A jakie masz objawy niedokwasoty? Źle trawisz białko? Jakie masz ciśnienie krwi?
Nie chcę z liścia jakby co, już tłumaczę …
Mimetyzm to chęć wtopienia się, jak kameleonizm.
To, to całe bezwiedne małpowanie cudzych min, póz i programów Reptosków (żarcik), kiedy Twoje własne ego z braku laku ubiera się w cudze łachy i wmawia Ci, że to twój autorski styl.
Ciągnąc dalej, pragnienie mimetyczne, to ten chory prosto z iluzji matriksa fikołek, gdy wcale nie chcesz tego jachtu, faceta czy certyfikatu oświecenia, tylko dajesz się wkręcić, że ich pragniesz, bo zobaczyłaś, jak tamtej lasce z Instagrama rosną od tego zasięgi i centralnie wydaje się rozgrzana w temacie.
No i jeszcze jedno, koncepcję i pojęcie pragnienia mimetycznego wymyślił René Girard, francuski historyk, krytyk literacki, i antropolog filozoficzny, profesor. Czyli nie wypadł skądś komuś.
Zatem jak się to ma do Twojego dzisiaj?
A więc współczesne algorytmy mediów społecznościowych drastycznie nasiliły to zjawisko PRAGNIENIA MIMETYCZNEGO, zmuszając nas do ciągłej, DESTRUKCYJNEJ RYWALIZACJI Z OSOBAMI Z CAŁEGO ŚWIATA.
I wpadasz w pułapkę MAYA (po prawdzie to matriks), iluzji koniecznego ścigania celów, które zostały Ci wszczepione przez osoby trzecie, co prowadzi do pogorszenia Twojej kondycji psychicznej.
Twój układ nerwowy takie cele każe ścigać, jakby to była antylopa na Twój obiad.
Czyli chcesz mieć to, co posiadają osoby, którymi sama chciałabyś się stać.
Nie jesteś mentalnie ani duchowo taką osobą, ale chcesz mieć to, co ona.
Jednym z najprostszych środków zaradczych na problem z kamieniami nerkowymi,
jest CODZIENNE DOBRE NAWADNIANIE CIAŁA.
Czysta woda z sokiem z cytryny nie tylko podtrzymuje prawidłowe nawodnienie ciała,
ale pomaga wypłukiwać śmiertelne toksyny i chemikalia z organizmu.
Tradycyjnie wyobrażasz sobie pragnienie jako prosty odcinek łączący CIEBIE (PODMIOT) Z CELEM lub obiektem pragnienia.
Często nie chodzi Ci nawet o sam fizyczny obiekt, ale o to, że podświadomie chcesz być tym mediatorem.
Tą obcą laską z Instagrama, która pokazuje swój feed, a Ty widzisz wokół siebie zaplecze sceny.
Bowiem przypisujesz jej, czy jemu wewnętrzne cechy, których sama pożądasz, takie jak poczucie bycia kochaną, zauważoną, szanowaną czy spełnioną.
Wierzysz, a jest to błąd logiczny, że naśladowanie jej, czy jego celów da Ci te same stany emocjonalne.
Wpływ pragnienia mimetycznego na Twoje cele? Dżizas, dzisiaj OGROMNY.
Chociaż często, ZDZIWKO, wręcz niezauważalny wpływ na to, jak kształtujesz swoje życie.
Wpływa ono na Twoje cele zawodowe, wartości, marzenia, styl życia, a także to, Z KIM KONKURUJESZ, CZY KOGO OBDARZASZ ZAZDROŚCIĄ.
Często przez lata realizujesz cele, które nie pochodzą od Ciebie, lecz są „programem” lub „skryptem” wgranym Ci przez otoczenie. Ścigasz wizję samej siebie, która została w Ciebie zaimplementowana przez osoby trzecie lub algorytmy.
Zaiwaniasz na bieżni cudzych ambicji (rodziców?) po puchar z imitacji czegoś kosztownego, budzisz się z dyplomem, kredytem i idealnym awatarem laski sukcesu, po czym ze zgrozą odkrywasz, że w tym spektaklu zagrałaś główną rolę w cudzym, czerstwym scenariuszu.
Jak odległe autorytety, gwiazdy sportu czy postacie historyczne, z którymi nie konkurujesz bezpośrednio.
To są ludzie z Twojego bliskiego otoczenia, czyli znajomi ze szkoły, braciaki, psiapsie i koledzy z pracy.
W przypadku mediatorów wewnętrznych pojawia się poczucie rywalizacji w grze o sumie zerowej, co rodzi Twoją frustrację, zazdrość, niepewność i wątpliwości.
No a teraz grubo, bo jakby tego było mało, mamy DZISIAJ OGROMNY WPŁYW ALGORYTMÓW I MEDIÓW SPOŁECZNOŚCIOWYCH.
Dziś algorytmy mediów społecznościowych wybierają spośród miliardów ludzi tych, którzy najlepiej wzbudzają w Tobie pożądanie, i serwują Ci ich idealne życie na okrągło.
Sprowadza to odległych dotąd ludzi do roli wewnętrznych mediatorów, co drastycznie niszczy zdrowie psychiczne przez nieustanne poczucie rywalizacji z osobami, które wydają się Ci bliskie.
PRÓBA UCIECZKI OD PRAGNIEŃ TŁUMU, niby wypad z matriksa, POPRZEZ ZROBIENIE CZEGOŚ DOKŁADNIE ODWROTNEGO
Znasz to, będę hodować owce w Komańczy, gapić się w relaksie na falujące łany i podziwiać tęczę.
Jednym słowem rzucenie wszystkiego i wyjazd do Indii czy na Bali nadal bywa pragnieniem yyy … mimetycznym.
Dlatego, że często u podstaw takiej decyzji leży CHĘĆ POKAZANIA MEDIATOROWI, ŻE „JESTEM OD CIEBIE LEPSZA, BO NIE CENIĘ TEGO, CO TY”.
Ponieważ trudno porównywać nienamacalne wartości, takie jak poziom radości czy miłości, zaczynasz używać łatwych do zmierzenia, narzuconych przez matriks wskaźników.
Oczywiście pieniędzy, statusu, osiągnięć, posiadanych rzeczy czy wyglądu.
POWODUJE TO, ŻE UZALEŻNIASZ POCZUCIE WŁASNEJ WARTOŚCI OD RZECZY IDIOTYCZNIE NIETRWAŁYCH, DO TEGO NIE TWOICH.
Oczywiście wejście w rolę świadomej kreatorki rzeczywistości (o czym już Girard nie nawijał, bo to inna filozofia) doprowadzi do poczucia sprawczości, co w konsekwencji wspiera poczucie własnej wartości.
Jesteś w końcu Boginką, czy Boginem, i to wszystko.
Jednak jeśli to były cudze cele, a Ty złapiesz w końcu kontakt ze sobą, pojmiesz, że przedzierasz się przez życie obok swojego tematu.
To nie jest orka w ciszy, to nie jest Twój krok.
Choć pragnienie mimetyczne jest głęboko wpisane w ludzką naturę, to oczywiście są metody pozwalające na prowadzenie bardziej świadomego, „antymimetycznego” życia.
PONIEWAŻ NIE DA SIĘ CAŁKOWICIE WYELIMINOWAĆ NAŚLADOWNICTWA, przecież jesteśmy od dziecka małpkami, kluczem jest świadome i uważne dobieranie ludzi, informacji oraz autorytetów, na których się wzorujesz.
Warto zadać sobie pytanie abstrakcyjne.
Co chciałabym robić i osiągnąć w życiu, gdyby nagle odłożyli widelec, czy po prostu wybrali się na Marsa, wszyscy ludzie, na których opinii mi zależy?
