logo
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
278 online
50 874 670

TOP

Dzień | Tydzien | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum
Złe, czyli pokolenie sushi

„Złe, czyli pokolenie sushi”

Powieść Pepsi Eliot (dla dorosłych)

darmowy e-book do pobrania

Oto spory fragment recenzji „Złych …”:

(…) Powieściowy świat jest skonstruowany bardzo precyzyjnie.

Mamy korporację Tarę i jej pracowników – postaci z krwi i kości, żadne tam papierowe, bezbarwne figurki. Jeśli ktoś ma znajomych pracujących w korporacji, na pewno odnajdzie ich w książce. Nakreśleniu środowiska Tary służą ubiór, mentalność i język bohaterów. Autorka nie pomija niczego.

Postacie ubierają się w sklepach najlepszych projektantów, pilnując, aby jakość i metka były odpowiednio rozpoznawalne, mieszkają we współczesnych symbolach ekstrawagancji – penthousach i loftach, jeżdżą odpowiednio drogimi autami, jedzą tylko w wybranych restauracjach, w których menu nie schodzi poniżej pewnej ceny i jedzą też oczywiście sushi.

Ale najważniejszym wyznacznikiem ich statusu społecznego i wrośnięcia w korporacyjny świat jest język, którym mówią. Swoista nowomowa, ponglish. Genialnym zabiegiem artystycznym jest opisywanie tego świata jego własnym językiem. Ponglishem mówią nie tylko sami bohaterowie – zarówno między sobą, jak i w monologach wewnętrznych, ale z tej karykatury języka stworzone są także ich imiona i nazwiska, opisy miejsc, ubrań, kolejnych zdarzeń. Czytelnik nie ma wyjścia – wchodzi do świata powieściowego w pełni i przez prawie 300 stron obcuje z bohaterami bardzo blisko.

Mało tego, otwierają mu się klapki, bo nagle w tych postaciach dostrzega własnych znajomych i zaczyna rozumieć, dlaczego oni tak, a nie inaczej mówią, kupują takie, a nie inne rzeczy, jeżdżą na wakacje w pewne określone miejsca. Coś co wydawało się dziwne, sztuczne, przesadzone, nie wiadomo dlaczego i po co, nagle staje się oczywiste – przecież oni pracują w korporacji!

ZŁE… to też zabawa w literaturę, postmodernistyczne puzzle do ułożenia. Od wprawności czytelnika, jego wiedzy, przeczytanych książek i obejrzanych filmów zależy, ile elementów z sobą połączy. Skarlet Oharę każdy powinien rozpoznać. Nasza bohaterka ma coś z tamtej Scarlett, choć w bardziej przerysowanych ramach – uparta, trochę grubo ciosana, wcale nie piękna, ale wzbudzająca dzikie instynkty i uczucia u mężczyzn.

Plantacja Tara zmieniła się w korporację Tarę. Mamy też, niczym top modelkę, Kate Nos, Jeloła, który całą swoją fizjonomią w wyobrażeniu staje się Lennym Kravitzem, mamy Stana Bleka – model czarnych kultowych adidasów? Mamy dygresje przywołujące znane postaci świata kultury – choćby Marka Konrada, Grzegorza Turnaua, Krystiana Lupę czy Umberto Eco.

Dobrze jest wiedzieć, kim panowie są i co robią, bo wtedy te wtrącenia mają pewien smaczek. Mamy też wplecione w powieściowy język cytaty z „Pana Tadeusza” czy odniesienia do Szekspira. Każdy coś dla siebie znajdzie, każdy wychwyci co innego. Przypomina mi się tu pewien fragment „Klubu Dumas” Pereza-Reverte: „(…) literatura nie zna ostrych podziałów, każdy element wynika z innego, zależności się piętrzą tworząc skomplikowany układ intertekstualny, przypominający grę luster albo rosyjskie matrioszki”. Są w ZŁYCH… właśnie matrioszki, a taką literaturę lubię najbardziej.

Ale jeśli mamy do czynienia z postmodernistyczną grą, to musi być też zabawa konwencją. I jest.

ZŁE… to romans, może nawet romansidło. Szkielet fabuły stanowi kolejna matrioszka – banalna historia na wzór „Brzyduli”. Gruba, brzydka i źle ubrana Skarlet rozkochuje w sobie prezesa firmy, przystojnego, bogatego nieprzyzwoicie Stana Bleka. Nie jest jednak grzeczną ciapą jak filmowa „brzydula”, ale raczej gruboskórną wieśniarą, trochę cwaną, trochę przebiegłą.

Nie wiadomo, czy ją lubić. Czytelnik obcuje z nią z musu, bo jest główną bohaterką.

Można się z niej czasem pośmiać, zwłaszcza gdy zalicza gafy w stylu Bridget Jones (genialna scena, gdy odpina się jej część garderoby i spada spódnica), ale całościowo raczej odpycha. To trochę żart z konwencji romansu, gdzie czytelnik raczej kibicuje głównej bohaterce.

