Prolog do „Janusza Detox”🥒🍋
Bridget nie jest żadną Moną Lisą, co to siedzi cicho i robi za obrazek w muzeum męskich spojrzeń.
Ona jest zdecydowanie bardziej, jak Bridget Jones, tylko z Instagrama.
Wkurzona na siebie, że znowu kupiła o jedną mozzarellę za dużo.
I wciąż wierząca, że dieta zacznie się w poniedziałek.
Bridget jest bardziej ludzka, to właściwie Brydzia.
Mona to Brydzia po obróbce skrawaniem w kilku płaszczyznach.
Ale wróćmy do Brydzi, nie jest najmłodsza, ale wciąż z błyskiem w gałce:
„Żadne takie, nawet o tym nie myś, jeszcze nikomu nie oddaje korony, w tym młodszym modelkom też nie”.
Empatyczna jak cholera.
Empatia to jej supermoc i przekleństwo jednocześnie.
Widzi ból tam, gdzie inni widzą tylko status „online”.
Jakby co, pompki możesz robić z kolan.
Podkręć metabolizm skutecznym spalaczem tłuszczu Bikini Burn TiB,
co poleca dyplomowany specjalista odnowy psychosomatycznej mgr Grzegorz Lewko
z państwowymi uprawnieniami Instruktora Fitness pierwszej klasy.
No i rozrzuca własną energię jak sępy niedojedzonych gladiatorów po arenie emocji wszystkich dookoła.
A Neron i tłuszcza się gapi i se klaszcze.
Dzisiaj zabieram Cię na najbardziej hardkorowy odwyk XXI wieku, nie od alko, nie od cukru, ale od Janusza.
I jak nie dać się nabrać na okruchy ani na dealerskie próbki.Jeśli potem uśmiechniesz się przez łzy, to znaczy, że zaczynasz zdrowieć.
No dobra, a teraz Janusz.
Janusz nie ma nic wspólnego z memem o sandalach i skarpetach.
To nie te czasy, nie ta historia, nawet gdy dostaje kryptonim Frytura, Głęboki Tłuszcz.
To jest Janusz 2.0.
Trochę drań, trochę narcyz, trochę ironiczny błazen, który potrafi rozśmieszyć.
Następnie zniknąć na trzy tygodnie, jakby go porwało UFO.
Wygląda zwyczajnie-nadzwyczajnie: ani Adonis, ani kloc, ale z tą energią „facet, który potrafi wejść do knajpy i nagle wszyscy zwracają uwagę”.
Tego nie da się wyćwiczyć na siłowni.
To się rodzi w jego przepastnych gałach i w sposobie, w jaki opala Ci fajkę.
I teraz istotne: kto w tym duecie jest bardziej sexy?
Oficjalnie — Janusz, bo „dranie zawsze mają branie”.
On wie, że ma.
Uśmiech, ciętą ripostę, nonszalancję.
Bywa, że fajny tyłek w dżinach z niskim krokiem.
Ale luz.
Ale to Bridget jest mega sexy.
A właściwie ma mega potencjał.
Tylko wreszcie musi skumać, że nie może gonić.
Bo sexy nie musi mieć +-25, ani rozmiaru XXS, ale sexy NIE MOŻE ZA NIKIM GONIĆ.
JUŻ JEST 🚀 💸 mega pomocny e-book O ZARABIANIU W INTERNECIE
🌿 Z ETATU DO WŁASNEJ FIRMY Bez lukru. Bez chaosu. Bez „rzuć wszystko i zostań influencerką”
Nie czekaj!
Zapytasz dlaczego ona się na to godzi?
Bo desperacja lasencji, to nie fanaberia.
To jest EFEKT UBOCZNY KULTURY, HORMONÓW I DZIURAWEJ SAMOOCENY.
Brydka od lat karmi się narracją, że samotność to choroba, że kobieta bez faceta jest jak ziemniak bez masła.
Swoją drogą pyszny bez.
Więc kiedy pojawia się Janusz, czyli chodząca elektrownia testosteronu z domieszką cynizmu.
Ona rzuca się jak ćma na żarówkę.
Nie dlatego, że wierzy, że będzie dobrze.
Ale dlatego, że boi się pustki.
Poza tym on się jej po prostu podoba.
Zdziwię Cię, ale ona jemu też.
Dlaczego on tak postępuje?
Bo Janusz to narcyz-lite.
Nie chcę z liścia, już tłumaczę:
„Narcyz-lite mam na myśli taki ODCHUDZONY, CODZIENNY WARIANT NARCYZA,
Nie textbookowy przypadek z DSM-5, tylko wersję użyteczno-rozrywkową.
