ROcenzja
  • Pepsi EliotAutor:Pepsi Eliot

ROcenzja

Dodano: 123

Hejstwo Państwu przy poniedziałku, Patrick Suskind w Pachnidle opisał beletrystyką jak to pewna kobieta znalazła niemowlę, przytuliła go do twarzy, spodziewając się rzewnego doznania, wciągnięcia kinolem najpiękniejszego z zapachów, niemowlęcej głowinki. A tu nic, dziecko było bezwonne. Tak sobie właśnie rozmyślałam w drodze do restauracji witariańskiej RO. W jaki sposób i czy w ogóle, zmysł powonienia, który potrafi kusić, o ile oczywiście aromat jest z umiarem sączony na salę, nie z kuchni, tylko z potraw przy sąsiednich stołach w takich miejscach, zostanie zrównoważony innym doznaniem. Dajmy na to wzrokowym. I czy się to odbędzie jak w nowoczesnej lodziarni, oszczędnie w design, chrom i szkło, czy też raczej magasin de crème glacée w stylu paryskim, czy podobnym wiedeńskim, wiele kryształków w żyrandolach, przepych. Jak to Kraków lubi. Kiedy podchodzimy, przed wejściem do restauracji stoi, jak się później okazuje, Paweł współwłaściciel RO, z gościńcem, częstuje przechodniów miniaturowymi arcydziełami surowej kuchni roślinnej. Chętnie kosztują, kiwają z aprobatą głowami, zaglądają nawet na chwilkę do restauracji, ktoś zostaje od czasu do czasu na małą przekąskę. Nie za często, ale jednak. A to przecież coś zupełnie nowego. Ludzie są przyzwyczajeni przez hipermarkety do próbowania specjałów garmażeryjnych, albo nabiałowych, ale tutaj jest jakby zdecydowanie bardziej światowo. Wyrafinowany człowiek, zwraca się do nich najpierw z angielska, potem jak jest potrzeba to z polska i zachęca do degustacji. Opowiada o raw foodzie. Ludzie grzecznie słuchają, nie wiadomo tylko czy z naturalnej ludzkiej właściwości odwzajemnienia się, czyli odwdzięczania się za poczęstunek, czy rzeczywiście ziarno idei pada na podatny grunt. Czas okaże.                                      Paweł pod RO i degustatorzy Wchodzimy. Nic z klimatycznych knajp na Kazimierzu. Przede wszystkim uderza, no dobrze niech będzie, omiata twarz jeden z żywiołów. Powietrze. Jest to bowiem wnętrze aero. Powietrza jest sporo. Wnętrze jest długie, stosunkowo wąskie i wysokie. Zrobiono wszystko, aby wydawało się jeszcze dłuższe, węższe i jeszcze wyższe. Jest to w sumie ciekawy zabieg formalny, który osiągnięto, optycznym podwyższeniem wnętrza za pomocą długich sznurów z elektryką zakończonymi zwyczajowo czymś świecącym. Tutaj możemy dogłębnie zapoznać się z budową żarówki energo oszczędnej. Natomiast długość i stosunkową wąskość lokalu iluzorycznie rozciągnięto i zwężono, barem ustawionym wzdłuż dłuższej ściany, kosztem odrobinę niepokojącego zjawiska ustawienia kilku stolików jakby w korytarzu, jakby na czyjejś drodze, jakby w poprzek trasy piechurów, na przykład do kibla. Kibel świetny, na marginesie dodaję.

 Nulina rozmawia z dziennikarzem przed lodówkami, widoczna przestrzeń wnętrza

Projektantem wnętrz jest właśnie Paweł, dyplomowany grafik, we własnej osobie współwłaściciela. Dwa w jednym. Twierdzi, że jedynie słuszny jest minimalizm, bo tak lubi i tak jest pięknie. Tutaj następuje w sensie ścisłym minimalny zgrzyt na dystansie gar Pepsi i dynia Pawła. Dobra minimalizm, dobra surowe, jak najbardziej, tylko dlaczego z plastiku? Kraków to jedna wielka konserwa. Przejdźmy się po ukochanych knajpach krakowian, nie ma tam minimalizmu, jest bałagan, byle co, jest okropnie, ale to są klimaty krakusów. Wydaje się, że współczesny krakus wcale nie lubi współczesnego designu. Nie mówiąc o archaikach. Inaczej jednak przedstawiać się może sytuacja z cudzoziemcami, więc czas okaże czy dobrze kombinowałam. Jest jeszcze tak, że wspaniały zamysł przedsięwzięcia pokona wszystkie ewentualne niespójności. Ale i tak muszę napisać o moich odczuciach, zaznaczam subiektywnych.

