Jak poznać, czy jestem na własnej drodze i podążam do celu obfitego w pieniądz?
  • 44Autor:44

Jak poznać, czy jestem na własnej drodze i podążam do celu obfitego w pieniądz?

Dodano: 28
Czyli jak zarobić pierwszy milion?

Transerfing rzeczywistości namieszał w głowach, gdyż iluzyjnie dał ludziom szanse na osiągniecie dobrobytu lewą nogą do lusterka. Każdy świadomy gracz może wziąć sobie od wyższego wszechświata to, czego chce, gdyż to nie jest matrix, alias ciasne czerwone morze, w którym dóbr jest mało i trzeba je zdobywać ciężkim oraniem sochy. Większa rzeczywistość to szerokie wody błękitnego oceanu, gdzie wszystkiego jest pod dostatkiem i wszystko może być Twoje, bylebyś tylko miała zamiar zewnętrzny idąc własną drogą, co jak wiadomo wiąże się z wejściem przez własne drzwi. Tymczasem transerfing rzeczywistości, absolutnie nie jest przepisem jak zarobić pierwszy milion w tej grze, chociaż może się do tego wydarzenia przyczynić. Transerfing rzeczywistości jest drogowskazem dla świadomości, dotyczy poziomu bytu, a nie matrixu, czyli statusu ego, lęków i przekonań.

I taki komć:

Może Ty mi trochę rozjaśnisz, a propos własnego celu i drzwi własnych. Zajmuję się produkcją i sprzedażą, ogólnie zaczynałam z wielkim entuzjazmem, wszystko na początku nawet nieźle się układało, później coraz słabiej, i aż do stanu prawie agonalnego. Wymyśliłam coś innego i również myśląc o tym czułam motyle w brzuchu, w ogóle lubię być w mojej pracy tylko, jak nie widzę efektów jej, to łapię doła i odechciewa mi się wszystkiego. Nie ukrywam, ze jestem przestraszona, i jak wchodzi do mojego sklepu potencjalny klient, to mam uderzenie lęku, czy coś kupi, czy nie, czy cena, którą podam, nie okaże się za wysoka. I tak zaczynam paplać nieraz bez sensu i jąkać się. Dodam, że wcześniej bardzo łatwo łapałam kontakt z klientem i zawsze dobrze się dogadywałam z większością, dopóki nie zaczęłam pracować na „własny” rachunek. Nie do końca własny, bo interes prowadzę z moim mężem, ale to ja odpowiadam za towar, wzory klientów, a on, co mnie cholernie wkurza, rekwiruje całą kasę. Nieraz się z nim o to kłócę, ponieważ wcześniej sama decydowałam o wszystkim co robię z kasą, a teraz on decyduje co będzie kupione i na co pójdą zarobione pieniądze. Czasem w nerwach mówię mu, że się usuwam, niech sobie szuka innego jelenia, ale i tak następnego dnia robię to, co zawsze. Nie ukrywam, ze status mojego życia jest dobry, ale nerwicy dostaję nie mogąc decydować o wszystkim sama. Czy to oznacza, że to nie jest mój cel, czy nie są to moje drzwi, którymi powinnam wchodzić? Czy po prostu jestem takim jelonkiem i lubię być wykorzystywana?! W pracy też nie ma pewności, równowagi, albo przez chwilę jest dobrze, albo nie ma nic. Lubię robić to, co robię i jak jest sprzedaż,  to mnie strasznie nakręca i chce mi się więcej robić, ale jak robi się przestój i widzę, że z tego nic nie mam, to mam ochotę rzucić wszystko w cholerę.
Problemy, o których mówisz dotyczą atrybutu wahadeł, jakim są pieniądze, i podchodzą (problemy) pod zasady tej gry zwane marketingiem i zarządzaniem. Twoje obawy dotyczące klienta, to typowy lęk przed odmową. Na tej samej zasadzie przeciętny chłopak w klubie nie prosi do tańca ładnej dziewczyny, tylko dlatego, że boi się odmowy, z kolei nastolatka nie jest w stanie poprosić starszych o nowe diesle, chociaż jeszcze niedawno, jako dziecko bez lęków i ego dociskała oczekiwaniami całą rodzinę. Gdy rozumiesz co się z Tobą dzieje na poziomie ego, oczywiście możesz podszkolić się w technikach wpływu społecznego Roberta B. Cialdini'ego i za pomocą jego dość manipulacyjnej techniki "drzwiami w twarz", sprzedać swoim klientom co tylko chcesz, przykładowo pokazując im wcześniej towar absurdalnie drogi, aby sprzedać ten, który rzeczywiście masz na myśli. Możesz stosować inne techniki sprzedaży, ćwiczyć przed lustrem entuzjazm, prowadzić  dialog otwarty, jednocześnie szukając czerwonego przycisku u klienta, (a ma go każdy) i naciśnięcie go będzie już tylko zaproszeniem do finalizacji zakupu. Możesz spać głęboko i jednocześnie być dobra w sprzedaży, gdyż te techniki pomimo, że są ogólnie dostępne, o dziwo wciąż działają. Jednak te wszystkie działania wykonujesz z poziomu gry, a tego nie dotyczy transerfing rzeczywistości. Transerfing rzeczywistości dotyczy działań z poziomu bytu i zrozumienia, co się tutaj dzieje. Wymaga chociaż pierwszego kroku do przebudzenia, jakim jest uświadomienie sobie, że śpisz. Zalogowałaś się więc do awatara zanurzonego w grze po uszy, ale o ileż łatwiej będzie grać, bawić się, cieszyć, ewoluować ze świadomością w czym uczestniczysz. Że jesteś w wirtualnej grze i grasz awatarem, ale to nie jesteś Ty.

..." Dodam, że wcześniej bardzo łatwo łapałam kontakt z klientem i zawsze dobrze się dogadywałam z większością, dopóki nie zaczęłam pracować na „własny” rachunek "... To jest najłatwiejsze do wytłumaczenia, przedtem oddawałaś się w najem, nie byłaś aż tak bardzo osobiście zainteresowana wynikami. Nie piętrzyłaś więc potencjałów, chciałaś sprzedać produkt, bo to inspirujące, ciekawe, pouczające, ale gdyby nie udało się go sprzedać, to no cóż, tak naprawdę to nie była Twoja brocha. Oczywiście kwestia premii jest ważna, ale będąc właścicielem firmy problemy są znacznie większe, niż brak prowizji, jak przykładowo największa zmora pracodawców, utracenie płynności finansowej. To z tego powodu chirurg nie operuje własnej rodziny, bo zwykle traci obiektywizm, za bardzo będzie myślał o celu.

"Może Ty mi trochę rozjaśnisz, a propos własnego celu i drzwi własnych" ... Zasada 75 transerfingu rzeczywistości najbardziej ludziom miesza łopatką w głowie, gdyż brzmi następująco: trzeba przede wszystkim zmierzać do swojego celu, a wówczas pieniądze dołączą automatycznie jako towarzyszący atrybut. A dopóki nie jesteś na swojej drodze, zapamiętaj jedną zasadę, nie myśl o tym, że brakuje Ci pieniędzy, ale, że one są. To oczywiście chodzi o rzeczywistość, która jest zwierciadłem myśli, a więc myśl, że kaska jest, to w końcu się ukaże. Nieważne ile, nawet jak jest łan zloty, to jest i będzie go jeszcze więcej. No i niech będą w ruchu, bo środki finansowe płyną przez rurę, a nie przez rezerwuar. Kasa jest energią, wyrazić może się falą (jak wszystko), może więc być wszędzie, ale też nigdzie, żeby się podpiąć pod kwantum nierozumum. I zaraz pojawia się przerażenie osła: Shrek, Dżizas, ja w dół patrzę! Dżizas, czy ja na pewno jestem na drodze do mojego celu, czy wlazłam przez moje drzwi?! Czy z tego automatycznie będzie kasa? Musisz sobie odpowiedzieć na pytanie, kiedy jestem tak zatopiona w pracy, że nie mam poczucia, że pracuję? Czy zawsze jest to związane z osiąganiem zysku, czy też tworzenie, budowanie, kreacja jest dla mnie najważniejsza. Jak nie da zysku, trudno, nie pochlastam się.

Pieniądze nigdy nie mogą być celem, nie mogą też stanowić drogi do celu, drogi własnej nie można też nigdzie kupić. Aby zrozumieć o czym mówi transerfing rzeczywistości trzeba wyjść z głowy i udać się do transcendencji: po co tutaj się zalogowałam? Naprawdę tylko po to, żeby rozwinąć firmę i mieć kasę? Nie, z pewnością nie. Posiadanie atrybutów wahadeł destrukcji jest zabawne i pomocne w matrixie, ale to zupełnie nie o to chodzi. Gdy faktycznie odnajdziesz się na tym planie, zaczniesz budzić się, grać świadomie, atrybuty dobrobytu pojawią się same, a jak się nie pojawią, też Cię to nie przydusi, bo ta gra sama w sobie jest doskonała. Owszem wahadła sprawiły, że pieniądze dużo znaczą w matrixie, można też za ich pomocą czynić dobro, ale zalogowałaś się tutaj, aby ewoluować. Więc rób to, albo nie rób, ale się nie dziw, że śpisz. Jedni muszą wygrywać w Chińczyka, żeby im się chciało grać, a inni po prostu uwielbiają grać. Twoja droga to jest to coś, co będziesz robić bez względu na rezultaty. Czy myślisz, że Van Gogh mógłby przestać malować, tylko z tego powodu, że nikt nie kupował jego obrazów? Czy jego życie było gorsze od kolesia, który w tym czasie robił kicze i opływał w dostatek? Kim byś wolała być? Oczywiście Van Gogh spał głęboko, miał depresję, a nawet chorował psychicznie, zapewne pojawił się tutaj z inną misją, żeby pokazać, czym jest kreacja, sztuka. Gdy patrzysz na impresjonistyczne pointy geniusza czujesz, jak entropia się obniża, jak ubywa chaosu na tej planecie zwanej Ziemia. Jednak koleś nie zrobił kasy, nie zarobił ani grosika, przymierał głodem, niespełniony też seksualnie, z obciętym uchem, a jednak tak ekstremalnie ważne dla ludzkości życie zrobił. Ciekawe, czy od tego czasu, zalogowawszy się pewnie ze dwa razy, w nowych wcieleniach miał jakieś prześwity geniuszu? Może nawet podpiął się pod swoją własną kasę? To są w sam raz tematy dla amerykańskiej fabryki snów. Zacznij się budzić, twórz własną koncepcję prawdy, stykaj ją z rzeczywistością, konfrontuj.

Jak będziesz dobrze kombinować Twoja teoria wszystkiego będzie coraz bardziej nie do zagięcia, będzie miała coraz mniej słabych punktów. Bo jak ma się Van Gogh do transerfingu rzeczywistości? A jednak się ma. Gość nie myślał dobrze o sobie, uważał siebie za kogoś gorszego, nie kochał się, i dokładnie taki obraz rzeczywistości mu się objawiał. Nędza i ubóstwo ekonomiczne, ale jeśli chodzi o drogę kreacji był najwyżej jak tylko można być, był czystą kreacją, zjednoczony ze sztuką. A Ty? Jak kasa jest, czujesz się jak ryba w wodzie, jak kasy jest mniej, odechciewa Ci się działać. Jesteś po prostu posranym w gatki wyrobnikiem we własnej firmie, dlatego koleś zabiera Ci kasę i nią rozporządza. Wyrobnicy nie nadają się do zarządzania ekwiwalentem wahadeł, zawsze coś z nim (kasą) zrobią nie tak. Przebudź się Kochana, bo śpisz, i odstaw na razie Vadima Zelanda, bo jeszcze nie jesteś gotowa, to nie jest koleś z matrixu. Zacznij od odwagi, zacznij od pozbywania się lęku. O swój lęk pierwszy: a co zrobię, gdy klient nie nadejdzie? Załamię się, czy to będzie super wyzwanie, inspiracja do działania? Okażę wdzięczność, czy zapiszę się do psychiatre po prozac? Spadanie ze schodów jest niezwykle pouczające, kto tę umiejętność poznał i obcykał, rządzi w matrixie, bo zrozumienie jest najważniejsze. Obok Ciebie jest koleś, kochaj go, wesprzyj w jego zamiarach, zejdź z siebie, olej własne rozkminy ego, ono i tak nie odpuści, a popatrz na tego kolesia zwanego Twoim mężem inaczej, z ramienia kochającej żony. Kij z pieniędzmi na ten moment, będą. Słuchaj Toma Campbella, kwintesencja dobroci i mądrości.

z miłością

 28
  • Hód.   IP
    Czy ktoś się orientuje gdzie w Lublinie można wypożyczyć Zelandka? Czy to księga zakazana i można ją tylko zakupić? Help,kelp! 😏😃😃A jeśli tylko zakupić to ebooka? Szukam w internetach i nie ma :(:(
    Dodaj odpowiedź 0 0
      Odpowiedzi: 0
    • kasia   IP
      Czytanie Ciebie, zawsze poprawia moje nastawienie do gry ;)
      Dodaj odpowiedź 0 0
        Odpowiedzi: 1
      • anka   IP
        To porównanie życia Van Gogha i malarza kiczu opływającego w bogactwo SUPER.
        Dodaj odpowiedź 0 0
          Odpowiedzi: 0
        • Mariusz   IP
          Hej,
          Ciekawy wpis. :-) Jednak w polowie się z nim nie zgadzam.

          Podzielę się własnym doświadczeniem.
          Czytalem i praktykowałem pozytywne myślenie, uwierzyłem w swój cel zarabiania pieniędzy na giełdzie i osiągnąłem to przez pewien czas. Później wszystko się załamało i straciłem wiecej niż miałem, zostając z długami.
          Bylem totalnie zagubiony, nie wiedziałem co robić dalej. I co? Uwaga. Objawił mi się głos, który powiedział żebym zawrócił z tej ścieżki, tym głosem był Jezus. Jestem osobą rozsądną i nie wierzę w głosy, ale to było coś innego, dopiero po paru tygodniach znalazłem te same słowa w pewnej ksiazce, które były podpisane Jezus. To było potwierdzenie tych słów i wtedy w nie dopiero uwierzyłem. Zawróciłem, zrezygnowałem.
          Pomimo długów odzyskałem spokój, odzyskałem wiarę w Boga, jestem spokojny o przyszłość, wszystko się układa ale nie według mojej woli, a woli Boga. Bo o to chodzi w tym wszystkim, wypełniać jego wolę. Tyle tylko że wtedy byłem w obłudzie myśląc że to moje marzenie, że to mój cel, a to się okazały zwykle sidła.
          Nauczyłem się że trzeba uważać o czym się marzy, a dodatkowo zawierzać wszystko Bogu, który nas poprowadzi, wtedy przychodzi spokój bo czy nie o to nam wszystkim chodzi? O pokój, szczęście i radość?
          Wiele rzeczy z tego artykułu powtarza się z nauczaniem z Biblii, oczywiście nie mówię o reinkarnacji, bo życie jest jedno według Biblii. Chodzi o nasze myśli o sobie o innych,o tym że one kreują, błogosławią, przeklinają itd. i tak naprawdę można zapomnieć o Bogu mając taką władze/ znając ją, ale gdzie ona nas zaprowadzi finalnie? Czy to będzie dobre dla nas i dla innych? W moim przypadku tak nie było, dodatkowo Bóg jest żywy, który działa, a skoro działa i jest to czemu mu nie zaufać według tego co mówi w Biblii....:-)
          Takie moje 3 grosze do tej dyskusji ;)
          Dodaj odpowiedź 0 0
            Odpowiedzi: 1
          • ala   IP
            Do Laura vb
            Pewnie , że  się da stworzyć prawdziwy związek. Wybierz faceta , który jest interesujący ma pasje, hobby , jest atrakcyjny . Takiego z którym połączy Cię cos wiecej , niż dzieci, dom , samochod i konto w banku. Jeśli masz trochę rozumu to wiesz, że  jesteśmy poligamiczni. I po pierwszej zdradzie nie polecisz z papierami rozwodowymi do sądu bo Ci się krzywda stała. A jeśli będziesz cierpliwa i doczekasz jego 50-tych urodzin , facet będzie tylko Twój i na zawsze Twój. Bo od tego wieku zaczyna się era białych małżeństw o czym nikt głośno nie mówi. I potem już razem po grób.
            Dodaj odpowiedź 0 0
              Odpowiedzi: 1

            Czytaj także