Roślinożerność jest świecka czyli profanum.
  • Pepsi EliotAutor:Pepsi Eliot

Roślinożerność jest świecka czyli profanum.

Dodano: 125

Witajcie Człowieki i Zwierza, albo jedno i drugie w jednym, dzisiaj znowu z nawiniątek za którymi nie przepadacie, ale to moja bloga i mam potrzebę opowiedzenia Człowiekom i Zwierzom właśnie to co następuje: Wczoraj wysłuchałam wywiadu ze Staszczykiem Muńkiem z T. Love. Wypowiedział się jasno, że wierzy w Boga i do tego tego klasycznego. W sensie chrześcijańskiego, a nie w te teraz unowocześnione wersje, zlepione dla wygody z różnych religii, głównie buddyzmu i innych takich. Muniek Staszczyk jest zgredem, dobija do pięćdziesiątki i stawia na klasykę. Redaktor zapytał jeszcze, czy Muniek uświadamia sobie, że oznaczać to może bycie de mode. Że teraz mainstreamowe trendy raczej blokują się na Boga w sensie starodawnym. Jednam Muniek odrzekł, Trwam. Ludzie niektórzy w najlepszej jak mniemam wierze, chcą mnie natchnąć wiarą. Mam się wtedy poczuć jak Buszmen do którego wreszcie dotarł misjonarz. Jakbym błądziła po ostępach i manowcach, a dopiero teraz ktoś wskazał mi drogowskaz. Tam idź, tam jest prawda. Nie obrażam się na nikogo, a nawet więcej, nie mam poczucia wyższości, że to oni błądzą, a nie ja. Bardziej wzruszam się tą matczyną opieką, a jednocześnie nie chcę nikogo obrazić, że to jest dla mnie niewinna, bo naiwna baśń, jak ta o Św. Mikołaju. Wielu współczesnych wierzących podchodzi relatywnie do wiary katolickiej i zadając kłopotliwe pytania, na które Kościół nie daje odpowiedzi, raczej są skłonni zacząć wierzyć w inne, nowe wyobrażenie Boga, bardziej spójne z dzisiejszym światem i nurtującymi ich kwestiami niż zaprzestać wiary w ogóle. Podobno kardynał Dziwisz właśnie takim ruchom woli przyklaskiwać, które nie zadają niewygodnych pytań jak Radio Maryja, czy telewizja Trwam. Nawet Hołownia ma żal do Kościoła, że pozwolił, a nawet przyczynił się do likwidacji kanału TVN religia.tv. Kanał ten jednak zadawał niewygodne dla Kościoła pytania, takie jak Tygodnik Powszechny, czyli kwestie podatków, praw własności, pedofilii. Wracając, ludzie nie chcą zostać nawet agnostykami, a co dopiero ateistami. Wiara jest im potrzebna do znalezienia jakby równowagi w życiu. Wybierają wiarę w nowe wyobrażenie Boga, ale nie są skłonni z niej w ogóle zrezygnować. Takim doskonałym pod względem filozoficznym, ale również podobno popartym przez fizykę kwantową, chociaż tutaj nie wnika się zbyt głęboko, tylko bardzo powierzchownie traktuje stronę naukową tego zagadnienia jest Theta. Theta jest formą religijnego oświecenia, które zawiera w sobie wszystko: Jezusa, co niepodważalnie istniał, ale nie do końca wszyscy są pewni czy jako syn Boży, Matkę Boską, oraz coś z dharmizmu, bo właśnie reinkarnację. Poznajemy dusze upadłe, które przyczepiają się do człowieka, klątwy, haki i inne smutne przypadłości, ale też bezgraniczne światło Theta, symulujące Boga. Theta ma wielkie właściwości uzdrowieniowe. Ze swoim przewodnikiem możesz przebyć drogę do światłości i pozbyć się ziemskich kłopotów w swoim akuratnym wcieleniu. Theta jest bardzo współczesna i znajdujemy w niej wiele logicznych odpowiedzi na pytania, na które nie potrafiłby nam odpowiedzieć ksiądz katolicki, co najwyżej twierdzić, że jest to wielką tajemnicą wiary. Jesteś członkiem New Age? Twój Dharmizm, tudzież Taoizm aż zwala z nóg. Abrahamizm i Iranizm są całkowicie innymi systemami filozoficznymi, tak więc raczej nikogo nie przekonasz tą gadką (pomijam że reinkarnacja to dharmistyczna bzdura, która przez działalność misjonarską Indii przeniknęła do Taoi) Takimi tekstami się dzisiaj rzuca. Zdaję sobie sprawę, że owe bardzo laickie i lapidarne, a być może odebrane jako tendencyjne, bo jestem ateistką potraktowanie rozległych zagadnień o charakterze transcendentnym nie oddaje nawet w ułamku procenta głębi zagadnienia. Zdaję sobie z tego sprawę i nie miałam takiego zamierzenia, ośmieszanie poprzez lapidaryzowanie, jak komuniści w książkach dla wydziałów politologii i ekonomi, a