów. Dlatego nie znosiła kmiotów, tak zresztą jak i miejskiej hołoty, dostając alergicznej wręcz wysypki na widok insektów na zbity pysk pędzących do Biedronek czy Tesco, żeby koniecznie kupować kolorowe śmieci. Podobno z biedy i zbyt krótkiego kontaktu z kapitalizmem, ale w rzeczywistości z uwielbienia dla plastiku i sztucznych słodzików.

tumblr_o169mms68K1rg590io5_1280

Z drugiej strony nie znosiła też quasi-światowców zawieszonych jak bańki na korporacyjnej choince. Błyszczące i lekkie osoby, gdyż właśnie z wewnętrzną próżnią poddawały się byle snobistycznemu podmuchowi. Wiadomo, że insekty żywiły się rzeczą niby fetyszem. Uwielbiały klękać przed swoimi ołtarzykami kultu, umajonymi przedmiotem w typie kuferków Louis Vuitton albo głupich piór Mont Blanc.

I nie uwierzycie, ale te dyndające cudaki od pewnego czasu nosiły w zadaszonych salonach zwykłe kalosze. Identyczne jak te sprzedawane bez żadnej kolejki w wiejskim sklepie wielobranżowym „Butik Masłomiąca” za szesnaście złotych; insekty kupowały koniecznie za pięćset. Tyle że z pretensjonalnym, bo bijącym po oczach napisem na cholewce gumiaka: Versace albo Armani z dopiskiem Jeans.

Niekiedy zamiast czarnych, ale to już raczej patologia, kupowali wyblakłą, za to na kilometr rozpoznawalną probrytyjskość, czyli kratkę Burberry. To dopiero byli idioci. Ustalmy coś kretyni, gdy nosisz czyjąś wielką metkę na plecach, cudze trademark na klacie, to on ci powinien zapłacić za reklamę swoich wypocin, a nie ty jemu.

Konsekwentnie, za dyskretną metkę należałoby więcej zapłacić, tylko jedno pytanie.
– Po co?

Najczęściej jednak nowobogaccy parweniusze nie do końca przekonani, czy już wszyscy wiedzą, wybierali najbardziej czytelną możliwość zwiastowania pieniądza wielkimi napisami na gumiakach, które zamiast chodzenia w nich do gumna, obecnie służyły do lansowania się na salonach. Na miejskie insekty widocznie nie ma rady. Nie mówiąc już o płaceniu kroci za pretensjonalne napisy na rejestracjach samochodów.

43ef357f28b4bfdcd1e09b397dc360ac

Tymczasem wieśniacy, w tym nawet najbogatsi Biskupczanie, przynajmniej pod tym względem wykazywali w dzień powszedni jakiś rozsądek. Co innego, gdy się do kościoła na Zielone Świątki wystroili. Można było wprowadzić się w trompe l’oeil, gdzie kończy się palemka, a zaczyna włościanka. Chociaż oddając sprawiedliwość, że włościankę zawsze w blikowaniu odzieży przebijała rodowita Poznanianka.

– Gdzież tyle błyszczącej odzieży zakupiono? Jak doszło do tej nadprodukcji światła odbitego, aby najmniejszą nawet wioskę w święta ubrać? – Skarlet zadawała retoryczne pytania. – Gdzie się podziała naturalna sierść?

Można by zlikwidować wszystkie we wsi jupitery, byłoby oszczędniej, a nadal przecież jasno. Tyle złotych szpilków i białych lśniących skarpetków do czarnych glancowanych kamaszy iluminowało łany. Połyskujące na przydomowych podjazdach niby na estradzie Michaele Jacksony, w tym ze staromodnymi fryzurami „mokrej włoszki”, lśniącymi od wcieranej w kędziory fluorescencyjnej pomady.

Rozdział 10

Odpust

Pod samym kościołem bywało, że miał miejsce wesoły odpust. Ustawiano kramy z towarem pasującym do strachów na wróble nowej fali. Kupowaliście coś z nylonu, a pewne grzechy syntetycznie bywały odpuszczane. Z wyłożonych ceratą blatów łypały na potencjalnych klientów zezowate laleczki z plastiku ręcznie wytłaczanego z formy. Prawdopodobnie u kowala, bo z widocznym rantem, chociaż obecnie z łatwością wyrabiano bez szwów nawet rury instalacyjne.

bae6828c169330a662e9759cb2a61146

Trochę dalej można było dostrzec przytroczone do jednospadowych daszków okropne, coś jak ilustracje dla dzieci z Corela, foliowe balony. Na ladzie u kramarza wyglądającego do złudzenia jak Grzegorz Halama w scenicznym wcieleniu, zaległy gumowe pająki, ewidentnie wybrakowane, gdyż o rozmytych konturach. A obok pająków leżały sztuczne kupy, a w ścisłym sensie ich tandetne imitacje.

