"Biegam bo muszę" (rozdział 9) Powiedz prawdę Coca Cola, dość udawania niewiniątka!
  • Pepsi EliotAutor:Pepsi Eliot

"Biegam bo muszę" (rozdział 9) Powiedz prawdę Coca Cola, dość udawania niewiniątka!

Dodano: 18
kot
kot / Źródło: Pixabay
Potem wydarza się nieuniknione, każdego dnia niezmiennie, stajesz się po trochę bieganiem i jak byłeś w rozpaczy zgubiony, zazdrosny, zdradzany, mściwy, zawstydzony, czy sam byś chętnie zdradził, to teraz i tak jesteś uratowany. Nic na to nie poradzisz.

Rozdział 9

Niewiniątko

Powiedz prawdę Coca Cola, dość udawania niewiniątka.

Miała wstać o 5:30, iść na basen, siłownię i przed 12 pojawić się w pracy. Wstała o 5:30, poszła siku, do lodówki i z powrotem do łóżka. Jeśli chodzi o fakty, to typowy strach przed sukcesem.

Oraz fakt w kwestii narzeczonego, też się przyznaj, dość wybielania bielą cynkową. Rzucił cię Cola, rili? Esemesem? A prosiak? Może pomieszałaś future simple z present continuous? Prosiak był potem zazdrośnico, Azorze ogrodnika, nerwusko walnięta metalową sztabką w wylęknione czoło.

Mów po kolei, dość oczerniania grubych byłych narzeczonych. Miało być przyjęcie w smagnięciach słonecznych promieni. Kąpiel w bezglonnym jeziorze, a potem z bałtyckimi śledziami na przystawkę celebrowana imprezka w mazurskich okolicznościach. I wszyscy chcieli się delektować, oprócz ciebie. Ty się akurat nie pojawiłaś, bo właśnie coś pilnego robiłaś na bieżni się odchudzałaś. Bo się tam może zakochałaś.

Lęki straszne odbierają trzeźwość myślenia, nie jak innym dziewczynom stuletnim, że trzymają się męskiej sukmany ze strachu, że nie podołają życiu. Że tylko tę pomidorową potrafią gotować i że lecą im brzuchy, buldogi i pięty kondorów wkrótce odbiją się pod oczami, co się im już nic nie wydarzy, najwyżej zgubiona gdzieś sztuczna rzęsa z lewego oka. Czego i tak nikt nie zauważy.

Ale ona właśnie tego się nie bała, swojej pojedynczości.

Mała różnica, Cola coraz mniej się bała. Pojechała rowerem na plażę Kryspinów opalać się. Nakłamała, że nie może dzisiaj robić kawy w cofee shopie, bo ma poważne problemy. No i trzeba było iść na bieżnię. Był mus.

Murakami biega bo musi. Codziennie przysiadując fałdy kimona i płodząc siedem tysięcy znaków, a wiadomo, przekreślenia i niezdecydowanie to podstawa japońskiego pisania, jajo literackie wysiaduje się długo. Murakami nie robi tego na stojąco, ani idąc po bieżni, co stało się popularne wśród ludzi sukcesu, dlatego musi codziennie przedłużać życie gonitwą.

Okazało się, że Cola Eliot też.

Niektórzy się dziwią, dlaczego on, a nie Masłowska, czy jakaś blogerka dostała Nobla, ale trzeba przyznać, że napisał książkę o bieganiu wciągającą, bo nie zmyśloną, inną niż jego hipsterskie owce co żrą kozy.

Eliot też doświadcza ciężkiego gnata na początku treningu. Gdy ultra maratończyk Murakami zaczyna swój codzienny trening, z łatwością wyprzedza go japońska staruszka drepcząca do spożywczaka. Mają coś z Eliot wspólnego. Dlaczego zawsze coś łączy ją z pokraką, nigdy baletnicą łabędziem?

Jakby ją kafar do podłoża wgniatał, ale po kwadransie widać polepszenie. Potem wydarza się nieuniknione, każdego dnia niezmiennie, stajesz się po trochę galopem i jak byłeś w rozpaczy zgubiony, zazdrosny, zdradzany, mściwy, zawstydzony, czy sam byś chętnie zdradził, to teraz i tak jesteś uratowany. Nic na to nie poradzisz.

Bieganie, jedni mówią, żeby nie doradzać nikomu, bo to się mija z celem. Nie jest podobno dla każdego, gdyż wymaga silnej woli. Ona należy do kolektywu, który bezwzględnie nakazuje biegać.

Kłus jest tak naturalny dla człowieka jak oddychanie i tym banałem w pysk codziennie daje. Torturuje złe doświadczenia, spod czoła spojrzenia, każdą krzywą mordę, którą ludziom pokazała, własne cierpienia kaleczy. Chodzą teraz w bandażach z łapami na temblaku, bo jej hart takie spustoszenie sieje wśród osobistych wrogów od dziesiątek lat do jej głowy przyssanych.

Ma ludziom nie radzić biegania, żeby ich nie urazić, bo może im się akurat nie chce? Nie mają czystych trampek? Czynności, w trakcie których możesz się zatracić, koją i uzdrawiają. Ale nic nie nadaje się lepiej do masowania hary, 5 centymetrów pod pępkiem, niż bieganie.

Biegniesz, a po pewnym czasie myślenie mimowolnie mąci się, rwie, a nawet znika. To stan medytacyjny, szkoda, że Mariola nigdy tego owocu nie skosztuje.

A może Cola wieśniara namawia wszystkich do biegania, jak Chińczyk? Niechcący natrafić na jego świdrujące spojrzenie, a już rzuca w ciebie przedmiotami do kupienia. Nachalny, wschodni marketing. Czy zatrudniła się w korporacji z kłusem na kilogramy? Może zachęcać będzie do jedzenia nietoperzy? Zjedzone kupione.

Rób jak chcesz, masz wybór, ciebie akurat do niczego nie namawiam, może poszukaj ukojenia w korporacji. Albo nie jesteś fanem czterech seriali pod rząd z margaryną w przerwach i środkami na nadkwasotę z powodu jedzenia karoserii ze złomowiska? Dasz radę, zaczniesz szybciej chodzić, to będziesz biegać, a gra jest warta świeczki. Cały trud włożony w bieganie będziesz miał rozliczony.

Wihajstry się zablokowały, a nowohucki kozak w stroju gimnastycznym AWF przysłany do pomocy sprawnie uruchomił bieżnię. Nagle ni z gruchy, ni z pietruchy, trzask-prask, jak grom z jasnego nieba nadeszło nieuniknione.

Cola Eliot w wyszczuplającą czerń od stóp do głów wciśnięta, jakby na zlot kominiarzy się wybierała, a kozak w bieli prosto z białego marszu, niby dzieci ikonoklasty z reklamy Benettona.

cdn

-
 18

Czytaj także