A jakie masz objawy niedokwasoty? Źle trawisz białko? Jakie masz ciśnienie krwi?
Długa i cudna NIEMŁODOŚĆ w domu z tarasem, z widokiem na bezkres natury? …
Wcześniej wybudować dom, posadzić drzewo, spłodzić syna.
Przeżywać wspólnie, w tym piękne podróże, długie rozmowy do rana, oraz znikomo udawany seks multiorgazmiczny.
Małe wielkie rzeczy z serialu Netflix.
On parzy herbatę, gdy masz kolkę, a Ty (mogłabyś jeszcze kimać) idziesz do niego z pachnącą kawą, gdy zrywa się do (dobrze płatnej) pracy.
I się nie kłócicie, a jak już, to każda epicka (dawna zajebista) kłótnia (z użyciem fajnych neologizmów) ma się kończyć seksem tantrycznym (nie obrażasz mię?), albo ogromną czułością z kolacją.
Jak w Holiłódzie.
Nie ma zdrad, nie ma łez bez szybkiego ich osuszania, zero niewypłacalności raty i włoskiej teściowej (idealnej mamusi).
Bruce Lipton (nie tylko on) oświadcza, że 95% Twojego życia to zaprogramowana taśma z wczesnego dzieciństwa.
Neville Goddard dodałby, że świat zewnętrzny to po prostu „wypchnięta na zewnątrz Ty”.
Ludzie, mam na myśli głównie Bridget często dążą do ślubu z powodu mimetycznych pragnień, że tak robią wszyscy.
Że trzeba się rozmnożyć, albo z powodu biologicznego przymusu przetrwania gatunku.
Poza tym ze strachu przed samotnością, z ogromnej potrzeby miłości, z braku miłości do siebie, ze strachu przed pustym mieszkaniem w deszczowe popołudnie i ze strachu przed myślami, gdy zostają sam na sam ze sobą.
Też dla pieniędzy, spełnienia w korzystaniu z narządów rozrodczych (raczej Janusz), zaspokajania własnych i cudzych ambicji.
Oczywiście w dużej mierze dla stworzenia idealnego domu dla przyszłego, czy teraźniejszego potomstwa.
Bo nie jedna osoba jest Ci pisana, być może kilka, może sto?
A może jednak z kimś zawarłaś kontrakt u Źródła, zanim zeszliście w gęstą materię 3D?
Jednak żywiołów i przypadków nie ma.
Nawija Vadim Zeland w Przestrzeni Wariantów (to przecież BAZA DANYCH pola kwantowego, Księga Akaszy!) WSZYSTKO JUŻ ISTNIEJE W STANIE POTENCJALNYM.
Aż w końcu może poznajesz bratnią duszę, bliźniaczy płomień na poziomie metafizycznym …
I CHCESZ W TO WIERZYĆ‼️
Niech ilość Twoich z Nim poranków
Pomnaża codzienny rytuał 4 Szklanków !:)
Nie ma płomieni, nie ma bratnich dusz, ale może się zdarzyć, żeście się JEDNAK u ŹRÓDŁA UMÓWILI.
Poznajesz kogoś, przy kim matriks pęka.
Nie myśl o definicjach kto to, popatrz na fakty energoinformacyjne.
Może to jest po prostu gość, z którym ubiłaś twardy targ przed zejściem na tę planetę.
Miałaś sny z tą twarzą, zanim fizycznie pojawiła się na Twoim radarze, a pierwsze spotkanie uderza potężnym déjà vu.
Joe Dispenza powiedziałby, że Twój MÓZG PO PROSTU ZALOGOWAŁ SIĘ DO PRZESTRZENI KWANTOWEJ, ZANIM CIAŁO DOWLOKŁO SIĘ TAM W CZASIE LINEARNYM.
Pamiętasz go z przyszłości, bo w polu informacyjnym czas nie istnieje.
Bridget, przestań drapać martwe lustro przeszłości, licząc, że odbicie się zmieni.
Twój układ nerwowy traktuje to, co znane, jako bezpieczne.
Nawet jeśli to życie Cię uwiera.
Nie pytaj, co jest prawdą, pytaj o sekwencję zdarzeń.
