biegam po murze
  • Pepsi EliotAutor:Pepsi Eliot

biegam po murze

Dodano: 45
runner
runner

Hejstwo Socjecie przy poniedziałku,

Ile kilometrów biegniesz, minimum tyle minut późniejszego rozciągania i tutaj mogę się bez najmniejszej polemiki zgodzić. Rozciągać powinniśmy się po każdym treningu i to należy przyjąć jako pewnik. Współcześnie czytając różne czasopisma dla biegaczy, czy ludzi chcących rozpocząć bieganie zawsze zastanawiam się, jak mogło dojść do tak dużej rozbieżności pomiędzy witariańskimi paradygmatami dajmy na to takiego mistrza wytrzymałościówki jak Durianrider, który wprawdzie głównie jeździ na rowerze ultra maratony, ale też biega na osiemset jedenaście i dajmy na to polskiego biegacza na długich dystansach, amatora, czy też nawet olimpijczyka. Nie dość, że takie czasopismo kosztuje tyle co pół dobrej książki, po lekkich zniżkach w Matrasie, to jeszcze masz wrażenie, że to tobie powinni dopłacać za kontakt z ową broszurą, gdyż ilość reklam przypadających na każdą stronę, świadczy raczej, że masz do czynienia z rozbudowaną ulotką z apteki, czy sklepu z fałszywymi butami do biegania, och sorki, runningu, a nie z fachowym czasopismem, o bardzo wyspecjalizowanym targecie. Ludzi kłusających.

Ostatni numer Runnersa na przykład radzi jak jednak jedząc, jednocześnie chudnąć, a jak posiadać mniejszą masę to bardziej bez zadyszki i do tego coraz dłużej podbiegiwać. Powołuje się gazeta na wyniki badaczy z Harvardu, którzy przez dwadzieścia lat przebadali multum czeladzi i opublikowali te radosne wieści na łamach The England Journal of Medicine, z czego wybitny periodyk wybrał te najlepsze i najgorsze decydujące zarówno o spadkach jak i wzrostach na wadze. Nie będę się spierać, że frytki, ziemniaki podawane z masłem i śmietaną, słodzone napoje, czerwone mięso i wędliny rzeczywiście nie sprzyjają spadkom masy ciała, czy też pogodnemu runningowi, ale co do tych najlepszych, szczególnie w kontekście biegacza mam spore wątpliwości, gdyż na liście znalazły się: orzechy, jogurty, owoce, chleby z pełnych ziaren zawierających błonnik i witaminy z grupy B, oraz nagle warzywa z wytłumaczeniem, że mają mało kalorii, ale dużo składników odżywczych, witamin i błonnika. Natomiast przy orzechach już nie wspomniano o niskiej kaloryczności, a jedynie o dobrej kombinacji tłuszczów nienasyconych i wypełniającego błonnika. Jak widać ktokolwiek z moich czytelników rzuciłby na ten spisik gałką, byłby natychmiast zaniepokojony pomieszaniem stosunkowo dobrych porad z całkowitym brakiem logiki, ale zwykły człowiek, który sięgnąłby po ten drogowskaz z pewnością, raczej nie schudnie, ani nie poprawi swoich biegaczych możliwości.

Orzechy jako źródło niewątpliwych dobrodziejstw, to jednak tak czy inaczej to wysokokaloryczny tłuszcz, po którym fatalnie się biega, zjedzony w okolicach treningowych pogarsza regenerację, a na kolację odbiera możliwość onirycznych marzeń. Orzechy są cudowne dla wszystkich, ale na pewno nie jest to produkt odchudzający, ani jak każdy tłuszcz jedzony w towarzystwie węglowodanów prostych będący zagrożeniem rozmnożenia się bez opamiętania candidy, czy nawet cukrzycy. Orzechy są świetne, byle nie więcej niż 10% kalorii z tłuszczu dostarczyły biegaczowi, no i nie jedzone w newralgicznych punktach dnia, czyli nie przed treningiem (nawet nie kilka godzin przed) i nie tuż po treningu, no i wiadomo, że nie przed snem. Jogurt, dobre źródło wapnia i korzystnych dla zdrowia żywych kultur bakterii. Czyżby nie słyszano o zabójczej kazeinie, albo o wielkiej ilości zachorowań na osteoporozę u obywateli, którzy piją coraz więcej mleka, jedzą rok do roku coraz więcej serów i jogurtów, a nawet co do bakterii, dodawanych do jogurtów przez korporacje są wielkie zastrzeżenia. Co to za bakterie i czy o takie chodzi. Jogurt wypad. Owoce zawierające dużo wody, od siebie dodam strukturalnej, antyoksydantów i witamin, jak najbardziej tak i na odchudzanie i na bieganie, co oczywiste, popieram. Pełne ziarna. To co może się przydarzyć człowiekowi, który zjadł chlebek żytni razowy i poszedł nawet trzy godziny później na trening biegaczy na prawdę nie należy do przyjemnych. Biegałam już nie raz z tą zdrową i jakże piekącą kulą chlebka w żołądku, wrażenie na prawdę do polecenia teściowej, chociaż nie mojej, bo tę szczerze uwielbiam. No i warzywa, a ja szczególną uwagę zwróciłabym oczywiście na zielone liściaste, pełne chlorofilu, jednak na pierwszym planie, bo jest ilustracyjka widzę cebulę i czosnek. Po nich też na prawdę ekstra się biega.

