Nie umiem już podać dziecku chleba, ale to rozwala moje małżeństwo ...
  • 44Autor:44

Nie umiem już podać dziecku chleba, ale to rozwala moje małżeństwo...

Dodano: 26
Czyli co robić, gdy mąż podpięty jest pod gangi niskiej świadomości, i nawet nie ma o tym pojęcia?

Podobnie zresztą jak redaktor Kraśko.

I taki komć:

A'propos wahadła… widzę teraz jak to działa. Im bardziej myślę o tym żeby nie jeść emocjonalnie, tym bardziej emocjonalnie jem. Im bardziej idę w zdrowe odżywianie i nie daję dziecku chleba pszennego, parówek i frytek, nie podgrzewam w mikrofali, tym bardziej mąż się irytuje. Wahadło się równoważy. Ale czy ja mam odpuścić dawanie zdrowo jeść dziecku, bo mąż chce dać frytkę, bo dzieci jedzą frytki i żyją? Dziecko ma 15 miesięcy.  Nie chcę być madralą radykalną …, ale czy w kwestiach zdrowotnych nie powinnam być radykalna? Mój radykalizm nie bierze się z tego że inni żyją, a jedzą to czy tamto tylko że przeczytałam dużo o tym i wiem jak to działa. Nie umiem już podać dziecku chleba, ręka mi wręcz nie pozwala, ale widze jak małżeństwo się sypie…

I taki ciąg dalszy:

Kiedyś napisałam do Ciebie przerażona, że mąż chce szczepić, bo się boi, a ja nie chcę szczepić (to nasze pierwsze dziecko). Kazałaś mi odpuścić z „moją wyższą świetoszkowatością i robić swoje, kochać i robić swoje” Trafiło! Odpuściłam. Naprawdę dałam spokój. Było ok. Do czasu ostatniej wysokiej temperatury, która pojawiła sie nagle u dziecka (a ma 15miesięcy). Przy 38 stopniach mąż pytał o ibuprofen, czy nie podać? Ja odrzekłam, że nie ma potrzeby. Przy 38,5 stopniach pytanie o ibuprofen. Odrzekłam że nie, że dobrze sobie radzi, bo rzeczywiscie tak było. W nocy temperatura wzrosła, ale nie przyznałam się mężowi że do 39,5.
Powiedziałam że do 38.8. On wznowił pytanie o ibuprofen. Powiedziałam, że jest dobrze, ze lek wyżyga a jest noc i niech śpi. I robiłam jej okłady. Rano temperatura 37.6. Dziecko zdrowiało. Zostałam z nią w domu i dawałam cały dzień akceptowalną tylko pierś. Myślałam że wszystko jest ok, ale nie było ok. Zorganizowałam nam z mężem 15 minutowy spacer wieczorem, żeby odpocząć, a teściowa została wtedy z dzieckiem. I się zaczęło ... Najpierw na spacerze powiedział, że dziadkowie boją się zostawać z naszą córką bo jest nieszczepiona, bo nie bawi się sama, tylko chce z kimś, bo je „inaczej niż wszyscy” (czyli zdrowo). Poczułam, że mówiąc to obwinia mnie za tę sytuację, bo on chciałby inaczej. Wróciliśmy oboje poirytowani. Późnym wieczorem usłyszałam część drugą. Powiedział, że ogromnie na niego działam, że on sie strasznie tym wszystkim przejmuje, że ma dupną pracę i z tego wszystkiego pali go w żołądku i ma problemy z trawieniem. Stwierdził, że mówię: - tak tak, a robię swoje (przykładowo: zbywam go z tym lekiem na gorączkę, on twierdzi ze trzeba zbijać, ja że nie). Powiedział, że wpływam na niego negatywnie, że wszyscy się od nas odwrócili, że dziecko nie jest samodzielne a ja ciągle z tym, że trzeba dużo miłości itd… Mówił, że jest w szoku i niedowierza, myśli że żartuję, jak nie chcę dać dziecku parówki i frytek, że już nie wie co się ze mną dzieje, że mikrofali nie uznaję, pierogów ruskich …, że schabowego nie daję, mleka krowiego też nie.
On się wychował na tym, na antybiotykach, na szczepionkach i żyje, a ja zwariowałam i mam go totalnie w dupie i robię po swojemu. Zbaraniałam. Ale dawniej bym ryczała jak nie wiem co, a tym razem zrobiło mi się ogromnie przykro, wyszłam i zaczęłam sprzątać kuchnię, robić córce śniadanie i piec ciasto dyniowe, bo wiem, że jej smakuje a przez chorobę jest osłabiona. I nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć. Bardzo go kocham, on kocha mnie. Jest wspaniałym mężem, wszystko zrobi, pomoże, naprawi, ale chciałby „tak jak wszyscy”, chciałby dać frytkę, kromkę chleba i kiełbasę. Jak na złość w rodzinie u jego brata jest dziecko w tym samym wieku, wychowywany programowo: szczepienia, danonki, wędliny, chleb, bawi sie samo, samo zasypia. Ja nie oceniam. Mi intuicja jedynie mówi, że robię dobrze, ale w moim środowisku najbliższym nikt tak nie robi. Dopiero jak trochę porozmawiam z koleżankami, poczytam na necie, to widzę że nie jestem „jedyna”. Nie wiem co robić? Moje małżeństwo sie wali. Próbowałam tylko kochać, szanować dbać …, nie wchodzić w przemądrzalskie dyskusje, nie być świętoszkowatą, ale wystarczył jeden epizod z gorączką, żeby on wybuchnął. Próbuję stać się niezależna finansowo, ruszyć dupę, lubię eksperymentować w kuchni i przyjemność sprawia mi gotowanie zdrowo, szczególnie, gdy widzę efekty. Kocham go, nie wiem co robić. W sumie to sie całkowicie rozmijamy w kwestii wychowania córki. On denerwował się, że nie chcę jeść mięsa. Ok, dałam czas, jadłam raz na jakiś czas, żeby się nie złościł, ale nie leży mi to i wiem ze odpadnie to mięso u mnie prędzej, czy później, ale dla niego na chwilę temat odpusciłam. Z córką nie umiem odpuścić…

