3 tygodnie bez biegania - eksperyment
  • Pepsi EliotAutor:Pepsi Eliot

3 tygodnie bez biegania - eksperyment

Dodano: 62
bie2
bie2

3 tygodnie bez biegania - eksperyment

Hejka dyrdającym i tym co nie dyrdają także.

Tak się złożyło, że przez trzy tygodnie nie mogłam biegać. Postanowiłam potraktować ten imperatyw jak eksperyment i obserwować bacznie mój organizm, gdyż była to pierwsza tak długa przerwa od dziesięciu lat mojej historii biegaczej i byłam ciekawa czy moje ciało wraz z głową w jakiś sposób to oprotestuje, a może przeciwnie, będzie nawet bardziej zadowolone.

Kilka pierwszych dni, kiedy wiedziałam, że nie pobiegnę były wręcz cudowne. Do tej pory kiedy nie biegałam to zawsze był to wynik zwycięstwa lenistwa nad obowiązkiem i nie były to dni bez biegania a priori. Bez biegania z założenia, ale dni z oddalaniem biegania, przesuwaniem go na coraz to późniejszą godzinę, aż do niewykonania.

To wielki dyskomfort i nie może być porównywalny z dniami, kiedy nie biegniesz z usprawiedliwionego z góry założenia.

W drugim tygodniu nie biegania niby nic takiego się nie działo, ale zniknęły też krótkie napady szczęścia, które mnie normalnie dość często nawiedzają, przy rożnych okazjach. Na przykład kiedy nagle szczególna chmura prześwietlona słońcem stanie na horyzoncie, albo jak przejedzie kremowo żółty samochód, a zaraz potem zobaczę coś lawendowego, to zwykle wtedy napad szczęścia murowany. Podobno takie zjawisko, szczególnie to z kolorami często przytrafia się mnichom, którzy potrafią osiągać nirwanę. Jak widać u mnie miało to związek z bieganiem.

Zwykle tuż po treningu biegaczym i potem jeszcze przez nawet godzinę się brzydszym jest niż zwykle. Twarz jest spuchnięta od wysiłku i przypadkowo zaczerwieniona i nawet po zimnym prysznicu, który koniecznie robisz, żeby się odkwasić po wysiłku, co masę wolnych rodników urodził, a potem jeszcze odkwaszający szejk z antyoksydantami, to wszystko dzieje się w czasie kiedy jesteś dość brzydki.

Nie biegasz, odpada cały rytuał z brzydnięciem, ale też nie ma już świetnego przywracania urody, a nawet pięknienia

Po bieganiu, po pewnym czasie, nie mam na myśłi tej pierwszej szpecącej godziny, do końca dnia masz świetnie dotlenione komórki ciała, twarz żywą i jaśniejącą.

Jeżeli masz ważny dla swojej urody dzień, dajmy na to ślub bierzesz, to rano bezwzględnie idź się wybiegaj i godzinę zamążpójścia zawsze ustaw na popołudniową.

Najlepiej dziewiąta rano przebieżka, a ślub o czternastej

myTen był o 16 :)

Nie biegałam, więc nie puchłam, ale też o czternastej nie piękniałam. Nie miałam też napadów szczęścia, rzecz w sensie ścisłym na prawdę krótko trwająca, ale dająca natchnienie przyszłości. Po każdym napadzie szczęścia masz poczucie jakby swoistej anty depresji. Tak jak w stanach lękowych i depresyjnych doświadcza się przejmującego smutku, który trwa nawet wtedy chociaż przyczyna była nieistotna, albo dla osób postronnych faktycznie wcale jej nie było, tak poczucie harmonii towarzyszy ci po napadzie szczęścia, do tego tak iluzoryczną przyczyną wywołanego. Bo żebyś chociaż jakąś intratną umowę podpisał, albo randkę obstalował na prawdę chcianą i wyczekiwaną, ale nie, to tylko bananowy z wrzosowym takim szczęściem cię wypełnia. Nawet się nikomu nie przyznawaj. Nie wymieniam tu wygranej w totalizatora, czy lotto, gdyż z założenia nigdy nie gram w gry losowe i to nie dlatego, że rachunek prawdopodobieństwa nie jest mi obcy, ale wręcz przeciwnie. Jakbym tak nie daj Boże wygrała, jakbym tak przez los dostrzeżona została, to prawdopodobnym też jest złapanie jakiegoś dziwnego i egzotycznego choróbska przechadzając się ulicami środkowoeuropejskiego miasta, zamiast najzwyklejszej jak już, influency. Nie chcę, żeby mnie los w jakikolwiek sposób dostrzegał, wolę być statystycznym Nowakiem, który nigdy niczego na loterii nie wygrywa. Ja jednak idę dalej i jeszcze pomagam losowi. Na pewno nie będzie wygranej, bo nie gram. Kto mieczem wojuje od miecza ginie i analogicznie sobie zróbcie antonimy, jak macie czas.

Wracając do nie biegania, nie brzydłam, ale też spektakularnie nie ładniałam, napadów szczęścia nul i do tego straciłam jakby apetyt.

A i tak:

Waga w górę, woda zamiast w podkrakowskim sztucznym jeziorze, tam gdzie zwykle jest spotykana, obecnie u ciebie na twarzy i ramionach, ale nie głęboko wtłoczona, nawadniając bicepsy i mięśnie twarzy. Nie, Kryspinów usiadł lekko się tylko schowawszy pod skórą i jak się tylko poruszysz, to niby łóżko wodne falują ci policzki i odnóża, nie mówiąc o oponie i zaraz się czujesz jak ludzik miszelę.

Jednak pod koniec trzeciego tygodnia wydarzyło się chyba najgorsze

Coś przed czym całe życie uciekałam, mianowicie pierwsze od dziesięciu lat nieśmiałe strachliwe fatamorgany głowa zaczęła produkować. Na razie nic jeszcze na prawdę strasznego, bo dobrze znam przecież jej możliwości.

Na razie tylko woda w wannie podejrzany ma zapach i chociaż cmentarz jest w dolnej części wsi, a ty na wzgórzu mieszkasz, jednak masz niejasne wrażenie, że z kimś się dzisiaj kąpiesz.

Skąd się pan tu wziął w mojej wannie panie Kowalski, przecież pan już dość dawno umarł ? – pytam Z kranu – odpowiada Kowalski (Kłaniam się Sylwii Chutnik „Cwaniary”)

Tak Droga Socjeto. Tak jak nie można się na długi zapas najeść, tak też nie można nażreć się bieganiem.

Są tacy na tym blogu, którzy biegają, ale nadal niezadowoleni z życia są jakby, sorki, dla nich nie mam pocieszającej pointy.

Gdyż jak im bieganie nie pomaga, to już nic im nie pomoże

bie1 Po trzech tygodniach wróciłam do biegania. Jakość życia natychmiast się poprawiła. Nieśmiałego napadu szczęścia doznałam już w trzecim dniu biegania. Apetyt wrócił od razu. Woda spod skóry twarzy i przedramion powoli wraca do jeziora Kryspinów, gdzie jest jej miejsce. To dobrze, bo idzie wiosna i sporty wodne zaraz się rozpoczną i cieszę się, że nie na moich policzkach będą żagle rozwijane.

Mam nadzieję, że ten ściśle laboratoryjny i anatomiczny opis utraty zalet biegania, z powodu jego zaniechania i potem ich powitanie, analogicznie po wróceniu do kłusa rozjaśni państwu życiorysy.

Drogiej Społeczności afirmującej galopadę, a także pozostałej Socjecie, mającej kicanie w pogardzie, pięknej niedzieli życzę. Jor Hops- Peps

-
 62

Czytaj także