Czy surowe pokarmy roślinne wychładzają organizm i kilka słów o urynoterapii
  • Pepsi EliotAutor:Pepsi Eliot

Czy surowe pokarmy roślinne wychładzają organizm i kilka słów o urynoterapii

Dodano: 70

W tym 2 proste przepisy Waltera Lasta na leczenie yyy ... moczem.  

Czytając niektóre komentarze mam wrażenie, że sądzisz, że możesz robić ze swoim ciałem co tylko chcesz, a w pewnym momencie po prostu rzucisz gluten (zresztą nie cały, bo od czasu do czasu musisz zjeść tort) i zaczniesz popijać wodę utlenioną i będzie wszystko git. Oczywiście dotlenienie komórek odgrywa kluczową rolę, ale ciała nie da się w ten sposób oszukać na dłuższą metę. Tak jak fałszywe ego nie oszuka prawdziwego ja. Ciało jest do zaopiekowania, zadbania, uszanowania i okazania mu wdzięczności. Oraz trzeba go odpowiednio karmić. jakaś prana jest mu niezbędna, gdyż pokarm jest wyrazem miłości do własnego ciała. Ciało wymaga odpowiedniej diety. To mogłoby być światło słoneczne, gdybyś była na to gotowa. Ale zakładam, że jeszcze nie jesteś.

Surowa dieta roślinna, a nawet urynoterapia to są naturalne lekarstwa i o tym trzeba pamiętać

Nieżyjąca już dr. Ewa Hankiewicz neurolog, która na przekór środowisku medycznemu dostrzegła wielki wpływ diety, ale też urynoterapii na wiele chorób neurologicznych, chorób z powikłaniami neurologicznymi oraz innych chorób ...

Tu spory fragment wypowiedzi dr. Ewy Hankiewicz:

(...) Od dziecka byłam bardzo chorowita: przeszłam wiele chorób, miałam duże zmiany w kręgosłupie, a w wieku 20 lat pozbawiono mnie pęcherzyka żółciowego, miałam tam ze 140 złogów. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że stosując odpowiednią dietę, można w kilka dni złogi te wyczyścić, zachowując pęcherzyk. Na egzaminie praktycznym z chirurgii na pytanie: czy złogi w pęcherzyku są zagrożeniem, prawidłowa odpowiedź miała brzmieć: tak, jest to stan przedrakowy i jedynym rozwiązaniem jest wycięcie pęcherzyka. Tak więc, gdy stwierdzono u mnie kamienie, biorąc pod uwagę wiedzę, którą zdobyłam na studiach, posłusznie poszłam na operację. Myślę, że właśnie od tego czasu zaczęły się moje poważne problemy zdrowotne. Miałam bóle głowy, chory kręgosłup, miałam paradentozę, problemy z układem trawiennym. Sama będąc chorą i na co dzień lecząc ludzi przykutych do łóżka z powodu chorób neurologicznych, widziałam swoją wielką bezradność. I znowu zapaliła się czerwona lampka - że coś tu nie tak.   Punktem zwrotnym w moim życiu, nie tylko rodzinnym, ale także zawodowym, była choroba i śmierć mojego brata, który umarł z powodu chłoniaka złośliwego. W tym czasie interesowałam się już medycyną alternatywną. Nie zdążyłam jednak pomóc bratu. Wcześniej, nawet niż sam nowotwór, zabiła go chemia, którą go leczono. Zabiła go tak szybko, że nawet nie zdążyłam zastosować urynoterapii, o której czytałam. Wpadłam w depresję. Byłam w tym czasie przed egzaminem specjalizacyjnym właśnie z neurologii, gdy wpadła mi w ręce książka Mai Błaszczyszyn "Dieta życia". Przeczytałam ją jednym tchem, a następnego dnia zaczęłam już stosować. I o dziwo - jedząc głównie surowe warzywa i owoce w przeciągu dość krótkiego czasu stanęłam na nogi. Zdałam egzamin i wróciła mi chęć do życia. Pozbyłam się większości moich chorób. Przez pół roku leczyłam się tą dietą, ale gdy poczułam się dość dobrze, powróciłam do tak zwanej "normalnej" diety. Dolegliwości odzywały się od czasu do czasu . Ale nie były, aż tak jak wcześniej, dokuczliwe. Nie zastanawiałam się jeszcze wtedy nad wpływem diety na zdrowie. Urodziłam dziecko, no i problemy zaczęły się od nowa: krwotoki, szpital, śmierć kliniczna, operacja po operacji, no i diagnoza - wyrok: brak szans na wyleczenie. Wtedy przypomniałam sobie o poście i urynoterapii. Przypomniałam sobie o nich, gdy po dłuższym niejedzeniu po operacji, podano mi pierwszy posiłek. Zażyczyłam sobie, aby przyniesiono mi z domu ryż z marchewką. Myślałam wówczas, że jest to jedzenie, w tym momencie dla mnie, najzdrowsze pod słońcem. No i zaczęło się znowu - gorączka, krwotok, powrót wszystkiego. Moi koledzy po fachu rozłożyli ręce - byli bezradni. Wówczas pomyślałam: skoro zjadłam i jest tak źle, to nie należy jeść. Po pięciu tygodniach postu wstałam z łóżka całkiem zdrowa. Wróciłam do pracy. Wówczas okazało się, że mój ojciec jest chory na nowotwór. Nie chciał uwierzyć w moje "naturalne metody" i za pół roku zmarł. A ja jak przystało na "ozdrowieńca" kupiłam sobie wołowinę, o której nauczono mnie, że jest zdrowsza niż wieprzowina. Tak do końca to wiedziałam już wtedy i nie wiedziałam. Doceniłam post jako leczenie, ponieważ dwukrotnie uratował mi życie, ale jakoś codziennego zdrowego żywienia nie potrafiłam jeszcze wtedy rozpoznać i docenić. Zresztą niewiele o nim wiedziałam. Moje informacje były fragmentaryczne. Wróciły znów obowiązki i mój poprzedni sposób życia. Zrozumiałam, że nie wystarczy raz wysprzątać organizmu - zastosować przez pół roku głodówki leczniczej. Trzeba dalej dbać i pielęgnować go codziennie. Trudno żyć z brakiem kilku narządów i kupą leków, które w swoim krótkim życiu zdążyłam już łyknąć. Trapiły mnie znów różne dolegliwości. Nie mogłam przecież pozostać na całe życie na poście urynowym. Czułam, że muszę coś robić, aby się ratować. Na medycynę szpitalną przestałam już liczyć. Co najwyżej, miała mi do zaproponowania wycięcie jeszcze jednego potrzebnego narządu, lub nowe leki, które wprawdzie coś tam pomagały, ale też i rujnowały resztki mojego zdrowia. Wtedy dopiero świadomie zaczęłam eksperymentować z dietą. Eliminowałam pokarmy, co do których miałam wątpliwości, że mi szkodzą. Jako pierwsze wyeliminowałam mięso. Później inspirowana książką hinduskiego lekarza "Mleko cichy morderca" wyeliminowałam mleko i wszelkie wyroby z mleka. Wtedy też uświadomiłam sobie, że to właśnie jadanie nabiału, który był kiedyś podstawą mojej diety, doprowadziło moje zdrowie do takiego stanu. Pierwsza moja tak zwana zdrowa dieta, którą przyjęłam, zawierała gotowane produkty, zdrowe razowe pieczywo, rośliny strączkowe. Ale dalej czułam, że to nie tak. Z pieczywem było mi się najtrudniej rozstać. Wtedy włączył się mój naturalny "pilot". Zaczęłam myśleć intuicyjnie, wracać do natury. Odkryłam, że to co najprostsze jest najgenialniejsze, dlatego trudne do zrozumienia. To wówczas, któregoś dnia, kupiłam swój ostatni bochenek chleba. Wtedy jeszcze z przerażeniem myślałam, jak to będzie, gdy pieczywo zniknie z mojego życia. No i nie ma pieczywa. W ostatniej kolejności wyeliminowałam produkty strączkowe. Długo wydawało mi się, że trzeba je jeść, ze względu na dużą ilość białka. Ale z biegiem czasu i moich przemyśleń, wnikliwego obserwowania siebie, w mojej diecie pozostały tylko świeże owoce i warzywa. Dobrze się czuję, gdy jem, nie mieszając, jeden gatunek warzyw lub owoców przez dłuższy czas. Jak się ma, na przykład, moje 2 kilogramy gruszek, które zjadam w ciągu dnia i tryskam energią, do konwencjonalnego obiadu? Doszłam więc po latach obserwacji i praktyki do swojej optymalnej diety, o której myślę też, że jest optymalną dietą dla wszystkich. Jesteśmy jako gatunek owocożerni, nawet nie warzywożerni, a na pewno nie wszystkożerni. Dzisiaj przyszła do mnie moja pacjentka, która od tygodnia jest na owocowo-warzywnej surowej diecie. Powiedziała mi, że przestały jej marznąć i cierpnąć ręce i nogi. Ci, którzy wcześniej rozcierali jej marznące ręce, teraz bardziej marzną od niej. Jej jest gorąco. Inna moja pacjentka, która od wielu lat w ogóle nie jadła surowizn, bo lekarz kiedyś powiedział jej, że szkodzą jej zdrowiu, przyszła po raz pierwszy do mnie w pięciu swetrach trzęsąc się z zimna. No więc jak jest z tym wychładzaniem? Gdy pacjentka ta przeszła na surową dietę, natychmiast poprawił się jej stan zdrowia i zdjęła z siebie kilka swetrów.