To jest kwestia ważności, przekonań i gangów niskiej świadomości ...

Twój mąż niestety nie realizuje się w pracy zawodowej, a jak każdy śpiący potrzebuje nieustającego podkreślania własnej ważności. Stąd pochodzi większość frustracji. Ludzie na siłę chcą być ważni, piętrzą potencjały, a wahadło natychmiast jeb, wszystko wyrównuje. W Twoim komencie nie widzę, żeby Tobie zależało na własnej ważności, to bardzo dobrze rokuje. Ważny jest dla Ciebie on i dziecko. Ważni są inni ludzie. Gdy zaczniesz działać świadomie jesteś na pięknej, dobrej drodze wskoczenia na wyższy stopień zrozumienia, gdzie ego łączy się z duszą, wtedy naprawdę masz to co chcesz. Ale póki co. Na niwie zawodowej Twojego męża nie jest dobrze, a tu w domu krnąbrna żona również jakby nie widzi jego ważności. Wyszło mu to dziecko, ale na tym polu też wydaje się sobie mało ważny. W jego oczach Ty umniejszasz jego ważność. Mając całkowicie inne zdanie niż on, on głęboko uśpiony człowiek pełen przekonań wyniesionych z gangów niskiej świadomości, czuje się kolejny raz pomniejszony w kwestii ważności. Bierze to osobiście, odbiera, jak policzek. Przestaje czuć się mężczyzną. Ludzie identyfikują się ze swoimi przekonaniami.

