podróż? nie dziękuję
  • Pepsi EliotAutor:Pepsi Eliot

podróż? nie dziękuję

Dodano: 30
mnich
mnich

Ahoj Przygodo, pozwolicie Koleżeństwo, że palnę szmatkę na czasie, czyli o podróżach,

Wiem, że zabrzmi to może nawet obrazoburczo, a z pewnością anarchistycznie, ale:  n i e  z n o s z ę  p o d r ó ż o w a n i a.

Gdyż podróż wnosi rozkojarzenie, a to tylko rozprasza moje pełne, czyli kompletne życie. Czyż mnich buddyjski ma ochotę podróżować? A po cóż to? Czy zatem uważam się za kogoś w tym kształcie? Niech to na razie pozostanie naszym sekretem, ale coraz bardziej na ten mimetyzm przystaję.

No tak, ale on ma swoje Himalaje. Faktycznie, jedyne miejsce ku któremu się przemieszczam to góry, ale trudno to nazwać podróżą, bo na upartego mogę tam przybiec.  Właściwie tak, podróż, która jest dla mnie dedykowana, to w takie miejsce, do którego mogę przybiec.

Życie nomady, nawet współczesnego z wygodami, jest przeze mnie świadomie odrzucone, dobrze, że Islenski już w swoją daleką podróż się udał, boby się wzdrygnął.

Kiedy więc widzę wakacyjne landszafty z palemkami, maniakalnie wrzucane na Fejsbunia przez jednych, a przez oszołomionych drugich lajkowane do upadłego, to powiem analogicznie, to samo myśląc, kiedy widzę pierogi pszeniczne z soczewicą i zlane oliwą, którymi nieustająco podniecają się na socjalu wegetariańskim, czy wegańskim, że to mnie nie rusza. Po prostu, to nie dla mnie są podniety. Powiem więcej, po sprawiedliwości, że mam też gdzieś, zdjęcie szejka zielonego, czy jagódek, moje codzienne z rutyną jedzenie i nie chce mi się go fotografować, ani tym bardziej lajkować, chyba mnie wypierdolą ze socjalu, chociaż rozumiem, że zdjątko może działać propagandowo na fastfoodowców i chociażby z tego powodu, perhaps warto to robić. Jednak nie robię, gdyż il ne m'excite pas.

Nie lubię też i wręcz odnoszę się nonszalancko negatywnie do uczucia szczęścia. Szczęście to mocna przesada i w związku z tym zwykle dozowana cyklicznie, albo wcale, więc przywiązywanie się, do czegoś tak nie pewnego jest już formą osobistej destrukcji. Cenię sobie za to i to bardzo, pogodną prze zwykłą codzienność i drobne radości z małymi spełnieniami. Gdyż lekkie dźwięki, niefrasobliwość i co najważniejsze ciągłość są dla mnie istotne. Na marginesie wtrącę, że nie chciałabym nic wygrać na loterii, przezornie w związku z tym nigdy o fanty nie gram.

traveling1 Uczucie, że jestem właśnie tu, gdzie chcę być stale i nie muszę się w tym celu nigdzie przemieszczać jest dla mnie samo w sobie dosadną i skończoną wartością. Nie tęsknię za miejscami, a nieznane moskity są mi całkowicie obojętne, żeby nie powiedzieć obce.

Czuję się jak taka wielka małpa stale w tym samym gaju, a jednak sfinalizowana, bo nie chcę użyć słowa szczęśliwa, gdyż tak jak napisałam, uważam, że szczęście to kicz i raczej przesada.

Jako dość refleksyjna osoba, chociaż nie wszyscy by się pod tym podpisali, ale też z powodu odpuszczenia w kwestii poszukiwania szczęścia, często bywam radosną i co tu dużo mówić zadowoloną. Nie mam jeszcze wprawdzie tego mnisiego przygłupiastego półuśmiechu na fizis, ale wszystko zmierza w tym kierunku. Delikatnej błogości. To jest raczej dobry kierunek.

Nie chcę teraz bawić się w małego, przenośnego psychologa i twierdzić, że podróż to ucieczka, a ci co lubią podróżować, to ludzie spierdalający od siebie w pogoni za nowym stresem, niekiedy faktycznie prze ciekawym i przepięknym. Z drugiej strony, nie chcę też dawać za przykład ogromnego sukcesu książek o Winnetou i Apanaczi, oraz Old Shatterhanda, które Karol May napisał będąc w więzieniu, bez wcześniejszego kontaktu z Ameryką, w tym z Dzikim Zachodem. Miał to wszystko w swojej dyni.

apanaczi2cm9 Byłabym idiotką odradzając geografom, etnologom, Dzikowskiej, pani Martynie, czy też przesławnemu wkrótce Islenskiemu, któremu z powodu buńczucznego rozmnożenia grozi jednak zaprzestanie, przynajmniej na pewien czas podróżowania, a więc odradzania podróży napawającej tych Państwa z pewnością pewnym frasunkiem, jednak jak narkotyku podróży spragnionym. Nie wnikam, gdyż nie wszystko muszę kumać.

traveling-with-medication Czy podróż może dać poczucie wolności? Być może przez chwilę poczucie tak, ale faktycznej wolności nic i nikt nikomu nie może dać, gdyż jest to pojęcie z serii absolutnych. Gdyż idealna wolność nie istnieje. Droga Socjeto, moim zdaniem, nie uwolnimy się nigdy, gdyż zawsze będziemy w coś uwikłani, a z dwojga złego wolność jest bardziej prawdopodobna kiedy się w najlepszym miejscu dla siebie osadzisz niż kiedy się w popłochu przemieszczasz, bo podróżować dobrze jest widziane.

Może więc, by tak w niespieszną podróż się udali, zagrzewając tu i tam na dłużej gawry legowiska? traweling tło

Chcę tylko doradzić, żeby człowiek spróbował osiąść w miarę możliwości w jak najdogodniejszej dla siebie miejscówce, a potem siedział tam i zajął się już zupełnie czym innym. Czyli spokojną, żeby nie powiedzieć błogą egzystencją, nie zakłócaną hałasem, zapachem smażonych zwierząt, spalinami i takimi tam. Człowiek nie musi nigdzie gnać. Chyba, że codziennym kłusem o poranku. Przecież już dobrze wiemy, co jest za horyzontem.

Dostanę za to kopa w mordę?

Travelingłapa Zastanawiam się niekiedy, że ludzie bardzo bogaci mają masę domów, masę samochodów i ciągle muszą się jachtem czy prywatnym odrzutowcem gdzieś przemieszczać. Może tam gdzie ich akurat nie ma jest teraz lepiej?

Gdy tymczasem człowiekowi potrzebna jest jedna przystań, ale na prawdę pod niego, pod jego osobiste preferencje wypasiona. Dla jednego to będzie szałas, półka na K2, a dla innego designerski loft, jednym słowem własna, odpowiednio zlokalizowana chata.

Dobrze więc, ale jeżeli człowiek podróżując szuka właśnie tego spełnienia, idealnego miejsca dla swojego odwłoka? To już zupełnie inna faza, poszukiwanie siedziby, to nie podróżowanie.

Nawet mogę zwolnić, chociaż niechętnie zwykłe wakacje z tego wywodu, chociaż po zastanowieniu wiemy jak bardzo wakacje mogą nam zaszkodzić w docenianiu prozy życia, dzieląc go na niemiły czas pomiędzy nimi połączony z na nich oczekiwaniem. Wakacje wytrącają z równowagi i mogą być przyczyną nie doceniania swojego codziennego, zwykłego dnia.

traveling-pingwinów Podróż to nieustająca tęsknota za niespełnionym, a to rozprasza życie i to bardzo. Podróż wiąże się też z powrotem, a to może być jeszcze bardziej rozczarowujące.

Chociaż są tacy, co wolą wracać niż być.

Jest jeszcze inna forma podróży, czyli życie w podróży, raz, podobnie, jak ci bardzo bogaci ludzie, którzy marzą, żeby posiedzieć na ganku wiejskiej chaty, ale muszą zwiedzać własne i cudze rezydencje i jeszcze wakacjuszować obowiązkowo na dodatek, a dwa, niby wieczny podróżnik, alias wieczny tułacz.

Travelingautostopo Żyd wieczny tułacz, to tak na prawdę cierpiąca osoba. Gdyż podróż to forma dyskomfortu, tułaczki, a niekiedy aż cierpienia.

Tak na prawdę współczuję podróżującym. Siądźcie se w piknym miejscu i siedźcie tam z błogim grymasem w połowie kretyna, a w drugiej połowie jeszcze czegoś gorszego, czyli nigdzie nie gnającego sierściucha.

Auwiderzeń Państwu. Lece peps.
-
 30

Czytaj także