Idea sztuki bez ustępstw, jak najbardziej, ale sztuka użytkowa tworzona jedynie z myślą o preferencjach autora, nie koniecznie. Żeby dobrze sprzedawać modę, trzeba robić rzeczy, które się podobają klientom, a nie twórcom. Czasami zdarzy się, jak w przypadku Toma Forda, że jego dzieła trafiają do wielkiej rzeszy odbiorców, gdyż mają podobne gusty, ale nie są to za częste sploty okoliczności. Paweł przedstawia swoją koncepcję tego wnętrza ciekawą metaforą, wokół perła, a tutaj suną komety. Sorry, coś ze środka na pewno opuściłam. Grzecznie tylko nadmienię, że ten zażółcony beż, to nie perła, ale fakt, że z kometami wszystko się zgadza. A więc powietrzne wnętrze surowe, bo jemy tam surowo, rozumiem. Wnętrze zbyt poważne jak dla mnie. Brakuje mi tu cudzysłowowa. Trochę fejsa by się przydało. Biglem mają być białe, różowe i seledynowe krzesła z plastiku w stylu designerskich siedzisk z polipropylenu Rossa Lovegrove, z ażurowymi oparciami, przez które hulać ma powietrze do woli. Ich biglem jest kolor i przewiewność, ale dla mnie to jest zbyt roztropne.Oddycham jednak z ulgą, że nie wprowadzono nudnych jak flaki z olejem i wyeksploatowanych maksymalnie przezroczystych krzeseł Filipa Starca. Na ścianie po lewej od wejścia długi rząd siedzisk z przezroczystego poliwęglanu podwieszonych na surowych metalowych uchwytach. Moim zdaniem najlepszy design we wnętrzu. Natomiast najgorszy, to popielate plastikowe blaty stołów, działające w połączeniu z pocieraniem ich bawełnianymi rękawami odzieży jak ebonitowe pałeczki z lekcji fizyki i zaczynają jak rzeczone przyciągać różne małe przedmioty, w tym włosy na rękach i karty płatnicze. Brakuje mi tam pasa płótna surowego malarskiego z czymś istotnym lub nie istotnym. Surówki ze szmaty. Brakuje mi takiego minimalnego klimatu szmaty, do którego mnie to miasto przyzwyczaiło. Szczególnie jak zacznie być za chwilę zimno, a do tego oczywiście wychładzające potrawy witariańskie. Mnie przynajmniej zawsze wychładzają. Mogły by być ewentualnie historyzujące włoskie amory, tylko, że nie te amory, bo są zbyt już ograne, delikatnym freskiem wychodzące ze ścian. Albo włoszczyzna jako fresk rozmyty.

Coś pod publikę. Chociaż może się mylę. Jest jeszcze taka prawidłowość we wnętrzu minimalistycznym, że przeciętny człowiek wraz ze swoim majdanem, robi od razu wizualny nieporządek. Wprowadza chaos. Dobrze się tylko komponują Barbie i Keny ubrani najlepiej w czerń i biel, z minimalnymi akcentami kolorystycznymi, albo najlepiej wcale. Więc czasami dobrze jest wyprzedzić niejako bieg wydarzeń i wprowadzić już za wczas trochę krnąbrnej niedoskonałości. Ale dość nawijania o designie i wyżywania się, gdyż wnętrze jest niewątpliwie interesujące i ma wszelkie atuty, żeby stało się terytorium świetnych wibracji i modnym środowiskiem w najlepszym tego słowa znaczeniu, nowej idei, naszej idei, surowego, pożywienia roślinnego. Dano nam okoliczności, natomiast prawdziwy klimat wnętrza będziemy tworzyć my, ludzie, którzy tam się spotkają.                                 Dziewczyny przyglądają się raw foodkowi. Nad całym przedsięwzięciem rozpięte jest wielkie ramię mocy duchowej właścicielki lokalu, zaklinaczki dusz Nuliny. Nulina umie zaklinać dusze, a jednocześnie jest wielką smakoszką. Zbliżam się wreszcie do lodówki z wyeksponowanym jedzeniem. Biorę lasagne z cukinii i kromkami surowych krakersików, smarowanych a' la śmietankowym serkiem z nerkowców i do tego sałatkę z sałaty z dodatkami, plus zielony sos.Dżi Ar Zi wybiera sobie talerz różności, zawierający nawet zupę-krem z pomidorów świeżych i suszonych i pierożki buraczane. Nie przypominają w smaku za nic w świecie pierożków, ale są smakowite, jak twierdzi post factum rzeczony. Jedzenie zachwyca subtelnością i delikatnością smaków. Jest bardzo wyrafinowane. Myślę, że jakby pani Boutenko wpadła razem z Paulem i nawet Wolfem, to nie mieliby nic do gadania, tylko w ciszy mlaskaliby wykwintnie.W potrawach uderza subtelność, świeżość, doskonała znajomość tematu, spójność i radość. W restauracji pracują witarianie i właściciele to witarianie. Życiowa energia i wesołość wisi w powietrzu. A desery, to po prostu mistrzostwo.Szarlotka pyszna jak szarlotka, ale krem owocowy owinięty długim plastrem mango, podany w pucharku jest chyba najlepszym pożywieniem z jakim się kontaktowałam w moich doświadczeniach na podniebieniu własnym. Dżi Ar Zi twierdzi, że sałatka owocowa z kremem a' la śmietankowym to majstersztyk. Więc nie wiadomo kto z nas ma bardziej wyrafinowane kubki smakowe.

