Dlaczego nic Ci nie wychodzi, chociaż tak bardzo się starasz? 5 przyczyn Twojego niepowodzenia
  • Emanuela UrticaAutor:Emanuela Urtica

Dlaczego nic Ci nie wychodzi, chociaż tak bardzo się starasz? 5 przyczyn Twojego niepowodzenia

Dodano: 33
5 przyczyn Twojego niepowodzenia
Znasz to, prawda? To, czyli miażdżące poczucie, że innym jest po stokroć łatwiej, a Ty masz zawsze pod górę. Ktoś miał lepsze stopnie chociaż nie siedział godzinami z nosem w książkach, ktoś miał lepszą figurę, chociaż odżywiał się fastfoodami, a Tobie do przytycia od zawsze wystarczało samo spojrzenie na jedzenie. Inni mieli rozpoczęte przedwcześnie lukratywne kariery, żony modelki i dobrą passę. A Ty przecież tak bardzo się nie różnisz, jesteś błyskotliwa, masz symetryczną fizis i błysk w oku. A jednak czegoś Ci brakuje. I chociaż bardzo się starasz, wciąż nie możesz wyzdrowieć, założyć własnego biznesu, schudnąć albo uwolnić się od zdradzającego męża. Wmawia się sobie w takich sytuacjach rzeczy najróżniejsze, a czarne myśli niepokojąco kołaczą się po głowie. Bo co jeśli jesteś skazana na niepowodzenie i nie dasz rady wspiąć się na wyższy poziom świadomości choćbyś nie wiem jak bardzo chciała?

Czy naprawdę jesteś skazana na niepowodzenie?

Niepowodzenie to zbiorowa programów Twojego ego. To zbiorowa destrukcyjnych myśli i doświadczeń (zarówno tych z zewnątrz jak i z wewnątrz), zbiorowa niejasnych lęków o przyszłość. Niepowodzenie to Twoje zamknięcie na przepływ niewyobrażalnej energii, która po prostu jest i z której wystarczy zacząć czerpać.

Mały człowiek w wielkim świecie?

Kim w takim razie jesteś wobec wszystkich tych przeciwności, wobec kłód, które ego sprytnie, bo przecież za Twoim przyzwoleniem, rzuca Ci pod nogi? Ano, tak się składa, że jesteś wszystkim. Na początku to wydaje się być zagmatwane, ale w rzeczy samej tak jest. Jesteś przyczyną tych zdarzeń i jesteś ich skutkiem. Nic do rzeczy nie ma tutaj karma, zrządzenia losu i tłusty palec opatrzności. I choć to jak odbierasz rzeczywistość i to jak prowadzisz własne życie, wynika bezpośrednio z Twoich doświadczeń, to jak nimi pokierujesz zawsze wynika z głębi Ciebie.

1. Za bardzo się starasz

Jesteś typem, który stara się za bardzo. Objawia się to na milion sposobów, przez prasowanie nawet skarpetek i ścierki do naczyń, przez naukę trzy noce pod rząd i zaspanie na egzamin, przez zostawanie w pracy po godzinach mimo że nie ma takiej potrzeby, można by wymieniać w nieskończoność. To Ty przed przejściem na dietę rozpisujesz czterostronicowy plan działania na pół roku do przodu. A jednak coś zawsze jest nie tak. Zazwyczaj osób, które starają się za bardzo, sto razy bardziej dotykają nawet najmniejsze potknięcia. W końcu z jednej strony chcesz iść własną drogą, z drugiej strony na maksa blokujesz się na rozwój, bo zamiast pozwolić sobie na to by płynąć, zamiast unosić się na fali powodzeń, ustalasz harmonogram swoich powodzeń. I nie ma nic złego w planowaniu, kiedy stawiasz sobie realne i bliskie cele, ale bycie idealną nie może być celem samo przez się ani tym bardziej czymś co możesz zaplanować.

Recepta:

Czas nie istnieje. Masz go dokładnie tyle ile potrzebujesz, nie tyle ile wyliczyłaś, że powinno Ci wystarczać.

2. Skupiasz się na celu, nie na drodze

Najłatwiej wyjaśnić to na podstawie diety odchudzającej. Powiedzmy, że masz do zrzucenia 15 kilogramów, czyli wcale nie tak mało by zrzucić je w miesiąc, ale też nie tak dużo by było to niewykonalne. Na początku idzie Ci nieźle, wywaliłaś z szafek złom, zrobiłaś zdrowe zakupy i poszłaś na pilates na pobliskiej siłowni. Pierwsze efekty dały Ci super energię i już zaczynasz sobie wyobrażać jaka będzie z Ciebie chica bella kiedy zgubisz tych 15 kilo, a może, kto wie, nawet ze 20. Oczyma wyobraźni już dostrzegasz delikatnie zarysowane mięśnie i obcisłe jeansy. No i pogrążasz się w tych marzeniach jednocześnie kopiąc wielki dół pod miejscem, w którym stoisz. Ostatecznie, niepocieszona brakiem natychmiastowych efektów, poddajesz się, bo to naturalna kolej rzeczy. Zamiast poświęcić energię sobie samej, swojemu ciału i pracy nad nim, poświęciłaś ją egotycznemu scenariuszowi. Pod ten scenariusz możesz podpiąć próbę założenia własnej działalności, pozbycia się choroby i co tylko się da.

