Jadę na oparach, mąż nigdy nie chce wyjść do klubu, ani zdobić choinki ...
  • 44Autor:44

Jadę na oparach, mąż nigdy nie chce wyjść do klubu, ani zdobić choinki...

Dodano: 55
people/ pepsieliot.com
people/ pepsieliot.com
W odpowiedzi 5 rzeczy z matrixu gry 3D i 5 rzeczy z transcendencji.

Widzę opętaną przez ego kobietę bluszcz, która swój spokój i szczęście wiąże z innymi, oczekującą, roszczeniową, z pretensjami, nierozumiejącą, że przez cały czas szuka tyczki, żeby się wokół niej okręcić, a i tak czuć się niespełnioną i niedoborową. Wprowadzającą chaos, podwyższającą entropie, bezrefleksyjną. Ślizgającą się po powierzchni matrixu jak nierozumna łyżwa. Jednym słowem głęboką uśpioną osobę podczepioną pod wahadło destrukcji z nałożonym pakietem, programem oczekiwań, wyobrażeń, niezrozumienia. Też ją widzisz?

I taki komć

Jadę na oparach. Próbowałam zmienić myślenie i zasady. Podejść do wszystkiego z empatiaą. Nawet jeśli chodzi o wyjścia, był czas kiedy go przymuszałam, robiłam focha, awanturę, później był czas, gdy zrezygnowałam, bo nie chciałam sie kłócić. Od kilku lat próbuję sama sobie organizować wyjścia w towarzystwie dziewczyn, ale on uważa, to nieraz za zdradę, zagrożenie dla naszego związku, powinnam umówić się na śniadanie, na lunch, skoro potrzebuję się wygadać (niestety nikt nie ma czasu wtedy).
Uważam, że skoro nie lubi tańczyć, jest przemęczony, nie bawi go już nocny klub, nie powinien mieć żalu, czy pretensji gdy robię to ja. Wielokrotnie jestesmy obok siebie, bo jego wessie komputer, a ja co mam robić? Taka jest często nasza niedziela, oprócz ćwiczeń, posiłków, jakiegoś filmu, kisimy się w domu. Nie mamy dzieci, więc moglibyśmy spontanicznie wyjść, nie pijemy często, więc on uważa, że to niepotrzebne, ja mogłabym nawet przy soku posiedzieć. Dlaczego mam byc o 18 w domu? Wiem, że nie powinnam sie porównywać, ale koleżanka wychodzi prawie codziennie, nie mają dzieci, bawią się z innymi ludźmi. U mnie to zawsze wielkie nagabywanie.Zaczynam myśleć, ze kompletnie się nie dobraliśmy, że duszę się, że dobrze jest wtedy, gdy idziemy po jego myśli (on uważa, że jest po mojej), ale jak po mojej, skoro całe miesiące wychodzimy (jak już) niby grzeczne dzieci we wczesnych godzinach i szybko do domu. Już nie wiem jak to ugryść. Przejadło mi sie. Jest mi źle, szkoda mi nas. Chodzi obok mnie, chce się przytulić, uśmiecha, nagabuje, a we mnie te wszystkie myśli od kilku tygodni rozrastają się, jak trujacy grzyb.

Możliwe, że to moja wina, że tak go nauczyłam. Idą święta, nawet choinki nie ubrałam, chorowałam, miał wolne, a do tej glowy nawet nie wpadnie, że mógłby sam ubrać, podpytać gdzie co jest. Od dwóch dni czuję się lepiej i czekam … bezczelnie czekam czy może zapyta. Co prawda na Wigilię idziemy do rodziny, ale czy on nie ma nic świątecznego w sobie. Ludzie od tygodni gotują razem, jeżdżą na zakupy, ja robię to sama, a jeśli chcę go bardziej zaangażować, typu ja gotuje, ty sprzątnij, albo ja gotuję, a ty podjedź do dwóch sklepów, to on staje okoniem. Czy ten związek jest skazany na zagładę? Żal mi go, siebie, nas. Wiem, że nikogo się nie zmieni. Byłam 13 lat z alkoholikiem, poszłam na terapię, odeszłam. Byłam sama, i chciałam być sama. I nagle on, uparty, zdobywający. Po latach życia z kimś, kogo obchodziła tylko wódka (zachowywał się zawsze jak otumaniony) i stosującym przemoc psychiczną obwiniajac mnie za swoje niepowodzenia… nagle pojawił się ktoś dla kogo bylam Kimś Najpiękniejszym, Najmilszym na świecie. Zakochałam się pierwszy raz w życiu. Wcześniej nie potrafilam, byłam skrzywiona przez rodzinę, przez inne związki, także z koleżankami. Jak już było coś dobrego, to psułam, na zasadzie, że i tak pewnie  na to nie zasługuję. A tu było inaczej, może dlatego na to i owo przymykałam oko. Może się starzeję, chciałabym się pobawić itd, a tu mam być domatorem i jeszcze większość rzeczy robić sama. Sorry. Pewnie czytasz to jak bełkot. Chce mi się wyć.
Ja też sorry, ale walnę z grubej rury, owszem, ale na oparach absurdu, niezrozumienia, snu jedziesz. To oczywiste, że w Twoim komencie nie ma ani jednego zdania pochodzącego z Twojej duszy. Dusza schowała się głęboko  do mysiej nory i nie ma teraz do niej dostępu. To skomentowało okropnie męczące ego, wymęczyć potrafiło tylko ego, wymącić ten komentarz, tak ono. Ego w pretensjach, w dygotach, w roszczeniach, ego podupadłego prawnika z popularnych książek Grishama, zawiłe, pokrętne, niby logiczne, a oskarżenie oparte na sofizmie, błędzie w założeniu: o co tak naprawdę kaman w tej grze? Postrzegasz się jako ofiarę, dlatego rzeczywistość zawsze pokaże Ci w Twoim lustrze kata, nawet gdy nie ma on nic wspólnego z katem, Ty jesteś w stanie zobaczyć w nim oprawcę i cierpieć. Cały Twój komentarz zatopiony jest po szyję w matrixie, jesteś miotana wahadłami destrukcji, podczepiasz się pod cudze wahadła sądząc, że macie wspólny cel. Śpisz snem głębokim jak zaprogramowana przez system policjantka. Dobra, kończę z tym, mam nadzieję, że martini wstrząśnięte, nie zmieszane.

Powiem Ci jak jest, zgodnie z moją "teorią wszystkiego", aby Cię zainspirować do stworzenia własnej "teorii wszystkiego".

5 rzeczy na poziomie matrixa

1.Pustość, ucieczka przed byciem ze sobą po prostu, brak pasji, brak kreacji, wielka nuda

Wychodzenie do klubu, gwar, plotki, naśladownictwo, harmider, to nie jest świadoma gra. To są senne majaki, udawanie życia. To nie jest zrozumienie, a wręcz przeciwnie, jest to kontynuacja uciekania od siebie, strach przed pustką życiową, ewolucja zostaje zatrzymana. Można to robić oczywiście, i niewątpliwie może to sprawiać przyjemność ego, a nawet duszy, ale powinno się t0 robić świadomie, z pozycji obserwatora. Powinno się wiedzieć czym to jest, a Ty tego nie wiesz, nie jesteś świadoma tego dlaczego tak bardzo źle się czujesz w domu, gdy kochający Cię mąż siedzi obok zanurzony  w kompie. Jednak możesz podejść, poczuć jego ciepło, podrapać za uchem, okazać bliskość. Ty nie, Ty widzisz zło i oskarżasz.

2. Niezrozumienie działania awatara płci męskiej

Mężczyzna najczęściej niczego się nie domyśli, dlatego należy jasno przedstawiać to, o co się go prosi. Nie, raczej sam z siebie nie ubierze choinki, i nie jest przez to ani gorszy, ani lepszy od tych, którzy jednak na to wpadną, po prostu jest jaki jest.

Mężczyzna nie przyzna się otwarcie, że jest zazdrosny. Zwyczajnie  boi się, że wieczorne wyjścia z kumpelami mogą się skończyć mimowolną okazją do poznania kogoś innego. I trzeba przyznać, że zdarza się, że tak się kończą takie eskapady. Mężczyzna ma swoje cele (w sensie pragnienia, marzenia), cel główny. Znasz je? Nie, bo Ty jesteś skupiona tylko na własnej ważności.

3. Bardzo wysoka własna entropia, totalny chaos, brak informacji

Od rana do wieczora zajmujesz się jątrzeniem swojego ego. Nie masz pojęcia, że wszystko jest inne, tylko Twój filtr jest zabrudzony, zapchany paprochami matrixu. Jesteś zaprogramowana na malkontenctwo, niezadowolenie, szukanie kwadratowych jaj, a to wszystko przez to, że rozwalają Cię na łopatki Twoje ego w parze z przekonaniami. Śpisz snem głębokim, siedzisz okrakiem na skrzyżowaniu i nie robisz jednego kroku gdziekolwiek. Nie rozumiesz tego co się dzieje. Obraz rzeczywistości, który otrzymujesz w swoim zwierciadle jest odbiciem Twoich płaskich myśli, niezadowolenia, i każdego dnia to otrzymujesz. Każdy otrzymuje dokładnie to co myśli, bo tak działa ta gra, Ty ją tworzysz.

