Widzieliście lwa, który chce mniej seksu niż lwica?
  • Pepsi EliotAutor:Pepsi Eliot

Widzieliście lwa, który chce mniej seksu niż lwica?

Dodano: 23
5
5

Albowiem penis zamieszkujący chętnie i bez pierwotnego krzyku męskie stringi nie zachował w sobie już nic z genotypu sierściucha. Nie tęskni za wolnością, gdyż urodził się w niewoli. Ale o tym za chwilę.

Cze Państwu,

Komentarze pod moim wpisem o mężu tu, od którego głównie zależy szczęście małżeńskie nasunęły mi chęć wypowiedzenia się w temacie.

Wszystko rozchodzi się o to, że ludzie będący w związkach, pomijam jakieś patologie społeczne, z niewiadomych przyczyn zaczynają reagować histerycznie, czyli nieadekwatnie do faktycznych nieporozumień, czy nawet konfliktów. Najbardziej dziwaczne i niespójne są wyobrażenia o tym jak powinien idealny związek wyglądać, a tym co faktycznie jesteśmy w stanie w naszym związku osiągnąć.

Kiedyś mężczyzna był stale podszyty sierściuchem, czyli chciał kopulować. Najchętniej jak najczęściej. Seks, nawet małżeński działał na niego jak balsam, odstresowująco i lepiej mu się później zasypiało. Seks małżeński praktycznie nie miał dla niego żadnej konkurencji. Wieczorem dajmy na to nie wolał niczym innym się zajmować.

To on w domu robił za tego od rozbujanej potencji, a jego żona z kolei robiła uniki. Czyli boląca głowa i temu podobne wymówki. Mąż myślał, że jakby trafił na partnerkę seksualną żyletkę, to byłby o wiele szczęśliwszy. Faktycznie tkwił w błędzie.

Mężczyzna to samiec, a my postępujemy jak samice. Kiedyś miałyśmy atrakcyjny towar w ofercie, czyli własne dupki i można było coś nimi ugrać. A oni mieli teścia pod dostatkiem, którego wystarczało nawet na długie małżeństwo. No i nie było dla seksu małżeńskiego specjalnej konkurencji, szczególnie w domu. Gdyż poza domem zawsze była spora oferta.

W pewnym momencie kobiety pozakładały własne biznesy, albo tylko włączyły telewizory, nakupowały poradników i stosownych książek, o mą Die, nie że romansów, były ponad to ofkorsik. Kobiety jednym słowem zobaczyły nowe wzorce, że małżeństwo ma dawać o wiele więcej niż sądziły ich babki, czy nawet matki.

Zaczęły się oczekiwania. Kobieta zechciała, żeby jej życie seksualne też było w jej mniemaniu doskonałe, jak firma, albo awanse w korporacji. Jednym słowem zaczęły się oczekiwania i porównywania do zmyślonych ideałów. Ma się rozumieć, że z kopulacją częstą i obfitującą w symultaniczne orgazmy.

I co się okazało? Że zadbana, w koronkowych desusach i stale chętna do seksu żona, dająca to i owo do zrozumienia, a nawet domagająca się powinności, a na drugiej szali dziesiątki fajnych rzeczy konkurencyjnych, jak net z fejsbuniem i inne atrakcje, sprawiły, że mężczyzna mąż nagle przestał mieć ochotę. Szczególnie na nią. Albo nawet na żadną inną, w tym momencie.

Facet, któremu nie dano, jest trochę zły i zajmie się czymś innym. Ale laska/żona, która nie dostała tego czego chciała, teraz, zaraz? Następuje reakcja histeryczna i nieadekwatna do zaistniałej sytuacji. Obrażanie się, fochy, a nawet poczucie, że moje życie nie jest idealne. Że inne kobiety, te na filmach, w serialach i w książkach mają życie prawdziwe, a tutaj tylko te namiastki i erzace.

Oczywiście nie chcę pominąć faktycznych potrzeb seksualnych, które są naturalne i świadczą o naszym zdrowiu. Tymczasem nie ma idealnie dobranych ludzi pod względem potencji seksualnej w dłuższym okresie życia. Wiadomo, że pomijam początkowy etap związków, kiedy wszyscy i stale mają na coitus ochotę. W późniejszym życiu zawsze pojawią się dysproporcje, które mogą wynikać, albo z różnicy temperamentów, albo stanu zdrowia. W tym psychicznego.

Jeżeli żona daje stale do zrozumienia, a bywa, że napomknie o tym w towarzystwie, w jej mężu rodzi się bunt. Blokada. To on miał mieć nieposkromioną potencję. Dochodzi do takiego absurdu, że im więcej jedna osoba chce, tym bardziej druga stawia opór.

Ale kiedy samica nie chce, to jest to jakby wpisane w naturę, pierwotność, dla mężczyzny do wybaczenia, czy chociażby zrozumienia.

Ale kiedy to on nie chce, zaczyna być problem. I dla niej i dla niego. Bo to jest wyłamanie się z wzorców i schematów. Widzieliście lwa, który chce mniej niż lwica? Widzieliście barana, koguta, kozła, szympansa? Żeby jego partnerki chciały więcej kopulacji?

