Oćko temu misiu wypadło, czyli na pohybel temu witarianizmu
  • Pepsi EliotAutor:Pepsi Eliot

Oćko temu misiu wypadło, czyli na pohybel temu witarianizmu

Dodano: 66

Ostatecznie ... wszyscy szamią gotowane jedzenie. Impreza skończona, powrót do rzeczywistości w poniedziałek.

               Hej hej Witarianie, malowane dzieci, niejedna panienka za Wami poleci

Piętnaście lat temu rozpoczął się prawdziwy, nieposkromiony szał na witarianizm.

Tysiące, żeby nie powiedzieć miliony ludzi zaczęło odżywiać się surowo w ramach nowych, albo na nowo odkrytych (gdyż witarianizm był znany już starożytnym Rzymianom, a prawdziwy bum przypadł na lata dwudzieste i czterdzieste, ale wojna pokrzyżowała witariańskie skłonności ówczesnym guru), a więc nowych paradygmatów.

Ludzie zobaczyli w witarianizmie siłę, moc i zdrowie, chociaż również ta, jak wiele innych stosowanych na chybił trafił diet mogła prowadzić do poważnych niedoborów, a nawet do odłożenia widelca. I prowadziła.

W tym czasie powstało, jak grzyby po deszczu na terenie Stanów, czy Kanady dziesiątki restauracji witariańskich, które już teraz nie istnieją, splajtowały i została ich tylko garstka.

W Polsce powstały dwa lata temu trzy restauracje witariańskie, z których dwie, RO w Krakówku i Surya w Warszawce padły bardzo szybko, a ta we Wrocławiu, która przetrwała, zdaje się głównie opiera się na gotowanym prowiancie. Jak się mylę, proszę o sztuczka w kichawę.

Jest poważne podejrzenie, że wszyscy, absolutnie wszyscy guru witarianizmu wcześniej, czy później zaczynają jeść gotowane pożywienie.

Oczywiście nie wszyscy spieszą się, aby o tym informować swoją świtę.

W didaskaliach, pani guru Victoria Boutenko czekała aż 17 lat, ciekawe, czy na to, aby się przyznać, czy rzeczywiście piła przez cały czas surową omegę 6, mieląc tonę słonecznika i nerkowców dzień w dzień, bez okruszka gotowańca? Zdaje się, że trochę się też przechorowała z tego powodu, a ładnie/szczupło nie wyglądała ani przez moment na swojej diecie wysoko daktylowej i wysoko tłuszczowej.

Pewien Jay (nazwiska nie wymienię, bo kolo nie chce, imię też zmieniłam), znany i istotny sztafaż sceny surowej żywności w Montrealu, jakieś 8/9 lat temu aktywnie działający w konspiracji rawfudyzmu twierdzi, że prawie wszyscy ludzie, którzy 10/15 lat temu działali jak zapaleńcy, i siedzieli po uszy w witarianizmie obecnie jedzą gotowańce, aż im się uszy trzęsą.

Jay jednak twierdzi też, że jest wdzięczny za to doświadczenie z surową żywnością. Uprawiał z nią seks? Surowe produkty spożywcze są nadal podstawą jego diety, ale również je inne rzeczy teraz. Domyślam się, że najbardziej brakowało mu i innym psiankowatych z głębokiego. Uśmiecham się.

Ten nius dotyczy również prawie wszystkich autorów, którzy napisali książki na ten temat.

Oczywiście są wyjątki, które potwierdzają regułę, ale im też można nie wierzyć, tak dla jaj.

Niedawno opublikowano artykuł w Psychology Today, który sugeruje, że około 75% ludzi, którzy byli na diecie wegetariańskiej w końcu wracają do jedzenia produktów zwierzęcych.

Średni czas, w którym osoba pozostaje stricte wegetarianinem wynosi 9 lat.

A tak na gałkę, wśród witarian procent awarii jest jeszcze wyższy. Po pewnym czasie, niekiedy krótszym, a niekiedy znacznie dłuższym około 95% witarian, którzy byli na 100% raw zaczynają jeść gotowane pokarmy.

Na szczęście nigdy nie byłam 100% raw i mam za sobą już ponad 3 lata witarianizmu 90% na surowo, oraz 27 lat roślinożerstwa z suplementami w tym odzwierzęcymi.

Gdy nie brałam suplementów dieta nie działała tak pro zdrowotnie jakbym sobie tego życzyła.

W związku z tym mogę nadal być eksperckim guru dla chętnej Socjety, gdyż jak skała nie zmieniam poglądów, albo jak krowa ma się rozumieć.

Jeszcze do niedawna z każdej strony atakowały chłonnych obywateli świata strony witariańskie, opowiadające o diecie z półprzymkniętymi gałami od kontaktu ze świętością i nawiedzonym półgłosem.

Tak rzecz była doskonała.

Zaś obecnie roi się od stron ex witarian, którzy spluwają, odżegnują się i opowiadają niestworzone historie, co to za krzywdy wyrządził im witarianizm.

Siedzieli zamknięci w szafie z daktylem i jarmużem i rozmoczonym orzechem, a teraz gdy wreszcie z szafy wyleźli mogą rzucić się na pieczoną sarenkę Bambi, bo od teraz tylko już wierzą tylko w paleo.

Do czasu, jak ich poskręca.

No i cholo im zleciał i ciśnienie też, bo nie gniecie już ich to trawsko w kichach. Won z błonnikiem, witaj moczu i ślino pH 6. Hurraaaa.

Oto lista kilku wielkich guru rawfoodyzmu, nie mylić z sadyzmem, którzy już nie są 100% surowi:

Kevin Gianni - Współzałożyciel Renegejt Zdrowia, autor książek i wielu publikacji. Nie jest tajemnicą, że Kevin nie jest już zwolennikiem 100% raw, gdyż jego zdrowie zostało wybite z równowagi, jak sądzi dietą 100% surową.

Paul Nison – podobno też nie 100% na surowo, no i miał epizod z cielęciną. Teraz pije kefir kozi, bo go łupie w kościach.

Victoria Boutenko, wspomniana powyżej, największa zwolenniczka zielonych koktajli na świecie. Napisała książkę o przezwyciężaniu surową żywnością uzależnień, a obecnie szamie gotowane potrawy. Wywiad z Boutenko Viktorią publikowałam kiedyś.

Harley (Durian Rider) i Free Lea, dobrze nam znani, ci od 30BananasaDay - najgłośniejsi zwolennicy diety na bazie owoców na świecie od wielu lat mówili, że ma być 100% surowe, lub nic.

Teraz Harley bezwstydnie wykorzystuje gotowane pokarmy strategicznie, aby zwiększyć swoją wydajność, a FL „wymyśliła” dietę ram tam tam

Swayze Foster - Autor wielkiego bloga www.fitonraw.com. Już nie zjada 100% surowego.

Chard Sarno – Niesamowity kucharz jedzący na surowo.

W swojej ostatniej książce, mówił o odkryciu, że jego cholesterol był wysoki, a jego stężenie triglicerydów było poza skalą przyzwoitości jak na surową dietę.

Postanowił odejść od diety raw 100%, usunął agawę, syrop klonowy, olej kokosowy, oliwę z oliwek. Skupił się na zieleninie, fasoli i ziarnach. Już po niedługim czasie jego fatalny cholesterol spadł o 100 punktów, astężenie trójglicerydów wróciło do normy.

A co w Polsce?

W Polsce guru witarianizmu najczęściej plasowało się bardzo blisko religijno/mistycznych tematów i teraz dla większości z nich sprawy duchowe stały się naczelne.

Najbardziej znana i zasłużenie wielbiona witarianka Ewelina właściwie odeszła już od przekazu witarianizmu w 100% i promowania zielonych szejków, na rzecz tematów uduchowionych i mistycznych.

I chociaż z pewnością żywi się w przewadze witariańsko, to z tego co wiem na pewno nie 100% raw. Widziałam bowiem filmik, jak pije szejka sprzyjającego rozwolnieniu, takie miał mieć przesłanie, który podała jej też pewna znana mistyczka, a zawierał ów szejk mleko sojowe, o czym wiemy, że nie jest surowe.

Zresztą nawet 90% witarianie nie muszą pić szejków na rozwolnienie.

Inni blogerzy, guru polskiego witarianizmu, chyba nigdy nie byli w 100% na surowo przez wiele lat.

Mocna grupa low fatowców i witarian, dwa w jednym, działająca na fejsbuniu, podobno się trzyma na 100%, ale nic nie wiadomo. Wielki Wit z pewnością wie jak jest naprawdę.

A są też tacy, którzy obecnie jedzą gotowane i pieczone mięso, chociaż onegdaj pisali do mnie epistoły jak to rawfoodyzm wegański wybawił ich z kłopotów.

Łgali?

Bowiem dieta witariańska, zaznaczam, że nie każda, mam na myśli nisko tłuszczówkę, to dieta wspaniała zdrowotnie, niesamowita, ale nie dla każdego.

Dla większości ludzi będzie jedynie oczyszczającym z toksyn epizodem, a bardzo niewielka garstka ludzi wybierze ją jako 90%, nie mówiąc 100% surową do końca życia.

Doug Graham ze swoją 80-10-10 jest z pewnością wyjątkiem, a jego dieta, którą sama stosuję od trzech lat mojego witarianizmu, jest najlepszą opcją według mojego skromnego rozeznania.

Jednak wielu zagorzałych dietetyków od 811 już dawno wróciło do potraw gotowanych, a nawet niechętnie trzymają się tych proporcji składników odżywczych.

Uzależnienie od potraw gotowanych jest tak silne, że nawet w najlepszych warunkach, niewielu ludzi jest się w stanie oprzeć pokusie gotowańca. Byle nie pieczeńca, ale temu też oczywiście nie potrafią się oprzeć, jak tylko zaczynają się lepiej czuć.

Ludzie potrafią rzucić darcie faj i nigdy do niego nie powrócić, to samo z robieniem flaszek, ale z gotowanym to już całkiem inna sprawa.

Tymczasem gotowane jedzenie to nie jest lekarstwo, ale nie jest też trucizna, a przynajmniej nie każde.

Tak, jak nie każde jedzenie surowe jest zdrowe dla człowieka.

Dlatego nikogo nie namawiam do trzymania się w 100% na surowo, tym bardziej, że sama nigdy tego nie robiłam. Witarianizm, czy gotowanie to nie jest coś czarno-białego. To są niuanse.

Szał na surową dietę ewidentnie się skończy, a może gdzieniegdzie skończył, ale nie wynika to z tego, że jest to dieta nagle zła, rozpracowana, obalona i położona na łopatki.

Wręcz przeciwnie, nadal może uzdrowić niekiedy beznadziejne przypadki, ale jest to dieta upierdliwa i dla wielu psychicznie, a niekiedy finansowo nie do udźwignięcia.

Więc na pohybel mu, temu witarianizmu?

Oćko temu misiu wypadło.

owocek

PS Zagadka dla Socjety, skąd ta ostatnia cytata?

 66
  • Forever young   IP
    Wystarczy wygoglowac, informacji masz milion w necie
    Dodaj odpowiedź 0 0
      Odpowiedzi: 0
    • Forever young   IP
      Witarianizm nie dla każdego, wegetarianizm nie dla każdego, produkty mięsne i nabiał nie dla każdego, doskonale to opisuje dieta według grupy krwi to jest główny klucz do długiego życia w zdrowiu. To tłumaczy dlaczego znani wegetarianie czy witarianie chorowali na raka, strzelali sobie sami w kolano wybierając produkty wegetariańskie gdy ich ciało potrzebowało zupełnie innej diety, Uposledzaly swój układ pokarmowy odżywiając się w ten sposób latami. W tym tkwi cały sekret. Ćwiczenia takie jak bieganie nie służą tez każdemu. Dla każdej grupy krwi są inne zalecane ćwiczenia, tak np. dla grupy A zbawienne są metody relaksacyjne, medytacja, golf, spacery. Dla innej grupy krwi z kolei mocny wysiłek fizyczny. Także trzeba myśleć ludzie i  łączyć pewne fakty wybierając dla siebie najodpowiedniejsza z dróg. Powodzenia!
      Dodaj odpowiedź 0 0
        Odpowiedzi: 2
      • Pol   IP
        I znów to samo! Wojna na "dietę"???.. Witarianizm nie jest dietą! Jest czymś wiecej.. jest sposobem na detox i jest lekarstwem na każdą chorobe przestrzegany w 100% a jak długo każdy pozostaje w 100% jest kwestią OSOBISTEJ POTRZEBY..W każdej diecie go można stosować i nie ważne w jakiej proporcji zawsze jeśli go będzie WIĘCEJ będzie napewno ZDROWIEJ... NIE ma jednej jedynej diety dla każdego!. Nikt nie jest ZMUSZANY do przestrzegania norm czy tez % i jeśli są osoby które powracają do poprzednich nawyków żywieniowych to dlatego że w istocie rzeczy prowadzili .... tylko ....DIEtę. Stajemy się roślinnożerni poprzez wrażliwość, świadomość i higienę wewnętrzną a nie poprzez stosowanie reguły czy zasad... Bycie roślinożernym czy  też wszystkożernym nie jest Flozofią tylko produktem ubocznym stylu zycia...
        Dodaj odpowiedź 0 0
          Odpowiedzi: 0
        • Tomasz Gębuś   IP
          Patrząc na facetów z wielkim brzuchem zapamiętale grilującym latem nad wodą, zastanawiać się zacząłem nad tym co mnie - witarianina odróżnia od niego? (poza pokaźnie wystającym brzuchem) on żyje pochłaniając kolejne trupy zamordowanych zwierząt - ja pochłaniając surowe warzywa i owoce. Zacząłem więc intensywnie czytać. I zaczęło do mnie docierać pomału czemu ludzie nie widzą różnic. Otóż, jest szereg uwarunkowań, które powodują, że "surowizna" wegańska jednak nie specjalnie na dłuższą metę daje nam tą satysfakcję bycia zdrowszym. Dlaczego? bo w naszym ciele mamy sporo blokad (nabytych kiedyś przez jedzenie zwierzęcych zwłok), które skutecznie niweczą nasze usilne próby stania się nieśmiertelnym. Dzikie zwierzęta roślinożerne nie specjalnie mają wybór - nie jedzą nic gotowanego. Powinny zatem być w myśl naszych oczekiwań co do witarki - stać się nieśmiertelne. A jednak nie są. Tak samo, ktoś kto zjada cukier albo suplementy, które okazuje się, że raczej po prostu szkodzą, nie powinien mówić, że to wina "surojedzenia" i z powrotem wracać do starych nawyków. Zresztą to bez różnicy. Nasz mózg odczyta to jako nowy up-grade do istniejącego programu. Zatem otrzymamy to czego oczekujemy, niezależnie od faktycznego stanu. Efekt placebo jest ciągle odkrywany i sporo prac już udokumentowało jego "nadzwyczajne" działanie. Ciekawy, kolejny wpis w tym blogu zajmujący się kwestionowaniem czy raczej krytyką postaci, które "wprowadziły" jakoby "modę na witarianizm", który ponoć się nie sprawdził. Dodam, że choćby zablokowana wątroba kamieniami żółciowymi, setkami kamieni z czasów mięsożerstwa, tak naprawdę nie powoduje wielkiej różnicy w wydajności naszego organizmu. Może trochę lepsze mamy wtedy zdrowie niż przeciętny miłośnik kotletów schabowych, a tak naprawdę nasz organizm i tak "głoduje" na skutek złej pracy zablokowanych organów. Nieważne jak zdrowe będą nasze posiłki. Kto idzie spać np. regularnie przez 22-gą? Wątroba ma tylko wtedy max do 23-ciej, przefiltrować w całości całą krew z układu i oczyścić ją z toksycznych produktów przemiany materii. A adrenalina czy kortyzol wytworzone przy ustawicznym przesiadywaniu przed ekranem komputera i komentowaniem postów/wpisów naszych "przeciwników" od których podnosi nam się ustawicznie "ciśnienie"? Czy ten efekt, który niestety nie wpływa zbawiennie na nasze zdrowie mamy także usprawiedliwiać niedziałającą wadliwą dietą?
          Dodaj odpowiedź 0 0
            Odpowiedzi: 1
          • Kasia   IP
            jak sie mierzy swoje ph?
            Dodaj odpowiedź 0 0
              Odpowiedzi: 1

            Czytaj także