Jak stać się sprawiedliwą i pozbyć się nałogu obżarstwa?
  • 44Autor:44

Jak stać się sprawiedliwą i pozbyć się nałogu obżarstwa?

Dodano: 29
Jak stać się sprawiedliwą i pozbyć się nałogu obżarstwa?

Komć A ja jestem zagubiona i nie wiem jak sie w tym wszystkim odnaleźć. Niby wiem o czym mówicie, ale do tej mojej bani nic nie dociera i sobie nie radzę. Jednego dnia wszystko jest logiczne i takie oczywiste, a innego dnia mam wrażenie, ze ktoś nabija mnie w butelkę i jest coraz gorzej. Nałogi się mnożą, zamiast odpadać, a jedyne „zerowanie” ma miejsce wtedy gdy wcinam tony słodyczy. Zamiast zdrowieć, choruję jeszcze bardziej. Przez moment wszystko wydawało sie proste, zaczęłam lepiej jeść, kupiłam kilka tibowych supli, przeczytałam książkę a nawet zaczęłam maszerować (30 kg na plusie nie pozwala biegać), ale coś poszło nie tak i z każdym dniem jest gorzej. Widzę to, ale im bardziej walczę, tym jest gorzej. Pepsi, pisałaś, żeby się na pewien czas pogodzić z tym jak jest i samo odpadnie, ale ja czuję że zaraz utonę. Na własne życzenie niszczę sobie życie i to świadomie. Po prostu przegrywam i mam ochote się poddać. Dziękuję Ci Śliczna za ten komentarz. Jestem wdzięczna. ... Pepsi, pisałaś, żeby się na pewien czas pogodzić z tym jak jest i samo odpadnie ... Nie to pisałam, ale do tego wrócę. Jedni myślą, że mają jeszcze czas, inni, że już nie mają czasu i muszą się pogodzić z tym co jest. To oczywiście myślenie matrixowe. Kobiety drżą przed starością, bo ich faceci nie jarają się starością, a starość w ich (tych facetów) gałach zaczyna się baaardzo wcześnie. Ludzie lgną do tych z pieniędzmi, a ci z pieniędzmi robią się zarozumiali. Za pieniądze można bardzo wiele, ale ludzie nie robią pieniędzy, bo myślą, że to bardzo trudne. Po drugie, pieniądze to czakra wstydliwa, blisko seksu siedzi. Sprawy nie są więc wyjaśnione. Ludzie w zażenowaniu nazywają pieniądze, pieniążkami, i nigdy nie poruszają spraw seksu w domu, chyba, że przy rozwodzie, że był beznadziejny (seks, rozwód lepszy). Jedni są grubi, inni chudzi, a wszystko z powodu niesprawiedliwych programów ego. Ludzie jedzą znacznie więcej niż potrzebuje ich ciało, inni jedzą o wiele za mało, nie znając ekwiwalentu pokarmu, jakim jest energia słoneczna, prana. Ludzie nie są sprawiedliwi wobec siebie, a co dopiero wobec innych. Pracują za dużo i godzą się na zbyt małe wynagrodzenie. To znaczy, że są niesprawiedliwi dla siebie, a gdy jest odwrotnie, są niesprawiedliwi dla pracodawców. Chociaż to drugie jest przyjęte zwykle za postawę właściwą. Twoje ego niesprawiedliwie traktuje Twoje ciało. Żyjesz w niesprawiedliwości cielesnej i uważasz, że wystarczy tylko pogodzić się z sytuacją, a wszystko co niesprawiedliwe dla ciała od Ciebie odpadnie, bo ja tak niby powiedziałam.

