Pepsieliot
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
206 181 475
62 online
32 277 VIPy

Duchowy spontan, czyli prosty poradnik duchowego przebudzenia

Im więcej bycia w drodze, a im mniej myślenia o celu, tym lepiej i bliżej.

Brian Tracy i wielu innych, w tym ja za nimi, jak za Panią Matką, przytaczali badanie na sławetnym uniwersytecie Yale, podczas którego rocznik 53 opowiadał w formie pisemnej o swoich celach. Z czego 97% studenciaków celi nie potrafiło sprecyzować. Po 20 latach odszukano tych ludzi, po czym okazało się, że spektakularny sukces odniosło właśnie te 3% z cel pal. Yhy jasne, tyle, że nigdy takiego badania nie przeprowadzono. Ktoś się postarał dojść do prawdy. A więc nie, takiego badania, ni penisa, nie było.

Trochę historii (mojego) przypadku

Zaledwie w wieku 24 lat doświadczałam już tak ogromnego bólu istnienia, że z grozą w sercu myślałam o przyszłości. Chyba zaszło jakieś nieporozumienie, chyba lepiej żeby mnie tu nie było. Słysząc o czyjejś śmierci, mówiłam: zazdroszczę, ma to już z głowy.

Dla zdeklarowanych ateistów, cyników i pragmatyków z silną nerwicą lękową, irracjonalnymi atakami paniki, oraz poczuciem absurdalności sytuacji, to nie dziwota. To chleb powszedni.

Dlaczego znalazłam się akurat w tej grupie upośledzonych? Zadając pytania osoby uśpionej, wodzonej za nos (nomen omen) przez własne ego, zamkniętej na własną duszę, obserwowałam. Jak inni ludzie lewą nogą do lusterka wyjeżdżają kolejką na Kasprowy? Wypalają jointa bez paniki o możliwy atak paniki. Wydają na świat dowolną ilość dzieci, i robią te wszystkie rzeczy, które u mnie nie mogły występować bez silnych palpitacji, może omdlenia.

Byłam jak Stawrogin w Biesach, „chłopiec jak malowanie, a jednocześnie dziwnie jakoś odrażający”, o czym wspomniał sam autor Fiodor Dostojewski. Stawrogin owszem, bywał na spotkaniach tajnego stowarzyszenia, ale też zachowywał się nieobliczalnie. Gubernatora ugryzł w ucho, zaś dostojnego Gaganowa, który wspomniał, że nikt go nie będzie wodził za nos, akurat Stawrogin złapał za nos i pociągnął przez całą salę wypełnioną osobistościami. Zalewał mnie hipotetyczny pot, że jestem do takiej kompromitacji skłonna.

Dwie kolejne dekady upłynęły z podobnie strasznymi myślami, ściskiem, blokadą, nerwobólami, kołaczącym sercem i uginającymi się kolanami. To nie może nazywać się życie gadało mi w głowie. To żart jakiś.

Wtedy wydarzyło się bieganie. Przypadkowo zaczęłam biegać codziennie, najpierw jedną minutę na bieżni, potem 40 minut, następnie 10 kilometrów dzień w dzień. Bez żadnego celu, ale irracjonalne lęki i tak zaczęły się zmniejszać. To podobno powszechne zjawisko.

Dzisiaj już wiem, że mój oddech przejmował kontrolę nad umysłem. Byłam wciąż uśpiona, ale już na własnej drodze.

Bieganie wymusiło niejako silną potrzebę nawadniania, oraz wysoce alkalicznego, roślinnego i surowego pokarmu.

Pozostawało jeszcze cierpienie, no i wciąż nie byłam świadoma ego i jego programów. Utożsamiałam się z ego, a więc musiałam cierpieć.

W niecierpieniu pomagało tylko pisanie.

Ludzie pochopnie sądzą, że pisanie i mówienie, to to samo. Poważny błąd.

Mówienie innym o swoim cierpieniu, nie umniejsza go, wręcz przeciwnie. Można opowiadać chaotycznie, można gestykulować, przestawiać słowa i mówić ciałem. Ale zawsze mówiąc oddasz za dużo energii. Mówienie pozostawia niesmak. Mówienie prowokuje do chęci odwołania wszystkiego.

Gdy piszesz, wchodzisz w tryb porządkującego skupienia. Ładujesz się energią. Gdy opowiadasz, tracisz energię.

