Jak przestać czuć się winnym o weekend w Paryżu i wyjść z czarnej dupy lęku?
  • 44Autor:44

Jak przestać czuć się winnym o weekend w Paryżu i wyjść z czarnej dupy lęku?

Dodano: 59
Czyli o tyle Wszechświat da Ci wszystko co najlepsze o ile Ty sobie to weźmiesz.

Wina i kara? A co Ty Arleta możesz o tym wiedzieć?

I taki komć:

Bardzo dużo opisu, zresztą dobrego opisu problemu u Ciebie, Campbella, Vadima. Dlaczego tak niewiele poświęconej uwagi w kierunku „co z tym robić”, w porównaniu z opisem problemu? Poświęcam wiele uwagi na naukę, ale „skończ po prostu z poczuciem winy” to nie jest kwestia woli. Nie, bo jak dopada takie uczucie, to jest się w nim zatopionym, a jeszcze jak ktoś ma tendencje do piętrzenia tego potencjału od lat (np. ja) to „skończyć” niepodobna. Więc w zwiazku z byciem w czarnej dupie swoich potencjałów przeszytych emocjami (to w ogole nawet jest paraliżujące i na poziome subtelnym, że często ciężko się w ogóle samemu złapać nawet na tym poczuciu). Pepsi, rzuć wiązkę (szerszego) światła, jak z tym radzić sobie, na ten opis problemu. Serio, chciałbym z tego wyjść, ale potrzebuję więcej informacji. I chyba nie tylko ja (tzn moj avatar). Jak przestać czuć się winnym? Jak rezygnować skutecznie z poczucia winy? Nawet jak się skapnę, że mam poczucie winy, to jak sobie pomyślę, że nawet obserwuję to i wiem, czyli jestem świadomy tego uczucia, i wyrażam intencje, że tego nie chcę, że chcę się zmienić, jest dupa. To po prostu siedzi we mnie. Może jakiś wpis o tym, z o wiele wiekszą uwagą w tym kierunku, niż na opis problemu?

I jeszcze taki:

Peps, czyli powinniśmy być przede wszystkim dobrymi ludźmi, tak? A czy jestem dobrym czlowiekiem jeśli lecę na weekend do Paryża po raz trzeci, a moja stara i chora ciotka nie ma na leki? Czy nie powinnam odpuścić Paryża, kupić jej piguly i w ten sposob przysłużyć się sobie w tej „grze” bardziej? Co o tym myślisz?
Gdy ego znika całkowicie, czyli, gdy całkowicie znika strach i pojawia się bezwarunkowa miłość, wysoka miłość, wówczas następuje całkowite przebudzenie. A iluż z nas tego doświadczy w tym wcieleniu? Niektórzy na ułamek sekundy w okolicznościach przyrody, większość nigdy.

Chcesz więc ode mnie tego przepisu? Really?

Tego przepisu, którego nie odnalazł Budda przez 6 lat medytacji pod drzewem? Tego, który się nagle samorodnie ziścił u Tolle w noc, gdy miał popełnić samobójstwo po latach depresji rozpaczy? Onegdaj gadałam z pewnym światowej klasy fizykiem Maćkiem Nowakiem (specjalistą od chromodynamiki kwantowej, układów złożonych, oraz teorii i zastosowania macierzy przypadkowych) spowinowaconym towarzysko z moim kumplem. Byłam wtedy wybitnie egotyczną osobą, uśpioną głęboko, cieszącą się oceną pięć z matematyki wyższej na egzaminie końcowym. Podczas rozmowy, rezolutnie moim zdaniem na ten czas, zadawałam pytania o jego (Nowaka Macieja) pracę i wkład w nowe odkrycia (z jego strony) w dziedzinie mechaniki kwantowej. Na co usłyszałam odpowiedź dla mnie wtedy jakże dziwaczną. Że cudownie jest yyy ... zrozumieć. Że jest szczęśliwy, gdy yyy ... rozumie. Że samo zrozumienie jest często tak trudne, i tak naprawdę dostępne tylko dla ludzi, którzy długo wcześniej ewoluują intelektualnie, którzy bardzo dużo pracują, rozwijają się, którzy są po prostu w danym momencie do tego zdolni, aby zrozumieć.

albert-einstein

Gdy czytam co napisałeś, widzę, że sporo rozumiesz z tego, o czym jest mowa, że niejako jesteś w drodze, albo gotowy do ruszenia jesteś Ale dlaczego się tym nie cieszysz jak Maciek Nowak profesor? Dlaczego poddajesz się niezadowoleniu ego, że jeszcze nie wiesz jak przestać się bać? No dlaczego? Bo się boisz, że kara nadejdzie, bo masz poczucie winy, bo rośnie Ci entropia, bo wkrada się chaos, bo znikają dane, bo przestajesz kumać. Czyli mamy paragraf 22. Nie możesz przestać się bać, bo się boisz.

Zacznij od tego, że akceptujesz ten stan, w którym jesteś.

Że cudowną stroną tej sytuacji jest to, że zrozumiałeś o co tutaj chodzi. Że skumałeś jak wiele od Ciebie zależy. Że to jest Twój stopień do wejścia, do wzrastania, do obniżenia entropii, do otrzymania w końcu większej ilości informacji. Ale niekoniecznie ode mnie, sam sobie to dasz. Moja prawda nie musi być Twoją. Ciesz się, że zacząłeś zrozumienie. Ten dla Ciebie ... "dobry opis problemu"... , dla wielu jest zupełnie niezrozumiały. Tymczasem zrozumienie to jest proces. U Buddy trwał 6 lat. Dżizas, ciesz się z tego, że jesteś na drodze, w drodze, w kroku. Zajebiście jest.