Powiem więc jeszcze raz: Gdy na siłę starasz się pozbyć nałogu, nałóg za chwilę zamieni się w inny. Nie będziesz już jeść naleśników, ale zaczniesz drzeć faje, albo robić flaszki, albo nie wychodzić zaczniesz z siłowni, albo zaprzestaniesz jeść. Bulimiczki dobrze znają anę. Dobro nigdy w życiu nie zwycięża, bo dobra nie ma w walce. Gdy pojawia się jakakolwiek walka, oznacza to, że dobro zniknęło. Nie ma walki w słusznej sprawie, nie ma słusznych barykad, rebelii. To nie jest dobra droga, czy droga dobra. Łodewer. Lekarze ludziom chorym nakazują walczyć, brać się w garść, ale to nie jest droga dobra. Jedyną słuszną rzeczą jaką można zrobić, jest poddanie się sytuacji (nie rozpamiętywanie: dlaczego ja?, albo wściekanie się na życie), i w tym stanie akceptacji dla teraz, obmyślić, lub tylko zgodzić się na plan naprawczy, który będzie rezonować z nami w tym momencie. Ludziom chorym na raka, którzy zwracają się do mnie zawsze radzę, wyzeruj się (na tym polega zerowanie, że znikają emocje, czyli niechciana mowa ciała) i w tym stanie pomyśl z czym rezonujesz. Nie w strachu przed hospitalizacją odrzucaj chemioterapię. Ale w stanie zero (gdy nie boisz się) zobacz z jaką metodą leczenia Ty rezonujesz. Poczuj, czy rezonujesz z lekarzem i jego metodami. Moje ciało kompletnie nie rezonuje z dochtore, ale Ty, to Ty. W wielu wypadkach może być tak, że ludzie będą rezonowali z medycyną alopatyczną, poddadzą się chemioterapii i przeżyją to, pokonując raka, a przynajmniej dostaną zegarowy czas ziemski do weryfikacji swojego stylu życia. Gdy zaczniesz żyć w końcu świadomie, gdy staniesz się sprawiedliwa dla siebie, na TAK (bez oceniania), przy okazji automatycznie dla innych też na TAK (bez oceniania), wówczas nałogi same odpadną. Ale dopiero wtedy. W "tu i teraz" nie ma żadnego nałogu, minimalnego nałogusieńku też nie. Z pewnością bez większego trudu dasz radę odstawić złom na złomowisko. I jakby co, to, to powiedziałam.

Czyli, że gdybyś była świadoma, gdybyś rzeczywiście zaczęła się budzić, stałabyś się sprawiedliwa. Kościec Twojego ciała ziemskiego, czyli narażonego na tę grawitację, nie może dźwigać 30. kilogramowej nadwagi. Jesteś niesprawiedliwa dla swoich kości. Twoja wątroba i inne ważne narządy ciała nie mogą być poprzerastane tłuszczem, jesteś niesprawiedliwa dla swoich narządów wewnętrznych. Twój nałóg jedzenia tłumi niechciane emocje, tak samo jak psychotrop. Dlatego masz poczucie (nie uczucie) zerowania. Ale stłumione emocje nie są wyzerowane, one są tylko stłamszone. Boisz się, że jesteś gruba. Boisz się, że przestałaś ćwiczysz. Boisz się jeść cukierki, ale te narkotyki paradoksalnie tłamszą strach. Boisz się wielu rzeczy. Strach to odpowiedź Twojego ciała na destrukcyjne myśli pochodzące z ego. Tłamsisz strach jedzeniem cukierków, jak prozakiem. Z tej mąki nie będzie chleba, chyba, że taki z hipermarketu. Twoje ego Tobą rządzi. Przez chwilę udało Ci się przejąć pałeczkę, ale wszystko wróciło do normy. Twoje ego kreuje bardzo smutny obraz niesprawiedliwego. Jezus uchodzi za sprawiedliwego. Na wiejskich oleodrukach znad tapczanów można ujrzeć Jezusa z promieniującym sprawiedliwością sercem. Kiedyś się wzdrygałam, dzisiaj kocham.

Bądź sprawiedliwa dla siebie, to podwalina sprawiedliwości ogólnej

Gdy spotka się dwoje ludzi i każdy ma własną rację, dopóki nie uzgodnią racji wspólnej, są niesprawiedliwi. Niesprawiedliwi są politycy, często idioci, którzy nie umieją zarabiać pieniędzy w inny sposób, niż zajumując je podatnikom. To niesprawiedliwcy. Niesprawiedliwe są żony i mamy, które forsują tylko "dobro" własnych dzieci i mężów kosztem innych. Niesprawiedliwe są podziały naszej wspólnej Ziemi, niesprawiedliwe są religie (te to mega), niesprawiedliwe jest karmienie matrixu w zamian za zniewolenie umysłów, niesprawiedliwe (hiper niesprawiedliwe) są nasze ego.