DSM-5 to Podręcznik Diagnostyczno-Statystyczny Zaburzeń Psychicznych, 5 Edycja.
Taki światowy katalog (opracowany przez Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne)
NIE KLINICZNY POTWÓR, który rozwali Ci psychikę w 3 miesiące, ale też to to nie jest całkiem normalne. hue hue.
On nie potrzebuje być z Bridget w 100%.
On potrzebuje 20% jej uwagi, 30% jej energii i 50% pewności, że nadal działa na kobiety.
Janusz Detox. Odsłona pierwsza. Huśtawka
Ich historia trwa już parę lat.
To jest rollercoaster klasy „Energylandia”[enerdżylandia]: zawsze ktoś krzyczy, zawsze ktoś wymiotuje, a mimo to kolejka jest pełna.
Czasem razem, czasem osobno, czasem w łóżku, czasem w cichych wojnach na WhatsAppie.
Bridget wchodzi w to, bo wciąż wierzy, że huśtawka kiedyś się zatrzyma na jej korzyść.
Że Janusz wysiądzie, złapie ją za rękę i powie: „No dobra, teraz już tylko razem”.
Esencja
Ale to nigdy się nie wydarzy.
Bo Janusz nie zatrzymuje huśtawki.
Janusz nią steruje.
A Bridget nie umie wysiąść, bo adrenalina z dopaminą stały się jej narkotykiem.
To jest ich punkt wyjścia:
- Ona — laska z krwi, kości i mozzarelli, która chciałaby być kochana jak w filmie.
- On — koleś, który myli miłość z możliwością wejścia i wyjścia, kiedy mu się zachce.
I w tym właśnie tkwi tragikomedia:
- Ona jest sexy, bo desperacko chce.
- On jest sexy, bo desperacko nie musi.
Oto sproszkowany Szpinak This is BIO 🌱, KTÓRY SABOTUJE GŁÓD i robi rzeźbę z ciała i Twojego życia
Idealny gładziutki do 4 szklanki
W 100 g świeżego szpinaku masz ok. 2–3 g błonnika i garść mikroelementów.
W 100 g sproszkowanego MASZ KILKUKROTNIE WIĘKSZE STĘŻENIE tych samych składników.
Czyli zamiast wcinać pół warzywniaka,
Możesz dodać łyżeczkę do smoothie, czy 4 szklanki
I mieć efekt jak po zielonym eliksirze życia.
Do tego TYLAKOIDY, co robią rzeczy wręcz nieprzyzwoicie estetyczne.
To maleńkie struktury w błonach chloroplastów liścia szpinaku.
Brzmi kosmicznie, ale to właśnie one robią największy show.
ODECHCIEWA SIĘ SŁODYCZY I ZŁOMU ze złomowiska.
CHUDNIESZ przez zaniechanie.
Nowy Zestaw NATURALNE ŻELAZO! Szpinak This is BIO + Kwas askorbinowy TiB (Witamina C)
A klasycznie w parze z witaminą C- kwas askorbinowy TiB masz podkręcone przyswajanie żelaza z szpinaku.
Jak masz fajną ferrytynę to kwas askorbinowy w domu jest niezbędny.
Nawet w solniczce do zajumania hipotetycznej pleśni.
Polecam!🌱💚
Haczyk
Wyobraź sobie, że budzisz się rano, a Twój telefon mruga czerwienią jak choinka z Biedry.
17 wiadomości od Janusza.
Pierwsza: „Hej, śpisz?”.
Druga: „Halo, czemu nie odpisujesz?”.
Siedemnasta: „No to powodzenia w życiu”.
Bridget patrzy na ekran i czuje się jak pilot samolotu, któremu w nocy odcięto skrzydła.
TO WŁAŚNIE MOMENT, W KTÓRYM ZACZYNA SIĘ DETOKS.
Historia
Janusz to nie facet, to system operacyjny.
Wchodzi w Twoje życie jak wirus: obiecuje update, a w tle zjada baterię, RAM i wszystkie Twoje zdjęcia z wakacji.
Bridget wie o tym, ale mimo wszystko trzyma go w folderze „Ulubione”, jak starą piosenkę, której refren już dawno przestał ją kręcić.
PROBLEM Z JANUSZEM POLEGA NA TYM, ŻE ON ZAWSZE WRACA.
Wraca wkrótce, gdy ona przestaje go gonić.
Niby się żegna: „to już koniec, spierdalam wariatko”.
Ale potem jak klasyczny detox: najpierw dreszcze, potem pocenie się, a na końcu, ta niebezpieczna myśl: a może tylko ten jeden raz?