Rodzina, środowisko, jeśli chodzi o styl życia, przekonania, stworzyli silny gang niskiej świadomości. I on jest do niego bardzo podpięty. Ten gang daje mu podparcie, coś jak partia za komuny, czuje się tam zrozumiale swojsko, wyniesiony, ważny. Nie ma pojęcia, że ten gang jest destrukcją niezrozumienia i żywi się jego energią, strachem, podbijaniem potencjału dążenia do własnej ważności. Zresztą co tu dużo gadać o gangach niskiej świadomości, dzisiaj kupiłam ze względu na ciekawy design Vincenzo De Cottisa,   pismo ęą, całe na kredowym "Monitor Magazine" (nr 21), pomimo, że na okładce pojawił się Piotr Kraśko w przesadnie wystylizowanym gangu. Po czym w wybitnie bełkotliwym wywiadzie, nic nieznaczących zlepków słów prosto z matriksowej, ups, mainstreamowej gadki można przeczytać na stronie 33 ubolewające oświadczenie zlobbowanego do bólu, ważnego pismaka. Prowadzący wywiad mówi: - Ale jednak media społecznościowe mają dużą siłę oddziaływania. Na to model Kraśko: - Niestety. Kłopot w tym, że w internecie może się znaleźć dosłownie każda informacja (...) Oczywiście  to zrozumiałe, jeśli chodzi o poglądy czy przekonania, ale źle, jeśli jako eksperci w jakichś sprawach przedstawiają się ludzie, którzy nie mają o nich pojęcia. Sprawa szczepień jest najlepszym przykładem. Nie znam lekarza, który byłby wrogiem szczepień, za to są ludzie, którzy nie wiedzą nic o medycynie (dr. Jaśkowski nic nie wie? wtrącił peps), za to upierają się przy swoich "teoriach" i robią krzywdę swoim dzieciom i wszystkim dookoła. (...) No proszę, frytkowa rodzina Twojego męża podpięta jest pod to samo wahadło destrukcji co model, alias redaktor Kraśko, przy czym on raczej z pokolenia sushi.

Wracając do progenitury. W rzeczywistości inteligentne, bystre dziecko w wieku lat jeden i kwartał nie bawi się długo samo, raczej zdecydowanie krótko, nie skupia się też na oglądaniu bajki dłużej niż parę minut, a nawet nie tyle i generalnie jest ciekawe świata, niezbyt grzeczne i z  pewnością absorbujące, bo chce się uczyć, bo ma obie półkule mózgowe otwarte na poznanie. Idzie przed siebie i nie odwraca się. Może się zdarzyć, że dziecko po kiełbasie, frytkach i gulaszu padnie i zaśnie grzecznie samo, jednak jest to związane z charakterem dziecka i stopniem czystości jego ciała. Przymulone dzieci mogą spać na zawołanie, chociaż i to nie jest regułą. Ponieważ takie odżywianie coraz częściej prowadzi do wymiotowania kałem. Nie przesłyszałaś się. To już nie jest obiad domowy wypichcony z miłością w niedzielę przez dumną teściową, to jest wysoko przetworzona kiła, którą bezduszny przemysł ośmielił się nazwać jedzeniem. Nie da się zmienić drugiego człowieka. Gapiąc się w zwierciadło widzisz to co myślisz, że jest. Czyli wszechświat Ci to daje, dokładnie to co myślisz. Nie gap się więc w zwierciadło, nie piętrz potencjałów opisując sytuację, bo jeszcze bardziej kumulujesz energię. Intuicyjnie wyczułaś, że trzeba iść do kuchni i zacząć piec ciasto dyniowe. To jest działanie, to rozprasza nadmiar emocji, to zeruje i daje szansę na pełną realizację Twojego zamiaru. Zamierz coś czego naprawdę pragniesz. Zobacz siebie w domu pełnym miłości, dobrobytu i zrozumienia, wizualizuj dokładnie to co chcesz mieć, ale bądź już w tym. W tym czasie rozpuszczaj nadmiar potencjałów (związanych z tym zamiarem) pieczeniem ciast, gotowaniem, kuchnią, Twoją pasją. Rób zdjęcia, wstawiaj na bloga kulinarnego. Czy łodewer. Wszystkie zamiary się spełniają, gdy rusza się ze skrzyżowania, czyli działa co rozprasza potencjał. I nadal olewaj swoją ważność, to działa na Wszechświat idealnie. Nie przychodzą mu do głowy, głupie myśli, żeby tę ważność zrównoważyć trzaśnięciem z liścia na płasko w polik.

z miłością

-
 26

Czytaj także