90 dni na 811
  • Pepsi EliotAutor:Pepsi Eliot

90 dni na 811

Dodano: 67
Witam Witarianiusińscy,

Dzisiaj stwierdziłam, że dawno nie pisałam nic o mojej diecie. I czy jestem jeszcze na tej 811? Której niektórzy nie mogą podarować prostoty i zaniechania kreacji zimnych deserów tak raw będących. A niektórzy na kolanach w modlitewnym skupieniu ją kontemplujących. Nie żartujmy pepsi z poważnych spraw. To nudne, że wciąż to robisz. Idź pepsi do lasu, najedz się robaków.

 Zrobiłam sobie ogromniaste szejki green jak najbardziej w duchu 811 i delektując się smakiem zasiadłam przed kompkiem w ten niedzielny poranek. Już miałam rozpocząć pisanie mojego tu i teraz, ale jeszcze nie, wejdę sobie najpierw do Ewci. Ewe pisze o 811 właśnie. Kompetencja czyli wiedza, odpowiedzialność i ciepło. Czapeczka z główeczki. Ale zwracam też wam szczególną uwagę na to jak dociekliwie mądrze i namacalnie prawdziwie Eve pisze o blogu pepsieliot. Namawiam więc www.surowadieta.blogspot.com.

Tak, jestem nadal na 811 i chociaż jak dotąd dzień w dzień odrobinę tracę grunt pod nogami gdzieś tak koło godziny 14, to jednak wytrwale trwam przy tej magicznej liczbie.

Tuż po przebudzeniu niezmiennie 1,5 l wody z sokiem z całej cytryny obecnie, potem trening i olbrzymi zielony szejor z ośmiu bananów, szpinaku i paru daktyli, par exscellence bo właśnie dwóch. No i idą suple o których pisałam. Dotąd jest wszystko doskonale. Uwielbiam smak zielonych szejków, a do tego jedzenio-picie trwa długo, co też bardzo lubię. Około 14 zaczyna się głód. Nie chce mi się siekać, ale siekam warzywa i robię jakąś sałatkę na bazie kapusty, czy sałaty. Czasami zmiksuję trochę warzyw i robię z nich sos. Czasami skropię tę sałatkę organicznym sosem sojowym, ale nie często, bo jestem na diecie nisko sodowej i wysoko potasowej. I właśnie ten posiłek nie sprawia mi zbytniej przyjemności. Nie wiem czy nie zastąpię go wkrótce szejkiem owocowym z główką sałaty na przykład. Kolacja owoce. Banana niestety kiedyś uwarunkowałam sobie w kubkach smakowych że koniecznie z kawą, a z zieloną herbatą nie działa, w związku z tym nie przepadam za nim w postaci nie zmiksowanej. W ciągu dnia piję jeszcze wodę. A także robię sobie dość często sok z marchewki, jabłek i selera naciowego. Według mnie jest pyszny. I potwierdzę Wam coś, co już kiedyś wyczytałam na stronie Dr. Grahama. To jest dieta trudna dla wielu. Dla wielu wymagająca wielu wyrzeczeń. Żeby być na tej diecie trzeba być mocno zmotywowanym. Trzeba zadać sobie pytanie po co chcę to robić? Ponieważ psychiczna adaptacja jest nawet chyba trudniejsza niż wszystkie fizyczne regulacje trzeba mieć na prawdę dobrą motywację, żeby jeść w proporcjach 811 i do tego w około 90-95% na surowo. Musisz posiadać odpowiednio wysoki poziom samodyscypliny. Nie zrobisz tego, nawet przy wytrenowanej silnej woli, kiedy nie będziesz miał jasnych odpowiedzi na pytanie dlaczego mam to robić. Na pocieszenie podam że każdego dnia, kiedy zaczynasz widzieć dobroczynny wpływ tej diety na Twój organizm jest coraz łatwiej. Wielokrotnie zadawałam sobie pytanie. Po co jest mi na prawdę takie odżywianie, ograniczające moje ulubione nawyki i przyzwyczajenia? Do znudzenia dodam, że dotychczas byłam weganką z ograniczoną ilością produktów przetworzonych, wykluczającą smażenie i inne niezdrowe działania.

