logo
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
270 online
54 021 949

TOP

Dzień | Tydzien | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum
  • Znasz najlepsze dla siebie sklepy spożywcze w mieście?

    logo czerwone
    Należy nawiązać odpowiednie relacje ze sklepami ze zdrową żywnością, gdyż tylko wtedy masz szansę komfortowo egzystować w wielkim mieście. I nie tylko.

    Specjalnie dla Drogiej Socjety.
    Big city life

     Joł Klientom sklepów ze zdrową żywnością,

    Przy letniej sobocie lekki temacik spożywczy.

    Jestem skomplikowanym zwierzęciem, jak każde zwierzę za wyjątkiem pantofelka, ale też nieskomplikowaną maszyną prostą, która działa logicznie i zdroworozsądkowo (oprócz, gdy wręcz przeciwnie), co znaczy, że nie wyważam otwartych drzwi, ani nie zamyślam się na pasach przy zielonym świetle dla przechodniów, nie mówiąc o tym, że nie biorę kokainy, a nawet nie drę faj. Jestem więc zwyczajna i najzwyczajniej w świecie szukam wygody.

    Wygodnie jest mi wtedy, gdy wiem, że na dany moment zapewniłam sobie szczerą i komfortową sytuację pokarmową, czyli rozwinęłam prawidłową relację ze sklepami spożywczymi.

    Tacy ludzie jak my, czyli witarianie, weganie z empatią dla wszystkich zwierząt, w tym człowieka, bo to rzadkość u wegan, wegetarianie, hipochondrycy, nie mówiąc już o ortoreksach muszą rozwijać relacje ze sklepami z tak zwaną zdrową żywnością.

    Bez względu na to, jaki rodzaj żywności chcesz kupić: owoce, warzywa, jaja, sery, czy nawet owoce morza, czy ryby musisz nawiązać odpowiednie relacje.

    Musisz poznać sklepy w swoim mieście i minie pewnie trochę czasu, aby znaleźć sklep, gdzie będziesz z osobistych wyborów kupował najczęściej.

    Niestety jest tak, że gdy dla właścicieli sklepu jest to po prostu tylko biznes, a nawet jeszcze gorzej, bo zdywersyfikowany biznes, czyli mają jeszcze lombard i frytkarnię, w pewnym momencie uświadomimy sobie, że to nie jest sklep dla nas. Albo w innej opcji, stoi za dużą siecią bezduszny, bezosobowy w sensie marketing.

    Często rozbuchana reklama i wiele kupionych lajków o niczym nie świadczy. Potrzebujemy sklepu, w którym dowiesz się, że owszem przyszła dostawa, ale sklep sądzi, że jest z nią coś nie halo i proponuje coś innego.

    Zanim nie poznałam Melasek, czyli Ruudej i Lydy ze sklepu Melasa, byłam takim zbłąkanym klientem w dalekiej od komfortu sytuacji, gdy właściciele sklepu kompletnie nie interesowali się moimi potrzebami, a jedynie swoimi. Ale czasy są takie, że można się na takie sklepy po prostu wypiąć.

    Gdy sklep nie chce wiedzieć nic o indywidualnych potrzebach swojego klienta, tylko popisuje się przed nim, jak to coś mu schodzi, zagryzając bułą z wieprzowym pasztetem. No i kij z tym. To co inni łykną nie koniecznie chętnie łykasz Ty.

    Najtrudniej jest znaleźć najlepsze źródła importowanych warzyw i owoców. Niestety nie ma u nas jeszcze takich sklepów, jak w Azji, gdzie przez okno możesz sobie kupić skrzynkę organicznych ziemniaków, czy bananów. Jest taniej, bo nie ma żadnego sklepu na poważnie.

    Wieczorem pod wielkimi sklepami w Anglii wystawiane są owoce, które są bardzo dojrzałe, za bardzo, żeby móc je sprzedawać, a wcale nie zepsute. Wiatarianie wiedzą, że tylko takie owoce należy jeść, ale w Polsce jest przepis, że nie możesz nikomu nic dać za darmo. Jak rozdasz musisz zapłacić podatek VAT i ten drugi.

    Dlatego w Polsce wyrzuca się na śmietnik idealne owoce. Coraz bardziej sądzę, że w tym kraju nie może być lepiej. Jest zawiść, zazdrość i kopanie po tyłkach wszelką inicjatywę. Chociaż to małe i średnie biznesy przynoszą 70 % wpływów wszystkich podatków. Wielkie firmy opodatkowują się gdzie indziej. Na szczęście to tylko dygresja, wracajmy do naszych sklepów.