Ona jest nieszczęśliwa, bo to burzy jej wizję idealnego związku. Przy czym nie wykluczam autentycznej ochoty na coitus. A on dokładnie to samo. To, że ona chce więcej, burzy jego osobiste wyobrażenie o związkach i kobiecie. I o sobie samym. Po drugie jemu się autentycznie odechciało. - Może chory jestem? Może mam za mało testosteronu? I w końcu: - Nie lubię tej nachalnej laski.

Czy można jakoś rozwiązać ten problem? Moim zdaniem tak i to bardzo prosto.

Zejść na ziemię.

Rzucić gałką mniej histeryczną, nie obrażać się i nie porównywać. Jeżeli mąż Drogiej Socjety jest fajny, miły i jest tak naprawdę i w gruncie rzeczy w Drogiej Socjecie zakochany, to dać mu żyć z jego własną potencją. Tak jak chce.

Seks w wydaniu męskim nie może być poświęceniem. To jest misja dziejowa kobiet. Jesteśmy do tego dziejowo przyzwyczajone. Dobrze nam to wychodzi i potrafimy radzić sobie dupką w razie czego bardzo dobrze.

Są utensylia, jest internet i temu podobne. Można bardzo łatwo uzupełnić braki seksu, w tym orgazmów i odczepić się w końcu od swojego hasbendsa. Dać mu żyć. Bo jeszcze uwierzy, że coś z nim jest nie tak. A to tylko zwykła odpowiedź penisa na dziejowe zmiany.

Co do mężów, którzy chcą więcej to bezet. Dadzą sobie radę. Nic im nie będzie, bo są do tego jako samce dziejowo przygotowani.

No a co z tą niepotrzebną histerią? Wyluzuj, więcej stoicyzmu, doceń tę miłą osobę, która jest obok ciebie i skontaktuj się z nią na wyższym poziomie. Piękną myślą.

Na koniec wrzucam fragment z mojej nowej książki (jeszcze przed korektą) Złe. Może przykład Pola i Jeloła coś jeszcze rozjaśni?

(...) Stuprocentowi plejboje nie zatrudniali się w trustach, sami niejako posiadając mniejsze, a niekiedy większe kartele, stajnie, przystanie i temu podobne. A więc półplejboj Pol nie był w żadnym razie podszyty zwierzęciem. Mieszkając na stałe w Antwerpii dowodził belgijską odnogą korporacji, właśnie jako twór ostatecznie skończony, gdyż pojedynczy.

Nie posiadając drugiego ja, stał się garniturowcem perfekcyjnym. Bez cienia sierściucha w swoich stringach. Zresztą natura sierściucha i męskie stringi stanowiły podobny nonsens, jakby gorylowi nizinnemu kazać wynieść się z dorzecza Konga. Do wypasionej garsoniery z widokiem na Wisłę.

Dużo szkła i nierdzewnego metalu, a on z tą swoją wielką głową, umięśnionym ciałem pokrytym brunatną sierścią, z ostrymi kłami i wagą dwustu kilogramów miałby czuć się komfortowo skacząc po kanałach. Zamiast między konarami.

Albowiem penis zamieszkujący chętnie i bez pierwotnego krzyku męskie stringi nie zachował w sobie już nic z genotypu sierściucha. Nie tęsknił za wolnością, gdyż urodził się w niewoli. Gapił się nierozumnym okiem na chude dupki modelek i sądził, że ta bardzo średnio satysfakcjonująca kopulacja to standard. Że zaistniałą sytuację awerejdż koitus jak najbardziej należało akceptować.

Jednak i tak kopulację biły na głowę rzeczy w typie regat szybkimi żaglóweczkami i niskie dźwięki wyścigówek z dwunastoma cylindrami. Naprawdę z niczym tego pierdzenia nie można było porównać.

Dlatego Pol Smys stanowił eksponat wzorcowy. Przedstawiciela spełniającego warunek o wyjątkach wśród samców. Nie będąc podszytym w najmniejszym procencie sierściuchem, kimś zawsze być musiałeś, jawił się więc okazem idealnego przedstawiciela plemienia garniturowców.

Archetyp kaszmirowego surduta Pol, samiec w stringach. Algorytm symbiozy człowieka i przedmiotu. W rzecz wstąpić.

Tymczasem gdyby Senegalczyka Żółtego ściskano imadłem, to i tak nigdy w życiu nie założyłby dobrowolnie na swój odwłok stringów. Osobisty penis nigdy by mu podobnego dziwactwa nie wybaczył.

Dlatego arbuz, którego dostał od Skarlet mógł sobie być arbuzem, ale tak czy siak, kakaowiec musiał w końcu zacząć uprawiać koitus. Albowiem sierściuch, chociaż umieszczony w wygodnych bokserkach nie mógł dłużej znieść dalszego celibatu. Zresztą dachołaz, czy goryl tkwiący w mężczyźnie nie rozumiał pewnych cywilizacyjnych ograniczeń. Wydawały mu się sztuczne i głupie, gdyż jak można nie kopulować? (...)

Łi Serdeczności peps

-
 23

Czytaj także