we łbie kiełbie, ale pisać trzeba
  • Pepsi EliotAutor:Pepsi Eliot

we łbie kiełbie, ale pisać trzeba

Dodano: 30

Dzień się zaczął jak zwykle dziwnie. Nieprawdopodobne wichrowe błękitno chmurzaste niebo. Wpadłam w zachwyt. Liście skakały, znalazłam jakieś jabłko w trawie. No coś pięknego. Jak można woleć ciepłe kraje bez naszej jesieni. Jesień lepi się do mnie jak magnes do lodówki. W sensie ścisłym, ogromnie. Spieszyłam się moim rumakiem, żeby kupić Politykę, bo przeczytałam zajawę, jakoby ateistka Peszkówna Maria miała depresyjne i bolesne nawet fizycznie kłopoty ze sobą samą i wyzwoliła się też sama z tej matni, bez pomocy Boga. Gdyż Bóg tylko człowiekowi przeszkadza, bo człowiek zaczyna zbytnio na niego liczyć i umniejsza tym swoje działania, czyli możliwości. Liczy na stwórcę a mógłby w tym czasie sam coś zadziałać przecież. Ponieważ miałam niejednokrotnie podobne spostrzeżenia, więc tym bardziej ów periodyk chciałam przywłaszczyć, ale na wsi podkrakowskiej nie ma Polityki. Ani Przekroju też. Jest tylko To i Owo oraz magazyn Party. Co prawda, Tygodnika Powszechnego też nie zauważyłam, nawet w spożywczym przy Kościele. Jednakowoż nie chciało mi się rozkminiać o zaawansowanym procesie czytelnictwa periodyków na wsi podkrakowskiej. Bo sama nie mam już zdania czy to dobrze, czy źle. Nie martwię się tylko o brak informacji o telewizyjnych serialach, bo stosowna prasa była, jest i będzie. Rozczarowana wróciłam do domu, gdyż lubię wtyczki o ateistkach, człowiek nie czuje się wtedy tak wyalienowany w tym kraju, tym bardziej, że ją Peszkównę Marię podobno bardzo od diabłów shejtował jakiś przedstawiciel prawicowych poglądów. No to o Peszkównie Marii nic nie napiszę więcej dzisiaj, choć muszę przyznać do znudzenia socjety, że bardzo lubię takie osoby. Są mi bliskie. Potem zabrałam się za strukturyzowanie wody. Pan właściciel wody natlenianej z górskiego potoku przywiózł wodę. Mówił wiele, ale żadnego konkretu, widać, że nie do końca pojął co chce przekazać. Doszło do konkluzji, że nie ma dla mnie zdjęcia kryształu rzeczonej, pod mikroskopem zrobionego, ale mam mu na słowo uwierzyć, że struktura jest i kropka. Na dowód mam wybrać sobie suchciela kwiatka, czy roślinę jakąkolwiek, byle w złej formie była i podlać florę. Podobno ma odżyć. Tak się sprawdza, czy woda jest strukturalna czy nie. Dobra, podlałam całkiem żółtego bukszpana. Chociaż nie wiem czy nie był zbyt zdechły. Okaże się. Spróbuję jeszcze podlać coś mniej podupadłego. Podlałam i teraz sprawdzam pana pokera. Chcę dużo tej wody zamawiać i w rezultacie żłopać, więc niech co nieżywe oprzytomnieje. Zaczekam. Dość lubię słowo kurwa i wielokrotnie działa na mnie jak jak psychiatryczna tabletka, więc kilka razy wodę typu Nałęcz napompowałam tym balsamem słownym, ale cwanie mówiłam kurwa z intonacją miłość. Kupię sobie mikroskop chyba i zrobię własny dokument o wodzie. Ciekawe, kto będzie cwańszy. Ostatnio żyję w bliskim kontakcie z osobą głęboko owładniętą siłami transcendentnymi. Dla równowagi chyba, ja sama jeszcze bardziej zapadam się w rozum. Z tym, że nie na pewno. Moje miasto się zmienia. Dogorywa miła knajpa otwarta przez pana Gesslera, powinowatego pani Magdaleny. Na rogu Placu dominikańskiego i Stolarskiej, w pięknych, jasnych kolorach beżowych surowych kloców drewna, nie żółtej lakierowanej sosny, broń Boże, powstał wspaniały zamysł. Przez 24 godziny pieczono chleb prawdziwy i można go było kupić solo, albo