Meta idioto!
  • Pepsi EliotAutor:Pepsi Eliot

Meta idioto!

Dodano: 26
Rocky vs Apollo
Rocky vs Apollo

Czeee Faunie żującej florę,

Podczas rajdu Dakar, polski uczestnik, dość kontrowersyjna postać, ale nic się ma to do tego o czym akurat dzisiaj chcę napisać, Sonik na kierownicy quada przytroczył sobie napis w kształcie: Meta durniu!

Można przecież wygrać kilka odcinków, dać z siebie na poszczególnych etapach wszystko, szarżować, nadwyrężyć pojazd i nie dojechać nawet do mety, która jest celem nadrzędnym i tylko jej osiągnięcie daje szansę na klasyfikację ogólną, a w najlepszym zaś razie zwycięstwo.

Każdy z nas często wyznacza sobie jakieś cele, które są na dany moment najważniejsze, a potem może nastąpić seria niesprzyjających okoliczności, ale nawet mimo tego, najbardziej niesprzyjającą okolicznością dotarcia do mety, jesteśmy my sami, gdyż jak durnie zapominamy o mecie.

Dlaczego świadomie i z premedytacją nie podbijam swojego tempa w bieganiu, dlaczego nie przygotowuję się do maratonów, nie czynię zrywów, a moje motywacje są spokojne, zrównoważone i oparte na banalnym wyobrażaniu sobie moich rówieśniczek, które pierdzą w pielesze, a może jestem zbyt obcesowa, po prostu słodko wylegują się w satynowych barchanach, kiedy ja dzień w dzień, najczęściej właśnie z rana, biegam?

Dlaczego nie robię zrywów, nie współzawodniczę, nie wprowadzam w strefę biegania elementu rywalizacji, którą wręcz uwielbiam?

Gdyż mam cel nadrzędny, o którym nie zapominam, a jak kiedyś zapomniałam, to powrót do obecnego poziomu był na prawdę bardzo trudny, ale wracając, moim celem nadrzędnym jest bieganie przez całe życie, codziennie, aż explicite do końca.

Nie chcę nadmiernie i za wcześnie podnieść poprzeczki, nie chcę mieć poczucia, że zniechęcam się, gdyż pomimo, że wygrałam kilka etapów, nie miałam jednak sił trzymać formy do samej mety.

Gdybym miała na celu pobiec jak najlepiej najbliższy maraton, moje treningi wyglądałyby zupełnie inaczej, ale ja mam cel przebiegnięcie innego maratonu, jakim jest moje życie.

Nie oznacza to, że w innych dziedzinach własnej egzystencji, moje cele też są tak długodystansowe i nie pozwalające na brawurę, wręcz przeciwnie, ale aktywność fizyczna, do której od dziecka nie byłam predysponowana i która tak na prawdę sama w sobie jest trochę bez sensu, bo czyż ja rano biegiem muszę gnać do pracy, jak borsuk, czy małpa po liście i owoce, czy to moje bieganie codziennie ma natychmiastowy efekt, w postaci roztropności życiowej poprzez zapewnienie sobie dajmy na to pożywienia, na dziś?

To nie jest takie oczywiste dla organizmu, więc organizm będzie na każdym kroku podkładał kopyto, żeby się powstrzymać od niczemu pozornie nie służącemu wysiłkowi.

Piszecie, że Was raz po raz ukłuje w boku kolka oddechowa, albo, że bieganie wykręca boleśnie Wam stopy, albo, że robicie się smutni, albo po prostu nie dajecie rady i to wszystko może zniechęcić Was do codziennej aktywności fizycznej na dłuższy czas, albo na krótszy, aż do następnego zrywu.

Gdybyście jednak uświadomili sobie, że od tego zależy wasze życie, jak życie wiewiórki, która musi być aktywna od rana, bo w przeciwnym wypadku zdechnie z głodu, to być może już inaczej zdefiniowalibyście swój cel.

