Recenzja recenzji mięsożernego krytyka na temat witariańskiej resta
  • Pepsi EliotAutor:Pepsi Eliot

Recenzja recenzji mięsożernego krytyka na temat witariańskiej resta

Dodano: 111

Recenzja recenzji mięsożernego krytyka na temat witariańskiej resta

Popularny krytyk kulinarny nadszedł incognito do RO i po owej wizycie, a w zasadzie dwóch napisał recenzję TUTAJ

Już sam tytuł pod jakim rzeczona się ukazała, który miał być chwytliwy jak to nagłówek w gazecie, ale też spektakularnie dowcipny „Ro, Węgierskie Specjały. Wełnista świnia kontra korzonek” świadczy o tym, że idea odżywiania się surowymi bio roślinami generalnie dla pana Nowickiego jest śmieszna. Jedzenie panu krytykowi dość smakowało, chociaż w efekcie końcowym okazało się nudne. Ze znawstwem erudyty przeanalizował kilka potraw i okazało się, że są zadowalające. Aromatyczne i zróżnicowane, jednak zawiało degustatorowi flakiem z olejem, czyli monotonią. Jakby sprzeczność. Pan Nowicki Wojciech przybył ze swoją progeniturą w ilości dwóch sztuk i zapłacił w restauracji za konsumpcję 150 peelenek. Czy to sporo? Czy ktoś pojawił się kiedyś w sklepie ze zdrową żywnością i skonfrontował ceny warzyw i owoców bio i tych z herbicydem? Czy ktoś zdaje sobie sprawę, że każdy orzech, każdy liść zioła, każda pieczarka, przyprawa, a nawet woda, która jest dolewana do potraw to najbardziej hardcorowy organik, a woda do tego jest strukturalna. Czy ktoś kiedykolwiek słyszał o wodzie strukturalnej? Jestem przeciwna robienia z radosnej restauracji miejsca martyrologii, czyli nawijania tylko o zdrowiu, ale to się dzieje mimochodem. Każda potrawa działa jak wielki detoks, dla naszych trzewi, a wystarczy przecież żeby 51% szamy było surowej roślinnej w naszej diecie i organizm nie potraktuje już innego jedzenia codziennego jako trucizny. Każda potrawa w RO działa też odkwaszająco i w kontekście tego gdzie się udał później znany recenzent miał już jakiś podkład asekuracyjny dla trzewi pod to co wrzucił na ruszt w postaci świni z włóczki setki. Pan Nowicki żartuje, przytaczając scenę z klimatycznego filmu w gwiazdorskiej oprawie, co zwykle nie idzie w parze, ale tutaj się udało, Notting Hill, kiedy panna opłakuje marchewkę przy stole. I to jest dżołk i to jest błyskotliwe, ale w konfrontacji z tym, co skonsumował później znany komentator, już wszystkim odechciałoby się żartować. Marchewka niech zdycha, a co tam, nawet witarianin z tą śmiercią łatwo się godzi, ale już trzecia inteligencja po człowieku, bo przypominam człowiek, naczelne, delfin, świnia, ukatrupiona i zjedzona nie wzbudza chęci do igraszek słownych. Tak śmierć marchewki może być zabawna, ale uśmiercenie świni już z pewnością nie. Nie ma takich reklam. Że świnie idą na rzeź, koszmarnie kwicząc, a potem różowa szynka od barwionych absorbentów pojawia się w kolorowym plastiku. Jest tylko wesoła Miss Piggy, trzymająca się pod boki i grzecznie dzieląca się swoją późniejszą galantyną. Nie o to chodzi, że pan Nowicki, wiadomo, że mięsożer ma podejść bez krotochwili do warzywa i owocu. Wręcz przeciwnie, ale skoro ośmieszamy jakąś ideę, a tak na prawdę jedyną słuszną dla trzewi człowieka, na zdrowy chłopski rozum, to powinien spojrzeć mniej rewizyjnie w stosunku do jednego, skoro w drugim przypadku na prawdziwy problem chce przymknąć oko. W końcu to Nowicki publicysta wrzucił dla podkręcenia piłeczki pewnie, do jednego garnka korzonek i świnię. Co do nazw potraw, mam bardzo podobne odczucia do żurnalisty Wojciecha, o czym pisałam już na tym blogu, a także radziłam właścicielom, aby skupić się na radosnym bio organik eko, a nie wspominać burgerów i pizzy. Ale to jest tylko detal przecież. Jedzenie w RO tak jak napisał rzeczony jest bardzo aromatyczne. Nikt tutaj nie boi się smaków i konkretów. Czyli każdy człowiek, który żywi się niezdrowo, więc nie ma wysublimowanych kubków smakowych natenczas, jest w stanie docenić aromaty i smaki potraw w RO. Nie trzeba być wcześniej witarianinem przez rok, czy frutarianinem. Każdy może tutaj wejść, zjeść jeden bardzo smakowity posiłek i przy okazji odtruć swój organizm. Jest to też rozwiązaniem w przypadku, kiedy nie chcemy już w domu myśleć o tym, aby 51% pożywienia, było surowe, roślinne i organiczne. To jest wielkie udogodnienie dla ludzi, tylko trzeba nieść tę świadomość. I tę wiedzę musimy ludziom podawać na tacy. Surowy pokarm pochodzenia organicznego powinien stanowić przewagę w naszej diecie. Phillip Day - dziennikarz śledczy i pisarz, zajmujący się pożywieniem, wypowiada się, że kiedy gotujemy jedzenie system immunologiczny reaguje na nie jak na toksyny. Większość ludzi o tym nie wie, że krew przechodzi w proces leukocytozy trawiennej, który uaktywnia białe krwinki przeciwko zjadanemu, gotowanemu pożywieniu. Dzieje się tak prawdopodobnie dlatego, że proces gotowania zniekształca strukturę żywności, że ciało go nie rozpoznaje i traktuje jak toksynę. Czyli zwykły posiłek staje się obciążeniem dla układu immunologicznego, który pełni najważniejszą funkcję w organizmie, funkcję ochronną. Rak to też choroba systemu immunologicznego. Paul Kouchakoff w latach 30-tych poprzedniego stulecia wykazał w swoich opracowaniach naukowych, że jeżeli w codziennej diecie 51% jedzenia stanowi pokarm surowy, nie wystąpi leukocytoza, czyli reakcja białych krwinek, o czym wspominałam wcześniej. Czyli jeżeli 51% pokarmu będzie surowego, pochodzenia organicznego nie przeciążymy już i tak nadwyrężonego systemu odpornościowego. Nawet lekko podgotowane jedzenie traci naturalne enzymy, które pozwalają łatwo strawić pokarm i rozprowadzić jego wartości odżywcze w całym organizmie. (z posta pepsi "jedzenie ma znaczenie", który powstał na podstawie filmu o tym samym tytule)