Jak stać się sprawiedliwą i pozbyć się nałogu obżarstwa?

Jest coś jednak absolutnie sprawiedliwego.

To, że w każdej chwili możesz się przebudzić i przestać utożsamiać się z ego

Stara, czy młoda, śliczna, czy z gałami w czerwonych obwódkach, gruba, chuda, umazana ziemią, jedząca mrówki, każda możesz to zrobić. Dopóki będziesz spała w najlepsze, będziesz żyła niesprawiedliwością, jak dotąd. Będziesz we władaniu ego, nigdy nie będzie Cię w teraz.

Ego jest synonimem niesprawiedliwości

Ego czasami pozwoli Ci niby poświrować: ... "jednego dnia wszystko jest logiczne i takie oczywiste, a innego dnia mam wrażenie, ze ktoś nabija mnie w butelkę i jest coraz gorzej. Nałogi się mnożą, zamiast odpadać" ..., ale tylko po to, by potem uderzyć jeszcze większym zwątpieniem i negacją. Ego to nie, nie, nie ... Dopóki nie zaczniesz mówić życiu TAK, dopóki nie ruszysz ze skrzyżowania teraz, dopóki nie skończysz z tą niesprawiedliwością dla siebie/swojego ciała, dopóki nie zaczniesz się budzić do tu i teraz, dopóty kurde Halinka gówno z tego będzie, przynajmniej w tym wcieleniu. Po każdym kroku do tyłu nic się nie zmienia, trzeba ponownie ruszyć do przodu. Na tym polega sprawiedliwy rozwój siebie.

Życie jest tylko teraz, czasu nie ma.

Lovciam:)