Recepta:

Zamiast dreptać na bieżni wyobrażając sobie swoje idealne ciało, zacznij czerpać radość z biegania w tej chwili, w tu i teraz, z energii jaką ono wyzwala. Zamiast marzyć o milionach jakie zarobi Twoja właśnie otwarta firma, ciesz się rozkręcaniem biznesu i nowymi przepływami energetycznymi. Najzwyczajniej w świecie zadbaj o czynności, które mają przynieść upragniony efekt, bo tylko w ten sposób dotrzesz do celu.

3. Wierzysz, że wystarczy chcieć

Ktoś kiedyś puścił w obieg mylące hasło, że możesz wszystko, wystarczy tylko bardzo tego chcieć. No i ja Ci powiem na ten temat coś bardzo przewrotnego: jeśli bardzo czegoś chcesz, nigdy tego nie dostaniesz. Nie przyjdzie do Ciebie samo, zupełnie z eteru. Energia oczywiście podąża za uwagą i jest to niezaprzeczalny fakt. Inną sprawą jest jednak wiedzieć dokąd się zmierza i mieć świadomość, że zasługuje się na miejsce, w którym się jest i miejsce, w kierunku którego się podąża, a inną sprawą jest powiedzenie sobie, że sprzyjające zrządzenie zdarzeń czeka tuż za rogiem. Mogę postanowić, że chcę zostać tancerką estradową i codziennie wizualizować sobie, że pięknie tańczę, ale nigdy nie podnieść tyłka z kanapy. Mogę też zacząć kurs tańca i podnosić dzięki niemu swoje wibracje. Chęć posiadania czegoś (związku/zdolności/rzeczy) jest jak walka. I tak jak walka wyczerpuje energetycznie do cna budząc jedynie frustrację i sprawiając, że całe życie jesteś na stanby'u, czyli w trybie uśpienia. Marnujesz swój ogromny potencjał energetyczny i nawet nie zdajesz sobie z tego sprawy.

Recepta:

Zasługujesz na wszystko czego Ci potrzeba, ale dostajesz to z czym rezonujesz. Zamiast czekać w uśpieniu, zacznij działać. Działanie, bycie w ruchu, podnosi wibracje. Wyższe wibracje to wyższe przepływy energetyczne. Wyższe przepływy energetyczne, to obfitość.

4. I tak Ci się nie uda

Mówisz, że robiłaś to milion razy i nie wyszło, więc nie widzisz powodu, żeby wyszło teraz. Nie zmienia to oczywiście faktu, że (całkiem zresztą przewrotnie) i tak znów próbujesz. I chociaż powtarzasz sobie (i/lub wszystkim wokół), że tym razem będzie inaczej, pierwszą porażkę umieszczasz pod szyldem „wiedziałam że tak będzie” i zwyczajnie się poddajesz. Jesteś zaplątana w energetyczną sieć, której oddajesz całą swoją energię. Nic więc dziwnego, że w ostatecznym rozrachunku nic Ci nie wychodzi. Znasz frazesy takie jak mam słomiany zapał/pecha/dwie lewe ręce/za mało czasu/za dużo na głowie? A co jeśli powiem Ci, że wcale nie masz?

Recepta:

Małe kroki i robienie dla siebie dobrych rzeczy. Musisz po prostu otworzyć się na samą siebie i zaakceptować, że jesteś tego warta. Na początek włącz terapię 4 szklanek do codziennej rutyny, albo poświęć jeden dzień w tygodniu na zrobienie dla siebie czegoś miłego i prostego (maseczka, super odżywczy koktajl, wyjazd nad wodę, spacer po lesie). Podnieś na początek swoje wibracje i zobacz, że świat Ci prawdziwie sprzyja.

5. Ktoś Cię ogranicza

Nie no, oczywiście, że mogłabyś wszystko. Mogłabyś, ale masz męża, któremu trzeba ugotować obiad, dzieci, które absorbują Cię 24/7, wymagającą pracę, chorych rodziców, mieszkasz w małym miasteczku i tak dalej, wpisz co uważasz za słuszne. I oczywiście inni mają łatwiej, nie zapominajmy, że inni mają łatwiej. Ten dostał w spadku, ta jest ładna, tamta miała lepszy start, a tamten to chyba jest w czepku urodzony, całe życie na farcie. W skrócie, widzisz źródło swoich problemów i niepowodzeń na zewnątrz, a nie tam gdzie jest ich miejsce, czyli wewnątrz. Jasne, można poddać się energii otoczenia, ale pamiętaj, że możesz też ją podwyższyć, podwyższając własną energię. Przecież wszystko to co dzieje się wokół jest odbiciem tego co dzieje się w Tobie. Wszystko wokół oddziałuje na Ciebie w ten sposób, w jaki z tym rezonujesz.