Witarianka Mimi Kirk (77) podczas wywiadu:)

Pożegnajmy się więc z pierwszym mitem, że surowa dieta wychładza organizm. I, że zimą powinniśmy jeść gorące kasze, zupy, a owoce i warzywa zostawić na upalne lato.

Tymczasem nie surowizna, lecz nabiał wychładzają organizm

Energia jest w surowym jedzeniu. Jabłko pięknie grzeje, banan może trochę mniej, ale wcale nie wychładza. Banan w porównaniu ze zwykłym chlebem jest jak nektar bogów, czyli zdrowy i bezpieczny. Patrząc na gotowane pożywienie rozgrzeszyłam nawet cytrusy. Uważam, że późne owoce, jak jabłka i gruszki są doskonałym pokarmem na zimę. Są w stanie nas tak wspaniale ogrzać i dać nam tyle energii potrzebnej na przetrwanie zimy.

Późna gruszka nie zmarznie nawet na mrozie

Orzechy są również doskonałą spiżarnią na zimę. Energia jest w surowym jedzeniu. Może i gotowanie dodaje jakiegoś rodzaju energii do pożywienia. Ale jaki jest sens, aby jedną energię zabijać, po to aby dać jakąś drugą? Powtarzam zawsze moim pacjentom: surowe dożywia, wszystko inne zaśmieca organizm i że jedynym pożywieniem, które daje energię i zdrowie są surowe owoce, warzywa i orzechy. Pozwalam także, od czasu do czasu, na oliwę tłoczoną na zimno i na złamanie diety gotowanym pożywieniem.

Wielu pacjentów, nie rozumiejąc, że na ich dolegliwości, pomóc może jedynie odpowiednie żywienie, a nie jakieś specjalne zapisane przeze mnie leczenie, opóźnia czas przechodzenia na dietę.

Rozumiem ich, bo ja także bardzo powoli zmieniałam swoje żywieniowe przyzwyczajenia, nie doceniając wielokrotnie roli żywienia w leczeniu. Często pacjent odchodzi ode mnie i idzie do lekarza, który nie wymaga tak wiele i po prostu zapisuje tabletki. Ci pacjenci, którzy jednak spróbują, widzą już po kilku dniach efekty tej diety. Niektórzy uważają, że powoli należy zmieniać dietę, aby nie był to szok dla organizmu. Ja uważam, że można to zrobić od zaraz. Jest to tylko kwestia gotowości naszego umysłu i porzucenia naszych przyzwyczajeń. Pacjenci pytają: to pani doktor na diecie? A ja im odpowiadam: ja po prostu zdrowo jem. Im bardziej jestem zdrowa, to tym bardziej chce mi się zdrowo jeść. Leczyłam ludzi, którzy sobie nie wyobrażali życia bez kawy i bez papierosów. W miarę ilości wypijanego soku z marchwi, zmienia się ilość wypalanych papierosów. Sposób bycia także. Zauważyła to studentka, pisząca pracę magisterską, która przyszła do mnie z prośbą o podanie adresów osób będących na diecie owocowo-warzywnej. Wszyscy jej rozmówcy okazali się być rozmowni, przychylni, tryskający energią, zadowoleni z życia. Nie marudzili - tak jak spodziewała się tego - że katują się dietą, poszczą. Szczególnie szczęśliwa była kobieta chora na cukrzycę, której lekarze zabronili jeść jej ulubione winogrona, a nakazali jadać mięso, wędliny, sery i inne rzeczy, których nie znosiła. Teraz objada się swoimi ukochanymi winogronami i czuje się bardzo dobrze. Co na to wszystko środowisko lekarskie? Umierałam w łomżyńskim szpitalu. Według tamtejszych lekarzy nie powinnam już żyć. Gdy pod wpływem własnych przeżyć i zmagań z trapiącymi mnie chorobami, odeszłam już tak daleko od konwencjonalnego widzenia choroby, jej skutków i leczenia, że ciężko byłoby mi wrócić do konwencjonalnej placówki zdrowia, otworzyłam własny gabinet. Trafiali do mnie beznadziejnie chorzy pacjenci, na których medycyna oficjalna postawiła już krzyżyk. Powrót do zdrowia tych ludzi uznano oficjalnie za cudowne ozdrowienie. Chociaż żadnego cudu tu nie było. Niekiedy moi znajomi lekarze podsyłali mi pacjentów, z którymi nie wiedziano co zrobić. Najczęściej takich, gdy operacja się udała, a pacjent nie zdrowieje. Przeszłam długą szkołę. Jeśli jako młoda lekarka neurolog ze świeżo zdaną specjalizacją na pięć, musiałam sobie codziennie wstrzykiwać pyralginę, aby przeżyć dzień bez bólu, to kiedy ja powinnam dostać tę piątkę - teraz gdy sama nie mam już żadnych dolegliwości i leczę dwudziestoletnie migreny u pacjentów w ciągu tygodnia lub miesiąca, czy wtedy gdy sama faszerowałam się lekami, nie szczędząc ich również swoim pacjentom? Jeśli kiedyś komuś przyjdzie do głowy, aby odebrać mi mój lekarski dyplom, zarzucając mi, że nie leczę pacjentów według oficjalnej wiedzy medycznej, to ja zapytam, jak medycyna poradziła sobie ze stwardnieniem rozsianym, nowotworami, Parkinsonem i tak dalej? Dlaczego na studiach medycznych nie nauczono mnie, że na stopach są punkty refleksyjne, nie było zajęć na temat diety, dlaczego nie powiedziano mi, że pijąc olej z cytryną mogę pozbyć się kamieni, tylko wycięto mi mój pęcherzyk żółciowy? W porównaniu z kilkukrotnie większą ilością kamieni, które w ten sposób usuwam pacjentom, moje 140 dla tej mikstury, nie byłoby problemem. Dlaczego na zajęciach z fizjologii nauczono mnie, że w 3 roku życia tracimy enzymy do trawienia mleka, ale już nikt później z tego nie wyciągnął wniosków. I dotąd nie wyciąga. (...) Cały wywiad, który okazał się monologiem  jest tu Ponieważ dr. Ewa Hankiewicz zmarła 1 października 2005 roku, więc można założyć, że jej obserwacje były bardzo prekursorskie, tym bardziej że epokowe dzieło dr. Campbella "China Study" miało swoją pierwszą publikację zaledwie rok przed jej śmiercią. Zresztą doktor Ewa mówi jasno, że na studiach medycznych każdy student w Polsce dowiaduje się, że dziecko w 3 roku życia traci enzymy pozwalające na trawienie mleka.

I nic z tego nie wynika dalej ...

Potem przez całe życie słyszymy: pij mleko, koniecznie zbijaj gorączkę, wytnij migdałki, wytnij sobie i urwij cokolwiek, dla dobra sprawy medycznej. W niskim pokłonie i na służbie u farmacji.

Jednak mój dzisiejszy wpis jest formą odpowiedzi na pytanie:

- A co Pepsi myślisz o urynoterapii?

Urynoterapia według Waltera Lasta

Mocz jest używany w wielu kulturach jako szczególnie skuteczny środek zwalczający zaburzenia układu odpornościowego takie jak alergie, choroby autoimmunologiczne i temu podobne. Mocz zawiera przeciwciała i składniki które pobudzają układ odpornościowy do walki z wszelkimi drobnoustrojami w naszym organizmie. Aby pozbyć się alergicznej reakcji należy użyć moczu zebranego w trakcie jej trwania lub po jej ustąpieniu.

Jak to zrobić?

Umieść kilka kropli czystego lub rozcieńczonego moczu pod językiem i trzymaj go w ustach przez kilka minut.

Last podaje 2 przepisy na Uniwersalne Remedium:

1.