Zaczarowana Nulina w zamian za ściśle tajną informację, którą jej przekazałam w formie pisemnej zobowiązała się do wypędzenia ze mnie, bez dodatkowego ekwiwalentu finansowego, haków i klątwiszczy rodzinnej, na którą to przypadłość zostałam przebadana i okazało się, że w sensie ścisłym, mam rzeczone. Badanie nie było zbyt absorbujące, bo jadłam sobie owe specjały, a tymczasem Nulina mnie badała. Na szczęście zagubionych dusz nie posiadałam, ani upadłych też nie. Dżi Ar Zi, dobrze się złożyło, nie miał również z nikim takim do czynienia w swoim cielsku eterycznym, chociaż też może mógłby liczyć na wypędzenie. Mam nadzieję, że nie trywializuję za bardzo, bo sprawy są poważne i poddałam się im dobrowolnie. I nie żałuję. Mamy podobno wiele żyć, i wiele razy nasza dusza schodzi na ten świat, co zostało metafizycznie zaakceptowane przez umysły podatne na transcendencję, natomiast dla takich jak ja chemików empirystów, przyszła z pomocą podobno tajemniczo brzmiąca, ale jakże industrialnie, fizyka kwantowa. Podsumowując. Nadeszliśmy głodni i nastawieni bardzo sceptycznie, dodatkowo ja, z klątwiszczem rodowym i hakami jak się okazało, jednym czy dwoma. Wyszliśmy radośnie najedzeni, rozkrochmaleni na maksa, dodatkowo ja z wizją pozbycia się Harnasiowych dolegliwości no i klątwiszcza. Wyjaśnię tylko, że haczydła polegają na tym, że mnie ktoś hejtem namierzył nie jednym, a w klątwiszcza nie wnikałam, byle też były wygonione. Co dla Nuliny to pesteczka.

Nie nazywałabym się pepsi eliot, gdybym na koniec jeszcze czegoś nie dodała, żeby nie było tutaj totalnej hagiografii. Jesteśmy z Dżi Ar Zi witarianami, ale na całkowicie innej, a z pewnością nie tak pysznej diecie niż witarianizm, który tutaj nam z miłością zaserwowano. Jesteśmy na diecie 80/10/10, a większość potraw z wyjątkiem doskonałych soków, to tak na oko 40/50/10, gdzie 40 to węgle, 50 to tłuszcz, a 10% to w obu przypadkach białko. Dlatego nie możemy jeść częściej takich posiłków niż raz na miesiąc. Jeżeli RO chciałoby nas gościć kilka razy w tygodniu i nie tylko na sokach, to musi powstać jakieś danie w stylu 811, gotowe albo samemu do skomponowania sobie z ingredientów. RO serwuje dania wykwintne, niewielkie porcje, ale za to niezwykle kaloryczne, my jemy wielkie porcje o niewielkiej ilości kalorii. Czyli na przykład wielka organiczna sałata z warzywami, owocami i cukinią i minimalna ilość tłuszczu, ale osobno, bo ja nawet tego nie używam. To tak na co dzień. Jednak rozumiemy, że jest to bardzo nie współgrające z ideą majstersztyków kulinarnych, więc nie spodziewam się specjalnie wiele po moim pełnym melancholii apelu. Jednak już od tej pory wszystkich moich gości, będę tutaj zapraszać, albo kupować dania na wynos, na domówki, gdyż na pewno tych delicjus nie przebiję.

Jeszcze na koniec zahaczę o serwowane w RO soki, gdyż są wyciskane na Angelu, szkoda tylko, że na zapleczu. Ale minimalista designer Paweł, konsekwentnie uznał, że Angel to wprawdzie świetna i spektakularna wyciskarka, ale przy robieniu soków robi się bałagan. Lubię bałagan przy wyciskaniu soków. Szkoda, że nie mogę tego zobaczyć, tym bardziej, że wszyscy wiemy,  Andżel to jedna z najbardziej prestiżowych wyciskarek świata i fajnie że można by było gałką oczną utwierdzić się w tym, że dla ciebie ciśnie soczysko, coś takiego. Ludzie, którzy tu pracują, wzbudzają ekscytację.Poznałam Konrada, bo sam chciał mnie poznać. Jakaś miła i urodziwa osoba trzasnęła mi fotę, ale ma ją zakaz publikacji, gdyż wszystkie moje foty, może robić tylko osobisty aparat, a potem mój kolo adobe rzuca na nie okiem przed światowymi narodzinami. Więc dziewczyno skasuj tę fotę. Zmiana warty przed RO

Podsumowując po raz kolejny: było śmiesznie, pysznie, wykwintnie, designersko, oczyszczająco, anty haczykowo, wyrafinowanie, głęboko, świeżo i na dodatek aero.

OCENA KOŃCOWA Skala 1 do 10. Daję bite 8 z dużą tendencją do 9. Zresztą 10 i tak jest nieosiągalna dla żadnej resty. 10 ma u mnie tylko Dżi Ar Zi, bo wprawdzie obiecywał kiedyś, że będzie mi gotował, a teraz podaje za to owoce w łupinkach i z pestkami.

PS W następnym życiu chcę powrócić jako osoba niewierząca w reinkarnację. (Czajnik vs. toster)
 123
  • pepsinek   IP
    ja jestem sztabiakiem sierżantem, tyle wiem Jahu, więcej ci nie powiem w temacie szarż na blogu pepsiny
    Dodaj odpowiedź 0 0
      Odpowiedzi: 0
    • krystyna   IP
      Mogę zameldować - dzisiaj już w południe zaliczyłam 2 rundy. Tak wypadło. Zawsze ćwiczę z Pepsi ok.4-5pm.
      Pozdrawiam Pepsi i wszystkich.
      Dodaj odpowiedź 0 0
        Odpowiedzi: 2
      • Agnieszka   IP
        Dzisiaj przeszły trzy rundki bez większych problemów i bez bólu , bo na rozgrzewkę zaserwowałam sobie kilometrową przebieżkę na bieżni i tak już będę czynić teraz przed każdym kapsi.
        Nie wiem czy wegańskie jedzenie zmniejsza agresję, ale z całą pewnością zwiększa empatię. Nie mówię tego w oparciu o moje doświadczenia, bo ja to zawsze kochałam zwierzaki, ale moja mama nie była wtym temacie zbyt wylewna, a odkąd przeszła na weganizm, to diametralnie zmieniła stosunek do naszej kocicy Samanty. Stały się sobie naprawdę bardzo bliskie, kocica odprowadza nawet mamę do sklepu. A odkąd w lipcu urodziła się piątka małych, to już była sielanka, do dzisiaj.... Dowiedziałam się rano, że wszyskie maluchy najprawdopodobniej zostały w nocy skradzione ze stodółki w której spały ze swoją mamą, ślad po nich zaginął . Znalazła sie tylko kocica, która po wielu godzinach zaprzestała poszukiwań. Tak, że dzisiaj mam dzień płaczliwy, tak jak moja mama i moje dzieciaki.
        Dodaj odpowiedź 0 0
          Odpowiedzi: 2
        • krystyna   IP
          A zdjęcia z RO ciekawie piękne zrobiłas.
          Też nie przepadam za plastikowymi krzesłami, ale prezentują się wesoło.
          Dodaj odpowiedź 0 0
            Odpowiedzi: 1
          • krystyna   IP
            Ładnie poszły dwie rundy - melduję zadowolona z siebie
            i z Pepsi oczywiscie. Bez Pepsi dopingu nie miałabym takich mięsni,
            jak nigdy dotąd w moim życiu.
            Dodaj odpowiedź 0 0
              Odpowiedzi: 1

            Czytaj także