Czy można niczego nie osiągnąć chociaż się napinasz jak cięciwa Larsa Andersena?
  • 44Autor:44

Czy można niczego nie osiągnąć chociaż się napinasz jak cięciwa Larsa Andersena?

Dodano: 56
transerfing/ pepsieliot.com
transerfing/ pepsieliot.com
Czy Zeland się myli w swoim Transerfingu rzeczywistości, czy też Ty błędnie interpretujesz sytuację?

Czy ktoś zalogował się do tej wirtualnej gry w celu chorowania na raka, cierpienia, utopienia się w tsunami, zaczadzenia się złomem piecykiem, życia w biedzie i tekturowym pudełku na ulicach, czy w kanałach, gdzie można cumować w takim M1? Czy raczej chciał się tu zalogować, żeby szurać adidasami Guci, czy klapkami Prada, i z nonszalancją wieszać je na dużym paluchu bez cienia dny moczanowej zarezerwowanej dla lunatyka matrixu, jego stryja, a więc wieszać złotego klapku i nim sobie machać na własnym jachtu, niechby i nie miał 100 metrów, kij z tym. A więc raczej chciał się ktoś zalogować do dobrobytu, z dala od krzesełka sprzed gabinetu alopatu, generalnie  chciał sobie pograć w golfa i być panną zgrabną, oraz wyluzowaną na zamążpójście, lub wręcz przeciwnie, szczęśliwie zaprzysiężoną. I czy jest jakiś na to sposób Zelanda, żeby to wszystko mieć bez wysiłku, bo Wszechświat to ma podobno dla Ciebie za friko, trzeba tylko puszczać slajdy o posiadaniu takowej wyspy i atolu z koralem na Malediwach, oraz patrzeć na realizm przez różowe okulary byle szczerze?

I taki komć

Historia znajomej dziewczyny: 4 lata temu trafiła do miejsca, które ponoć było świetne i niedostępne dla takich zwykłych zdolnych. Dostala sie z taką łatwością, że zastanawiała się czemu nie wystąpiła o stypendium i etat, ale dość szybko zreflektowała się, że z jej talentem da radę. Zaczęła z radością pracować nie oglądając się na innych, mglisty etat i jakiekolwiek zarobki. Przez 4 lata odwalała pańszczyznę (wymagane godziny) za wszystkich, to ją wzywano w przypadkach nagłych i zwykłego lenistwa kogoś na etacie (zdarzyło się, że pracowała, bo ktoś zabalował za bardzo). Ona jest autentyczną pasjonatką i praca tam, to było spełnienie marzeń, robiła, co kochała, i nie zważała na to, że nie ma etatu, że godzin robi się jej więcej niż komukolwiek na wstawanie o 4 i powrót po 23, bo dojeżdżała autobusami. W czwartym, decydującym roku wyciągnięto od niej wszystkie pomysły i wywalono. Dziewczyna do dziś nie odebrała papierów. Nadal uważasz, że zamiar wystarczy, i że nie pali się mostów za sobą? A w tamtym miejscu dostała przydomek Miss Naiwność. Co lepiej, brak stażu w tamtym miejscu, bo odmówiono jej podbicia i zaliczenia na koniec spowodował, że już nie może ubiegać się o pracę w tej branży. Za późno zaczęła i dopadł ją cenzus wieku. Więc już nigdy nie będzie w tej dziedzinie pracować. Przynajmniej w tym rozdaniu.
Miss Naiwność do niej przylgnęło, kochała świat, lecz świat nie zaczął jej tego odwzajemniać, wręcz przeciwnie, zaczęła dostawać kopy od innych, z początku słabsze, potem coraz mocniejsze (żeby ją zmusić do jakiejkolwiek reakcji), a ta uparcie durnie kochała dalej, z czasem zamykając się coraz bardziej z bólu. Najbliżsi szybko podłapali, że skoro nie mogą być z niej dumni (wywalili ją wszak z prestiżowego miejsca, facet ją zostawił i dzieci nie ma, ani nie robi tego co wszyscy, nawet mięsa nie je) to jest z nią coś bardzo nie tak. Zatem można ją wykorzystywać, olewać i okłamywać. Uparcie szuka pracy w jej stronach, ma za wysokie wykształcenie i w fajnych miejscach są przekonani, że zwieje i tak, i wolą kogoś z dużo niższymi kwalifikacjami. Na wyprowadzkę nie ma kasy, więc żyje na utrzymaniu rodziny, która nie widzi, że ona robi całymi dniami, tylko jej dowalają. I wcale nie dzieje się jej lepiej, więc … konkludując, czy Zeland się pomylił, czy Miss Naiwność po prostu jest wyjątkiem? W tej dziewczynie było tyle ciepła, że mnie rozczulała. Poznałam jej rodzinę i oniemiałam, żadnego dobrego o niej słowa. Jakby nie istniała. Zwiałam stamtąd z prędkością strusia pędziwiatra, ale coś mi nie daje spokoju i jakoś ta historia jest ważna dla mnie.