Zresztą bezguście wyszło znacznie poza kramarskie przybytki i nawet niegdysiejszy mecenas sztuki wysokiej, czyli duchowieństwo, stało się synonimem kiczu. A co tu mówić o prostym epigonie, małym naśladowcy pseudo miejskiej estetyki, kmiotku.

Gdzie się podziała sierść? Szukaj wiatru w polu.

– Świat stanął na swoim szmirowatym łbie – zgrabnie wypowiedziała się do wewnątrz panna Skarlet.

– Gdzie się podziały drewniane czerwone pukaweczki? Z pastelowych bibułek składanych w harmonijkę parasolki na patyku, gdaczące kury z tektury i sznurka, gliniane gwiżdżące ptaszki, zgrabne piłeczki z barwnej cynfolii na rozciągliwej gumce, naszyjniki z ciasta i delikatnych kwiatków z papiro de cigaretes. No gdzie?

– Gdzie to wszystko się podziało? – pyta Skarlet wsioka.

– A któż by dzisiaj kupował taką prehistorię mieszczanko? Z torbami byśmy poszli. Przecież lepiej wiemy, co się faktycznie handlem ulicznym do imentu posprzedaje, gdyż mamy w wiejskim kodzie genetycznym przekazane, co jest ładne. Ksiądz zresztą też ma dobry gust. Byle tylko było miastowe i opakowane elegancko w folię, coś jak towar w Biedronce. Wiemy, co i gdzie piszczy w trawie, bo mamy tu nawet picernie i ekspreso robimy rozpuszczalne – odparło chłopstwo ze wsi Skarlet.

Rozdział 11

Jeszcze więcej Skarlet

Kwaterowała na wsi w swoim niewielkim domu z trochę większym ogródkiem: średnio zadbanym botanikiem odwiedzanym bez zaproszenia przez dwa lisy, czyli wszystkie, bo wieś była naprawdę mała. Rude chamy przeciągały się w relaksacji akurat pod jej oknami. Co dziwniejsze, naprzemiennie z intruzem zającem, który – jak widać – też gustował w organicznym i sporadycznie strzyżonym trawniku pełnym koniczyny. Szare strachajło myszkowało w zielonym trifolium każdego letniego dnia od brzasku do wieczora i zmieniało miejscówkę dopiero, gdy ryże cwaniaki wpadały na swoją nocną zmianę.

skins-3

Co chętnie poświadczą sąsiad i jego żona.
– Niech Skarlet nie sądzi, że ma coś w swoim ogródku organik prosto do konsumpcji się nadającego, gdyż widzieliśmy tutaj dwa lisy w relaksacji. Jeden się nawet przeciągał, a wiadomo, że przechera to chodząca wścieklizna i oddawanie moczu, gdzie popadnie. Dlatego nigdy byśmy nie kupili borówek leśnych skarbów przy szosie w półlitrowym słoju twiście.

Na szczęście czujnych hipochondryków nie było w pobliżu okna, gdy cienkie rajstopy ze sweterkiem typu bliźniak z impetem wpadły do wiatrołapu. Jedynaczka zamieszkiwała, można powiedzieć, domek letniskowy swoich rodziców – państwa Oharów, który dzięki ich hojności pełnił obecnie funkcję całorocznej rezydencji Skarlet. Zdecydowane oddalenie domostwa od zatrudniającej ją korporacji z jednej strony faktycznie niezbyt wygodne, z drugiej stanowiło niepośledni atut.

Siedlisko w podkrakowskiej pipidówie w zamian za minimalne oddalenie od lasu rzucało blaski i cienie na codzienną egzystencję. Przy czym w żadnym wypadku nie można było przecenić zalet mieszkania w pojedynkę, albowiem bez ani jednego moralizującego komentarza mogła zjadać dowolną ilość piegusków. Chociaż znała wielu, którzy nigdy nie zostaliby fanami nawet brzmienia słowa „piegusek”, gdyż odrzucało ich jak od też ohydnej fonetycznie raty. W domyśle kredytu we frankach szwajcarskich.

