Pepsieliot
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
0
37 online
30 216 VIPy

Czy jeśli zaakceptuję fatalną sytuację, to wszystko samo się ułoży?

Droga łupiny orzecha nawet przez rynsztok jest lepsza niż utknięcie w załomie krawężnika.

Komć: Mam wrażenie że zaczęłam się budzić, akceptować, wzrastać. Czułam spokojną radość i miłość. Ale mój partner swoimi emocjami, rozczarowaniem, złością na mnie ciągnie mnie w dół. Chciałabym żeby ode mnie odszedł, ale boję się sama wspomnieć o rozstaniu, bo mamy dziecko i nie wiem co wtedy? Wiem, że nie warto sie bać. Czy jeśli zaakceptuję tę sytuację, że on jest moim lustrem i lekcją do wzrastania, to wszystko samo się ułoży? Dzięki za komcia. Odrazu rozwieję Twoje wątpliwości, nie, nie zaczęłaś się budzić. Jakikolwiek krok w przebudzenia wiąże się ze zrozumieniem. Wiesz, jak to jest, gdy ludzie się naprawdę budzą? Budda, jakaś pani na dworcu La Gare du Nord w Paryżu, zrozpaczony Tolle w noc, która miała być godziną jego samobójstwa i inni faktycznie przebudzeni? A więc wybuchają śmiechem, uderzają się z liścia w czoło i śmieją się, bo to takie proste, oczywiste. Po prostu zrozumieli. Przebudzenie odbywa się skokowo, zupełnie bez uprzedzenia, po prostu ego się nagle wyłącza. Ty natomiast weszłaś  dopiero na drogę duchowości, zrodziła się potrzeba ezoteryczna. Ale to wciąż jeszcze matrix, tym razem ezoteryczny. On też lubi dobrze zamącić w głowie. Twój partner jest taki, jaki ma być na tym etapie wzrastania, czy też nie wzrastania w którym Ty się znajdujesz. Podstawowym sposobem rozwiązywania problemów przez śpiących jest znalezienie winnego na zewnątrz siebie. Tymczasem w ogóle nie należy szukać winnego, tylko zmienić coś w sobie, zmienić siebie. Każde poszukiwanie winnego jest działaniem egotycznym, oznacza nieskumanie o co biega i senność. To co się dzieje w Twoim życiu jest Twoją projekcją i tylko przez zmianę siebie samej jesteś w stanie zmienić wszystko. Twój partner nie ściąga Cię w dół, on jest Twoim nauczycielem w doświadczaniu. Jeśli zrozumiesz, automatycznie zmienisz swoje wibracje, a Twój partner poczuje się przy Tobie conajmniej nieswojo. Wtedy to on się zmieni, albo odejdzie, bo nie będzie mógł tego znieść. Na razie dobrze ze sobą rezonujecie. Oczywiście pozostaje  tajemnicą po co zjawiłaś się akurat na tym planie. Jednak i tak cały sens istnienia jest w Tobie samej. To się odnosi do nas wszystkich.

Gdy Twój partner zachowuje się na poziomie niskich wibracji, zaakceptuj ten fakt i popatrz na niego w milczeniu. Nawiąż z nim kontakt wzrokowy bez okazywania żadnych emocji. Popatrz w jego oczy ale tak jakbyś patrzyła dalej, przez niego. Staraj się być najlepsza jaką potrafisz być w danym momencie. Jeśli Twoje emocje typu wściekłość, czy wylewanie żalu, dojdą do głosu, nie obwiniaj się. Zaakceptuj i ponownie rusz w drogę zmiany. Sorry Kochanie, ale knujesz. Jakiekolwiek knucie jest oznaką egotycznych ciosów, które zadajesz sobie samej. Chcesz, żeby on odszedł, żeby podjął decyzję za Ciebie, bo jest jeszcze dziecko. Chcesz zmanipulować sytuację. Jeśli chcesz się rozstać, odejdź, jeśli jednak nie do końca chcesz, zostań, ale nie knuj, bo ta energia rozprzestrzeni się po całym Waszym mieszkaniu, zakazi dziecko i cały Wszechświat. Taka rodzina jest idealną wręcz pożywką zarówno dla matrixu, jak i matrixu duchowego. „Czy jeśli zaakceptuję tę sytuację, że on jest moim lustrem i lekcją do wzrastania, to wszystko samo się ułoży?” Gdybyś rozumiała, akceptacja nadeszłaby sama. To nie jest coś do czego można się nakłonić. „Ale jak zachwyca, kiedy nie zachwyca?„, że się posłużę gombrowiczowskim tekstem z Ferdydurke. Jak kochać, gdy się nie kocha? Jak akceptować, gdy się wzdrygasz? Jak wybaczać, gdy nie wybaczyłaś? Nijak. Po prostu zaakceptuj, że jest teraz jak jest. Gdy zaczniesz faktycznie się budzić, samo Ci się wybaczy, akceptacja pojawi się niewiadomo skąd. Zaśmniejsz się do siebie z cicha.