No i mamy historię yyy ... dziewczyńskiego Buddy?

Nie dla hollywoodzkiego efektu przytoczyłam właśnie tego komenta, tylko gwoli zatrzepania towarzystwem. Tak jak atrakcyjny wydał się Reptos, i tematy o złej masońskiej, iluminackiej, jaszczurzej gadzinie szły, jak ciepłe kajzerki, internetowe bułeczki postpolskie, tak właśnie rzuciło się towarzystwo na Zelanda, że te hawiry, te apartamenta, ba, te prywatne wyspy w tropikach, na Bali (bez plastiku), a wszystko lewą nogą do lusterka. Bez cienia kredytów, byle tylko z przekonaniem dłubać w nosie, i patrzeć pogodnie na teraźniejszość, wizualizując przed snem grusze na wierzbinach. To nie tak panowie nie tak. A jak? Tak, tak. Gdzieś zniknął prawdziwy powód, po który tutaj żeśmy się zalogowali do swoich awatarów, mianowicie, żeby pozbawiać się strachu, ego i przekonań, a w zamian zacząć kochać bezinteresownie i troszczyć się. Czyli obniżać entropię i otrzymywać więcej danych ze strumienia danych. Gdyby Świat był pełen awatarów o wysokim stopniu świadomości, nie byłoby religii, nie byłoby zmulania, że trzeba w coś wierzyć, czy dla odmiany nie wierzyć, ale jednak Świat jest pełen egotycznych strachliwców opętanych przekonaniami. Lęk, ego, przekonania, takie rzeczy wykorzystują religie. Bardzo łatwo podsycić lęk, podać ludziom przekonania jako ich prawdy, oraz łechtać ich ego. Stąd wzięły się religie. Jeśli dana religia chciała mieć popleczników wcale nie musiała wszystkich zaciukać, wręcz przeciwnie, byłoby to marnotrawstwem dusz, owszem trochę nastraszyć nie zawadzi, ale należało ludzi przede wszystkim połechtać, coś im dać na przynętę. To się robi bardzo łatwo, mówisz, że choina to symbol Twoich świąt. A skoro był to też symbol niby ciemnego ludu, automatycznie poczuł się on u Ciebie, jak u siebie na przypiecku u babki za pazuchą. I został zagarnięty przez wahadło religii takiej, czy owakiej. Im więcej popleczników ma wahadło, tym ma większe szanse na ogromną wyżerkę.