Tak więc wsiowa stancja stawała się nie tylko cowieczornym bezpiecznym matecznikiem dla samotnej laski, ale często również weekendowym azylem dla zbuntowanej uciekinierki. Ale chociaż Skarlet chroniła się tutaj przed światem insektów, i tak główna przyczyna beznadziejności mieszkała razem z nią.

Rozdział 12

Szwaczki z praczkami

Ludzie miewają najprzeróżniejsze wady charakterystyczne dla swojej płci. Jednak znaleźć osobę obdarzoną wszystkimi felerami żeńskiej mentalności, bez względu na płeć, byłoby naprawdę trudno. Jednak Skarlet stanowiła ów unikatowy przypadek.

Bezkrytyczna dla własnego słowotoku, gadała byle co jak nakręcona, często z przymkniętymi gałami. Na wizji rzecz nie do wytrzymania. Jedno zarzucenie okiem i znowu na długo znaczące przymknięcie go powieką. Krytykowała, obmawiała, wytykała dziury w serze, niech się ćwoki nauczą kultury. Zawzięta jak przydeptana żmija, bez podstawowych zasad do przyjęcia w eleganckim świecie. Jakby z rękawa pokerzysty idioty zawsze wypadała dwójka trefl, a nigdy asy z królami?

Najbardziej lubiła obgadywać, jedną po drugiej jak leci, laski z trzynastego piętra i bez wątpliwości najbardziej pastwiła się nad tymi, które chociaż w najmniejszym stopniu przypominały modelki. W sumie dziwnym zbiegiem okoliczności łaziło ich tam pełno. Modelki na trzynastym piętrze atakowały jak stonka ziemniaczana. Siadając z laptopami tuż za niskimi ściankami działowymi, praktycznymi dla wścibskich i plotkarzy, stawały się najłatwiejszym celem.

0714d9d9bc2b9d4f6726b652df0fa631

Gipsokarton okazał się wręcz idealny do podsłuchiwania.

Przy czym plotki z motywem przewodnim źle ulokowanego uczucia albo beznadziejnych finansów, czyli permanentnego braku kasy, a może nawet ogłoszenia upadłości, należały w plotkarskiej hierarchii do najbardziej ekscytujących. Najlepiej jakby owe denne okoliczności wydarzyły się komuś wszystkie naraz.

– Widziałam ostatnio Oberwij na wysokości Filipa. Szłam z obcasa od Pawiej. Chyba sobie coś zrobiła z głową, bo wyglądała jakby Stalina we włosach trzymała. Formalnie zaniedbana. Nie dziwię się, że Jeloł ma jej dość – powiedziała szwaczka Skarlet do praczki w maglu.

Rozumie się samo przez się, że wymawiając owe słowa, drżące powieki już opadły, praktycznie zamykając gały. Nawet podczas naprawdę lekkich konwersacji nie potrafiła zachowywać się normalnie, czyli z odrobiną modnej obecnie samokrytyki pod pretekstem. Potrafiła się tylko chwalić jak Pinokio niby bardzo atrakcyjną przeszłością, równocześnie dotkliwie nudząc rozmówców jakże niesprawiedliwą teraźniejszością.

– Ziewam już Skarlet od tego cię niedoceniania. Chyba powiem Pinto, żeby zrobił ci jakąś podwyżkę, bo inaczej usnę. Usypiam.

Trzeba jednak przyznać, że chociaż ze skłonnościami do aroganckiego traktowania otoczenia, z powodów niewyjaśnionych logiką, otoczenie nadal przy niej tkwiło. Wprawdzie głównie korporacyjne myszy, czyli izba niższa, jednak ewidentnie z masochistycznymi inklinacjami. Chodziło też o zwykłą skłonność do dręczenia się nieprzyjemnymi tematami.

Tak bardzo ceni się złe wieści, dramaty, choroby, katastrofy i ohydne wydarzenia. Ludzie zawsze będą uwielbiali gapić się na cielęta o dwóch głowach. Mało kto dobrze się będzie czuł podczas opowieści o pięknej modelce, która właśnie wychodzi za mąż za przystojnego właściciela bardzo długiego jachtu. Tym bardziej że długi jacht był znacznie lepszy i bardziej pożądany od długiego, tak samo jak gruby portfel od grubego penisa. Na tym tle wyjątkowo panowała spójność, gdyż samice zarówno sierściuchów, jak i insektów miały gdzieś takie sprawy.