Bridget zaczyna dostrzegać, że ten rollercoaster nie jest miłością, tylko biochemią: dopamina, kortyzol i odrobina serotoniny, jak sfiksowany koktajl.
TO NIE JEST ROMANTYZM, TO JEST UZALEŻNIENIE.
I właśnie na tym polega Janusz Detox.
Nie chodzi o to, żeby go usunąć z kontaktów.
Chodzi o to, ŻEBY GO ODINSTALOWAĆ Z UKŁADU NERWOWEGO
Zamykanie klamry
Widzisz, jeśli ciągle powtarzasz te same pętle z Januszem, Twoje życie staje się jak stary serial
Wiesz dokładnie, co wydarzy się w następnym odcinku, ale i tak się gapisz, bo boisz się pustego ekranu.
- JANUSZ DETOX TO NIE KARA.
- TO Twoja WOLNOŚĆ OD PRZEWIDYWALNEGO CIERPIENIA.
I właśnie dlatego powinnaś przejść pierwszy rytuał odtruwania:
Ćwiczenia dla Ciebie:
- Detoks powiadomień – przez 24h wycisz wszystkie jego wiadomości. Nie blokuj, nie kasuj – to za duży szok. Wyłącz dźwięk. Twój układ nerwowy musi poczuć ciszę.
- Lista krzywd w Notesie – spisz 10 sytuacji, w których Janusz Cię zranił, i przeczytaj je na głos. Mózg ma tendencję do wybielania sprawców. Zapis wyciąga prawdę jak hak z gardła.
- Eksperyment „ciało vs. iluzja” – gdy o nim myślisz, zauważ, gdzie w ciele pojawia się napięcie. Brzuch? Gardło? Pochwa? To nie „tęsknota”. To fizyczny odcisk stresu. Oddychaj w to miejsce, aż rozluźnisz.
POLECAM 💚 genialne 7 dniowe warsztaty Sierżanta Eliota
„EMPATKA ABSOLUT, czyli zbyt empatyczna mówi DOŚĆ„
Przestań być energetyczną bankomatką!
ODBIERZ SWOJĄ MOC w 7 dni!
7 warsztatów wideo do samodzielnego przerobienia w domciu + e-book,
które rozmontują Twój syndrom „daję wszystkim, a sama ledwo zipię”
Wjebujące w szok zakończenie pierwszej odsłony
Bo prawda jest taka, że ten pozornie zajebisty kolega nie istnieje jako osoba.
On istnieje jako PROGRAM W TWOJEJ GŁOWIE, a program można odinstalować.
I jeśli myślisz teraz: ale ja bez niego nie umiem, to zatrzymaj się.
Bo to nie on był źródłem Twojej mocy.
To Ty byłaś baterią, którą on wysysał.
Ale detoks nie jest taki znowu łatwy.
























Hej Pepsi,
świetny film pt. Janusz Detox.
Narcyz light to spoko koncepcja, żeby spuścić powietrze z rosnącego mitu narcyza (a to rzadkie zjawisko i rzucanie w ludzi diagnoz na lewo i prawo jest niebezpieczne, a z pewnością niewiele pomocne dla osoby zagubionej), bo jeśli koleś rzuca po 10 latach klasycznego związku psa z kotem, to na 99% nie jest narcyzem (i choćby za to Bridget może być losowi wdzięczna). Natomiast te relacje, w które w zagubieniu wchodzimy, żeby chociaż okruszkami zagłuszyć poczucie samotności, to już bezpieczniej podciągnąć pod tę metaforę, bo to faktycznie rozregulowuje system nerwowy i rozładowuje baterie. Pięknie wytłumaczyłaś właśnie ten aspekt (adrenalina, dopamina, to płonie w sytuacji okruszkowych relacji).
Można by dodać jeszcze taki aspekt – że to nie musi być jakiś jeden konkretny Janusz od okruszków, ale to może być np. aplikacja randkowa jako taka i w całej rozciągłości nawiązywanych tam kontaktów okruszkowych.
A mnie wciąż trochę boli, że nawet w świecie poza aplikacjami można wpaść w ten sam schemat, takie delulu na przykład (nota bene teraz ciągnę kilka mniej intensywnych związków delulu na raz, wciąż licząc, że z któregoś coś wykiełkuje… no masakra, płacz i zgrzytanie zębów). Niby uciekasz od schematów, nawet od aplikacji udaje ci się uwolnić, ale i tak wchodzisz w dynamikę niedoborową, z wyczerpywaniem zasobów… nawet jeśli cię to jakoś motywuje, choćby do tego, żeby minę mieć mniej smutną (no bo z zza rogu pojawi się zaraz delulu, juz widzisz jego zaparkowane auto…) – więc to się wydaje jednak… pozytywne… ale jak się uważniej przyjrzeć, i to nie jest wyjście, to jest oczekiwanie na walidację.