No dobra, Zeland to fizyk kwantowy, chociaż jak to z Rosjanami nic nie wiadomo, są fajni, inni, romantycznie po ludzku prawdziwi, a więc Zeland, który nie wygląda jak Vadim Zeland, bo to wynajęty aktor, ale to i tak bez znaczenia, ale Zeland dał Tobie, mnie, takie drzewko świąteczne, choinkę, to jest przynęta, że możesz mieć co chcesz. I to jest oczywiście prawda, możesz mieć co chcesz. Gdy nie masz poczucia winy, bo nie boisz się kary, więc możesz iść po trupach do celu i osiągnąć sukces finansowy ogromny dajmy na to. Hitler, Stalin, nadludzie Nitche'go, to mógł być brak poczucia winy, to się mogło sprawdzić, ale to raczej nigdy nie oznaczało braku strachu, gdyż to było ogromne ego. Na każdym kroku widać ludzi przestraszonych, egotycznych, z pełną pulą przekonań w gaciach, które biorą za swoje prawdy. I tak jest w tym przypadku. Opisałaś żywot świętego, taki jaki nam się podaje, bo to się sprawdza, sprawdziło się na zasadzie gościa, który złowił taką rybę, po czym ktoś opowiedział, że taaką, a następnie, że taaaaką, i może tak jest, może ryba była zajebiście duża, może było wskrzeszanie umarłych, to pestka dla systemu, może były uzdrawiania, Ty też możesz to robić, gdy pojmiesz czaczę, ale może było całkiem inaczej, może komuś potrzebna była taaaaka ryba, żeby  stworzyć religię. Nie jest moim celem prowadzić obrazoburczych dywagacji, wręcz przeciwnie, chcę Ci przypomnieć po co tak naprawdę tutaj się pojawiłaś. Błagam, nie mów, że po to, aby zamieszkać w willi. Nie ma w tym nic złego, dobrze, że awatary mieszkają w pięknych okolicznościach, śpią na miękkich piernatach bez ziarnka grochu, ale to tylko pestka w wiśni dla gościa co go rwie paluch. Zeland cały czas o tym mówi, ale ludziom w głowie zapada tylko choina, śliczna, wzruszająca, z błyskotą i łańcuchem z cynfolii, a chodzi o to, żeby zacząć się budzić. Gdy nagle obudzisz się bez lęku, powiedz szczerze, co będzie miał do tego pałac, karoca i pantofel z  kryształu swarovskiego? Wyższy system świadomości, być może zwany przez innych Bogiem, chce doświadczać za Twoim pośrednictwem, chce ewoluować. To dlaczego nie skopiuje siebie (pytasz rezolutnie), tylko wpuszcza tu do awatara jakąś nieudolną laskę, pannę Nikt, Miss Naiwość? Jak myślisz, po co się to dzieje? Nie może koleś wpuścić tutaj kawałek siebie prawie że doskonały, bo tak naprawdę my nie znamy nic doskonalszego od Boga, a więc napiszę doskonały kawałek siebie?

I ta laska by sobie, tak z Boska szła przez tę korporację, jak Budda wśród faryzeuszy, i by sobie tak nastawiała policzek? Czy z tego mogłaby być jakaś ewolucja? Czy Bóg miałby powielać siebie? Na kijaż pana? To tak, jakbyś skopiowała arcydzieło, dajmy na to Imię róży? Czy to by coś wniosło jeszcze lepszego dla ludzkości, takie dodatkowe 100 kopii Imię róży, Umberto? Nic a nic. Liczy się tylko tworzenie, pasja, powstawanie nowego, nie musi być porównywalne z genialnym, musi być indywidualne, twórcze. 100 kopii 100 lat samotności Marqueza nie ma wartości jednego sernika upieczonego z serca przez Agatę nogą zamiatę. Nie wiem, jak to dosadnie wytłumaczyć, widać, że się miotam jak piskorz, co to jest piskorz?, ale nie przez przypadek studiowałam termodynamikę. Wiem, że zachowujemy się tutaj jak gazy, a pojęcia entropii, entalpii, wąskich gardeł i spiętrzania ciśnienia, to pojęcia z termodynamiki gazów. Wszystko zamienia się w gaz, lód, skała, metal, takie są prawa dyfuzji gazów, to jest najbliższe zrozumieniu fizyki kwantowej. Ale Ty nie musisz niczego rozumieć na poziomie kwantowym, Zeland taktownie o nic takiego nie zahacza, ale też z tego powodu ludzie mają tendencję do tego spłycania. Bo jak to fajnie mieszkać w tej willi. Spoczko, nie nerwujsja, nie zamierzam odbierać Ci willi, uzdrawiania, lewą stopą do lusterka jachtu w dobrobycie mieszkaniu, ale chcę tylko delikatnie Ci przypomnieć dlaczegoś się tu zalogowała. Żeby przestać się bać, żeby zacząć się troszczyć o siebie, następnie z automatu o innych, żebyś miała jasność, że jeśli Ty tutaj nie ewoluujesz, to on tam, ten Bóg, też nie. Bo, gdy nie zatroszczysz się codziennie o porządek w pokoju, to porządek szlak trafi. Bóg musi ewoluować poprzez Twoje doświadczanie, poprzez Twoją troskę o siebie, czyli o własną miłość. Przyszłaś tutaj po to, żebyś przestała się bać, pozbyła się nabytych przekonań i własnego ego. Wracając do dziewczyny, którą opisujesz z taką dokładnością, żebym skumała, żebym uświadomiła sobie, jak bardzo nie działa Zeland, to powiem Ci, że jest to tylko sakramenckie niezrozumiałaś o co kaman. Gdyby zrobiła rzeczywiście tak, jak mówi Zeland, otrzymałaby efekty, o których mówi Zeland. Wahadła destrukcji zwabiły ją intratą. Zamiast oddać się w najem, zaangażowała się jak bojownik na barykadzie. Wahadło nigdy nie ma  tego samego celu co jego poplecznicy, to byłoby niezgodne z tym, czym żywi się wahadło. Gdy oddajesz się w najem jakiejkolwiek korporacji masz szansę rzetelnie spłacić zaciągnięty dług, ale nic więcej, szale są w równowadze. Ale, gdy chcesz oddać się całkowicie, to oznacza, że nie kumasz, że to nie jest Twoja droga. Strugaj wykałaczki siedząc na pustyni w oczekiwaniu na karawanę, której chcesz je spylić i będzie to bardziej owocne, niż jazda dyliżansem w charakterze pazia królowej.

Droga wahadła nigdy nie będzie Twoją drogą, to nie może mieć miejsca. Jak początkowy gracz w ruletkę, czy Black Jacka wygrywasz, bo taka jest podpucha wahadła, a następnie zawsze wygrywa kasyno. Nie ma Cię już w ostatnim rozdaniu. Droga i drzwi, którymi podąża wahadło to nie jest miejsce dla  koleżanki Miss Naiwność. Miała się oddać w najem, i w tym samym czasie poszukiwać własnej drogi, własnych drzwi, do własnego celu. Czy faktycznie cel wahadła był jej celem? Ewidentnie widać, że nie. Decydujący czwarty rok? I wtedy wypito z niej ostatnią kroplę krwi twórczej i wyrzucono na bruk wypompowany z kreacji balonik, który następnie wszyscy przydeptali, wykopali, sponiewierali? Skądżeś wyhaczyła tę historię Buddy z Nazaretu? Sorki, ale w tej interpretacji nic się kupy nie trzyma. Niepalenie za sobą mostów oznacza, aby nie rzucać pracy z dnia na dzień, nie stawiać całej kasy na czerwone w ruletkę, bo możesz mieć pewność, że wypadnie czarne, albo (tak dla jaj) może nawet zero. Tak działają siły równoważące, które dziewczyna każdym dniem prowokowała. Postawiła wszystko na tę robotę, a nie szła własną drogą. Cyniczny mąż zdrajca prowokuje kłótnię z żoną, gdy kochanka nastawiła już ziemniaczki na obiad trzydaniowy, nie wcześniej. Nie można oddać się nie swojej drodze całkowicie. Droga wahadeł nie jest naszą drogą. Co z tego, że osoba ta była poczciwa, oddana i do tego zdolna, gdy cały czas usiłowała dociągnąć framugę drzwiową, a wystarczyło przesunąć wycieraczkę? Dałaś przykład dziewczyny, której zachowanie jest wręcz anty przykładem. Właśnie postawiła wszystko na jedną kartę podpisując cyrograf diabłu. A, że rzucił ją facet, pomimo, że wibrowała wyżej nie jedząc mięsa hi hi (sorki, ale to trochę hi hi), oraz, że rodzina przestała ją poważać, to Dżizas, nie trzyma się kupy, gdyż nie ma w tym zrozumienia (cienia), i to z Twojej strony. To jej droga, Ty zaś opowiadasz o taaakiej rybie, To ona doświadcza i może dzięki temu ewoluować na poziomie świadomości, albo bać się przekonana, że wszystko robiła dobrze, a tak się porobiło w te korporacyjne gacie.

Jeśli jeszcze ją spotkasz, moja rada jest taka. Nie żałować, nie rozkminiać, zataić wykształcenie i wejść sobie w prostą robotę i zerować się ile się da. Pozbywać się przekonań, lęków, ego. Spojrzeć na rzeczywistość wokół jakimś przychylnym okiem i całkowicie zaprzestać opowiadać i myśleć o tym co było, ale się zbyło. Osoba kreatywna jest zawsze w kreacji, bo nie potrafi inaczej iść przez życie. Osoba mniej kreatywna, w tym typu Forest Gump zawsze może coś z delikatnym uśmiechem na ustach stworzyć. I to genialnie odbiera chaos Wszechświatu. Tak właśnie wygląda ujmowanie strachu i dodawanie miłości, czyli porządkowanie, troszczenie się. Sam cud istnienia.

z miłością

 56
  • LiliLo   IP
    Co oznacza oddać się w najem?
    Dodaj odpowiedź 0 0
      Odpowiedzi: 1
    • kobe   IP
      Do Ani 26
      Ginekolog długo nie mogła mi wyleczyć nadżerki szyjki macicy. Dopiero pomogły mi czopki propolisowe za 12 zł kupione w aptece. Poradziła mi te czopki znajoma, której z kolei poradziła zielarka. Sama lekarka nie mogła się potem nadziwić jaki to efekt ogromny i natychmiastowy dało, w przeciwieństwie do jej drogich antybiotyków w  ampułkach, którymi tam myziała :-) (+ oczywiście koszt wizyt).
      Dodaj odpowiedź 0 0
        Odpowiedzi: 0
      • Pepsi Eliot
        Ferrero moim zdaniem nie jest to dobre żądanie, żebym nie mówiła Krysi o pewnych sprawach. Napisz może w tej intencji do Zelanda (fizyk kwantowy i transerfista) , Tollego (żyje w teraz), Campbella (fizyk kwantowy i specjalista od transcendencji:)), Osho (coś jak oświecony Budda) już nie żyje, więc do niego odradzam pisać.

        A na margi, nigdy nie pracowałam ciężko, ponieważ jestem w pasji, czego i Tobie życzę, nie mówiąc o Krysi. Z miłością.
        Dodaj odpowiedź 0 0
          Odpowiedzi: 0
        • Ferrera   IP
          I taki komć…
          Pewność z jaką wypowiadasz się w tematach związanych z odżywianiem rozumiem. Natomiast to wykrzykiwanie haseł, ktore dają tym biednym ludzią nadzieję na to, że istnieje jakiekolwiek prawo, które mówi o tym, że mamy dostawac to czego chcemy... Wygląda to jak każda religia. Jest nagroda, jest kara. Tylko przestań się bać i pozbądź poglądów. I kochaj innych, czy coś tam. A odczujesz ulgę. A wreszcie, po poworcie do domu, wreszcie, rozbierając się wieczorem, nie będziesz omijała swojego własnego odbicia w lustrze. Tylko przestań się bać! No, już! Przestań. Przestań... Przestań! Bo inaczej...
          Pepsi, jesteś atrakcyjną, utalentowaną językowo fenomenalną biznesmenką. Poszczęściło Ci się. Pewnie też ciężko na to pracowałaś. Pewnie bardzo ciężko. Nie uważasz, że sciemnianie tym biednym ludziom jest trochę kiepskie? Chociaż, może nie jest... Ludzie są głodni takich porad, inaczej instytucja kołcza, czy religii przestałaby istnieć.

          Przecież nie można im powiedzieć, że owszem, pojęcie etropii jest realne, ale na Boga, nie odnosi się do tego, czy Krysia znajdzie pracę marzeń. Bo dlaczego miałoby tak być? Dlaczego celem czymiś poza naszym własnym miało by być nasze personale szczęście? A jak ktoś jest szczęśliwy, kiedy gwałci? Albo poniża innych? Żadna istota na tym świecie, żadne zwierzę, żadna roślina, nie dostaje tego, co chce, mimo, że zapewne zarówno rośliny i zwierzęta są bliższe niebojącemu się i wyzbytemu przekonań ideałowi. Dlaczego fakt iż każdy z może uzyskać o czym sobie zamarzy, dzięki temu poczuje się dobrze, a to spowoduje, że będzie dobry dla innych, ma jakieś znaczenie? Jakie to ma znaczenie dla Wszechświata? Po co kiałoby tak być?
          Dodaj odpowiedź 0 0
            Odpowiedzi: 2
          • Xyz   IP
            Wyjaśniłabyś trochę dokładniej te całe wahadła, a szczególniej kwestie podwózki? "Gdy wiesz pewne rzeczy możesz bardzo świadomie omijać te wahadła, a nawet możesz je wykorzystywać do podwózki." (pozwolilam sobie zacytować z innego twojego wpisu)
            Rozkminiam od jakiegoś czasu i nie mogę załapać o co kaman z tą podwózką.
            Dodaj odpowiedź 0 0
              Odpowiedzi: 1