Pisanie jest wymagające. Możesz pisać o własnym nieszczęściu, i zobaczysz rozwiązanie. Ale równie dobrze możesz dotykać rzeczy innych, gdy dasz się pisaniu wciągnąć. Podobno każdy nosi w sobie książkę, jedyną w swoim rodzaju. Zacznij ją pisać, nieważne co wyjdzie, doznasz ukojenia.

Zaczniesz płakać ze wzruszenia nad sobą i światem, z wdzięczności dla siebie i świata. Pojawią się cuda.

I potem to nastąpi. W wyniku pochylenia się nad własnym ciałem, gdy będzie coraz mniej strachu i boleści dopadnie Cię spontan duchowy.

Wdzięczność, miłość, pierwsze źdźbło zrozumienia, że żyjesz automatycznie. Jak to mówią wyżeracze duchowi, na autopilocie. Wybuchniesz nagle śmiechem, bo zobaczysz swojego samozwańczego pana, wiecznie niezadowolone panisko i w tym samym momencie pojmiesz, że nie jesteś nim.

Pojmiesz, że nie jesteś własnym ego

Impulsem przebudzenia się do życia może być wszystko, pejzaż, mimowolna medytacja bieganiem, rozwój intelektualny, mechanika kwantowa, jakiekolwiek zrozumienie. Najbardziej przyspiesza jednak spotkanie z drugim człowiekiem, który już jest w drodze.

Tych ludzi jest coraz więcej, chętnie dzielą się swoim doświadczaniem rzeczywistości. Pomagają się budzić. W dormitorium senny marazm, i nagle jeden porusza gałami, kręci nosem i cyk, przebudzony. Chcąc nie chcąc, robi trochę szumu, hałasu i następny koleś się budzi.

W końcu przychodzi taki moment, że stajesz się własnym obserwatorem. Zaczynasz pojmować, że jesteś i sprawcą rzeczy i jej wykonawcą, dobrowolnym uczestnikiem gry i jej programistą. Przestajesz uganiać się za sensem życia, bo widzisz go w sobie, we własnej ewolucji. Widzisz, że jesteśmy wszyscy tym samym.

Zmiana zawsze zaczyna się od Ciebie. Nikt nie zawinił. Zarówno Twój uśmiech, jak i Twój płacz odbije się w Twoim zwierciadle rzeczywistości. Możesz zrobić to, co zrobił każdy człowiek, bo właśnie to zrobiłaś. Nie musisz w nic wierzyć, możesz błaznować z duchowości, wyśmiewać ciemnotę religijną, a i tak zaczniesz się budzić.

Jeden warunek, musisz zobaczyć swoje ego i wtedy zrozumieć że NIE JESTEŚ nim.

Prosty poradnik duchowego przebudzenia

1. Oddech, bez oddechu ani rusz

Najłatwiej, gdy w wyniku pochylenia się nad własnym ciałem dopadnie Cię spontan duchowy.

Oddech kontroluje umysł. Świadomy oddech świadomie kontroluje umysł. Gdy jesteś wściekła będziesz oddychać krzywo, szybko, mogą pojawić się palpitacje. Gdy wyrównasz oddech przestaniesz się złościć. Przestaniesz drżeć, bać się.

Oddech dostarcza tlen do komórek, oddech alkalizuje ciało. Oddech jest pierwszy.

  • Bieganie prowokuje prawidłowy oddech
  • Bieganie zaczyna lewą nogą do lusterka (łatwo, mimowolnie) kontrolować umysł oddechem
  • Bieganie wprowadza ateistę, cynika, katolika, chrześcijanina, duchownego i każdego innego w stan medytacji aktywnej, czy sobie tego życzy wątpiący, czy też nie

w didaskaliach

„Biegam bo muszę” mój poradnik, osobisty dziennik, za niedługo wróci!

2. Woda, długo bez wody się nie da

Po oddechu jest nawadnianie. Każda komórka ciała musi być nawodniona.

Symboliczne 4 szklanki na rozpoczęcie dnia, to proces pozbywania się suszy w ciele. Dobrze nawodniona tkanka, wartkie środowisko płynne dostarczy energii i tlenu. W tej grze to energia jest życiem, nie materia.

3. Pokarm, który karmi

Dopiero na trzecim miejscu jest pokarm dla ciała. Odżywianie, alkalizacja, dotlenienie i systematyczne oczyszczanie komórki.

5 dobrych mantr

  1. Nie jem i nie piję zapalenia
  2. Nie jem i nie piję nieszczęścia
  3. Nie jem i nie piję długu karmicznego
  4. Nie jem i nie piję raka
  5. Nie jem i nie piję złomu ze złomowiska

4. Mentor duchowy

A jednak. Radzę poszukaj mentora duchowego. To po prostu przyspiesza budzenie. Poszukaj swojej oślicy, która podrzuci Ciebie i Twój tobołek do stóp Czomolungmy, a potem się oddali.

Dróg do przebudzenia jest wiele, dlatego mentorzy (oślice) mówią różnie, rób to na sztorc, na boku, na wspak.

  • Mnich buddyjski powie, rób tylko jedną rzecz, spowolnij. Zobacz w wąskim gardle klepsydry zawsze jest tylko jedno ziarnko.
  • Ktoś inny prosto z transerfingu wręcz przeciwnie. Przyspiesz, rób wiele rzeczy na raz, w tym rozgardiaszu zobaczysz własne ego, będzie musiało się ujawnić. Zobaczysz swojego przywódcę i chwycisz go za mordę.
  • Oślica mówi, że najłatwiej to zrobić, gdy w wyniku pochylenia się nad własnym ciałem dopadnie Cię spontan duchowy.

Przebudzenie zaczyna się nie wtedy, gdy ego odkrywa i bawi się dociekaniem, że jacyś Oni, czytaj Matriks, rządzą Światem. To jest nadal uśpienie. Może jeszcze głębsze, bo ego musi szukać winnego.

Pierwszy krok do przebudzenia dzieje się wtedy, gdy zobaczysz własne ego z poziomu świadomości (inni nazywają ją duszą) i uświadomisz sobie, że nie jesteś ani swoim ego, ani swoim ciałem.

Budzisz się i idziesz ku oświeceniu, na tym polega ewolucja świadomości

Spontanu życzę i masę miłości ślę

Gadam o tym 14 –go-d——z—–.—-

Twoja 44


Blog pepsieliot.com nie jest jedną z tysięcy stron zawierających tylko wygodne dla siebie informacje. Przeciwnie, jest to miejsce, gdzie w oparciu o współczesną wiedzę i badania, oraz przemyślenia autorki rodzą się treści kontrowersyjne. Wręcz niekomfortowe dla tematu przewodniego witryny. Jednak, to nie hype strategia, to potrzeba.


Rzuć też może gałką na to: Dobre suplementy znajdziesz w naszym wellness sklepie This is BIO


Disclaimer: Info tu wrzucane służy wyłącznie do celów edukacyjnych i informacyjnych, czasami tylko poglądowych, i niekoniecznie wyraża zdanie założycielki bloga, tym bardziej nigdy nie może zastąpić opinii pracownika służby zdrowia. Takie jest prawo i sie tego trzymajmy.


(Visited 348 times, 1 visits today)
-
Blog pepsieliot.com nie jest jedną z tysięcy stron zawierających tylko wygodne dla siebie informacje. Przeciwnie, jest to miejsce, gdzie w oparciu o współczesną wiedzę i badania, oraz przemyślenia autorki rodzą się treści kontrowersyjne. Wręcz niekomfortowe dla tematu przewodniego witryny. Jednak, to nie hype strategia, to potrzeba.
Może rzuć też gałką na to:

Dobre suplementy znajdziesz w Wellness Sklep
Disclaimer:
Info tu wrzucane służy wyłącznie do celów edukacyjnych i informacyjnych, czasami tylko poglądowych, dlatego nigdy nie może zastąpić opinii pracownika służby zdrowia. Takie jest prawo i sie tego trzymajmy.

Komentarze

  1. Moniro 12 marca 2021 o 09:13

    Mega wpis, dziękuję że Jesteś.

  2. Goethe 12 marca 2021 o 10:12

    No to dowalilas, Pepsi 😉 Kocham Cie, kobieto
    Odnosnie „Im więcej bycia w drodze, a im mniej myślenia o celu, tym lepiej i bliżej.”, jest dobry cytat Frankla:
    Don’t aim at success. The more you aim at it and make it a target, the more you are going to miss it. For success, like happiness, cannot be pursued; it must ensue, and it only does so as the unintended side effect of one’s personal dedication to a cause greater than oneself or as the by-product of one’s surrender to a person other than oneself. Happiness must happen, and the same holds for success: you have to let it happen by not caring about it. I want you to listen to what your conscience commands you to do and go on to carry it out to the best of your knowledge. Then you will live to see that in the long-run—in the long-run, I say!—success will follow you precisely because you had forgotten to think about it

  3. Badgerka 12 marca 2021 o 17:29

    Kochana Pepsi, cudowny artykuł i film. Nawet czytam „Biesy” właśnie! Czym byłaby ta gra bez tego fantastycznego zestawu ludzkiej menażerii ego rodem z Dostojewskiego ? Takie ciekawe dzieje , a tyle cierpienia. Ciekawi mnie, dlaczego po przebudzeniu się wraca, cofa, jaki tego sens. Pisanie, filmiki – lecz jak powiedziałaś o tych warsztatach i mowa o mentorach… Fajnie by było takie coś na żywo. Pepsi – sangha. Klasztor drastyczna opcja i kiedyś rozważałam nawet. Ale to na etapie negacji życia i gdy tylko w medytacji radość. Jak się przebudziłam – to trzeba bardzo szybko zrobić ten drastyczny krok i zostawić za sobą dotychczasowe otoczenie . Tego nie zrobiłam. Bardzo Cię ściągają i wokół ludzie, i jakiś żal, lęk, jeszcze intensywniej się coś pojawiło – coś walczyło o przetrwanie, umierało ego. Zatrzymał lęk, i dosłownie jeszcze silniejsze uwikłanie. Ciągle trzyma. Nie da się odżyć tego co się przeżyło, wcześniejsze przebudzenie – ale liczyłam na tą lekkość i radość. Flow i Miłość. W takich frekwencjach ten co mi pomógł się przebudzić żyje ziemsko, budzi innych. A ja – dotarłam do jeszcze głębszych pokładów traum, może zobaczyłam coś z siebie świadomie. Płaczę czasem myśląc o miłości, uciekam i kombinuje a z pracą – stan walki wewnętrznej. Chyba grupa innych przebudzonych pomaga – utrzymać praktykę, puszczać ego, co dzień. Dlaczego takie niepełne te przebudzenia zdarzają się. Czy ktoś ma jeszcze podobne doświadczenia. Z miłością, Be

    1. Pepsi Eliot 12 marca 2021 o 21:55

      Bardzo impresyjnie to ujęłaś i prawdziwie. Bo jesteśmy w procesie ewolucyjnym. Po drodze jest bunt, niechęć do tego, że się wie, znowu bunt, i tak jak napisałaś jeszcze więcej bólu nie wiadomo skąd i dlaczego. Ale nawet Absolut musi wciąż poprzez nas ewoluować, bo się cofnie. 😀 z miłością <3

      1. Badgerka 14 marca 2021 o 21:52

        Dziękuję za Twoje bycie „przebudzonym’ Lustrem, pisanie i mówienie tu, i jednocześnie tak bardzo sobą Pepsi

        1. Pepsi Eliot 15 marca 2021 o 05:25

          <3

  4. Malena 12 marca 2021 o 21:45

    Bądź moją Oślicą, Pepsi ❤ Love

    1. Pepsi Eliot 12 marca 2021 o 21:48

      <3 :D

  5. ChaiMate 15 marca 2021 o 22:13

    Jesteś moją oślicą ❤️

  6. Małgosia 24 marca 2021 o 08:21

    Kochana Pepsi,
    Czy mogłabyś coś napisać o jelicie drażliwym,o alergiach pokarmowych, ogòlnie o tych zaburzeniach ,ktòre się nabywa w trakcie zaburzeń nerwicowych.
    Z góry bardzo dziękuję.

    1. Pepsi Eliot 24 marca 2021 o 20:03

      Masz też na myśli IBS?

  7. Mruno 26 marca 2021 o 04:37

    Ja za dzieciaka i nastoletnich lat przeszłam nerwicę i depresję, kolejna kilka lat temu i w sumie z podobnych przyczyn, dopiero teraz się składam do kupki po raz kolejny, przez zacisk szczęki staw starty do zera i obok rozwalonego kręgosłupa szyjnego to dwie moje największe bolaczki. Widziałam że biegasz w kołnierzu i bardzo mnie kusi by spróbować, a mam póki co zakaz od fizjoterapeuty i biegania i jazdy na rowerze, co jeszcze bardziej dobija

    1. Przemko :-) 27 marca 2021 o 10:54

      Kochana Mruno! Mnóstwa dobra i miłości ❤️

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Sklep
Dołącz do Strefy VIP
i bądź na bieżąco!

Zarejestruj sięZaloguj się

TOP

Dzień | Tydzień | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum