Czy robię dobrze wydając wszystkie pieniądze do cna?
  • 44Autor:44

Czy robię dobrze wydając wszystkie pieniądze do cna?

Dodano: 42

Typowe dla wahadeł destrukcji jest wmawianie ludziom, że pora się wystraszyć o przyszłość i koniecznie zaciągnąć kredyt hipoteczny wiążąc się z bankierem na 27 lat najlepiej we Franku szwajcarskim przy sztucznie zaniżonym kursie tej waluty i jednoczesną sztucznie zawyżoną wyceną nieruchomości na rynku pierwotnym i wtórnym. Byłoby idealnie yyy ... dla matrixu.

I taki komć:

Droga Pepsi czy ja robię dobrze wydając wszystkie pieniądze do cna? Mieszkamy na wynajmie i nie jest mi z tym ani trochę źle, uwielbiam swoje życie, jestem szczęśliwa, spełniam się, ale wydaję i wydaję. Zarabiamy kilkanaście tysięcy i nigdy nic nie odłożone, a przecież przydałoby się na jakieś mieszkanie za 20 lat, czy coś? Wydaję na fajne markowe ciuchy z bawełny organicznej dla siebie, syna, na zajebiste eko żarcie, suple, dizajnerskie zabawki, mega piękne książki i stylowe gadżety do wnętrza, bo lubię, bo jestem estetką i na to idzie cały hajs. Czyli co? Mam wykombinować, żeby zarabiać jeszcze więcej, żeby było też na mieszkanie, powiesz? Ale jeśli jeszcze więcej, serio, nie mogę wykrzesać? Z czegoś zrezygnować, odkładać jakoś? Weź mi doradź, bo mi to wjeżdża co jakiś czas z tyłu głowy, mam 28 lat i może trzeba zacząć być poważnym?
Dżizas kochana dziewczyno trochę się pokićkało, bowiem śpiąc napisałaś komcia przez sen. Piszesz głównie o ciasteczkach, do tego chcesz je zjadać i jednocześnie mieć, chociaż z góry zakładasz swoim (sorki) ograniczającym przekonaniem, że więcej ekwiwalentu ciasteczek "nie mogę wykrzesać". Jak myślisz, po co zalogowałaś się do swojego awatara? Po co rozpoczęłaś tę grę po raz tysięczny? Żeby się pobujać szczęśliwie w zagęszczonej energii zwanej materią (ewenement 3D)? Tak, to dobry powód. Żeby się nacieszyć życiem, realizować w pieleszach, spełniać, jarać się z kupowania? Tak, to jest fajne, szczególnie dla kobiecych awatarów. Żeby bez wysiłku doświadczyć miłości bezwarunkowej? Tak, po to ma się pierworodnych. Ale tak naprawdę zalogowałaś się tutaj w celu zrozumienia o co chodzi w tej grze i poprzez doświadczanie podniesienie poziomu swojej świadomości. Obniżanie entropii, zmniejszanie chaosu, jednym słowem otrzymanie informacji. Żeby jednak pojąć, że jesteś w jakiejś grze, przestać identyfikować się z ego, należy zacząć się budzić.
Podstawą do ruszenia ze skrzyżowania jest zrozumienie. Możesz wydawać cały hajs i cieszyć się tym, pod warunkiem, że robisz to świadomie. Że będziesz równie zadowolona, gdy hajsu zacznie ubywać, czy też go zabraknie. Jesteś we śnie, nie rozumiesz, dlatego siedzisz na skrzyżowaniu. Myślisz stereotypowo, jesteś pełna przekonań, jak to, że "mam 28 lat i może trzeba zacząć być poważnym". Gdy będziesz patrzyła na rzeczywistość ze straszącą myślą z tyłu głowy "mam 28 lat i może trzeba zacząć być poważnym", Wszechświat da Ci w końcu tę myśl, otrzymasz poważne rzeczy do przerobienia, bo to Ty tworzysz rzeczywistość. Widzisz świat, który jest odbiciem Twoich myśli. Jest myśl z tyłu głowy, bo taki otrzymałaś program i to się dzieje. Nie odrazu, bo w 3D wszystko odbywa się wolniej ze względu na opór materii, ale się dzieje identycznie, jak w 4D (gdy śnimy), nie mówiąc o wyższych wymiarach. Nie piszesz o swojej pracy, nie piszesz o celu, nie wiem, czy ma to być Twój dom? Nie widzę celu, nie wiem też, czy jesteś na swojej drodze. Podałaś jedynie przepis na dziewczynę, która jest idealnym poplecznikiem dla wahadeł destrukcji, żeby miały co żreć.

