ZAMKNIĘTO pierwszą polską restaurację witariańską SURYA
  • Pepsi EliotAutor:Pepsi Eliot

ZAMKNIĘTO pierwszą polską restaurację witariańską SURYA

Dodano: 34
PierceBrosnanCannesPhoto2
PierceBrosnanCannesPhoto2

Hej Państwu,  to znowu ja,

Po niecałym roku działalności Surya jednak zamknęła drzwi. „ Jak krótko wyjaśnił portalowi na temat, Sławomir Bubicz, była po prostu nieopłacalna. –Bardzo wiele osób się nią interesowało, mało kto kupował dania –przyznał.”

Yyy.... tak. Kraj Polska jest krajem w przewadze ludzi mało zamożnych, ale też cwanych oblegaczy wyszukiwarek, typu skąpiec, najtaniej, a słowo samo w sobie niosące przekaz jak najbardziej ujemny, negatywny, wręcz chujowy, TANIO, jest słowem, które rozpanoszyło się w naszych głowach i domach, żeby rozpocząć niepodzielne rządy. Jadąc przez podkrakowskie wsie zarówno na północ jak i na południe mijamy karczmy, które świetnie prosperują i nazywają się w ulubionym naszym stylu, w kształcie karczma Bida, zajazd Bankrut, restauracja Kutwa, Centuś, Skąpiec, Harpagon, Chciwiec. Jeszcze chociażby konsekwentnie podejść do tematu: nie mam środków płatniczych, to staram się kupować z głową, w dalszej perspektywie pro zdrowotne jedzenie, nie muszę jeść zaraz w restauracji organik, ale nie, tutaj działa inna opcja, gdyż liczba zakupionych snickersów w biednej Polsce stale się podwaja, a sieciowe fryciarnie otwierają się jedna po drugiej.

Bo cóż to jest i kto to widział, żeby się jakaś pietrucha z cukiniachą panoszyła na talerzu, jakieś krowie żarcie mogło w ogóle cokolwiek kosztować, gdzie tu jest sens? To przecież siły nie da, nie ma mięcha, nie ma energii cieplnej nawet włożonej do tej owczej szamy. Co my bydło ze wsi jesteśmy, mieszkamy w oborze? Żeby trawę za drogi pieniądz konsumować?

Dlaczego restauracje witariańskie są w takiej beznadziejnej sytuacji w Polsce? A nawet nie przetrwałyby te wegetariańskie, gdyby chciały być faktycznie organik, a do tego, gdyby musiały chociaż trochę zainwestować w odpowiedni wystrój wnętrza, nie mówiąc o najsłabszym punkcie programu, czyli wececie.

Otwierając witariańską restaurację wzięłabym pod uwagę te same aspekty, co przy każdym innym biznesie: Dla kogo otwieram tę restaurację, czyli jak wyobrażam sobie idealnego klienta własnego biznesu? Bez czytelnej odpowiedzi, sobie samemu na to pytanie żaden biznes się nie uda. Czytając różne fora i strony poświęcone witarianizmowi, najdłuższe litanie komentarzy lokują się pod wpisami: gdzie najtaniej kupić owoc w Warszawie, a co tu mówić o innych biedniejszych miastach. Dlatego jestem przekonana, że restauracja witariańska, nie mówiąc już o organicznej witariańskiej, nie może być wytargetowana do witarianina polskiego, bo zaraz splajtuje.

Witarianin polski jest ostatnią osobą, która wyda u ciebie jakąkolwiek złotówkę, nie mniej jednak pojawi się na każdym iwencie, zlocie, prelekcji, pokazie tam-tamów, wygibasów pępkiem, wykładzie bosego prelegenta, czy umięśnionego kolesia i odczycie, byle rozdawano przy tym jedzenie za darmo. To jest miłe dla właściciela i łączy się niewątpliwie z dużą frekwencją, jednak nie przyniesie mu żadnego zysku netto, a nawet wygeneruje dodatkowe koszty. Polska witariańska restauracja nie tylko z tego powodu nie może być otwarta dla polskiego witarianina, ale też dlatego, że witarianie polscy spędzają głównie czas w necie, a nie w pracy i pomimo, że są to ludzie naprawdę świadomi i pewni swoich przekonań, to najczęściej faktycznie bez pieniędzy. Często wynika też to z postawy życiowej, która po pewnym czasie obcowania z surowym owocem przekształca się w stanowisko jestem z wielką negacją dla posiadam.

Pan Sławomir Bubicz przyjechał z dalekiej Azji, sam uwierzył na tyle w swoją nową dietę, że postanowił podzielić się nią z Polakiem, ale nie było w tym konsekwencji biznesowej. Bo w Polsce restauracja witariańska nie może powstać dla cwanego sępa, polskiego witarianina, zresztą weganin też pod to podchodzi. Aby biznes się udał, nie możesz założyć, że twoim idealnym klientem jest polski witarianin, bo popłyniesz człowieku jak nic. I chociaż w Suryi sprzedawano napoje alkoholowe i również wiele potraw gotowanych i nie było organicznych dań, co potaniało codzienną inwestycję i tak nie była w stanie przetrwać. Idealny klient restauracji witariańskich, ale również i wegańskich czy wegetariańskich to otwarty na alternatywny, zdrowy styl życia człowiek z mainstreamowej  fali, może nawet gej, bo oni zawsze są bardziej otwarci na niu ejdż i mają zwykle więcej środków finansowych na zbyciu i są chętni do wyznaczania światowych trendów, albo tylko do podążania za nimi. Jednym słowem człowiek, którego styl inni naśladują. Restauracja witariańska, cała otoczka związana z tym stylem jedzenia musi być trendy. Jeżeli nie będziesz trendy, to idealny, twój wymarzony klient do niej nie wejdzie, aby zostawić ci pieniądz, gdyż pójdzie do innego miejsca, w którym dobrze się będzie pokazać. Nawet wspaniałe smaki potraw niewiele tu mają do powiedzenia, gdyż każdy z nas potrafi wymienić restauracje modne, gdzie chętnie ludzie bywają, ale z jedzeniem co najwyżej na średnim poziomie.

Zdaniem szefowej kuchni z Wrocławia, "diecie raw nie sprzyja po prostu polski klimat i to, że w zimie trudno jest o dobrej jakości surowe produkty".  "Jak widać na przykładzie Suryi, może mieć rację. Żywieniowy trend nie przeszedł próby portfela. To może być ostrzeżenie dla tych, którzy zbyt głęboko wierzą w to, że zainteresowanie mediów przełoży się na wystawiane w lokalu rachunki".

Żeby stworzyć modę na dany trend żywieniowy muszą się nią zainteresować osoby należące do establishmentu, żeby po prostu w dobrym tonie było się pokazać w takiej restauracji, żeby istniało prawdopodobieństwo, że spotkasz w niej Pierce Brosnana, Alicję Silverstone, czy chociażby Demi Moor (znani witarianie), a nie kogoś w stylu Paula Nisona tuż po witariańskiej transformacji.

Ktoś musi wyznaczyć takie trendy, jeżeli chcesz zbierać z takiego żywienia biznesowe kokosy. Ale twój lokal nie może wyglądać tragicznie, jak zbójnicka izba do tego położona w lepiance bez światła. Wystrój wnętrza jest nawet ważniejszy dla nowej wysokiej fali niż samo jedzenie, które zakładam, że było dla laików witariańskich bardzo dobre.

Wystrój wnętrza ma wyznaczać trendy, żeby lokal mógł stać się modny i żeby nadszedł człowiek hojny i zechciał zostawić pieniądze, chociażby dla zwykłej snobistycznej zachcianki. Dopiero później, kiedy sprawa uległaby roztrąbieniu, zwykły witarianin stroniący od pieniądza jak od żmii, mógłby sobie kupić kilka zmiksowanych organicznych owoców i zielonych liści kalarepki młodej w jednym z dziesiątek przydrożnych witariańskich kiosków, alias przenośnych barków, które na modnej fali wyrastałyby jak przysłowiowe maślaki po dżdżu.

A tu powstała Surya, trochę jakby w klepisko i  żółtą sosnową zbójnicką żerdź (jednak nie w dobrym stylu wintycz) zaprosiła pasujących imydżem bosych witarian i po darmowym poczęstunku liczyła na lojalne wydanie pieniędzy na strawę witariańską. To się nie mogło udać już z założenia. Nawet wegetarianin Jurek Scot nic nie mógł poradzić, bo kto biega ultra maratony i przy tym szasta kasą?

Jak nie obmyślisz sobie idealnego klienta żaden biznes ci nie pójdzie. Może się też tak niefortunnie zdarzyć i z tym trzeba się liczyć, że idealny klient w twoim kraju i dla twojego przedsięwzięcia jeszcze się nie urodził. Więc najpierw trzeba zacząć od propagowania idei. Potem prześwietlenia rentgenem kieszeni potencjalnych, a i nawet wtedy istnieje ryzyko, że może zjawią się gromadnie na kolejnej bida stek bankrut kotlet fryta, jednak jak najbardziej ę i ą uczcie, jednak nie u Ciebie.