    W Australii najlepszym na rynku jest wielki dostawca sklep Królowa Victoria. Tam jest tak jakbyś kupował przez cały rok na wielkim targu owocowo warzywnym. I wszystkie malutkie sklepiki skupione wokół tego wielkiego targu mają przedni towar, bo tam są dostawy najlepszego importera w kraju.

    Jeśli mieszkasz w dużym mieście na pewno znajdziesz opcję dla siebie, jeśli w małym pozostają Ci zaprzyjaźnione świadome gospodarstwa, oraz wypady do Lidla, a podobno już wkrótce do Biedrony.

    Ciekawe czy Alma się w końcu przebudzi? A może jednak nie, bo meijnstrim ciągle tkwi jeszcze w drogich, wysoko przetworzonych produktach elegancko opakowanych w szare torebki z nadrukiem w kształcie stary remington. Fła gra, albo oryginalne pesto, które nigdy nie stało przy tym, jakie możesz sobie utrzeć w kamiennym moździerzu za trzy minuty. Ze świeżej bazylii, piniowych orzeszków odrobinę podprażonych, czosnku i extra oliwy.

    Małe sklepy ze zdrową żywnością, które na gałkę, tak zresztą jak ostatnio recenzowana przeze mnie Nova Krowa burger „organik” bar wegański, a wiec te mikroskopy wydają nam się takie szczere i prawdziwie.

    Natenczas, to żadna misyjność, a niekiedy wręcz cyniczny machiawelizm, w kształcie jest potrzeba, to damy tym trawojadom paszę, nawet się nie zorientują co szamią, jak zrobimy ęą oprawę. Najlepiej uśmiechnięta krowa, czy świnia z parasolką i staniczku z falbankami.

    No i misa przy drzwiach z wodą, żeby pies, który ma wstęp do takich przybytków mógł się napoić. No i już rozkrochmaleni tymi przyruchami sami sobie wmawiamy, że skoro tak, to musi być pewnie siak. Nie musi.

    Razem z G. długo szukaliśmy naszego sklepu.

    Jeździliśmy po mieście i robiliśmy rekonesans, aż w końcu dotarliśmy do Melasek. Nie sądźcie, że jest idealnie, oczywiście, że nie jest, bo dostawcy też potrafią mieć różne priorytety.

    Gdy czekałam tam na jednego spóźnionego, w końcu nadjechał kmieć z jarmużem, zaczęłam wybierać prosto z wora naręcza, a on zapytał mnie z nieukrywanym zdziwieniem: co ja z tym zrobię? Wracając do Melasek, dopiero, gdy brakuje tam jakiegoś towaru udajemy się do ich konkurencji, ale wtedy to one same są sobie winne.

    Małe sklepy mają tę zaletę, że właściciele znają osobiście producentów żywności, szczególnie wiosną, latem i jesienią. Gdy ufasz właścicielom, to kupisz produkt bez certyfikatu i będzie git.

    Gdy Lida mi powie, że ten człowiek robi kapustę kiszoną sam ze swojej organicznej kapusty, ale nie ma certyfikatów bo są drogie i tak pomyślane, żeby wielkie firmy płaciły po 1000 zeta za każdy składnik jakiegoś produktu, a potem jeszcze za każdy fragment przetwórstwa.

    I tak nie ma pewności, jak to wygląda i czy wszyscy są zdrowi, mając na uwadze niemiecką epidemię sprzed kilku lat z bio kiełkami, która zakończyła się zgonami, albo poważną i trwałą niewydolnością nerek. A na każdym produkcie był certyfikat organiczności.

    A więc zaufanie, do szczerego sprzedawcy.

    To był awers, a rewers bywa taki, że znając klientów, niekiedy wejście w dobre relacje ze sklepem zaczyna być dla sklepu uciążliwe, bo odbiorcy chcą coraz taniej kupować produkty, najchętniej dostać.

    To oczywiste, że za lojalność wynegocjujesz lepsze ceny, ale miej na uwadze kliencie, że to jest również biznes, a żeby biznes się kręcił niezbędna jest płynność finansowa, więc nie stawiaj właściciela sklepu w fatalnej sytuacji.

    Jak Cię na nic nie stać, to zacznij hodować na balkonie marchewkę, pietruszkę, koperek i rukolę, na pewno Ci się uda i pomyśl o jakimś mądrym biznesie, a potem wyrusz do swoich wielbionych sklepów i zapłać dobrą cenę. Dobrą nie tylko dla Ciebie, ale również dla tego sklepu.

