Jeśli Twoje zdrowie zależy od tych 10 mitów, zobacz jak się je, lewą nogą do lusterka, obala
  • Pepsi EliotAutor:Pepsi Eliot

Jeśli Twoje zdrowie zależy od tych 10 mitów, zobacz jak się je, lewą nogą do lusterka, obala

Dodano: 16
Obalanie 10 mitów, które zupełnie nie wyglądają na mity

Aby można było żeglować w swoim kierunku, ku własnej ewolucji, niezbędna jest równowaga. Była sobie medycyna naturalna, oparta na właściwościach gorzkich ziół i pokarmach, oraz przyprawach o właściwościach antyzapalnych i prozdrowotnych. Czy było git? Niekoniecznie w pełni, gdyż szamanka nie była w stanie przyszyć urwanego palca, co dla współczesnej medycyny nie jest szczególnym wyzwaniem. Gorzej z małym palcem, bo ciało traktuje go po macoszemu i właściwie nie udają się operacje uruchomienia małego palca grabki, ale to jedynie moja adnotacja. Niezbędna jest równowaga pomiędzy obiema medycynami, a nie cepowata walka i wzajemne wyzywanie się od kretynów, nieuków, znachorstwa i tych co mają kij w tyłku i nie potrafią się schylić po liść młodego mniszka do kwietniowego, zielonego szejka. Zioła to leki i wszyscy o tym, wiedzą, można chcieć tę wiedzę wyplenić teraz, ale ona powróci jutro. Na rocznych studiach podyplomowych na wydziale rolniczo-ekonomicznym (Akademia Rolnicza w Krakowie) można otrzymać dyplom z uprawy i wykorzystania roślin zielarskich i alternatywnych. Jednak o ile kiedyś dużo zajęć działo się w naturze, niuansowe różnice pomiędzy ziołami bardzo trudno jest rozpoznać ucząc się ze zdjęć, o tyle obecnie te studia to przede wszystko focie i gadanie. Zielarze rosyjscy uśmialiby się do rozpuku. Ale to też tylko moje wtręty, bo chodzi o zachowanie równowagi. W pewnym momencie ludzie znowu uczynią zwrot ku medycynie naturalnej, przede wszystkim dla równowagi szali, a zioła będą sobie nadal rosły i już czekają, jak cudowne dzikie oregano.

Mit 1, że znane przetwórnie ziół robią dobrą prozdrowotną robotę

Herbapol, któremu, jak to dzisiejszemu zielsku, podcina się skrzydła sukcesu, i tak nie jest dobrą opcją, gdyż metody przetwórstwa i konserwacji zupełnie nie są organiczne i wpływają na zioła w sposób kijowy, tracąc leczące właściwości zyskują nieprzydatne, a nawet szkodliwe, Przez co można je latami przechowywać i nic się z nimi nie dzieje. Tak nie zachowują się zioła, które działają. Tereny, które dość dobrze znam, to herbapolowskie zagłębie mięty, widzę suszące się przy ulicy kłęby pod gankami, obok pól spryskiwanych glifosatem, obok siódemki nieustająco ryczącej spalinami. Po skupie mięty, idzie rzecz do silnych naświetleń, które mają za zadanie wybić grzyba i cokolwiek, potem dzieje się jeszcze wiele innych obróbek, po czym produkt dostaje się do sklepu. I gdyby nie głęboka wiara, takie zioła faktycznie nikomu nie mogłyby pomóc. W jaki sposób, współczesny, przeciętny odbiorca mediów wyobraża sobie kogoś dbającego o zdrowie? Ów przeciętnie światły człowiek sądzi, że dbanie o aktualną kondycję zdrowotną i zapobiegliwość na przyszłość, to jedzenie domowych obiadów, regularne wizyty u lekarzy specjalistów i skrupulatne stosowanie się do ich zaleceń, oraz picie herbaty miętowej z Herbapolu, gdy przesadzi się z jakimś obiadem, a raczej objadem. Czyli wykupywanie recept i skrzętne zażywanie statyn i profilaktycznie na rozrzedzenie krwi aspiryny, tym razem w plastikowej powłoczce chroniącej żołądek, oraz środków na uspokojenie i przeciwbólowych, a także umawianie się na kolejne zabiegi chirurgiczne. Najpierw wyrostek, a potem im więcej, tym jakby lepiej dla programu. Nawet jeśli przesadziłam, to i tak nie aż tak bardzo, aby wysiadywanie w kolejkach do kolejnego specjalisty wraz z posilaniem się rozgotowanymi warzywami, było jakąś rzadkością i nie podchodziło pod zdrowy styl życia niejednego mieszkańca planety zwanej Ziemia w znanych Ci rejonach, tak jakby scenariusz Konopielki mógł się rozgrywać tu zawsze.

Mit 2 sugerujący, że kwestia glutenu to mitologia

Niby, że świat został nierozumnie nastraszony glutenem, w związku z czym zapanowała szajbnięta moda na niejedzenie glutenu, nawet przez ludzi bez celiakii. Czyli, że jest to po prostu moda, a wiadomo, że moda jest, albo głupia, albo przemijająca. Tymczasem, to nie jest moda, to jest już dzisiaj klasyka, a wiadomo, że klasyka nie przemija, gdyż jej matką jest prawda, a ojcem autentyzm. Raz, że produkty zbożowe zostały potraktowane glifosatem na etapie suszenia, gdy nigdy nie powinny się z trucizną kontaktować. Dwa, z założenia nie powinniśmy jeść wysoko przetworzonych pokarmów, albo nienadających się do jedzenia. Pokarm zwany chlebem, z którym łączą nas towarzyskie i światopoglądowe koneksje, w rzeczywistości jest wątpliwy jako pokarm, gdyż słabo karmi, a prawie wszystkich uzależnia.  Żyjemy w nałogu chleba, dlatego nieżucie, nieślinienie się, nieżarcie glutenu nie jest żadną modą, to jakby okazanie sobie samej czułości. Większość chorób autoimmunologicznych wywołanych jest ukrytą celiakią dorosłych, a co za tym idzie, przeciekaniem jelit i niewłaściwym mikrobiomem w jelitach. Życie, nie jest podlizywaniem się swoim słabościom w grze, przeciwnie, jest to własna, świadoma ewolucja każdego dnia. Bez negacji tego co było, dokładanie nowej jakości tego co jest teraz.

Mit 3 zachęcający do jedzenia częstych i małych posiłków

Jedz często, ale mało, najlepiej 5 garstek dobrych pokarmów dziennie, a będziesz szczupła i zdrowa. I to można również włożyć do mitologii greckiej Parandowskiego. W rzeczywistości będziesz głodna, niedożywiona i wściekła, lub dla odmiany wpadniesz w apatię, spowalniając metabolizm. Zwierzę budzi się rano i zaczyna swoją codzienną krzątaninę od wodopoju, po czym zajmuje się poszukiwaniem pożywienia. Następnie zjada ile się da podczas jednego posiłku, po czym przestaje jeść, aż do następnego dnia. Od dziesiątków lat jestem zwolenniczką dużej porcji odpowiedniego jedzenia i wielu godzin codziennego postu. Jedząc dużo, masz szansę dostarczyć sobie większej ilości składników odżywczych, nawet, gdybyś miała ograniczone wchłanianie z powodu jakiegoś niedomagania, choroby, czy po prostu wieku, albo mniejszej ilości elementów troficznych we współczesnym prowiancie. Jedząc dużo, metabolizm nakręca się przy trawieniu, a spowalnia dopiero wtedy, gdy zaczynasz pościć. Po 12 godzinach codziennego postu automatycznie włącza się wybitnie pożądane zjawisko autofagii, gdy organizm wyjada wszelkie resztki, okruszki, samoistnie oczyszczając komórki.
Jedząc dużo surowych węglowodanów, w tym przede wszystkim organicznych, nietłustych owoców, dostajesz ogromny bodziec energetyczny do działania. Makrobiotyka dowodzi, że taki pokarm po pewnym czasie zmieni każdą komórkę ciała. Staniesz się innym awatarem, to będzie miało też wpływ na Twoje myśli. Owocowy błonnik, zielone warzywa liściaste, d-limonen w startej skórce z bio cytryn, algi, trawy, chlorofil, antyoksydanty i temu podobne dodatki spowodują, że Twój poziom energii będzie wysoki przez długi czas. Otrzymasz turbo zasilanie energią życiową, pojawi się moc przy treningu, auto inspiracja, motywacja wewnętrzna, a nawet możesz zacząć szybciej się uczyć, pojmować nieciągłe funkcje matematyczne, albo uczyć się znacznie więcej słówek dziennie w dowolnym języku.

Mit 4, że nadmierny cholesterol jednak nam nie szkodzi

Cholesterol całkowity miałby być zły, to mit obalony przy okazji, gdy obalano dietę wysoko węglowodanową, która spowodowała niespotykaną epidemię cukrzycy i innych choróbsk cywilizacyjnych. A więc te stare mity spadły z piedestału i teraz można mieć gdzieś liczenie się z tłuszczami nasyconymi i ze swoimi wynikami LDL. No może trochę należałoby podnieść HDL, czyli "dobry" cholesterol (który niejako nie istnieje, bo nie ma ani "złego", ani "dobrego", jest jeden i nazywa się cholesterol), no i może dobrze byłoby zamienić małe cząsteczki LDL na duże, podobne do tych, co pływają we krwi długożyjącego Szwajcara? Tyle, że nie ma gdzie się zbadać jakaż to cząsteczka LDL pływa w Twoim osoczu, bo akurat nie ma nigdzie stosownej aparatury. Owszem, duże cząsteczki są łagodne, ale co z małymi? Dlatego, jak dla mnie, to tylko nowy mit, który powstał w miejsce starego. To prawda, że ​​tradycyjne podejście do odczytów poziomu całkowitego cholesterolu, jak i do LDL (tego "złego"), niekoniecznie daje obraz prawdziwego ryzyka choroby serca, z powodu o wiele bardziej liczących się parametrów, jak wysokie ciśnienie krwi, czy poziom homocysteiny, ściśle powiązany z brakami witamin B6, B9, czyli kwasu foliowego i B12.

Trzeba jednak przyznać, że  obraz lipoprotein z nośnikami, które poruszają się wokół cholesterolu we krwi jest rzeczywiście bardzo ważny. Nie przeczę, że są wyjątki, ale jednak wysoki poziom "złego" cholesterolu LDL we krwi jest nadal zły, bo może oznaczać, że masz dużą ilość małych cząstek LDL, nadal silnie powiązanych z chorobami serca i śmiercią. Sam z siebie cholesterol pokarmowy i tłuszcze nasycone nie są szkodliwe, to nie są Twoi prawdziwi wrogowie, jednak już lipoproteina, czyli wielkocząsteczkowy kompleks zawierający estry cholesterolu i trójglicerydy, i jeszcze inne lipidy (fosfo) i białka, ma wielkie znaczenie dla Twojego zdrowia. A więc nie ma po co za bardzo kozakować filopaleofanie, szczególnie jak się pojawi cholesterol utleniony, bo to wybitnie złowieszczy zlepek.

Mit 5, gdzie alkaliczne ma być prima, a kwaśne zawsze badziew

Dieta alkaliczna jest zdrowa i chroni od raka, bo ten rozwija się tylko w środowisku kwaśnym. Jednak pomimo, że to jednak mit, nie jest mitem, z którym zamierzam polemizować bowiem, jest to jedynie bardzo popularny współcześnie slogan, w typie poplątania z pomieszaniem. I przez swoją trywialność może zniechęcić ludzi w miarę otrzaskanych, do tych, którzy rozgłaszają owe mądrości. „Kwaśne produkty zakwaszają krew, więc rozwija się rak, który wielbi beztlenie”. Tyle, że rak sam z siebie potrafi zakwasić komórkę, to raz, a dwa, że gdybyśmy dowolnie sterowali pH naszej krwi, a to konsumując kwaśnego wołu, a to alkalicznego migdała wylądowalibyśmy szybko u doktora House. Kto to jest doktor House? Ale to i tak mit, bo alkaliczna dieta akurat ma sens i faktycznie chroni przed rakiem. Kwaśna żywność obejmuje mięso, nabiał i ziarna, podczas, gdy alkaliczna, to przede wszystkim warzywa i owoce. Owszem, biochemia mówi, że nasza krew musi siedzieć w bardzo wąskich widełkach lekkiej zasady, a każde odchylenie od normy jest na tyle groźne dla naszego zdrowia, że natychmiast wywołuje poważne zatrucie, chorobę, lub śmierć. W rzeczywistości żywność jest w stanie zmienić pH poszczególnych narządów naszego ciała, ale organizm zrobi wszystko, aby nie miała wpływu na pH krwi. Na babski rozum jednak, im więcej pokarmów zakwaszających pojawi się na Twoim talerzu, tym bardziej ciało będzie się wytężać, żeby utrzymać lekko zasadowy poziom pH krwi. Gdy dodasz do tego, że zakwasza również każdy wysiłek fizyczny, estrogeny, brak snu, stres i generalnie życie, gdyż wciąż produkujemy wolne rodniki tlenowe, to okaże się, że dieta alkaliczna jednak odciąży w istotny sposób tego strażnika pH krwi, którym jest Twój organizm.

Mit 6, to pij mleko, a dostaniesz osteoporozę

Niejako rozszerzeniem mitu o alkalicznej szamie, jest mit, że nabiał powoduje osteoporozę. Mówi się, że to dlatego, bo raz, że ma zły stosunek wapnia do fosforu, a dwa, że mleko jest żywnością kwaśną, co powoduje wypłukiwanie wapnia z kości w celu zobojętniania kwasu, który z takim mlekiem się dostarcza. W związku z tym, otrzymujemy w prezencie od teściowej osteoporozę. Gorliwi szybko tłumaczą, że mleko matki karmiącej ma właściwy stosunek wapnia do fosforu, który buforuje całą sytuację i dziecku kości się zagęszczają, a nie rzedną. Rili? I znowu pomieszanie z poplątaniem, więc trudno będzie paru kwestii grzecznie nie zanegować. Mleko, w tym nabiał byłby jakąś alternatywą pożywienia, gdyby można było dostarczać go ludziom na surowo (niepasteryzowane, niehomogenizowane), to raz, a dwa, że w miarę szczęśliwe krowy byłyby karmione tradycyjnie trawą. Wtedy takie mleko zawierałoby faktycznie witaminę K2 (w postaci mk4) która pełni rolę przewodnika biorącego za rękę wapń i prowadzącego go prosto do kości i zębisków, a nie do tkanki miękkiej, w tym arterii krwionośnych. Oczywiście, gdybyśmy przymknęli gałkę na β-laktoglobulinę (Beta laktoglobulinę), silny alergen występujący w ilości 3g na 1 litr mleka krowiego, a niewystępujący wcale w mleku ludzkim. Wyjątkiem jest niezakwaszający izolat białka serwatkowego 100% CFM (cross flow microfiltration, czyli mikrofiltracja w przepływie krzyżowym) zawierający dużą zawartość laktoalbumin (frakcji białka wzorcowego za jakie uważa się białko zawarte w mleku kobiety karmiącej), oraz bogate źródło całych łańcuchów aminokwasów.
Nie mówiąc już o tym, że ogromna ilość ludzi traci umiejętność trawienia mleka w wieku lat 4, pomimo, że mleko zawiera wiele składników odżywczych, w tym wapń. Ssaki przestają pić mleko w pewnym momencie swojego życia i to jest wporzo. I ostatnia uwaga w temacie żłopania mleka, bicia śmietanowej piany, zażerania się serkami, jogurtami i najprzeróżniejszymi przetworami zwanymi nabiał, że je się przecież tego wciąż coraz więcej , a ludziom coraz bardziej świszczą wiatrem kości. Albo to nie o taki nabiał chodzi, albo przetworzone mleko nie nadaje się jako pokarm dla dorosłych ssaków. Można uznać, że mleko to raczej mitologiczny, standardowy popis nauki.

Mit 7, czyli co z tym słońcem?

Trzeba chronić się przed słońcem chemicznymi filrami. Prawie wszyscy mieszkańcy planety Ziemia gonią po polu wysmarowani  jakimś gównem z filtrem. Uważam tem mus  za mit, a prawidłowo wysoki poziom metabolitu D jest niezbędny do życia w zdrowiu.

Mit 8 dotyczy owoców, gdyż zawierają fatalną fruktozę

Mit brzmi, że owoce zawierają fruktozę, a fruktoza to kiła, w związku z czym, nie potrzeba Leona Chwistka, żeby wydedukować, że owoce to zło. Noooo chyba, że zjesz góra 2 dziennie. Najdroższa, to miiiiitttttttt. Nie będę się jednak wynurzać, bo na blogu jest masa wpisów w temacie. Powiem jedno, że gdy ograniczysz tłuszcze do 10% w diecie, to węglowodany proste nie zrobią krzywdy nawet frutariance. Zasady są dwie, staraj się nie mieszać cukru z tłuszczem, a druga, to nie myl całych owoców z błonnikiem z syropem kukurydzianym, czy nawet z agawy, bo skutki zdrowotne mogą być diametralnie różne.

Mit 9, bije do tego, czy oliwa z oliwek w gorącej kuchni Oliwiera ma sens? 

Na surowej diecie roślinnej 811 je się dużo owoców i warzyw, ale mało tłuszczu. Najbardziej zalecanym tłuszczem jest surowy bio olej kokosowy, awokado, oraz migdały i orzechy włoskie, jednak nie goń za nerkowcami, nie mówiąc o fistaszkach, bo nawet nie są orzechami, tylko strąkami.

Dlaczego "witariańscy guru 811" niechętnie godzą się na oliwę z oliwek?

Zawsze mnie to dziwiło, bo jest to podstawowy tłuszcz diety śródziemnomorskiej, a z całym szacunkiem dla witariańskich guru na 811, nie jest to dieta zła. Może nawet doskonała, bo ludzie mieszkający w basenie Morza Śródziemnego, a odżywiający się tradycyjną dietą żyją niespotykanie długo. Oraz, co potwierdzam autopsją, są też wiecznie roześmiani. Czego nie można z ręką na sercu powiedzieć o wielu witarianach. Chociaż i tak jest lepiej niż u posępnych gotujących soję na potęgę, wegan. Gdybym nie była na 811, właśnie żywiłabym się jak mieszkaniec Monton, Cap Martin, czy księstwa Monako i nie odmawiałabym sobie oliwy z oliwek nigdy.

Ale na czym polega mit z oliwą z oliwek w roli Odyseusza?

Że owszem na surowo jest dobra (chociaż ma za dużo omegi 6, dla równowagi sporo przeciwzapalnej omegi 9), ale już w żadnym wypadku nie można jej używać do smażenia. Zarówno tłuszcze, jak i przeciwutleniacze są wrażliwe na ciepło, a nawet mogą się przekształcić w szkodliwe związki. Owszem, jestem za tym, żebyśmy jedli na surowo, ale jeżeli już podgrzewasz potrawy, to nie siedź  w przesądach. Owszem, oleje mogą być wrażliwe na ciepło, ale odnosi się to przede wszystkim do olei o wysokiej zawartości nienasyconych kwasów tłuszczowych, takich jak soja, kukurydza i wiele innych.

Tymczasem oliwa z oliwek zawiera zaledwie 11% polinienasyconych tłuszczów, co uważa się za niską zawartość w porównaniu z innymi olejami roślinnymi

Dlatego Sardyńczycy mają się całkiem nieźle konsumując krewetki smażone na oliwie z oliwek. Badania wykazały (że też nie szkoda im czasu), że oliwa z oliwek zachowuje swoje prozdrowotne właściwości mimo narażania jej na wysoką temperaturę. Nawet, gdy była podgrzewana od półtorej do 36 godzin, to i tak w niewielkim stopniu zmniejszyła się liczba przeciwutleniaczy i witaminy E, a większość składników nadal w niej siedziała. Podobno jedyną faktycznie złą rzeczą po podgrzaniu oliwy z oliwek, jest fakt, że zmienia swój śliczny zapach.

Mit 10, że nie pozbędziesz się starego nawyku w 3 tygodnie

Każdy wie, że kura nie jest przesadnie mądra, ale coś każe jej siedzieć na tyłku równo 21 dni, i dzięki ciepłu, oraz wytrwałości dokładnie w 21 dniu wykluwa się pisklę. 21 dni jest liczbą magiczną, tyle razy rano bierzesz głęboki wdech przy otwartym oknie, 21 razy przemywasz twarz deszczówką na jak najlepsze rozpoczęcie dnia, 21 razy wykonujesz każde ćwiczenie z rytuałów tybetańskich, i 21 dni jest nabywanie nowego nawyku. A wiadomo, że nowy nawyk zastępuje stary. Jeśli potrafisz się zdeterminować i przez kolejnych 21 dni będziesz zaczynała dzień od 4 szklanek, 40 minut biegania i 30 minut czytania książki, która uczy, albo pozytywnie nastawia, czyli przez 21 dni będziesz wstawała o 1,5 godziny wcześniej niż zwykle, aby móc to wykonać, wówczas. Sprawisz, że nie tylko zmienisz swoje życie, poznasz ciekawych ludzi, będziesz się znacznie lepiej czuła, to jeszcze dwudziestego drugiego dnia takie poranki wejdą Ci w nawyk. A co za tym idzie, zaczną odpadać stare nawyki, które nie rezonują z nową jakością Ciebie.

owocek

 16
  • Sofi   IP
    po 21 dniach od spotkania się dwóch komórek zaczyna bić serce
    Dodaj odpowiedź 0 0
      Odpowiedzi: 0
    • Rose   IP
      Dziekuje Ci bardzo :*
      Dodaj odpowiedź 0 0
        Odpowiedzi: 0
      • Rose   IP
        Hej Pepsi, mam do Ciebie dwa pytania:
        Czy można ćwiczyć zaraz po jedzeniu?
        A drugie pytanie, czy mogę połączyć izolat białka serwatkowego z szejkiem z bananów i jarmużu?
        Dodaj odpowiedź 0 0
          Odpowiedzi: 1
        • Doriss   IP
          Pepsi, odnośnie punktu 2, czy gluten sam w sobie jest zły (dla osoby bez celiaklii) czy chodzi tylko o ten nieszczęsny glifosat? Nie zauważyłam u siebie objawów nietolerancji glutenu, jem czasami chleb BIO ze zbóż niepryskanych
          Dodaj odpowiedź 0 0
            Odpowiedzi: 1
          • Dudek   IP
            Oj Peps. Widzę, że ostatnio ,, sobie a muzom" Nie przejmuj, też tak mam.Dziś
            wbiła mi się do mojego durnego łba refleksja - gdyby któryś z psychiatrów z jakimi miałem do czynienia, przeczytał ( wysłuchał na izbie przyjęć ) co mówisz, diagnoza jedna - schizofrenia paranoidalna.
            Ja jednak wiem, że Ty wiesz, że ja wiem. ...
            Teraz mam do wyboru, albo jestem paranoikiem,..... albo moja dusza wie.....

            Ostatnio pojechałem po bandzie. Spoko, tak miało być.
            Dodaj odpowiedź 0 0
              Odpowiedzi: 0

            Czytaj także