Zamiast porównywać się z innymi ludźmi w płaszczyźnie poziomej (co zawsze niesie ryzyko frustracji), należy wznieść się pionowo.
Oznacza to oparcie swoich celów na wyższych, uniwersalnych wartościach. Nie tych wmówionych, Bóg, honor, ojczyzna.
Bardziej mam na myśli metafory Jezusa.
Wybieraj miłość, kochaj, wierz w siebie, oraj sobie lekko w ciszy swoją drogę, żyj we własnej prawdzie i DOCENIAJ, JEŚLI JESZCZE NIE POTRAFISZ BYĆ WDZIĘCZNA.
Jeśli filtrujesz każdą decyzję przez to, czy pomnaża ona miłość w Twoim życiu, Twoją prawdę, równowagę, AKCEPTACJĘ siebie i tego co widzisz, jeśli dzięki temu pogłębiasz ZROZUMIENIE, zyskujesz niezależność od matriksowych, w trzy dupy iluzorycznych gier o status.
Pomyśl, jak chcesz to napisz, nad jakim ważnym celem teraz pracujesz, a ja pomogę Ci przeanalizować, na ile może on wynikać z pragnienia mimetycznego, a na ile z Twoich autentycznych wartości.
Wypisz swoje najważniejsze cele życiowe na najbliższe lata. Mogą dotyczyć kariery, stylu życia, podróży, wyglądu, kasy, czy statusu.
Wybierz jeden konkretny cel, na którym skupisz się podczas tego audytu.
Przykładowo coś ślicznie blisko ziemi.
„Chcę otworzyć własną agencję marketingową”
lub
„Chcę kupić konkretny model samochodu”).
Zadaj sobie pytanie: Kto pokazał mi, że warto tego chcieć? Kto Cię zainspirował, to całkiem spoko. Ale jeśli to wgrywacz programu, to yyy… mniej spoko.
Przypominam, że Twoje Pragnienie nie jest linią prostą między Tobą a celem.
Pośredniczy w nim mediator, guru zza szyby, czyli jak już zagajałam, osoba, którą podglądasz i która uczy Cię, czego pragnąć.
Czy jest to mediator zewnętrzny, odległy autorytet, przykładowo znany przedsiębiorca, KTÓREGO PODZIWIASZ BEZ POCZUCIA ZAZDROŚCI? Dajmy na to Steve Jobs?
Czy może mediator wewnętrzny, jak ktoś z Twojego otoczenia?
Siostra, braciak psiapsia, ktoś ze studiów, z pracy, a nawet lokalny influencer na Instagramie?
Jeśli czujesz ukłucie zazdrości, niepewności lub chęć „UDOWODNIENIA IM CZEGOŚ”, MASZ DO CZYNIENIA Z MEDIATOREM WEWNĘTRZNYM, Z KTÓRYM PODŚWIADOMIE RYWALIZUJESZ.
Zastanów się, kim tak naprawdę chcesz się stać, osiągając ten cel?
Tak naprawdę rzadko chodzi Ci o sam fizyczny obiekt czy stanowisko.
Podświadomie wierzysz, że model posiada pewne wewnętrzne jakości, których Tobie brakuje: poczucie bycia kochanym, zauważonym, głęboko poznanym, szanowanym lub spełnionym.
Zadaj sobie pytanie: „Czy wierzę, że osiągnięcie tego celu automatycznie da mi to poczucie szacunku i miłości, które widzę u mojego mediatora, tak naprawdę u awatarycznej przynęty?”.
Często to błędna logika. Mylisz posiadanie rzeczy z posiadaniem spokoju ducha.
To najpotężniejsze pytanie z całego audytu:
„Co chciałbym robić, posiadać i przeżywać, gdyby nagle zniknęli wszyscy ludzie, na których opinii mi w życiu zależy?”
GDYBY ZNIKNĘLI TWOI RODZICE, ZNAJOMI, SZEF, OBSERWUJĄCY NA INSTAGRAMIE I NIKT NIGDY NIE DOWIEDZIAŁBY SIĘ O TWOIM SUKCESIE ANI PORAŻCE,
Czy nadal chciałabyś realizować ten cel?
CZY TEN CEL NADAL DAWAŁBY CI RADOŚĆ, GDYBYŚ NIE MOGŁA SIĘ NIM PRZED NIKIM POCHWALIĆ?
Ja zadaję sobie CZĘSTO pytanie, czy robiłabym to samo, jeździła takim samym autem, chciała mieszkać podobnie, codziennie biegała, była na diecie z Raju, czy brałabym codziennie zimny prysznic, czy układałabym na talerzu pomidory w piramidkę czy wachlarzyk, i czy nadal byłoby to dla mnie wciągające, czy CODZIENNIE ORAŁABYM W CISZY na bezludnej wyspie?
Jeśli Twoja odpowiedź brzmi „nie”, Twój cel jest niemal w 100% mimetyczny.
Upewnij się, że nie wpadłaś w pułapkę tak zwanego antymimetyzmu.
Czasami, gdy widzisz, że wszyscy gonią za korporacyjnym sukcesem i pieniędzmi, postanawiasz rzucić wszystko i wyjechać surfować na Bali lub medytować w ashramie.
Zadaj sobie tylko pytanie:
„Czy robię to dlatego, że to kocham, czy po to, by udowodnić ludziom z tradycyjnymi celami, że jestem od nich lepsza i nie zależy mi na ich materializmie?”.
JEŚLI TWOJE DZIAŁANIE JEST TYLKO NEGATYWNYM ODBICIEM CUDZYCH ZACHOWAŃ, NADAL JESTEŚ OD NICH UZALEŻNIONA
Gdy porównujesz się z innymi ludźmi, łatwo wpaść w pułapkę łatwo mierzalnych, powierzchownych wskaźników sukcesu: kasy, statusu, wyglądu, rodzaju Janusza na sofie, i czy on w ogóle tam siedzie, czy liczby obserwujących.
Aby się od tego uwolnić, przefiltruj swój cel przez wyższe wartości, takie jak miłość, prawda czy wdzięczność. CZY CENTRALNIE POTRAFISZ CZUĆ COŚ TAKIEGO, GDY SOBIE ORZESZ W CISZY.
Jak realizacja tego celu wpłynie na poziom miłości i wdzięczności w moim życiu i życiu moich bliskich?
Czy dążenie do tego celu jest zgodne z moją prawdą, czy opiera się na strachu przed oceną innych?
Bo jeśli postanowiłaś założyć SUSHI yyyy … osiedlowe i nazwać go, a co: OSIEDLOWE SUSHI. Aaaa
Sushi w swojej idei wytworne, precyzyjne, matematyczne, eleganckie, ale u Ciebie z swojskiej niechlujności przystrojone, niedbale przycięte.
Nadreprezentacja ryżu, niedoreprezentacja ryby, stercząca zewsząd sałata, stary imbir, jak ktoś się uprze można to nazwać sushi BEZ KREATORA SMAKU, więc jakże autorskie, swojskie.
Brakuje tylko trochę szprotów, zasmażki, dobrze by było, gdyby tu i uwdzie zabłąkał się jakiś kartofelek ze słoninką.
Z braku glonów, obwiążę to wszystko w kapustę, uszczelnię sznurkiem pakowym i porąbię siekierą na mniej więcej równe kawałki. Sushi osiedlowe, jakże autorskie.
Faktycznie to nie jest MIMETYZM, ZERO MIMIKRY W AZJATKĘ. No mega 😀

Na zawsze Twój

Powiązane artykuły
Komentarze
Ta piękna blond sierść od czego proszę Pani?
A jelita?
A pozostała tkanka łączna?:)
Polecamy bardzo szlachetną Witaminę D3+K2 TiB
DOBRY Cynk TiB daję cynk, że cynk:)
Szpinak zawsze jedz bio Idealny sproszkowany Szpinak This is BIO załatwia sprawę:)
Idealny do 4 szklanki!
Panna Młoda nienażarta Szpinaku This is BIO
Cap Martin sp. z o.o. przeprasza Panią Justynę Lichtenberg że przez wiele miesięcy naruszane były na portalu https://pepsieliot.com/ prawa autorskie do pisanych przez nią artykułów, materiały były bezprawnie przerabiane sugerując autorstwo innych osób, a w miejsce jej autorstwa wskazywane były osoby trzecie w tym Pepsi Eliot. Spółka wyraża ubolewanie za zaistniałą sytuację oraz oświadcza, że naprawiła szkodę oraz wypłaciła stosowne zadośćuczynienie za wyrządzoną krzywdę zgodnie z wyrokiem Sądu


Sierżant Eliot Sierżant Eliot jest dowódcą Elitarnego Oddziału Nieprzeciętnych Dziewczyn, które każdego dnia w ciszy alchemizują, świadomie krystalizują swoje życie spełniając marzenia.
Odważnie, w ciszy, w orce, w największym dobrostanie jaki daje wejście we własną MOC!
Blog pepsieliot.com nie jest jedną z tysięcy stron zawierających tylko wygodne dla siebie informacje. Przeciwnie, jest to miejsce, gdzie w oparciu o współczesną wiedzę i badania, oraz przemyślenia autorki rodzą się treści kontrowersyjne. Wręcz niekomfortowe dla tematu przewodniego witryny. Jednak, to nie hype strategia, to potrzeba.

Cześć Pepsi! Mam do Ciebie trochę nietypowe pytanie, ale pomyślałam właśnie o Tobie, bo wiele razy Twoje odpowiedzi i sposób patrzenia na różne rzeczy były dla mnie bardzo trafione. Jesteś też dla mnie w pewnym sensie wzorem do naśladowania, więc jestem ciekawa, jak Ty spojrzałabyś na mój dylemat. Oczywiście wiem, że nie znasz całego kontekstu, ale może powiesz coś, co otworzy mi jakąś klapkę w głowie.
Od jakiegoś czasu rozwijam swoją markę. Działam konsekwentnie w social mediach, tworzę i sprzedaję swoje produkty i coś tam się sprzedaje, ale na razie jest to raczej kapanie niż poziom, z którego mogłabym się utrzymać. Jednocześnie bardzo widzę swoją przyszłość właśnie w tym.
Jakiś czas temu wysłałam też taką intencję do wszechświata, żeby pokazał mi drogę, oczywiście przy założeniu, że ja sama pozostaję w działaniu. I mniej więcej od tego czasu w mojej „starej” pracy (mam działalność, tylko w zupełnie innej branży) zaczęli odpadać klienci, kończyć się współprace itd. Trochę zakładałam, że taki etap może przyjść, ale kiedy zaczyna dziać się naprawdę, pojawia się gula w gardle i odzywa się część mnie, która zwyczajnie się boi.
Mam oszczędności, około 100 tys. zł, nadal coś zarabiam, więc nie jestem pod ścianą. Ale czuję, że stabilność, do której byłam przyzwyczajona, zaczyna się chwiać, a nowa marka jeszcze nie zarabia wystarczająco dużo, żeby ją zastąpić.
I mam właściwie dwa pytania.
Pierwsze: co zrobiłabyś z tymi wątpliwościami i lękiem? Bo zauważam u siebie coś paradoksalnego – właśnie kiedy najbardziej chciałabym ruszyć do przodu, zaczynam się rozbiegać. Mam milion pomysłów, wszystko zapisane, wiem, co mogłabym zrobić, a potem potrafi minąć cały dzień i realnie robię bardzo mało. Jakby napięcie zabierało mi sprawczość.
Drugie: bardzo ciągnie mnie teraz do jakiegoś wyjazdu solo albo kobiecego retreatu. Mam partnera, ale czuję potrzebę pobycia gdzieś sama ze sobą. I tutaj znowu włącza mi się głowa: „masz niepewną sytuację zawodową, powinnaś teraz trzymać pieniądze, a nie wydawać je na wyjazdy”. Więc trochę stoję jak ten Rumun na skrzyżowaniu – z jednej strony czuję, że coś takiego mogłoby mi bardzo dobrze zrobić, z drugiej boję się ruszyć oszczędności.
Przy tym wszystkim staram się naprawdę dbać o siebie – odżywienie, ciało, ruch, odpoczynek, cały ten mój „avatar” – ale właśnie w głowie pojawiło się ostatnio sporo znaków zapytania.
I jest jeszcze jeden temat, który gdzieś nad tym wszystkim wisi: mam 37 lat i nadal nie wiem, czy chcę być mamą. I tutaj też nie bardzo umiem znaleźć kierunek, który pomógłby mi dojść do własnej odpowiedzi, zamiast tylko krążyć między „tak” i „nie”.
Gdybyś miała spojrzeć na to wszystko z boku – co byś mi powiedziała? Będę Ci bardzo wdzięczna za każdą myśl. ❤️
Kochana to grubsza rozkmina, dlaczego Cię nie ma w Eliotarium? Przynajmniej miesiąc popracować ze mną słuchając live, zadając pytania (wszystkie live 3 razy w tygodniu dotyczą Twoich tematów) Tu masz link do Eliotarium (moja platforma subskrypcyjna) , jakby co, taki mieiśeczny na szybko: https://sierzanteliot.com/produkt/miesiac-w-eliotarium/
Albo już przez stronę zewnętrzną https://sierzanteliot.com/start_eliot/ – 3 opcje do wyboru
Masz też masę moich e-booków i warsztatów/kursów na https://sierzanteliot.com/
A tutaj odpowiem Ci na fundamentalną okoliczność Twoich nazwijmy to wyzwań życiowych: …” Bo zauważam u siebie coś paradoksalnego – właśnie kiedy najbardziej chciałabym ruszyć do przodu, zaczynam się rozbiegać. Mam milion pomysłów, wszystko zapisane, wiem, co mogłabym zrobić, a potem potrafi minąć cały dzień i realnie robię bardzo mało. Jakby napięcie zabierało mi sprawczość …”
To żaden paradoks, Droga Joasiu, to klasyczny nadmierny potencjał i ucieczka umysłu w zamrożenie.
Wysłałaś intencję o nową drogę, więc Wszechświat czyści stary stolik (odpadają dawni klienci).
I w tym momencie Twój umysł (podświadomie pod wpływem ciała i ego, które zawsze chcę Cię zatrzymać na skrzyżowaniu) dostał paniki.
Zamiast zrobić jeden realny krok, zaczyna udawać zajętość.
Teraz produkuje milion pomysłów i planów, bo dopóki planujesz, jesteś bezpieczna przed oceną i porażką.
Napięcie zabiera Ci sprawczość, bo nadałaś nowej marce rangę sprawy życia i śmierci.
Masz 100 tysięcy na koncie, a zachowujesz się, jakbyś stała pod mostem.
Zejdź z ważności.
To jest tylko gra w 3D, a nie walka o przetrwanie.
Wybierz JEDNĄ rzecz dziennie, która realnie przynosi efekt lub kontakt z klientem, i zrób ją od razu, bez obrabiania w głowie całego imperium.
Zauważ ucieczkę.
CIĄGNIE CIĘ NA RETREAT SOLO GŁÓWNIE DLATEGO, ŻE CHCESZ LEGALNIE UCIEC OD DYSKOMFORTU BUDOWANIA NOWEGO.
Sama zamówiłaś remont, więc przestań panikować, że kurz leci i stare meble znikają.
Zrób ten jeden nagi ruch zamiast kolejnej notatki w zeszycie.
🪐💚