Ani pieniądze, które pochodzą prosto z matrixu, ani ekscytacja kupowaniem, która tak naprawdę ma przyduszać   emocje, przede wszystkim strachu, w tym o przyszłość i paradoksalnie o to kupowanie, a więc ani to, ani to, nie mogą być celem. Tak jak żaden narkotyk nie może być celem. To jest droga donikąd. Żyj tak jak żyjesz, ale rób to świadomie, zaakceptuj to życie. Zacznij się budzić, rusz ze skrzyżowania. Jeśli z tyłu głowy pojawia się owa myśl strasząca, to znaczy, że dusza niekoniecznie zgadza się z ego. Chociaż ta myśl może wcale nie pochodzić z duszy, tylko to nadal sprawka ego. Ale to Twoja rozkmina, to jest absolutnie po Twojej stronie. To jest ciekawe, ale Ciebie nie ma tutaj, jesteś przy nowym przedmiocie. Życie wcale nie musi być jak zebra, oczywiście, że będzie falowało, ale wychylenie dolne amplitudy nie musi być zaraz dnem. Można falować delikatnie, ale zawsze nad kreską, to zależy od Ciebie. Ale do tego trzeba pozbawić się przekonań, że jak kupuję, to jestem happy, a jak nie kupuję, to jest kiszka. Jedno jest pewne, gdy nie zaczniesz budzić się, gdy nie zaczniesz żyć świadomie, czyli gdy nie zrobisz chociaż jednego kroku ze skrzyżowania, to wahadło destrukcji dorwie się do Ciebie. Rozbuja jeszcze bardziej. To na planie transcendentnym, ale i tak wszystko zobaczysz w lustrze materii.

Z drugiej strony na planie matrixu, osoby głęboko uśpione i jednocześnie głęboko rozrzutne, gdy zaciągną kredyt hipoteczny na jakichś sensownych warunkach, chcąc nie chcąc zaczynają spłacać swoje mieszkanie i już po ćwierć wieku mogą je zapisać dożywotnio ... Wnukowi, który sprzeda je w stosownym czasie jak najszybciej, a za uzyskaną kasę kupi motor i uda się w kierunku Syberii i nie będzie go przez rok. Ale zupełna inna sprawa jest, gdy żyjesz w ten sposób, ale żyjesz świadomie. Że nie piętrzysz z tego powodu żadnych potencjałów, a jak już, to potrafisz je rozwodnić działaniem. Nikt, nigdy nie powiedział, że tylko na własnej chawirze człowiek może być szczęśliwy i gdy ma odłożoną kasę na koncie. To są matrixowe przekonania, tak myśli większość i to się wahadłom destrukcji bardzo podoba, niewietrzone skarbce i wiara w pieniądz, które to pieniądze stworzyło wahadło. Wyobraź sobie dwoje ludzi na tej samej drodze i w podobnym miejscu. Jeden kuma i się cieszy, a drugi nic nie kuma i też się cieszy. Gdzie jest prawdziwe zadowolenie z życia? Jest i delikatne pytanie, czy Twój partner od ekwiwalentu ciasteczek też akurat lubi tę odmianę kremówki, szczególnie mam na myśli "stylowe gadżety do wnętrza"?

z miłością

 42
  • BetiBlue   IP
    Znam kilka historii z życia wspaniałych matek,którym choroba dziecka pomogła w przebudzeniu. Np moja terapeutka, kilka lat temu kiedy jeszcze nia nie byla w ciągu jednej doby o malo nie stracila swojej malutkiej córeczki, rozległy wylew. Dziecko bylo zdrowiutkie,a jeden dzien zmienil wszystko. Ale na lepsze. Bo matka po prostu stoczyla walkę o dziecko na śmierć i życie jednoczesnie godząc się na to by los wybrał zakonczenie. Gdy nie ma strachu pozostaje miłość, a miłość to życie. Powodzenia dla Ciebie Sofi i twojego synka.

    Pepsii napisz cos wiecej o 4D.
    Dodaj odpowiedź 0 0
      Odpowiedzi: 0
    • Sofi  
      Dla mnie pogoń za kasą była jak nieustanne płynięcie do brzegu, który ciągle się oddala. Nieustannie myślałam o tym co jeszcze chcę w przyszłości. Powtarzałam sobie, że jak już osiągnę to i tamto o w końcu będę szczęśliwa, ale nie byłam, bo zauważałam kolejne braki. Ostatnio skończyłam zaawansowany, długi kurs nowoczesnych technik projektowania maszyn. Myślami nieustannie byłam już w nowej pracy.
      Po przeczytaniu książki Tolle o teraźniejszości poprosiłam o taki BUM, takie coś co mnie zmusi do zauważenia piękna, bo wszystko mi się nie podobało, wszystko nieustannie chciałam zmienić. Myślałam: jak mam zaakceptować ten brzydki dom w którym mieszkam?? Tak bardzo chcę się wyprowadzić!
      I nagle BUM! Mój synek miał dziwny atak. I BUM diagnoza: rzadka choroba serca, może w każdej chwili mieć kolejny atak i umrzeć.

      O_O

      Jeszcze to do mnie nie dociera, ale moja przyszłość się rozsypała, zniknęła. Przestałam płynąć do oddalającego się brzegu, utonęłam. Teraz zauważyłam moje dziecko. Teraz się bawimy, teraz jemy razem posiłki, śmiejemy się. Teraz śpi.

      Certyfikat z kursu mogę sobie wsadzić w tyłek bo zostaję z synkiem w domu, staram się o zasiłek. Wczoraj wymyśliłam, że mogę handlować biżuterią na allegro, ale już nie czuję presji że musi to być wielki biznes, po prostu lubię biżuterię. I nawet polubiłam ten dom, bo mieszkamy w nim razem, bo jest nasz.
      Dodaj odpowiedź 0 0
        Odpowiedzi: 0
      • agatka   IP
        Kurdeeeee... zaczynałam czytać ten wpis i mówię o kurde, czy to ja pisałam ten komentarz??? Mam dokładnie to samo chociaż nie przykładam takiej wagi do hmmm przyszłości, bo wiem, że idę do przodu w pracy, którą lubię (też dizajn/grafika), mój chłopak też ma pracę, którą lubi i przyszłościową, z której może być i w sumie jest ok siano, i że wszystko będzie się ładnie stabilnie kulało do przodu, ale kurde ! koło 20 już prawie nigdy nie mam pieniędzy!!! (być może to się zmieni od następnego zlecenia za podobno spoko hajs) i zawsze tak było, i to jest jedna z naprawdę niewielu sytuacji, która wyprowadza mnie z równowagi i przy której EGO dochodzi do głosu. Wydaję też, bo sprawia mi to przyjemność i też jakoś nie chcę mi się zamartwiać, że łojezu, czy mogę to kupić czy nie, ale też nie jestem jakaś przesadnie rozrzutna, a zakupy są przemyślane (bez sensu wydawanie grubego hajsu nie, raczej tańsza i spoko opcja, np. jeśli chodzi o kosmetyki i ciuchy) - jednak pół miesiąca jestem po prostu bez siana - mój wniosek, że po prostu za mało zarabiam jak na moje potrzeby. Także sama widzisz myślę, że za mało zarabiam i ten schemat się powtarza co miesiąc - jak to przełamać?:/ Jestem na etapie nie przejmowania się tym i nie zamartwiania, bo to tylko pieniądze, ale jednak chyba chciałabym całkiem pozbyć się tego typu rozkmin i cieszyć się bogactwem, a nie od wypłaty do wypłaty ciułać grosz :D
        Dodaj odpowiedź 0 0
          Odpowiedzi: 0
        • violadarling   IP
          Ciao!
          Mam wlasnie ten problem ze sprzedaniem mieszkania..Mieszkam na stale w Italli. Myslalam ,ze lepiej bylo nie remontowac i sprzedac,ale sie nie udaje..To moze jest racja,ale do konca nie wiem jaki ma sens? Wlozonych pieniadzy w  remont nigdy sie nie odzyska w tym strasznym kryzysie wloskim..A moze masz jakas rade dla mnie? Och Pepsi ,jestes dziewuszka na poziomie!!!I Super blog!!
          Dodaj odpowiedź 0 0
            Odpowiedzi: 0
          • A Eg   IP
            "Nikt, nigdy nie powiedział, że tylko na własnej chawirze człowiek może być szczęśliwy."
            Dokładnie, jak mówisz Pepsi. Chyba ze sto latek mieszkałam w wynajmowanych mieszkaniach.
            Do tej pory chwalę ludziom najem. Płacisz czynsz najmu, ale  zawsze w każdej chwili możesz się przenieść (sprzedać mieszkanie własne, to trochę większy zachód, ale też możliwy).
            Nie martwisz się na wynajmie o remont dachu, czy elewacji w budynku, o sprawy Wspólnoty.
            Posiadanie na własność czegokolwiek, to innego typu "trudy".

            Są też plusy z własności mieszkania. Jak "masz łeb na karku" i jak już kupisz coś tam na kredyt (o zdolność kredytową dba się jakiś tam czas wcześniej), a potem, po remoncie sprzedasz mieszkanie, bo umiesz na tym zarobić - to masz kasę. I ta praca (remont, wzięcie kredytu, spłacenie go, umowa notarialna sprzedaży itd). się opłaca. No, troszkę trzeba w tym siedzieć, żeby umieć to ogarniać, ale jakoś wyjątkowo trudne to to nie jest.
            Pepsi pisała na ten temat posty.
            Dodaj odpowiedź 0 0
              Odpowiedzi: 0

            Czytaj także