Żonaci, albo prawie żonaci, grający na dwa fronty, chcący tylko uprawiać seks
  • 44Autor:44

Żonaci, albo prawie żonaci, grający na dwa fronty, chcący tylko uprawiać seks

Dodano: 32

Wszystko co Ci się przydarza na planie tej gry, tworzysz swoimi myślami. Rzeczywistość jest Twoim lustrem, a tego odbicia nie da się oszukać. Jednak każda zmiana myślenia sprawi, że po pewnym czasie obraz się zmieni. I taki komć Moje ego robi ze mną co chce. Całe moje jestestwo skupia się na tym, że nie jestem w stanie funkcjonować w związku, w sensie żadne mi nie wychodzą. Faceci pojawiają się i znikają na miesiąc, góra 3. Raczej traktują mnie jak zabawkę, a jak któryś traktuje mnie poważniej, to albo kompletnie i totalnie mi nie odpowiada i w jego obecności dostaję „wkurwa”, albo jak skłonię się ku rozsądkowi, bo inteligentny, niebrzydki, dba o mnie, to nie ma kompletnie chemii, w łóżku jest do bani i też się rozsypuje. Już nie wiem co jest ze mną nie tak, czy jestem trędowata? Mam jakąś skazę na duszy, charakterze? A obiektywnie jestem ogarnięta, niebrzydka, zadbana, wykształcona, i zawsze słyszę zdziwienie, że nie mam nikogo. A z drugiej strony faceci jacy do mnie ciągną, to praktycznie same przebrzydłe żmije i oszuści. Żonaci, albo prawie żonaci, grający na dwa fronty, chcący tylko mnie przelecieć. Zaczynam nimi gardzić. W mojej głowie jest kompletny chaos. Jak mam ruszyć ze skrzyżowania? HELP
Wszystko, co się dzieje na niby kłopotliwego, zawarte jest w pierwszych dwóch zdaniach, a przede wszystkim w jestestwie, które skupia się na "niewychodzących" związkach. Bo co innego mogłabyś zobaczyć w lustrze własnej rzeczywistości? Zawsze zobaczysz, to co myślisz, a myślisz zgoła obsesyjnie, że faceci, których spotykasz to "przebrzydłe żmije i oszuści, i chcą Cię tylko przelecieć". I takich właśnie yyy ... spotykasz. Jesteś całkowicie pod wpływem przekonań i lęku o samotną przyszłość, dlatego ego niczego innego nie może wypocić, niczego ponad to, co Ci podpowiada. No więc myślisz właśnie to, i to otrzymujesz. Wszechświat daje Ci zawsze to co myślisz. Starcy myślą o tym, że są starzy, że niewiele mogą zdziałać, zresztą życie teraz to kiszka, kiedyś to było o ho ho, i otrzymują te rzeczy w lustrze rzeczywistości. Otrzymują kiszkę. A Ty jeszcze dodatkowo piętrzysz swoją ważność, porównujesz się z innymi, gorszymi, brzydszymi, mniej wykształconymi, którym udało się wyhaczyć fajnych chłopaków, mężów, przyjaciół, kochanków, cokolwiek. A każde porównanie, poczucie nieodoborowości tylko podbija potencjały i życie łup. Otrzymujesz kolejnego zdrajcę w pakiecie z żółtą piętą.

Jest taka propozycja dla Ciebie, miej zamiar siebie pokochać, bo Ty nie kochasz siebie. Ludzie, którzy kochają troszczą się o tych, których kochają. Ty się nie troszczysz o siebie. Narażasz swoje uczucia na niskowibracyjne doznania, swoją pochwę narażasz na kontakt z penisami należącymi do osób, których również nie kochasz. Używasz bardzo istotnego fragmentu swojego awatara, żeby sprawdzić coś co, od początku wiesz, że nie działa. Zresztą nie pokochasz nikogo naprawdę, dopóki nie zaczniesz kochać siebie. Zamiar pokochania siebie, to może być jeszcze za mało, bo zacznie się rozkminianie siebie i piętrzenie potencjałów się zacznie. Trzeba je rozproszyć działaniem. Proponuję, żeby pierwszy krok, to była jakaś zmiana w Twoim wizerunku, może magiczny tatuaż, może zmień swoją szafę? I, gdy łaziłaś w mini i szpilkach przerzuć się na styl Acne, luźno, wintydżowo, dresiarsko, ale wyrafinowanie. Wskocz w adidaski. A gdy odwrotnie, bujałaś się w skejterskich gaciach z krokiem w kolanach, ubierz się w coś lekkiego. Nie pokazuj tyłka, ani piersi ale skontaktuj odzież z ciałem. Zaakceptuj wszystko, zgódź się na siebie taką jaką jesteś Bridget. Te działania, owszem matrixowe dla swojego awatara, będą już jakąś formą troski, rozkochania się w sobie. Dołóż dobre suple, odżywczy pokarm, wodę w dużych ilościach i powiedz sobie szczerze to, co myślisz teraz. W tym momencie, gdy zaczniesz siebie kochać, inaczej spojrzysz na świat i na mężczyzn. Gdy kochasz siebie rozumiesz, że jesteś doskonale skończona, że nie jesteś niedoborowa, co oznacza, że tak naprawdę nie potrzebujesz nikogo obok siebie, aby być szczęśliwą i spełnioną. Że jest idealnie tak jak jest.

W jednym momencie odpadną od Ciebie mężczyźni, którzy szukają niedoborowych kobiet, wolących zagówniony związek niż żaden. Faceci to wiedzą, a żonaci wiedzą swoim penisem, niby siódmym zmysłem, absolutnie bezbłędnie. Nie zbliży się taki teraz do Ciebie, bo jakby usiadł na kaktusie, wie, że byłyby tylko kłopoty. Ta laska nie zechce byle czego, erzacu, namiastki, surogatu. Ona siebie kocha, nie zrobi tego sobie. Będę miał z nią kuku, spadam. Gdy zajmiesz się sobą, naprawdę swoimi sprawami, a nie przyduszaniem siebie, rozglądając się za własną drogą, mimochodem zejdziesz z tego skrzyżowania, na którym ugrzęzłaś i ruszysz do własnego celu. Ludzie, którzy kochają siebie, potrafią dawać i kochać innych, nie podbijają swojej ważności, bo nie mają parcia na szkło, po prostu promienieją gdziekolwiek się pojawią. Kochając siebie zmienisz spojrzenie na otaczający Cię świat i ludzi, przestaniesz widzieć tylko pojebów, po prostu zobaczysz jasność. I prawie wkrótce (nie bądź niecierpliwa, bo rzeczywistość materialna ma swoją dość dużą oporność), niczego nie poganiaj, nie naciskaj, nie napinaj cięciwy łuku, na luzie, lewą nogą do lusterka, wtedy gdy najmniej się będziesz spodziewać, z włosami odrobinę nie ten teges, z pryszczem na brodzie, może nawet spocona i czerwona na siłce, spotkasz go.

Co dziwniejsze, pojawią się jeszcze inni, ale Ty nie będziesz miała żadnych wątpliwości.

z miłością.

 32
  • Marza   IP
    Hej, Pepsi pewnie nie odpiszesz...
    Dodaj odpowiedź 0 0
      Odpowiedzi: 1
    • Paulina87   IP
      można i czy warto pracować nad pewnością siebie? Czy to jest ważne ? I czy to pomoże ograniczyć te „złe mysli” ? Nie jest dobrze czuć się lepszym od innych by nie piętrzyć potencjałów , ale tez równie zle jest czuć się niedoskonałym. Gdzie jest ten złoty środek? I jak przestać porównywać się z innymi kobietami ? Czy to nie przyciąga do związku tych innych kobiet?
      Dodaj odpowiedź 0 0
        Odpowiedzi: 1
      • JOT   IP
        hej Pepsi
        od pół roku stosuję się do miłości ponad wybryki drugiej połówki....
        półroku temu dowiedziałam się o romansie męża.....mówił, że przestał....a teraz wyszło że praktycznie od początku związku miał masę kobiet z którymi wchodził w  romansowe relacje- najbardziej lubił faze uwodzenia.....gapił się na kobiety, uprawiał z jedną co najmniej seks......przyznał się jak nakryłam jego maile do jednej z nich......meile, które bolą jak cholera- bo to kłamstwo i zdrada do żywego - oszukiwał mnie i zapewniał, że nie ma nikogo a w tym czasie dzwonił do swojej kolejnej osoby, której potrzebował do podbudowania ego??? mówi, że nie ma nad tym kontroli i czuje się jak gówno, że kocha mnie i dziecko...ale nie umie tego okazywać. możliwe, że to nałóg- seksoholizm- nie wiem, albo jakies zaburzenia osobowości.......
        siedzę i myślę od miesiąca- nawet mu powiedziała, że kocham i współczuję i jestem z nim i ze mu pomogę, bo chce z tym skonczyc........naprawde bardzo mi go żal.....
        z drugiej strony nie wiem, czy może on znowu mnie nabiera i okłamuje i co jest tak naprawdę prawdziwe.
        nie boję się, ale nie wiem czy chce takiego życia. chce by nasze dziecko miało ojca, bo to ważne, tylko czy to wszystko ono czuje podswiadomie ( ma dopiero 2 miesiące:-((((
        Pepiakumój kochany....strasznie to wszystko boli....staram się trzymać i wiem, że emocje mijają i że tak naprawde spokój jest ważny......ale nie wiem czy mam siłę żyć z kimś takim. kocham go- bo pewnie też coś we mnie powoduje, że litowałam się nad pokrzywdzonymi........broniłam ich....

        wydaje mi się że potrafiłąbym stworzyć super relacje z facetem- jestem mądra i otwarta- nie fochuje się i nie jestem czepialska szczególara..........ale nie wiem co mi pisane....nie wiem co począć...na razie nic nie robię......ale dopada mnie uczucie- takiespokojne, że już nie chcę tutaj być...na tym kretyńskim świecie- ja tu nie pasuję........nie mam siły, chciałabym mieć tę harówkę już z głowy......tym bardziej że życie z seksoholikiem jest pierońsko trudne- tak czytam z różnych żródeł......jak chronić siebie??? kiedy ja zawsze dla innych....... pomóż proszę, wesprzyj słowem

        z miłością JOT
        Dodaj odpowiedź 0 0
          Odpowiedzi: 2
        • Marzenka   IP
          Ja tam postanowiłam zacząć wypełniać swoje życie tym co kocham i co mi sprawia radość, wolę to  niż marnowanie czasu w jakimś związku, czy związkach które niczego nie wnoszą pozytywnego tylko same nerwy. Żyję sobie z dnia na dzień, już trwa to sporo czasu, nie poznalam nikogo, nic się nie wydarzyło, mam to gdzieś bo mam super hobby i nie wyobrażam sobie że jakiś samiec mi to zabierze. I jest fajnie dopiero teraz, bo się wreszcie niczym nie przejmuję. A jak komuś coś nie odpowiada to jego problem nie mój.
          Dodaj odpowiedź 0 0
            Odpowiedzi: 0
          • Paulina87   IP
            W odniesieniu do komentarza, potwierdzam! Tak to działa i lepszej rady nie można udzielić tej kobiecie jak poprawa związku ze sobą samą. To był mój pierwszy krok by stać się tarcza „antydupkowa” oczywiście z przymróżeniem oka ?

            Czytam pierwsze zdanie, niby takie oczywiste, niby wiem od jakiegoś czasu ze tak a nie inaczej to działa, ale mimo tego czuje się jakaś olśniona za każdym razem.

            Wiem, ze zazdrość to niska wibracja, jakoś odzwyczajam się by ja czuć. Ale dość często mysle o byłej kobiecie mojego partnera. Co więcej zdarzy mi się „podglądać” ja w wirtualnej rzeczywistości. I ona tez dość często się przewija w moim życiu, wiem ze mój
            partner nie chce być z nią, czuje to. Ale tez czuje ze w jakimś stopniu coś mu daje kontakt z nią, gdyby to było zdrowe i przyjacielskie not my buissnes. Ale ona po każdej rozmowie robi sobie nadzieje na coś więcej, wpycha się między nas. Można powiedzieć, ze robi się z tego malutki odcinek telenoweli, czuje ze ona chce być na moim miejscu,
            Teraz czy to moja delikatna obsesja na jej punkcie powoduje ten stan? Albo jak się wyleczyć z tego? I czy to jest tylko moja kwestia i mojej głowy czy jednak to ze mój facet pozwala jej być może tak myśleć tez jest moim problem. I co jeśli w sercu nie boli mnie to gdy dowiaduje się o jakiś spotkaniach, ale mam potrzebę żeby on lekko czuł się winny. Nie bawi mnie rola kata, ale odczuwam przyjemność przez chwile gdy on się biczuje przede mną, gdy przeprasza etc.

            Z jednej strony myśle, ze nie mogę pozwolić na takie sytucje, i w jakimś
            Stopniu należy pokazać charakter, ale czy w prawdziwej miłości jest miejsce na gierki damsko męskie? I co jeśli w duszy nie cierpie ale mam ochotę by on czuł sie winny i chwile program w role „ pokrzywdzonej”? I co robić jeśli chce się tego faceta, ale jednocześnie nie podoba się gra w troje?
            Dodaj odpowiedź 0 0
              Odpowiedzi: 1

            Czytaj także