Witarianizm to wolność - krok trzeci
  • Pepsi EliotAutor:Pepsi Eliot

Witarianizm to wolność - krok trzeci

Dodano: 63

Hej Socjecie, (oczywiście nadal nie jestem lekarzem i nadal nie leczę, tylko mówię co mnie pomogło i każdy kto wejdzie na tę drogę zrobi to lub nie na podstawie osobistych decyzji)

Wiele osób trzyma się kurczowo swoich nawyków żywieniowych pomimo wątpliwości, które ich od czasu do czasu nachodzą. Myślą, musi tak być, że po zdrowiu następuje choroba, którą leczy się lekiem. I nie zakładają innej opcji, gdyż nawet nie przypuszczają, że może być inaczej. Ludzie przede wszystkim nie chcą kojarzyć faktów, bo jest im wygodniej, ale często też dlatego, że w ogóle nie kojarzą wielu informacji. Wczoraj oglądam reklamę jakiegoś specyfiku na ból gardła, pani mówi, że czuje żyletki w przełyku i potem jest ten lek łagodzący. Wszystko wydaje się takie normalne, bo tak bardzo znajome. Jest kawa na pobudzenie, jest batonik fitness na sportowe chudnięcie. Ludzie zakładają, że gardło musi boleć, muszą się przeziębić, w końcu muszą też zachorować na coś poważniejszego i zawsze muszą przyjmować lekarstwa. Są całkowicie pogodzeni z takim stanem rzeczy. Zawsze pojawia się pytanie, a na co umarł? I nie ma odpowiedzi, że ze starości. Ze starości nie można umrzeć, bo wcześniej umiera się z powodu leczonej lekami choroby. Jednak w rzeczywistości jest zupełnie inaczej, nie musisz się przeziębiać i nie musisz też poważnie chorować. Kilkakrotnie w swoim życiu odczuwałam żyletki w gardle, leciałam do apteki po specyfik do ssania, byle był wegański i nigdy nie zakładałam, że można nigdy nie odczuwać bólu gardła, albo czuć, że coś jest na rzeczy, i być świadkiem jak organizm sam sobie daje radę. Żeby móc dobrze poznać siebie i swój organizm potrzebne jest trochę ascezy. Kiedy masz totalny śmietnik w sobie, chaos, nie zaobserwujesz żadnych niuansów, dotrze do ciebie już tylko choroba, która kładzie na łopatkach twój system obronny i wtedy zauważysz, że nie jest dobrze. Ludzie zażywają kompleksy witaminowe i jak są dobre, a wewnętrzne receptory są chętne do przyjęcia suplementu, to czasami uodparniają się na przeziębienia na chwilę. Biorą witaminy i minerały i nie chorują tak często. To dlaczego nie sprawić, żeby nie brakowało nam niczego, a nasze receptory były odblokowane, skoro nawet kilka porcji witaminy C w podwojonej dawce pozwala wzmocnić nasz układ odpornościowy. Przecież zdajemy sobie sprawę, że nie unikniemy w życiu kontaktów z ogniskami zapalnymi, w tym rakowymi i chodzi o to, żeby nasza odporność była tak wysoka, aby nie rozwinęła się z tych ognisk choroba. 

Witarianizm jest pod wieloma względami lepszy niż tradycyjny weganizm. Najważniejszą różnicą jest to, że surowa dieta wegańska właściwie pozbawiona jest azotynów. Ludzie obawiają się N-nitozoamin, gdyż wiele z nich posiada udokumentowane silne działanie rakotwórcze i mutagenne, a zawierają je w czystej postaci konserwowane przetwory mięsne, piwo, ryby i sery dojrzewające. Natomiast nie mówi się o tym, że azotyny biorą udział w wytwarzaniu właśnie związków z grupy N-nitrozoamin i reakcja ta może zajść zarówno w żywności jaki i w przewodzie pokarmowym człowieka. Podczas gotowania warzyw, nie mówię już o mięsie, zawsze powstają azotyny. I to jest ta najważniejsza różnica między weganizmem tradycyjnym a witarianizmem. Jest wiele badań, które mówią, że enzymy, czy są, czy nie i tak giną zaraz w żołądku, natomiast to o czym napisałam jest niepodważalne. Oczywiście, że z drugiej strony gotowanie zagęszcza jedzenie, więc witarianie zagęszczają pokarm po swojemu, albo można też długo jeść. Dodatkowo człowiek, który nie je w przewadze surowego pokarmu cały czas, to znaczy przy każdym posiłku bez sensu nadwyręża swój układ odpornościowy. Potem przy byle okazji odczuwa żyletki w gardle. Witarianin kiedy już się dobrze odżywi, czyli po mniej więcej roku nie powinien zapadać na większość chorób, w tym na cywilizacyjne prawie nie i coś takiego jak przeziębienia wcale. Piszę prawie, bo jeżeli założymy, że około 3-5% chorób w tym onkologicznych ma jednak podłoże genetyczne, to odpowiednim odżywianiem można zapewne pomóc i spowolnić, ale jednak nie całkowicie im zapobiec. Środowisko w którym przebywamy oczywiście ma znaczenie, bo oddychanie i woda to ogromnie ważne czynniki dla naszego zdrowia, co oczywiście wiadomo i  ztym nikt nie polemizuje raczej. Leczy się cukrzycę dietą wysoko tłuszczową i nisko węglowodanową. Polega to na tym, że trzustka nie robi wyrzutów insuliny, bo i tak nie musi, gdyż w krwiobiegu jest mało cukru. W związku z tym taki diabetyk nie musi wstrzykiwać sobie insuliny. Czy to jest jednak stan normalny dla człowieka? Czy kiedykolwiek wyobrazilibyśmy sobie w naturze takiego człowieka, który je same tłuszcze? Może tylko Eskimosi, ale to są nieszczęśliwi ludzie, wśród których jest najwięcej samobójstw i mają też problem ze słońcem w sensie, że malutko, więc D witaminę pożerają w tranie. Wracając, nikt nie choruje tylko na jedną chorobę. Wyleczyłeś się pozornie z cukrzycy, ale przyjrzyjmy się twoim jelitom. Co się dzieje w kiszce stolcowej, która nie dostaje naturalnego miękkiego błonnika zawartego w owocach? Takie kichy droga socjeto, to w takich przypadkach bardzo zaniedbana sprawa, a jelita to nasz drugi mózg. Nikt nie czuje się dobrze, kiedy ma gównianego spieka w kolonie.

Leczenie cukrzycy surową dietą wegańską, o wysokiej ilości węglowodanów, niskiej tłuszczów i normalnej białka właśnie na poziomie 80/10/10, czyli kalorie z węgli, białka i tłuszczu stanowią kolejno 80, 10 i 10 % w diecie, dodatkowo jest to dieta wysoko potasowa i nisko sodowa powoduje, że nie tylko cukrzyca typu 2, ale wszystkie inne choroby cywilizacyjne, które z tą dietą są związane również są leczone. Tłuszcz nie zasłania cukru we krwi i trzustka widzi go i jest w stanie odblokować się i produkować odpowiednią ilość insuliny do rozprowadzenia go do komórek organizmu. Oczywiście kiedy już chory brał insulinę, takie eksperymenty muszą być przeprowadzane pod okiem lekarza, który zadecyduje kiedy można odstawić zastrzyki z insuliny. Jak działają węglowodany proste z surowych owoców i warzyw opisywałam w kilku oddzielnych postach.

Wracając do witarianizmu. Nie zastanawiam się czy ta dieta wyznacza dla mnie jakieś nowe spirytualne standardy. Nie mam wrażenia, że myślę głębiej i widzę dalej. Nadal jestem ateistką o bardzo lewicowych poglądach. Nie mam potrzeby przynależności do jakiejkolwiek grupy, która by mnie wspierała w moim postanowieniu, gdyż kieruje mną jedna rzecz, o której wcześniej nie wiedziałam i nie sądziłam, że do tego dojdzie. Jestem człowiekiem wolnym. Witarianizm to wolność.  Nie rozumiem dlaczego ludzie tkwią przy tym jedzeniu w wersji pichcenia, mielenia tych orzechów z rodzynkami czy daktylami i napychania się tłuszczem z cukrem. To dobre na początku, kiedy poszukujemy podobnego do tego co już było oswojone. Serników, makaronów, burgerów, ale to nie jest prawdziwa wolność.

Wolność zrozumiesz dopiero wtedy kiedy masz pod ręką wodę i owoce i to już wystarczy. Kupisz 10 bananów, czy 2 kilo jabłek włożysz do plecaka i możesz cały dzień spędzić w górach, pijesz wodę z potoku, biegasz, pędzisz i co najważniejsze wiesz że to wystarczy, że nie musisz szukać schroniska żeby koniecznie gotowaną zupę zjeść, nic takiego. Jesteś wolny, bo jesteś odtruty i niewiele ci do szczęścia potrzeba. Możesz krócej spać, możesz dłużej biegać, możesz mniej jeść. Ale na to potrzeba czasu. Jeżeli jesteś nałogowcem, a właściwie powiem wam, że nie spotkałam się z nie nałogowcem. Bo niby nie ma żadnych kompulsji, ale nie wyobraża sobie, że nie będzie jadł chleba, czy pił kawy. Przecież to narkotyki, jest normalnie uzależniony. Czyli prawie cały świat jest uzależniony. Trzeba więc jakoś spróbować zawalczyć o swoją wolność. Jeden pójdzie na zbiorowe medytacje, inny na indywidualne oczyszczanie, inny na akupunkturę, a jeszcze inny spróbuje sam wejść, bez pomocy na bardzo dobrą drogę do wolności na witarianizm. Jak się zaweźmiesz to ci się uda, jak będziesz po drodze się cofał, nic takiego, nadrobisz, ćwicz wolę dowolnymi sposobami, w ogóle teraz nie wnikam, co jest lepsze, po prostu co tobie pozwoli wytrwać, obojętnie. Śmierć raczej ze starości albo w formule 1, takie są opcje do wygrania. Podaję ujmującą piętnastkę. 15 roślin, które po obraniu ze skórki, czy umyciu mają najmniejsze, wręcz bliskie zero skażenie środkami typu herbicydy i pestycydy. 1. cebula 2. słodka kukurydza, byle nie MON810 - patrz poniżej, Uwaga! akcja z GMO 3. ananas 4. awokado 5. szparagi 6. groszek 7. mango 8. bakłażan 9. melon 10. kiwi 11. biała kapusta 12. arbuz 13. pataty (słodkie ziemniaki) 14. grejpfrut 15. pieczarki

Uwaga!  (odnośnik przy kukurydzy) Nowe wyniki badań opublikowane we wrześniu 2012 roku m. in. na łamach Food and Chemical Toxicology i przedstawione na konferencji prasowej w Londynie pokazują, że wpływ GMO na zdrowie jest szokujący! Wieloletnie badanie, przeprowadzone przez naukowców z Uniwersytetu w Caen (Francja) uznano za najbardziej dokładne badanie, kiedykolwiek opublikowane w zakresie skutków zdrowotnych żywności GMO oraz herbicydu Roundup na szczurach. "TO BADANIE POKAZUJE NADZWYCZAJNĄ LICZBĘ GUZÓW ROZWIJAJĄCYCH SIĘ WCZEŚNIEJ I BARDZIEJ AGRESYWNIE - szczególnie u samic. Jestem w szoku w odniesieniu do skrajnie negatywnych skutków dla zdrowia." - powiedział Dr Michael Antoniou, biolog molekularny, King College London. "Możemy spodziewać się, że spożycie kukurydzy GMO i herbicydu Roundup, poważnie wpływa na zdrowie człowieka." dodał Dr Antoniou. Oto niektóre z szokujących(!) ustaleń, jakie potwierdzono w badaniach opierających się na długoterminowym spożywaniu GMO: 1. Do 50% samców i 70% samic umarło przedwcześnie w porównaniu z 30% i 20% w grupie kontrolnej. 2. Szczury karmione kukurydzą GMO i śladowymi ilościami Roundup doznały poważnych obrażeń w tym organiczne uszkodzenia wątroby i uszkodzenia nerek. 3. We wszystkich zabiegach i u obu płci wystąpiło 2-3 razy więcej nowotworów niż w grupie kontrolnej. 4. Do 24 miesiąca 50-80% samic rozwinęło nowotwór, z nawet trzema guzami na zwierzę. Pierwsze duże nowotwory wykrywane są w czasie od 4 do 7 miesięcy. Większość nowotworów wykrywana była po 18 miesiącach. 5. Szczury, które piły śladowe ilości Roundup (na poziomach prawnie dozwolonych w sieci wodociągowej) rozwinęło o 200% do 300% więcej dużych guzów. W związku z tymi szokującymi wynikami badań domagajmy się od Rządu RP: natychmiastowego zakazu upraw GMO w Polsce, w tym szczególnie upraw kukurydzy MON810 i ziemniaków AMFLORA.

A tu okazało się, że 08.11. 2012 PO i PiS tym razem w komitywie podpisali zgodę na GMO w Poland. Bułgaria nie, inni nie, a my tak. c.d. nastąpi Pa Państwu, pe

P.S. Dodaję komenta Basi, gdyż porusza bardzo ważną rzecz: Że się tak wtrącę – Pepsi czy ty badasz homocysteinę? Bo właśnie jak ktoś algi zjada regularnie i dużo zieleniny to w zwykłym badaniu na b12 może wyjść mu wysoki poziom, a to będą te nieaktywne formy. Przeczytałam to kiedyś chyba na stronie vegan society. Co do żelaza – ja bym się nie przejmowała też cronometrem. Nie chcę nikogo dołować, ale normy żelaza są jeszcze wyższe niż zakłada cronometr. WEdług info, które dostałam od Pani Desmond – w dietach wege podaż żelaza powinna wynosić 1,8 razy tyle co w tradycyjnej diecie. Bo oczywiście niehemowe żelazo gorzej się wchłania. Czyli normalnie jest 14 mg, to tak 25-30 powinno się zjeść. Niby. Mnie wyliczyła, że zjadam 18 i z tego anemia kroi się w najbliższym czasie. Do wszystkiego dodawałam natkę pietruszki, żadnej kawy po posiłku itd. ale i tak wydawało mi się że za mało zjadam. Po kilku miesiącach zrobiłam badania i wyszło mi żelazo lekko powyżej normy. Więc chyba to są indywidualne predyspozycje organizmu, wchłaniania itd. Nie wiem czy jest sens się cronometrem sugerować, trzeba badania zrobić i sprawdzić.

Pepsi odpowiada Bardzo ważne pytanie. Niestety nie mogłam zbadać homocysteiny, ponieważ w większości prywatnych ośrodków nie badają homocysteiny, nawet B12 we krwi badano mi wysyłkowo w Wawie i kwas foliowy też. Miałam bardzo dużo B12 we krwi, ale nie ze spiruliny, tylko z suplementacji, bo wtedy akurat nie brałam spiruliny. Dobrym sprawdzianem też jest kwas foliowy, bo to idzie zwykle łeb w łeb z brakami w B12. Jednak na podstawie tygodniowej rozkminy profesorów niemieckich, uzyskałam następujące dane, pozwalające wywnioskować na jakim tle ma się gorsze wyniki morfologii. Raz, ze robisz sobie owe badanie, morfologia, żelazo, kwas foliowy. Jeżeli twoja morfologia nie jest najlepsza, ale nawet jak nie jest najgorsza, to patrzysz na wskaźnik MCV jeżeli jest w dolnych granicach normy, a nawet niżej, to twoja krew ma słabsze wyniki od niskiego żelaza, a jak MCV jest w górnych granicach normy a nawet wyższe, to anemiczność powoduje zbyt niska ilość B12 i kwasu foliowego. I dzięki temu wiem, że moje problemy wiążą się z za małą ilością żelaza i dlatego teraz pożeram spirulinę, pietruszkę i piję sok z buraka. Natomiast kiedy zrobiłam badania po roku na witarianizmie, to moja morfologia się polepszyła w stosunku do zeszłego roku, kiedy jeszcze byłam weganką. Do tego teraz  przyczyna moich kłopotów z żelazem też jest teraz jakby pomniejszona. W kwestii cronometra już teraz na niego nie patrzę, bo badania poszły w lepszym kierunku, czyli mniej więcej robiłam spoko przez ten czas.

-
 63

Czytaj także