a może osrajdupa frutarianin?
  • Pepsi EliotAutor:Pepsi Eliot

a może osrajdupa frutarianin?

Dodano: 102
frut2
frut2

Ludzie hej,

nie czytamy dokładnie, a nawet nie kończymy czytania, nie słuchamy, tylko niecierpliwie chcemy już przemawiać, ale ponieważ żeśmy się pieczołowicie nie dowiedzieli, bośmy z pedanterią nie przeczytali, ani sumiennie nie wysłuchali, więc konfabulujemy na całego. Zmyślamy z głowy wiadomości, które gdzieś coś. Coś czytałem, coś usłyszałem, resztę zmyśliłem. Einstein Albert pracownik najniższego szczebla urzędu patentowego, gdyż podanie o awans, zostało przez dyrekcję odrzucone przyniósł swój pierwszy artykuł do pewnego czasopisma naukowego. Bardzo różnił się ten artykuł od innych prac naukowców, ponieważ był jakby pisany z głowy. Nie było w nim odnośników do wcześniejszych prac innych naukowców, nie było matematycznych wyliczeń, żadnych wzorów, nawet słynnego mc2, tylko teoria wysnuta logicznym tokiem myślowym. Potem dopiero, współpraca z matematykami pozwoliła na sformułowanie wzorów. Ale w tym momencie, kiedy Einstein publikował swoją pracę napisaną z głowy, kiedy nikt wcześniej niczego podobnego nie powiedział, był to ewenement na skalę światową i w tym samym momencie świat naukowy wstrząsnął dreszcz emocji. Narodził się geniusz i nic już nie będzie takie jak wcześniej, kiedy tylko Newton, notabene też genialny, ale inaczej do ludzkości przemawiał.

Ale czy w świetle brokuła, marchewki, albo owocu można mówić z głowy? Można mówić o diecie, czy tylko prawidłowym odżywianiu na podstawie napadu genialnej myśli? Wątpię.

Dlatego wszystkie blogi, łącznie z moim pod płaszczykiem indywidualnych wtrąceń ich twórców, są takie wtórne i nudne jak flaki z olejem. Raz by powiedzieć i potem zamknąć jadaczkę. A tu bić pianę trzeba chociaż już na sztywno jest ubita od dawna.

Oczywiście niektóre wpisy są oparte na wcześniejszym wnikliwym czytaniu i słuchaniu poważnych opracowań i te bym doradzała, te mogą się komuś prawdziwie przysłużyć, zaś inne to akurat przykłady: coś tam miałem przeczytać, ale mi zabrakło czasu, coś tam przetłumaczyć, ale to jakieś pospolite, miałem wysłuchać wykładu, ale robiłem sobie szejka ze dwa razy, a po drugie to same banały, więc właściwie wszystko już wiem i najlepiej napiszę z głowy. Coś tam. Coś tam w lesie huknęło, coś tam w lesie grzmotnęło, a to komar z dębu spadł, złamał sobie przy tym gnat. Można ewentualnie opowiedzieć o empirii, badać swoje reakcje na dane pożywienie. To można od siebie mówić, albo badać chętnych, obserwować i próbować wyciągnąć jakieś uogólniające wnioski.

Fakt, że jak się jest genialnym, można od dupy strony, najpierw stworzyć teorię, a potem tylko kwestia czasu, że się jej dowiedzie.

