Czy potrzebujesz osobistej mocy kręcąc film przygodowy?
  • Pepsi EliotAutor:Pepsi Eliot

Czy potrzebujesz osobistej mocy kręcąc film przygodowy?

Dodano: 32
mo1
mo1

Patos to moje drugie imię, czyli nawiedzony wpis sobotni.

       Hejstwo Człowiekowi i Zwierzęciu

Ktoś mnie nazwał na Fejsbuniu terminatorem. Nie ukrywam, że spodobał mi się ten kryptonim, chociaż oczywiście jest nadany na wyrost, gdyż do zostania terminatorem wciąż dążę.

Chcę przy pomocy stalowego cielska i woli sunąć do celu. Po to jest cały ten blog, żeby zagarnąć ze sobą jak najwięcej Socjety, która może zechce zobaczyć, o ile jeszcze tego nie widziała, jak to jest być mocnym i móc korzystać ze swojej mocy.

Nawet leżąc na łopatkach.

To nie antylogia, tylko paradoks, gdyż moc jest niezbędna wszystkim, ale najbardziej słabym, brzydkim, grubym, chudym, chorym i pokrzywdzonym.

Byłam drżącą ze strachu osiką, belą osiki, osikową kłodą leżącą na marmurowej/glinianej posadzce, a ludzie mogli strzepywać na mnie popiół z faj, albo wiórki z zastrugaczki ołówków kohinor.

Gdyby mieli czas.

Nie pytaj nigdy osoby, która zna słabość od podszewki, na co, po co jej siła?

Bo to tak jakbyś spytała, czy SUM jest fajniejszy, czy ORKA? Smutna, Uległa, Melancholiczka, czy Odważna, Radosna, Królowa Aerobów?

Blogerka Bella, interesująco postrzegająca powszednią wegetację, pisze tutaj

Cytata z Belli: Życie to jest fascynująca podróż, przygoda. Nie jakaś straszna przeprawa, nie konkurs piękności, nie olimpiada, nie drabina.

Większość komentujących posta przyklasnęło ze zrozumieniem, bo tego im było potrzeba, bo takich słów byli spragnieni, gdyż jak twierdzą, albo stoją na rozdrożu, albo w samym środku dżungli się zgubili i muszą zaprzestać gonić w piętkę, a zacząć smakować przygodę.

Tymczasem moim skromnym zdaniem, życie to nie przygoda, ani fascynująca podróż, którą się obserwuje w charakterze jakże już wyeksploatowanej przeze mnie łupiny orzecha, płynącej bezwolnie ściekiem. Życie nie ma dobrego zakończenia, więc nie jest przygodą z miłym happy endem.

Życie to przeprawa, owszem, do tego bywa zajebiście wciągająca, ale akurat wtedy, gdy masz moc.

Gdy stawiasz sobie wyzwania, gdy wspinasz się po drabinie, gdy zapisujesz się na olimpiadę jedynie słusznego lajfstajla, gdy we własnym konkursie piękności osiągasz osobistego maxa.

Życie to oferta konkurencyjna, czyli, że wciąż musisz dokonywać wyborów.

Mój Robokop podniósł się z popiołu, z kupki byle jakiej i nędznej materii i zaczął rosnąć w siłę, tylko dlatego, że przestałam traktować życie jak film, w którym jestem aktorem bublem, ale kto inny go reżyseruje.

Jakaś Masłowska z młodym Żóławskim. To oni stali na mostku, na maszcie, na topie, a ja tonęłam w życiu. Nie daję Socjecie podobnej rady, gdyż czas weryfikuje wszystko.

Od czasu do czasu ludzie mają wolty, ponieważ uwielbiają szufladkować. Lubią gdy ktoś pasuje do jednej kategorii.

Niby jestem dla wielu autorytetem w dziedzinie zdrowego stylu życia, ale wyrażam się w sposób nie pasujący do powagi zagadnienia. Chociaż nie wiadomo do końca jakim językiem powinien posługiwać się ekspert. Yyy ... może wysokim?

Niektórym przeszkadza, że ubieram się niestosownie do wieku, ożeż. Gdyż powinnam zakładać co innego. Nawet nie wiem co mogłabym w tym miejscu napisać, zastanówmy się, garsonkę?

Natenczas jest tylko jedna weryfikacja słuszności postępowania, mianowicie czas. Tylko działanie w odpowiednio długim czasie może dać nam odpowiedź, czy postępujemy słusznie.

Do kogo więc targetuję tego bloga wraz ze swoją osobą?

Do ludzi, którzy chcą coś w swoim życiu zmienić w jednostce czasu. I to musi być istotna jednostka.

Moja zmiana trwa wiele lat, ale nie została przeprowadzona małymi kroczkami. Rzuciłam się na drabinę życia i biegłam po kilka szczebli na raz. A potem trwałam w postanowieniach i o tym piszę tego bloga.

O tym napisałam zakręconą brakiem zrozumiałej komunikacji książkę, biegam bo muszę, czyli monolog kobiety, która chciała coś w swoim życiu zmienić. Czy można iść przez życie z saganem wypełnionym tylko i wyłącznie obsesją zdrowia, prowiantu, wellness'u?

Nie można. Trzeba kształcić intelekt, robić kasę na żarcie organik, zakochiwać się, kopulować, rodzić, lub nie rodzić, ale jednocześnie trenować moc.

Prawdopodobnie, aby mieć moc, musisz zobaczyć/wyobrazić sobie drabinę, po której będziesz się wspinać. Świadomość samowystarczalności jest największą nagrodą, nawet gdy potrzebujesz innych kosmitów do życia. Bo mówię o samowystarczalności intelektu, czyli mocy najwyższej.

Gdy codziennie z uporem maniaka zmusisz się do oddzielania plew od ziarna, będziesz każdego dnia gotowa na życie. Napisałam książkę, nie o bieganiu, co mi się zarzuca, ale o tym, że musisz kształcić się biegając, lub robiąc cokolwiek, co może bieganie zastąpić. Bo życie to właśnie drabina, konkurs piękności i olimpiada.

Nie zamierzam się przed nikim tłumaczyć dlaczego chodzę w wygodnym obuwiu z półki młokosów, dlaczego jeżdżę wysoko zawieszonym autem, albo na rowerze, dlaczego moja odzież musi być wintycz poszarpana i popisana kolorowymi kredkami, dlaczego siadam na krawężnikach, rozmawiam z owcą, albo milczę z zającem polnym (mieszka w dzień pod domem w koniczynie i myśli, że go nie widzę), jem surowe żarcie, łykam D3, omegę 3 i chlorofil, oraz od lat kocham się na zabój w tym samym młodszym chłopaku.

A więc nie zamierzam się przed nikim tłumaczyć, bo rzecz się sprawdziła w czasie.

Kto mnie posłucha, pójdzie ze mną, przestanie na pewien czas słuchać własnych porad o zaniechaniu wspinania się w życiu, w zamian wzięciu udziału w przygodzie i filmie, tyle, że nie wiadomo przez kogo reżyserowanym.

Tylko działanie w czasie weryfikuje słuszność i racje.

Chemiczne lekarstwa działają szybko, efekty są widoczne zaraz, albo wcale, ale dłuższy czas tego nie potwierdza.

Na początku bieganie daje kopa, chudniemy, zachłystujemy się endorfinami, a po pewnym czasie wszystko odstawiamy, bo nie ma postępów, bo nie zdarzył się cud.

Nie ma cudów, ale jest kolejny poziom, szczebel osobistej drabiny.

I w dłuższym czasie dobro w postaci mocy się potwierdza. Zawsze jest jakaś nowa drabina i kolejny szczebel, w przeciwieństwie do zakończenia przygody zwanej życiem.

Życie to nie film przygodowy, ale też nie dramat.

Generalnie, kinematografia i życie, to zupełnie niepokrewne dziedziny. Piękne życie to wyzwanie i sprawdzenie się jako gladiator.

Otwórz przyłbicę. Ożeż.

Ścisk ścisk cmok cmok Pepsi Patos Eliot

 32
  • magdal66   IP
    jesteś cudem Pepsi!!!!
    Dodaj odpowiedź 0 0
      Odpowiedzi: 1
    • pepsieliot
      Oladios , Gabi ścisk & cmok
      Dodaj odpowiedź 0 0
        Odpowiedzi: 0
      • kosmo   IP
        Pani Pepsi jesteś krejzi. Samowystarczalnością intelektualną wykręciłaś mi właśnie najlepszą poradę. Stres na chwilę opadł. Będzie bieganie. Grzmi.
        Dodaj odpowiedź 0 0
          Odpowiedzi: 1
        • pepsieliot
          Lilka spoko, da się zrobić, ja miałam 74 wyjściówkę, potem 65 i zeszłam do 53, a nawet 51, ale to ostatnie nie wyglądało za dobrze :)
          Te sportowe białe w paseczki to Disquared2 kupiłam na soldach -50% u Likusa w Concept Storze, za 6 stówek, ale są wypasione, te czarne z kwiatami haftowanymi to Roberto Cavalli, też kupiłam na soldach -50% w Mirage Kraków, ale widziałam je w Wawie w Promenadzie, ale i tak były bardzo drogie, już nie pamiętam, ale dałam za nie na pewno ponad tysiaka, ale niezniszczalne są, no i te czarne z paseczkiem i niesymetrycznym nadrukiem kwiatów, czyli jeden but jest inny niż drugi to Campery, bardzo lubię tę markę, a te buty kupiłam akurat w Apii, oni zawsze mają Campery. Mam mało butów, ale wszystkie zajebiste są, więc bardzo cieszę się, że zwróciłaś na nie uwagę. :)
          Pozdro, pozdro i owocek :)
          Dodaj odpowiedź 0 0
            Odpowiedzi: 0
          • FK   IP
            Pepsi dzięki, że jesteś. Jesteś dokładnie taka, jaką ja zawsze chciałam być. Zabrakło mi wiary w siebie niestety. I odwagi. Uwierzyłam otoczeniu, że nie wypada, że jestem za stara i takie tam " podnoszące na duchu" frazesy.
            Dodaj odpowiedź 0 0
              Odpowiedzi: 1

            Czytaj także