Należy zmieszać 2 krople moczu z 1 łyżeczką wody i całość wlać do małej buteleczki z kroplomierzem, a potem mocno potrząsać nią przez 10 sekund. Ilekroć poczujesz się niedobrze umieszczaj kilka kropli pod językiem co 2 godziny. Sporządzaj co tydzień kolejną porcję tego remedium i zwykle nie ma potrzeby wstawiania go do lodówki.

2.

Inna metoda polega na rozcieńczaniu i 1 łyżki porannego moczu od 5 do 10 razy większą ilością czystej wody (nie chlorowanej) i dokładnym wymieszaniu tej mieszaniny mocno potrząsając nią od 20 do 40 razy w górę i w dół. Należy wypić ją od razu lub brać po kilka łyżek w ciągu dnia trzymając ją w ustach przez pewien czas przed połknięciem. Czytałam też że, bardzo dobrze sprawdzają się lewatywy z moczu. Źródła: "Proste metody przywracania zdrowia" Walter Last

a więc owocek:)

 
 70
  • mateuszozon  
    Pepsi, mam pewne pytanie. Czy pijąc uryne przerwę post? Czy uryna ma kalorie (ile)?
    Dodaj odpowiedź 0 0
      Odpowiedzi: 0
    • Bazyl   IP
      Tylko że mocz zawiera tez iperyt substancję astralną (emocjonalną) która wynosi z organizmu razem właśnie z moczem to wszystko co negatywne ziemia ten mocz w naturalnym cyklu przyjmuje i transformuje energie negatywna w pozytywną . Rzadko się o tym mówi w internecie praktycznie wogóle. Taka jej rola w cyklu przyrodniczym. Stąd Mocz działa jak Ormus, on rzeczywiście pomaga a jednocześnie degraduje nasz związek z Wyższym Ja , można nie tylko się wyleczyć ale nawet stać się herkulesem jednak cóż z tego jeśli wiele osób uzależnia się od spożywania własnego iperytu> Konklużyn jest taki. Sam sie moczem wyleczyłem i długo go stosowałem do momentu gdy zacząłem bezwolnie tracić nasienie które jak już miałem wtedy świadomość jest tym z czego zdrowy organizm sie regeneruje a Z czego większość astralnych bytów korzysta-czysta energia witalna. U kobiet objawiać sie to be sie na inny sposób naturalnie. Jednak mimo siły moczu jak leku warto pamiętać że jest to droga na skróty i może się skończyć ta droga w gadzich łapskach. Jak wszystkie skrajne terapie warto go wykorzystywać tylko jakiś czas najkrócej jak to możliwe i może kiedyś zacznie się o tym pisać zamiast bezwarunkowo się odcinać od tego skarbu albo w druga stronę wywyższać go mimo minusów długiego stosowania. Mocz działa bo zawiera pierwiastki ORME mocno skondensowane dlatego jest drogą na skróty i tyle. Także to opcja gdy naprawdę nie mamy jeszcze nerwów i cierpliwości do rozpoczęcia diety obniżającej produkcję kortyzolu i ogólnie uspokajającej nas. Bo to przecież emocje i hormony produkowane za ich przyzwoleniem czy też impulsem są przyczyną chorób. Pozdrawiam autorkę , naprawdę świetna strona dużo informacji dla wszystkich, w przejrzysty i lajtowy sposób ułożonych :)
      Dodaj odpowiedź 0 0
        Odpowiedzi: 1
      • Bazyl   IP
        No tak
        Dodaj odpowiedź 0 0
          Odpowiedzi: 0
        • Monika Bareja   IP
          Powyżej jest napisane iż można moczem leczyć alergie. Trzeba pobrać mocz w czasie ataku (mój mąż ma uczulenie na sezam i kończy się to wstrząsem anafilaktycznym). Jak dalej postępować i jak zażywać ten mocz?
          Dodaj odpowiedź 0 0
            Odpowiedzi: 1
          • Motyl   IP
            spotkałam facecika który się pochwalił że był czas w jego życiu że smarował sobie ręce moczem zamiast kremem i chwalił sobie że miał po tym gładką skórkę i ogólnie pozytywnie się wypowiadał na temat rezultatów. Więc od wewnątrz tez może fajnie działać pod warunkiem że się zdrowo je :-)
            Dodaj odpowiedź 0 0
              Odpowiedzi: 0

            Czytaj także