zjeść z zupą, maczanką po krakowsku. Pomijając, że nie był to lokal wegański, ani tym bardziej witariański, wszystko inne bardzo mi się podobało pod każdym względem. Świetny wystrój, kuchnia na widoku, nic się nie ukryje, zapach świeżego pieczywa 24 godziny na dobę, aromatyczne, klasyczne zupy i taka klapa. Podobno nie ma nawet kasy na wypłacenie ostatnich pensji pracownikom, ale nie chcąc być posądzona o pomówienie, wyraźnie zaznaczam, że tak słyszałam, ale nie mogę stwierdzić że to prawda. Jednak lokal się zamyka tak czy siak. W sumie szkoda, choć prasa nie przepada za tym akurat Gesslerem, gdyż podobno winien jest to i owo miastu stołecznemu Wawa. Ale w Krakowie płacił podatki bez szemrania, więc spoks. Dlaczego Krakowianie olali maczankę po krakowsku, a w nocy wolą się raczyć kiełbaskami z rożna pod halą grzegórzecką, albo zapiekankami na placu Nowym? Nie wiadomo. Okrucieństwo krakusów. Może zaoszczędzili siedemdziesiąt groszy. Chociaż Kraków jest nieziemsko piękny, tak czy inaczej mam wyjebane na miasto. Kocham tylko wieś. Wieś mnie rozkrochmala, a o tej porze roku jestem wręcz rozanielona. Wichrowe wzgórza, Emilii  Bronte, szkoda tylko, że jakiegoś klifa tu nie ma w pobliżu, bo bym tak stała na brzegu, gapiła się w dal i chłonęła. Jestem tak na przyrodę czuła jak coś na coś. Wymyślcie sobie sami stosowną metaforę, bo ja tylko panem Tadzikiem potrafię nawinąć. Ale zdaje się ktoś już to napisał wcześniej. Wywołuję konkursa, o czym jest ten wpis dzisiejszy. Do tego Jahu mnie zamęcza truciem o węglach na 811. A co z insuliną, a co z tłuszczem, a co z błonnikiem? Wszystko ok Jahu. Jak najbardziej siur. Sie napisze o wszystkim setny raz. Inna panna wrzuciła linka do swojego bloga niemieckiego po polsku pod moim dawnym wpisem recenzja, że kocha i wzoruje się na autorce książki, o której pisałam akurat onegdaj. Rzeczywiście, miła hagiografia z tego wyszła. Ale nie o tym chcę pisać, tylko o innym aspekcie, gdyż zawsze lubię sobie lepiej poznać osobę, skoro się już objawiła. I czytam, że ma dwoje dzieci, jest szczupła, ładna, ma kochającego i pomocnego męża i w związku z tym jest mało lubiana, bo jest zbyt idealna. Nie roztyła się też po dzieciach, a to nie jest dobrze tolerowane podobno. Znalazła się też osoba, co ją w tym poparła, co sama też się czuje jak Jagusia na taczkach wypędzona ze wsi, za piękność akurat i jej lajknęła. Jeżeli wydaje ci się człowieku, że jesteś idealny, śliczny, mądry, nikt cię dlatego nie lubi, bo ci do pięt nie dorasta, że ci wszyscy zazdroszczą i nie wchodzą z tobą w szczere, nie podbudowane bezinteresownością relację, że wszyscy wokół to buraki cukrowe, a ty jesteś jakaś inna, jakby szczupła rusałka, czy płaski w pasie elf, a nie nazywasz się Rabczewska Doris, i że z mężem masz relacje przyjacielskie, a erotyczne też są najlepsze właśnie w waszym alkierzu, to jedno jest prawie pewne, prawdopodobnie jesteś cholernym głupkiem. Wyłączyłam Doris, bo ona podobno w Mensie siedzi. Konkurs zostanie rozstrzygnięty w dwa dni po nadejściu prawidłowych odpowiedzi. Nagrodą jest długie wspólne milczenie, wygrana osoba z pepsi eliot autorką tekstu. Razem.

Pa Państwu, jor fiu bździu pepsinek

PS Oddział, już wkrótce miesiąc. PS Jeśli kiedyś nastawisz komuś rękę do przybicia piątki i piątka ta nie zostanie przybita, najlepszym sposobem na wyjście z sytuacji z twarzą i humorem jest krzyknięcie „Heil Hitler!” (Czajnik vs. toster)

-
 30

Czytaj także