Zgoda na coś, to nie jest służalczość, wypełnianie jakichś zaleceń, typu dochtore. To musi wypłynąć z Twojego zrozumienia. Że nie ruszysz ze skrzyżowania nigdy, gdy nie zaakceptujesz sytuacji w której się znalazłaś. To się dzieje po coś. To Twoje doświadczenie. Zdobywasz mistrzostwo. Wzrastasz. Każda kłoda na Twojej drodze pojawia się nie po to, aby Ci podciąć pęciny, ale po to, żebyś nauczyła się wzrastać. To nie kłoda, to stopień. Czy dziecko rozwinie się intelektualnie, gdy wciąż będzie przerabiało ten sam program jednej klasy? Życie jest zajebiście ciekawe i piękne, ale tego możesz nigdy nie doświadczyć, gdy jak łupina orzecha utkniesz gdzieś w załomie krawężnika w drodze do rynsztoka. Droga przez rynsztok jest lepsza niż utknięcie w tym załomie. Woda w końcu wpadnie do szerokiej rzeki, a potem do morza i Ty wraz z nią wypłyniesz na czyste wody. Natenczas: Widzę Cię przyczajoną, utkniętą w szczelinie i obwiniającą kogoś na zewnętrz. Dotąd jeszcze siebie nie rozpoznałaś? Jesteś inteligencją egzystencji, jesteś jej świadomością i duszą. Jesteś częścią tej niewyobrażalnej boskości (no dobra Źródła), która przejawia się na tysiąc sposobów w drzewach, w ptakach, w zwierzętach, w ludziach. Ale to jest zawsze ta sama świadomość tyle, że na różnych poziomach rozwoju. O to biega. Skumaj tylko to. Nie bądź łupiną orzecha.

lovciam:)

 

(Visited 5 081 times, 1 visits today)
-
Blog pepsieliot.com nie jest jedną z tysięcy stron zawierających tylko wygodne dla siebie informacje. Przeciwnie, jest to miejsce, gdzie w oparciu o współczesną wiedzę i badania, oraz przemyślenia autorki rodzą się treści kontrowersyjne. Wręcz niekomfortowe dla tematu przewodniego witryny. Jednak, to nie hype strategia, to potrzeba.
Może rzuć też gałką na to:

Dobre suplementy znajdziesz w Wellness Sklep
Disclaimer:
Info tu wrzucane służy wyłącznie do celów edukacyjnych i informacyjnych, czasami tylko poglądowych, dlatego nigdy nie może zastąpić opinii pracownika służby zdrowia. Takie jest prawo i sie tego trzymajmy.

Komentarze

  1. Figa 12 grudnia 2017 o 18:31

    Jak Ty mi ślicznie Jezusa tłumaczysz kochanie ? wzrastam do tej boskości, zaczęłam akceptować i coraz częściej chichoczę do siebie. A mąż idzie w to za mną nieświadomie ??

  2. Monika 12 grudnia 2017 o 18:34

    Pięknie! <3

  3. Gosialavenda 12 grudnia 2017 o 19:07

    Siedzę tak sobie po przeczytaniu Twojego tekstu, który nie był do mnie, ale i tak się czuję jakby ktoś mną potrząsnął. I teraz kolacze się w mojej głowie mysl..najpierw zaakceptuj sytuację, potraktuj ją jako schodek, a nie kłodę, a potem zacznij od siebie. Czy dobrze zrozumialam? Jesli tak, to dużo pracy przede mną.

