Co jesz mnie więcej? Masz otyłość brzuszną?
Raz za razem zamiast umówienia się na kawcię, ktoś mi proponuje wspólne … grzybki.
Ostatnio w jednym dniu jedna dziewczyna i dwóch facetów. ZDZIWKO?
Bo żyjemy w czasach nowej duchowej rewolucji, w której każda influencerka z Ubud (Bali) i każdy techbro (biohaking) z Doliny Krzemowej chodzi na ceremonie, pije brunatną breję z liści, je suszone grzybki i oznajmia potem światu, że dotknął Boga, zrozumiał wszystko i teraz wie, o co chodzi w tym życiu.
Okej, rozumiem urok.
Naprawdę.
Bo chcemy wiedzieć. Chcemy widzieć. Chcemy wyjść poza to pudełko, które matriks zakleił nam skoczem od urodzenia.
Ale jest jeden mały, niewygodny detal, o którym w tym całym psychodelicznym instagramie nikt nie mówi.
Że w tym domu, który tak chętnie otwierasz na oścież, możesz nie zostać sama.
Twoja małostkowa tożsamość, Twój wewnętrzny cenzor, które tak bardzo chcesz wyłączyć za pomocą substancji, jednak nie są Twoim wrogiem.
To jest FILTR ANTYWIRUSOWY.
Tak jak w komputerze.
W fizyce kwantowej, w koncepcjach transerfingowych, w naukach Neville’ego Goddarda i w tym wszystkim, co mieści się pod hasłem „gra w 3D”, Twoje ciało i Twoja tożsamość służą jako filtr percepcyjny.
Filtr, który pozwala Ci grać w tę konkretną rozgrywkę, bez rozpraszania się innymi pasmami, częstotliwościami i graczami z równoległych serwerów.
Kiedy bierzesz psylocybinę, ayahuaskę czy modnego w tym sezonie muchomora czerwonego (który swoją drogą jest mocno toksyczny i zdecydowanie nie należy do kategorii „mistyczne doznania wysokich wibracji”, tylko raczej „zaproszenie do niskiego astralu”), wyłączasz ten filtr.
Wiem wiem muchomor na choince, wielka tajemnica muchomora i moczu. Znamy to.
Sekretna wiedza trzymana w tajemnicy przed … muchą.
Nie otwierasz bramy do wyższych wymiarów.
Otwierasz dom na oścież.
W kiepskiej dzielnicy.
Bez zamka w drzwiach.
Tylko jeden produkt aby dostarczyć niezbędnych substancji odżywczych Tobie i Twoim najbliższym.
Bez względu na STYL ŻYCIA!
IDEALNY PRZY WYCHODZENIU Z NAŁOGU!
Wegańska mieszanka organicznych superpokarmów.
100% organiczny HYPERFOOD This is BIO został zaprojektowany aby dostarczyć Ci
JAK NAJWIĘCEJ SUBSTANCJI ODŻYWCZYCH z pełnowartościowej, naturalnej żywności.
Jest coś, o czym tradycyjni szamani wiedzieli od zawsze, a o czym dzisiejsza psychodeliczna turystyka duchowa milczy.
Skrzętnie, albo nie wie.
Że ROŚLINY MOCY TO NIE SĄ SŁODKIE KWIATUSZKI, które siedzą sobie grzecznie w glebie i czekają, żeby dać człowiekowi wizję raju.
To są egregory.
Inteligencje.
Byty z własnymi interesami, własną agendą i własnym apetytem.
Prawdziwi szamani wiedzieli doskonale, że DUCH Ayahuasca (bo TAK, MÓWI SIĘ O NIEJ JAKO O INTELIGENCJI, NIE JAKO O NAPOJU) ma swoje zdanie na temat tego, co Ci pokaże i czego od Ciebie będzie oczekiwał w zamian.
Bo wiedzieli, że bez odpowiedniej ochrony energetycznej, bez czystości intencji i bez potężnego zakorzenienia we własnej Istocie, roślina (a raczej BYT ZA NIĄ STOJĄCY) po prostu PRZEJMUJE STEROWANIE NAD TWOJĄ PERCEPCJĄ.
Nie oświecenie.
Podmiana pilota.
Dziś jednak mamy to, co mamy. Wchodzisz na retreaty w Amsterdamie albo w jakimś domku pod Krakowem, gdzie facet z certyfikatem ze szkoły weekendowej serwuje Ci porcję i puszcza playlistę „healing frequencies” i voilà, stajesz się „obudzona”.