PepOsh kim jest, jest trudniej określić niż kim PepOsh nie jest. Nie jest ani Pepsi, ani tym bardziej Osho. Nie jest też Tolle, ani Romanem (Nachtem). Po prostu jest sobie tutaj dla Ciebie instalacją PePoż.
Blog pepsieliot.com nie jest jedną z tysięcy stron zawierających tylko wygodne dla siebie informacje. Przeciwnie, jest to miejsce, gdzie w oparciu o współczesną wiedzę i badania, oraz przemyślenia autorki rodzą się treści kontrowersyjne. Wręcz niekomfortowe dla tematu przewodniego witryny. Jednak, to nie hype strategia, to potrzeba. Może rzuć też gałką na to: Dobre suplementy znajdziesz w naszym  Wellness Sklep
Disclaimer: Info tu wrzucane służy wyłącznie do celów edukacyjnych i informacyjnych, czasami tylko poglądowych, dlatego nigdy nie może zastąpić opinii pracownika służby zdrowia. Takie jest prawo i sie tego trzymajmy.
 29
  • Kita  
    Hej o, przeczytałam Twój komentarz, tak jakbym sama go pisała. Też mam partnera upijającego się często do nieprzytomności. Raz spakowałam jego graty i kazałam mu się wynosić (z mojego mieszkania). Ten obiecał, że już więcej nie będzie pił, a ja zmiękłam, uwierzyłam mu i za kilka dni znowu widziałam go pijanego.
    Teraz jak zaczyna pić, to idę do drugiego pokoju, bo nie chcę na niego patrzeć jak siedzi i żłopie piwsko. W ten weekend był u kolegi na imprezie i kazałam mu nie wracać w środku nocy, żeby uniknąć oglądania wspaniałych obrazków z zataczającym się i bełkoczącym moim facetem na pierwszym planie. Ale ten wrócił o g. 3:30 pijany jak dzika świnia, a rano stwierdził, że tak mnie kocha, że chciał jak najszybciej do mnie wrócić i nie czekać u kolegi, aż wytrzeźwieje.
    Nic nie daje tłumaczenie mojemu facetowi, że naszą relację niszczy jego pijaństwo, ale mój partner uważa, że nie ma w tym nic złego jak czasami sobie wypije. Czasami uderza w inne tony i prosi mnie, żeby pomóc mu rzucić nałóg. Kiedyś się w tą pomoc w walce z jego nałogiem tak angażowałam, że w końcu to mnie zabrało siły, a on jak pił tak dalej pije. Teraz nie daję się już mu wciągać w te jego gierki; za każdym razem jak on stwierdza, że teraz to on już rzuca picie, ja mu odpowiadam "to rzucaj". A kończy się to jego "postanowienie" tym, że następnego dnia znowu pije.
    Z czasem zrozumiałam, że na siłę nikogo się nie uszczęśliwi, ani nie uleczy. Mój partner bardzo często obarcza mnie winą za to, że on pije, pali, że coś zgubił, albo mu się coś nie udało. Kiedyś się tym strasznie przejmowałam i próbowałam wszystko naprawić i zrobić tak, żeby dany "problem" się nie powtórzył. Ale zauważyłam, że co bym nie zrobiła, to on i tak dalej będzie robił swoje, a potem mnie opieprzał, a ja nie mam na to żadnego wpływu. Odkąd odpuściłam i przestałam robić coś za niego, to on powtarza na każdym kroku, że jestem wstrętną egoistką (mówi to w bardziej dosadnych słowach). Tym też się przestałam przejmować, bo to jego gadanie ma na celu mnie zniewolić, ustawić w szeregu. Ja się nie daję, co go jeszcze bardziej rozwściecza.
    Podsumowując, czekam na rozwój sytuacji. Sama nie podejmuję żadnych działań, poza tym, że odcinam się od niego fizycznie podczas jego napadów alkoholowych, albo gniewnych tyrad - tylko to mi pozostaje, gdyż żadna dyskusja z nim nie przyniosła efektu i nie widzę sensu zaczynać ponownie dyskusji w tych tematach. Doszłam do wniosku, że albo on zrozumie, że postępuje błędnie i się uspokoi, albo po prostu ode mnie odejdzie, czym często "grozi". A ja wiem, że każde wyjście z tej sytuacji będzie dla mnie dobre i ta myśl daje mi spokój istnienia, czego Ci również życzę.
    Dodaj odpowiedź 0 0
      Odpowiedzi: 0
    • Menix   IP
      Hej Pepsi:) podsunelabys mi pomysl w jakim kierunku mam szukac przyczyn problemow z tradzikiem (27 lat na karku)? Dzis odebralam wyniki badan androgenow + TSH(2,27) wszytstko w normie, chyba wolalabym zeby te wyniki byly zle, bo wzielabym sie za porzadna diete i suplementacje pod tym katem:( cale zycie z tym dziadostwem na twarzy, jest lepiej niz kiedys, ale meczy mnie to przeokropnie.
      Dodaj odpowiedź 0 0
        Odpowiedzi: 1
      • Yoasia71   IP
        Peps ,poooooomoooocy,
        otóż ja też mam nadwagę (30 kg)-niejako wbrew wszwlkiej logice ;
        bo,ponieważ ;-) -nigdy w moim życiu nie odżywiałam się tak zdrowo i zaczęłam truchtać .,.
        ale nic to....staram się akceptować ,choć zdecydowanie wolę siebie w szczuplejeszej wersji....(heidi klum ,może być tego przykładem,smile
        ALE do rzeczy otóż od pewnego czasu (wypadające włosy) zaczęłam dodawać do porannego szejkisia brązowe siemię lniane w ziarenkach i ciut jest lepiej
        ALE owo mi się skończyło a tu (czyli w CH-rii) dostępne jest generalnie złote i zaczęłm dodawać tego ;po brązowe muszę jeździć do Niemiec
        i o zgrozo myślałam że właściwości te same .... zaczęłam googlowć iiiii czytam :
        "Jest jeszcze jeden aspekt, który trzeba poruszyć. Siemię lniane zawiera związki cyjanogenne. Czasem mówi się, że nasiona trzeba parzyć, bo inaczej są toksyczne. Częściowo jest to prawdą, ponieważ z niesparzonych uszkodzonych nasion lnu w organizmie człowieka może powstać cyjanowodór, który istotnie jest toksyczny. Jednak w celach profilaktycznych zalecana dzienna ilość nasion to ok. 9 g, czyli łyżka. Dla dorosłej osoby jest to ilość bezpieczna, jednak powinno się zaczynać od mniejszych ilości, aby sprawdzić jak dany organizm reaguje. Zmniejszymy również toksyczność, łącząc siemię z nabiałem, sokami owocowymi, miodem czy owocami. Zainteresowanych odsyłam do lektury materiałów na temat diety dr Budwig, opartej na właściwościach leczniczych lnu.

