Pokarm, który podnosi energetykę, nie tyle, by wyrywać dęby, ale szybko wyjść z grajdoła niepowodzeń
  • Pepsi EliotAutor:Pepsi Eliot

Pokarm, który podnosi energetykę, nie tyle, by wyrywać dęby, ale szybko wyjść z grajdoła niepowodzeń

Dodano: 19
czyszczenie
czyszczenie / Źródło: Pixabay
Układ wydalniczy nie potrafi nadążyć i uporać się w tej stajni Augiasza z odpadami i ciało zmuszone jest rozmieszczać, upychać te śmieci gdzie tylko się da. I zaczynasz przypominać od środka stary system hydrauliczny, którego nigdy nie czyszczono.

Często otrzymuję listy pozbawione optymizmu, w których skarżysz się, że nie wiesz jak odnaleźć swój cel, nie masz pojęcia czego tak naprawdę chcesz, nie wierzysz, że możesz zmienić swoje życie. Wydaje się, że nie ma z tego wyjścia. I prawie zawsze wszystko sprowadza się do kasy. Mieszkasz w grajdole, ale niby gdzie mogłabyś się wyprowadzić z tej mieściny zabitej sztachetkami? Skąd wziąć hajs na mieszkanie? Jak rozwiązać supły powiązane z rodziną? Gdzie znaleźć pracę, która byłaby jakoś kompatybilna z Twoimi potrzebami?

Aby w swoim lustrze rzeczywistości zobaczyć wysokie odbicie, budujące, sprzyjające Tobie, dobrze rokujące, nie można obejść się bez wspierającego, pozytywnego nastawienia. Lecz skąd ma się wziąć to dobre myślenie, jeżeli wszędzie wokół Ciebie jest trudno, mrocznie, stęchle, chorobowo i nie wiesz co robić? Szczególnych talentów własnych nie dostrzegłaś, lata lecą, horyzont się zawęża, życie ugrzęzło w szarej codzienności jak w ruchomych piaskach z zatopionym w nich blondynem w czerwonym bucie. Kimś takim jak Ty, według Ciebie, pechowcem.

W takich okolicznościach przyrody jakoś trudno uwierzyć w nieograniczone możliwości, które obiecuję Ci, gdy zejdziesz z tego skrzyżowania. Jest przecież ogromna ilość ludzi chorych, żyjących od pierwszego do pierwszego, z kredytami, zagubionych, umoczonych po uszy w kieracie i sama widzisz, czujesz, że oni z tego nie wylezą. W jaki sposób Ty mogłabyś się wyrwać się z zaklętego w butelkę kręgu?

Jeżeli z Tobą rzecz ma się podobnie jak z nimi, to yyy... w żaden sposób.

Właśnie tak, nie ma mowy, żebyś mogła wyswobodzić się z pęt beznadziejności i żaden Tracy, Zeland, czy inni spece od sukcesu tutaj nie pomogą. Rzecz w tym, że brak Ci energii nie tylko na tę wielką przemianę, która Cię wzywa, ale nawet na to, by jakoś się do niej przysunąć. Mówiąc o energii nie mam na myśli fizycznej siły, przydatnej jedynie do tego, by wykopać dół, bo to byś w końcu zrobiła i robisz, kopiesz doły, jak niewykształcony galernik, ale mówię tutaj o wolnej energii, która pozwala człowiekowi urzeczywistniać swoją wolę.

Jeśli odczuwasz brak wolnej energii, nic Ci się nie chce i na nic nie wystarcza sił, poza podtrzymaniem istnienia i robieniem swojej rutyny. To znaczy, że masz słabą siłę życiową, nie masz chęci by cieszyć się życiem, aktywnie działać, tworzyć, kreować, włazić na szczyty, próbować, nie wycofywać się, i dzięki temu kreować coraz fajniejszą rzeczywistość. Ta siła życiowa tworzy to fajne, co odbije się w Twoim lustrze rzeczywistości. Brak wolnej energii robi to niefajne.

