Poco brać suple, skoro wszystko jest w szamie?
  • Pepsi EliotAutor:Pepsi Eliot

Poco brać suple, skoro wszystko jest w szamie?

Dodano: 39
DSC06852
DSC06852

Poco brać suple, skoro wszystko jest w szamie? Czyli czytelnicy pytają.

Jolanta Mamuśkom i Innym, Każdego dnia przybywa na moim blogasku nowych czytelników, którzy nie od razu skumają o co w tym wszystkim chodzi. Wieści są niekiedy dziwaczne, a nawet niewinny post o umieszczeniu kawałka czosnku w waginie wywołał paszkwile, nie to co lokowanie w niej innych przedmiotów, najlepiej czopków clotrimazolum. Wracając do tematu: Przykładowo dzisiaj dostałam następujący list od nowej czytelniczki blogaska:

Hej, Trafiłam na bloga dwa dni temu i od razu pokochałam bez podlizywania sie. czytam non stop i jestem już po dużej dawce pepsiologii. Jestem na diecie wegańskiej od kilku miesięcy, a od 2 lat wegetariańskiej. Przeczytałam od dechy do dechy Campbella i jego kolegów Elesstyn'a i Johna McDoughal'a (spelling mniejsza o to). Jestem całym sercem eko, vega, matka polka itp. Przechodząc do meritum, krótko: Odnosisz się do Campbella w postach a potem polecasz suplementy. Campbell i jemu podobni mówią że suplementy są zbędne (poza B12), w tym sensie że i tak nie są wchłanialne przez nas. Rozumiem sproszkowanie naturalnego pokarmu i jedzenie go. OK. Ale inne wynalazki? Nie podważam, po prostu chciałabym przekonujących argumentów. Może ja jeszcze muszę doczytać? Nurtuje mnie jedno, że podani w przykładzie ludzie, którzy żyli po 140 lat na pewno nie mieli dostępu do tych wszystkich supli. Ok. zanieczyszczenie środowiska, ale w końcu mamy jeść bio. No i nasz klimat nie przewiduje spożywania alg i jagód acai, ani nawet ananasów i mandarynek.  Jestem w takim wieku, że moja babcia zjadła pierwszą mandarynkę chyba w wieku 60 lat i dożyła 80-ciu bez tejże mandarynki, spiruliny, chlorelli i acai. Skłaniam się do tego, że powinniśmy odżywiać się zgodnie z naszym położeniem geograficznym, korzystając naturalnie z dobrodziejstw importu na zasadzie urozmaicenia. No i drugi wątek - mój problem: Chciałabym skorzystać z programu „Jem i ... chudnę”, lecz nie mam czasu na codzienny trening. Wstaje o 5 o 5.30, potem jestem w aucie w drodze do pracy, wracam do domu o 17.00. Mam małe dziecko, męża, dom i inne obowiązki. Mam wrażenie, że wszystko na tym świecie począwszy od hobby, relaksu, zainteresowań, odchudzania, czytania, kina i wszystkiego oprócz harówy, jest dla singli. Zamożnych singli. Jak pogodzić życie z życiem? Nie mogę sprzedać wszystkiego i wyjechać w Bieszczady - chciałbym ale nie przekonam do tego męża :) Jakiś pomysł? Jakaś alternatywa? Please słowa otuchy potrzebuje. PS1 Może rozszerzysz działalność i kupisz kozetkę:)? PS2 Super blog, zaraz kupie książkę i ja też chcę tak jak TY !!!

No ślicznie, postanowiłam porozkminiać tego mejla na Forum Romanum, bo może ktoś ma podobne wątpliwości.

A więc koks:

Odnosisz się do Campbella w postach a potem polecasz suplementy. Campbell i jemu podobni mówią, że suplementy są zbędne (poza B12), w tym sensie że i tak nie są wchłanialne przez nas. Rozumiem sproszkowanie naturalnego pokarmu i jedzenie go. OK. Ale inne wynalazki? Nie podważam, po prostu chciałabym przekonujących argumentów. Może ja jeszcze muszę doczytać? Bardzo słuszna uwaga, yyy ... muszę jeszcze doczytać. Co do wielkiego chińskiego badania mam obecnie kilka woltów, o czym pisałam tutaj -  Chińskie badanie nieścisłości część I, tutaj -  Chińskie badanie nieścisłości część II, i tutaj -  Czajna stadi część III mój punkt widzenia. Wprawdzie nie poruszałam w tych postach tematu suplementacji, jednak na podstawie moich 13-to letnich doświadczeń, jako doradcy dietetycznego i suplementacyjnego, do tego stojąc u boku G., który swego czasu obronił pierwszą w Polsce pracę magisterską na temat suplementów diety i produktów szczególnego przeznaczenia dla sportowców, powiem jedno: Nie znam ludzi, którym suple nie byłyby obecnie potrzebne. Musielibyśmy spożywać bardzo duże ilości warzyw i owoców, oraz wysokiej jakości białka, a i tak wystąpiłyby niedobory. Kupowane w sklepach produkty są bardzo ubogie w składniki mineralne, a wręcz pozbawione ich, na co wpływa wiele czynników, takich jak transport i przechowywanie. Produkty spożywcze, nawet polskie, często pokonują daleką drogę między producentem, a Twoim stołem. Podczas tej podróży mogą utracić część zawartych w nich witamin. Nie mówiąc, że nie urodziły się w pełnym słońcu i mają mało biofotonów. O biofotonach pisałam tutaj -  Przekaz jedzenia, czyli co nas odżywia, Fritz Albert Popp Do tego mycie i gotowanie. Wiele witamin rozpuszczalnych w wodzie jest wrażliwych na działanie wysokiej temperatury, kwasów i związków alkalicznych. Na przykład brokuły mogą utracić 40% witaminy C podczas pierwszych 10 minut gotowania. Do tego przetwarzanie. Ceną, jaką płaci nasz organizm za wygodę korzystania z przetworzonej żywności jest gorszy stan odżywiania. Mrożone warzywa często zawierają do 50% mniej witaminy C, niż świeże. Mielone ziarno zbóż traci niejednokrotnie do 90% zawartych witamin. Dodatkowo produkty mogą być skażone substancjami rakotwórczymi, co w dobie tak dużego zanieczyszczenia jest wręcz oczywiste. Do tego sklepy ze zdrową żywnością nie zawsze oferują pełnowartościowe produkty (Joel Wallach) Ale nawet jakby, to tylko idealny organizm i w najlepszym dla siebie okresie potrafi wyciągnąć wszystko z pożywienia. Ale nie mamy idealnych organizmów, a chcemy żyć idealnie. Tymczasem przelatuje przez nas wiele dóbr i nic z tego nie mamy. Tylko skoncentrowane porcje są w stanie dostarczyć nam odpowiednich składników do życia. Nie mówiąc o długim idealnym życiu w zdrowiu.