Oczywistym jest, że ludzie chcą się przy jedzeniu odstresować. Nie chcą wiedzieć o tym, że salami ich zabija. Że zakwasza im trzewia, tworzy polipy na jelicie grubym i podwyższa trójglicerydy. Nie chcą o tym słyszeć. Myślą, że będą bezkarnie spożywać napompowane chemią mięso i podawać do gardła nisko tłuszczowe sosy z jogurtów, nie interesując się IGF. Tak nie ma. Pomijając już całkowicie aspekt moralny, masz odwłok od środka poskręcany od zgniłego białka zwierzęcego, bo nie łatwo trawionego, zatrutą wątrobę i zakwaszone nerki. Jelita to nasz drugi mózg. A to, co się dzieje w nich po wizycie w węgierskiej jadłodajni, czy tylko kiosku jest zamachem na własne trzewia i tylko dla równowagi powinieneś chociaż zahaczyć o deser w RO. Jak odtrutka. Jak antidotum. Jak oczyszczenie. Surya już wprowadziła gotowane jedzenie. RO na to nie pójdzie. Tu jest oaza na pustyni

Wracając do znanego krytyka kulinarnego Wojciecha. Odgraża się, że prawdopodobnie rzadko będzie RO odwiedzał, w domyśle może nawet wcale. Woli salami. I git. Trzewia pana Wojciecha są jego sprawą. Nie wygląda zresztą zbyt zdrowo z fizys. Ale pan Nowicki Wojciech przyprowadził do restauracji swoją niepełnoletnią progeniturę. Dzieci zostały nakarmione najlepszą strawą jaka istnieje. Całe społeczeństwo powinno dać na to przyzwolenie. Prawnie, dzieci powinny mieć zagwarantowany wolny i swobodny dostęp do surowej organicznej żywności roślinnej w RO. Tym bardziej, że jest też smakowita, co do dzieci przemawia bardzo. Ale dojdzie do tego, jestem pewna, że przyprowadzenie dzieci do restauracji węgierskiej, czy nawet pod kiosk i nakarmienie ich świnią czy też osłem będzie karalne. Opiekunowie będą karani za takie bezeceństwa. Własne polipy mogą sobie hodować na osobistym kolonie, ale od naszych dzieci, bo wszystkie dzieci są nasze, wara. I wkroczy kiedyś bezpieka, jak przy przemocy w rodzinie, zajrzy do garów i odbierze toksycznym rodzicom ich dzieci i da je nam. Będziemy je czcić z miłością i karmić ich trzewia najczystszym jedzeniem, dla nich stworzonym. Więc Pan Nowicki Wojciech może się przemieszczać gdzie chce w poszukiwaniu polipa, ale od naszych dzieci już wkrótce, wara! Nie wolno karmić człowieka, który ukończył czwarty rok życia, mlekiem, ani jego pochodnymi. Nigdy zaś przetworzoną żywnością, ani cukrem, ani glutenem, ani przetworzonym mięsem. Surowe mięso dzikich ryb morskich z nieskażonych akwenów wodnych dopuszcza się w ilości nie większej niż 5% w pożywieniu. Z moralnego punktu widzenia żadnego mięsa, gdyż rośliny i bakteria produkująca B12, oraz słońce w rzeczywistości potrafię zapewnić wszystko co jest do najlepszego  życia w zdrowiu niezbędne. Oto moja recenzja recenzji.

Mój rekord na 100 metrów to 50 metrów! (Czajnik vs. toster)

-
 111

Czytaj także