Yyy.
No właśnie.
Bo są te słynne „elfy” po DMT, o których mówi każdy, kto spróbował tej substancji. Istoty ze świetlistymi oczami, kosmici z przesłaniem, przewodnicy duchowi, mistrzowie mądrości.
Tutaj zatrzymajmy się na chwilę.
Skąd wiesz, że to przewodnicy?
Bo tak Ci powiedzieli?
Bo wyglądali ładnie?
W gnostycyzmie te byty mają konkretną nazwę i konkretną funkcję. ARCHONCI, Władcy Matriksa, istoty, które same nie mają iskry bożej Kate Walker, własnej kreacji, własnej prawdziwej świadomości i dlatego muszą podczepiać się pod ludzi, którzy tę iskrę mają, żeby czerpać energię i doświadczenie.
Z tej perspektywy to, co Ci pokazują podczas tripu, to nie jest widok z góry na Twoją duszę i jej drogę do Źródła.
IDEALNY MECHANIZM KONTROLI.
Podepnij człowieka pod program „oświeconego tripowicza” i JUŻ NIGDY NIE BĘDZIE POTRZEBOWAŁ SZUKAĆ PRAWDY w ciszy (pustce) własnej świadomości.
GÓWNOPRAWDA W ZŁOTYM PAPIERKU.
Powiem Ci coś, co może nie spodoba się połowie Twoich znajomych z kółka ceremonialnego.
100% organiczne Shiitake This is BIO to SUPER POKARM,
którego źródłem sławy jest zawarty w nim związek LENTINAN.
Shiitake stanowią również bogate źródło potasu, fosforu, magnezu, sodu i witaminy D.
w przeciwieństwie do muchomora, który jest wciąż niewiadomo czym
Albo projekcja Twojego własnego, nieskażonego podświadomego śmietnika, który w końcu znalazł wentyl i wychodzi w kolorach.
Albo gotowe skrypty i programy zaimplementowane przez inne BYTY Z INNYCH GIER, które bawią się Twoim kosztem, czerpiąc energię z Twojego zachwytu, Twojego lęku, Twojego uniesienia.
To jest rozrywka na czyjś rachunek.
Wiesz co jest naprawdę irytujące w tej całej narracji? Że ludzie po ceremonii wracają i mówią „wiem teraz, że wszystko jest jednością, że miłość jest odpowiedzią, że muszę żyć bardziej autentycznie”.
Super.
Tylko że mogłaś to wiedzieć zanim.
Tylko że to jest tak głęboka informacja, że Twoja babka Ci to mówiła za darmo przy obiedzie.
A do tego dotarłaś kosztując substancji toksycznej dla wątroby, w stanie, w którym Twoje ciało było przez kilka godzin parkingiem dla bytów z równoległych serwerów.
One na bank miały korzyść.
Brawo.
Wróćmy do pytania z początku.
Kto to ogląda?
W poprzednim podobnym tematcznie artykule: Czy gdy pijesz alkohol grozi Ci zasiedlenie przez demony? pisałam o alko i o tym, że urywa Ci się film nie dlatego, że byłaś zbyt pijana na zapamiętanie.
Urywa Ci się film, bo Ciebie w tym filmie nie ma.
Twoja świadomość, twoja Istota, wysyła sygnały, ale ciało nie odpowiada, i w pewnym momencie przestaje próbować.
Zostawiasz puste mieszkanie.
I to mieszkanie ktoś zajmuje.
Z grzybkami, muchomorem i ayahuaską mechanizm jest BLIŹNIACZO PODOBNY, TYLKO W INNYM OPAKOWANIU i ze znacznie lepszym PR-em.
Wręcz przeciwnie, film jest bardzo kolorowy i ekstremalnie intensywny.
Ty siedzisz w fotelu kinowym i myślisz, że to Twoje kino, Twoje przeżycie, Twoje oświecenie.
Tymczasem ktoś z zupełnie innej gry właśnie bardzo wygodnie rozgościł się w Twoim ciele, Twojej energii i Twoich zasobach uwagi, podczas gdy Ty jesteś zbyt zafascynowana wizją żeby to zauważyć.
Tu zadam jedno pytanie i sama na nie odpowiem.

Wspaniały grzyb Reishi This is BIO
Oraz równie wspaniała Chlorella This is BIO
Synergia DOSKONAŁA!
Nie dlatego, że system nagle zatroskał się o Twój rozwój duchowy.
System wie, co robi.
Jedno i drugie odbiera Ci ster.
Jedyna różnica jest w narracji.
Pijak traci twarz w oczach społeczeństwa.
Obudzona ceremonialna podróżniczka duchowa MA ZASIĘGI na Instagramie i pisze o tym eseje.
Matriks preferuje drugą opcję.
PRAWDZIWA TRANSCENDENCJA JEST CICHA.
PUSTA.
Jest czystym potencjałem i nie potrzebuje żadnych fajerwerków, neonowych istot ani dramatycznych wizji.
Twoje ciało, Twoja świadomość, twoja Istota NIE POTRZEBUJE WSPOMAGACZY DO POŁĄCZENIA ZE ŹRÓDŁEM.
Problem nie jest w braku substancji.
Problem jest w tym, że nie siedzisz wystarczająco długo w ciszy żeby to usłyszeć.
A cisza jest za darmo i nikt jej nie kupi.
Dlatego nikt jej nie sprzedaje.
Nie na ceremonię.
Do tej gry.
Jeśli Twoja odpowiedź na to pytanie brzmi „żeby zobaczyć kolorowe elfy i poczuć się jednością z Kosmosem przez pięć godzin”, to masz NIEZROZUMIENIE.
Bo nie po to tu jesteś.
Jesteś tutaj, żeby grać. Trzeźwo. Przytomnie. Z otwartymi oczami i zamkniętymi drzwiami dla wszystkiego, co chce się zaprosić bez pytania.
Twoja gra.
Twoje ciało.
Twój pilot.
Nie oddawaj go w ciemno czemuś, co OFERUJE CI WIZJĘ RAJU w zamian ZA KILKA GODZIN DOSTĘPU DO TWOJEGO AVATARA.
Tyle.

Odmaszerować!
Na zawsze Twój
PepsOsho vel

Powiązane artykuły
Komentarze
TO JEST PEWNE! Magnezu w stanach emocji złości,
CO SIĘ WYWODZI Z LĘKU
(bo wszystkie emocje wywodzą się z leku),
a więc Cytrynianu Magnezu TiB nie powinno Ci zabraknąć!:)
Cap Martin sp. z o.o. przeprasza Panią Justynę Lichtenberg że przez wiele miesięcy naruszane były na portalu https://pepsieliot.com/ prawa autorskie do pisanych przez nią artykułów, materiały były bezprawnie przerabiane sugerując autorstwo innych osób, a w miejsce jej autorstwa wskazywane były osoby trzecie w tym Pepsi Eliot. Spółka wyraża ubolewanie za zaistniałą sytuację oraz oświadcza, że naprawiła szkodę oraz wypłaciła stosowne zadośćuczynienie za wyrządzoną krzywdę zgodnie z wyrokiem Sądu


Sierżant Eliot Sierżant Eliot jest dowódcą Elitarnego Oddziału Nieprzeciętnych Dziewczyn, które każdego dnia w ciszy alchemizują, świadomie krystalizują swoje życie spełniając marzenia.
Odważnie, w ciszy, w orce, w największym dobrostanie jaki daje wejście we własną MOC!
Blog pepsieliot.com nie jest jedną z tysięcy stron zawierających tylko wygodne dla siebie informacje. Przeciwnie, jest to miejsce, gdzie w oparciu o współczesną wiedzę i badania, oraz przemyślenia autorki rodzą się treści kontrowersyjne. Wręcz niekomfortowe dla tematu przewodniego witryny. Jednak, to nie hype strategia, to potrzeba.
Pepsi a co z mikrodawkowaniem psychodelików? Które nie daje „fazy” a pomaga wyjść z depresji i innych niefajnych stanów? Co z badaniami, które są już grube lata robione za granicą na ten temat? A mikrodawkowanie amanity też złe?
Droga vastusiu,
Zacznijmy od tych „grubych badań za granicą”, którymi tak chętnie rzucają w sieci zwolennicy ułatwiania sobie życia na skróty.
O jakich badaniach mowa?
Chodzi przede wszystkim o projekty badawcze z takich instytucji jak Johns Hopkins University, Imperial College London czy NYU.
Tam rzeczywiście od lat bada się psylocybinę w kontekście depresji lekoopornej, PTSD czy lęków egzystencjalnych.