    Każdy też może otworzyć własną firmę, wcześniej rejestrując ją jako działalność jedno osobową, czy też spółkę, wejść w kooperację z dostawcami i zacząć sprzedawać na własną rękę dobry towar. This is Bio też daje takie możliwości swoim partnerom biznesowym.

    Wracając do małego sklepu. Zwykle spotkasz w nim właściciela, a dobre relacje sprawiają, że wpadasz tam nie tylko na zakupy, ale na chwilę miłej pogawędki z kimś kto ma podobne do Ciebie paradygmaty.

    No i jeszcze jedno, bądź lojalny.

    Takie miejsca nie są łatwe do znalezienia, więc jak już znajdziesz, to nie zachowuj się jak chorągiewka, bo gdzieś indziej zobaczyłeś coś o dwa złote taniej. Zapewniam Cię, że w całkowicie bezdusznym organiku znajdziesz wszystko dwa razy drożej, a i tak prosperują, nie mówiąc o ekstra zakłamanym miejscu jakim są ekodelikatesy, o których pisałam tutaj

    W zeszłym roku nakręciłam też filmik będąc u Melasek, kto nie widział, proszę bardzo, poniżej wrzuta: U Melasek

    Spotkacie tam Ruudą, to ta dredziara milcząca. Słowem Was nie zmagluje, żebyście coś kupili, milczy i jej przeciwieństwo Lyda ciekawa wszystkiego i zachęca do zakupu. Rasowy sprzedawca.

    Ruda twierdzi, że nie ma szczęścia w miłości, Lyda wręcz przeciwnie, żadna natomiast nie wygrała w moim losowaniu D3. Więc nie wiem jak to jest, przecież konkursy rozstrzygają takie wątpliwości.

    Jestem ekspresjonistką i sieję metaforę słowną, gdzie popadnie. Rewizja jest moim drugim ja, więc zaprojektowanie dobrego logo, którym rządzi synteza i monosylaba byłoby ponad moje siły.

    Moje logo, które już wiem, że podoba się Robertowi i G., nie wiem jak Drogiej Socjecie?, zaprojektował nie kto inny, tylko dredziara Ruuda.

    Milcząc jarała się. I nie zdarła ze mnie skóry, chociaż mogła, bo lubię w tych dziwnych czasach nie zapytać wcześniej o cenę. Tak dla jaj. Uśmieszek.

    I jeszcze jedna uwaga, że polskie sklepy ze zdrową żywnością ciągle jeszcze nie mają dostaw codziennie, więc trzeba się rozeznać w harmonogramie takiego sklepu, a najlepiej złożyć zamówienie wcześniej. Nawet przez Fejsbunia.

    Na koniec przypomnę szybciutko jak za pomocą taniego octu jabłkowego i taniej sody oczyszczonej jadalnej, oraz zlewozmywaka dwukomorowego, albo dwóch mis pozbawić nieorganiczne owoce i warzywa sporej dozy pestycydów.

    Zwykłe mycie niewiele pomoże, gdyż te rakotwórcze substancje są przemyślane, aby byle mżawka je nie zmyła. Jednak robiąc im dwie kąpiele wodne, najpierw kwaśną z dodatkiem kilku łyżek octu, a następnie alkaliczną z dodatkiem kilku łyżeczek sody. Następnie należy takie owoce spłukać, najlepiej wodą przefiltrowaną, lub źródlaną i będą w miarę git.

    PaPaPe

    (Visited 1 887 times, 1 visits today)

    Powiązane artykuły

    1. naturalnystan92 19 lipca 2014 o 19:41

      O, dopiero teraz odkryłam Cie na yt 😀
      Australia ma Freelee, Polska będzie mieć Pepsi!
      Faktycznie, w Pl nikt nie kupuje dojrzałych owoców. Pierwsze czym się ludzie kierują, to fakt by ładnie wyglądały.
      Ale w pewnym sensie to dobrze, bo wtedy mogę sobie spokojnie iść wieczorkiem i kupić 2 siatki lekko brązowych bananów za mniej niz 3 złote 🙂 bo nikt inny ich nie chce 😛
      A w wielu sklepach już się pojawiają obniżki dojrzałych owoców np. w Tesco, tylko tam akurat lepiej bywac w okolicach południa, bo rano oglądaja towar i przeceniają. I taniusio są awokado, mango, sałaty itp.