 Zwróć uwagę, na to o czym pisał Campbell, że w wyniku chińskiego badania zarówno Amerykanin spasły białkiem z hamburgera, jak i chiński rolnik, jedzący głównie rośliny żyje jednakowo długo, czyli stosunkowo krótko, tyle, że jeden ostatnie dwadzieścia lat jest sztucznie podtrzymywany przy życiu, a drugi sam orze. Witaminy i minerały to nie antybiotyk, który bierzesz przez tydzień, gdy jesteś chory, a potem przestajesz. Jeśli chcesz cieszyć się dobrym zdrowiem i kondycją przyjmujesz je stale. Suplementację kończysz, gdy kończy się zapotrzebowanie Twego organizmu na tlen. Większość suplementów, które polecam zjadamy z G. sami, bo byłoby z nami całkiem niedobrze, chociaż codziennie trenujemy, szamiemy żywność w przewadze nieprzetworzoną i organiczną. Po prostu do tego służą badania, które wymieniłam tutaj -  Zostań bogaczem plci przeciwnej, czyli jakie zrobić obowiązkowe badania. Gdy stwierdzisz, że są wporzo, i czujesz się dobrze nie musisz brać supli, ale musisz też mieć świadomość, że pewne ilości RDA (dziennego zapotrzebowania) są zaniżone. Mamy poważne przesłanki, że jod, witamina B12, oraz witamina C i na pewno by się coś jeszcze znalazło powinny być spożywane w większych ilościach. Ale skąd dzisiaj wziąć jod z wyjałowionej ziemi, czy powietrza? A witamina D, u ludzi zdrowych powinna oscylować na poziomie 50, a nie w dolnych granicach normy 20, bo to jest nie do przyjęcia, a dla ludzi chorych na raka poziom witaminy D powinien oscylować około 80. Przy czym faktycznie nie należy przekraczać 100. Nurtuje mnie jedno, że podani w przykładzie ludzie, którzy żyli po 140 lat na pewno nie mieli dostępu do tych wszystkich supli. Ok. zanieczyszczenie środowiska, ale w końcu mamy jeść bio. No i nasz klimat nie przewiduje spożywania alg i jagód acai, ani nawet ananasów i mandarynek. Po pierwsze, nie ma czegoś takiego, że „nasz klimat”. Człowiek nie powinien żyć w miejscu, gdzie przez pół roku ma taki ograniczony dostęp do słońca. Jeżeli już tutaj wylądował, to musi sobie radzić suplementacją, przynajmniej przez pół roku. Pierwszy przykład z brzegu: Science Daily donosi, że zespół naukowców z University of Alabama w Huntsville odkrył, że szczury, które były karmione 200 mg na dzień witaminą C doświadczały obniżenia poziomu hormonów stresu w osoczu, jak również obniżały się u nich wskaźniki stresu fizycznego i emocjonalnego. Główny badacz profesor P. Samuel Campbell, jest przekonany, że nasi prehistoryczni przodkowie najprawdopodobniej spożywali spore ilości witaminy C, poprzez dietę bogatą w owoce tropikalne. Jeśli tak, to odziedziczona po praprzodkach konstytucja fizjologiczna może wymagać dawek znacznie większych niż obecne RDA, aby zaspokoić nasze potrzeby utrzymania równowagi hormonalnej wynikłej ze stresów. Jestem w takim wieku, że moja babcia zjadła pierwszą mandarynkę chyba w wieku 60 lat i dożyła 80-ciu bez tejże mandarynki, spiruliny, chlorelli i acai. Skłaniam się do tego, że powinniśmy odżywiać się zgodnie z naszym położeniem geograficznym, korzystając naturalnie z dobrodziejstw importu na zasadzie urozmaicenia. Po pierwsze dożycie 80 lat nie oznacza jak dla mnie długiego życia, uważam wręcz, że Twoja babcia zmarła przedwcześnie. Centralnie: Jesteśmy stworzeni by jeść tropikalne owoce. Początki ludzkiego gatunku związane są z ciepłym klimatem. Pierwsze plemiona zamieszkiwały tak zwany „pas tropikalny”, ciepły obszar, który rozciąga się na przestrzeni około tysiąca mil powyżej i poniżej równika. Jest to środowisko, które obfituje w owoce tropikalne. Niektórzy ludzie uważają, że gdziekolwiek żyją powinni żywić się lokalnymi uprawami, ponieważ ,,logicznie myśląc” takie jedzenie jest dla nich najlepsze. W każdym razie gdzieś od kogoś usłyszeli, że tak powinno się jeść. W USA i w Europie ludzie często twierdzą, że skoro żyją w północnym klimacie to najwłaściwsze jest dla nich spożywanie potraw pochodzących z tej strefy klimatycznej. Pomyśl o tym w ten sposób, że jeśli mamy złotą rybkę, psa lub kota to czy zmieniamy dietę tego zwierzęcia za każdym razem gdy się przeprowadzamy? Czy zwierzęta w ZOO dostają inne rodzaje pokarmu w zależności od tego w jakim kraju znajduje się ich ogród zoologiczny? Gdy spojrzymy na ten temat z tej perspektywy, to zdamy sobie sprawę, że musimy uszanować dietetyczne wymogi każdego gatunku w oparciu o jego układ pokarmowy. Ponadto, wielu ludzi żyje w strefach klimatycznych, gdzie zbiory żywności są dostępne przez zaledwie kilka miesięcy w roku. Jak my. Co powinniśmy jeść przez większość roku? Anatomiczny i fizjologiczny układ człowieka jest zaadaptowany do tropikalnego pożywienia, a przede wszystkim do owoców. Podobnie jest u innych mieszkańców tropików. Na przykład w Środkowej Ameryce wszystkie ssaki, za wyjątkiem wydry oraz jaguara jedzą owoce. Tak samo większość ptaków, wiele płazów i spora liczba gadów. Nie ma żadnego logicznego, ani naukowego powodu by twierdzić, że tylko dlatego, że opuściliśmy tropiki, powinniśmy zmienić to, co było naszym naturalnym pożywieniem, przez większość naszego pobytu na Ziemi. Nie ważne gdziekolwiek będziemy się przemieszczać na tej planecie ( a nawet jeśli wyruszymy w podróż poza naszą planetę) tropikalne owoce zawsze pozostaną naszym naturalnym pożywieniem, jedyną dietą, do której jesteśmy idealnie zaprojektowani. Każdy z nas przez większość czasu żyje w miniaturze tropikalnego środowiska. Używamy ciepłych ubrań, kołder, ogrzewania by stworzyć sobie nasze prywatne tropiki. Nawet Eskimosi uważają, by mieć wystarczającą ilość warstw ubioru, i by utrzymywać jak najwięcej ciepła w swoim domu, tak aby mogli się czuć przez większość czasu prawie jak w tropikach (Douglas Graham) Chciałabym skorzystać z programu „Jem i ... chudnę”, lecz nie mam czasu na codzienny trening. Wstaje o 5 o 5.30, potem jestem w aucie w drodze do pracy, wracam do domu o 17.00. Mam małe dziecko, męża, dom i inne obowiązki. Mam wrażenie, że wszystko na tym świecie począwszy od hobby, relaksu, zainteresowań, odchudzania, czytania, kina i wszystkiego oprócz harówy, jest dla singli. Zamożnych singli. Jak pogodzić życie z życiem? Jeżeli faktycznie nie masz czasu na codzienny trening, to proponuję następujące rozwiązania: W sklepie poruszaj się szybko. Podczas jazdy autem i przy pracy napinaj i rozkurczaj mięśnie brzucha. Od czasu do czasu przerywaj pracę i rób kilka pompek, albo kangurków. Parę skłonów i przysiadów. To wszystko mimochodem w środku dnia. Jedz ile chcesz, staraj się trzymać mniej więcej 811, ale tylko przez 8 góra 9 godzin. Pozostałe godziny doby pość, pijąc jedynie wodę, pokrzywę, rumianek, lub zieloną herbatę. W przypadku nie możności wykonywania ćwiczeń, szczególnie post przerywany jest najmocniejszym atutem programu „Jem i ... chudnę”