        Kto powinien uważać na siemię lniane? Gdy przygotowujemy z nasion lnu kleik i zależy nam na właściwościach regenerujących i osłonowych na przewód pokarmowy, nie mamy się czego obawiać. Wysoka temperatura powoduje unieczynnienie związków, z których powstaje cyjanowodór. Gdy stosujemy zmielone, nieobrobione termicznie nasiona lnu, nie powinniśmy przekraczać 1-2 łyżek dziennie. Szczególnie powinny uważać osoby starsze, dzieci oraz kobiety karmiące."
        ...
        to czy ja szamię cyjanek????
        wyjaśnij pls
        Dodaj odpowiedź 0 0
          Odpowiedzi: 1
        • Lucia  
          Pepsi, a może ty zwyczajnie jesteś okazem doskonałego zdrowia i dlatego możesz trzymać się z dala od lekarzy? ;)
          Dodaj odpowiedź 0 0
            Odpowiedzi: 1
          • o   IP
            Peps, wiem, ze pewnie komci takich jak ten masz na pęczki, ale gdybyś mogła odpisać choćby jednym zdaniem, to byłabym niezmiernie wdzięczna. Jesteś dla mnie autorytetem w dziedzinie rozpoznawania sztuczek ego, a ja mam obecnie z tym spory problem.
            Mój facet – dobry i kochający mnie człowiek, lubi wypić. Co tydzień, co dwa, czasem co trzy, siada z kumplami do butelki i się upija. Czasem na umór, czasem nie na umór, ale zawsze do upicia się, nie piwko-dwa. Zdarza mu się zrobić przerwę w piciu, na przykład kilka miesięcy, ale później jest „nadrabianie”, na przykład co tydzień trzy dni pod rząd (piątek, sobota, niedziela). Nieziemsko boli mnie patrzenie na niego, takiego upodlonego, śmierdzącego, zataczającego się. Nie pomagają rozmowy, nie pomagają prośby, tłumaczenie, przekonywanie, stawianie ultimatum (wódka, albo ja). Wg niego problem nie istnieje, w końcu pija wszyscy, a on to już w ogóle pije mało w porównaniu ze wszystkimi (moja ulubiona argumentacja). Nie mamy dzieci, ale jeśli kiedyś zachce nam się je mieć, to nie wyobrażam sobie, żeby miały patrzeć na takie obrazki.
            Nie wiem, co robić. Jesteśmy ze sobą od wielu lat, kochamy się, ale przez to picie odechciewa mi się życia w związku. Nie wiem, gdzie kończy się troska o drugiego człowieka i o przyszłość ewentualnej rodziny, a gdzie zaczyna walka ego. Czy moim zadaniem jest pozostanie w tej sytuacji i nauka akceptacji drugiego człowieka razem z  jego nałogami, czy może moja niechęć do alkoholu wynika z tego, ze już z nim nie rezonuje, i nie chce po prostu mieć go w swoim otoczeniu?
            Czy odejście i zakończenie tej relacji będzie przejawem troski o swoje własne dobro, czy egotyczną decyzją wynikającą z poczucia, że „zasługuję na kogoś lepszego”? Please, help 
            Dodaj odpowiedź 0 0
              Odpowiedzi: 1

            Czytaj także