przede wszystkim filozofii, traktowali religię katolicką niby mity greckie z arogancką pobłażliwością. Chociaż faktycznie, dla mnie religia katolicka jak i mity greckie to w rzeczy samej jedno i to samo, nie mniej jednak mam pełną świadomość, że to bardzo subiektywna ocena ateisty, który nie chce już wnikać w te tematy, gdyż co innego go interesuje. Jednak dobrze rozumiem pana frontmana T. Love, który znalazł się po stronie konserwy, czy to z racji wieku, czy też ponadczasowej głębokiej wiary w stałość. Nie mniej jednak dla każdego coś miłego. Jeżeli miałabym jakimś konfabulowanym na wprędce impasem przymuszona wybierać religię , wybrałabym idee Siddhattha Gotama, czyli buddyzm. Choć zaliczany jest do religii dharmicznych, czyli wyznających wiarę w reinkarnację i karmę, ale przede wszystkim dla mnie nieteistycznych. Zakładałam, że roślinożerność jest profanum. Lub w syntezie, buddystyczna, cokolwiek chciałam w ten sposób przekazać. Dlatego rozumiem jak wielu katolików będących weganami skłania się w pewnym momencie raczej ku buddyzmowi, ale nie ortodoksyjnie, lecz właśnie delikatnie, w poszukiwaniu swojego nowego Boga. Kiedy pytam ludzi, jaki jest ich światopogląd, to często mówią, że wierzą w coś, w jakiś absolut, jakąś moc sprawczą, ale zastrzegają, że nie jest to Bóg w kontekście wieści z katechezy. Dla odmiany wielu katolików będących na diecie wegańskiej z powodów etycznych przytacza między innymi wypowiedzi pewnego Amerykanina, katolickiego księdza wegetarianina wprawdzie, ale to już coś Johna Deara, który rozważa zagadnienia wiary chrześcijańskiej i wegetarianizmu. Poniżej jego wypowiedź: ...”Najlepszym przykładem wegetarianina w Biblii jest Daniel, który odmówił spożycia mięsa od króla, nie chcąc zbezcześcić swojego ciała. On i trzej jego przyjaciele stali się dużo zdrowsi niż ktokolwiek inny z powodu ich wegetariańskiej diety. Bóg wynagrodził ich wszelką wiedzą i mądrością.  Ze wspaniałych historii, które następują później, dowiadujemy się, że ktoś pozostaje wierny Bogu, odmawia oddawania czci fałszywym bożkom i wystrzega się wszelkiej przemocy. I ta cudowna historia rozpoczyna się od boskiej aprobaty dla wegetarianizmu. Księga Izajasza mówi, iż w Królestwie Bożym, które nadejdzie, wszyscy odrzucą szpady, zaprzestaną wojen, będą uprawiać własne drzewko figowe i nigdy więcej nie będą się lękać. Kilka fragmentów potępia jedzenie mięsa i przewiduje dzień, w którym „wilk zamieszka wraz z barankiem, pantera z koźlęciem razem leżeć będą, cielę i lew paść się będą społem i mały chłopiec będzie je poganiał. Krowa i niedźwiedzica przestawać będą przyjaźnie, młode ich razem będą legały. Lew też jak wół będzie jadał słomę. (Iz.11:6-7)  Na koniec Księgi Izajasza Bóg mówi o tych, którzy zabijają zwierzęta w taki sam sposób jak o tych, którzy zabijają ludzi i zwiastuje świt nowego dnia pokoju... ...Wnioskuję, że jako Chrześcijanie, musimy stać po stronie biednych i ciemiężonych, ludzi i zwierząt...” Trochę to wszystko dziwne, gdyż przewód pokarmowy tygrysa różni się od przewodu pokarmowego krowy i drapieżnik jest wręcz stworzony do jedzenia mięsa, a nie tylko przystosowany w drodze dopasowania do warunków jakie zaszły po wypędzeniu ludzi z raju. Odrębnym też zagadnieniem jest mleko pozyskiwane od samic ssaków innych niż ludzkich dla ludzi. Z drugiej strony jest też przewrotny aspekt zdrowotny, nie do końca wytłumaczony, czy człowiek faktycznie może obejść się bez pożywienia pochodzenia zwierzęcego. Albowiem około 70% ludzi podobno nie może funkcjonować zdrowo bez dostarczania z zewnątrz witaminy B12, która jako twór bakterii towarzyszy produktom pochodzenia zwierzęcego. Ale załóżmy, że wegetarianie dostarczają sobie B12 wraz z mlekiem, jajami i z owocami morza, gdyż takowe są zaliczane do pokarmów wegetariańskich, a weganie z przypadkowego połknięcia własnego kału, czy ziemi, to i tak widać niedoskonałość systemu. Chociaż ateiści upatrują właśnie w tego typu zależnościach wielką spójność z naturą i nie wyróżnianie się z niej za bardzo również uwikłanego w wiele zależności biologicznych człowieka. Dla ateisty człowiek to po prostu najbardziej na ten moment inteligentna forma życia. Z tego też tylko powodu umiemy współodczuwać i z wielką empatią podchodzić do losu zwierząt. Pomijając względy zdrowotne dla ateisty weganizm to prostu empatia, zaś wierzący chce podciągnąć swój ewentualny weganizm pod jakąś ideę wyższą, w znaczeniu transcendentną. Raczej nie zawsze mu się to udaje, gdyż moim zdaniem roślinożerność jest świecka. Tym bardziej kiedy nie wszystkie odłamy buddyzmu są wegańskie. A Dalajlama podobno zaniemógł zdrowotnie i wprowadził mięso do diety, chociaż zaznaczam, że jest to info przeze mnie zasłyszane, ale nie sprawdzone. Wcześniej widziałam na filmie, że suplementował swoją dietę, ale opakowanie specyfiku nie było do rozpoznania możliwe. Pewnie z powodu, że film musiałby zawierać przypowieść o lokowaniu produktu. Poniżej przytaczam typowy tekst typowego człowieka wierzącego, który uważa, że człowiek ma duszę i tym przede wszystkim różni się od zwierzęcia. Przyjrzyjmy się reklamom ideologii weganizmu i zauważmy, że teksty zrównują człowieka ze zwierzęciem: "Możemy wyglądać różnie ale w swojej zdolności do cierpienia, jesteśmy tym samym", "Miliony zwierząt jest dręczonych o okrutnie zabijanych, bo ty jesz mięso", "W ciągu 7 lat pomiędzy 1938 a 1945 rokiem 12 milionów ludzi zginęło w Holokauście, tyle samo zwierząt w ciągu 4 godzin jest zabijane w samym tylko USA, aby je zjeść". Wnioski: skoro człowiek to to samo co zwierzę, czemu mają ludzi obowiązywać ludzkie prawa moralne? Żyjmy jak zwierzęta. Tekst poniższy napisany przez katolika dotyczy 16-to letniej Angielki Isabel Taylor, która dokonała bardzo niebezpiecznych rzeczy, mianowicie najpierw została weganką, potem buddystką, a na końcu popełniła samobójstwo. "Była weganką i właśnie zaczęła studiować nauki o zwierzętach i zarządzanie w Wiltshire College gdzie namiętnie broniła praw zwierząt, które ginęły. Założyła z przyjacielem "sanktuarium świnki morskiej""...   Odważmy się na pytanie, czy to nie te "przekonania i zasady" są u źródła problemu? Jest to tylko pytanie. Skoro rodzice nie są zdolni połączyć faktów, które doprowadziły do tego, że osoba silnie przekonana o nienaruszalności życia każdego zwierzęcia, nie zdołała sama siebie pozbawić wątpliwości, że jej życie jest coś warte, ja też delikatnie powstrzymam się przed osądzaniem. Osoba wierząca w taktowny sposób daje do zrozumienia, że być może jakby nie te głupotki z weganizmem no i reinkarnacją nie doszłoby do tak przykrego incydentu w ramach właściwej wiary. I uzupełnienie wypowiedzi przez innego katolika. Zapewne spodobałaby się Panu moja jedna rozmowa z dwojgiem przedszkolaków, którzy z wielkim przejęciem uczestniczyli w chrzcie swego niedawno urodzonego kuzyna. Po skończonym obrzędzie podchodzą do mnie i jedno z nich powiada, że chcą mi zadać bardzo ważne pytanie. "O co chodzi? - pytam. - Dlaczego kotka nie można przynieść do chrztu?" Na pytanie odpowiedziałem pytaniem: "A czy widziałyście kiedyś, żeby jakiś kot się modlił?" Widziałem po twarzyczkach tych dzieci, że wszystko im się od razu rozjaśniło.  To o czym napisałam i dziesiątki podobnych zdarzeń utwierdzają mnie w przekonaniu, że roślinożerność jest profanum czyli świecka. Roślinożerność jest głównie profanum, tak będzie jeszcze bardziej przystające do mojej prawdy. I jeszcze ostatnie zdanie skierowane do ludzi oburzonych moim poprzednim postem. Ja daję tylko alternatywę, która również w wielu przypadkach zadziałała, czyli pozwoliła na uzdrowienie. I warto zawsze wziąć ją pod uwagę, chociażby jako formę uzupełniającą. Jest wprawdzie o wiele bardziej wymagająca niż afirmacje, ale też potrafi dać często dobre rezultaty, nawet bez udziału osobistej dyni.

Serdeczności dla Państwa, Człowieków i Zwierza Jor pepsinek ni pies ni wydra.

PS O! Tym, co odróżnia ludzi od zwierząt jest fakt, że ludzie piszą scenariusze filmów science fiction o podróżach w czasie. (czajnik vs. toster)

-
 125

Czytaj także