Paradoks klasycznej medycyny, nadrozpoznawalność w celu ... wyleczenia?
  • Pepsi EliotAutor:Pepsi Eliot

Paradoks klasycznej medycyny, nadrozpoznawalność w celu ... wyleczenia?

Dodano: 22

Najlepsza medycyna powinna działać najwięcej jak to możliwe nie robiąc yyy ... nic. Niestety nie jest nią z pewnością współczesna medycyna konwencjonalna, która postawiła na uporczywe leczenie.

Medycyna ewidentnie przechodzi jakiś egzystencjalny kryzys. Jej podstawową wartością miała być pomoc w bólu, ale tego nie udaje się już manifestować. Cierpią nie tylko pacjenci, cierpią też lekarze, bowiem jedynym żywiołem, który zwyciężył wszystkich na polu walki z chorobą jest przemysł farmaceutyczny.

Najbardziej powszechnie przyjęta definicja nadrozpoznawalności choroby, w tym raka  jest to "diagnozowanie" osoby, u której nie występują objawy choroby, ale u której zaczną występować owe objawy, lub nastąpi śmierć.

Nadrozpoznawalności nie należy mylić z „błędną diagnozą”, lub z fałszywie pozytywnymi wynikami, gdyż są to zupełnie inne zagadnienia. Uporczywe leczenie, czy też nadrozpoznawalność są obecnie palącymi problemami, gdyż chodzi o najprostszą relację, że im więcej diagnoz zostanie wygenerowanych, tym więcej będzie zalecanych zabiegów, co przełoży się na obrót branży farmaceutycznej. To jasne, i to nikogo nie powinno dziwić. Jest popyt w świecie kapitalistycznym, będzie więc podaż. Tak działają prawa ekonomii. Chodzi tylko o to, abyś miała jasność, że odpowiedź na nadrozpoznawalność wynikłą przede wszystkim z genetycznej historii nie może przebiegać w ten sposób jak zaleca i nakazuje obecnie medycyna alopatyczna. Odpowiedź na nadrozpoznawalność to ma być ruszenie ze skrzyżowania. Zamiana złomu na pokarm, odżywienie ciała.

Sayer Li założyciel potężnej strony o kurkumie, ups, o alternatywnym leczeniu choróbsk cywilizacyjnych GreenMedInfo analizuje, że amerykański przemysł farmaceutyczny w jednym roku zbiera żniwo znacznie przekraczające ilość amerykańskich żołnierzy, którzy zginęli podczas ciągnącej się dwie dekady wojny w Wietnamie. Jest to dość obrazowe porównanie, przynajmniej dla Amerykanów. Tymczasem cały matrix medyczny stoi tuż nad przepaścią, co jak wiemy grozi upadkiem, jeśli nie z powodów ekonomicznych, co zostawmy w spokoju, to na pewno z powodów energetycznych i etycznych.

Paradoks

Największą ironią jest to, że system medyczny stał się tak nieskuteczny i ostatecznie niebezpieczny, że najczęściej unikanie konwencjonalnego leczenia (w tym zapewne z wyjątkiem pomocy w nagłych wypadkach) stało się jedną z, o ile nie najlepszą strategią opieki zdrowotnej, którą należałoby wdrożyć, aby chronić swoje zdrowie i dobre samopoczucie.

