Tylko 2 proste sposoby na wyjście z kompulsywnego obżarstwa
  • Horry PorttierAutor:Horry Porttier

Tylko 2 proste sposoby na wyjście z kompulsywnego obżarstwa

Dodano: 27
apetyt
apetyt
Przychodzisz do ważnego psychologa, a ważny psycholog zagaja pytaniem. Ma się rozumieć zaczyna od oczywistości marnując Twój cenny czas, który mogłabyś przeznaczyć na skombinowanie tony szamy i wygospodarowania na to wieczoru w samotności. Bo tak jest najmilej uprawiać tę kompulsję.

Czyli ozdrowieńczy katamaran znanego parapsychologa Horrego Porttiera

W pewnych sprawach intymnych, jak kompulsywne jedzenie lepiej się poradzić Horrego, niż psychologa. Na szczęście tutaj mamy przypadek dwa w jednym i cudaka i parapsychologa.

Horry dostaje wiele pytań w sprawie napadów ładowania energii bez umiaru. Tycia z powodu ogromnego przeżerania się. A niekiedy nie tycia, gdy kompulsjom towarzyszy szybkie zwracanie jedzenia. Jak zwał, są to zaburzenia odżywiania.

Przychodzisz do ważnego psychologa, a ważny psycholog zagaja pytaniem. Ma się rozumieć zaczyna od oczywistości marnując Twój cenny czas, który mogłabyś przeznaczyć na skombinowanie tony szamy i wygospodarowania na to wieczoru w samotności. Bo tak jest najmilej uprawiać tę kompulsję.

Psycholog w ten deseń do Ciebie: - Czy kiedykolwiek czułaś, że Twoje nawyki żywieniowe są poza Twoją kontrolą?

Ty grzecznie: - Łi.

Psy: - Czy czujesz się winna po spożyciu dużych posiłków?

Ty: - Łi.

Psy: - Czy jesteś w stanie przestać jeść, mimo że nie jesteś zadowolona ze swojego obrazu ciała?

Ty: - Noł. Jakbym potrafiła, to by mnie tutaj nie było.

w didaskaliach

Bo tak naprawdę wszystko już wiesz o swoim zaburzeniu. Wiesz, że Twoje zaburzenie jedzenia to szamanie bardzo dużej ilości szamy bez kontroli. Wiesz dobrze, co to znaczy szamać pomimo absolutnej sytości. Kiedy masz już wszystko w przełyku, a wciąż szamiesz. Znasz dobrze to uczucie.

Możesz być głodna, owszem. To jest nawet miłe uczucie, ale podczas napadu przerwać w stosownym momencie, to ponad Twoje siły. Nigdy nie jesteś na to dość syta.

Psycholog dalej nawija do Ciebie nowomową psychologe: - Możesz sobie myśleć, że zmniejszenie masy ciała jest rzeczą dobrą i najlepszą, którą musisz zrobić, ale to nieprawda. Nawet jeśli po diecie schudniesz, to i tak Twój nawyk, czyli niepohamowany apetyt wróci i spowoduje powrót kilogramów, które straciłaś. Będziesz być może nawet jeszcze grubsza.

Powiało matriksowym optymizmem.

W końcu wzywamy parapsychologa Horry'ego

Wiem wszystko. Wiem, że jesz, aby poprawić swoje samopoczucie. Wiem, że w dzieciństwie byłaś nagradzana za dobre stopnie pączkami. Wiem, że ojciec wciąż stawiał Ci przykład Twojej szczupłej przyjaciółki, najlepszej w klasie z Badmintona. Owszem, było trochę niesprawiedliwości w Twoim życiu i strachu. I przyjemnie było zjeść 11 ciepłych lodów i popić litrem pepsi (sorki).

Ale grzebanie w przeszłości jest bez sensu. Jest niskowibracyjne. Teraz za to lecisz do lodówki, gdy tylko jakieś emocje się pojawią. A pojawiają się, bo tak działa matriks, czy to strach, czy ból istnienia, czy inna ekscytacja. Cokolwiek może się zakończyć wielkim obżarstwem. Nawet kupienie mopa na parę.