Niewielkie kółeczko cierpiętników z wyboru, zgromadzonych wokół Skarlet, dostawało od jej miernoty zawsze negatywną ocenę. Kółeczko mogło więc czuć się zaspokojone.

– Jeszcze mnie przydepnij. Najlepiej strzel z liścia. A potem może dodatkowo posól? – żartowało przez łzy cierpiętnictwo.

Przydeptując koleżeństwo, kroczyła przez swoje miałkie popołudnia, a niekiedy noce. Przedpołudniami zaś równie protekcjonalnym tonem zwracała się do gońca i innych sobie podwładnych, czyli tylko do tego posłańca.

– Ileż można czekać? Trzeba było do szkół policealnych się zapisać i nieco zmądrzeć, a nie tymi aforyzmami o ulicznym zatorze do mnie rozmawiać.

Owszem nisko tkwiła w tej hierarchii, ale insekt goniec, przebierając pedałami swojego ostrego roweru bez hamulców, nie mówiąc o przerzutkach, stał jeszcze niżej niż ona. Posada posługacza była tak nieistotnym położeniem, że obecnie nie przewidywano dla niego żadnej korporacyjnej ścieżki kariery. Oczywiście za wyjątkiem McDonalda, bo tam wciąż wszystko szło po staremu. Skarlet, strasząc gońca z miną, jak sądziła, adekwatną, w rzeczywistości przywdziewała grymas kretynki.

Tak przynajmniej sądził goniec.

– Posługaczu, gońcu, imbecylu, po kryzysie nawet amerykańskie marzenie, to od pucybuta do milionera już się nigdy nie spełni. Oraz przypominam, że ty jeździsz po krakowskich wybojach.

Jednym słowem, lubiła dołożyć leżącemu nie z braku empatii, a wręcz przeciwnie, właśnie z jej przyczyny. Chwiejnie balansując na najniższym szczeblu, jak każdy, tęskniła za następnym. Dlatego żadna osoba sprzątająca, jakaś Agata nogą zamiata, laska z korporacyjną szufelką nie mogła sądzić, że jadą na tym samym wozie.

– Znowu pod biurkiem znalazłam spinacz.

Niegrzecznie wykorzystywała swoją, bądź co bądź, niewielką dominację finansową, podobnie jak osoba pełna kompleksów znalazłszy w końcu większego od siebie anemika, odważyła się wreszcie spać pod łóżkiem. O czym marzyła od dawna, ale brakowało jej brawury.

Do swoich zwierzchników z kolei, a miała ich rzeczywiście sporo, zwracała się równie arogancko oraz kpiąco, ale tylko w myślach. U stóp korporacyjnej drabiny musiała mieć się trochę na baczności w kontaktach z innymi.
Najmłodszy prezes Tary Stan Blek z oczywistych powodów stanowił wyjątek nieuprzejmych ripost panny Skarlet. W myślach też nie potrafiła mu odszczekać, bowiem traciła rezon i głupiała miłosnym otępieniem nawet we śnie przez niego odpychana.

– Bieg wsteczny wrzuciłaś? W tył zwrot i odjazd. Raz, dwa, trzy. Wyjazd Skarlet, do tyłu marsz. Przód na tył.
– Ależ ja bym chętnie pozostała – wyszeptała przez sen.

Z kolei idiotę dyrektora Pinto i jego pomagiera, a więc obu pacanów traktowała na równi impertynencko. Z tym że Jeloła niemal pół jawnie, chociażby z tego powodu, że się w niej podkochiwał. Takie rzeczy stają się po prostu wkurzające, szczególnie gdy wcale nie była zainteresowana senegalskim melanżem. Owszem drażnił ją nawet na ławce rezerwowych. Liczył się tylko Stan Blek.

– Jeloł basta mi stąd.

images2

cdn


reklamablogBlog pepsieliot.com nie jest jedną z tysięcy stron zawierających tylko wygodne dla siebie informacje. Przeciwnie, jest to miejsce, gdzie w oparciu o współczesną wiedzę i badania, oraz przemyślenia autorki rodzą się treści kontrowersyjne. Wręcz niekomfortowe dla tematu przewodniego witryny. Jednak, to nie hype strategia, to potrzeba.