Zrób wyskok ponad obecne ramy.
Spotkanie z nim przynosi nagłe zrzucenie pancerza i organiczny spokój.
Neville Goddard nazwałby to stanem naturalności.
Twoje ciało migdałowe wyłącza alarm, bo wibracyjnie wracasz do punktu zero.
To nie jest ekscytacja oparta na lęku przed odrzuceniem, to głęboka ulga komórkowa.
On nie jest Twoim klonem mentalnym, ale jest idealnym LUSTREM TWOJEGO CIENIA.
Pokazuje Ci dokładnie te wyparte lęki i punkty zapalne, których nie chciałaś widzieć.
Zeland nazwałby to precyzyjnym działaniem Sił Równoważących, czyli DOPEŁNIACIE SIĘ jak bieguny magnetyczne, ŚCIĄGAJĄC NADMIAROWE POTENCJAŁY.
Przynajmniej jedno z Was działa na podwyższonej częstotliwości percepcji pozazmysłowej.
Zgodnie z biofizyką Liptona,
Wasze błony komórkowe działają jak nastrojone anteny ciekłokrystaliczne.
Odbieracie sygnał bez pośrednictwa słów, czytając bezpośrednio z biopola.
Różnica wieku, odmienne kultury, inne kody społeczne, a w 3D kompletny brak wspólnych mianowników.
Jednak gdy siadacie naprzeciwko siebie, matriksowe etykiety tracą jakiekolwiek znaczenie.
Świadomość wygasza programy racjonalnego umysłu, bo liczy się tylko czysta obecność.
6. Rezonans na odległość i współodczuwanie somatyczne
Wyczuwasz jego spadek nastroju, ból żołądka czy nagły lęk, zanim weźmie telefon do ręki. W fizyce kwantowej to po prostu splątanie kwantowe (quantum entanglement), gdy dwie cząstki, które raz weszły w interakcję, reagują synchronicznie bez względu na dzielące je kilometry.
Gdy jesteście osobno, pojawia się specyficzny głód energetyczny.
Nie wynika on z toksycznej zależności (choć ego tak to interpretuje), lecz z nagłego rozpięcia spolaryzowanego obwodu, który razem tworzycie.
Gdy u Was gra, stajesz się niezwyciężona w materii.
Twoje serce wchodzi w stan koherencji z mózgiem, o którym uczy HeartMath Institute i Dispenza.
Zamiast zużywać energię na walkę o przetrwanie, natychmiast manifestujesz projekty, obfitość i cele z poziomu czystego przepływu.
Ma wady, nawyki i zachowania, za które każdego innego faceta wyrzuciłabyś za drzwi w pięć minut.
A tu? Zamiast odpalać program pretensji, włączasz obserwatora.
Wiesz intuicyjnie, że to tylko oprogramowanie podświadomości (Lipton), które wypali się samo, gdy zmienicie wspólne pole.
Poznaliście się w kompletnie nielogicznym momencie.
Na zgliszczach starych relacji, w życiowym zakręcie, kiedy żadne z Was „nie szukało”.
Abraham-Hicks nazwałaby to manifestacją z Wiru (The Vortex), która odpala się dopiero wtedy, gdy odpuszczasz kurczową kontrolę i opór ego.
Ogromna intensywność pola potrafi przerazić lewą półkulę mózgu.
Jedno z Was ucieka, bo programy samozachowawcze krzyczą: „to za dużo, spłoniesz”.
Mimo to, po miesiącach czy latach orbity znowu się zderzają.
Ładunek magnetyczny między Wami nie traci na sile
Nawet po formalnym rozstaniu i próbie ułożenia sobie życia według „rozsądnego planu”, rzeczywistość przestawia tory tak, byście znowu stanęli twarzą w twarz.
Wracacie jednak NIE JAKO TE SAME OSOBY, ALE Z PRZEPROGRAMOWANYM poziomem świadomości.
Pośród życiowych burz, gdy jesteście razem, potraficie w ułamku sekundy wejść w stan absolutnej ciszy umysłu.