Tylko diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach, których biohakerzy z Instagrama i fani „świętego muchomora” wolą nie dopowiadać.
Po pierwsze, te „grube badania” DOTYCZĄ MAKRODAWEK (pełnych dawek psychodelicznych) podawanych jednorazowo lub dwukrotnie w asyście terapeutów.
To tam ewentualnie odnotowuje się trwałe remisje depresji czy PTSD.
W ściśle kontrolowanych warunkach klinicznych, pod okiem dwóch wykwalifikowanych terapeutów, gdzie substancja jest czysta, a pacjent ma przygotowaną, bezpieczną przestrzeń (tzw. set and setting).
Z kolei badania nad samym MIKRODAWKOWANIEM (czyli braniem dawek podprogowych, które nie dają „fazy”) są o wiele bardziej śliskie.
Coraz więcej z nich, w tym głośne badania z Imperial College London oparte na ślepej próbie i placebo, sugeruje jedno:
Efekty mikrodawkowania psychodelików w ogromnej mierze wynikają z efektu PLACEBO ORAZ Z OCZEKIWAŃ SAMEGO PRZYJMUJĄCEGO.
Oczekiwałaś, że poczujesz „flow”, więc Twój mózg podpiął pod to odpowiednie samopoczucie.
Po drugie, depresja to nie jest po prostu „zepsuty suwak z serotoniną”, który wystarczy podkręcić kropelką substancji, żeby gra w 3D nagle stała się kolorowa.
Depresja to często potężny opór przed zaakceptowaniem rzeczywistości, odcięcie od własnej Istoty, ucieczka od działania albo głęboko zakopany program, który trzeba przepracować w ciszy i pełnej przytomności.
Próba „wyleczenia” jej mikrodawkowaniem to wciąż ta sama stara, zachodnia paradygma w kształcie „weź pigułkę, a problem zniknie”.
Zmienia się tylko diler, zamiast koncernu farmaceutycznego jest nim „matka natura” albo szaman z Ubud (Bali).
DALEJ SZUKASZ RATUNKU NA ZEWNĄTRZ.
A co do mikrodawkowania amanity (Amanita muscaria)?
Tutaj wchodzimy już na wyższy poziom abstrakcji.
Muchomor czerwony to nie jest psylocybina.
Zawiera kwas ibotenowy i muscymol, czyli substancje o działaniu toksycznym i dysocjacyjnym.
Promowane w sieci „mikrodawkowanie amanity” na sen czy lęki to nic innego jak regularne podtruwanie układu nerwowego, żeby go otępić i wyciszyć.
To tak, jakbyś codziennie piła napar z pięćdziesięciu mililitrów piwa i twierdziła, że to zaawansowany protokół neurobiologiczny.
Nazywajmy rzeczy po imieniu:
Wyłączanie filtrów percepcyjnych, czy to na pełnej petardzie, czy po kropelce, to wciąż majstrowanie przy biologicznym komputerze.
Jeśli potrzebujesz chemicznej protezy, żeby poczuć ulgę w swoim awatarze, to znaczy, że oddajesz ster i pozwalasz, by Twoim stanem emocjonalnym zarządzała zewnętrzna substancja (i egregor, który za nią stoi).
W ciężkich depresjach na krótko można i należy włączyć „psychiatryk”, ale gdy stajesz na nogi trzeba się z tego wymiksować, a nie uzależniać.
Prawdziwa praca, która daje trwałe wyjście z niefajnych stanów, odbywa się w ciszy, bez asysty grzybów.
Resetujesz filtry poprzez przytomną obserwację własnego ego, a nie poprzez mikrodawkowanie toksyn.
Odmaszerować do ciszy, tam są prawdziwe badania.
Dzięki, utwierdzasz mnie w przekonaniu i ładnie to nazwałaś. Fakt, mój pilot. Buźka
Cześć Pepsi. Czy z czystym kwasem LSD 25 jest wg Ciebie tak samo? Czy choć trochę inaczej?
Cześć Minionka, czy myślisz, że jak odetniesz z równania „ducha świętej liany” albo „matkę amanitę” i weźmiesz do buzi czysty, laboratoryjny kartonik zrobiony przez pana w białym fartuchu, to oszukasz system?
To tak nie działa. Diabeł nie tkwi w tym, czy substancja wyrosła na mchu w lesie, czy skrystalizowała się w probówce.