Jak więc sobie radzić z poczuciem winy, czyli z każdym lękiem?

Ty, jak wielu z nas, chcesz zmienić odbicie w zwierciadle, a jak się nad tym zastanowisz, to skumasz, że to nie jest możliwe, gdyż tam jest tylko odbicie obrazu. Nie jesteś w stanie zmienić odbicia. bez zmiany obrazu. Wszechświat pokazuje Ci kolesia, który sie boi sie kary, dlatego sie czuje sie winny, piętrzy potencjał i zostaje faktycznie ukarany, bo sie boi sie. Tak działa to wahadło. Beznamiętnie, dla zasady. Jest napiętrzenie potencjałów, jest zła energia, skoro tak, jest też żarcie dla wahadła destrukcji.

No to rozumiesz już, że trzeba zmienić obraz, a nie jego odbicie, że odbicie jest wynikowe?

Zrób więc tak?

Najprostszą rzeczą, aby pozbyć się poczucia winy jest w razie możliwości żyć tak, aby się nie pojawiały. Bla bla bala, na tym etapie wiem, że to utopia, bo ludzie żyją w takiej neurastenii, że czują się winni za wszystko. Ale co by szkodziło uszczknąć trochę kasy i zapewnić ciotce zakup jakiegoś prozdrowotnego specyfiku (niekoniecznie lekodraga)? Nie ze strachu, tylko z powodu empatii, współodczuwania? Naprawdę się nie da? To faktycznie zniweczy wszystkie plany parysko weekendowe? To by obniżyło entropię nas wszystkich.

Po co jest ten cały dekalog?

Wszechświata nie wzrusza Twoja wina, grzech, czy dobro, wszechświat będzie dążył do równowagi potencjałów. Obecny huragan Florence, czy jak mu tam, to również tylko wyrównywanie potencjałów biofizycznych na Ziemi. Dekalog nie powstał po to, żeby Ci zakazywać czegoś, czy nakazywać, to są tylko wskazówki, że takie rzeczy wytrącą Cię z równowagi, a raczej potencjalnie mogą Cię wytrącić.

No dobra,  a więc jak zmienić obraz, żeby coraz rzadziej i rzadziej pojawiało się w nim poczucie winy?

Trzeba oderwać spojrzenie od lustra. Zaprzestać pogoni za odbiciem. Od tego by zacząć by trzeba. Przyszedł ten strach? Wporzo. Strach? Boję się? Teraz? Acha, dobra, to jest strach, boję się kary i mam poczucie winy, że kupiłem sobie Porszaka, znowu nie odwiedziłem matki, nie dałam ciotce kasy na IPP, darłam się na męża, dałam klapsa dziecku, obgadałam koleżankę do suchej nitki, kurwa, kurwa, bojno, bojno. Przyjrzyj się temu strachowi i poczuciu winy. Poobserwuj, podnieś mu wiszącą warę i zobacz białe kły.

I yyy ... zgódź się na niego.

Jest jak jest. Powiedz tak, boję się owszem. W pełni sobie to uświadom. Zrozum co się dzieje. Że właśnie stoisz na skrzyżowaniu i albo będziesz tu wrastał, albo zrobisz krok. Kompletnie nie patrz teraz do lustra. Bądź tylko skupiony na teraz. Następnie wprowadź jakąś zmianę, żeby rozładować ten potencjał. Dokonaj działania. Jakiegokolwiek. Idź pobiegać do oporu, zacznij sprzątać garaż, zacznij pisać bloga, ugotuj obiad, możesz też iść do ciotki i dać jej parę groszy i nie rozpatruj tego, czy robisz to ze strachu, czy z empatii. Czyli zajmij się czymś, tylko przestań podążać już za myślami o karze i winie. Niech te myśli sobie przepłyną. Niech się rozproszą. Nic na siłę. Odpuść, odwal się od siebie myślącego. Fiodor D. zjadł zęby w tym temacie.

W tym samym momencie odbicie w zwierciadle się zmieni, ponieważ dokonałeś zmiany obrazu. Najpierw odbicie zatrzyma się na chwilę siłą bezwładności. Wszystko zamrze. Potem jednak pojawi się obraz człowieka, który nie myśli o winie, ani o karze. A dalej zdarzy się coś nieprawdopodobnego, Wszechświat sam wyruszy Ci na spotkanie. To może nie udać się od pierwszego razu. To jest proces budzenia się, bycia w drodze, proces ewolucji, czyli wzrastania. Czasami będzie kilka gorszych dni, ale gdy będziesz wciąż zmieniał siebie w człowieka, który się nie boi, bo nie podąża za myślami straszącymi, czyli stworzysz w końcu obraz bez strachu, odbicie będzie pokazywało coraz częściej wyluzowaną osobę, której wahadła destrukcji nie lubią, bo nie ma tu nic do żarcia. I taki jest mniej więcej ten algorytm. Gdy wykonasz tę pracę wielokrotnie, za każdym razem robiąc to świadomie, w końcu otrzymujesz takie odbicie, jakie  chcesz.

O tyle Wszechświat da Ci wszystko co najlepsze o ile Ty sobie to weźmiesz.

Ale ja fcem.

z miłością

-
 59

Czytaj także