W którymś też momencie Skarlet schodzi na drugi plan, a główną bohaterką staje się Big Kita i jej perturbacje z Jelołem. Czy może odwrotnie – głównym bohaterem staje się Jeloł i jego perturbacje z Kitą.

Historie obu związków – Skarlet i Stana oraz Kity i Jeloła, wypełniają wątek romansowy wedle reguł konwencji. Nie może być łatwo, kłody im się walą pod nogi. Skarlet i Stan to mezalians. Ona wieśniara, usytuowana nisko w hierarchii korporacyjnej (świetne jest rozpisanie hierarchii na poszczególne piętra budynku korporacji), on – prezes po konserwatorium muzycznym. Już samo to jest przeszkodą nie do przejścia, a do tego on ma narzeczoną.

Z kolei Kita i Jeloł to dojrzała mężatka rozpieszczona kasą i manierami i nieokrzesany młokos na deskorolce. Ale i tu, i tu styka, mamy dwa związki. Związek Skarlet ze Stanem jest związkiem nudnym. Stan zaspokaja swoje samcze popędy, a Skarlet biega na zakupy za jego pieniądze. Robi z Blekiem, co tylko chce, wpływa na jego decyzje personalne, wydobywa tajemnice firmy.

Dużo ciekawszy jest związek Kity i Jeloła.

Skrajnie niedopasowani do siebie, nieustannie trący się, wchodzą w to, by o czymś zapomnieć i jednocześnie spełnić swoje pragnienia. Oba związki są mocno seksualne, wyuzdane. Bohaterowie kopulują jak zwierzęta, gotowi na seks o każdej porze dnia i nocy. Mimo to udało się uniknąć pornografii, a dzięki tej zwierzęcości – sentymentalnych klisz w opisach seksu.

Przez sceny łóżkowe autorka prowadzi czytelnika nierzadko niczym przez wartką akcję. Zaczyna opowiadać i nagle przerywa, robiąc dygresje, cofając, włączając pauzę, przeciągając. To naprawdę wciąga.

Scena, w której Skarlet zostawia Jeloła na lodzie, jest opowiedziana perfekcyjnie. Przez ile akapitów można przeciągać, co się faktycznie stało? Okazuje się, że przez wiele, a czytelnik nie rzuca książką w kąt, wręcz przeciwnie! (…)

 

Fragment recenzji: Kasia Szubińska ( Kaśko vel Szuba – dopisała peps)

🙂

Dołącz do strefy VIP i zgarnij e-booka za darmo!

Pierwszy komentarz (hurra!!), dostałam go na FB, ale wklejam tu:

Szanowna Pani Pepsi, powieść niezmiernie mi się podobała, tak bardzo, że ośmieliłam się napisać i jeszcze raz podziękować. Styl ma Pani tak bogaty, że tak to określę ornamentyczny, że niektóre fragmenty czytałam po kilka razy i za każdym razem odnajdowałam coraz to ciekawsze treści 🙂. Ostatnio tak mi się dobrze czytało „Wiedźmina”, choć to odrobinę odległa gatunkowo literatura. Mam tu na myśli raczej styl i prowadzenie wątku. Do tej powieści będzie chciało się wracać, gdyby została wydana, chętnie bym ją zakupiła. 🙂 Czytam Pani bloga – wtręt o proktologu – dobre! 🙂 a że prawdziwe – co za idiota z tego lekarza – ale stop, nie ma co na niego tracić energii. 😉 może nie ze wszystkimi kwestiami na blogu się zgadzam, niektóre mnie przerażają – Wereszczagin itp. – uważam że w tych sprawach trzeba bardzo uważać, bo to wszystko to chyba niestety prawda, ale zdrowie i odżywianie – tu chętnie czytam wpisy i zawsze jest coś ciekawego (tzn. wszystkie wpisy są ciekawe, ale te nie są przerażające 🙂.
Wracając do powieści, fajnie się patrzy na Kraków z perspektywy warszawskiego insekta, mieszkam tu od niedawna a wcześniej pracowałam w agencji reklamowej w stolycy i tam to wszystko dokładnie też tak wygląda 😀. Życie jest dziwne, strasznie daliśmy się wmanewrować w przedmioty – choćby ja – nie cierpię korporacji a pracowałam tam, 😕 człowiek się sprzedaje i mało zostaje z młodzieńczych ideałów, ale na szczęście nigdy nie jest za późno i ja od pewnego czasu wiodę już inne życie, wróciłam do siebie z dzieciństwa 🙂.
Podsumowując, gratuluję talentu, zmysłu artystycznego (grafiki, ciuchy-stylizacje na insta!) 🙂 i proszę o więcej.
Pozdrawiam serdecznie
Joanna

(Visited 1 488 times, 1 visits today)

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Sklep
Dołącz do Strefy VIP
i bądź na bieżąco!

Zarejestruj sięZaloguj się

  • Leczenie dobrą dietą

  • Najnowsze komentarze