Jest jeszcze jeden aspekt sprawy, gdyż idea witarianizmu jest bardziej skomplikowana, którego tylko delikatnie zahaczę, że jakby nawet znalazł się witarianin w miarę zamożny, hojny i chętny do rozstania się z pieniądzem i zniósłby jakoś ohydny wystrój wnętrza to nie koniecznie chciałby jeść ociekające co z tego, że głównie orzechowym tłuszczem z owocową fruktozą roślin, szczególnie jak jest na 811 i przedkłada zjedzenie w ciszy kilograma papierówek organik na ukwieconej łące.

owocek:)

 34
  • Mat   IP
    Bardzo nie podoba mi się Twój artykuł. Polacy słyną jeszcze z jednej rzeczy -  najwięcej na siebie narzekają. Do czego paradoksalnie chcę się teraz przymierzyć ;) Pełno tu agresji i próżności. Z Twojego postu wynika, że polski witarianin jest skąpy, nie ma pieniędzy, siedzi ciągle w necie, i jedyne co by go skłoniło to pójścia do restauracji, to bycie "cool". Bardzo kiepsko oceniasz innych ludzi. Później jednak sama przyznajesz, że byś tam nie jadała, cytując "taki witarianin jak ja dajmy na to nie ma tam co jeść". Czy naprawdę myślisz, że problemem jest polski witarianin? Myślę, że była to po prostu kiepska knajpa. Samo podawanie dań witariańskich nic nie znaczy - było tłusto, kalorycznie, drogo, nie organicznie - albo niech stawiają na smak, albo niech idą w kierunku prawdziwej zdrowej diety witariańskiej. Albo albo. Witarianie zresztą najczęściej są to pasjonaci jedzenia, ludzie, którzy lubią sami gotować. Tym bardziej nie będą chętni płacić za "zaszczyt" zjedzenia tłustego deseru. Gdyby było dużo pysznych i lekkich sałatek - byłaby zdecydowanie większa szansa na utrzymanie restauracji. I baardzo proszę, więcej szacunku do swojego narodu. Naprawdę nie jesteśmy tacy źli.
    Dodaj odpowiedź 0 0
      Odpowiedzi: 0
    • sekurinega   IP
      "Biegam bo muszę" jest na mojej liście inwestycji, na które przyjdzie czas. Na razie czas był na zagłosowanie, więc czemu nie, skoro robię przyjemność (poniekąd znajomej) Pepsi.
      Do restauracji z zasady nie chodzę, warzywniaków jest więcej, mają szersze menu i jest znośniej cenowo (dla mojej niewypchanej kieszeni). Jeszcze chodzę na piwo, bo mam zamiar spróbować różnych smaków, a po uproszczeniu diety zmysły mi się wyostrzyły.
      Dodaj odpowiedź 0 0
        Odpowiedzi: 1
      • Gary Copper   IP
        haha "dropiate pizangi" na front tapecie:)
        Dodaj odpowiedź 0 0
          Odpowiedzi: 1
        • Paula   IP
          nie wiem jakie ceny byly w tej restauracji witarianskie,j ale tutaj gdzie mieszkam ceny w takich restauracjach sa kosmiczne i tu nasuwa sie pytanie , dlaczego salatka w zwyklej restauracji bedzie 5 krotnie tansza niz w restauracji Raw ? nie wiem, bo to jest trendy ???
          Wiec ja wole kupic sobie szejka owocowego w barze przydroznym i isc do zwyklej restauracji z bufetem i najem sie do syta za 1/3 cany , a w restauracji Raw dostane mala porcyjke i to wszystko w temperaturze lodowkowej , przepelnione tluszczem z masa soli , soi innych ostrych przypraw. moj zoladek po takiej strawie nie ma sie dobrze, raz dostalam mega boli rzucha i to ma byc te zdrowe zarcie ? lepiej na zdrowie wplynie zjedzenie ziemniakow z brokulem niz ta witarianska strawa :/ Wiec mowie takze nie dziekuje dla witarianskich restauracji :)
          Uwazam ze tam nie podaja zdrowiego jedzenia :/
          Dodaj odpowiedź 0 0
            Odpowiedzi: 1
          • Mag-lena   IP
            Byłam w tej knajpce jakiś czas temu - może teraz się zmieniło, ale wtedy było głównie tłusto tj. orzechy pod różnymi postaciami. Więc rozsądnie byłoby tam się pojawiać na wielkiej okazji, bo jedzenie codzienne lub częste nie ma sensu.
            Dodaj odpowiedź 0 0
              Odpowiedzi: 1

            Czytaj także