      1. pepsieliot 20 lipca 2014 o 01:43

        akurat do tesco mam daleko, jestem w cięciwie lidlów i biedron

      2. Jedrus1 21 lipca 2014 o 09:15

        Wielki dostawca sklep Królowa Victoria
        To jest hurtownia która zaopatruje najlepszy rynek owocowo-warzywny w Melbourne zwany Queen Victoria Market.
        Jest w czym wybierać.

        Tam, na stoiskach ekologicznych, zamawiam w ilościach hurtowych, ekologiczne nasiona, ostatnio nabyłem 10 kg ciecierzycy, jeszcze takiej nie miałem, wspaniale kiełkuje i smakuje.

        Pozdr.
        Jędruś

        1. pepsieliot 21 lipca 2014 o 10:40

          Jędruś wiesz, że Ci potwornie zazdrościmy , pozdrowionka :))

    2. Masza 20 lipca 2014 o 10:16

      „weganie z empatią dla wszystkich zwierząt, w tym człowieka, bo to rzadkość u wegan” – teza tak śmiała, jak prawdziwa ;DDDDDD

    3. Niki 20 lipca 2014 o 10:51

      Znamy przepis na extra mycie zasadowo-kwasowe, znamy 🙂 i częstujemy nim czytelników różnych blogów, co by przynajmniej w wirtualnym świecie blogo-czytaczy rozpowszechniać dobrą nowinę oświecenia 🙂 tyle że na stronie, która to propaguje zaczyna się od płukania w sodzie, potem w occie. Kto wie dlaczego tak, a tu tak?

      1. pepsieliot 20 lipca 2014 o 11:51

        Ja czytałam, że najpierw kwas a potem zasada, a myślę, że kolejność jest taka, że ocet szybciej rozpuści ewentualną tłustą zawiesinę z pierwszym brudem, a następnie wszystko zalkalizuje soda.

        1. Niki 20 lipca 2014 o 12:29

          A jakże 🙂 i to jest logiczne, trzeba prostować takie rzeczy, mogłam coś pomylić, przestawić w natłoku informacji czy ferworze walki o zdrowie w tym brutalnym świecie pełnym sprzeczności
          [myślę że to mój mózg od pewnego czasu tak plącze,odwraca kolejność i „widzi” od tyłu 😉 tak jak z odczytywaniem wyrazów z przestawionymi sylabami i pisaniem w odbiciu lustrzanym czego nigdy bym się pod sobie nie spodziewała]
          a i możliwe dlatego, że są 3 sposoby takiego mycia i mogłam to sobie połączyć na szybko w jeden zbiorczy niewłaściwy 😉 a sposoby są takie:

          1. woda + sól (lub sok z cytryny) – 10 minut płukania
          2. ocet + soda + pestki grejpfruta + woda – godzina płukania lub po spryskaniu, płukanie pod bieżącą
          3. ocet – 2-3 minuty, soda – 2-3 minuty, płukanie pod bieżącą

    4. atqa 20 lipca 2014 o 11:28

      Bo TU jest prawidłowo 😉
      zawsze płuczę najpierw w occie, a potem w sodzie.

    5. meryenn 22 lipca 2014 o 21:10

      Pepsi, a nie wiesz czy ozonowanie warzyw/owocow daje cos w kwestii usowania pestycydow?

      1. pepsieliot 22 lipca 2014 o 22:00

        Meryenn sprawdzę to

        1. meryenn 23 lipca 2014 o 14:35

          Dzieki, ja nic nie znalazlam w tym temacie na polskich www

          1. pepsieliot 23 lipca 2014 o 15:14

            Podaję za departamentem rolnictwa w Japonii:
            Departament Rolnictwa, Meiji University, Kawasaki-shi, Kanagawa, Japonia. hikeura@isc.meiji.ac.jp

            Wyniki empirycznych badań pokazały, że mikropęcherzyki ozonu skutecznie usuwają pozostałości pestycydów nie tylko z warzyw liściastych, ale także z owoców takich jak truskawki.

            1. meryenn 24 lipca 2014 o 07:02

              To mi bardzo odpowiada, gdyz od dluzszego czasu tak postepuje;D dzieki!

    6. Mari 28 lipca 2014 o 12:02

      W Kauflandach pod wieczór przeceniają różne owoce i warzywa. W tym przy Wiślickiej w Krakowie kiedyś była to godzina 21 i można było usłyszeć komunikaty o sałacie za 30 gr albo bananach za 1,5 zł.

      1. pepsieliot 28 lipca 2014 o 18:00

        Ta o bananach to piękna wieść :))

    Dodaj komentarz