Zeland nazwałby to całkowitym wygaszeniem wahadeł, a Eckhart Tolle CZYSTĄ OBECNOŚCIĄ.
Żadnego mielenia myśli, zero przeszłości, zero projekcji przyszłości.
Silne charaktery i bolesne dociskanie odcisków nie służą destrukcji, lecz spalaniu resztek karmy i programów ofiary.
David Hawkins określiłby to jako gwałtowne uwalnianie stłumionych poziomów lęku, dumy i złości, by wejść na poziomy Miłości i Pokoju (powyżej 500 punktów na mapie świadomości).
Rozwój przy tej osobie nie przypomina mozolnej terapii, bo to jazda bez trzymanki.
W rok przepracowujesz to, co w pojedynkę na macie medytacyjnej zajęłoby Ci trzy wcielenia.
On jest Twoim najbardziej bezwzględnym i zarazem NAJSKUTECZNIEJSZYM KATALIZATOREM PRZEBUDZENIA.
Doskonały e-book DETOKS HORMONALNY z tygodniowymi przepisami na każdą (polską!) porę roku
i z listami zakupów może być również dla Ciebie wstępem do nowego stylu życia!
Nagle zauważasz, że każdy Twój życiowy dramat, każda porażka, każda toksyczna relacja z przeszłości były tylko niezbędnymi lekcjami przygotowującymi.
Przygotowującymi Twój układ nerwowy na UDŹWIGNIĘCIE TEJ KONKRETNEJ CZĘSTOTLIWOŚCI.
Wszystko miało sens.
Od zawsze nosiłaś w sobie cichy, NIENAZWANY ZAPIS JEGO OBECNOŚCI.
Neville Goddard nazwałby to „życiem z poziomu spełnionego życzenia”.
Gdy Twoja podświadomość od dawna znała ten stan, Ty tylko fizycznie dogoniłaś to, co w niefizycznym już było faktem.
Nawet gdy ta ziemska gra 3D Cię nuży, a gęstość materii przytłacza, obecność tej relacji przypomina Ci, po co tu zeszłaś.
Nie po to, by tylko płacić rachunki i kupować buty, ale by ZAKOTWICZYĆ WYŻSZĄ ŚWIADOMOŚĆ w ciele biologicznym.
Czujesz przez skórę, że nie jesteś tu po raz pierwszy, a bagaż ziemskich doświadczeń zbliża się do finiszu.
Ta relacja nie ma na celu budowania majątków pod publiczkę, ona służy integracji wszystkich wcieleń i domknięciu ziemskiego kontraktu.
Tylko to nie musi być teraz, niekoniecznie w tym rozdaniu, niekoniecznie w tej grze.
Jeszcze się nie raz na planie 3D spotkacie, bo JESTEŚCIE UMÓWIENI.
Wiesz ponad wszelką wątpliwość, że Wasza więź nie kończy się wraz z datą ważności ciał białkowych.
Ciało to tylko skafander biologiczny (Lipton), a Wasz transfer świadomości trwa przez wymiary, gęstości i światy.
Tyle.

Ja też szukam Ciebie ❤
Z bazy nadawał, na zawsze Twój,
Horry Porttier
Horry Porttier
Prawdopodobnie autor na stronie Pepsi Eliot, jednak nius pojawił się niespodziewanie i w sumie niewiadomo kto go napisał … Nie znamy Horrego Porttiera
Powiązane artykuły
Komentarze
Ta piękna blond sierść od czego proszę Pani?
A jelita?
A pozostała tkanka łączna?:)
Polecamy bardzo szlachetną Witaminę D3+K2 TiB
DOBRY Cynk TiB daję cynk, że cynk:)
Szpinak zawsze jedz bio Idealny sproszkowany Szpinak This is BIO załatwia sprawę:)
Idealny do 4 szklanki!