Może rzuć też gałką na to:

Dobre suplementy znajdziesz w naszym  Wellness Sklep


Disclaimer:
Info tu wrzucane służy wyłącznie do celów edukacyjnych i informacyjnych, czasami tylko poglądowych, dlatego nigdy nie może zastąpić opinii pracownika służby zdrowia. Takie jest prawo i sie tego trzymajmy.


(Visited 2 026 times, 1 visits today)

Powiązane artykuły

  1. Ulc 29 lipca 2016 o 12:30

    No to jazda!

    Skarlet Ohara nie taki typowy pożeracz banana
    Typowo babski nos miała.
    Wsadzać go w sprawy insektów wręcz uwielbiała
    dręcząc sie wciąż jaka w ich oczach jest mała.
    Buntowniczka z pozoru po obrzeżnych lasach gnała
    a jej tyłek za mała odzież bardzo opinała.
    Na świadomość niewidoma, taka typowa ona
    prezesa Blaka na gałce miała, choć treść zagadki wywyższa Jeloła.
    Czy romans to będzie – ciężkie pytanie
    gdyż treść książki to niemałe wyzwanie.
    Nic takiego z niej nie wynika i nikt z obecnych nie ma u Pepsi wtyka.
    Dlatego Ulć – och! Poeta – tajemnicę pozna
    I wówczas powstanie dwudziestego pierwszego wieku Pieta.
    Niemniej na tę chwilę mogę jedynie strzelać – pif paf!
    Romansu będzie brak.

    1. pepsieliot 30 lipca 2016 o 10:23

      ULC bardzo ładnie ujęte i wygrywasz Kochana. Podaj swój adres do wysyłki na mojego mejla pepsieliot31@gamil.com, w tytule „konkurs 4 greens”
      Gratulacje.

  2. danuta69 29 lipca 2016 o 18:16

    Nic już sierści nie zostało
    duma Skarlet,
    strasznie mało myślą skażone twarze,
    wloką się po trotuarze
    żeby tylko szybko prędko, nowa metkę nabyć,
    jak rybacy swoją wędką, przeczesują wody głębię,
    tak lansiarze pędzą szybko
    nową się nasycić rybką i nową przystawić Gębę.

    Skarlet w sierści cała jeszcze,
    nocą do insekta wzdycha,
    nie śpi, marzy i planuje
    myśl sprawczą organizuje, żeby w końcu to się stało,
    ze Stanem, co go niemało kobiet zwykle obściskuje,
    długą nogą kokietuje, w bucik zgrabny obłuczoną,
    jedna nawet jego żoną zostać może,
    choć nieprawda, myśli Skarlet,
    niema skarga z oczu jej wyziera,
    mówię jak do przyjaciela, jestem lepsza, jestem mądra,
    sierść błyszczy jak u wielbłąda,
    pozwól se na atawizmy
    myśl jak dawniejsze mężczyzny
    i zauważ moje ciało (choć go sporo)
    I się stało!
    Czas się ziścił i Ohara, choć się moc napracowała,
    do sypialni go zwabiła,
    była giętka, była miła,
    pozwoliła posmakować innych dań
    choć prostych, skromnych,
    w wyborze swym przeogromnych.
    Stan rozkosznie był ujęty
    tą odmianą
    puenty jeszcze nie chciał poznać,
    postanowił porozglądać się po świecie ciast piegusków,
    ciepłych kobiet, dużych biustów
    i Oharę choć na trochę zostawić pod swoim bokiem.

    Czyli romans będzie, jak najbardziej:)

    1. pepsieliot 30 lipca 2016 o 10:25

      Danuta 69 doceniam & ściskam 🙂

  3. ysmaell 29 lipca 2016 o 18:16

    ja zapodaję pseudo haiku:

    mały domek w górach
    jej strachy i chcenia
    będzie nie będzie

    Jeloł nie docenia

    1. Maggie 29 lipca 2016 o 23:33

      Mój faworyt!

  4. mmmm 29 lipca 2016 o 18:21

    pep , autobiografija? hehe

    1. pepsieliot 29 lipca 2016 o 20:43

      absolutnie nie :), nie mam wiele współnego ze Skarlet, jak już to z Kitą, ale jej jeszcze nie ma na tapecie… sie pojawi sie

  5. pepsieliot 30 lipca 2016 o 10:21

    Ten konkurs zakończony, wygrywa Ulc ! Gratulacje

Dodaj komentarz

Sklep
Dołącz do Strefy VIP
i bądź na bieżąco!

Zarejestruj sięZaloguj się

  • Leczenie dobrą dietą

  • Najnowsze komentarze