logo
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
68 587 295
424 online
29 009 VIPy
Reklama

TOP

Dzień | Tydzien | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum
  • Bliżej natury i dalej od matriksu, czyli słowo o niewidzialnym Bogu

    Hubert Reeves, znany astrofizyk i pisarz (Godzina upojenia. Czy Wszechświat ma sens?, Najnowsze wiadomości z kosmosu), powiedział:

    Ludzkość to szalony gatunek: modli się do niewidzialnego Boga i niszczy widzialną Naturę nie zdając sobie sprawy z tego, że widzialna Natura jest niewidzialnym Bogiem do którego się modli.

    Ty też jesteś elementem tej natury i sąsiadka nim jest. Elementem wiążącym właściwie, bo nie tylko częścią natury, ale i człowiekiem. Częścią gatunku, który udaje, że posiadł coś czego przecież nie da się okiełznać.

    Zapomniano, że wszystko jest energią, energia natomiast oddziałuje na siebie i dąży do równowagi. Każda cząstka owej energii zawiera w sobie całą boskość tego świata – pchła na bezpańskim psie i kropla wody w wodospadzie.

    Bliskość z naturą to bliskość ze sobą. Natura jest intuicyjna i piękna, rytmiczna chociaż zupełnie nieokiełznana. Ty też taka jesteś. Twoja natura taka jest.

    Ludzie tworzą systemy i społeczne konstrukty, od dziecka wtłaczani są w ramy wymogów, zawiłych schematów i zasad. Każdy ma, po gombrowiczowsku, jakąś swoją gębę. Wszystko ma granicę, system i określony już dawno plan działania. Tymczasem ludzka natura, to nadal natura, co widać chociażby w historii, co to kołem się toczy.

    System przejawia się najczęściej w umiejętnościach społecznych – w gestach i symbolach, w odpowiednim ułożeniu sztućców na talerzu, nie rozpoczynaniu maili od „witam” i nie bekaniu w towarzystwie.

    System przejawia się w kulturze, w tym, że w kraju, gdzie obraz Matki Boskiej karmiącej, wiszący być może w większej ilości domów niż niewiszący, nie gorszy nikogo, a żywa i namacalna matka karmiąca jest czymś obrzydliwym.

    System przejawia się w milionie innych, bardziej, raczej jednak mniej logicznych zjawisk.

    System, czyli matriks. Matriks to właściwie także konstrukt, namacalny i żywo funkcjonujący. Będąc jego częścią oddalasz się od kosmicznego ładu wszechrzeczy, czyli od natury ergo od siebie.

    Stajesz się nie tyle trybikiem co bateryjką, która napędza machinę zagłady.

    Żyjesz

    Pracujesz, zarabiasz, konsumujesz. Nowy trend, nowy sprzęt, nowa kolekcja fatałaszków. Wyprzedaż. Przyda mi się to. Tanio było. Zaoszczędzone wydane pieniądze.

    Boisz się. Innych bo nie znasz ich zwyczajów (a przecież wolisz swoje upupienie niż cudze), uboższych bo niebezpieczni, bogatszych bo pewnie dorobili się na czyjejś krzywdzie, mądrzejszych bo wstyd, głupszych, bo wprawiają w zawstydzenie. Przyszłości bo co to będzie. Siebie bo kim ja jestem.

    Chorujesz. Ze strachu i przepracowania chorujesz. Z konsumpcjonizmu chorujesz. Z braku natury chorujesz.

    Dasz wiarę, że są ludzie, którzy dzień w dzień jedzą tłustego kotleta i ziemniaki, codziennie napompowany chleb z napompowaną szynką, napompowanym ketchupem i mizerię, bo ogórek ze śmietaną to zawsze lepiej niż sam ogórek.

    To jakby jeść rekwizyty filmowe, atrapy jabłek.

    Dasz wiarę, że są ludzie, którym na widok coli trzęsą się dłonie, tak marzą o cukrowym haju? Są ludzie, którzy codziennie odpalają konsolę, wyciągają z lodówki 4-pak browarów i palą marię nucąc reggae piosenki o tym jak to ona jest naturalna, ale przecież zapomnieli co to jest natura.

    Są ludzie, którzy wracają z pracy do domu i siedzą tam już do następnego dnia, dopóki znów nie idą do pracy. W weekend jadą po zakupy i znów bunkrują się w domu oglądając seriale.

    Ludzie, którzy od morza wolą laptopa, od spaceru po górach spacer po centrum handlowym, a z naturą kojarzą pełną chemii, zapakowaną w plastik papkę radośnie opisaną „tylko naturalne dodatki”.

    Dasz wiarę, bo w takim świecie żyjesz i w sumie nie robi to na Tobie żadnego wrażenia

    Jak zadziwiające to jest w świecie pełnym cudów?

    Bo hej. Natura jest pięknem. Ciało jest pięknem. Pięknem są wodospady. Panoramy miast widziane z odległych wzniesień, niczym ogromne naleśniki z lukrem. Piękne są drzewa w parku i słońce odbijające się w kałuży zaraz po deszczu. Śnieg, skóra, oczy, pomidor i naręcze malin.

    Nie równają się im surowe bryły biurowców, seriale i smutny krajobraz poszarzałych miast.

    Być może dla niektórych święta to niezwykły czas, bo czas refleksji. Dla niektórych może nim być nadchodzący rok, prawdziwie symboliczny i nasycony cudowną energią. Może najwyższa pora uziemić się, wyciągnąć ręce ku niebu, odetchnąć głęboko i połączyć się z doskonałą energią Ziemi i Kosmosu, z naturą, ze sobą…

    Twoje ciało już wie, a Ty?

    uściski:)

    (Visited 5 124 times, 2 visits today)
    Emanuela Urtica pisarka, oldschoolowy hodowca roślin, podróżniczka, żyjąca w zgodzie z naturą, roślinożerna. Z misją dzielenia się swoją wiedzą i doświadczeniami.
    Blog pepsieliot.com nie jest jedną z tysięcy stron zawierających tylko wygodne dla siebie informacje. Przeciwnie, jest to miejsce, gdzie w oparciu o współczesną wiedzę i badania, oraz przemyślenia autorki rodzą się treści kontrowersyjne. Wręcz niekomfortowe dla tematu przewodniego witryny. Jednak, to nie hype strategia, to potrzeba.
    Może rzuć też gałką na to:

    Dobre suplementy znajdziesz w Wellness Sklep
    Disclaimer:
    Info tu wrzucane służy wyłącznie do celów edukacyjnych i informacyjnych, czasami tylko poglądowych, dlatego nigdy nie może zastąpić opinii pracownika służby zdrowia. Takie jest prawo i sie tego trzymajmy.

    Powiązane artykuły

    1. Basiczka 21 grudnia 2017 o 17:21

      Piękny wpis. Jutro wstaję o 5, żeby poćwiczyć pilates i zobaczyć wschód słońca😙

      1. Emanuela Urtica 22 grudnia 2017 o 08:39

        I jak było? <3

        1. Basiczka 24 grudnia 2017 o 17:16

          Było zadziwiająco cicho, czas stanął w miejscu. Mam wrażenie, że teraz moje ciało się do Mnie wdzięczny, żeby to jeszcze powtórzyć.

    2. beata 21 grudnia 2017 o 17:23

      Pierwszy rok z blogiem Pepsi właśnie mija. Zapewne moje ciało już coś wie, ja co nie co też, a ego mąci 🙂 więc może jeszcze nic nie wiem.
      Trafiłam przez przypadek bo szukałam info jak sobie poradzić z niedoczynnością tarczycy i migreną. Leki przestawały działać, migrena rzucała z bólu o ściany, a waga rosła i rosła 75, 76, 77, 78 i 79 kg …
      Skłamałabym pisząc, że sumiennie stosuję dietę 811, ale owoce surowe, warzywa, orzechy to podstawa + woda z cytryną itp. Tak, wciąż ją łamię 🙂 i wciąż staram się poprawiać w tym co sobie szykuję do szklanki lub na talerz.
      Korzystałam też z różnych informacji z blogu, więc zaczęłam ćwiczyć i trochę biegać (problem z kostkami), regularnie staram się eliminować chemię z otoczenia (m.in. w kosmetykach, kuchni, łazience….)
      Efekt po roku:
      a) plusy – waga spadła do 64 kg (cholewcia, sama nie wierzyłam, że kiedykolwiek schudnę, tyle razy próbowałam i ledwie 2-4 kg i potem jojo); zniknęły migreny (bóle głowy sporadycznie bywają, ale nie migreny z torsjami i innymi atrakcjami – a już myślałam, że nigdy się tego nie pozbędę)
      b) minusy, a raczej to co nie nie udało – wróciłam do brania Euthyroxu, nie mogłam sobie poradzić z rosnącym tsh, poziomem przeciwciał. Za długo byłam leczona tym paskudztwem. Po sztucznym wyrównaniu poziomu spróbuję z naturalnymi hormonami.

      Pepsi 🙂 Ema 🙂 ślę owocowo-zielone serdeczności

      1. Pepsi Eliot 21 grudnia 2017 o 21:38

        <3

      2. Malina 22 grudnia 2017 o 00:09

        Beata, a jakie masz tsh? Bo ja też przerabiam temat od lat i jeden endo każe brać euthy inny znowu mówi, że nie..

        1. beata 22 grudnia 2017 o 11:12

          Miałam 64, teraz już spadło do 5, ale niestety po włączeniu euthy.

      3. Emanuela Urtica 22 grudnia 2017 o 08:37

        Jesteśmy dumne. <3

        1. beata 22 grudnia 2017 o 11:15

          Miło to czytać 🙂

    3. oregano 21 grudnia 2017 o 19:36

      Pięknie napisane, Emanuelo.

      1. Emanuela Urtica 22 grudnia 2017 o 08:40

        Dziękuję. <3

    4. Aneta D Falkiewicz 21 grudnia 2017 o 22:00

      Ale Cię wzięło <3

      1. Emanuela Urtica 22 grudnia 2017 o 08:40

        Troszkę. 😉

    5. artek 22 grudnia 2017 o 12:20

      Piękny tekst 🙂

    6. Monika 22 grudnia 2017 o 17:05

      Piknie to opisalas, ludzie niszcza samych siebie niszczac nature, moj sasiad rozlewal trucizne na mrowki maltukie mrowisko w srod kafli chodnika. Tak samo ludzie leja na siebie trucizne . Z wlasnego calkowitego wyboru i nie zastanawia sie ze traktoja siebie tak jak pasozyta. A mrowki byly tam zawsze i to nie one weszly na teren czlowieka ale domy zostaly niedawano wybudowane gdzie wpierw bylo pole … kto jest pasozytem , latwo sobie odpowiedziec.

      1. Monika 22 grudnia 2017 o 17:41

        PS. Na mysl o pasozoycie mialam na mysli szkodniki, To slowo mi jakos ucieklo…

    7. Kacha 27 grudnia 2017 o 21:52

      Ale pięknie napisane.. Jakoś mi umknął ten wpis…Faktycznie, te dziwne zjawiska już nas w ogóle nie dziwią. Smutne…A to przepiękne kolorowe miasteczko ti gdzie? Ściskam czule 😘

    Dodaj komentarz