Recepta:

Bądź wdzięczna za doświadczenia, bo one są dźwignią Twojego wzrostu. To jak pięcie się w górę ściany wspinaczkowej. To że złapiesz za nie ten kamień co trzeba i na chwilę utkniesz w miejscu sprawi tylko, że wspięcie się na szczyt będzie bardziej satysfakcjonujące. Zamiast zrzucać na innych to, że zatrzymują Cię w miejscu, bądź wdzięczna za to co w nich kochasz. Ćwiczenie na dziś: jeśli pomyślałaś choć raz, że ogranicza Cię wychowywanie dzieci/mąż/praca/cokolwiek, olej to na chwilę i pomyśl, za co je lubisz/kochasz. Staraj się robić to za każdym razem kiedy czujesz, że stanęłaś w miejscu. To najlepsza droga na samą górę tej ścianki wspinaczkowej.

uściski:)

 33
  • Patia   IP
    15 kg w miesiąc... Buhaha. Powiedz to kobiecie która ma niedoczynność tarczycy 😁
    Ja czerpię radość z pracy, cieszę się jak mam do pracy iść, wstaję do niej ochoczo pełna energii. Ale mimo to gdy robisz coś z pasją, a ciągle nie widać rezultatów to może człowieka zdołować.
    Dodaj odpowiedź 0 0
      Odpowiedzi: 1
    • auto   IP
      O mnie to głównie punkt 5. Samotne macierzyństwo jest da mnie trudne... I tak, myślę, że dzieci mnie ograniczają, i widząc fakty nie potrafię myśleć inaczej. Cieszyć się chwilą? A co, jeśli chwila nie podoba ci się i nie chce ci się w niej być? Czuję się, jakbym siedziała na krześle tortur, a ktoś mówił mi: ciesz się tym co tu i teraz. A ja tego "teraz" nie chcę. :-( Próbuję bawić się z dziećmi, ale nie lubię tego, czuję się źle, robiąc to. Potrzebuję spokoju, ale nie mam go, bo dzieci ciągle coś ode mnie chcą, albo kłócą się ze sobą. Większość moich potrzeb jest niezaspokojona, oprócz dzieci nie mam nikogo bliskiego. Moje dzieci potrzebują miłości i troski, żeby im powlewać w ich wewnętrzne kubeczki. Ale z próżnego i Salomon nie naleje. Nie mam skąd wlać. Skąd wziąć miłość i radość chwili???
      Dodaj odpowiedź 0 0
        Odpowiedzi: 1
      • Eli   IP
        Czytam i uśmiecham się pod nosem ;-) czasami trochę wody w rzece upłynie zanim sami dojdziemy do tych wniosków, a i to w przypływie gorszych sytuacji potrafi na chwilę załamać nasze ok. może tak być :-) i pójście dalej. Acha, to prasowanie ścierek do naczyń czasami sprawia mi dużo satysfakcji :D Owocek zawsze :-)
        Dodaj odpowiedź 0 0
          Odpowiedzi: 0
        • Sarah   IP
          Wszystko to, co mi się przytrafia to odbicie mnie, tak? Czyli to,że mój narzeczony zawinął się na tamten świat w niecałe 4 miesiące, w domowym hospicjum i umierał mi na rękach to  moja wina? zabiłam go , kórtko mówiąc, zjawiając się w jego życiu? Od tego czasu wszystko się zawaliło, okazało się,że nie mam przyjaciół ani rodziny na której mogłabym polegać zacząwszy od dnia po pogrzebie... Mój szef też zatroszczył się aby się mnie pozbyć.I nie mogę znaleźć żadnej innej ;( I tym sposobem od 3 lat jestem dokładnie w tej samej sytuacji co w dniu po pogrzebie, choć probuję, staram się, nie-staram się, medytuję, staram się robić coś dla siebie, dobrze jem, śpię, robie różne rzeczy inaczej, ale nic się nie zmienia. dosłownie NIC. Zaczynam się zastanawiać nad samobójstwem, przyotowałam sobie sznur w piwnicy...bo odnosze wrażenie,że świat wysyła mi message ,że jestem tu zbędna...tak na chłodno sobie to przetrawiam...
          PS. Wszystkich, którzy wierzą w 'wystarczy chcieć" i "wszystko będzie dobrze, ułoży się" zapraszam na oddział onkologiczny... Na mnie te zwroty działają jak płachta na byka.
          Dodaj odpowiedź 0 0
            Odpowiedzi: 2
          • Mo   IP
            EMANUELLA JAK ZAWSZE THE BEST ! Super tekst dziekuje :)
            Dodaj odpowiedź 0 0
              Odpowiedzi: 0

            Czytaj także