Jeżeli chodzi o męża, to wymieniłaś go jednym cięgiem ze swoimi obowiązkami. Może w tym tkwi jakiś problem? Mąż to przyjaciel i człowiek, z którym coś się buduje wspólnie. Tworzycie zespół. Mąż, który nie chce tworzyć zespołu, nie współpracuje i nie chce się wpasować w Twoją prozę życia powinien stać się dla Ciebie, albo motywacją, do lepszego pociągnięcia wszystkiego samej, całkiem dobra motywacja, albo inspiracją do znalezienia nowego męża. A co do bogatych singli, to rzeczywiście nie mają najgorzej, ale znam wiele świetnie prosperujących mamusiek. Jest to kwestia organizacji czasu, produktywności, przedsiębiorczości i egzekwowania. Kobieta może kosić pie, zajmować się osobiście dzie, interesująco wyglądać i cieszyć się z coitus, pod jednym warunkiem, że stworzy biznes w domu. Kobiety, które w okresie, gdy ich dzieci są bardzo małe muszą codziennie wychodzić na wiele godzin do pracy mają przechlapane. Ojciec i bardzo małe dziecko, to nie jest taki mus. Nie mogę sprzedać wszystkiego i wyjechać w Bieszczady - chciałbym ale nie przekonam do tego męża :) Jakiś pomysł? Jakaś alternatywa? Please słowa otuchy potrzebuje. Już na wstępie siedzi błąd. Wszystko możesz. Ostatnio stulatek uciekł przez okno z domu starców, całkiem zdrowy na umyśle i powiedział, dość. Wszystko mogę i zaczął wszystko robić. Nie jesteś stulatkiem, masz więc więcej zobowiązań i nie radzę Ci niczego robić, co miałoby znamiona ucieczki. Nie ma po co uciekać. Po prostu kartka, ołówek skradziony z IKEA i konsekwentnie zapisz plan. Trzy, albo pięć lat daję sobie na to, to i to. A to są podpunkty, czyli kolejne przystanki na drodze do Twojego celu. Mając sensowny plan od razu poczujesz się lepiej. W takim kołowrotku, życia z dnia na dzień, często ma się wrażenie, że coś nam umyka, że zmierzmy do niczego, ale gdy mamy plan, od razu wszystko spowalnia i zaczyna nas bardziej cieszyć, bo to tylko jest kolejny etap. Planuj więc dziewczyno. Uwzględnij zarabianie pieniędzy, bowiem jak się okazuje nawet weganom są potrzebne. Dobrze więc kombinujesz, żeby kupić moją książkę.

A teraz słowo otuchy. Lovciam Cię, jak prawie wszystkich moich czytelników, oprócz tych, którzy tu siedzą, a mnie nie lubią, ale kij z tym, niech siedzą. Ciebie Lovciam i wierzę, że Ci się uda, jak tylko weźmiesz wszystkie lejce w grabki. Życzę Ci tego.

Kissssyyyyy też Burżuazję całą pepsi

Blog pepsieliot.com, nie jest jedną z tysięcy stron zawierających tylko wygodne dla siebie informacje. Przeciwnie, jest to miejsce, gdzie w oparciu o współczesną wiedzę i badania, oraz przemyślenia autorki rodzą się treści kontrowersyjne. Wręcz niekomfortowe dla tematu przewodniego witryny. Jednak, to nie hype strategia, to potrzeba. Rzuć też gałką na to: Jeść, jeść, jeść Program jem i ... chudnę Kompulsywne jedzenie, czyli jak się to szamie, wywiad z psychologiem
-
 39

Czytaj także