Cap Martin sp. z o.o. przeprasza Panią Justynę Lichtenberg że przez wiele miesięcy naruszane były na portalu https://pepsieliot.com/ prawa autorskie do pisanych przez nią artykułów, materiały były bezprawnie przerabiane sugerując autorstwo innych osób, a w miejsce jej autorstwa wskazywane były osoby trzecie w tym Pepsi Eliot. Spółka wyraża ubolewanie za zaistniałą sytuację oraz oświadcza, że naprawiła szkodę oraz wypłaciła stosowne zadośćuczynienie za wyrządzoną krzywdę zgodnie z wyrokiem Sądu



A jeśli by przyjąć, że niektóre spotkania są 'umówione u Źródła’ po to, by uruchomić w nas określoną przemianę, to skąd wiemy, że ta przemiana już się dokonała i że dalsze trzymanie się tej osoby nie jest już podążaniem za przeznaczeniem, tylko naszym przywiązaniem do historii o przeznaczeniu?
nie ma przeznaczenia, dopóki się nie zadzieje. Dopóki się nie zadzieje wszystko zajmuje tak zwaną superpozycję. moja porada jest taka żeby nie podążać za niczym, do niczego się nie przywiązywać, tylko zbliżać się do siebie. Proces który uruchamia jedną za drugą przemianę. Skąd wiesz, że „przemiana już się dokonała”? Rozpoznasz to po prostym fakcie, że nie potrzebujesz już pisać traktatów filozoficznych, żeby usprawiedliwić swoje trwanie w czymś, co uwiera.
Gdy lekcja jest odrobiona, znika napięcie, a pojawia się neutralność. Jeśli musisz kurczowo trzymać się narracji o „umowie dusz”, żeby nie czuć pustki po wyjściu z pokoju, to nie jest żadne Źródło, to stary, dobry program ego, które panicznie boi się puścić poręcz.
A poza tym to wszystko wydają się z lekka konfabulacje dopóki się tego nie przeżyje. Wtedy nie masz wątpliwości.
Dziękuję Ci za tę odpowiedź. Tak, to ma sens. Jeśli trzeba kurczowo trzymać się jakiejś narracji, żeby usprawiedliwić pozostawanie w czymś, co uwiera, to chyba bardziej trzymamy się historii niż samej relacji. Czas uczciwie słuchać siebie. Dziękuję.
🫡🫶🏼
A jeśli większość się zgadza , ale jest odległość rozstanie niby Janusz się odzywa ale tak zaczepnie. To jak go wymanifestować Mimio że skupiam się na sobie i dużo się udało to jednak on nie wrócił nadal tak żeby być. Aczkolwiek po rozstaniu zaczęłam doceniać bardziej siebie i siebie kochać.
napisałam onegdaj taki e-book https://sierzanteliot.com/produkt/e-book-niekochana/
Pięknie witam się z autorką niniejszego postu,
chciałabym poruszyć trudny dla mnie temat z nadzieją na drogowskaz, ponieważ tak mocno się pogubiłam w ostatnim czasie i tak nagle sytuacja w moim życiu zaczęła przybierać zupełnie nowy obrót, że w dupie jestem i jak dupa się czuje (przygnieciona w sensie).
W największym skrócie jaki tylko jestem w stanie tutaj przekazać (a chyba nie jestem ;)’ ). Rzecz dzieje się w świecie kobiety, co romantyczką jest z natury (chyba lubi piękne i wzniosłe idee i dlatego, że chciałaby mimo chaosu na świecie czuć, że są pewne stałe struktury, pewne piękne rzeczy, które mają szansę trwać i trwać mimo naszej ciągłej ewolucji w tle). Niegdyś nastolatka, która po dziś dzień nosi w sercu chłopaka, przyjaciela, z którym kiedyś bardzo pragnęła być i wierzyła (a to pragnienie i wiara tliły się w niej aż do teraz, lat 30tych czyli), że kiedyś wielki powrót nastąpi i to będzie to lub że przynajmniej nastąpi reunion po ich rozłące, albowiem okres około dorosły jawił się jako zbyt szczeniacki, by zaczynać cokolwiek, tym bardziej mając braki w pewności siebie oraz syndrom poświęcania się (dawania od siebie dużo więcej niż ustawa przewiduje) w pewnych sytuacjach i relacjach. Po prostu kobieta miękka buła, tzw. nader empatyczna, że aż w nerwicę pochorowana. Życie poruszało się jednak dalej, czasem ją wyprzedzało, czasem je doganiała, taka ot sinusoida znerwicowanej duszyczki, która w tym wcieleniu czuje jakby kamienie ze sobą nosiła zawsze i wszędzie. No i ta duszyczka trafiła, w chwili gdy nie poszukiwała, ale też w chwili, gdy bardzo psychicznie i zdrowotnie potrzebowała, wedle powyższej listy, na mężczyznę duchem jej bliskiego, nawet zbyt bliskiego. Spokojny, bo