Prawie kulturalny wpis o 811
  • Pepsi EliotAutor:Pepsi Eliot

Prawie kulturalny wpis o 811

Dodano: 57

Ello,Ello Kochanej Socjecie. Pod wpisem o żelazie i lipidach wywiązała się arcy ciekawa debata, w której nie mogę brać czynnego udziału ze względu na niedobory stosownej wiedzy, a do tego, że w tym czasie już śpię. Jednak rano z wielką przyjemnością jednocześnie edukując się, czytam wszystkie komcie bardzo inteligentnych publicystów, którzy oprócz posiadanej wiedzy, potrafią ze swadą dyskutować, stosując najlepsze zasady dyplomatyczne, pomimo pewnej różnicy zdań. Wiele wiedzący szaman Jahu mięsożerny z ekologicznym zacięciem, mądry, Jazgotttu z dociekliwym umysłem i rzetelnymi wywodami, NieMleczko z pozycji doskonale wyedukowanego młodzieńca, który już właściwie wybrał dla siebie weganizm, chociaż zdarza mu się sporadycznie jeść mięso i błyskotliwa erudytka Basia z tendencją do laboratoryjnej wiedzy, najbardziej ze wszystkich chyba, mam nadzieję, że się na mnie nie obrazi, ze skłonnościami do hipochondrii. Rozmówców wymieniam w przypadkowej kolejności, tak mi się po prostu napisało. Ta rozmowa jak najbardziej potwierdziła moje podejrzenia co do własnej osoby, że osobiście nie rozkminiam już tematów własnego pożywienia. Chociaż do rozpoczęcia takiego jedzenia zmusiła mnie tylko i wyłącznie osobista hipochondria, gdyż na szczęście żadnych schorzeń nie posiadałam, oprócz braków żelaza od dziecka i słabszej morfologi tym spowodowanej, też odkąd pamiętam. Ale nie mającej żadnego negatywnego przełożenia na poziom mojej witalności, nie posiadałam też alergii, ani nadwagi, przynajmniej zdaniem otoczenia. Pierwsze kilka miesięcy stawałam się witarianką na diecie typu wczesna Boutenko, czyli szejki i soki owocowo - warzywne, sałatki warzywne, oraz desery orzechowo – daktylowe. Czekolada i krakersy raw, też wydawały mi się świetnym rozwiązaniem, przy czym byłam prawie w 100% surowa. Uczucie totalnego rozbicia, zagubienia, wyalienowania, przejadanie się tłuszczem, którego wcześniej jadłam w minimalnych ilościach przez wcześniejsze lata, składałam na garb odtruwania. Przestałam nawet robić mój trening interwałowy KapsiX007, bo nie miałam natenczas siły, a bieganie było katorgą. Może, gdybym nie była osobą zbyt aktywną fizycznie, nie widziałabym aż takiej różnicy, ale brak siły połączony z uczuciem głodu przekładał się na słabsze, bardzo wymierne wyniki na bieżni i macie. Jedynym doskonałym efektem tego jadłospisu była utrata wagi, której dla mnie nigdy za wiele, utraty, nie wagi, ze względu na moje wcześniejsze zaburzenia odżywiania. Chudości ani trochę dość, szczękania knagi nigdy za dużo. Jednak czułam, że długo tak nie pociągnę, to nie było to. Z tym się nie dało żyć w moim przypadku i Dżi Ar Zi też się wykańczał. Obejrzałam film Cousensa, o leczeniu cukrzycy w 30 dni i po dokładnym przeanalizowaniu, tego co zostało w tym filmie powiedziane i co było dla mnie wręcz szokującą info, że jedli bardzo dużo węgli, w tym owoców, bardzo mało tłuszczu, małą, ale właśnie właściwą ilość białka, a także, że dieta była wysoko potasowa i nisko sodowa. Miało się to nijak do mojego witarianizmu na wczesnej Boutenko opartego. Zaczęłam szukać czegoś o takiej diecie. Wkrótce wpadłam na doktora Grahama i jego wyznawców, czyli na dietę 80/10/10. No, a następnie usłyszałam o DR, o stronie 30 bananów na dzień, o witarianizmie LFRV, ale bardzo HC (witarianizm nisko tłuszczowy, surowy wegański i przy okazji wysoko węglowodanowy). Przetłumaczyłam nawet takie opracowanie o tym, że jest to bardzo trudna dieta i właściwie tylko zdeterminowani wytrzymałościowi sportowcy są w stanie na niej wytrzymać. Od razu mi się to spodobało. Na początku stycznia tego roku przeszłam na 811 mniej więcej w 85-90% surową i niezmiennie, bez żadnych wyskoków jestem na niej do dzisiaj i myślę, że znalazłam coś na prawdę dedykowanego dla mnie. Ale zanim do tego doszło, zaczęłam jak to hipochondryk rozkminiać wszystkie za i przeciw. Ze zdziwieniem zauważyłam, że polskie witariańskie środowisko nie dysponowało żadnymi artykułami w języku polskim na najbardziej newralgiczne tematy takie jak: Dlaczego można jeść bezkarnie takie ilości owoców, czyli również cukrów prostych, chociaż nawet Instytut Hipokratesa ostrzega? Dlaczego ludzie z candidą czy cukrzycą mogą być na tej diecie, chociaż zwyczajowo lekarze pozwalają maksimum na dwa owoce dziennie takim chorym? Jak to jest z tym tłuszczem, dlaczego ma się go spożywać tak mało? Co z B12 i kwasem foliowym, D, kwasami tłuszczowymi Omega3, co z Cynkiem, Wapniem, Kobaltem, Selenem? Jedynie o białku było głośno i wszystko wiadomo, że 10% to akurat jak najbardziej siur, bo i u Campbella w w jego wiekopomnym dziele znajdujemy tego potwierdzenie i większość dietetyków przecież bardzo krytykowała Dukankę, gdzie się głównie białko zwierzęce pożera. To ja pierwsza rozkminiłam na język polski (przynajmniej w necie nic podobnego nie egzystowało) skomplikowane wyliczenia, jak to się dzieje, że węglowodany na 811, w 40% zamieniają się w wyniku termo genezy po posiłkowej zaraz w energię i dlatego tak ważna jest ich odpowiednia podaż, mianowicie 1g na 1 kilogram ciała. Wszystkie te infa w postaci artykułów napisanych po wielogodzinnych tłumaczeniach najbardziej wiarygodnych stron w wielu językach złożyły się na to, że miałam już zadowalające mnie odpowiedzi. (Wszystkie artykuły są na tym blogu.)  Teraz postanowiłam wejść na 811 i zobaczyć jak ta dieta sprawdza się w praktyce. Ponieważ wyznaję zasadę, że mogę oszczędzać na wszystkim, ale nie na jedzeniu, więc nie myślałam w kategoriach, ile mnie to będzie kosztowało. Ale lojalnie uprzedzam, że nie jest to zbyt tania dieta, jeżeli podejdzie się do tego odpowiedzialnie. Ostatnio nawet rozmawiałam z człowiekiem mieszkającym stale na Florydzie i mówię mu, że on ma fajnie, bo w Polsce miks 10-ciu mango kosztuje osiemdziesiąt złotych, a on na to, że u niego 25 dolarów, więc też nie mało. Oczywiście oni dużo więcej zarabiają, ale i tak przeciętni amerykanie nie mają w zwyczaju wydawać na pierwsze śniadanie do tego w formie płynu 25 dolarów. (Na stronie witarianina LFRV na fejsie można dowiedzieć się jak sobie radzą witarianie na 811 w Polsce. Gdzie kupują najtaniej owoce i warzywa i jakie gotowane jedzenia ewentualnie może być zamiennikiem w razie awarii węglowodanowej. Ziemniak na parze, czy z pieca, ryż brązowy, kasza gryczana, soczewica.) Po miesiącu na 811 znacznie poprawiły się moje wyniki w bieganiu. Tak się tym zajarałam, że odstawiłam na bok KapsiX007 i dopiero ostatnio do niego rozpoczęłam radosny return. Połowa kilogramów, które utraciłam na wczesnej Boutenko wróciła, ale trzymam za słowo FL i DR, że to okres przejściowy i do dwóch lat pozbędę się wszystkiego do czego mam wolty. No trzymam ich za słowo. Ale mając na uwadze, że mogę najadać się do syta, skończyło się całkowicie, przez całe życie prześladujące mnie uczucie, że jestem na jakiejś diecie, a bieganie znowu radośnie mnie medytuje-odstresowuje, to plusy są tak wielkie w porównaniu z minusami, że nie myślę wcale o jakiejkolwiek zmianie, czy też, a kysz, rezygnacji. Ponieważ w ogóle nie przywiązuję wagi do wyglądu, nie zastanawiam się wcale, czy ktoś na tej diecie wygląda szczególnie młodo, czy staro. Raczej jakiś młodzieniaszkowe emploi w wyniku głodzenia się na surowym pokarmie wegańskim mnie śmieszy, bo nie to się dla mnie liczy. Sport zawsze postarza, a bieganie dzień w dzień 10 kilometrów w słońcu i w deszczu, a także krzywienie się przy KapsiX007 z pewnością tak. Ale wiecie co kochanej socjecie na to odpowiem? Mam na to wyjebane. Po drugie w pewnym wieku bardzo szczupła, choć umięśniona sylwetka może sprawiać wrażenie gorsze, niż okrągłości wypychające skórę. Ale też mam na to wyjebane, jak się domyśla z pewnością kochana socjeta. Konkluzja. Nie myślę nawet, żeby zejść z tej drogi. Nie myślę w ogóle o dalszych zdrowotnych rozkminach, wiem już wszystko i jakby ktoś prześledził moje wpisy, to się zorientuje, że jest ok, że wystarczy. Zakładam, że ponieważ ideału i tak z definicji nie ma, albo jest do osiągnięcia w nieskończoności absolutu, uważam że dotarłam do mety i dalej nie idę. Po raz pierwszy w życiu moje skłonności hipochondryczne odłożyły widelec, mam nadzieję, że na zawsze. Jem szejki z bananów z ciemnymi plamkami, które zawierają TNF, (tumor necrosis factor) czyli posiadają zdolność do zwalczania zmutowanych komórek rakowych, a całe życie nawet nie spojrzałam w kierunku takiego banana. Zresztą nie w owocowym szejku nadal trudno byłoby mi go przełknąć. Mam poczucie, że znalazłam coś mnie osobiście dedykowanego. Coś szytego na moją miarę, że znalazłam ot couture na moje ciało i gar.

Dlatego, już tego tematu nie rozkminiam, bo o czym tu mówić. Jest to dla mnie proza. Po roku na witarianizmie, w tym ostatnie 8 miesięcy na 811, mam żelazo nadal niskie jak całe życie, ale morfologia się polepszyła. Zaprzestaję suplementować się B12 na razie, bo mam ponad niektóre normy, a z kolei w innych wykazach w górnej granicy siedzę. Światły lekarz do którego mam zaufanie powiedział mi ostatnio, że jak to tylko żelazo mam obniżone, a morfologia się polepszyła, to mam w ogóle przestać sobie tym głowę zawracać. Reszta wyników ok. Następne badanie zrobię za rok. I wtedy się porozkminia.

Ostatnio byłam również na badaniu profilaktycznym u mojej stałej pani ginekolog i mówię jej, że już nie jestem zwykłą weganką, tylko witarianką, bo zauważyła z nieukrywaną zazdrością, że mam 3 kilo mniej fatu. A ona natychmiast, no tak, my się tu właśnie w środowisku lekarskim tak z sarkazmem i wyższością śmiejemy półgębkami, że ten cały człowiek praca, jakże mu było, Steve Jobs, to by do dzisiaj żył, gdyby nie te owocowe bezeceństwa. I wtedy pomyślałam jak to źle, że ta biografia człowieka praca, tak bardzo miała fatalny wpływ na odbiór przez środowisko witarianizmu i frutarianizmu. I tak wiele ludzi zrazi się i niekiedy może to skutkować wybraniem najgorszych z możliwych rozwiązań. Poddanie się tragicznym obrządkom współczesnej medycyny alopatycznej. Według biografii Jobsa napisanej przez Waltera Isaacsona, a na cóż innego możemy się powoływać obecnie, skoro świetne, naukowe opracowanie dr. McDougalla, które obala tę laicką teorię, że rak Jobsa, był wcześnie wykrytym stadium, ciągle jeszcze nie ma swojego tłumaczenia na język polski. (I to jeszcze w kwestii witariańskiej rozkminki, chcę zrobić w takim razie sama, chociaż kosztuje mnie to o wiele więcej zachodu, gdyż nie znam dobrze angielskiego.)  Jobs to człowiek, u którego wykryto raka trzustki całkowicie przypadkowo i dlatego we wczesnym stadium (tak sądzono) i Steve właśnie dlatego miał żałować że nie poddał się operacji od razu czyli oddalił się od medycyny alopatycznej i zaczął jeszcze więcej owoców i soków i ziół spożywać i ku alternatywnej medycynie się jeszcze bardziej skłaniać, a po 9-ciu miesiącach od postawienia diagnozy rak okazał się, rozpanoszył się i powiększył. I wtedy dopiero przeprowadzono operację. A tymczasem nie ma żadnej pewności, że wszystko potoczyłoby się inaczej, a wręcz przeciwnie i o tym pisze Doktor McDougall, krok po kroku, z odnośnikami do poszczególnych stron biografii, dowodzi w swoim naukowym artykule, że Jobs zachorował na raka jeszcze we wczesnej młodości, kiedy miał stały kontakt z kancerogennymi substancjami związanymi z budową komputerów. I fakt, że był weganinem właśnie przedłużył mu życie. Czyli rak wykryty przypadkowo u Jobsa w rzeczywistości nie był wcześnie wykryty, a rozwijał się od kilkudziesięciu lat. Artykuł doktora McDougalla przywołuję jeszcze w języku angielskim. http://www.drmcdougall.com/misc/2011nl/nov/jobs.htm

Wspominałam już kiedyś o tym, ale pomyślałam, że przypomnę kochanej socjecie i sobie też, o tym i o owym.W najbliższym czasie będzie za to może jakiś paszkwil, bo pewna krytyczna pani napisała na swoim blogu, że tylko przez konstruktywną krytykę świat idzie w jasną przyszłość, do prawdy się zbliża, kochany świat, ale trochę niedoskonały. I że każdy lubi skonfrontować się z krytyką, gdyż to naprowadza go na właściwe tory i pozwala na obiektywniejsze spojrzenie. I że życie bez krytyki byłoby jak niebo bez słońca, jak łąka bez chwastów polskich, maków i chabrów, jak bursztynowy świerzop i gryka jak śnieg biała, bez nich samych.  Ściskam organoleptycznie Kochaną Socjetę. pa pe
-
 57

Czytaj także