Nigdzie tego nie widać bardziej dosadnie niż w sferze nowotworów. W ciągu ostatnich kilku lat wydano miliardy na badania przesiewowe populacji, u której nie zauważono objawów, jednak aby "zapobiec rakowi" milionom ludzi zostały przypisane wątpliwe diagnozy (np. stadium raka zero), a następnie zachęcano ich do leczenia chemią, promieniowaniem, i chirurgicznymi zabiegami. Jakby nie można było pozostać przy bacznej obserwacji, albo jeszcze lepiej jednoczesnego wprowadzania istotnych zmian żywieniowych i stylu życia. Ale to mogłoby okazać się zgubne dla zajadłości i domniemanej śmiertelności ustalonego odgórnie "genetycznego raka". Najlepszym dowodem na poparcie tych słów jest fakt, że pomimo krociowych kwot wydanych na tak zwane zabiegi wykrywania „wczesnych nowotworów” śmiertelność dla raka piersi i prostaty pozostaje co najmniej na tym samym poziomie, albo z tendencją zwyżkową. Zresztą kot został wypuszczony z worka w 2013 roku, gdy na zlecenie National Cancer Institute panel ekspertów stwierdził, że badania przesiewowe mające na celu wykrycie zmian chorobowych znanych jako rak przewodowy DCIS i wysoki śródnabłonkowy rozrost nowotworowy HG-PIN, potocznie nazywanych odpowiednio "rakiem piersi" i "rakiem prostaty" nie są obecnie uzasadnione. Zamiast tego panel ekspertów zdecydował się na nowe definicje i mówi się obecnie o potencjalnie śmiertelnych nowotworach łagodnych, lub leniwych "zmian pochodzenia nabłonkowego." Tymczasem dziesiątki tysięcy ludzi nadal jest diagnozowanych, jako posiadających raka i zachęconych do operacji, chemioterapii i radioterapii, tak naprawdę bez własnej zgody z powodu dezinformacji.

Jednak brak oficjalnej dyskusji na temat tych ogromnych diagnostycznych "błędów" będzie mniej zaskakujący, jeśli weźmiemy pod uwagę, że około 1,3 mln amerykańskich kobiet w ciągu ostatnich 30 lat (niewiadomo oczywiście ile Polek) było mylnie leczonych na raka piersi w ciągu ostatnich 30 lat. Podobnie źle to wygląda dla raka prostaty i płuc.

Ale są to tylko góry lodowe, na które natknął się Titanic. Jednak matrix medyczny związany z rakiem ignoruje prawdę, że miliony ludzi niepotrzebnie cierpiało. Jak to niepotrzebnie? Matrix przecież karmi się masową bezbronnością, strachem, cierpieniem i bólem. Ponieważ zło dzieje się również na polu  finansowego tłamszenia przeciętnego zjadacza chleba, potencjalnego kandydata na fotel przed gabinetem, a następnie na hospitalizację, a wiadomo, że finanse poruszają jeszcze bardziej niż polityka, no może zaraz za zdrowiem, a więc z powodu tego zła ogólnego, czy możemy liczyć na prawdziwy przełom w tej dziedzinie? Czy jest możliwe, aby powstrzymać tę błotną lawinę?

Doprowadziło to do tego, że współczesna medycyna stała się naszą najbardziej orwellowską instytucją.

Wcześniejsze wykrywania raka w ramach „nadrozpoznawalności” to tak, jakbyśmy byli karani mandatem zanim jeszcze przekroczymy prędkość, bo to prawie pewne, że przekroczymy. Gdyby Policja karała nas za potencjalnie możliwe przestępstwo, bośmy o tym pomyśleli. Wielki Brat Orwella w czystej formie.

Doszło do takiego paradoksu, że trzeba gruntownie przemyśleć rolę medycyny alopatycznej we własnym ewentualnym leczeniu.

Co się dzieje, gdy wracasz do podstaw? Człowiek, jego ciało, myśli czyli ego, osobowość, serce, no i w końcu, jak i na początku, świadomość. Wszystko razem. Nie można też zapominać, czym jest siła sugestii. Nie można ludzi wciąż nastraszać pokazując fikcyjne światło w zmyślonym tunelu, gdy prawdziwe dobro jest takie proste. Przecież medycyna nie zaprzecza istnieniu efektu placebo. Placebo jest tak popularne, że trudno byłoby mu zaprzeczać.

Hipokrates

W sumie współczuję wielu lekarzom. Często dobrze wykształceni ludzie i dobrzy praktycy, dwa unikalne w jednym, jednocześnie niemogący uprawiać roli w sposób jak przysięgali (podobno już nie muszą przysięgać) guru Hipokratesowi, gdyż zostali zatrudnieni na stanowisku subiekta u Wokulskiego, ups, u ogromnej farmacji.

owocek:)

 22

Czytaj także