Po pierwsze przemówiła do mnie idea tej diety i jej logika. Owoce, warzywa, niewiele tłuszczu i białka, mało sodu, dużo potasu. To być może nie kręci każdego podniebienia, ale mnie się spodobało już w założeniu. Przemówiło do mnie prostotą i wierutną rację w tym zobaczyłam i słuszność. Czyli wydarzyło się coś co jest warunkujące dla wszystkich zmian w naszym życiu, zechciałam być na tej diecie, na prawdę. Dużo ludzi mówi chciałbym nie palić. A w rzeczywistości oni jeszcze chcą palić. Żeby móc rzucić palenie papierosów, musisz na prawdę tego chcieć. Taką prawidłowość zauważyłam. Koleżanka mówi chcę rzucić palenie. Ale jednocześnie widzę jak bardzo lubi rytuały z tym związane, jak jest przywiązana do długości papierosa, do sposobu trzymania pecika, łyczkiem czego go lubi popijać i wiem już , że na prawdę ona nie chce rzucić palenia jeszcze. Na pewno nie teraz. Nie jest jeszcze gotowa. Oby była kiedykolwiek. A więc na prawdę chciałam być na tej diecie. Do tego stopnia, że zrobiłam to. Po drugie, czy jesteś dobrze zmotywowany? Nawet jeżeli nie jesteś chory, a przynajmniej nie czujesz tego, może się zdarzyć, że masz już w swoim organizmie jakieś ogniska chorobowe, o czym nawet nie wiesz. W tym ogniska rakowe. A w kontekście tego co nas otacza na co dzień, z czym mamy kontakt, prawdopodobieństwo, że zetknęliśmy się z czymś co sprzyja rozwinięciu się ognisk chorobowych jest bardzo duże. Oczywiście badanie chińskie dr.Campbella wykazało, że już dieta wegańska obdarta do cna z białka pochodzenia zwierzęcego potrafi zastopować ogniska rakowe w organizmie człowieka. Ale dieta ma być też nisko tłuszczowa. A jedzenie żywe, czyli maksymalnie surowe, pełne enzymów. Więc jak się zbierze wszystko do kupy to wychodzi znowu ta 811. Jeżeli zaś jesteś chory na którąkolwiek chorobę zwaną cywilizacyjną, to ta dieta może sprawić że Twój organizm sam się uzdrowi. Po trzecie. Jeżeli człowiek ma obowiązek być aktywnym fizycznie dla podtrzymania swojej kondycji, to musi mieć dużo energii. Czyli musi dostarczać sobie dużo energii. I jeżeli chcesz znaleźć dietę wysoce energetyczną, nie zapychającą tętnic cholesterolem, czyli nisko tłuszczową, nie obciążającą organizmu nadmierną podażą białka, nisko sodową, wysoko potasową ( o tym piszą wszystkie poradniki zdrowotne, mało sodu, dużo potasu), to nie znajdujesz nic lepszego dla siebie niż 811.

Dlaczego niektórzy modlą się do tej diety, a dlaczego innych to tak wpienia? Ci co się modlą to sportowcy, a w szczególności wytrzymałości-owcy. Masz tak wielkie ładowanie węglowodanami, czyli energią, a jednocześnie masz uczucie totalnej lekkości. Czasami po wypiciu wody porannej nie idę na trening. Bo na przykład jestem już zbyt głodna, czy też mam coś pilnego do zrobienia. I piję ponad półtora litra gęstego szejka, który dostarcza mi około 800-900 kalorii . I za czterdzieści minut idę na trening. To jest niewyobrażalne po żadnym innym posiłku. Biegam i czuję zaraz lekkość. Taki szejk trawi się jeszcze podczas picia, z pierwszej części przewodu pokarmowego. A dlaczego innych to wpienia? Dlaczego ich ta dieta aż tak nie urzekła? Bo być może nie są w ogóle gotowi, żeby czegokolwiek sobie odmawiać tak na prawdę. Bo być może lubią, uwielbiają nawet raw ale z przepisami pani Boutenko sprzed jej spektakularnego katharsis. A może ich aktywność fizyczna pozostawia wiele do życzenia? A może mają za mało motywacji własnych, osobistych? A może po prostu nie chcą być na raw 811. Ale bycie na raw nie 811 może się okazać nie do końca wskazane i zdrowe.

Jestem już kilka miesięcy na czystej 811, a wcześniej w sumie od pół roku na rawie i zauważyłam już pewne zmiany. Kilka na lepsze, jedną na gorzej.

Po pierwsze zniknął mój apetyt na słodycze. Całkowicie zaspokajają go słodkie owoce. To przyszło nagle, nawet nie wiem kiedy. Nie ukrywam, że to mnie cieszy, bo istnieje subtelna różnica pomiędzy odmawianiem sobie słodyczy, a brakiem na nie ciągot po prostu. Odkryłam też najpyszniejsze dla mnie danie to jest banany, szpinak i woda w gładkim miksie. Przez to, że jesz tyle owoców, nie masz co solić. Rzadko sięgasz po sól. Zaczynasz o niej zapominać. Jedzenie maximum 10% tłuszczu w tej diecie było jak dla mnie największym wyzwaniem.