  4. katsevmanus 12 grudnia 2017 o 19:17

    Przebudzenie jest z czego? Ze snu. Czy sen trzeba akceptować? Nie ma potrzeby, przecież to sen. Pukasz się w czoło i mówisz: „łeee, a ja myslałem, że to prawda. Ale jazda!” I to wszystko 🙂 Albo jak mówi Bill Hicks: „Its just a ride” Jedyny tzw. problem jest w tym, że znowu się czasem wpada w utożsamienie, czyli człowiek się WKRĘCA. Bo przykleja świadomość (podąża uwagą) do myśli, odczuć, jakby były prawdą. Bo ta moja rola i tych wszystkich „aktorów” wkoło jest taaaak sugestywna.

  5. Madlena 12 grudnia 2017 o 21:20

    Warto znać swoje myśli, warto się poprzyglądać im. Zdemaskować własną nieuczciwość wobec Życia. Uczciwość i życzliwość zamiast punktu- celu pt.” dotarłem na szczyt, jestem obudzony” 😉 .

  6. Deva 12 grudnia 2017 o 22:03

    Dziękuję ?

  7. malena 13 grudnia 2017 o 10:00

    Ok, a jeżeli na przykład jestem ciągle w miejscu, że trudne sprawy rodzinne jednak wciąż mnie uwierają i nie mam ochoty mieć kontaktów z niektórymi osobami, to mam się na święta zmusić? Żeby na przykład Bogu ducha winnej teściowej nie było przykro i żeby stało się zadość opłatkowo-prezentowej tradycji?

    1. Jarmush 13 grudnia 2017 o 12:05

      do niczego się nie zmuszaj, jedynym wyjątkiem są Twoi podopieczni, których sama sprowadziłaś na ten świat.

  8. karola 13 grudnia 2017 o 10:18

    Nie rozumiałam o co chodzi z tym lustrem, z tym że partner jest moim odbiciem, dokąd nie zaczęłam go kochać. Ale tak naprawdę, a nie pożądliwie. Gdy przestałam go osądzać i obwiniać o rzeczy, które nie tylko od niego zależą. I okazało się że jest cudownym, łagodnym człowiekiem. A cała złość i zaciętość wychodzi z niego, gdy obcuje z ludźmi na niskich wibracjach. Chce być dla niego ostoją spokoju, bo wtedy on jest tym dla mnie. Długo trwało zanim zrozumiałam, że większość złego dookoła mnie, sama rozsiewam. Jaki to był cios dla mojego ego 🙂

    1. Jarmush 13 grudnia 2017 o 11:56

      z miłością do karoli

  9. Ania Gaj 13 grudnia 2017 o 10:30

    O jak ja długo siedziałam w tym załomie krawężnika! Latami… Ale płynę już sobie kanalizacją do morza i wiem, że ono gdzieś tam jest ?
    Mam nadzieję, że dzięki Tobie, Pepsi, autorka tego komentarza ruszy ze skrzyżowania, chociaż nie jest to ani szybki, ani łatwy proces.Przynajmniej nie był dla mnie. Polecam jednak przeczytanie blogaska od deski do deski, nie tylko pod kątem związków i ruszania ze skrzyżowania, ale też wszystkiego o suplementacji, poście przerywanym itp. itd. I całą resztę też ? Warto!

    1. Jarmush 13 grudnia 2017 o 11:54

      <3 no nie mów mi, że przebrnęłaś przez te moje wypociny od początku :D

      1. Ania Gaj 14 grudnia 2017 o 07:19

        No to nie mówię 😛 😀 <3 <3

  10. JamJest74 14 grudnia 2017 o 07:24

    A ja jak pomysle, ze jestem ta lupina, tym kraweznikiem, tym rynsztokiem, tym zalomem, tym skrzyzowaniem, tym morzem, tym oceanem, ta siedzaca w srodku i obserwujaca, tym swiatem i wszechswiatem, a takze nieskonczonoscia, to czuje sie wspaniale, bo my nie mamy zadnych granic, oprocz tych samodzielnie wymyslonych. Pozdrawiam Was.

