Co mają wspólnego Twoje 501-ki z zamknięciem krakowskiej restauracji witariańskiej RO?
  • Pepsi EliotAutor:Pepsi Eliot

Co mają wspólnego Twoje 501-ki z zamknięciem krakowskiej restauracji witariańskiej RO?

Dodano: 17
501_levis_faded_stone
501_levis_faded_stone

Miłego morningu przy poniedziałku Socjecie,

Dzisiaj będzie o tym, żeby było tanio, taniutko, jak najtaniej.

Idziesz sobie w końcu kupić najzwyklejsze pięćset jedynki, bo te które nosisz nie nadają się nawet do hipsterskich stylizacji. Wydawałoby się niewinna czynność, a nawet jakaś taka sama w sobie radosna, choć powiązana z wyskakiwaniem z pie, jednak to tylko pozory, bo tak na prawdę umoczyłeś.

Zanurzyłeś się człowieku w wielkim wyzysku ludzkim, żeby zarobiło kilku pośredników i właściciel logo, levi's przede wszystkim, natomiast szwacz, czy najczęściej szwaczka praktycznie nie zarobi nic. Znana firma dajmy na to odzieżowa, czy sprzedająca obuwie sportowe, gdyby zechciała wybudować fabrykę w USA dajmy na to, wyposażyć ją, a następnie zatrudnić Amerykanów, gdzie za szycie za godzinę trzeba zapłacić około 9-ciu dolarów, do tego borykać się z roszczeniami rozbuchanych związków zawodowych, naraziłaby się na poważne zastrzeżenia akcjonariuszy, że koszty są o wiele za wysokie. Ciąć koszty, bo ludzie chcą taniej, tanio, taniuteńko, nawet za produkt ze znanym logo chcą zapłacić najtaniej, a przecież marketing kosztuje krocie. Podtrzymywanie miłości do marki, to ekstremalne kwoty, a właściciel logo chce zarobić jak najwięcej, bo przecież wszystko się sprowadza do generowania jak najwyższego zysku. Dajmy na to taki Levi's, zamyka więc fabrykę, zwalnia 16 000 Amerykanów i szuka jakiejś wygodniejszej miejscówki, raju podatkowego. Na takie dictum jest natychmiastowa odpowiedź krajów, z głodowym dochodem na jednostkę, które godzą się, żeby na ich terenie powstały fabryki, na których państwo, często to są Chiny, ale nie tylko, nic nie będzie zarabiało, dając całkowite zwolnienie od podatków przez pięć lat, w zamian za podaż miejsc pracy w najuboższych regionach państwa. Najlepsza jest Sri lanka na Cejlonie, bo dają aż dziesięć lat zwolnienia od podatku. Fabryki takie zatrudniają ludzi na bestialskich wręcz warunkach, gdzie uszycie pary pięćset jedynek kosztuje 89 centów, albo i mniej. Ludzie tyrają prawie jak w obozach pracy, nie mogą się odzywać, za to co sześć godzin na odpowiedni sygnał mogą udać się do toalety. Ich wynagrodzenie nie starcza nawet na absolutne minimum socjalne, ale nie mają innego wyjścia, gdyż alternatywą byłby totalny głód. Ze względu na to, że fabryki zatrudniają spore ilości ludzi, ściągają oni do pracy z różnych regionów kraju, w związku z tym powstają za fabrykami, ogrodzone i ledwo zadaszone sypialnie, wyglądające jak gigantyczne parkingi, tyle, że na rowery, gdyż wymalowane są tak małe prostokąty, żeby ludzie spali pokotem, każdy na swoim miniaturowym ortogonalu. Po pięciu latach, kiedy Państwo miałoby zacząć coś zarabiać, właściciel odstępuje od umowy, ogłasza upadłość, czy cokolwiek, a na to miejsce wchodzi ta sama firma, tyle, że z nową nazwą i zaczyna się kolejne 5 czy 10 lat w raju podatkowym. Na świecie jest aż osiemset ileś takich stref wolnego handlu, gdyż tak to się nazywa faktycznie, a nie żaden raj podatkowy. Pisze o tym między innymi, w swojej świetnej książce No logo Naomi Klein, dziennikarka śledcza, która sama to widziała, pomimo, że proceder jest ukrywany, lecz jej podstępem udało się dostać za mury fabryki.

no logo Na marginesie, obecnie czytam jej następną też bestselerową książkę Doktryna szoku, o tym jak współczesny kapitalizm wykorzystuje klęski żywiołowe i kryzysy społeczne. Niestety muszę zweryfikować poglądy co do prof. Balcerowicza, którego uważałam wśród polityków, jako jednego, żeby nie powiedzieć jedynego spoko gościa, a jednak jego idole, na których się powołuje, a na pewno ten o którym nawija Naomi, to zdecydowana gnida. No dobra, wracam. Kiedy dziennikarze śledczy atakują Nike, czy Levi'sa, o takie traktowanie ludzi, to okazuje się, że to nie te firmy są właścicielami fabryk, że to pełen outsourcing, czyli w całości zlecona produkcja. Że te firmy mają tylko logo, w którego wzmacnianie ładują wielką kasę, natomiast nie są w żadnym wypadku obciążeni fabrykami z ich wyposażaniem i konserwacją, ani, to przede wszystkim, męczącymi pracownikami z ich związkami zawodowymi. Do tego mają absolutnie czyste białe rękawiczki, bo są całkowicie niewinni w kwestii tak nędznie opłacanych szwaczów i szewców.

Ma być tanio. Jakby wszystko działo się w Ameryce, para dżinsów 501 kosztowałaby trzy, albo cztery razy drożej i nikt nie chciałby jej kupować, bo to w końcu nie diesel, czy disquared2. Chociaż te marki robią prawdopodobnie, a nawet na pewno to samo, tyle, że logo mają jeszcze bardziej wyśrubowane pod bogatszy target.

Właśnie to mi się skojarzyło, kiedy przeczytałam nie tak dawno rozmowę na: Wegetarianie Kraków, kiedy zachwalano nową wegetariańską knajpę w Krakowie.

Zapytałam grzecznie: - czy jest tam organiczne jedzenie? Na to ktoś poirytowany mi odpowiedział: - że nie i bardzo dobrze, że nie!, bo przynajmniej będzie tanio.

Na to ja: - że w takim razie, nie będę jej wspierać, gdyż dzisiaj można, szczególnie restauracje na prawdę mogą załatwić sobie dwa razy w tygodniu dostawy warzyw i owoców organicznych i to na prawdę nie kosztuje wiele więcej, przy zakupach restauracyjnych. Tylko, że ma być wyjątkowo tanio dla ludzi, a właściciel musi też swoje zarobić. Nie będę wspierać chemicznego żarcia, na którym się zarabia, bo niby zwierzęta nie cierpią. Właśnie, że cierpią i zwierzęta i inni ziemianie od tej wszechobecnej chemii.

Na to ktoś inny mi zarzucił: - że przecież bywasz w hipermarketach i stale kontaktujesz się z chemią.

Na to ja: - owszem, ale ograniczam to wszystko do minimum i nie ma to nic wspólnego ze świadomym wspieraniem lokali, co z tego, że wegetariańskich i tak pełno tam jogurtów i mleka, kiedy sprzyjającym chemii. Pewnie tragiczny w skutkach spożywczych ziemniak amflora GMO też się trafi i piwko z wołową żółcią, bo nada śliczny kolor i miły gorzki smak, a jest histerycznie tańsze od nieprzyjemnie drogiego chmielu.

Na to osoba zażarta wegetarianka, walcząca o każdego chomika: - oj tam, oj tam, mam już dość gadania o tym, nie wegańskim piwie

Przy okazji, w trakcie  konwersejszyn  okazało się, że krakowska restauracja witariańska i całkowicie organiczna RO została zamknięta, z powodu totalnej nierentowności. Na to ktoś się odezwał: - och, a tak chciałam się do niej wybrać, a już jej nie ma. I w tym miejscu emotka, najgłupsza z buziek, że niby smutno.

I ktoś z kolei bardzo rezolutnie spointował: - no może właśnie dlatego już jej nie ma.

A mnie się przypomniało, że kiedyś, zresztą kolejny raz, właściciele RO urządzili pokaz filmu o witarianizmie i prelekcję jakiejś świadomej witarianki i był poczęstunek darmowy, ale można było też oczywiście dokupić sobie jakieś danie.

Zostało to uwiecznione na zdjęciach jak się rzucili na żarcie, jakby nigdy nic nie żarli, zjedli wszystko łącznie z ceramiką. Prelekcja była tylko pretekstem i nikt nic nie kupił, nawet jednej organicznej herbaty, ani buteleczki wody strukturalnej nie sprzedano.

Tego dnia właściciele mieli utarg zero.

20120910_154027 jeszcze przed otwarciem w 2012, a już jej nie ma od miesiąca, oczywiście Gołębia padła również, do tego miesiąc wcześniej niż Wolnica

Na zapleczu kilka osób od rana kroiło owoce i warzywa, przedtem płukane w wodzie mineralnej, wszystkie ingredienty organik, mieliły orzechy, a miksery były po umyciu jeszcze przepłukiwane wodą mineralną niegazowaną, żeby klient, nawet przez przypadek nie kontaktował się z kranówą. Dostawały te osoby godną stawkę za godzinę, żeby było uczciwie. Nie mówię, że właściciele nie popełnili kilku poważnych błędów biznesowych, w tym przeinwestowanie, ale tak czy inaczej, nie sądziłam, że krakowscy weganie, nie wpadną chociaż z ciekawości od czasu do czasu, na urodziny dajmy na to.

Jednak sprzedaży nie było, bo lepiej iść do wegetariańskiej knajpy na zupę z wody z kranu i wymoczonym zwiędniętym warzywem z makro, czy tesco, z pływającym na wierzchu żółtym kożuchem oleistego pestycydu, bo rolnik nie chce, żeby mu się zmył herbicyd od deszczu, więc jest oleisty i może robić teraz za ambitny tłuszczyk wegetariański w zupce i zapłacić za nią pięć zło i popić piwem i mówić, że fajnie, bo tanio, jest git.

Nie popieram, pomimo, że są wegetariańskie, bo to dla mnie inny rodzaj rzeźni, tym razem na ludziach. To można z biedy uskuteczniać we własnych domach, ale nie karmić tym ludzi pod szumną nazwą, restauracja.

Krakowianie, Wegetarianie, Weganie i Witarianie, w RO na mityngach, a przecież tylko wtedy tam wpadaliście, było na prawdę tanio, tak jak lubicie najbardziej, bo za zero zło.

Kłaniam się Socjecie i ślę ukłony innym Ziemianom, peps
-
 17

Czytaj także