4. Brak pasji, własnego celu

Chodzenie do klubu to nie pasja, to tylko forma sybarycji, hedonizmu, ludyczności, nic złego, ale też nić dobrego. Jednak to nie jest Twoja droga, to jest cudza (wahadła) droga. Gdybyś kochała taniec, byłaby to forma Twojej kreacji, po prostu byś tańczyła, z miłością realizowała się w tańcu. Nie wiesz, co naprawdę kochasz robić, łapiesz więc erzace, namiastki, surogaty, mile łaskoczące ego próżnością, plotkami, łatwością, brakiem treningu intelektualnego.

5. Siedzenie na karku drugiego człowieka i dyszenie mu do ucha

Trzeba powiedzieć sobie szczerze, że nie masz pojęcia o co w tym wszystkim chodzi, dlatego znalazłaś winnego. Tak działa ego, szuka winnego swojego kijowego (według ego) życia. Tymczasem drugi człowiek nie służy do realizacji naszych celów. Nie pojawił się tutaj, żeby nas zadowalać. Pojawił się, podobnie jak Ty, żeby doświadczać, uczyć się, rozumieć, i trenować obniżanie entropii, czyli ujmować chaosu, dzięki czemu otrzymać coraz więcej danych. Twój mąż, podobnie jak Ty przybyliście tutaj aby doświadczać i ewoluować. Nie ma przypadków, po coś żeście się spotkali. Skorzystaj z tej okazji do wzrośnięcia.

Wyjaśnienia na poziomie transcendencji

1. Zejdź chociaż na chwilę z siebie

Nie walcz ze sobą, zaakceptuj, ale zejdź z siebie, na tyle, na ile potrafisz. Wszystkie natrętne myśli, które atakują Twoją głowę, o tym jak bardzo jesteś pokrzywdzona, ile tracisz nie snując się po klubach, jak bardzo jesteś zaniedbywana przez partnera zanurzonego we własnym świecie, nie marzącego o tym co Ty, a więc ile razu te natręctwa zaprzągają Twój umysł, a następnie wywołują złe emocje, patrz na nie (na te natręctwa ) jak na suche liście spływające wzdłuż strumienia. Nie goń ich, daj każdej myśli po prostu odpłynąć. Z czasem po takim treningu będziesz mniej dręczona przez swoje własne ego.

Jasne, ze  to nie Twój mąż Cię dręczy, tylko Ty sama, Twoje wiecznie niezadowolone, malkontenckie ego  Cię zadręcza. zaakceptuj to, i przestań, zrób krok.

2. Zobacz jakieś plusy zaistniałej sytuacji

Jest jak jest. Czy potrafisz dopatrzyć się jakichś zalet w tej rzeczywistości? Przykładowo, że i tak czujesz, że jesteś kochana. Że jest to pretekst do poszukania celu w sobie, a nie na zewnątrz. Cokolwiek dobrego, gdy zaczniesz myśleć, po pewnym czasie (bezwładność materii 3D) myśli zaczną się urzeczywistniać. Któregoś dnia zobaczysz całkiem miły dla Ciebie obraz. To pewnik.

3. Piętrzenie potencjałów rozpraszaj czymkolwiek

Każde nawarstwianie potencjałów, które zawsze powstają przy porównywaniu się do innych, ciągłym ocenianiu męża, powrotów do przeszłości, narzekaniu z wystawianiem opinii, to wszystko właśnie nieustająco piętrzy potencjały. Siły równoważące działające w Wszechświecie muszą je (te różnice) wyrównać, bo tak jest skonstruowana ta gra. Każda z sił równoważących ma do wyboru, albo zrobić coś z Twoim mężem, albo z Tobą. Mąż zadowolony, niczego nie piętrzy, siłom bardziej po drodze jest grzmotnąć Ciebie. No i jesteś za chwilę jeszcze bardziej nieszczęśliwa. Wszystkim kumpelom karpia przynosi ich facet, z własnej woli silikonują parkiety, a wieczorem chętnie wywijają hołubce.