swoje już przeżył, cierpliwy jak papier, godzinnych rozmów bez końca, a gdy potrzebny nagle – na miejscu szybciej niż zastęp straży pożarnej. Pod względem zgodności dusz i tego, że od pierwszych chwil mogła się przy nim poczuć jak w domu oraz zacząć dbać o siebie i realizować zainteresowania bez presji, że straci poczucie bezpieczeństwa i osunie jej się grunt pod nogami, tego zaznać mogła właśnie z nim. A on jej skrywaną twórczością lubi się zachwycać i nawet ją pojmuje. Co dla niej zdziwieniem się jawiło – zero zazdrości. Jak mogła przestać się martwić, że jutro może nastąpić rychły koniec? Poziom ukojenia był paradoksalnie taki adrenalinowy. Nie jest i nie był to jednak mężczyzna wad pozbawiony, gdyż w sprawach „porządkowych” przyziemnych i puszczania dymka, choć dzięki niej coraz bardziej okazyjnie ale jednak, od początku istniała zasadnicza różnica zwana latami. A lata dzielą ich świetlne, dziesiętne (w swej trzykrotności). I niby przyjaźń, lecz jednak od początku miłość i to bez strachu, do tego spokój, zrozumienie, nieudawanie, po prostu można było wysypać się bez stresu przed odrzuceniem, jak również pożegnać z maszynką do golenia na rok, a przy tym mieć zero poczucia, że za chwilę ów kobieta poczuje smak samotności. Nic z tych rzeczy. Facet typu regulator emocji, aczkolwiek z własnymi unikalnymi wyzwaniami na jego osobistej drodze, czyli jak każdy – z osobistym bagażem (niemieszczącym się w normach linii lotniczych) i lekcjami do przerobienia. Mogli jednak się w tych lekcjach wspierać i motywować, coś tam nawet razem osiągnęli. Nie były to jednak fajerwerki, a ich osobiste doświadczenie i małe sukcesy, którymi cieszyli się w swoim towarzystwie. Jednym słowem, relacja, w której układ nerwowy może odpoczywać. Niestety, w przypadku naszej głównej bohaterki, od oazy spokoju dzielą ją jeszcze eony zrozumienia, a nadchodzący zwrot akcji dosłownie wywali ją z kolokwialnych kapci. Koniec części pierwszej.
Zapytasz, co z tą dawną miłością? Odpowiem szczerze – w jej sercu znajduje się wystarczająco miejsca, by pomieścić miłość do wielu ludzi, mimo jej introwertycznego obycia i zamiłowania do wąskiego grona znajomych, a także szeroko pojętego świętego spokoju. Niejako wchodząc w tę budującą relację, czuła podskórnie, że winna być ona piękną przyjaźnią i uniwersalną miłością z cichą wiarą, iż na całe obecne i kolejne miliony wcieleń, ale z uwagi na ograniczenia ziemskie i poczucie, że ma jeszcze coś (czego niestety natenczas nie odkryła) do przeżycia, wiedziała, że przyjdzie taki moment, acz bolesny, by zwrócić się bardziej ku przyjaźni z obecnym aniołem stróżem. Czasami ciut mocniej śrubowała ją myśl, że uzdrowienie starej relacji z przyjacielem z przeszłości musi jej się przytrafić, gdyż okresowo po cichutku taką myśl przywoływało jej serce, mógł być to jednak też strach przez odpuszczeniem. Dzięki tej spokojnej relacji miała natomiast i nadal posiada to szczęście, by pobyć przez dłuższą chwilę w jej świecie wewnętrznym, który zowie się XII domem. Tam też lubi czasem pobyć z księżycem i analizować życiowe scenariusze. Pytasz, czy zrobiła let it go? Ciężko odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ okresowy chwyt za serce i gardło pokazywał, iż nie potrafi w pełni zapomnieć o chłopcu z młodych lat. Ona sama wygasiła w sobie z czasem tę potrzebę, by wiedzieć, a myśli powracające jak bumerang nauczyła dosyć dobrze odganiać, momentami tylko okazując słabość i dając im się złapać w swoje sidła. Gdyby overthinking mógł być osobą to z pewnością byłby jej psychofanem. Jeśli jeszcze raz wrócić się do przeszłości – jej obecny kojący towarzysz w momencie ich pierwszych wspólnych spotkań zaakceptował fakt, że nasz bohaterka nosi kogoś z przeszłości w sercu i po prostu nie wie co będzie dalej. Usiadł koło niej cicho i zgodził się również na niepewność. Nasza bohaterka nie stroni od łez opisując to wspomnienie, gdyż takie rzeczy to z reguły tylko w tanich komediach romantycznych… Koniec części drugiej.
Lata mijały, a minęło ich już z 9. I jak to w życiu bywa, raz bywało zwyczajnie, raz nieco mniej. Zawsze jednak we wzajemnym szacunku i wsparciu. Naszej bohaterce jednak zaczynało powoli brakować wolności, gdyż związek okupiony ową różnicą lat świetlnych nie pozwalał jej cieszyć się jego pełnią. Zapewne był i jest to wynik jej wewnętrznych przekonań i lęku przed światem, ale po prostu wiedziała, że musi pozostać on jej sekretnym miejscem, gdzie dzieją się rzeczy piękne, ale okupione powolnym odbieraniem świętego spokoju. Niestety tak bardzo bała się pokazać go światu i tak bardzo miała żal o to, że niesprawiedliwość pokoleniowa odbiera jej partnera prawie idealnego. Od szczęścia i (spokoju ducha) zaczęły dzielić ją myśli o tym, do jakiej rangi by ono urosło, gdyby świat mógł ich zaakceptować, gdyby mieli szansę na ewentualne wspólne potomstwo i wspólne jego odchowanie, na dzielenie choć podobnych etapów życia i jego trudności. I to cholerne poczucie winy, że może jest egoistką, ale pragnęłaby przeżyć rzeczy, które on ma już za sobą, a które mogą ją ominąć, gdyż to na nią spadłaby pułapka ewentualnych wyrzeczeń. Przy każdych jej wątpliwościach z jego ust wydobywały się słowa: Kocham cię i nikogo już tak nie pokocham. Ona niestety czuła i do tej pory czuje dokładnie tak samo. Kochała i kocha go bardzo, a jednocześnie czuje, że nawet gdyby tak nie było to jego miłości wystarczyłoby za dwoje. Miejscami w tym natłoku myśli przyszło jej zapytać serca – czy uda nam się zostać przyjaciółmi? Może to przeszłość chciałaby jeszcze raz się o siebie upomnieć i powinnam zrobić miejsce na miłość z przeszłości, miłość, która mnie jednak odrzuciła. Nawet tak nie myśl! – westchnęła. Może to się wszystko jeszcze jakoś poukłada. Może kilka kompromisów i się uda? – pytania zdawały się nie mieć końca. Ale myśl, że mogłaby przeżyć drugie pół życia w samotności dosłownie paraliżowała ją z dnia na dzień. Czy byłabym w stanie pokochać kogoś innego? A, czy dla tak pięknego człowieka nie mogłaby pojawić się towarzyszka życia reprezentująca jego pokolenie? To wszystko jest tak bolesne. Czy on to czuje? Czy widzi to w moich oczach kiedy na niego patrzę? Zagubienie i chaos znów ją odnalazło i wydaje się nie wypuszczać z objęć.
W obiecanym skrócie, finału owej historii na próżno jednak szukać, a już na pewno nie tego logicznego, na który większość czytelników mogłaby wpaść. Świat postanowił ją przetestować i w zeszłym tygodniu rzucił na nią urok pod postacią zakochania. Ale z czym się to je? – zapytała zdziwiona. Tak niewygodnie było jej czerwienić się na widok innego mężczyzny, tak głupio w całej tej nieśmiałości plątać język, jednocześnie dając dużo energii i radości z małych rzeczy mogła pokusić się na ten kompromis, tyle że, to kolega z pracy. Żadna osoba z przeszłości, zaś osoba, która od wielu miesięcy była jej biurowym towarzyszem. Pomocny, dzielący z nią inteligentny humor, czasami zwierzający się i okazujący przy tym łzy, również nieco flirtujący i testujący jej wody mężczyzna, którego ona wcześniej po prostu nie zauważała i w którego sidła nie dała się wepchnąć. Myśląc, że już nigdy się nie zakocha, świat postanowił spłatać jej owego psikusa, na dodatek w takim momencie… Koniec części trzeciej.
Subtelne oznaki zainteresowania kolegi z pracy nie budziły wcześniej jej podejrzeń. Co więcej, nie ma nawet pewności, czy to osoba, która mogłaby ją pokochać w tak piękny sposób. Wiedziała jednak, że teraz to ona jest na przegranej pozycji. Próbując odpychać te wszystkie myśli, które towarzyszą zakochaniu, jak można się domyślić, przyciągała i przyciąga ich jeszcze więcej. Czuła i czuje złość na siebie i niesprawiedliwość za to, że przyszło jej oszukiwać choćby w samych myślach. W jak bardzo nieprzychylnych dla jej serca okolicznościach się znalazła. Jak jednocześnie przyjemne i gorszące jest uczucie, kiedy jej umysł podrzuca jej obrazy o potencjalnej wspólnej przyszłości z nowym mężczyzną. Jak wielką radość daje jej wyobrażenie, że mogłaby zaznać niesamowitego spokoju, gdyby nie musiała nic więcej ukrywać przed światem. I jak cholernie jej smutno, gdy w dany dzień choćby nie minie się na przerwie z ów wielbicielem. Owe uczucia próbuje wnet gasić w sobie z nadzieją, że to może jeszcze minie, choć teraz coś w środku jej podpowiada, że może to już właściwa pora. Tylko na co dokładnie? Tego nie wie. Próbując zbliżyć się do prawdy, ucieka nim jeszcze świat zdąży dać jej jakąkolwiek odpowiedź. Tak bardzo chciałaby, aby obecny partner był szczęśliwy i aby zawsze byli przyjaciółmi, ale jednocześnie tak mocno czuje, że może to właśnie teraz tym dziwnym zrządzeniem losu pojawiła się jej szansa na spełnioną przyszłość. Zdaje sobie sprawę, że to nawet nie musi być ów kolega. Choć zdążyła zauważyć jedno, a mianowicie to, że teraz to on przestraszył się jej energii. Chyba wyczuł jej zakochanie, ponieważ od kilku dni to on wydaje się być jakiś nieobecny. Smarkate uczucie – westchnęła raz jeszcze. Może uda mi się chociaż z tego upiec ciasto, może rozwinąć jakąś pasję. Codziennie towarzyszą jej rozrywające serce myśli o przeciwnych biegunach. Czy kolega jest tym, który woła z przyszłości? Czy to test na lojalność? Jeśli tak to jak go nie oblać? Tak bardzo chciałaby być szczera z obecnym partnerem, ale jak może podzielić się z nim tymi myślami, które zaprzątają jej od niedawna głowę. Tak bardzo czuje, że serce będzie upominać się jeszcze głośniej, jeśli je teraz zagłuszy. I nie chodzi tu o przeskok na nowy, niepewny ląd, który nie gwarantuje jej szczęścia i ona tego nawet nie oczekuje i na ten moment nie wie, ale o pytanie, czy posiada na tyle miłości, by kiedykolwiek móc obecną relację przenieść na nowy poziom, a tym samym dać obecnemu partnerowi również szansę na przeżycie jesieni życia z kimś, kto równolegle tej jesieni będzie mógł z nim skosztować, nie obawiając się, że tę miłość bezpowrotnie straci. Tak bardzo chciałaby wierzyć, że ta miłość istnieje teraz i na zawsze. Koniec
Och Karol 😜 przede wszystkim zdejmij z siebie ten potworny plecak z kamieniami. Nie jesteś złą kobietą, nie jesteś zdrajczynią, ani potworem pozbawionym lojalności.