Najbardziej mnie frapują, takie tajemnicze krótkie zdanka na feju, niby mądre wiadomości wtrącane co jakiś czas i chmura biednych uczestników, którzy się dopytują, a jak to? a dlaczego?, ale już nie ma dla nich wnikliwej odpowiedzi tylko tajemniczy uśmiech Dżiokondy autora wklejki. Są tylko dwa powody podobnego zachowania. Za darmo to ja więcej nie powiem, nie ma głupich, albo druga ta najczęstsza. Więcej nic nie wiem, bo mam wiedzę okładkową, coś tam usłyszałem, coś tam przeczytałem, copypaste i gotowe. Ja wam powiem z głowy w takim razie, bo są dwie kwestie, które mnie nurtują, a o których nigdzie nic nie mogę znaleźć, ani mówionego, ani pisanego słowa. Mianowicie kwestia sezamu i nagłośnienia filmów polskich. Właściwie nie można skontaktować się ze skupiskiem ziarna sezamowego, kiedyż to mamy do czynienia chociaż z kilkoma ziarnkami, żeby nie natrafić na spleśniałe. Każdy chleb posypany sezamem, każda potrawa z sezamem, czy sam sezam w izolacji, posiada w sobie ukrytą minę, fatalne spleśniałe ziarenko, ale nadal się nim wszystko posypuje, bo nikt o tym nie mówi. Podobnie jest z fonią w polskich filmach, gdzie często co któreś słowo musisz sobie zmyślić, ale też nigdzie nie natknęłam się, że to jakiś problem jest. Więc te dwie prawdy jak Einstein z głowy wam Socjeto ogłaszam, czy jednak wejdę przez to do historii i stanę w szeregu najbystrzejszych?, tego wam pod przysięgą nie powiem, bo nie jestem pewna.

Każdy odrobinę przekręca rzeczywistość, a niekiedy bardziej. Czy w ogóle istnieje takie zjawisko jak obiektywizm w odniesieniu do człowieka? Wszyscy naginamy nawet własne prawdy do jeszcze bardziej własnych niby uogólniających konkluzji. Właśnie opublikowano wyniki trzynastoletnich dociekań naukowców, którzy badali dużą grupę Europejczyków i okazało się, że ci co spożywali przetworzone mięso czerwone, dwa razy cześciej chorowali na raka od tych co nie spożywali. Za średnie spożycie uznano dwie parówki dziennie i jeden plaster bekonu. Oględnie tłumaczy się to wysokim poziomem sodu i konserwantami zawartymi w tych produktach, ale nikt się nie zająknął nawet o czerwonym mięcie, że szkodliwe w sensie. Że to ono może też krzywdzić organizm człowieka samo w sobie, przetworzone, czy też nie. Jednak na jakimś witariańskim blogu czytam, że właśnie czerwone mięso zostało praktycznie zdemaskowane.

red-meatMoże, ale na pewno nie w tym oświadczeniu i nie na podstawie tego akurat badania, a ono właśnie jest za przykład przytoczone. Nie o to chodzi, że niby to coś złego, tylko dzień w dzień poznajemy co najmniej odrobinę nagiętą rzeczywistość. Być może zresztą redaktor piszący tego newsa też wzbogacił go jakąś info od siebie samego, z własnego gara coś dołożył. Jak ktoś wielbi mięso jeść, automatycznie będzie węszył za infami, które potwierdzą, że bez aminokwasów egzogennych wkrótce skonasz, a podobno takie tylko w białku zwierzęcym siedzą.

Na witariańskich blogach, spotkasz tylko miłosne ody do warzywa z siemieniem, albo na klęczkach modły do banana. I dobrze, jak ci życie ratuje owoc i kichy czyści błonnik, to się módl, ale jak zmyślasz człowieku i wyolbrzymiasz tylko dobre strony, a te gorsze zamiatasz pod dywan, to nie najlepiej.

frut 30 banan na dzień Osrajdupa frutarianin nie powie ci, że mu błonnik przelatuje za szybko przez kichy i biegać właściwie to on nie może, bo perystaltyka jelit załatwi resztę i z kibla kolo nie wyjdzie wcale. Wiem coś o tym.

frut55 Żeby było jasne, nie chcę nikogo do niczego przekonywać, ale i tak z pewnością od czasu do czasu naginam rzeczywistość, szczególnie kiedy zapalam się sama z siebie do jakiegoś tematu.

Pisze do mnie dziewczyna, pisze, bo można. Ona nie będzie witarianką w żadnym wypadku na całość nie pójdzie, ale czy ja w kwestii kasz coś wiem. Czy krótko, czy długo gotować? Żebym napisała. Dobra, człowiek jest w potrzebie, ale po chwili myślę sobie, że sprawa błaha, dziewczyna zdrowa, nic nie nagli. Czy nie lepiej by było, poczytać trochę bloga i w odpowiednim miejscu zadać stosowne pytanie, wielu chętnie odpowie. Ale nie, lepiej niczego nie czytać, tylko od razu maila o sobie napisać. Nawet na prawdę króciutki tekst, o mnie, nie doczytała do końca. To że wiem gdzie papiery składał Stachura, to każdy by wiedział jakby jego prozą i poezją się interesował, a przede wszystkim jakby przeczytał coś na kształt dzienników, gdzie się to świetne podanie na KUL składane i przez KUL odrzucone znalazło. Nie jestem mieszkańcem Lublina, ani jego okolic, a nawet nie muszę być, aby mieć tego świadomość, tak jak nie potrzeba w Paryżu mieszkać czy w jego leząwirons, żeby wiedzieć, że Sartre w elitarnej École Normale Supérieure pobierał nauki i swoim pacyfistycznym skeczem spowodował dymisję dyrektora.

edward stachuraAle ja zostałam uznana, za pana Stachurę, gdyż tekst nawet tak króciutki nie został przeczytany do końca. Zresztą to znamiona cudu by też miało samo w sobie, gdyż z tego co wiem Stachura Edward zmarł w 79, a jakby żył miałby pod osiemdziesiątkę i nie wiem, czy autor Się, a wielka oryginalność tej książki polega na kreacji głównego bohatera, w ogóle miałby ochotę pisać bloga o owocu i to pod kryptonimem „czarna morwa”, czy nawet „pepsi eliot” dajmy na to.

Mam tak samo postąpić z mailem tej osoby, tylko piąte przez dziesiąte przeczytać i pisać odpowiedź, albo milczeć? Zwrócono się do mnie zresztą "panie Pepsi". Mam do tej miłej zapewne dziewczyny zagaić maila, per panie? Przecież układ jest prosty i łatwy w odbiorze. Blog jest darmowy, więc o co może chodzić tej Pepsi Eliotce? O cóż to? Może chodzi o to, żeby czytać i potem wchodzić w interakcje? Może tak być? Jest to do przyjęcia?

Kiedy nie czytasz, to po prostu, nie ma między nami żadnych relacji. Nie znamy się i jest setki stron, które w tym samym czasie kiedy moich nie czytasz, możesz tamte akurat przeczytać.

Zaś kiedy czytasz, to nasuwają Ci się wnioski i pytania i wtedy być może chcesz ze mną porozmawiać nawet i prywatnie, na osobności i ja to sobie cenię i zawsze staram się odpisywać, raz szybciej, a raz wolniej. Bo czytam Twojego maila, zanim coś napiszę dokładnie, a niekiedy kilka razy, ale widocznie jestem w mniejszości. Widocznie głupio robię.

Proponuję, niczego gałką zmęczoną nie wyhaczaj, tylko od razu do mnie pisz, a ja z kolei będę czytała piąte przez dziesiąte i coś ci tam pewnie odpowiem, ale i tak pomylisz mi się z jakimś innym panem czy panią. Tego chcesz na prawdę? Powiem ci coś z głowy, bo nie doczytałam dokładnie, albo mi się słuchać nie chciało, ale powiem coś z pewnością. Jest mus mówienia.

frut5 Serdecznie drogą Socjetę za te wynurzenia przepraszam, ale na stanowisku stale tkwić muszę i z głowy pisać mi się chce, ściskam więc na dzisiaj jor pan pepsi

 102

Czytaj także