Wydawałoby się, że ktoś kto pisze do pisma Runners ma jakieś doświadczenia biegacze i wie co w trawie piszczy i sam metodą prób i błędów, czy też naśladownictwem pewne eksperymenty na sobie niechcący nawet przeprowadził i już pewne rzeczy wie. Nie to, żebym sama z siebie wymyśliła witarainizm 811 dla moich biegaczych skłonności, tego z pewnością nie, jednak na pewne rzeczy sama wpadłam, a kim ja byłam, jakąś truchtającą neurasteniczką. Mianowicie zauważyłam, że węglowodany złożone nawet najbardziej zdrowe w okolicach treningowych nie tylko, że nie dawały mi pałera, ale go jeszcze wzmożoną perystaltyką jelit, a głownie boleści odbierały. Że orzechy siedziały we mnie i dociążały nie lekką i bez tego biegaczkę. Z jogurtem nie eksperymentowałam, ale to co chleb razowy żytni wyprawiał w moich trzewiach i ile musiałam czekać, żeby móc się w kłus udać nawet najmniejszy, było natychmiast gołą gałka wychwytywane nawet przez takiego jak ja laika. Co dopiero wytrawny biegacz, który zna swoje ciało i możliwości, jak taki biegacz może nie chcieć spróbować 811, 80% węgle, w tym wielka przewaga prostych zfruktozy, 10% świetnego tłuszczów nienasyconych i 10% białka roślinnego. Nawet jakby ktoś z ciekawości wziął do ręki książkę Jurka Scotta i oparł swój jadłospis nawet na jego, Jurka w sensie, wegańskiej gotowanej szamie, czyli białko mógłby sobie zapewnić ze strąków, to poczułby już wielką różnicę, a co dopiero jakby się z Durianriderem zbratał.

Kiedy porzuciłam swoje poprzednie nawyki żywieniowe i poszłam się wygonić na 811, to różnica była tak jednoznaczna, namacalna, łatwa do spostrzeżenia beż żadnych urządzeń pomiarowych, po prostu kolosalna. Ciekawe dlaczego biegacze tego nie spróbują? Przecież biegacze to nie zwykli sybaryci, którzy mają tylko hedonizm, wygody i dziwne nawyki brania za prowiant rzeczy do kubła z odpadkami przynależące. Biegacze, to ludzie, którzy mają silną wolę, albo przynajmniej mają sposoby na zmniejszenie atrakcyjności lenistwa, poprzez chęć realizacji zacnych celów. Biegacze to nie zwykli ludzie, oni już coś zrozumieli, już zrobili ten jeden hops w podskoku więcej i dalej. Oni mogliby spróbować, ale z jakichś powodów nie chcą zobaczyć, jak to jest. Nawet ci krygujący się, hi hi hi, nie jestem żadnym biegaczem, ha ha ha nie jestem weganinem, bo raz zabiłem muchę, no no no jestem tylko skromnym kimś nie nazwanym, bez nazw biegacz i weganin, nie próbują 811 w swej nieśmiałości chyba.