Jesteś człowiekiem, którego układ nerwowy po prostu wreszcie odpoczął, zebrał siły i… zasygnalizował, że chce zacząć żyć w pełnym słońcu, a nie tylko w bezpiecznym, podziemnym bunkrze.
Twój obecny partner starszawy anioł stróż odegrał w Twoim życiu rolę absolutnie fundamentalną. Taką rolę mu wyznaczyłaś.
Zrobił dokładnie to, o czym nawijam, był plastrem na otwartą ranę, bezpieczną przystanią, regulatorem emocji, który pozwolił znerwicowanej dziewczynie uwierzyć, że zasługuje na bezwarunkową miłość, zachwyt i akceptację.
Potrzebowałaś tego, więc sobie wzięłaś z 4D.
To była i jest święta relacja.
Ale uważaj, bo romantyczki mają tendencję do mylenia lekarstwa na katar z całym życiem.
Czasem bratnia dusza przychodzi na dekadę jako przewodnik, by przeprowadzić nas przez najgłębszą ciemność.
To oczywiście byłaś Ty.
Kiedy rana się zrasta, plaster zaczyna uwierać i odparzać, bo POD SPODEM JEST NOWA SKÓRA, KTÓRA POTRZEBUJE POWIETRZA.
To, co nazywasz „spłataniem psikusa przez los”, czyli nagłe zauroczenie kolegą z pracy, wcale nie musi oznaczać, że ten konkretny facet jest „tym jedynym z przyszłości”.
Umysł podsuwa Ci go jako symbol.
Ten impuls to krzyk Twojej stłumionej biologii, Twojego wieku, Twojej potrzeby przeżycia życia w pełni, jawnie, bez strachu przed wstydem, bez ukrywania się w cieniu, wspólne dzieci, wspólne starzenie się i tak zwaną normalną codzienność.
Jednym słowem iluzja matriksu CIĘ WZYWA
9 lat życia w ukryciu i w cieniu lęku przed przyszłością raczej powoli Cię przyduszało.
Nie karz się za to zauroczenie.
Podziękuj mu za informację: „Halo, obudziłam się. Chcę żyć w świecie, nie tylko w tajemnicy”.
Pytasz, jak nie oblać testu na lojalność.
NAJWIĘKSZYM TESTEM NA LOJALNOŚĆ W ŻYCIU JEST LOJALNOŚĆ WOBEC SAMEJ SIEBIE I PRAWDY.
Trwanie w związku z lęku przed zranieniem wspaniałego człowieka, z poczucia wdzięczności czy z paniki przed samotnością to nie miłość, to dług wdzięczności spłacany własną krwią.
Żeby nie było, jestem pewna, że ON JUŻ TERAZ CZUJE TWÓJ WEWNĘTRZNY ODPŁYW, bo faceci, którzy tak głęboko kochają, wyczuwają każdy mikrodrgający fałsz.
Okradasz go z prawdy, a siebie z przyszłości.
Nie musisz rzucać się na oślep w ramiona kolegi z biura (zwłaszcza że ucieczka z jednej relacji prosto w drugą często bywa kijowym energetycznie pomysłem).
Masz jednak przed sobą inne, odważne zadanie, czyli PRZESTAĆ UKRYWAĆ SWOJE PRAWDZIWE PRAGNIENIA.
Miłość, którą macie z obecnym partnerem, nie musi umrzeć, yyy … ona już nie żyje.
Tym bardziej musisz stanąć w prawdzie i przestać udawać, że Twój głód pełni życia nie istnieje.
Relacja, którą musisz chować przed światem (moim zdaniem to kolejna iluzja matriksu, ale nie zajmuję stanowiska, bo nie pytasz o to)
Swoją drogą ciekawe, czy on lubił i lubi być dla Ciebie złoconą klatką.
Tak czy siak puść kontrolę.
Popłyń.
I miej na uwadze, że poczucie winy to lęk przed karą.
Kary nie ma.
love