To jest proste, jak budowa cepiszcza. Masz niską energetykę, Twoja dziecinna radość życia, optymizm, przechodzą w pesymizm. I teraz jest taki paradoks, że to poczucie beznadziei przyciąga jej jeszcze więcej i więcej. I dzieją się kijowe rzeczy, żebyś wiedziała że to jest, że się przyciągnęło, jak rzep do p.o. (psiego ogona)

I to się tak zapętla w zdołowaniu, że mówimy o matni, o sytuacji, z której nie da się wyrwać, ba, nawet brakuje sił, żeby zaplanować jakąś ripostę, ratunek, wybawienie.

Człowiek z osłabioną energetyką nie jest nawet zdolny pokierować świadomym snem, chociaż zapoznał się z metodami i rozumie o co w tym chodzi.

W takiej sytuacji właściwie są tylko dwie opcje:

Łan, zostawić wszystko po staremu, machnąć ręką na to, co nieuchronne i nadal egzystować w życiu bez nadziei na poprawę czegokolwiek, w życiu beznadziejnym trwać. Tyle, że nie ma po co pisać do mnie grustnych listów, że wszystko jest kijowe. Owszem jest kijowe, ale to Twój wybór. Tylko Ty sama przywiązałaś się do tej opcji, nikt inny nie może popracować za Ciebie z Twoją energetyką.

To jest właśnie ten drugi model, popracować nad swoją energetyką. I wtedy pojawią się siły o jakich nie miałaś pojęcia, przede wszystkim natchniesz się pozytywnym podejściem, skończysz z wieszczeniem czarnego końca, bez krakania, będą mogły spełnić się rzeczy, o jakich nawet nie śmiałaś marzyć.

Rili? Ale jak to zrobić, bo brzmi zbyt baśniowo, nie nazywam się Kopciuszek, nie jeżdżę karetą z dyni, nie gubię szklanych pantofelków.

Proponuję Ci drogę najkrótszą z krótkich, łatwą i naturalną, jak wiosna. Ale ludziom ta metoda jakby nie podchodzi, a może jej wcale nie rozumieją?

Głównym, jeśli nie jedynym powodem niedoboru wolnej energii, jest coś prozaicznego, o czym truję Ci od początku tego bloga, to zanieczyszczenie organizmu, co jednocześnie jest ojcem i matką wszelkich choróbsk

Twoje i moje ciało, czyli ciało zwykłego człowieka zawiera kawałeczki martwych komórek, masę białkową i tłuszczową. I przestrzeń międzykomórkowa, i układ limfatyczny i naczynia krwionośne są tym czymś w sensie ścisłym nafaszerowane jak indyk na święta.

Te śmieci przeszkadzają w normalnym funkcjonowaniu organizmu. Ponieważ wciąż jesz sporo tłuszczu i białka, a tłuszcz spowalnia wchłanianie się białka w Twoim ciele właściwie nigdy nie zachodzi energodajny program samooczyszczającego się organizmu, dzięki zjawisku autofagii.

Pomimo, że lewą nogą do lusterka mogłabyś doświadczać dobrodziejstw autofagii, Ty zawsze masz coś do strawienia. Nie stosujesz codziennego postu przerywanego, albo wybierasz dietę, która odbiera tę możliwość, bowiem kotlet zjedzony nawet w wąskim oknie jedzeniowym nie zdąży się strawić może i przez 2 dni.

I masz tę całą zabałaganioną martwiczkę między komórkami, a one przez to wszystko nie mogą się łatwo ze sobą porozumiewać. Sygnały elektryczne, które komórki przekazują sobie nawzajem są osłabione.

I pomimo tego, że rozmawiamy o transcendencji, i wolnej energii, to te globalne problemy jak nadmierna grubość (chudość też) ciągłe choroby, przyspieszone starzenie, depresja, smutek, zamartwianie się, brak napędu do życia, wynikłe z cholernej głupoty, niewiedzy, nieuctwa, ignorancji, są niezwykle istotne w odkryciu tego co się z Tobą dzieje na każdej płaszczyźnie życia. Tej materialnej jak najbardziej tak.

Można się tylko dziwić, jak w dobie googlania na potęgę, wirtualnych tłumaczy w try miga, czyli jakże wysokim rozkwicie wszelkiej informacji Ty wciąż nie wiesz jak rozwiązywać swoje problemy, jak się odnaleźć, jak otrzymać w lustrze odbicie dobrobytu.

Wiadomo, że dla matrixu, który karmi się Twoim strachem, błędnym rozeznaniem w czym rzecz, jest to bardzo na rękę. Mówienie czym jest dieta i nawadnianie, codzienne oczyszczanie ciała, jak bardzo od tego zależy Twoje zdrowie, a więc szerokie zalewanie polderów tą wiedzą jest po prostu niekorzystne. To by sprzyjało pojawieniu się coraz większej ilości wolnych person, zdolnych do decydowania o swojej rzeczywistości.

A przyczyna tego ogromnego zagubienia, niezrozumienia, głębokiego uśpienia, nieświadomości jest rudymentarna, (nie obrażasz mię?) no dobra, elementarna, to yyy... nieprawidłowe odżywianie. Tyle, że ta gadka szmatka jest Ci dobrze znana, gdzieś to czujesz, ale nie dałabyś sobie obciąć małego palca w zakładzie, że to na pewno takie ważne. Bo brzmi jak powszechny banał, truizm, co ogranicza się do stwierdzenia, że coś jest kiłą, że jest szkodliwe. I co z tego, to fakt, ale żadnego z tego stwierdzenia pożytku. Nie ma tu wiedzy.

Dopiero, gdy rzecz odniesiesz do natury, do przyrody, której jesteśmy częścią, z certyfikatem jakości od wyższego systemu świadomości, który dzięki Twoim, jednostki świadomości obdarzonej wolną wolą, doświadczeniom ewoluuje, jako całość.

Obruszasz się? Sądzisz, że chcę Cię nagabywać, że z fizjologii człowieka wynika, że jest on roślinożerny? Tego jestem pewna, ale nie to jest najważniejsze, gdyż najważniejsze jest trawienie. Pokarm ma być surowy, przecież w naturze przyrodzie żadna żywa istota nie przygotowuje se żarcia na ogniu. Sztuka kulinarna pojawiła się stosunkowo niedawno, podczas, gdy przewód pokarmowy kształtował się na przestrzeni milionów lat. Jedzenie, które zostało poddane obróbce cieplnej, są tak naprawdę ekstremalnym obciążeniem dla organizmu.

Oraz, że pokarm nie może być za bardzo wymieszany, jeśli chodzi o czas trawienia. Podobnie trawione rośliny można zjadać razem, ale już melona, czy arbuza który trawi się błyskawicznie trzeba jeść oddzielnie.

Dziwne, że ludziska pilnie przestrzegajo zasad zewnętrznej higieny, ale o wewnętrznej mało kto myśli. Tymczasem, wewnątrz ciała zwykłego człowieka znajduje się cały magazyn śmieci, nie widać go, ale jeśliby go zważyć, to będzie z kilka, a nawet u ekstremalnie grubych, kilkadziesiąt kilogramów.

Układ wydalniczy nie potrafi nadążyć i uporać się w tej stajni Augiasza z odpadami i ciało zmuszone jest rozmieszczać, upychać te śmieci gdzie tylko się da. I zaczynasz przypominać od środka stary system hydrauliczny, którego nigdy nie czyszczono. Oczywiście rezerwy naszych organizmów są ogromne i dlatego pomimo, tej stajni ludzie i tak dożywają siedemdziesiątki, osiemdziesiątki, a nawet dłużej, jednak to nie dzieje się bezobjawowo.

Już pośrodku drogi życiowej, a dzisiaj z tego co widzę, jakby wcześniej, człowiek zaczyna odczuwać skutki tego wysypiska złomu, są choroby, jest nadwaga, pojawia się apatia i zwątpienie w siebie i w fajne życie w ogóle. Żeby mogło być fajne, bogate, energetyczne i bez używek, oraz psychotropów, tłamszących emocje strachu, smutku, depresji i załamania.

Ale to wszystko idzie jeszcze dalej w las, bo także Twoje ciało energetyczne czujnie reaguje na to zanieczyszczenie „kanalizacji". Czakry zapychają się, kanały energetyczne zwężają się, a potok energii przekształca się w słaby strumyk, co prowadzi do utraty siły życiowej. Z kolei osłabienie energetyki, brak wolnej energii życiowej, oczywiście pociąga za sobą patologiczne zakłócenia w ciele fizycznym. I dzieje się zamknięty, błędny krąg.

Dziewczyno, chłopaku, jeśli nie panujesz nad swym ciałem, to jak chcesz sterować rzeczywistością, żeby odbijała to czego chcesz? Jak masz robić przepływy, gdy nie masz wolnej energii, gdy jedyne co możesz teraz zrobić, to kopać życiowe rowy przy użyciu szpadla. Niewydajnie, niesatysfakcjonująco, niepozytywnie.

A przecież można przywrócić dziecięcą rześkość, a nawet dostać takie zdrowie, jakiego nigdy nie miałaś! Lecz w tym celu należy zamienić martwą kuchnię na żywą. Co tam masz kochaneńka, kuchenki indukcyjnie (w imię ojca i syna i ducha świętego), garnczki, rondle, patelachy, mikrofale? W tym uśmiercasz żywność, tam tracisz czas na pichcenie i wdychanie spalenizny?

Możliwe, że mnie teraz znienawidzisz, tak bardzo jest to szokujące, niestołowe, niegościnne, nieświąteczne z mojej strony bezczelne, paradygmaty nowe.

Pierwsze, od czego należy zacząć, to oczyszczenie swojej „hydrauliki", zwłaszcza wątroby. Jak to się robi, opisuje mnóstwo książek. Ja doradzam oczyszczanie konsekwentne, obniżanie entropii codzienne 4 szklankami, gdyż nie można raz na zawsze wysprzątać pokoju, to jest nieustający proces ewolucyjny.

Natomiast odżywianie surowym pokarmem, z dnia na dzień wejście do głębokiej rzeki, może być dla Twojego organizmu terapią szokową. Jeżeli od razu przejdziesz na przekąszanie wyłącznie naturalnymi kęsami, możesz po prostu nie znieść nagłych zmian. Twoje ciało potrzebuje czasu, aby się przestawić.

Przede wszystkim zacznij jeść to, co najszybciej się przyswaja. Samotnego arbuza, czy melona na sam początek. Dopiero później pokarmy wolniej trawione. Gdy pokarm przesuwa się przewodem pokarmowym poszczególnymi warstwami, od najłatwiej, do najtrudniej trawionych, sam proces przebiega o wiele łatwiej i zmniejsza się ilość szkodliwych odpadów. Czyli 4 szklanki, zielony szejk na początek. Potem coś trudniejszego. A co gorzej trawisz, dobrze wiesz, nie ma żadnych wątpliwości, że białko, skrobia (dlatego jedz dojrzałe owoce, banany), tłuszcze trawią się wolniej.

Kulturyści znają ten myk, jak z szybkiego białka (100% izolat serwatki CFM) otrzymać białko wolniej trawiące się, poprzez dodanie łychy masła orzechowego. Ale kulturysta ma wyrąbane kwestie od środka, ma świetnie (w pojęciu kulturysty) rzecz wyglądać od zewnątrz.

Czas i sposoby trawienia różnych produktów znacznie się różnią, dlatego jeżeli się je zmiesza, z pewnością powstaną „odpadki poprodukcyjne", których organizm nie nadąży wydalić. Osadzą się w ciele w postaci tłuszczu i zanieczyszczeń. Jedyne, co łączy się prawie ze wszystkim, to świeża zielenina.

Zielone liście pasują do wszystkiego, nie opóźnią niczego. Jedz z 20 deko zielonych liści dziennie. Wiadomo, że to dużo, z pomocą nadejdzie blender, no i zielonki, czyli algi, trawy, jarmuż, kelp (dla jodu) szpinak This is BIO.

Biała mąka najwyższego gatunku otrzymywana jest w drodze oczyszczania ziarna pszenicy z łupin i kiełków. W ten sposób WSZYSTKO CO CENNE usuwa się, a pozostaje tylko martwa masa, składająca się w zasadzie ze skrobi. Ta martwa część ziarna jest przewidziana przez przyrodę jako budulec, swego rodzaju beczka z tłuszczem dla kiełka.

Odżywianie wyrobami z białej mąki najwyższego gatunku to to samo, co kupowanie w sklepie skrobi i jedzenie jej łyżką na obiad. Wątroba coraz bardziej zaśmiecana jest mazutopodobną masą, skrobia odkłada się w organizmie w postaci śluzu, ścianki jelit zapychają się nalotem. Rośliny zbożowe dodatkowo zawierają bardzo źle zrównoważone białko, o czym już wszystkim jest wiadomo.

Z kolei w mleku zawarta jest kazeina, dzięki której zwierzętom wyrastają rogi i kopyta. Mleko w organizmie człowieka przekształca się w coś podobnego do kleju stolarskiego.

Długo mogłabym jeszcze licytować te straszne opisy, ale Ty zapewne teraz podasz rezolutną ripostę w kształcie, ale ludzie od wieków tak się żywią. Owszem, człowiek może w tych okolicznościach żyć i jeszcze czuć się pi razy drzwi zdrowy, gdyż nie wie, czym jest prawdziwe zdrowie, bo od dziecka tego nie doświadczył.

W dobrej, antyzapalnej diecie powinny pozostać tylko naturalne produkty, jak świeże, mrożone lub suszone warzywa i owoce, algi, morskie wodorosty, orzechy, nasiona, miód i żadnej obróbki cieplnej, czyli wszystko na surowo. Nie nazywaj tylko orzechami fistaszków, bo to roślina strączkowa, przy czym niezbyt pożyteczna.

Jednak nagłe przejście od zwykłych produktów do surowych warzyw i owoców do niczego dobrego nie doprowadzi. Organizm potrzebuje czasu, by przyzwyczaić się i przestawić. Dlatego przejścia należy dokonać stopniowo, zmniejszając w swojej diecie ilość gotowanego pożywienia roślinnego i zwiększając ilość surowego.

Jeżeli całe życie odżywiałaś się głównie przetworzonymi rzeczami, to również Twoja mikroflora przystosowana jest do takiej właśnie diety. Gwałtowne przejście w zasadzie jest możliwe, lecz dla tych, co cieszą się dość dobrym zdrowiem. Codzienne 4 szklanki na rozpoczęcie dnia, dobrze służą ogromnej ilości ludzi, nawet na zwykłych dietach, taki mam fit back po tych kilku latach, gdy zaczęłam krzewić 4 szklanki.

Mikroflora całkowicie zmienia się w ciągu roku. Pod koniec tego okresu w Twojej diecie nie powinno być już więcej niż 10%, no dobra 15% przetworzonego pożywienia.

Surowy, organiczny pokarm roślinny, nie tylko, że nie zanieczyszcza Twojej kanalizacji, ale wręcz przeciwnie, oczyszcza ją

Podczas, gdy nasiona kiełkują, zachodzą w nich gwałtowne zmiany, inhibitory ulegają zniszczeniu, skrobia przekształca się w maltozę, białka w aminokwasy, a tłuszcze w kwasy tłuszczowe. To samo odbywa się przy trawieniu pożywienia w Twoim ciele.

Cytryna w bazowej wodzie na 4 szklanki nadaje jej, z powodu minerałów, odpowiedniej jonizacji cząsteczek, strukturyzuje ją. To wspaniała rzecz, którą rozpoczynasz każdy dzień.

Może pojawić się pytanie, przecież są świeże produkty, które wręcz należy ugotować, na przykład ziemniaki, czy bakłażany? W takim razie ja też mam pytanie, czy musisz je jeść? Takie bataty możesz jeść na surowo, ba, podałam wspaniały przepis na surową brukselkę. Tak naprawdę kiszenie sprawia, że produkt nadal jest surowy, ale żywy.

Warzywa z wysoką zawartością skrobi nie dają Twojemu ciału zdrowia, a rozgotowane to już jakiś horrorek. Za to dadzą puste kalorie i sporo śluzu, nie zdziw się, że stąd biorą się choroby zwane przeziębieniem.

Przykładowo farmerzy, żeby wyhodować tłustsze świnie na sprzedaż, żywią je gotowanymi ziemniakami. Udowodnili, że w ten sposób świnie tyją szybciej, co przynosi zysk. Od surowego zaś jedzenia nie da się przytyć, niezależnie od ilości zjedzonych kalorii. Oczywiście, jeśli będziesz się objadać słodkimi hybrydami i zakąszać je tłustymi hybrydami, może być zonk zdrowotny i masowy, ale przecież cały czas mówię o naturaliach. Czy to jest naturalne?

Żeby nie było Ci tak smutno rozstawać się z daniami, do których przywykłaś, możesz zwiększyć w menu udział owoców morza. Wszystkie dzikie ryby morskie i skorupiaki można jeść bez poddawania ich obróbce cieplnej. Nietrudno nauczyć się je solić i kisić. Ryba jest bardzo daleko genetycznie od Ciebie. Nie jedz ssaków, bo jesteś ssakiem. Będzie Ci trudniej dowolnie programować swoją rzeczywistość, o czym kiedy indziej.

Wielu osobom takie jedzenie może wydawać się antykulturalne, antykulturowe, może nawet straszne. W ogóle człowiek bardzo niechętnie rozstaje się ze swymi starymi przyzwyczajeniami. A tu taka podmianka, że niewłaściwy zdrowotnie i ekonomicznie tryb życia staje się ogólnie przyjętą normą, a proste i oczywiste naturalne zasady wydają się nienaturalne.

Wiem, że to burzy Twoje pojęcie o gościnności, świętach, cieknącej ślince, kulinarnych pokusach, ale powiem Ci coś nie w sekrecie, żywienie oparte na surowych pokarmach, tak zwany witarianizm, to nauka o odżywianiu się, dla ludzi trzeciego tysiąclecia, dla cywilizacji trzeciej fali.

Najbardziej znanym propagatorem tego żywienia jest Arshavir Ter-Avanesjan (Aterov). W jego książce „Witarianizm lub Nowy Świat, wolny od chorób, ułomności i trucizn", wydanej w Teheranie, przedstawiane są podstawowe zasady żywienia opartego na surowych produktach (witarianizmu). Aterov, po stracie pierwszych dwóch dzieci, które umarły w wyniku chorób, wychował trzecie dziecko, córkę, karmiąc ją wyłącznie surowym pożywieniem. Rosła zdrowa jak mało kto, bardzo rozwinięta fizycznie i umysłowo.

Co Aterov pisze w swojej książce?

Córka niedługo będzie mała siedem łat, lecz nigdy nie wzięła do ust nawet kawałka zdegenerowanego pożywienia.

Ostatnie słowo:

Witarianizm niskotłuszczowy, oraz nawadniaj się, 4 szklanki, ćwicz, biegajżesz, wydychaj głęboko powietrze i stosuj zimne natryski. Teraz jesteś gotowa do dowolnej zmiany swojej rzeczywistości.

Owoc & Amen

 19
  • AniaS   IP
    Dzięki wielkie za odpowiedź...
    A czy po 4 szklankach mogę po chwili zjeść posiłek czy trzeba ileś odczekać?
    Dodaj odpowiedź 0 0
      Odpowiedzi: 1
    • AniaS   IP
      Hej! Jestem od półtora miesiąca na poscie 16/8 codziennie. W oknie jem 2- 3 posiłki low carb. Post zaczynam o 20 wieczorem, czyli śniadanie jem o 12. Chciałabym wprowadzić Twoje 4 szklanki,tylko kiedy najlepiej je pić?
      Dodaj odpowiedź 0 0
        Odpowiedzi: 1
      • Jolka   IP
        Niestety surowe mi nie sluzy... Chociaz bardzo lubie ☺ Ale intuicyjnie wszystko gotowane polecane dla mnie przez TCM uwielbiam, nabialu nie jem ale zboza bez pszenicy owszem... Wszystko zalezy od konkretnego przypadku. Pracuje z dziecmi z ASD i tam dopiero dzieja sie rzeczy....
        Dodaj odpowiedź 0 0
          Odpowiedzi: 0
        • Monika   IP
          Hej Pepsi, a czy mozna jakos obejsc te owoce? Same warzywa jesc? Wiem ze tu chodzi o weglowodany ale nie lubie slodkiego.
          Dodaj odpowiedź 0 0
            Odpowiedzi: 1
          • Julia   IP
            Pepsi, a może kilka przykładowych posiłków dla laików? Tak aby można było sobie urozmaicić. Chciałabym spróbować ale na dzień dzisiejszy bym się chyba zajadała tylko właśnie bananami i fistaszkami hehehe
            Dodaj odpowiedź 0 0
              Odpowiedzi: 1

            Czytaj także