Coś do mnie przyszło w nocy, coś złego i demonicznego - Pepsi Eliot
logo
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
70 600 597
173 online
29 477 VIPy
Reklama

 

TWOJE
ZARABIANIE
NIE MUSI
TAK ŹLE
WYGLĄDAĆ

TOP

Dzień | Tydzien | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum
  • Coś do mnie przyszło w nocy, coś złego i demonicznego

    Czyli dlaczego, jak i kiedy stałam się ekspertką od strachu?

    Uwagą, ten post trochę straszy.

    Komć:

    Wczoraj z koleżankami pojechałyśmy w jedno bardzo energetyczne miejsce, gdzie z gór wypływa źródełko i można tam pobierać wodę. Było cudnie, nażłopałyśmy się, pobrodziłyśmy w lodowatej wodzie i pochodziłyśmy boso po mięciutkiej trawce. Jest tam też taki labirynt ułożony z płytek, który można przejść z jakąś intencją, opisuję to szczegółowo, bo nie wiem czy nie jest ważne. Przeszłyśmy więc labirynt, potem stałyśmy w promieniach słońca, jedna z nas rzuciła jakiś zabawny komentarz i dostałyśmy ataku śmiechu, który dla mnie był uwalniający, poczułam się jakbym się otrzepała z nagromadzonego ostatnio stresu i pośpiechu.

    Wspaniałe uczucie, dawno tak dobrze się nie czułam. Przechodząc do sedna,  w nocy ok 2-3 znalazłam się w jakimś dziwnym stanie, niby spałam, ale jakaś część mnie nie spała i wszystko widziała i pamięta. Coś do mnie przyszło, coś bardzo złego i przerażającego. Nie potrafię określić co ode mnie chciało, ale byłam przerażona, a w dodatku nie mogłam się ruszyć. Próbowałam krzyczeć, nie mogłam wydobyć głosu, w końcu pomyślałam, że zawołam mamę i wydaje mi się, że głośno zawołałam, ale nikt z domowników się nie obudził, pies nie zaszczekał, choć spał w tym samym pokoju. Może nie zawołałam?

    Czułam się absutnie samotna i opuszczona, a dodatkowo przeświadczona, że to wszystko dzieje się naprawdę. Gdy zaczęłam szukać ratunku, przyszło mi do głowy, żeby wezwać Boga i nie wiem czy głośno czy w myślach, a może w tamtej rzeczywistości przywołałam trzy razy, nie pamiętam czy Boga, czy Jezusa. Wtedy ten atak zelżał, ale nadal bardzo się bałam. Wstalam, zapaliłam białą szałwię i światła.

    Dodam, ze jestem wychowana niby” po katolicku”, ale już od dawna zgłębiam duchową stronę życia i staram się mieć oczy otwarte. To nie był sen. Wiem, że mam w sobie jakąś blokadę i ogromnym lęk, który niosę na garbie od dziecka. Teraz boję się jeszcze bardziej, o nocy wolę nie myśleć. Co Ty na to Pepsi? Mogłabyś się jakoś do tego odnieść?

    Dzięki.

    Odniesienie się do tego byłoby spoko, gdybym wiedziała z czym mamy tutaj do czynienia.

    Tak naprawdę, to może być wszystko. Mogą to być młodzieńcze zwidy, gdy najfajniejszy chłopak siedzi w nogach łóżka, a Ty masz tego absolutną jasność, tyle, że śpisz, kimasz sobie. W gorszym stanie emocjonalnym mogą to być imaginacje, droga krzyżowa równolegle z Twoim łóżkiem, i to już podchodzi pod nerwice lękowe, depresje, psychozy, bo śpimy zarówno na jawie, jak i we śnie.

    Generalnie chrapiemy, nie rozumiemy o co w tym chodzi, żyjemy w matrixowym strachu, i mamy o dziwo właśnie strach oswojony. Strach owszem jest straszny, ale jesteś z nim od rana do rana. To kumpel, owszem siedział w kiciu, może jakiś szantaż emocjonalny, straszny dług, ale Ty jak mafiozo nie unikasz już bania się. Matrix Cię wychował, boisz się na zawołanie, boisz się wróżąc z fusów, boisz się w nocy, boisz się jak ekspert. Owszem zatrudniono Cię, ale Ty to robisz pro bono.

    Pamiętacie historię z Maxem Spiersem z wakacji 2016 roku? Przystojny prawie czterdziestolatek, który wyjawiał podejrzaną, kontrowersyjną i trudną, własną prawdę. Był nawet w Warszawie na kongresie ufologicznym i o prawdzie w sensie ścisłym. Odgrażał się, że napisze książkę, ujawni z detalami owe wcielenia własne, które akurat dobrze pamięta, swoją wizytę na Marsie i amerykańskie (reptiliańskie?) reduty wojskowe jakie tam się znajdują, jumping roomy w Hiltonie hotelu na Ziemi, napisze co to jest Księżyc, bynajmniej nie planeta, owszem satelita, ale sztuczny. Po czym Max zwymiotował jakąś czarną substancję i zmarł też w Warszawie. A jego komputer został wyczyszczony. Matka Maxa twierdzi, że widziała na czole syna czerwony okrągły, odcisk, coś jak oparzenie, o którym nie było mowy w obdukcji lekarskiej. Mógł powstać później, mógł zostać zatajony.

    Po co o tym piszę? Żebyś nie patrzyła na świat przez pryzmat na siłę zrozumienia. Patrz, jak obserwator, nie staraj się tłumaczyć, odwoływać, wyjaśniać. Płyń teraz. Przebłysk intuicji powie Ci wszystko, ale zanim się pojawi, musisz przebywać w teraz. Musisz już być w drodze. Nie mów też, że coś jest niemożliwe, czy głupie tylko dlatego, że z tym czymś nie rezonujesz. Jedyną rzeczą, którą możesz i powinnaś zrobić, to zaakceptować i z ciekawością dziecka obserwować siebie na drodze w teraz.

    Kiedyś, gdy budowałam swój pierwszy dom, stawiałam go sama, razem z panem Kaziem. Równie oszczędne w człowieka, specjalistyczne ekipy przewijały się od czasu do czasu tylko na krótko. Było tak, że gdy w trakcie pracy zagadywałam pana Kazia, natychmiast zatrzymywał się, odkładał deskę, którą niósł i długo, metaforycznie odpowiadał. Pomimo tego, że chciałam, żeby pan Kaziu był w kroku, żeby po prostu z bycia w drodze coś nawinął, jednak nie, za każdym razem zatrzymywaliśmy się na skrzyżowaniu, aż przestałam pytać, tylko patrzyłam i naśladowałam. Stałam się milczącym obserwatorem pana Kazia. Byliśmy z panem Kaziem w drodze do tego stopnia, że zapomnieliśmy o celu. Postawiliśmy piękny dom.

    Ten Twój lęk na garbie niosą prawie wszyscy, tylko dlatego, że prawie wszyscy śpią. Stoją na skrzyżowaniu z deską, ba ze swoją kłodą u stóp, nie akceptując i nie ruszając w drogę. Jarasz się swoją innością, i to od dziecka, ale wszyscy jesteśmy tym samym. Wszyscy jesteśmy budowniczymi, architektami. Twoje ego każe Ci się wyróżniać na tle innych, zadaje milion pytań, wciąga Cię, a raczej wciska w miejsce w którym akurat stoisz, raczej śpisz coraz mocniej, zamiast się budzić i wykonać chociaż pierwszy krok na drodze.

    Do przebudzenia.

    love:)

    (Visited 6 137 times, 1 visits today)
    44 - kim jest? Trudniej jest ocenić, niż to kim ona nie jest. Z pewnością nie jest już PepsOsho, ani też żadną inną koniunkcją. Po prostu, jakbyś chciała, jest sobie nawadnianiem Twojego późnowiosennego ogrodu.
    Blog pepsieliot.com nie jest jedną z tysięcy stron zawierających tylko wygodne dla siebie informacje. Przeciwnie, jest to miejsce, gdzie w oparciu o współczesną wiedzę i badania, oraz przemyślenia autorki rodzą się treści kontrowersyjne. Wręcz niekomfortowe dla tematu przewodniego witryny. Jednak, to nie hype strategia, to potrzeba.
    Może rzuć też gałką na to:

    Dobre suplementy znajdziesz w Wellness Sklep
    Disclaimer:
    Info tu wrzucane służy wyłącznie do celów edukacyjnych i informacyjnych, czasami tylko poglądowych, dlatego nigdy nie może zastąpić opinii pracownika służby zdrowia. Takie jest prawo i sie tego trzymajmy.

    Powiązane artykuły

    1. FiGi 26 lutego 2018 o 16:13

      Ten rok jest dziwny i przerażający dla mnie i mojego otoczenia. Co się dzieje?

      1. Julka 26 lutego 2018 o 18:49

        to prawda. Czuję to samo.

      2. Aneta D Falkiewicz 26 lutego 2018 o 21:00

        Zmieniamy się !! 😀 Ziemia przełazi na wyższe wibracje <3 a przebiegunowanie, które trwa od kilku lat, daje coraz wyraźniejsze skutki 😀

    2. Madzia 26 lutego 2018 o 17:47

      Witam cie pepsi bardzo dziwny był ten wpis do którego się odnioslas , przypomniał mi o czymś co przestraszylo mnie gdy byłam dzieckiem ,tym bardziej ze juz mój brat mnie straszył ze ” zmora go dusi ” ,nie wierzylam mu do momentu aż trafił mi się paraliż przysenny !!! Ależ się balam !!!! Nie Spisz i się dusisz nie widziałam żadnych bytow ,duchów itp. stworzeń a widziałam bardzo dobrze ,nie mogłam sobie poradzić z tym co to jest ??? Nauczylam się cala w sobie skupiać i zrywać z łykiem powietrza który wreszcie udawało mi się złapać !!!!! Wreszcie radzilam sobie z tym co raz lepiej aż wiele lat później znalazlam informacje ze to jest owy paraliz przysenny !!!! Dlaczego o tym wspominam bo dobrze pamiętam strach i walkę jaka musialam toczyć ,gdy za kazdym razem wmawialam sobie to jest nic minie samo i nic nie muszę robić !!!!!! Ale gdy już zaczynalam się dusić musialam nauczyć się z tego zrywać !!!!! Ale nigdy ,przenigdy nie dalam sobie wmówić ze to są duchy ,zmory ,czy cokolwiek innego ,zawsze wiedziałam gdzieś w sobie głęboko ze jest to efekt jakiejś reakcji biochemicznej w moim ciele ,chociaż za pierwszym razem miałam może 9 ,10 lat . Zdarza mi się to również teraz tylko w wypadkach wyjątkowego wycienczenia ,kiedyś tez tak było .Wspomne jedynie tylko jeszcze ze spotkalam osoby które były wykorzystywane przez ta sama przypadłość przez roznych egzorcystów, bioenergoterapoetow !!!! To przykre , mam nadzieje ze ta opowieść komuś pomoże w pokonywaniu strachu pozdrawiam cie pepsi

    3. Keira 26 lutego 2018 o 18:44

      Aż mnie ciarki przeszły gdy przeczytałam ten komentarz, który był na początku tego postu. Przeżyłam coś dosłownie identycznego jakieś 10 lat temu. To było przeżycie na granicy jakichkolwiek odczuć, które znam. Spałam ale jakbym nie spała, nie mogłam się ruszyć, byłam uwięziona we własnym ciele. Krzyczałam i wolałam mamę a z moich ust nie wydobywał się żaden dźwięk. Czułam coś mrocznego, coś ciemnego, coś co mnie obezwladnilo. Najgorsze uczucie jakiego zdarzyło mi się doświadczyć. Autentyczne przerażenie. Zaczęłam się modlić w myśląc do mojego Anioła Stróża i wzywać go na pomoc. Wszystko zelżało a mi udało się wydobyc z siebie prawdziwy krzyk. Nie życzę nikomu!!!! Czytałam kiedyś że jest to odwrotność lunatykowania – czyli nie że ciało się rusza podczas snu, tylko ciało się nie rusza podczas przebudzenia. Nie oddaje to jednak w żaden sposób tego mroku który mnie obezwladnil.

    4. EwaS 26 lutego 2018 o 18:46

      Od dziecka widuję istoty. Przychodzą. Czasami nic nie robią. Czasami narobią na dziada. Raz mój mąż trafił do szpitala po takim ataku. Powód? Niskie wibrowanie, brak miłości i przede wszystkim lęk. Kiedy miłość zajmie miejsce strachu, one nie przyjdą. Bo i po co? A jeżeli przyjdą to nic nie zrobią. Podrapią się po głowach i pójdą 😂 Bez naszej woli i zgody nie mogą nic zrobić.

      1. Julka 28 lutego 2018 o 18:20

        A jako, że wszelkie religie są tworem matriksu i maja na celu jedynie jego karmienie to niestety takie modlitwy (prośba o pomoc Boga, Jezusa itp.) to oddawanie swojej woli 🙁

        1. grzegorzadam 1 marca 2018 o 09:06

          Nikomu nie można oddawać swojej woli 😉
          Dla niektórych nie do pojęcia.

    5. Ant.tna 26 lutego 2018 o 19:12

      Czy przypadkiem autorka komentarza nie doswiadczyla paralizu senneg?

    6. Sławomir 26 lutego 2018 o 22:00

      Odnoszę się wpierw do wstępu. która to pisała miała kontakt z siłami ciemności. Pewnie jest jej trudno zrozumieć o co tu chodzi, ale tak czasami bywa. Jest to pewna forma sprawdzenia na ile jest w stanie przeżyć „strach”. Bo to też jest uczucie, tak samo jak radość i smutek. W takim przypadku postąpiłaś właściwie wołając o pomoc istoty boskie. Jest też taki sposób aby przypomnieć sobie z życia chwilę wyjątkowej szczęśliwości lub miłości i skupić się na sercu. To uczucie jest w stanie odpędzić wszelkie złe moce.

    7. Ana 26 lutego 2018 o 22:58

      Może potrzeba egzorcyzmu miejsca lub osoby?

    8. Gonzo 26 lutego 2018 o 23:08

      To prawda z tą wibracją miejsca zamieszkania. Chyba wibrujemy tak jak miejsca, w których mieszkamy. Ja po własnym częściowym oczyszczeniu i częściowym uzdrowieniu wystawiłam na sprzedaż dom, z którym zupelnie już nie rezonowałam. Nie cierpiałam go szczerze mówiąc. Sprzedałam go w sumie szybko. Właściciel, w wieku średnim, na odchodne powiedział mi, że się właśnie świeżo „wylizał” z choroby nowotworowej i potrzebuje dla siebie i rodziny zmiany toczenia.. Dał mi tymi słowami mocno do myślenia.. Ciekawe czy obecnie nadal z nim rezonuje…

      1. Ika 27 lutego 2018 o 13:59

        Teraz rozumiem, skąd we mnie silne pragnienie zmiany mieszkania. Ba! Nawet zmiany miasta 🙂

        Pozdrawiam słonecznie 😉

    9. Gabi Orchita 27 lutego 2018 o 17:49

      Hej. Naczytałam się powyższego w pracy, na przerwie podczas nocki,. przeszły mnie ciarki ale sobie uświadomiłam jak wiele lęków ode mnie odpadło. Kiedyś bałam się okropnie tego co w ciemnościach może być, nawet wyjście do toalety w nocy było problemem. Teraz o tym nie myślę, przestałam to karmić i jest git.
      Tak poza tym, jestem w procesie de-cluterringu. Męczy mnie posiadanie miliona ciuchów, książek, butów i różnych akcesorii w kuchni, łazience itp. Tak jakbym ja nie była właścicielką tylko rzeczy posiadały mnie. Co się nie posprząta to za chwilę syf. Idealne zobrazowanie tego jak sprawy mają się w moim wnętrzu. Chaos. Umysł rządzi i jak pies spuszczony z uwięzi goni różne myśli, dramy, emocje. Czas odpuścić. Masz jakieś myśli na ten temat Peps? Tego jak pozbywać się niepotrzebnego materialnego balastu?
      Za dwa dni znika z pracy osoba z którą wiele mnie łączyło i choć co było nie wrócić, pali mnie w klatce piersiowej bo już więcej tej osoby nie zobaczę. Nie wyjaśnię, nie powiem że mnie boli i że nie sądziłam że to się tak potoczy. Drama Queen. Iść się pożegnać czy dać zielone światło zranionemu ego i zignorować tą osobę choć tak bardzo środku pali? Rok temu błagałam Kosmos o usunięcie tej osoby z mojego życia a gdy traf chciał że tak się stało (nie specjalnie dla mnie), nie mogę się pozbierać. Tyle energii dziennie szło na planowanie różnych scenariuszy w głowie (co powiem gdy zobaczę , jak się ubiorę) a tu trach, osoba znika na zawsze i wszystko Lega w gruzach. Przecież ja miałam tomy scenariuszy w głowie. Emocjonalnych scenariuszy. Ojj ale mnie trzepie w środku. Widzę to i jest to silne i wciągające. Zajadam emocje śmieciami ale to też widzę. Płaczę i też to widzę. Umysł projektuje co będzie lub przeżywa los ofiary z przeszłości i to też widzę. Piszę do Peps, aby ukoiła słowem-patrzę i widzę. Jest jak jest. Jest chujowo dziś. Tak.
      Co do de-cluterringu to zajęłam się sprzedażą tych rzeczy ale to zabija momentum nabierania przestrzeni więc niech to idzie wszystko w pi**u. Za darmo. Zwłaszcza gdy odkryłam coś co mnie dotyczyło i broniło przed wcześniejszym pozbywaniem się rzeczy. The sunk cost fallacy. Koszty utopione. Coś niesamowitego. Poczytajcie na ten temat. Być może u Pepsi i Emi 🙂
      Pozdrawiam cieplutko.

      1. Niki 27 lutego 2018 o 22:20

        Jak pozbywać się materialnego balastu. Gabi, czytałaś książkę o metodzie Dan-sha-ri? ma właśnie taki tytuł. to nie tyle metoda sprzątania wokół siebie, takiego zwykłego porządkowania, co zadawania sobie właściwych pytań oraz uwalniania od gromadzenia i posiadania przedmiotów.

        Z kolei ta druga część… ożeż! mam dreszczyk jak na filmach Lyncha jakby miało się wydarzyć coś niepokojącego …i co znaczy – na zawsze?

        1. Gabi Orchita 3 marca 2018 o 03:48

          Dan-sha-ri? Nie czytałam ale zainteresowalas mnie 🙂 Zadanie pytania to już zaczątek świadomości. Co do drugiej rzeczy. To już nie ma znaczenia 🙂 dziś się przekonalam. Swoje odcierpialam bo walczyłam z czymś nieuniknionym, dawałam temu siłę. Teraz jestem tu gdzie jestem i jest dobrze. Odczuwam jeszcze ból ale jestem zdystansowana. W snach mnie nawiedza ta osoba ale i to minie. Wszystko mija :))

    10. Kasia 27 lutego 2018 o 21:01

      https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Pora%C5%BCenie_przysenne Polecam lekturę jest naukowe wyjaśnienie tego zjawiska. Doświadczyłam go sama kilkukrotnie bardzo nieprzyjemnie.

    11. Izabela 27 lutego 2018 o 23:47

      Są dwie możliwości: albo to był sen, albo to nie był sen. Jeśli to pierwsza ewentualność, to gdyby się powtarzała warto zainteresować się hasłem „świadomy sen”. Drugi przypadek to cały wór możliwości, z demonicznym pasożytem na czele listy. Trzymam kciuki, by się nie powtarzało. A na dobry sen polecam nie obzerac się wieczorem, nie pić alkoholu i unikać oglądania i czytania horrorów. Pewne gatunki muzyczne i rozpamietywanie sytuacji stresowych tez programuje zaklocenia snu.

    12. Julka 28 lutego 2018 o 18:10

      Dużo światła na ten komentarz dają hipnozy prowadzone przez Calogero Grifasi (zapisy gigantycznej ilości po PL na YT). W sumie dają światło na cały matriks… i wszystkie kwestie przytoczone przez Pepsi w tym wpisie (księżyc, energię strachu, portale itd)

    13. Somaye 18 marca 2018 o 19:37

      Jakies dwa,trzy lata temu kiedy zaczelam czytac ksiazke Wereszczagina, pewnej nocy mialam sen ze jakas zjawa lerzy ze mna w lozku i sciska mocno moja reke, nie moglam sie ruszyc i bylam przerazona, czulam bardzo zla energie. Kiedy udalo mi sie obudzic i oswiecic swiatlo reka byla zaczerwieniona. Przestalam na dlugi czas czytac te ksiazke, kiedy znowu zaczelam, mialam sen ze ide niedaleko domu, a zza drzewa wylania sie okropny troll z grymasem na twarzy. Znowu bardzo sie wystraszylam. Wiedzialam ze to ma powiazanie z ksiazka, mysle ze to egregor kosciola katolickiego chcial mnie odstraszyc. Juz nie wracalam do tych tematow, ale mysle ze wtedy motywowalo mnie glownie nieczyste ego, chcialam mocy wlasnej i zeby moc zaimponowac innym. Poza tym mialam obawy ze rozwijanie mocy psychofizycznych moze mnie przywiazac bardziej do ciala i do tej materii, nadal mam takie wrazenie, nie wiem czy sluszne.

    Dodaj komentarz