Zaczęłam moją dietę raw jak większość chyba z nas od robienia wymyślnych deserów z mielonych nerkowców i innych orzechów. Były pyszne, ale bardzo tłuste. Bardziej od hamburgerów z wkładem z głębokiego tłuszczu. A do tego często wymieszane z cukrem na przykład z agawy, czy słodkimi suszonymi owocami. W efekcie były o wiele bardziej szkodliwe niż gotowana skrobia, której unikałam, bo nie surowa przecież. Jednak po takich posiłkach bardzo źle się czułam. To nie mogło być nic dobrego. Nawet laik by to stwierdził. Sama to stwierdziłam. Po około 6 tygodniach, które teraz nazywam moim prywatnym okresem adaptacyjnym nastapiło jakby pogodzenie. Mój organizm przestał fikać. Najgorzej jest kiedy doprowadzę się do głodu. Wtedy moja silna wola ma najwięcej do zrobienia. Generalnie po tym okresie odczułam coś na kształt wyrównania poziomu energii. Cały czas mam poczucie posiadania odpowiedniej energii. Wzrosła moja siła i wytrzymałość na treningach. To bezwzględnie. I do tego we wszystkich grupach mięśniowych. O wiele łatwiej wykonuje mi się trening cardio. Czyli akurat w moim wypadku bieganie, lub szybki marsz z podbiegami pod górę. Stromą. Głowa nie za bardzo w dalszym ciągu chce biegać, ale ciało ma i siłę i wytrzymałość. Moje serce jest jakby o wiele spokojniejsze podczas treningu, chociaż to jest trochę intuicyjne, bo tak na prawdę właśnie parę miesięcy temu zepsuło mi się ustrojstwo do pomiaru pulsu i ciśnienia na bieżni. Ale czuję że jest lepiej. Moje mięśnie szybciej się regenerują. A nawet o wiele szybciej. Przypuszczam, że 811 zmniejsza nagromadzenie odpadów w mięśniach, bo cukry proste dostarczają najczystsze paliwo, jakie mięśnie lubią wykorzystywać. Na własnym przykładzie mogę zrozumieć dlaczego ta dieta jest tak atrakcyjna dla wielu sportowców. Chociaż ja nie uważam siebie za sportowca. To jednak niektórzy na tym forum uważają jednak pepsi za sportowca, z czym pepsi nie będzie jednak polemizować, bo to pepsi miło łechce. Więc przynajmniej wtedy, kiedy rozważasz jakąkolwiek rywalizację sportową nie zastanawiaj się długo tylko wskakuj w gatki 811. Kontrola wagi. Na tej diecie, pomimo że jesz dużo kalorii, a nawet więcej niż przed dietą, nie tyjesz. Wszystko zależy od tego na jakiej diecie byłeś przed tą dietą. Bo najczęściej ludzie bardzo szczupleją. Jeżeli wcześniej jedli na przykład smażone potrawy, lub pochodzenia zwierzęcego. Odrobinę spadła temperatura mojego ciała. Na szczęście moje zwyczajowe niskie ciśnienie krwi, nie obniżyło się, chyba że tuż po treningu jest niższe niż przed 811. Mam dużą łatwość do powrotu po biegu do ciśnienia i tętna spoczynkowego. To jest bardzo ważne i bardzo dobre zjawisko. Mój obecny poziom energii i ogólnego zadowolenia jest stabilny i co tu dużo owijać w bawełnę, wysoki. Mam poczucie spełnienia, coraz częściej jestem tu i teraz, a ostatnio bardzo często. Niestety jest pewien minus, mam poczucie, że moja skóra jest bardziej sucha. A Asia BW twierdzi, że wręcz nie musi używać już kokosku. Mnie niestety to ominęło. Często muszę nawilżać skórę. Myślę, że ma to coś jeszcze wspólnego z detoksem i mam nadzieję, że zniknie. Wkrótce.

Podsumowując. Jest git. DR daje rady, co zrobić kiedy nie ma się za dużo owoców pod ręką. Na przykład na wyjazdach. [youtube=http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=3wautTXPLtQ]

Kończę na dzisiaj nawijać, wkrótce uporządkuję moje posty w kategorie na przykład stricte o zdrowiu, diecie etc., bo może ludzie co ostatnio wchodzą na bloga nie dokopują się do info, które mogłyby ich bardziej zaciekawić niż wypociny nieobyczajnej niekiedy pepsi.

Owocek i warzywko od ziółka Wasza pe
-
 67

Czytaj także