Mógłbym Ci w tym momencie rzucić psychologiczny ochłap, abyś przed każdym posiłkiem zadała sobie następujące pytania:

  • Czy aby nie jem, aby zapomnieć o moich problemach osobistych?
  • Czy ten podwójny czisburger pomoże mi jakoś rozwiązać te problemy?
  • Czy to nie jest aby, jakaś forma ucieczki?

Ale tego nie zrobię.

Nie powiem Ci też, że jesteś klinicznym przypadkiem i prawdopodobnie masz już za sobą jakąś historię depresji, czy chociażby psychozy, neurastenii, albo nerwiczki lękowej. Że niepohamowany apetyt pewnie spływa na Ciebie, gdy zbliża się przerażający Cię nastrój. Że jedząc długo i dużo podnosisz poziom serotoniny i innych hormonów, które sprawią, że poczujesz się w końcu szczęśliwa.

Albo, że po prostu, byłaś znerwicowana i sfrustrowana, po czym żarłaś (sorki, ale to Twoje słowa) i ponownie byłaś znerwicowana i sfrustrowana, a serotonina nawet jak coś tam zmieniała, to i tak po żarciu jesteś sfrustrowana. Do tego napady obżarstwa masz również po przyjemnym spotkaniu z kumpelami. I wtedy i wtedy. Mogą się wydarzyć zawsze. Więc gówno prawda, że chodzi Ci o tę serotoninę. Luz.

To jest pętla. Zapętla Cię i już.

Jak więc jest z Tobą?

Po prostu uciekasz zapominając, że kluczem do zerwania jakiegokolwiek złego nawyku jest pozbycie się przyczyny, a nie staranie się tłumienia zaburzenia? Bla bla bla. Jeśli masz niepohamowany apetyt, a nie usuniesz jego przyczyny, to Twój organizm znajdzie sobie inne ujście.

Znam kilku takich, co po przejściu ekstremalnych diet, owszem, trwale schudli, ale zostali alkoholikami, jeden narkomanem, a kilka fajnych dziewczyn nic tylko łaziło po sklepach. No i nadal były faje, and uzależnienie od kofeiny. Każde niezrozumienie istoty sprawia, że możesz pozbyć się nałogu niejako wbrew sobie, ale automatycznie wpadniesz w inny.

Ty na stronie, w sensie, że do siebie: - Nienawidzę tego pana psychologa i Horrego też, idę się nażreć.

Jest teoria i jest życie. Jest anoreksja bez kontaktu z szamą i zwykłe jedzenie, że się je, bo to owszem jest przyjemne, ale przede wszystkim potrzebne. No i jesteś Ty, która łatwiej skuma anoreksję, niż jedzenie w sam raz.

Ozdrowieńczy katamaran Horrego

1. Pierwsza pomoc: bieganie

Nie wyłączysz destrukcyjnych myśli ot tak sobie. To jest trudne na początku. Myśli wyłączysz mimowolnie wpadając w medytację, ale jak tu medytować? Tak działa bieganie 40 minut, masujesz harę (5 cm pod pępkiem masz czakrę życia, z japońska harę). Teraz nawet nie myśl o odchudzaniu, czy jedzeniu mało, wcale o tym nie myśl. Akceptuj sytuację i rusz ze skrzyżowania. Masz tylko jeden cel, mianowicie codziennie udać się na trening biegaczy. Może się tak zdarzyć, że bieganie jeszcze wymusi chęć do żarcia. Nic sobie z tego nie rób. Biegaj jak wariatka.

2. Druga pomoc (równoległa do pierwszej): post przerywany

Wiem, że nie chcesz się obżerać, ale póki co, wiemy, że będziesz. Nie możesz sobie zaufać w kwestii, a ponieważ nie możesz zaufać, atak bulimii, kompulsji, nażarcia się pojawi się. Czy jest jakaś metoda, żeby te ataki były "bezkarne"?

Owszem.

Jedz dużo, tak jak lubisz, tyle, że w krótkim oknie (najlepiej wysoko wibracyjnie, czyli w przewadze roślinnie i na surowo, oraz złom niech zostanie na złomowisku), i każdego dnia długo pościć. Im więcej możesz i chcesz zjeść, a nawet przemycić złom, tym bardziej musi być długie okno codziennego postu. Np 21 godzin postu i 3 godziny okna z jedzeniem.

Żyjesz póki co w matriksie i jesteś jego baterią. Wszędzie natrafiasz na niewspierający Cię opór. W takim razie postaraj się nie podążać, nie gonić za myślami, które Cię dołują, porównują, oceniają, brużdżą Ci, psują humor, zasmucają, czyli nie wspierają Cię.

Dlaczego jem i chudnę z przerywanym postem jest najlepszą dietą na świecie?
To proste, gdyż jest to najlepsza dieta dla kompulsywnych nałogowców, grubych i chudych modelek, smakoszy, oraz realistów. Musisz się kontaktować z tym narkotykiem, dlatego rób to z głową, metodycznie, radośnie, ozdrowieńczo.

Oczywiście

  • Oczywiście 4 szklanki dla nawodnienia i dotlenienia komórek oraz czystej wątroby
  • Oczywiście odpowiednio wysoki poziom metabolitu D też dla wątroby i jej gospodarki tłuszczowej
  • Oczywiście jem i chudnę dla jedzenia i chudnięcia

To całe gówno, które Ci się przydarzyło w związku z obżeraniem, kompulsjami, niszczącymi nałogami, przydarzyło się nie Tobie, tylko dla Ciebie. Przekuj go w złoto. Zapewniam Cię, że z tymi sugestiami dasz radę.

Z bazy nadawał, na zawsze Twój, Horry Porttier


Horry Porttier

Prawdopodobnie autor na stronie Pepsi Eliot, jednak nius pojawił się niespodziewanie i w sumie niewiadomo kto go napisał … Nie znamy Horrego Porttiera.

 27
  • Nikita   IP
    Pepsi,
    czy z przepuklinami jądra miażdzystego można biegać? Jeśli tak, to czy są jakieś odpowiednie techniki? Na coś szczególnie zwrócić uwagę?
    Dodaj odpowiedź 0 0
      Odpowiedzi: 1
    • Kita  
      Miałam anoreksję przez 10 lat, zaczęła się jak miałam ok. 12 lat. Stworzyłam ją po to, żeby mieć coś na co tylko ja mam wpływ, nad czym tylko ja mam kontrolę. Nie mogłam nic zrobić z kłócącymi się rodzicami i nie miałam dokąd uciec z tego domu pełnego krzyków i ubogiego w miłość i spokój. Ale mogłam w pełni samodzielne decydować o tym, czy zjem, czy nie. Był to mój świat i nikt nie mógł w nim nabroić, ani go zmienić. Momenty, kiedy w ogóle coś jadłam wydawały mi się najwspanialszymi w życiu, a długie przerwy niejedzenia były mordęgą, którą chciałam jak najszybciej pokonać, aby znowu dotrzeć do chwili jedzenia. Tym sposobem lata upływały mi na cierpieniu, a tylko chwile były piękne. Było to ciągłe odkładanie życia na później – będę cieszyła się życiem wtedy, gdy zjem jabłko, albo serek, a jak się głodzę, to życie jest beznadziejne i jednym wielkim utrapieniem.
      Teraz mam 39 lat. Anoreksji nie mam, ale mechanizmy pozostały. Teraz jestem bardzo świadoma ich występowania i wiem, co mam z nimi począć. Jeszcze niedawno byłam przekonana o tym, że moment jedzenia posiłku to bardzo pozytywny czas w ciągu dnia, więc fajnie jest gdy tych momentów jest jak najwięcej. To przekonanie doprowadziło mnie do obżarstwa, w trakcie którego o dziwo wcale nie czułam przyjemności, ale jedząc i jedząc sądziłam, że w końcu przyjemność nadejdzie, ale nie nadchodziła. Z drugiej strony wcale nie potrzebowałam i nie potrzebuję z punktu widzenia fizjologicznego częstych i obfitych posiłków. Aktualnie jestem na etapie dogłębnego zrozumienia, że radość jest w każdej chwili mojego życia, jeśli w ogóle ją odkryję w swojej głowie. Radości nie daje jedzenie, ani nic innego zewnętrznego (np. nowe ciuchy, przystojny partner, markowy samochód itp.). Radość, albo poczuję, albo nie poczuję. Albo zrozumiem, że życie jest piękne, albo nie zrozumiem. To zależy tylko ode mnie, od mojego nastawienia do mojego życia.
      Medytacja bardzo pomaga mi w wyprostowaniu swoich pokrętnych ścieżek myślowych, które tworzyłam latami i które społeczeństwo mi wpajało. Medytacja pomaga mi odkryć mechanizmy i automatyzmy, które mną sterują. Staję się nowym człowiekiem. Ta droga do stawania się nową, spokojniejszą i radośniejszą, jest najwspanialszym doświadczeniem odczuwanym w każdej chwili życia, a jedzenie wcale nie przyczynia się do polepszenia mojego samopoczucia. Teraz to rozumiem, a to zrozumienie mnie uwalnia od samouciemiężania się.
      Informacje zawarte na blogu Pepsi były i są bardzo dużym wsparciem w zdrowym i radosnym podążaniu moją drogą życia.
      Dodaj odpowiedź 0 0
        Odpowiedzi: 1
      • Kasia   IP
        Are you ready for najgłupszy komentarz do tej pory na tym blogu? I tak go napisze.
        Pepsi, mam wrażenie, że tylko Ty możesz do mnie jakoś dotrzeć. Acha, jakby co, to wiem, że moje pytanie jest w swojej naturze na maksa egzotyczne, ale ukrywa się pod pozorami empatii. Ale do rzeczy: na maksa boje się śmierci swojego psa. Mam go od 6 lat, on sam ma 9, bywa agresywny, bo był bity, dużo pomogły behawiorystki, ale mówią, ze okazjonalna, niewielka agresja to już i tak najlepsze, na co pieska stać. I tu mój problem: boje się jego śmierci nie tylko dlatego, ze zapłacze się z tęsknoty (to akurat jawnie egzotyczne). Ale tez okropnie nie chce, żeby znów stał się cierpiącym pieskiem albo, co gorsza, świnką lub krówką w hodowli :( sama jestem weganką, psiaki daję karmę z ryb, bo wierze, ze to mniejsze zło, ze mają mniejszą świadomość niż ssaki, ale lol, przecież to go nie uchroni przed kolejnym wcieleniem, ani zapewne nic, co zrobię. Jak pogodzić się z nieuniknionym? Im jest starszy, tym mój lęk o jego dalsze losy przybiera na sile. A nawet jeśli on po śmierci odrodzi się w ciele przebudzonego buddy-milionera, to i tak na sercu leży mi cierpienie zwierząt i ludzi z całego świata. Powiedz mi, jak o ewolucji swojej duszy mają decydować zwierzaki właściwie pozbawione wolnej woli? I jak zaakceptować smierć mojego pieska i cokolwiek przydarzy się mu później?
        Proszę o nielokalizowanie mnie i niewysyłanie po mnie karetki z psychiatryka, gdyż pisze z pociągu i i tak mnie nie znajdą :D
        Buziaki
        Dodaj odpowiedź 0 0
          Odpowiedzi: 2
        • nie-jestem-gruba   IP
          Choruję na neurastenie, nie jest kolorowo...
          Dodaj odpowiedź 0 0
            Odpowiedzi: 0
          • Ewa123   IP
            Pepsi, co radzisz zabrać ze sobą idą w wysokie góry? Mam na myśli coś małego objętościowo ale zarazem
            bogatego odżywczo i sycącego :)
            Dodaj odpowiedź 0 0
              Odpowiedzi: 1

            Czytaj także