Liczy się to, kto i gdzie dostaje odlotu oraz co tam widzi.
LSD-25, choćby było najczystszym syntetykiem na świecie, robi dokładnie to samo, czyli rozsadza Twoje dotychczasowe filtry percepcyjne (tzw. DMN – Default Mode Network, czyli sieć aktywności spoczynkowej mózgu, w której rezyduje Twoje ziemskie ego).
Kiedy te filtry padają, zostajesz wrzucona na głęboką wodę astralnego kina.
I teraz kluczowe pytanie, że skoro to nie jest duch rośliny, to co tam na Ciebie czeka?
Czeka tam Twoje własne podświadome wysypisko śmieci, zbiorowa nieświadomość oraz gigantyczne, potężne egregory, które żywią się ludzką uwagą od dekad.
Od czasów hippisowskiej rewolucji, przez Alberta Hofmanna, aż po współczesnych programistów z Doliny Krzemowej.
Kwas ma swój własny, potężny egregor.
Wchodząc w ten stan, podpinasz się pod określoną częstotliwość, która nie jest Twoją naturalną, wypracowaną wibracją.
To wciąż jest ten sam stary mechanizm, że wypożyczasz klucze do wyższych wymiarów zamiast sama stać się drzwiami.
A przecież JESTEŚ PORTALEM.
Grasz w grę 3D na kodach (cheatach).
Czysty kwas daje Ci iluzję, że „widzisz więcej”, że „wszystko rozumiesz” i doświadczasz kosmicznej miłości.
Ale kiedy substancja schodzi, Twój awatar ląduje z powrotem w poniedziałkowym poranku, z tym samym nieskoszonym trawnikiem i tymi samymi niskowibracyjnymi emocjami, które stanowią współrzędne Twojej rzeczywistości.
Co gorsza, wracasz z poczuciem tęsknoty za tamtym „lepszym” światem, co jeszcze bardziej odkleja Cię od bycia TU i TERAZ.
Nie ma znaczenia, czy lokator w Twoim ciele to szamański duch, czy syntetyczny konstrukt matrixa.
Liczy się to, że oddałaś ster chemii, bo rzeczywistość w czystej postaci wydała Ci się zbyt nudna albo zbyt trudna do zniesienia w pełnej przytomności.
Chcesz prawdziwego, stabilnego oświecenia?
Chcesz zobaczyć kim naprawdę jesteś?
Zrób to na trzeźwo.
Bez protez, bez kartoników, bez dilerów i chemików.
Usiądź w ciszy i zacznij obserwować to ego, które tak bardzo chce się czymś podkręcić.
To o wiele trudniejsze, ale przynajmniej rachunek za prąd płacisz Ty sama, a nie żaden podnajemca.
Pepsi, sam juce, ujęłaś to absolutnie w punkt. Dokładnie o to w tym chodzi. A samo oświecenie, to jest przytomne poruszanie się w tu i teraz ze świadomością, ze jeżeli czegoś nie widzimy to wcale nie oznacza, że tego nie ma. Słowo klucz to miłość. Miłość i akceptacja głównie do siebie, bo jak już będzie do siebie to rozleje się na wszystko dookoła.
🫶🏼🍒
Ma sens ten artykuł jeśli mowa o instagramowej modzie
Ale ja zrobiłam jedną ceremonię z bardzo mądrym i doświadczonym terapeutą, z bezpiecznym otoczeniem i pełną integracją po wydarzeniu.
Czy to też jest niewłaściwe?
7 lat intensywnej terapii nie dało NIC, nie uporałam się z PTSD, a na skutek tej traumy bardzo krzywdzę swoje dzieci
I wypróbowałam dziesiątki metod zanim wzięłam udział w ceremonii na grzybkach, i nic nie pozwoliło mi poczuć miłości do dzieci które na codzień są przeze mnie niekochane.
Dlatego chciałabym powtórzyć to doświadczenie w nadzieji że w końcu stanę się matką godną małych niewinnych ludków które krzywdzę. Jeśli mogę je uratować a inne metody nie działały to czy jest jakaś tolerancja dla tego typu terapii?
dżizas, ale błądzisz, no cóż Twoje wybory Twoja droga, każdy tak ma
A czy nie możesz pracować na polu serca, samo myslenie o sercu, czucie go. Zaakceptowanie że ono jest, że czuje, pozwolenie świadomie żeby emocje przepływały tamtędy. Tak możesz rozpocząć proces rozmrażania. Wpierw nie o dzieciach a o sobie, pokochać siebie. Wpierw będzie ciężko, bo już masz wbite, że coś z Tb nie tak. Traktuj się jak dziecko więc, mów o sobie dobrze, dbaj o siebie – dzieci poczują się kochane przez sam fakt tego, że Ty jesteś lżejsza. Sama sie zainteresowałam grzybkami, ale powiem szczerze Twój opis jest dokładnie przykładem opisanym w przez autorke, nie pomogły Ci grzybki, uspiły Cie i dały nadzieje, oddzieliły od realnej pracy nad sobą.
Dziękuję za twoj komentarz 🙂
Nie jest jednak tak, że mnie ceremonia oddzieliła od pracy nad sobą. Jestem raz w tygodniu u psychoterapeuty i tak też pozostanie
Trafiłem na ten wpis przypadkiem ale cieszę się że ktoś o tym mówi. Wielu nie zdaje sobie sprawy bo nie wierzy w świat duchowy. Z racji że jestem wierzącym ( de facto po doświadczeniach przez psylo się na wróciłem) , wiem że to nie jest dobre.
Wiadomo, każdy widzi rzeczywistośc na swój sposób nie moja rola polemiozowac czyj sposób jest poprawny, co nie zmienia faktu że psylocybiny otwiera drzwi czemuś co nie do końca jest Bogiem, takim jakiego rzekomo się spotyka w trakcie.
Nie jest to proste ale jak w poście zostało zawarte : coś uzyskasz ale kosztem czegoś.
Kiedyś słyszałem że grzyby rządzą światem, i właściwie to ma sens bo niestety ale światem rządzi diabeł.
Ja na szczęście miałem okazję doświadczyć tego, jakie faktycznie to jest. Bez fajnych kolorów i super poczucia tylko najciemniejsze stronę. I za To jestem Bogu wdzięczny, bo pozwoliło mi się to odciąć od tego całkowicie.
Każdy ma prawo do wypowiedzi w internecie, z tego Tez korzystam i ja. Może komuś to pomoże, wielu może wyśmieje . Trudno
Pogody ducha!
W 2019 roku pisała Pani, że substancje psychodeliczne mogą pomagać w poszerzaniu świadomości. Co wydarzyło się od tamtego czasu, skąd ta zmiana kursu?
NIGDYT NIE PISAŁAM CZEGOŚ TAKIEGO! To mógł być czyjś cytat!!!!
Odnosiłam się do tego artykułu: https://www.pepsieliot.com/jak-pozbawic-sie-depresji-wiesz-ze-cierpisz-na-duchowa-anemie/
„Owszem, skuteczność psychodelicznych doświadczeń jest imponująca. Ayahuasca, szamańska medycyna Amazonii, nawet marihuana i inne psychodeliki są w stanie połączyć zdrową osobę o wyewoluowanej duszy, nie lękliwej. Osobę wychowaną w szacunku do tych metod. Odradzam tym bardziej, gdy nie wychowano Cię w duchu takich podróży do swojej głębi, a także, że będąc w depresji popularne psychodeliki mogą wywołać efekt wręcz przeciwny.”
Po przeczytaniu „Czy grzybki i muchomory […]” pojawiło się we mnie kilka pytań:
1. Skąd mamy zatem wiedzieć, czy pod wpływem enteogenów doświadczamy autentycznego, poszerzonego wglądu, czy skrojonej pod nas symulacji zewnętrznych bytów? Jakie jest tu kryterium rozróżnienia?
2. Skąd pewność, że doświadczenia psychodeliczne są „gównoprawdą w złotym papierku”, a nie na odwrót – że to właśnie teoria o „podpiętych bytach żerujących” jest taką „gównoprawdą w astralnym papierku” i lękową projekcją nieświadomości?
3. Czy Pani twierdzenia o przejmowaniu ludzkiego avatara wynikają z Pani osobistych, fenomenologicznych doświadczeń, czy są wnioskiem z analizy koncepcji gnostyckich?
4. Skoro ciało i ego to nasz filtr ochronny, to czy przekraczając je metodami takimi jak głęboka medytacja, deprywacja sensoryczna, również nie znosimy tej tarczy i nie wystawiamy się na ataki, o których Pani pisze?
Pozdrawiam!
Dżizas
I skończ z tym pani, bo tu jednak nie jest matriks