Na koniec, a nawet na początku, jakaś dziewczyna pyta redakcję: trochę truchtam, trochę przebieram syrami, odrobinę kłusuję giczałami, czy mogłabym na tym jakiś sos zrobić? Czy mogłabym dajmy na to kilka zło przytulić w związku z powyższym? Redakcja, no no, ależ merkantylne pytanko, no tak, idź lasko najmij się za ladę jakiegoś sklepu z koturnami do gonienia, albo w biegach przełajowych chorągiewki rozstawiaj, łodewer, możliwości masz w brud. Ja dodaję od siebie, że takie same możliwości masz lansadko, jak każdy potencjalny samodzielny biznesmen, albo zatrudniony u kogoś koleś, czy w najgorszej sytuacji zawsze pozostający samo zatrudniony przez siebie, bo jak go nie ma w pracy, to nie ma też biznesu.

Ja napisałam książkę, wprawdzie jest to rodzaj powieści- reportażu, czyli tak zwanego gonzo i zahacza o wiele tematów, żebyście się nie rozczarowali głównej bohaterki czterdziestolatki, zgubionej, lecz wkrótce odnalezionej, interesujących, lojalnie uprzedzam, to jednak gdzieś tak od drugiej połowy, książka jest już raczej pełną afirmacją gonienia i choć wiele zmyśleń się w niej pojawiło jak to w beletrystyce, to jednak o kłusaniu pojawia się tylko reporterska wręcz prawda, która mnie swego czasu wyzwoliła.

Dostanę do dystrybucji trochę egzemplarzy autorskich i będę je wkrótce na mojej stronie sprzedawała (sic!) Kto kupi moją książkę na mojej stronie będzie miał opatrzoną stosowną dedykacją maniaczki słów, czyli Pepsi Eliot.

Biegam, bo muszę, ktoś zrozumiał mnie nieopatrznie Biegam po murze, i chociaż w pierwszym momencie ledwo powstrzymałam się od paroksyzmów, to później dotarło do mnie, że wszystko jedno. Biegam, bo muszę, czy Biegam po murze, z podtytułem, czyli monolog kobiety, która postanowiła coś w swoim życiu zmienić.

Joł Państwu Pepsi Eliot pisarka

 45
  • pepsieliot   IP
    ile wody potrzeba do przyswojenia jednego grama białka, to dopiero jest morze
    Dodaj odpowiedź 0 0
      Odpowiedzi: 0
    • summer breeze   IP
      Dorian Yates miał jakiegoś specjalistę, który mu wyliczył, że do przyswojenia 1g węglowodanów org. potrzebuje 2,7g wody. Dużo w tym prawdy.
      Dodaj odpowiedź 0 0
        Odpowiedzi: 0
      • pepsieliot   IP
        Podkreślam jeszcze raz Jazgotttu z takimi samymi zaleceniami co do ilości wody spotkałam się wielokrotnie , zanim w ogóle słyszałam o 811 czy witarianizmie i sama tyle piłam, ale przez to, że nie wiedziałam żeby to zrobić jeszcze na początek dnia, zaraz po przebudzeniu i uzupełnić wodę, którą tracimy w nocy , nie byłam tak idealnie nawodniona jak teraz. We Francji wszyscy dietetycy tak zalecają od lat, a w Japonii jest wymogiem wręcz wypicie na czczo 4 szklanek wody i w ciągu dnia normalne picie i nie ma to żadnego związku z naturalnym cukrem zawartym w owocach. Wielcy projektanci francuscy projektują nawet takie torebki designerskie na ramię, które są specjalnie dostosowane tylko do noszenia dużej, 1,5 litrowej wody, zawsze przy sobie. Wielokrotnie widziałam ludzi z takimi torbami wypełnionymi dużymi wodami.
        Dodaj odpowiedź 0 0
          Odpowiedzi: 2
        • Basia   IP
          nie rozumiem tego szaleństwa z tą wodą, jak człowiek tak ciągle żłopie, nery pracują bez ustanku, w dodatku z moczem wydalamy mnóstwo magnezu, ja jak za dużo piję to powieka mi zaczyna latać, ja i bez picia ma częśto taki nerwowy częstomocz, wiec na pewno te hektolitry to nie dla mnie:)
          Dodaj odpowiedź 0 0
            Odpowiedzi: 2
          • pepsieliot   IP
            Paula, ale wiesz o tym, że jesteś stale odwodniona?
            Dodaj odpowiedź 0 0
              Odpowiedzi: 1

            Czytaj także