A u Ciebie stara bieda, a nawet jeszcze gorzej, bo zmywarka wysiadła, a ze świerka opadły wszystkie igły. Została tylko Twoja stara ważność, wciąż najważniejsza i bardzo wnerwiona.

4. Poznaj metodę na spuszczenie powietrza z balonika własnej ważności.

Dość szybko możesz zmienić swoją  sytuację, gdy raz, wyjdziesz od jej akceptacji. Jest jak jest, widocznie tak teraz ma być. A następnie zejdziesz z siebie. Całkowicie olejesz własną ważność i skupisz się tylko na zamiarze wewnętrznym swojego yyy ... męża. Jaki jest jego cel życiowy, a cele pośrednie? Do czego dąży swoją drogą? Jakie ma pasje? Całkowicie opuść swoją ważność, żale na temat własnej ważności, odpuść zainteresowanie sobą na korzyść zainteresowania się swoim partnerem. Ale, żeby nie przyszło Ci do głowy, żeby go zmieniać, po prostu skup się na jego potrzebach i pomóż (szczerze) mu je realizować.

Po pewnym czasie zdarzy się cud, zacznie się realizować Twój cel.

A może znajdziesz przy tej okazji coś naprawdę dla siebie? Pasję? To może być cokolwiek, co sprawi, że droga do celu staje się wspaniała już od pierwszego kroku. Raz za razem usłyszysz głos zadowolonej duszy, wyjdzie z mysiej nory, gdzie schowała się przed Twoim ego.

5. Rusz ze skrzyżowania.

No właśnie, świadomość.

Dzyń dzyń dzwonią dzwoneczki, dzyń dzyń jadą saneczki, budzisz się, najwyższa pora.

z miłością

 55
  • Inka   IP
    Na początku imprezowalismy razem. Pozniej nie moglam sie wygrzebac, dlatego że przerazala mnie konfrontacja z prawdą.
    Potem ja przestałam zupełnie. Wyprowadzilam sie pol roku temu.
    Lecze sie na chad, ale nie mam przekonania do diagnozy. Bo moje 'zrywy' brane za manie to bardziej proby wyrwania sie z marazmu, tyle ze chaotyczne. Na pewno jestem w stanie depresji, marazmu, otepienia i pustki z powodu balaganu w zyciu i utraty bliskich.
    Dodaj odpowiedź 0 0
      Odpowiedzi: 1
    • Inka   IP
      Juz nie.
      Dodaj odpowiedź 0 0
        Odpowiedzi: 0
      • Inka   IP
        Niestety tak. Zadzialalo moje współuzależnienie.
        Dodaj odpowiedź 0 0
          Odpowiedzi: 1
        • Inka   IP
          A co z mezem alkoholikiem?
          Nie ma awantur. Jest ciekawą osobą. No ale jest alkohol:/ Często i sporo. Co zrobić z takim odcięciem?
          Dodaj odpowiedź 0 0
            Odpowiedzi: 1
          • Rozczarowanka   IP
            "...Gdybyś kochała taniec, byłaby to forma Twojej kreacji, po prostu byś tańczyła, z miłością realizowała się w tańcu...: Nie powiedzial, ze nie tancze. Robie to jak mi w duszy gra. Tancze i spiewam gotujac, wlaczam ulubione piosenki i od razu mi sie lepiej pracuje. Bywa, ze to prawdziwy show. Rowniez przy muzyce pomasuje meza po ciezkim dniu w pracy. Ale czasem chce sie po prostu wyjsc i nie ma w tym niz zlego. Skoro ja potrafilam sie zmienic, nie ciagne meza na kazde zaproszenie, niektorzy dawno przestali nas zapraszac, skoro zle sie czuje w wiekszych tlumach ludzi, nie widzi sensu w takich zbiorowiskach to nic sie chyba nie stanie jak dla mnie on czasem wyjdzie skoro widzi jak mi sie to podoba. Na poczatku to robil. Nie namawialam do zabawy skoro nie lubi ale patrzyl jak plasal. Moze nie przesadzajmy z tym, by kazdy robil to co lubi bo ja nauczylam sie robic wiele rzeczy bo lubi on, bo to jest dla nas dobre. To przeciez mile. Nie wymagam wiele. Prawda jest taka ze jak sie chce to mozna. I na tym to powinno polegac, ze nieraz robimy dla drugiej osoby to co ja cieszy.
            Dodaj odpowiedź 0 0
              Odpowiedzi: 1

            Czytaj także