Odnoszę jednak wrażenie, że tym masz troszkę łatwiej z tym, bo trzymasz jednak bardzo niską wagę ciała i jest ci dzięki temu łatwiej ustrojowo to ogarnąć. Wiem coś o tym, bo u mnie jednej zimy też tak było i mentalnie dawało mi to ogromną ulgę, było zerowe libido i to działało na moją korzyść, bo ja z mężczynami naprawdę nie umiem, i lepiej to mieć wyciszone… A jednak nie chcę wracać do tego, bo było niedoborowo choć była to praktycznie 100% witarka. Później udało mi się w zdrowy sposób wrócić do bardziej normatywnej wagi wciąż nawiązując do witarianizmu (oceniam moją obecną dietę na 90% surawki, gotuję tylko kasze bezglutenowe, no i jem orzechy, omegę trzy tranową i parę innych zdrowych ale niewitariańskich supli), więc z oporami ale konsekwentnie buduję masę mieśniową (witarianka – kulturystka! bo to mnie strasznie kręci…) i te orzechy… no wyobrażasz sobie, potrzeba bliskości i ocierania się jednak we mnie jednak szaleją… Ech, z jednej strony trochę tęsknie do czasów tej pełnej witarki i większej wolności od pragnień, z drugiej… to nie była moja droga.
(Swoją drogą ty też nadal byś mogła mocno zdrowo przypakować! Ale akceptuję twój wybór niskiej masy ciała mimo że estetycznie funkcjonuję w innych bajkach, w chudości czuję się po prostu ze sobą źle).
Uściski 🙂
żesz kurwa, Kiszonko, toś mi stanęła na odciska.
no dobra, trochę żartuję, ale nie do końca.
Z tego co widzę, to ludzie nażarci i trawiący zyliony godzin, z gnieceniem za mostkiem są MEGA nisko energetyczni.
Moja dieta witariańska (wiem że ludzie są na witarce, ale nie na 811, bo nie są w stanie wytrzymać długo jej rygorów, centralnie ludzie są mało ascetyczni, a bardziej hedonistyczni) CHARAKTERYZUJE SIĘ OGROMNYM WYRZUTEM ENERGII (40% prawie natychmiast) po zjedzeniu owoców i zielonych szejków w ilości bardzo dużej.
Dlatego jest to dieta tak bardzo pożądana dla wytrzymałościowców, długodystansowców.
Gdy widzę biegacza, a działa to na mnie jak doping, muszę sobie najpierw spokojnie przypomnieć, acha, przecież robiłaś już dzisiaj trening, bo moje ciało takiego wydatku energii/wysiłku nawet nie koduje.
Ale do brzegu.
Chcę Ci powiedzieć, że moje wybory nie mają wiele wspólnego z tym, czy jem więcej czy mniej orzechów (nie jem orzechów wcale) i ile ważę.
Popęd płciowy nie siedzi jedynie w masie ciała (owszem jak głównie w bicu, to może się wiązać z testosteronem i ponad dużym popędem), tylko w głowie i w energii.
Osoby wysoko energetyczne ZANIM ZDĄŻĄ ŚWIADOMIE PRZETRANSFORMOWAĆ ENERGIĘ z dolnych czerwonych czakr wyżej, doskonale wiedzą i czują czym jest popęd.
I można wybierać.
Energia seksualna to dla mnie paliwo, które mogę przetransformować na co się chce.
Lwica wpierdala antylopę i se śpi długo, bo trawi, zero przytulania, obsceny i kopulacji.
Chodzi osobnymi drogami i użycza swojego ciała zgodnie ze swoją filozofią.
W przeciwieństwie do rozseksualizowanej na witarce króliczycy.
Nie mówię o sobie, ale widzę co się dzieje i wiem, że każde uzależnienie od drugiej osoby, nawet tylko potrzebując jej dotyku na maksa; ludzie ci już nie żyją na wolności. Zresztą sama coś w ten deseń spłodziłaś.
Lecz wybory… jestem zajebistą laską WOLNOŚCIÓWĄ czy kręci mi w tyłku zew puszczy.
Asceza może być wyborem, pomimo że odbieramy cudze feromony.
Hiperorgazmy są spoko wabikiem dla mieszkańców puszczy, ale to nie jest waluta, w której mierzy się życie.
A jakby jednak, można się na niej przejechać.
PozdroU2
Hej,
dzięki za odpowiedź i sorry za taki zdawkowy komentarz ze zbyt dużą ilością tematów. Trochę to spróbuję rozsupłać.
W tej ostatniej kwestii chodziło mi o to, że ty czasem trochę jednak… za lekko mówisz na nagraniach czy na lajvach, że ta Bridget by chciała przytulenia ale w sumie to mogłaby pomyśleć i się bez tego obejść (mówię konkretnie o przytulaniu, nie jest to dla mnie eufemizm przyprawiania pieprzem 🙂 )
Bo osoby przytulaśne, kontaktowe… one to mają głębiej. I tutaj być może to była moja zbyt pobieżna interpretacja i nadużycie, że dajmy na to ty to okiełznałaś sobie niską masą tkanki tłuszczowej i masz dzięki temu na to luz. Mozliwe że po po prostu nigdy nie czułaś tej potrzeby przytulania (i to jest spoko!) i tkanka tłuszczowa nie ma tu nic do rzeczy. W każdym razie to jest coś takiego, co tkwi w człowieku, jeśli człowiek jest tym przytulakiem… dużo częściej są nimi kobiety, mężczyźni tego zazwyczaj po prostu nienawidzą, bez wględu na to, czy bawili się samochodami, czy lalkami, a może bawili się chętniej w kąciku lalek, ale nie lalkami tylko przestawiali wózki i coś jakby projektowali wnętrza 😉
U mnie to tak dziwnie poszło, że to było (i jest) we mnie całe życie, za wyjątkiem tego okresu, gdy tkanka tłuszczowa była zbita do jakichś 5% i to było dla mnie bardzo nowe i ogólnie korzystne… bo zwalniało jakąś część moich zasobów energetycznych od jałowych obiegów. Więc u mnie akurat zbicie do cna (nawet ponizej zdrowych poziomów) tkanki tłuszczowej wywiera tu jakiś wpływ, niemniej nie jest to ścieżka, na którą chcę powrócić.
Nie zgodzę się też z tą obecną szerzej koncepcją „podnoszenia/przenoszenia” energii między, powiedzmy, ćakrami, że ta z dolnych jest jakaś niższa i przenośmy ją wyżej. Moim zdaniem trzeba pilnować raczej, by wszelkie energie o różnych odcieniach (czy jest ich 7 czy 700… niech każdy stworzy metaforyczny system pomocny dla siebie) były rozdzielone i trafiały każda w swoje miejsce, w swój enzym, w swój receptor błonowy. Bo odnoszę wrażenie, że szerzej w naszej kulturze to nie energia seksualna (jak już mówimy o niej) jest w nadmiarze i zanieczyszcza ludziom mental, tylko wręcz przeciwnie, to pasożyty mentalne żerują na wysychającym źródełku ludzkich naturalnych doznań i dlatego ludzie mają generalnie nieudane, frustrujące życie erotyczne, zapijane alko i frustracjami. Czyli jak już, to energia jest podciągana do góry przez mózg, by żywić mentalne pasożyty (strach lub chciwość, czyli bigoteria lub reklama seksem), wciąż naciskane są czerwone guziki (dla wielu ludzi akurat wstyd i kara będzie tym guzikiem, kolejny paradoks), a w „dolnym” źródle tej energii już praktycznie w ogóle nie ma. Co my jeszcze mamy stamtąd podciągać do góry? Mówić sobie, cool, ja tego w ogóle nie potrzebuję (będąc osobą, która organicznie potrzebuje)? Owszem, na drodze paradoksu można by tym sposobem jakoś… odciąć górne pasożyty od dolnego źródła, powiedzieć im, że kran calkiem zakręcony i spadajcie… ale nie odpadną w ten sposób, wygłodzone znajdą sobie inne źródło, staną się jeszcze bardziej chciwe i straszące.
To strasznie szeroki temat i wiem, że być może moje stanowisko nadal nie jest dość rozsupłane/jasne. Ale ogólnie nie mam jakiegoś sprzeciwu względem twojego podejścia. Po prostu widzę, że dla siebie nie umiem tego zwalczyć i powiedzieć, że mogę bez tego żyć.
Poboczne supły – moja kulturystyka jest inna… bardzo wytrzymałościowa… nie dość że 99% vegan to jeszcze wbrew wszystkim prawidłom „starej szkoły”… to mój projekt eksperymentalny…
Jedyne co mnie martwi, to czy nie idę w to z wygody, żeby móc bardzo dużo jeść i mieć te ogromne wyrzuty energii o których mówisz (ja też nadal jestem na 811, ale inaczej to rozkładam niż ty, bez postu… wyobrażasz sobie, czujesz pewnie WTF – to wszystko źle… owszem, nie jest idealnie, jest przeżarcie i zbyt duży nacisk w środku, ale cyzeluję to, żeby ewoluować ku optymalnemu rozwiązaniu w końcu 🙂 )
I jeszcze dygresja – jest taka ciekawa kulturystka-witarianka Zee (Rezenkia Lee), której dietę ponoć pomagał ustawiać Douglas Graham… Ale ona tez zmienia dietę ewolucyjnie, chyba nawet idzie w kierunku zmniejszenia ilości posiłków ostatnio… nie śledzę jej updejtów tak często jak twoich 🙂 w każdym razie ciekawa postać.
U mnie przeeeeogromna ilośc żarcia wróciła, bo nie chcę tracić na wadze, jeśli tylko mniej jem. A jednak tak duża ilość, jaką spożywam obecnie, nie jest dla mnie komfortowa. Ale to po prostu otwarty projekt i nie załamuję się małymi potknięciami po drodze 🙂
możesz się nie zgadzać, to Twój wybór, ale 3 dolne czakry podstawy są PRZETRWANIOWE, nic więcej
nie zgadzaj się więc z Dispenza, czy z Hawkinsem.
A poza Hawkins’em i Dispenzą, którzy wprost lub praktycznie tak samo opisują „dolną trójkę” (1–3) jako poziom przetrwania/materii (jedzenie–seks–władza), a od splotu słonecznego w górę widzą już przejście do serca/ekspresji/intucji/duchowości:
Anodea Judith — klasyczka tematu („Wheels of Life”).
Mówi o ewolucyjnym wznoszeniu się świadomości:
1. czakra = instynkt/przetrwanie,
2. emocje,
3. moc/wola.
a dalej w górę idziemy ku szerszym, bardziej inkluzywnym stanom (serce i wyżej).
Caroline Myss — „Anatomy of the Spirit”. Opisuje pierwsze trzy ośrodki jako domenę przetrwania, kontroli, relacji w sensie „świata fizycznego” (w tym finanse/seks/władza), a od serca, mówi wprost o przejściu z intuicji „przetrwaniowej” do miłości/duchowości.
Barbara Ann Brennan — „Hands of Light”.
Mapuje
1. czakrę jako energię życia/przetrwanie,
2. seksualność/emocje,
3. osobista moc/wola;
4. miłość/współczucie;
wyższe — komunikacja, intuicja, duchowość.
Ken Wilber / Integral Life — porządkuje 7 czakr jako „rozszerzenie” trzech poziomów:
1–3 = jedzenie–seks–władza (survival/ego),
4–5 = relacja/komunikacja,
6–7 = psychiczne/duchowe.
Bardzo klarowne zestawienie.
Osho
W naukach o czakrach wielokrotnie podkreśla, że do 3. poziomu pozostajemy w „królestwie zwierzęcym” (ciało/sex/moc), a humanizacja/otwarcie następuje od serca (4) w górę.
Sadhguru (Isha)
Opisuje 7 czakr od stabilności/przetrwania (muladhara), przez przyjemność/kreację (svadhisthana) i moc/wolę (manipura), po wyższe wymiary (serce, gardło, ajna, sahasrara) — czyli praktycznie ta sama logika „od przetrwania do transcendencji”.
Donna Eden — w „Energy Medicine” i materiałach praktycznych traktuje
1.–3. jako bazę uziemienia, emocji i osobistej mocy, a wyższe jako ekspresję/duchowość; w praktykach „clearingu” czakr kieruje uwagę sekwencyjnie od podstaw ku górze.
Yoga Journal (ujęcie współczesnej jogi) — trzecia czakra (manipura/splot słoneczny) = osobista moc, przezwyciężanie strachu, to „PUNKT ZWROTNY” ku sprawczości, z którego naturalnie idzie się w kierunku serca/wyżej.
Dodatkowo, jako ciekawostka wspierająca również tę tezę o „progu” w okolicy splotu:
ujęcie integralne bardzo jasno grupuje 1–3 jako „food–sex–power” (przetrwanie/ego),
a 4–7 jako domeny relacyjne, komunikacyjne i duchowe — co zgrabnie współgra z tym, że od splotu (3) w kierunku serca (4) zaczyna się JAKOŚCIOWA ZMIANA DOŚWIADCZENIA (od mocy/odwagi do miłości i radości).
Tak, kto komu broni się nie zgadzać.
A przytulanie?
Kto nie lubi głaskania oprócz mnie? 😻
Ten tekst aż boli swoją prawdą. Sama mam za sobą historię z narcyzem i wiem, jak trudno przerwać tę huśtawkę, te fazy, te okruchy, te fałszywe obietnice. To nie była miłość, tylko emocjonalne uzależnienie, które odbierało mi energię i poczucie własnej wartości.
Najtrudniejsze jest jednak to, że kiedy masz z Januszem dziecko albo dwoje, nie możesz po prostu odinstalować programu. Kontakt musi pozostać, choć wolałabyś odciąć się całkowicie. I wtedy pojawia się największy lęk: jak uchronić swoje dzieci przed tym samym mechanizmem, przed wchodzeniem w relacje, które będą ich ranić tak jak mnie?
Rozumiem,ze wolność przychodzi wtedy, gdy przestajesz być źródłem czyjejś energii, a zaczynasz być źródłem bezpieczeństwa dla siebie i dla swoich dzieci. Pozdrawiam.
To, co piszesz, to kawał życia – i tak, trudne jest wtedy, gdy nie da się odinstalować Janusza jednym kliknięciem, bo w grze są dzieci. Ale przecież drugie dziecko płodziłaś wiedząc raczej, że to narcyz.
Ale wiesz… dzieci to nie są Twoje twarde dyski.
One nie przyszły tu, żeby realizować Twoje programy ani Twoje lęki.
Pojawiły się tutaj w swojej własnej sprawie.
Bo każdy loguje się tutaj w swojej własnej sprawie.
Twoim zadaniem jest dać im ciepłe majtki i czapkę zimą, zdrowo karmić i dać im bezpieczeństwo i wsparcie gdy są dziećmi.
Ale potem resztę muszą przeżyć same.
Jeśli staniesz nad nimi jak kwoka i będziesz chciała uchronić przed każdym błędem, to tylko ukradniesz im szansę, żeby same wyrosły na wolnych ludzi.
Zresztą zostaniesz odepchnięta.
Ty zajmij się swoim życiem, swoim strumieniem energii i swoim bezpieczeństwem.
Dzieci nie są „Twoje” – są przez Ciebie.
I to jest największy dar, jaki możesz im dać: nie własność, tylko wolność.
PozdroU2
Pepsi, to jest sama prawda! Jest jak 10 przykazań, które powinnyśmy sobie czytać codziennie rano.
👋🏼💚
Hej, dzięki za odpowiedź. Przepraszam za opóźnienie ale dopiero teraz z urlopu mogę odpisac.
Te systemy nie rezonują ze mną bo organizują to wszystko wertykalnie i hierarchicznie, ale o tym nawet nie chcę sie rozwodzić, wiadomix. Bardziej chcę pomedytować nad tym, czy w ogóle można we wspierający sposób drapować energią między różnymi centrami energetycznymi, nawet gdyby miały byc postrzegane jako równorzędne, horyzontalnie ułożone soczewki, które jako narzędzie czysto optyczne pozwalalyby lepiej przyglądac sie wiązkom przeplywu rozszczepionym uprzednio na pryzmacie świadomości.
Dlaczego więc mielibysmy energię podciągac albo pozyczac, czy moze podkradac, a moze ofiarowywac na kolanach, by przemieniala się w inny kolor?
Dla mnie to sprzeczność. Rozszczepione swiatlo to diagram, wykres przepływów ktory pomoze nam stwierdzić pewien kluczowy fakt: energia nie plynie. Gdy pada światło sloneczne widzimy tęczę, hdy pada swiatlo ze smartphona lub innego pasożyta energetycznego, za ktorym podazamy, widac w najlepszym razie zubozone wiązki jesli nie brudne, nieokreślone swiatlo. I wtedy zazwyczaj wcale nie jest tak, ze to tego czerwonego światła jest najwięcej i to ono wszystko inne zezarlo. Wręcz przeciwnie, najczęściej to właśnie czerwone jest zezarte, wyeksploatowane, wydrenowane, w potrzasku. Dla czakry to po prostu ewentualne narzędzie obserwacyjne, ale dla stanu sprzed ulamka sekundy, nie widzę go jako narzędzia doswiadczalnego czy transformacyjnego, czyli czakry bardziej jako pulsoksymetr/podgląd/kardiomonitor, ale nie laboratorium alchemiczne czy mikroskop z pensetą będący narzędziem działania, choćby/nawet medytacyjnego. Bo cos by to miało byc za działanie, naprawa nieczystych wiązek światła pensetą na podstawce? Dlubanie w pryszczach? Rozkmina przeszłości. Ten etap na szczęście nie kręci mnie juz. Pryzmat daje jednak ten szybki podgląd sytuacji i tak go używajmy, dobierając jednak wlasciwe szkiełko, o odpowiednim kącie szlifu. I to oczywiście wymaga pewnej wprawy i wiedzy, bo takie pryzmaty mozna kupic na straganie przy deptaku w kazdej górskiej czy nadmorskiej miejscowości, ale trzeba tylko wiedzieć który kąt wybrać do danej analizy, by jeszcze bardziej w tym nie pobłądzić.
Próbuję dokonczyc wpis ale chyba nadal jest za długi, spróbuję pozniej, idę pobiegac, ostatnio robię to akurat rzadziej, ale innych aktywności duzo więcej:-)
ja też dopiero teraz idę biegać do lasu 👋🏼🎵💘
No i fajny byl ten pierwszy bieg w wakacyjnym miejscu.
Dochodzimy jednak do podobnych, często identycznych wniosków mimo ze diametralnie roznie dobieramy przesłanki i narzędzia, i to jest super, dziala tylko na korzysc konkluzji. Bo zgadzam sie ze nalezy alhemizowac… siebie, z zagubienia posrod ciemnego splatanego swiatla, wychodzic z niego na słońce. Nowa jakosc odda później czysty/czystszy wynik/wykres na diagramie czakr. Energia czerwona nie jest w niczym gorsza.
Dajmy na to taką Bridget ktora jest samowystarczalna, silna i mądra, zbyt taka aby zainteresował sie nią jakikolwiek Janusz, ale ona czuje, że życie tylko ze sobą juz jej nie rozwija, ze ona jednak chce w ostatniej chwili zajść w ciążę i oddać tę ogromną energię dziecku. Pojdzie do banku spermy lub jesli jest troszkę mniej przebojowa znajdzie Janusza który laskawie sie jej nie wzbroni ale będzie rownie niezdatny rodzicielsko jak ten rzeczony bank i ona o tym dobrze wie, swiadoma. Zrobi to i przejdzie w tym samą siebie, bez oglądania się na nikogo, w tym na Janusza, sama jak palec, zmuszona opłacić każdą minutę opiekunek do dziecka, zmieniająca co do jednej pieluchy, bo nikt jej w tym nie wyręczy. I przejdzie w tym samą siebie. Czy ta energia wygenerowała się z niej gdzies powyzej czy ponizej splotu słonecznego?
Moim zdaniem poniżej, gdyz to była czysta energia fizycznej i materialnej kreacji: działam materialnie, wypączkuje ze mnie dziecko, dam komuś szansę na wcielenie sie w to dziecko które dostanie nieograniczony zasób milosci. Jesli ta energia pochodziła z dołu, byla czysta. Gdyby byla zmącona jakimiś rojeniami gornych czakr (nic co pochodzi z jezyka i tarczycy oraz z mózgu nie jest czyste 🙂 ), to juz nie byloby to.
No i udalo sie dobrnac z komentarzem do konca. Trzy wersje pomiędzy, kazda z nieco zmienioną końcówką, a więc opublikowała się taka, jaka ostatecznie powinna być 🙂
Ludzie w ogóle nie muszą się rozmnażać, centralnie nie są potrzebni. Tutaj panuje strach. Po pewnym czasie rozmnażać będą się tylko nieprzebudzeni, bo jest silny zew natury, atawizm.
Czerwona energia jest prozapalna, i zawsze jest nam potrzebna pewna jej ilość, jak Omega6.
Jednak zdecydowanie więcej potrzebujemy antyzapalnej Omega3, ale nasza dieta to głównie Omega 6. I wtedy jest kłopot. I to jest dokładne przeniesienie energii przetrwania do energii wysokiej, Głownie wszyscy siedzą w przetrwaniu. Ale i to się zmieni.
Miłość nie jest atrybutem, to Bóg, Kate Walker, Ty, każdy. I podwaliną nas wszystkich jest Bóg czyli MIłość. Wszystkie inne emocje, nawet te bardzo pozytywne, to już atrybuty.
Jeśli Twoim fundamentem jest miłość, życie zapierdala w kierunku ewolucyjnym.
Jeśli upieramy się przy pewnych przekonaniach, jesteśmy związani.
Totalnie zniewoleni.
Nawet, gdy widzisz przekonanie, i masz jasność, że to przekonanie, które Cię dołuje, nie pozwala Ci uwierzyć, rozwinąć skrzydeł, to możesz nie potrafić go spłaszczyć, nadpisać, czy cokolwiek.