To samo jest z jedzeniem.

Posiłki wegańskie, do tego surowe, chociaż wydają się bardzo logicznie uzasadnione i naturalne, a do tego chyba najbardziej apetyczne, bez żadnego dodatkowego podkręcania i upiększania, a wiec ten cały witarianizm jest jednak sakramencko trudną dietą, gdyż tak na prawdę obcą współczesnemu człowiekowi.

Więc cel jaki sobie stawiasz, jeżeli oczywiście ufasz takim paradygmatom żywieniowym, jest w moim przypadku najprostszy jaki tylko może być, nie chcę chorować.

Ktoś pyta, a nie prościej by było żebyś powiedziała, chcę być zdrowa?

Nie, bo nie stawiam sobie celów niewykonalnych, z pewnością jakaś choroba będzie chciała mnie zaatakować, a ja mam mieć siłę i wewnętrzną moc, zwaną prozaicznie odpornością, aby ją pokonać i nie chorować, a więc pomimo, że to jest niby jedno i to samo, być zdrowym z nie chorować, to jednak istnieje niuans różnicy.

Za pięć dni skończy się nasza akcja, która dla mnie jest tylko jakimś tam króciutkim fragmentem mojego dotychczasowego życia, gdyż biegam codziennie, właściwie od lat, jestem weganką, a obecnie witarianką i codziennie też od lat poszczę, ale zdaję sobie sprawę, że dla wielu z Was byłoby to poważnym wyzwaniem, aby trwać w takich postanowieniach przez całe życie, jednak w momencie, kiedy uświadomimy sobie, co jest naszym nadrzędnym celem i kiedy ustalimy, że jesteśmy długodystansowcami, to uświadomimy sobie, że żadne zrywy, żadne nagłe rzucanie się na 100% raw, żadne głodowanie, nie zapewni nam ciągłości w naszych dążeniach i przekonaniach. Albowiem, aby faktycznie osiągnąć cel, należy stworzyć realistyczne warunki na drodze do jego wykonania. A realia każdego dnia są różne i dobrze o tym wiemy. A to hormony, a to praca, a to progenitura, jednak nie daję sobie żadnego usprawiedliwienia, gdyż nie ma pustki w życiu i zaraz w miejsce zboczenia z naszej drogi do celu, wskakują behawiory zgoła popychające nas w stronę dokładnie przeciwną.

Rockyemu w pewnym momencie nie chciało się ćwiczyć, stracił motywację do intensywnych treningów, mówiąc jutro, jutro zrobię dobry trening, na to jego kołcz, czarny Apollo, były mistrz świata, z którym prawie amator Rocky w pierwszej części zremisował, dotrzymując kroku do ostatniej rundy, a więc Apollo odpowiada na to Rockyemu: - jutra nie ma. (there is no tomorrow)

Wierzę w każdy codzienny nudny jak flaki z olejem i natenczas być może dla wielu, nie do końca uzasadniony kłus z nawadnianiem, z żarciem w przewadze raw wege, poszczeniem i wysypianiem się i na tym polu nie podkręcam sobie żadnych wzwyż poprzeczek, gdyż chcę przez tę naturalną rzecz przejść maksymalnie automatycznie, jak oddychanie ma to się stać dla mnie, proste i oczywiste.

Natomiast dobrze mi znane potrzeby rywalizacji, adrenaliny, wręcz szalonych celów krótszych, wyzwań i całej zabawy jaką może stać się życie, realizuję w innych dziedzinach, takich jak kreacja, czyli twórczość, konkretna wydajność pracy, popełnianie błędów, wyciąganie wniosków z popełnionych błędów, niekiedy nawet zarabianie zło, czy też jak często w moim przypadku utracjuszostwo, czy też hojność, czego z kolei na prawdę nie można powiedzieć o Soniku.

Kłaniam się Ludziom i Zwierzętom, pape
 26

Czytaj także