  11. JamJest74 14 grudnia 2017 o 07:45

    „bo my nie mamy zadnych granic, oprocz tych samodzielnie wymyslonych”, ok zabrzmialo jak coachingowy belkot, zwyczajnie lubie w myslach poszerzac swoje „granice”, nie ograniczac sie do tego ciala i li tylko do tego zycia. Kiedy mysle o sobie jak o przestrzeni, to lepiej mi sie oddycha, lepiej jednak to zycie przezywa, nie znosze ciasnoty…

  12. Ewa 14 grudnia 2017 o 13:09

    Ania Gaj poleca czytanie całego bloga a ja od siebie dodam:do pełni musi być super książka”Leczenie dobrą dietą”. Myślę,że matrix może nam”…tam gdzie pań,pana majstra może pocałować…”Serdeczności!

  13. Jarmush 14 grudnia 2017 o 14:54

    jest prawdopodobieństwo i to duże, że życie Jezusa zostało całkowicie wymyślone na potrzeby religii, jest conajmniej 25 postaci o podobnym życiorysie, które miały podobny,pisałam o Attisie (na podstawie opracowania Igora Witkowskiego), który też miał urodzić się 25 grudnia z dziewicy, jego ciało symbolicznie spożywano i zmarł na drzewie,po czym zmartwychwstał. Jednak nie o to chodzi z Jezusem, jego filozofia jest ponadczasowa, i prosto ze Źródła, z pewnością taka postać istniała, w jaki sposób wzrastał do takiej świadomości zostało przez religie zatajone, jednak ta postać przyniosła pojęcie wszechmocnej miłości i to z pewnością jest największa wartość duchowa, jaką można sobie wyobrazić. Nic się z tym nie równa. Kto to pojmie, przebudzi sie jak Jezus, czy każdy inny Budda.

  14. Gosialavenda 14 grudnia 2017 o 15:14

    Jedyne co wymyślili to to, że Jezus urodził się 25 grudnia i tak ze Saturnalii zrobiono Boże Narodzenie i wszyscy byli szczesliwi.

    1. Jarmush 14 grudnia 2017 o 15:15

      najkrótsza noc

      1. Gosialavenda 14 grudnia 2017 o 18:25

        Przejęzyczenie kochana, to najdłuższa noc. Napewno to miałaś na myśli.

        1. Jarmush 14 grudnia 2017 o 19:47

          No co Ty? No dobra, żartuję 😀

      2. Jarmush 14 grudnia 2017 o 19:56

        pisałam o tym kilka lat temu, ale to nie jest w sumie istotne dla naszego rozwoju duchowego

  15. Iza s 23 lutego 2019 o 21:18

    Ja miałam dobrego chłopaka na początku było wszystko dobrze a potem
    ale co tam byliśmy ze sobą 2lata i potem zaczęły się problemy ze zrobił mojim rodz na złość poszedł do sklepu i kupił se piwo i był nerwowy zrobiłam mu tylko kawę i pojechał on do domu i miał ciągle na sobie swoje nerwy i nie umiał się zachowywać i tylko wyzywal i ciągle się złośćil i tylko że złości rozkazywal mnie żebym od niego tel odebrała i to tak było a teras nie dawno jego mama zmarła szkoda mi jego mamę ale nic nie zrobię i nic na to nie poradzę dla mnie trudna sytuacja ale ciągle myślę że mi się samo to wszystko się ułoży czy może ktoś powie co dalej

  16. Ventura 23 lutego 2020 o 20:29

    Hej Peps! Niby ogarniam w miarę ale tego juz nie kumam i nie wiem jak pomóc przyjacielowi. Rozszedl się z dziewczyna po kilku latach bo ona go tłamsiła i chciala miec tylko dla siebie. On nie wytrzymał i mimo ze twierdził, że mu zależy to odpuścił bo mowi ze jest egoista a jednocześnie nie chciał by ona się męczyła z jego samorealizacją, rzadko bywal w domu. Generalnie jest opcja powrotu a on nie jest pewien czy chce być w ogole w jakimkolwiek zwiazku, mimo że cos czuje. Wcześniej decyzja o rozstaniu podjęta byla przez nią, nagle, za plecami, przez fb, głupio. Teraz ona sugeruje, ze znow mogą byc razem. Jak pomóc?

    1. Jarmush 11 marca 2020 o 13:15

      nie pomagać <3

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Sklep
Dołącz do Strefy VIP
i bądź na bieżąco!

Zarejestruj sięZaloguj się

TOP

Dzień | Tydzień | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum